Niepojęta dobroć Boga

Wydarzył się cud uzdrowienia małżeństwa, a może tylko maleńki cudzik?...

Moderator: Moderatorzy

Magnolia

Niepojęta dobroć Boga

Post autor: Magnolia » 07 paź 2017, 1:06

Od miesięcy słyszałam w sercu :”pisz…pisz…pisz…”
„Ale co mam Boże pisać, powiedz…..”
„pisz….pisz…pisz…”
Robiłam nadal swoje, praca , dom, obowiązki, ale słuchałam dalej, byłam otwarta na propozycje Boga.
Prosiłam o pracę, nie zarabiam od kilku miesięcy, a mamy duże potrzeby, ważne, konieczne - leczenie. Prosiłam cierpliwie.
Nawet raz powiedziałam: „Ty Boże wiesz, jakie mamy potrzeby serca i potrzeby w życiu, nie wiem jak to zrobisz, ale liczę na Ciebie”
Nie panikowałam, każdy przejaw zamartwiania się skąd wziąć potrzebne pieniądze ucinałam „Jezu ufam Tobie”. Po kilku tygodniach zaczęło się dziać, mąż mówi że mają klęske urodzaju, nie nadążają, że przyniesie dobrą pensję… Zaczęła budzić się nadzieja i wiara, że Bóg działa.
Ja robiłam nadal swoje, uwielbiałam Go codziennie, dziękowałam za wszystko co dostawałam, modliłam się za mamę o nawrócenie, podjęłam się postu w jej intencji, wsparłam jałmużną dobre działo Pana, czyli nowy kanał O. Szustaka. i cierpliwie czekałam.
Miesiąc temu gdy widziałam mamę, mieliśmy trudną rozmowę, cała rodzina przy stole. Narada, mama oczekiwała że wymusimy na tacie coś, niestety nie poszło po mamy myśli. Po raz pierwszy w życiu ja i moja siostra mówiłyśmy jednym głosem, a nasi mężowie nas wsparli. Nie mogłam postąpić inaczej w rozmowie, ale miałam pewność, że mama czuje się bardzo zawiedziona.
Postanowiłam jeszcze usilniej modlić się za mamę i całą rodzinę, o nawrócenie i potrzebne im uzdrowienie.
Pewnego piątku, szukając tekstów o modlitwie małżeńskiej znalazłam forum Sychar, przeczytałam jeden wątek i „wpadłam”. Miałam tyle do powiedzenia tej osobie, zaczęłam pisać… Od razu wiedziałam, że robię to czego chce ode mnie Bóg, bo poczułam pokój i miałam poczucie sensu.
Radowałam się bardzo w sercu, że mam tak wiele dla was myśli, kierowana chęcią dzielenia się swoją wiarą, doświadczeniami, świadczenia o Chrystusie pisałam dzień po dniu.
Ale jak można było zaobserwować, byłam atakowana za swoje wypowiedzi, że nie mam doświadczenia, że nie trafiam do czytelników w tak trudnej sytuacji życiowej, bo jej nie przeżyłam, że ciągle się mylę… ale jakby na przekór atakom zaczęły się podziękowania od forumowiczów, pojawiły się słowa wsparcia na PW, a przede wszystkim w moim sercu panował raczej pokój.
Odbierałam to w miarę spokojnie, bo przecież czułam że robię dobrze, że przecież dostałam od Boga „pracę”, a to że nie będzie z niej pieniędzy to nic, w końcu Bóg wie lepiej czego mi potrzeba, czułam się obdarowana i robiłam nadal swoje.
A co robiłam dokładnie? Opowiadałam o Bogu, jak Mu zawierzyć, jak zaufać, jakie narzędzia są dostępne katolikowi w walce ze złym. Ewangelizowałam. Mimo ataków i mimo wyśmiewania.
Nawet w jednym poście napisałam, ze jeśli Bóg jest z nami to zły nie robi nam krzywdy, a jeśli jeszcze naśladujemy Chrystusa to działania złego nas po prostu śmieszą.
Zbliża się 20 rocznica naszego ślubu, zbiegła się z bierzmowaniem starszej córki, zaprosiłam najbliższą rodzinę. Tu także nie obyło się bez różnych działań złego by nam zepsuć to świętowanie, ale zaufałam Bogu, modliłam się i nadal robiłam swoje, czyli organizowałam przyjęcie.
W piątek najważniejsze było dla mnie pójść z córką młodszą na mszę św. i do spowiedzi św. Zadzwoniłam do rodziny, kiedy przyjeżdzają, powiedzieli że są w połowie drogi a już jadą 4h. (Mieli do pokonania 300 km, zwykle jedzie się 3 h z przystankiem) w tym czasie zdążyłam na msze i do spowiedzi, wróciłam do domu i przygotowałam kolację, gdy wszystko stało na stole weszli goście. Jechali 6 h, bardzo im współczuję, ale najwyraźniej ważniejsza była Msza św.
W innym miejscu opisałam moje doświadczania z mamą, pokrótce to jest najtrudniejsza relacja w moim życiu, zwykle jestem pełna niepokoju przed każdym kontaktem z mamą. Dziś miałam spokój i pewność, że Bóg czuwa nade mną.
Rodzice przywieźli nam prezent, czarne, ładne pudełko a w środku gotówka…. nie mieściła się w kopercie…więc było pudełko. To jest połowa kwoty, którą potrzebujemy na leczenie. Dodam że mama nie wie o naszych problemach zdrowotnych, przypomnę że miesiąc temu bardzo ją zawiodłam ( w jej odczuciu). A teraz obdarowuje nas tak hojnie?!
Dla mnie było jasne, że tą hojność zawdzięczamy Bogu, Chwała Panu!
Kiedyś usłyszałam jak ewangelizator Marcin Zieliński (warto posłuchać konferencji na YT) powiedział, że gdy Bóg daje człowiekowi zadanie to i pomoże je zrealizować: „Jeśli Bóg chce żebym pojechał np. na Litwę i ewangelizował to ja nie zapłacę za to złotówki, o wszystko zadba Bóg”. Pomyślałam, że ja także tak chcę służyć Bogu…że także chcę się o tym przekonać.
No to się przekonałam!! Za dwa tygodnie ewangelizacji połowa kwoty potrzebnej na rok leczenia!!!
Ja chcę nadal zarabiać u Boga;-) A kto chce słuchać to niech słucha ;-)

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 1430
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Niepojęta dobroć Boga

Post autor: Nirwanna » 07 paź 2017, 6:56

Chwała Panu!
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Magnolia

Re: Niepojęta dobroć Boga

Post autor: Magnolia » 08 paź 2017, 18:35

Pisałam to w jakimś wątku, ale myślę, że warto to tu przytoczyć raz jeszcze, żeby ocalić te myśli od "zagubienia", może takie wyłowione z różnych wątków się komuś przydadzą.
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Słyszałaś w kościele pewnie wiele razy "popatrz na krzyż" - teraz w swoich najtrudniejszych dniach życia zrozum,
że Jezus także doświadczył tych wszystkich uczuć, jakie teraz masz.
Został zdradzony, pobity, opluty, poniżony, nie miał już siły, był wykończony cierpieniem, wyszydzony - i co zrobił? Jezus woła : "Ojcze w Twe ręce powierzam ducha mego" Łk 23,46

Naśladuj Chrystusa!

Wiele razy w Piśmie św. pada "Nie lękajcie się" (przeczytaj Mt 17), a św. Jan Paweł II dodał jeszcze "Nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi". Co to znaczy dla Ciebie?
Długo nie rozumiałam, co to znaczy dla mnie, ale kiedy zaczęłam oddawać się w Boże ręce coraz bardziej i bardziej, rezygnując jednocześnie z kontroli nad swoim życiem, ufając, że On wie lepiej! Jeśli wyznamy szczerze, że to Jezus jest naszym Panem i Zbawicielem (powtarzałam to codziennie, aby z każdym dniem to stawało się coraz bardziej prawdą) to zmienia się nasza perspektywa: to Bóg zaczyna rządzić w naszym życiu, a my już nie jesteśmy sami, możemy czuć się prawdziwie bezpieczni.

Nikt nie powie Ci jaką decyzję masz teraz podjąć, bo to twoje życie i ty poniesiesz konsekwencje.
Skupiłabym się na odmawianiu "Ojcze Nasz" z naciskiem "bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi".

Jesteś na jakimś etapie maratonu...nie sprintu, więc jeśli słabniesz to odpocznij i odpowiedz sobie na pytania: Kto jest Silny? Kto jest Wielki?, kto jest Wszechmocny? W Kim znajdę Ukojenie?

Dla mnie zawsze pada tylko jedna odpowiedź - Jezus Zmartwychwstały!!
Nie lękaj się, "wszystko możesz w Tym, który Cię umacnia"

Magnolia

Re: Niepojęta dobroć Boga

Post autor: Magnolia » 08 paź 2017, 19:24

Patrząc na sytuacje kryzysu w małżeństwie, trzeba popatrzeć głębiej, że to walka duchowa. Jeśli czujesz, że w twoje życie wdarło się zło, to podejmij walkę duchową. Której orężem są: modlitwa, stawanie w prawdzie, spowiedź św, komunią św w intencji współmałżonka (miłość nieprzyjaciół), post, jałmużna, uczynki miłosierdzia, pokora.

Dlaczego pokora to właściwy sposób walki ze złem?

Odwołam się wciąż do tego samego, do naśladowania Chrystusa, Jezus kiedy wrócił do Piłata po ubiczowaniu był skatowany i obolały, ale to jak się zachowywał zrobiło wrażenie nawet na Piłacie - postawa moralna Jezusa.
Piłat po krótkiej rozmowie z Jezusem, umył ręce i powiedział że nie znajduje winy w tym człowieku. (Chciał Go uwolnić...oczywiście że Piłat był zamieszany w sytuację polityczną i w rezultacie oddał Jezusa w ręce tych co krzyczeli, czyli przyłożył rękę do Ukrzyżowania.) A Jezus z pokorą to przyjął. A co się dalej stało? POKORA ZWYCIĘŻYŁA, bo JEZUS CHCIAŁ NIE TYLE SWOJEJ WOLI < CO WOLI OJCA!
Jeśli nie rozumiecie tego co piszę, albo nie umiecie sobie tego wyobrazić to polecam film "Pasja" Mela Gibsona. Obejrzyj ten film pod względem postawy moralnej Jezusa na ataki, biczowanie, zdradę. (bo jak rozumiem tak się teraz czujesz, biczowana/y, zdradzona/y i obolała/y, więc jeśli nie wiesz co robić to patrz na Jezusa, co On robił)

A gdy Jezus oddał swoje życie w ręce Boga,( czyli zupełnie wyzbył się kontroli, a pozwolił Bogu na kontrolę nad swoim życie) to stał się CUD PRZEMIANY ZŁA W MIŁOŚĆ. Całe zło Jezus zatrzymał na sobie, a oddał światu miłość. A potem był jeszcze większy CUD ZMARTWYCHWSTANIA.

Jeśli naprawdę chcecie zrobić porządek w swoim życiu, to ja widzę tylko taką drogę. W naśladowaniu Jezusa w pokorze, oddawaniu Bogu całego swojego życia, w poddaniu się woli Bożej. A wtedy wchodzi Bóg ze swoją MOCĄ i dzieją się cuda. Z Bogiem za plecami, w sercu, w myślach, na języku można walczyć ze złem i wtedy się tą walkę wygra.
Więc jeśli jeszcze nie zaczęłaś/eś od siebie, od nawrócenia siebie to nie zaczynaj walki ze złem, bo polegniesz...
Modlitwa "Jezu Ty się tym zajmij" ma wielką moc, jeśli za tymi słowami idzie prawdziwa pokora i oddanie Bogu życia.


Syracha 2,6
"Bądź Mu wierny, a On zajmie się Tobą, PROSTUJ SWE drogi, i JEMU ZAUFAJ"
tak mało słów a tak wiele treści!!!

Magnolia

Re: Niepojęta dobroć Boga

Post autor: Magnolia » 09 paź 2017, 9:07

Witaj, spróbuj zobaczyć wasza sytuację w kategoriach działania złego, a na męża spójrz jak na osobę zniewoloną przez złego, słabą i grzeszną, jak każdy z nas. Warto modlić się o uwolnienie męża spod wpływu złego.
Największym błędem wierzących w Boga jest lekceważenie złego lub wręcz brak wiary że szatan istnieje, takie podejście pozwala złemu na swobodne działanie w naszym życiu.
Jeśli sama doświadczasz efektów wpływu złego na swojego męża, bo cierpisz, to zwróc się o pomoc do Boga, przylgnij do Niego, bo tylko On jest silniejszy od złego, sami tej walki duchowej nie wygramy, tylko z Jezusem.

Poniżej modlitwy o uwolnienie, ale na pewno jak poszukasz to znajdziesz także inne. Zobacz, ze nie jesteś sama w walce można wzywać Aniołów, świętych i Maryję - TAKIE MASZ PLECY!!!


W Imię Jezusa Chrystusa, przez Jego Najdroższą Krew przelaną za całą ludzkość, za wstawiennictwem Najświętszej Maryi Dziewicy i wszystkich Świętych Archaniołów, w szczególności Świętego Michała Archanioła, wszystkich Świętych Aniołów i wszystkich Świętych, wśród nich Św. Franciszka, Św. Ojca Pio, Św. Antoniego z Padwy, Świętej Gemmy Galgani, Św. Jana Pawła II, przerywam i niweczę wszelki wpływ diabelski, którego doznaję na skutek braku przebaczenia sobie i bliskim, wszelkiego zła ukrytego, uczynionego przeze mnie na skutek mojego braku przebaczenia bliźnim. Panie miej litość nad naszą ułomnością, przyjdź uwalniać, przyjdź uzdrawiać.

W Twoje Święte Imię Jezu, wybaczam wszystkim tym, którzy wyrządzili mi jakiekolwiek zło. Wybaczam tym, którzy mnie skrzywdzili w ostatnim tygodniu, w ubiegłym miesiącu, w zeszłym roku, tym, którzy wyrządzili mi zło odkąd się urodziłem. Dziękuję Ci Jezu, ponieważ jestem pewien, że Ty im wybaczyłeś, tak jak ja to teraz uczyniłem. Dziękuję Ci Jezu za Twoją miłość, dziękuję za Twoje zwycięstwo. Amen.

Modlitwy pochodzą z książki O. G. Amorth, s. Angela Musoles "Z Jezusem pokonać złego ducha"

Magnolia

Re: Niepojęta dobroć Boga

Post autor: Magnolia » 09 paź 2017, 12:23

Z wątku kemot79 „zgodzić się na rozwód czy walczyć o rodzinę”

Unicorn2 : Komu zależy na niszczeniu rodziny?

Magnolia: Oczywiście, że złemu zależy na niszczeniu rodziny.
Ale że do walki ze złym mamy silną pomoc Boga, zawsze w tej kwestii możemy na Niego liczyć. Tym bardziej że Bóg jest DORBY.
Poza tym, żeby iść na wojnę ze złym, to trzeba się zastanowić po jakie sięgnąć środki, metody.
Skoro to walka duchowa to sięgnąłbym po środki duchowe: post, modlitwa, jałmużna - w Biblii napisano że to jest metoda na złe duchy.
A wczoraj przeczytałam zdanie św. Franciszka, którego nie przytoczę dokładnie bo złapałam sens. Chodzi o to, że wiemy że diabeł jest pyszny, przeciwieństwem pychy jest POKORA. Gdy będziemy ze złem walczyć pokorą, to zły nie będzie wiedział jak się bronić, bo nie wie co to jest pokora.
To jest warte przemyślenia, jak to zastosować. Ale chyba macie dużo do stracenia by zupełnie odrzucić takie metody;-)

A świat tworzymy my sami, albo przykładamy się do tego co pięknym stworzył Bóg, albo pomagamy złemu go zniszczyć.
No i często tu się powtarza, ale przypomnę, zaczyna się zmiany od siebie samego.

Unicorn2 - Proszę Cię, podaj mi jakiś przykład jak to zło dobrem zwyciężać.

Magnolia: Najkrótsza odpowiedź: miłością. Pięknie to wyszukał w Piśmie św. Ozeasz;-)

J 13,34 "Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie."
Ef 5,25 "Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo”

A miłość jest postawą patrzenia na dobro osoby. Czego potrzebuje Twoja żona? Co jest dla niej dobrem? Nawrócenie?

Każdy ma tą lekcję do odrobienia samodzielnie jak radzić sobie w walce duchowej, ale już wiele razy pisałam, że walcząc ze złym trzeba sięgać po środki duchowe:
Czytanie Pisma św w intencji żony, komunia św w intencji żony, zamówiona msza św za nią o nawrócenie, modlitwa i praca nad sobą żeby się codziennie nawracać, naśladowanie Chrystusa w przebaczaniu, miłość nieprzyjaciół, uczynki miłosierdzia.
Może dziś powiem dlaczego często powtarzam o poście, modlitwie i jałmużnie.
http://niedziela.pl/artykul/81496/nd/Mo ... t-jalmuzna albo http://mateusz.pl/mt/cs/trzykroki.htm

Ja walczę tymi narzędziami o swoją mamę, o jej nawrócenie. Walczę modlitwą serca, przyjmowaniem za nią komunii św., poprzez msze św w jej intencji, poprzez przebaczenie 30 lat zranień i odrzucania mojej osoby, poprzez post i poprzez datki na misje. Droga do tego by kochać mamę miłością nieprzyjaciół była trudna, ale okazała się być błogosławieństwem. Bo kiedy naprawdę pękło mi serce, takie połamane i zdruzgotane oddałam Bogu, zawierzyłam całkowicie. Nie ustaję w walce duchowej za mamę, choć prawie ze sobą nie rozmawiamy. I czekam na działanie Boga. We mnie na pewno działa, umacnia, wspiera, daje wolność i pokój.
Zobaczyłam w tej trudnej relacji swoją drogę do Boga, a w mamie osobę która potrzebuje mojej pomocy.

Nasza wiara daje nam wiele narzędzi, ale często z nich nie korzystamy, bo w nie wierzymy, że cokolwiek pomogą...
Ja spróbowałam i widzę efekty;-) Bóg tylko czeka, aby nam pomóc bo jest DOBRY, ale nie ma efektów bez konkretnego wysiłku.

Magnolia

Re: Niepojęta dobroć Boga

Post autor: Magnolia » 11 paź 2017, 19:26

Przypomnę za Nirwanną z wątku Unicorna:

List do Rzymian mówi tak: "Błogosławcie tych, którzy was prześladują. Błogosławcie, a nie złorzeczcie. Weselcie się z tymi, którzy się weselą, płaczcie z tymi, którzy płaczą. Niech was ożywia to samo wzajemne uczucie. Nie gońcie za wielkością, lecz do tego się stosujcie, co pokorne. Nie uważajcie sami siebie za mądrych. Nikomu złem za złe nie oddawajcie. Starajcie się dobrze czynić wobec wszystkich ludzi. Jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi. Umiłowani, nie wymierzajcie sprawiedliwości sami sobie, lecz pozostawcie to pomście Bożej. Napisano bowiem: Do mnie należy pomsta, Ja wymierzam zapłatę -- mówi Pan -- ale: Jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód -- nakarm go. Jeżeli pragnie -- napój go. Tak bowiem czyniąc, węgle żarzące zgromadzisz na jego głowę. Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj" (12,14-21).

Więcej o tym fragmencie tu: http://mateusz.pl/ksiazki/js-sd/Js-sd_58.htm

"Pobłogosław Panie mej żonie, by na swej drodze spotkała kogoś, kto Jej przypomni o Tobie Boże"
"Pobłogosław Panie mej żonie, by doświadczyła Twej wielkiej miłości i by ta miłość ją przemieniła"
"Pobłogosław Panie mej żonie, by zrozumiała jak złą idzie drogą i się nawróciła"
Pobłogosław Panie mej żonie by stanęła w prawdzie."
"Pobłogosław Panie mej żonie w nawróceniu, by jej serce wypełniła wiara."
"Pobłogosław Panie mej zonie w uzdrowieniu z jej choroby jaką jest zdrada naszej miłości"
"Pobłogosław Panie mej zonie w uzdrowieniu, aby serce jej wypełniła wdzięczność i miłość".

Magnolia

Re: Niepojęta dobroć Boga

Post autor: Magnolia » 12 paź 2017, 12:22

Z wątku Kemota
„Jeśli ktoś spostrzeże, że brat popełnia grzech, który nie sprowadza śmierci, niech się modli, a przywróci mu życie. Mam na myśli tych, których grzech nie sprowadza śmierci. Istnieje taki grzech, który sprowadza śmierć i w takim wypadku nie polecam, aby się modlono” (1 J 5,16).
Tu znalazłam konferencję O. Salija wyjaśniającą ten fragment pisma św., przypomina także jak ważna w Pismie św jest modlitwa wstawiennicza. Zarówno w konferencji jak i w tych rekolekcjach jest mowa, że jeśli dotychczasowa modlitwa nie przynosi skutku, to należy przyjrzeć się swojemu życiu , aby dokonać w nim takich zmian, aby podobało się Bogu. "Potrzebna jest większa i gorliwsza modlitwa za tę osobę niż dotychczas. Niech Pani modlitwa płynie z życia coraz bardziej ukierunkowanego ku Bogu." http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TD ... _kogo.html
Na plakacie wspomnianych rekolekcji jest zdanie: Otocz swoją modlitwą jednego, znanego Bogu człowieka, którego zbawienie jest zagrożone. Twoja ufna modlitwa otworzy mu drogę do Nieba.

Grzech cudzołóstwa nie sprowadza śmierci, więc jak najbardziej modlitwa wstawiennicza jest tu pomocna. Ale jeśli modlisz się, a nie widzisz skutku, to może jeszcze Bóg czeka na Twoje nawrócenie (modlitwa sprawiedliwego jest miła Bogu)
"A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone.
Wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy, módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie. Wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego." Jk 5 (list św Jakuba)

https://www.youtube.com/playlist?list=P ... -twYjq3bo4_

Posłuchałam 10 odcinków tych rekolekcji, są bardzo dobre, polecam. Jeszcze do reszty wrócę.

A patrząc na naszą dyskusję i odpowiedź na pytanie czy modlić się za grzesznika, cudzołożnika. W świetle tych rekolekcji, nadal odpowiedź jest pozytywna.

Św. Jan pisze, by nie modlić się tylko za tych, których grzechy pociągają śmierć. O. Pelanowski dodaje, że chodzi o śmierć duchową.
Za innych mamy się modlić.
Ale jedna rzecz tu umknęła w tych rozważaniach. Mianowicie: jak ja mam ocenić sumienie tego grzesznika?! Czy w ogóle powinnam?
Przecież jest to dla mnie zupełnie niedostępna rzecz. To znaczy ja nie wiem tak naprawdę co w tym grzeszniku siedzi. Widzę jakieś zewnętrzne objawy grzechów, ale nie widzę sumienia, tak jak widzi je Bóg.

Całe życie oceniałam moją mamę (dla tych którzy uważają, że to się nie przekłada na relacje mąż- żona od razu wyjaśniam, że te zasady tycza się wszystkich relacji międzyludzkich). Cierpiałam z jej strony, uważałam że jest wyjątkowo toksyczna i do tej pory widzę jej grzechy jak na dłoni: przyjmuje komunię św. nie wiem czy się spowiada, ale uważa że jest krystaliczna i nie musi się zmieniać, awanturuje się siejąc jadem i nienawiścią przed i po mszy św. nawet jeśli robi coś "dobrego" w jej mniemaniu to i tak ludzie cierpią.
Latami próbowałam dotrzeć do Niej, wskazując jej błędy i grzechy, nie przynosiło to żadnego skutku, tylko bardziej ja cierpiałam. I tak było 30 lat. Paradoksalnie, kiedy przestałam ją sądzić, właśnie dlatego że przecież nie jestem Bogiem, żeby ją osądzać, zaczęłam się intensywnie za nią modlić. Zaczęłam od siebie, to ja przebaczyłam pierwsza, choć do tej pory oczekiwałam przeprosin.
Przyjmuję za mamę komunię św., poszczę, odmawiam koronkę, zostawiam Bogu pole do działania. Czy dostałam od razu to czego oczekuję? Nie, mama nadal mnie nie przeprosiła. Ale w ostatni weekend mnie odwiedziła i to była miła wizyta. Ja byłam silna pokorą a moja mama nie umiała sobie z tym poradzić, więc całokształt wyszedł miło.
Paradoksalnie zaczęłam od siebie, nie oglądając się na mamę i ocenę jej sumienia, zostawiłam to Bogu i pozwoliłam by działa się Jego wola. I już widzę efekty mojej modlitwy, bo po raz kolejny w swoim życiu oddałam Bogu właściwe Jemu miejsce, czyli pierwsze.
To była kwestia ostatniego miesiąca. Już nie lat...

Więc może zamiast zastanawiać się czy ten grzesznik (mój mąż/żona) jest godzien naszej modlitwy wstawienniczej, albo może zamiast roztrząsać grzechy cudze (cudzołóstwo), dobrze jest oddać Bogu należne Mu miejsce, by nasza "modlitwa była miła Bogu".

MareS
Posty: 95
Rejestracja: 05 lut 2017, 22:22
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Niepojęta dobroć Boga

Post autor: MareS » 12 paź 2017, 17:27

Zamieszczam swój wpis w wątku Magnolii bo zostałem "wywołany do tablicy"...
Zbliżyłem się do Boga w momencie kryzysu mojego małżeństwa. Odejście żony mocno przeżyłem i bardzo dużo modliłem się do Boga o naprawę mojego małżeństwa. Chociaż mówiłem górnolotne hasła na temat wierności małżeńskiej to jednak prawda jest taka, że w głębi duszy chciałem aby wrócił czas sprzed kryzysu, kiedy byłem "niedzielnym" katolikiem. Dopiero rekolekcje O. Pelanowskiego uświadomiły mi o co proszę Boga. O spełnienie moich zachcianek. Czysty egoizm i wyrachowanie.
Będąc tu na forum staram się kierować zasadą opisywania własnych doświadczeń i przemyśleń zostawiając innym decyzję co chcą "przyjąć". Dlatego wkleiłem link do rekolekcji. Przyznaję, nie opisałem dużo swoich przemyśleń na co zwróciła uwagę Magnolia. Dlatego też opisałem własne wnioski i przemyślenia.
MareS pisze:
12 paź 2017, 10:23
Magnolia pisze:
12 paź 2017, 8:57
MareS pisze:
11 paź 2017, 21:16
1,5 roku temu kiedy żona stwierdziła iż nasze małżeństwo jest nieważne natrafiłem na rekolekcje O. Augustyna Pelanowskiego "Siódma pieczęć". Przez pierwszych kilka odcinków ojciec wyjaśnia za kogo Św. Jan nie poleca się modlić.
https://youtu.be/P_gGQbTVvKc
Dla mnie to był szok.
MareS , mała prośba, jak coś Cię szokuje, to chociaż napisz co, żeby inni mogli się do tego odnieść.
Posłuchałam pierwszy odcinek tych rekolekcji o modlitwie, ale chyba nie zrozumiałeś dobrze przytoczonego cytatu z św Jana, który brzmi: „Jeśli ktoś spostrzeże, że brat popełnia grzech, który nie sprowadza śmierci, niech się modli, a przywróci mu życie. Mam na myśli tych, których grzech nie sprowadza śmierci. Istnieje taki grzech, który sprowadza śmierć i w takim wypadku nie polecam, aby się modlono” (1 J 5,16).
Tu znalazłam konferencję O. Salija wyjaśniającą ten fragment pisma św., przypomina także jak ważna w Pismie św jest modlitwa wstawiennicza. Zarówno w konferencji jak i w tych rekolekcjach jest mowa, że jeśli dotychczasowa modlitwa nie przynosi skutku, to należy przyjrzeć się swojemu życiu , aby dokonać w nim takich zmian, aby podobało się Bogu. "Potrzebna jest większa i gorliwsza modlitwa za tę osobę niż dotychczas. Niech Pani modlitwa płynie z życia coraz bardziej ukierunkowanego ku Bogu." http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TD ... _kogo.html
Na plakacie wspomnianych rekolekcji jest zdanie: Otocz swoją modlitwą jednego, znanego Bogu człowieka, którego zbawienie jest zagrożone. Twoja ufna modlitwa otworzy mu drogę do Nieba.

Grzech cudzołóstwa nie sprowadza śmierci, więc jak najbardziej modlitwa wstawiennicza jest tu pomocna. Ale jeśli modlisz się, a nie widzisz skutku, to może jeszcze Bóg czeka na Twoje nawrócenie (modlitwa sprawiedliwego jest miła Bogu)
"A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone.
Wyznawajcie zatem sobie nawzajem grzechy, módlcie się jeden za drugiego, byście odzyskali zdrowie. Wielką moc posiada wytrwała modlitwa sprawiedliwego." Jk 5 (list św Jakuba)
Byłem przekonany, że każda moja modlitwa jest "miła" Bogu. A czy tak jest ... Dopiero po tym doświadczeniu (wysłuchaniu) zrozumiałem, że najczęściej moja modlitwa to modlitwa prośby (modlitwa wstawiennicza to jest prośba) i często i gęsto oczekiwałem od Boga spełnienia moich zachcianek (żeby żona wróciła). A czy taka modlitwa jest "miła" Bogu"?
W odpowiedzi Magnolia napisała:
Magnolia pisze:
12 paź 2017, 12:19
MareS pisze:
12 paź 2017, 10:23
Byłem przekonany, że każda moja modlitwa jest "miła" Bogu. A czy tak jest ... Dopiero po tym doświadczeniu (wysłuchaniu) zrozumiałem, że najczęściej moja modlitwa to modlitwa prośby (modlitwa wstawiennicza to jest prośba) i często i gęsto oczekiwałem od Boga spełnienia moich zachcianek (żeby żona wróciła). A czy taka modlitwa jest "miła" Bogu"?
No właśnie MareS tu może jest ta przeszkoda, i odpowiedź na pytanie dlaczego moich modlitw Bóg nie wysłuchuje.... zastanów sie nad tym...


Posłuchałam 10 odcinków tych rekolekcji, są bardzo dobre, polecam. Jeszcze do reszty wrócę.

A patrząc na naszą dyskusję i odpowiedź na pytanie czy modlić się za grzesznika, cudzołożnika. W świetle tych rekolekcji, nadal odpowiedź jest pozytywna.

Św. Jan pisze, by nie modlić się tylko za tych, których grzechy pociągają śmierć. O. Pelanowski dodaje, że chodzi o śmierć duchową.
Za innych mamy się modlić.
Ale jedna rzecz tu umknęła w tych rozważaniach. Mianowicie: jak ja mam ocenić sumienie tego grzesznika?! Czy w ogóle powinnam?
Przecież jest to dla mnie zupełnie niedostępna rzecz. To znaczy ja nie wiem tak naprawdę co w tym grzeszniku siedzi. Widzę jakieś zewnętrzne objawy grzechów, ale nie widzę sumienia, tak jak widzi je Bóg.

Całe życie oceniałam moją mamę (dla tych którzy uważają, że to się nie przekłada na relacje mąż- żona od razu wyjaśniam, że te zasady tycza się wszystkich relacji międzyludzkich). Cierpiałam z jej strony, uważałam że jest wyjątkowo toksyczna i do tej pory widzę jej grzechy jak na dłoni: przyjmuje komunię św. nie wiem czy się spowiada, ale uważa że jest krystaliczna i nie musi się zmieniać, awanturuje się siejąc jadem i nienawiścią przed i po mszy św. nawet jeśli robi coś "dobrego" w jej mniemaniu to i tak ludzie cierpią.
Latami próbowałam dotrzeć do Niej, wskazując jej błędy i grzechy, nie przynosiło to żadnego skutku, tylko bardziej ja cierpiałam. I tak było 30 lat. Paradoksalnie, kiedy przestałam ją sądzić, właśnie dlatego że przecież nie jestem Bogiem, żeby ją osądzać, zaczęłam się intensywnie za nią modlić. Zaczęłam od siebie, to ja przebaczyłam pierwsza, choć do tej pory oczekiwałam przeprosin.
Przyjmuję za mamę komunię św., poszczę, odmawiam koronkę, zostawiam Bogu pole do działania. Czy dostałam od razu to czego oczekuję? Nie, mama nadal mnie nie przeprosiła. Ale w ostatni weekend mnie odwiedziła i to była miła wizyta. Ja byłam silna pokorą a moja mama nie umiała sobie z tym poradzić, więc całokształt wyszedł miło.
Paradoksalnie zaczęłam od siebie, nie oglądając się na mamę i ocenę jej sumienia, zostawiłam to Bogu i pozwoliłam by działa się Jego wola. I już widzę efekty mojej modlitwy, bo po raz kolejny w swoim życiu oddałam Bogu właściwe Jemu miejsce, czyli pierwsze.
To była kwestia ostatniego miesiąca. Już nie lat...

Więc może zamiast zastanawiać się czy ten grzesznik (mój mąż/żona) jest godzien naszej modlitwy wstawienniczej, albo może zamiast roztrząsać grzechy cudze (cudzołóstwo), dobrze jest oddać Bogu należne Mu miejsce, by nasza "modlitwa była miła Bogu".
1. Magnolia nie wchodziłem z Tobą w dyskusję tylko dzieliłem się własnym doświadczeniem.
2. Nigdzie i nikomu nie powiedziałem ani napisałem, żeby nie modlił się za innych ludzi.
3. Może masz rację, że wymagam nawrócenia. Powiem więcej, ja chcę codziennie się nawracać bo tego chciał ode mnie Jezus ("nawracajcie się" a nie "nawróc").
4. Może rzeczywiście wiesz, że Bóg nie wysłuchuje moich modlitw i dlaczego. Ja tego nie wiem a wiedza ta nie jest mi potrzebna. Ja mam wewnętrzną potrzebę dialogu z Bogiem, nie modlitwy ale dialogu albo milczenia i patrzenia na siebie w trakcie adoracji. Czy proszę Boga w czasie modlitwy. Tak i to bardzo często. O to co proszą inni ludzie, o siły dla mnie abym nie odszedł od Boga i trwał w swoim postanowieniu a dla żony proszę o błogosławieństwo, bo On wie najlepiej co dla niej jest potrzebne.

Magnolia szczerze mówiąc trochę mnie irytowała Twoja postawa. Wszędzie jesteś obecna, wszystko wiesz najlepiej ale to forum jest ogólnodostępne i każdy może pisać to na co pozwoli moderacja. Dzisiaj jak napisałaś post do mnie to akurat słuchałem konferencji ks. Piotra Glasa:
https://youtu.be/sBvt4MWrotA
i "zapaliła" mi się czerwona lampka. Idziesz jak taran przez to forum i ja mam wątpliwości czy są to efekty działania Ducha Św. (od 32 minuty konferencji).
Na ten temat więcej nie będę się wypowiadał.

Magnolia

Re: Niepojęta dobroć Boga

Post autor: Magnolia » 12 paź 2017, 20:40

Marku, najpierw wyjaśnię, że do Ciebie napisałam tylko to pierwsze zdanie pod cytatem.
Resztę pisałam w temacie modlitwy wstawienniczej i refleksje po wysłuchaniu 10 odcinków rekolekcji przez ciebie poleconych.
Przepraszam, jeśli odczułeś sie "wywołany do tablicy", nigdzie nie napisałam że wymagasz nawrócenia, pisałam ogólnie żebyś się nad tym zastanowił, każdy to musi ocenić sam, podjąć nawrócenie także można jedynie z własnej woli. Ja także uważam, że nawracać się trzeba codziennie i staram się to stosować.
Wysłuchałam konferencji, którą mi poleciłeś. Rozumiem, twoje obawy wobec mnie (że to nawrócenie pozorne, że emocjonalne i nic poza uniesieniami za tym nie idzie). Odpowiem tak: Spowiadam się regularnie, modlę się codziennie. Mam kontakt z Pismem św codziennie. Nie doświadczyłam zaśnięcia w Duchu św. Moje nawrócenie odbyło się w domu w czasie modlitwy prywatnej, w czasie której przebaczałam wszystkim w moim życiu. Dlatego często mówię jak ważne jest przebaczenie. Jak zmienia życie realnie. Świadczę o tym czego doświadczam, ale właśnie podkreślam, że to dzięki zmianie postaw, czyli wkładanej pracy w nawracanie siebie codziennie. Jeśli jeszcze raz przeczytasz to co napisałam w dzisiejszym małym świadectwie, to zauważ że przyznałam się do 30 lat trwania w urazach i żalach, do oceniania mamy. (wyznałam publicznie grzech). Napisałam też że z pokorą zmieniłam swoją postawę zasadniczo, czyli zupełnie przestałam ją oceniać, a przestawiłam się na gorliwą modlitwę za nią i to ta modlitwa przynosi (moim zdaniem) powoli zmiany w relacji z mamą.
Co do emocjonalności w świadectwach, gdy Duch św przychodzi to przynosi także ze sobą swoje owoce: pokój i radość. Ja je czuję, więc pewnie inni także je odczuwają w tym, co piszę.
Odkryłam pokorę dopiero po 43 latach życia, wcześniej była mi obca, ale teraz jestem pokorą zachwycona. Więc dużo o niej piszę.
A o grzesznikach piszę pamiętając za każdym razem, że jestem jednym z nich.
Zapytałam także męża o zdanie (czy uważa, że to co się ze mną dzieje jest od Ducha św?) Żyje ze mną od 20 lat i widział mnie w niejednej sytuacji. Zaraz po nawróceniu miał duże obawy i zastrzeżenia, podobne do twoich. Ale moja postawa trwa od dłuższego czasu i miał okazję się przekonać, że to co mówię i robię jest spójne. Nawet wczoraj o tym rozmawialiśmy na rocznicowej kolacji.

Każdy ma prawo oceniać to, co piszę w pełnej wolności.

lustro
Posty: 560
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Niepojęta dobroć Boga

Post autor: lustro » 13 paź 2017, 13:22

MareS pisze:
12 paź 2017, 17:27
Magnolia szczerze mówiąc trochę mnie irytowała Twoja postawa. Wszędzie jesteś obecna, wszystko wiesz najlepiej ale to forum jest ogólnodostępne i każdy może pisać to na co pozwoli moderacja. Dzisiaj jak napisałaś post do mnie to akurat słuchałem konferencji ks. Piotra Glasa:
https://youtu.be/sBvt4MWrotA
i "zapaliła" mi się czerwona lampka. Idziesz jak taran przez to forum i ja mam wątpliwości czy są to efekty działania Ducha Św. (od 32 minuty konferencji).
Na ten temat więcej nie będę się wypowiadał.
Magnolia pisze:
12 paź 2017, 17:27
Odkryłam pokorę dopiero po 43 latach życia, wcześniej była mi obca, ale teraz jestem pokorą zachwycona. Więc dużo o niej piszę.
A o grzesznikach piszę pamiętając za każdym razem, że jestem jednym z nich.
Myślę Magnolia, że dobrze by było, abyś na chwile się zatrzymała i zadała sobie pytanie, czy naprawdę jesteś powołana tu, żeby nas nauczać?

Ja mam podobne wątpliwości jak MareS, dokładnie takie same odczucia.
I powiem Ci szczerze, że rekolekcje, które polecił MareS, a które też przynajmniej częściowo wysłuchałaś, dają bardzo mocno do myślenia.
Przynajmniej mnie dały - czy ja nie jestem jak faryzeusz? czy mnie się coś nie zdaje?
Zadałaś sobie tez takie pytanie?
Patrząc na to, co i jak napisałaś o swojej mamie ( faryzejskiej, która przyjmuje komunie bez spowiedzi, która wszędzie czyni zło, nawet jak się jej zdaje inaczej, której grzechy Ty widzisz nadal jak na dłoni...) i na to, co piszesz stale o sobie ...chyba jednak nie zadałaś sobie tego pytania.

Piszesz, że nauczyłaś się pokory... hmmm...

Moja babcia miała takie powiedzenie - gdzie stanie, tam powie kazanie.
Stale mi się to przypomina jak czytam Twoje kilometrowe posty.

I jedno pytanie, które mnie nurtuje od jakiegoś czasu.
Czego tu szukasz, czego potrzebujesz...?
Na tym forum pojawiają się ludzie w bardzo trudnych życiowych sytuacjach. Rozjechani przez życie i swoich współmałżonków.
Najpierw szukają ratunku...potem szukają kierunku pracy nad sobą...
Zmieniają się w czasie pobytu tu. Odnajdują Boga i spokój wewnetrzny. Doskonalą siebie.
I czasem radością tego doskonalenia się dzielą.

A Ty czego Tu szukasz? Samodoskonalenia? Wsparcia? Ratunku?
Po co tak naprawdę sie tu znalazłaś?

lustro
Posty: 560
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Niepojęta dobroć Boga

Post autor: lustro » 13 paź 2017, 13:41

Magnolia pisze:
07 paź 2017, 1:06
No to się przekonałam!! Za dwa tygodnie ewangelizacji połowa kwoty potrzebnej na rok leczenia!!!
Ja chcę nadal zarabiać u Boga;-) A kto chce słuchać to niech słucha ;-)
I tu bym sie bardzo mocno zastanowiła

lena50
Posty: 100
Rejestracja: 17 sie 2017, 0:29
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Niepojęta dobroć Boga

Post autor: lena50 » 13 paź 2017, 23:52

Myślę Magnolia, że dobrze by było, abyś na chwile się zatrzymała i zadała sobie pytanie, czy naprawdę jesteś powołana tu, żeby nas nauczać?
Ja mam podobne wątpliwości jak MareS, dokładnie takie same odczucia.
....i ja mam podobne,choć nie uważam,że Magnolia nas naucza.
Ot dzieli się doświadczeniem,swoją przemianą,doświadczeniem Boga i szczęściem jakie się z tym wiąże.
Fakt....czasem bywa to irytujące,bo ......bywa,że nie na temat,a jeśli nawet ,bo Bóg,a On zawsze na temat......to nie zawsze dociera do "nowych".
"Nowy" nie koniecznie z Bogiem za pan brat,ot rypło mu się małżeństwo i szuka pomocy.
...i tu refleksja mnie naszła....
Dlaczego tylko "starzy" pretensje mają?
hm.....bo byli na miejscu nowych kiedyś?

Magnolia......dołaczyłaś do forum ,które dotyczy małżeństwa,a konkretnie jego uzdrowienia.
Nie uzdrowienia relacji z mamą ,ale małżeństwa.
Widzisz róznicę?

A tak po za tym.......sama mam wiele pretensji do mamy,ale zostawiłam to,bo przede wszystkim jestem żoną a nie córką.

Pewnego piątku, szukając tekstów o modlitwie małżeńskiej znalazłam forum Sychar, przeczytałam jeden wątek i „wpadłam”. Miałam tyle do powiedzenia tej osobie, zaczęłam pisać… Od razu wiedziałam, że robię to czego chce ode mnie Bóg, bo poczułam pokój i miałam poczucie sensu.
Radowałam się bardzo w sercu, że mam tak wiele dla was myśli, kierowana chęcią dzielenia się swoją wiarą, doświadczeniami, świadczenia o Chrystusie pisałam dzień po dniu.
Pozwól ,że zapytam.......dlaczego szukałaś tekstów o modlitwie małażeńskiej?....i dlaczego tak mało do małżeństwa się odnosisz?
Wiesz.....ludzie chcą wiedzieć z kim mają do czynienia.....
Z kimś doświadczonym,który przeszedł podobne,z psychologiem,księdzem......?
Kim Ty jesteś?
Że mediatorem to wiem,ale co po za tym?
lena50....dawniej lena

renta11
Posty: 120
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Niepojęta dobroć Boga

Post autor: renta11 » 14 paź 2017, 9:17

Ciekawe, że mnie poruszyła wypowiedź Lustro. Ale mam trochę inne wnioski.
Nie bez powodu na Al-Anon kładzie się nacisk na to, aby dzielić się tylko swoim doświadczeniem, wiarą, nadzieją, a nie wskazywać jedynie słuszną linii partii.
Ewangelizacja jest najbardziej skuteczna wtedy, kiedy świadczy się swoim życiem, postępowaniem. Kiedy patrząc na jakąś osobę, jej stosunek do innych ludzi, jej postępowanie, może zainteresować mnie to, o czym ta osoba mówi, co głosi. Trudno taką ewangelizację stosować na forum, gdzie mamy tylko słowo pisane.
Zarówno Lustro, jak i Magnolia wskazują jedyną słuszną linię partii (często zresztą mają zbieżne stanowiska), co czasami może być irytujące, szczególnie dla ludzi nieugruntowanych w wierze. Ostatnio, przy dużej aktywności jednej, jak i drugiej Pani, trochę zawłaszczyły tzw. doradztwo.
Lustro, dla mnie w swoich wypowiedziach w domyśle mówi, "ja zdradziłam, ja wiem, co myśli każdy wiarołomny, zatem mnie słuchajcie, ja wiem lepiej co powinniście robić". A przecież nie każdy i nie wszyscy. I jej metody nie muszą być skuteczne, bo jej mąż mógł być taki cudowny, że wszystko co robił, mógł robić "pomimo", a nie z powodu tego co myśli Lustro.
Magnolia jest niedawno nawróconą, i co ciekawe również wiarołomną (emocjonalna 7-letnia zdrada) małżonką. Do tego chorą i być może potrzebującą większego zaangażowania w Boga, w Jego moc.
Obie Panie bardzo trafiają ze swoją jedynie słuszną linią partii szczególnie do nowo przybyłych na forum. Bo nowo przybyli, najczęściej daliby się pokroić, byleby tylko małżonek został z nimi, albo do nich wrócił, najlepiej natychmiast.
A przecież nie do końca o to tylko chodzi tutaj, o powrót małżonka, czy w ogóle o małżonka. Tak może się tylko wydawać na pierwszy rzut oka.
Moim zdaniem, jesteśmy tutaj po to, aby przeżyć prawdziwe i szczere nawrócenie. My sami, a nie nasz małżonek. Dlaczego tylko my? Bo naszego małżonka tutaj nie ma, jestem ja i ty, który to czytasz. I o nasze nawrócenie tutaj chodzi. A to wymaga czasu i naszej wewnętrznej pracy. I spotkania się z życzliwością, miłosierdziem, wsparciem na forum. W wielu wypowiedziach trafiam na coś, co mnie zainspiruje, coś we mnie poruszy, coś we mnie otworzy.
Więc swoją postawą, dzieleniem się swoim doświadczeniem, wiarą, nadzieją, każdy z nas ewangelizuje. I jednocześnie to forum nas zmienia, moim zdaniem, na lepsze.
Lustro jest tutaj dłużej, pamiętam jak mnie denerwowała namolnym wskazywaniem jedynie słusznej drogi. Teraz mniej naucza, więcej dzieli się doświadczeniem. Ale Magnolia także się zmienia. Osobiście uważam, że wszystkie relacje są podobne, łączą je podobne reguły gry. Przecież i my stosujemy przypowieść o synu marnotrawnym do naszych małżeństw. Więc i stosunki matka-córka mogą nas czegoś nauczyć. A Magnolia szybko przyjęła wskazówki i coraz częściej tylko dzieli się swoim doświadczeniem.
Więc nie ma się czego czepiać. Każdy jest tutaj potrzebny. Najważniejsze, aby zrozumieć, że moje doświadczenie, moje przemyślenia są moje i tylko do mnie się odnoszą. Mogę się nimi podzielić, ale co kto z tego weźmie, to już nie moja sprawa. Szacunek dla każdego, to ważna wskazówka. A obie Panie taki szacunek mają.
Nie wiem, po co ktoś jest na forum. Nie do końca wiem, po co ja tutaj jestem. Chociaż mam coraz większą świadomość, że ja jestem tutaj dla siebie, dla swojego rozwoju, dla poszerzenia mojej wiary.

Pavel
Posty: 793
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Niepojęta dobroć Boga

Post autor: Pavel » 14 paź 2017, 10:22

Moje spojrzenie jest zbieżne z tym co napisała renta11.
Bardzo dobry, wartościowy post :)
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość