Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

Pavel
Posty: 3776
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: Pavel » 14 wrz 2021, 23:13

Caliope pisze:
14 wrz 2021, 20:17
Contesempre, jak podniesiesz się do swojego wpisu w temacie Triste? W całym twoim wątku nie ma ani grama informacji o tym, że większość twojej rodziny pije, a Ty jesteś DDA. Twój mąż też nadużywa alkoholu, ale też nie wspominałaś o tym. Teraz dopiero widać, nie są problemem rodzice męża, a jego nałóg i być może też twoja postawa, bo pewnie nie raz piliscie razem. Tak krótkie małżeństwo nie rozpada się tak szybko z błahych powodów, a to zmienia całkowicie postać rzeczy.
Chciałbym odnieść się do twego wpisu Caliope, aczkolwiek widzę contesempre sama się już odniosła.
Czytając już post w wątku Triste miałem podobne odczucia, subiektywne oczywiście, ale na tyle mi się to nie spodobało, że postanowiłem skomentować.
O ile merytorycznie w niemałej części uważam twe pytania za zasadne, o tyle:
-ton wypowiedzi brzmi dla mnie jak oskarżenie contesempre jakby była jakimś „przestępcą”;
-contesempre miała prawo pisać to co uważała za stosowne w swoim wątku;
-picie alkoholu wraz z mężem nie jest o ile mi wiadomo przestępstwem, nawet nadmierne spożywanie alkoholu nie musi oznaczać alkoholizmu (aczkowkiek picie ryzykowne może się tak zakończyć).
-nawet wzrastając w rodzinie alkoholowej można mieć o tym kiepskie pojęcie. Merytoryczną wiedzę nabyłem dopiero będąc już w Sycharze, zupełnie przy okazji, mimo iż ojciec, brat i duża część dalszej rodziny cierpiała na alkoholizm (a wraz z nimi, „dzięki” nim, cierpiały również całe rodziny);
-nie wybrzmiewa mi tu miłość i troska o bliźniego, a racjoholizm, oskarżanie, stawianie do pionu.
Takie są moje przemyślenia, odczucia.
Zachęcam przede wszystkim do większej empatii i zwracania uwagi na formę wypowiedzi, ta może bowiem zniweczyć, przekreślić najlepszą jakościowo treść.

Aha, nawiazując już do wątku Triste, o ile się niezbyt z całością tego co napisała contesempre zgadzam, o tyle jest tam istotna sprawa, która wg mnie warto by nie umknęła:
Miłość bliźniego.
Nawet twarda miłość wciąż warto by była miłością.
Granica miedzy niewłaściwie pojmowaną twardą miłością i obojętnością jest dość cienka.
I jak z naszym wzrastaniem - nie ma jednej, jedynej słusznej drogi (aczkowkiek są takie, które są bardziej wypróbowane, skuteczne).
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Caliope
Posty: 1888
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: Caliope » 15 wrz 2021, 0:26

contesempre pisze:
14 wrz 2021, 22:35
Caliope pisze:
14 wrz 2021, 20:17
Contesempre, jak podniesiesz się do swojego wpisu w temacie Triste? W całym twoim wątku nie ma ani grama informacji o tym, że większość twojej rodziny pije, a Ty jesteś DDA. Twój mąż też nadużywa alkoholu, ale też nie wspominałaś o tym. Teraz dopiero widać, nie są problemem rodzice męża, a jego nałóg i być może też twoja postawa, bo pewnie nie raz piliscie razem. Tak krótkie małżeństwo nie rozpada się tak szybko z błahych powodów, a to zmienia całkowicie postać rzeczy.

Nie będę odpowiadać w dwóch wątkach. Jeśli prześledzisz mój wątek dokładnie lub jeśli byłaś w nim nie tylko przelotem, to znalazłabyś informacje, że jestem dda, bo pisałam o tym. Nie wspomniałam o alkoholikach w mojej rodzinie, bo większości z nich nie ma już na świecie. Problemem mojego sakramentalnego M, jest jego relacja z rodzicami i jego nadużywanie alkoholu. Poza tym, na samym początku każdej historii, admini piszą by unikać szczegółów by nie być rozpoznanym w realu.
Owszem z M, piliśmy często razem ale n na zasadzie "chodź Kochanie pierdykniemy banie" tylko raczej jakieś weekendowe przed tv lub w gościach czy na imprezie. Jak wszyscy mlodzi ludzie. A nasze małżeństwo rozpadło się z błahych powodów, nie rozumiem dlaczego piszesz takie stwierdzenia nie przeczytając wątku bo wyłapać można w nim już na samym początku, dlaczego to się rozpadło.

Moje małżeństwo rozpadło się ponieważ mój M, nie umiał rozwiązywać problemów, rozmawiać o nich, uzależniony był od rodziny, z której się wywodził, cenił ich zdanie nad moje i własne, ich rady były dla niego torem życiowym, nadużywał alkoholu po ślubie bedac w delegacji za granicą a w kryzysie znalazł sobie kowalską a właściwie siostra mu znalazła i jest z nią do dziś dnia.

Ja mam swoje tok myślenia w kwestii uzależnienia, bylam dzieckiem kiedy zmarł mój ojciec alkoholik, niedługo po nim zmarli wujkowie a z strony rodziny męża znam jego wujka, który też ma problem alkoholowy i on, potrafi poprosić poprosić pomóc i wsparcie. Potrafi rozmawiać, przyznać się, powiedzieć czego potrzebuje. I uwierz mi, byłam jedyna osoba, z którą na ten temat rozmawiał, bo ja nie naciskałam. Wszyscy przy każdej okazji najeżdżali na niego, że jest taki, śmaki, czy owaki. On nie chciał tego słuchać. On chciał porozmawiać z kimś, kto zna chorobę, której mógł powiedzieć czego się obawia i jak się czuje. Więc wysnuwanie przez Ciebie teorii na mój temat w tej kwestii i atak na mnie, że jestem nieświadoma, jest bardzo nie na miejscu. Domniemam, ze Tobie terapia pomogła i z niej takie wniosku wysunięte ale każdy przypadek jest inny. I Nino w wątku Trite chyba też nie bezpodstawnie w pewnej części poparł moje zdanie.
Gratuluje lat w trzeźwości i życzę kolejnych, dozgonnie. Pragnę tylko byś doposcila zdanie innych do siebie, nawet jeśli jest zupełnie inne od Twojego bo różne są przypadki a nie wytrwale oczekiwała takich samych zachowan i reakcji jak są Twoje od otoczenia. Bo to jest właśnie też syndrom dda i ja się tego wyzbyłam. Nie był łatwo, też uważałam, że moje zdanie jest niepodważalne i jedy słuszny tok myślenia ale to z czasem (terapia) się zmieniło. Psychoterapia indywidualna w trakcie kryzysu, nie mylić z terapia antyalkoholową.
No i jest istota problemu, otworzyłaś to ostatnie okno, gratuluję i życzę tobie dobrego życia, bo Bóg czuwa nad Tobą. Nie atakowałam, chciałam wiedzieć co Tobą kierowało. To nie jest złe przyznać, że mąż ma problem z alkoholem, a Ty masz oznaki współuzależnienia i to nie jest związane z DDA z dzieciństwa, a życiem z uzależnionym. Poza tym ,to nie jest wina rodziców męża, a jego samego, nikt mu do gardła na siłę nie wlewał. Dobrze, że tu jesteś i w twoim wypadku teraz się wycofać jest uzasadnione. A tylko Bóg wie czy mąż kiedykolwiek pójdzie się leczyć.

Caliope
Posty: 1888
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: Caliope » 15 wrz 2021, 0:46

Pavel pisze:
14 wrz 2021, 23:13
Caliope pisze:
14 wrz 2021, 20:17
Contesempre, jak podniesiesz się do swojego wpisu w temacie Triste? W całym twoim wątku nie ma ani grama informacji o tym, że większość twojej rodziny pije, a Ty jesteś DDA. Twój mąż też nadużywa alkoholu, ale też nie wspominałaś o tym. Teraz dopiero widać, nie są problemem rodzice męża, a jego nałóg i być może też twoja postawa, bo pewnie nie raz piliscie razem. Tak krótkie małżeństwo nie rozpada się tak szybko z błahych powodów, a to zmienia całkowicie postać rzeczy.
Chciałbym odnieść się do twego wpisu Caliope, aczkolwiek widzę contesempre sama się już odniosła.
Czytając już post w wątku Triste miałem podobne odczucia, subiektywne oczywiście, ale na tyle mi się to nie spodobało, że postanowiłem skomentować.
O ile merytorycznie w niemałej części uważam twe pytania za zasadne, o tyle:
-ton wypowiedzi brzmi dla mnie jak oskarżenie contesempre jakby była jakimś „przestępcą”;
-contesempre miała prawo pisać to co uważała za stosowne w swoim wątku;
-picie alkoholu wraz z mężem nie jest o ile mi wiadomo przestępstwem, nawet nadmierne spożywanie alkoholu nie musi oznaczać alkoholizmu (aczkowkiek picie ryzykowne może się tak zakończyć).
-nawet wzrastając w rodzinie alkoholowej można mieć o tym kiepskie pojęcie. Merytoryczną wiedzę nabyłem dopiero będąc już w Sycharze, zupełnie przy okazji, mimo iż ojciec, brat i duża część dalszej rodziny cierpiała na alkoholizm (a wraz z nimi, „dzięki” nim, cierpiały również całe rodziny);
-nie wybrzmiewa mi tu miłość i troska o bliźniego, a racjoholizm, oskarżanie, stawianie do pionu.
Takie są moje przemyślenia, odczucia.
Zachęcam przede wszystkim do większej empatii i zwracania uwagi na formę wypowiedzi, ta może bowiem zniweczyć, przekreślić najlepszą jakościowo treść.

Aha, nawiazując już do wątku Triste, o ile się niezbyt z całością tego co napisała contesempre zgadzam, o tyle jest tam istotna sprawa, która wg mnie warto by nie umknęła:
Miłość bliźniego.
Nawet twarda miłość wciąż warto by była miłością.
Granica miedzy niewłaściwie pojmowaną twardą miłością i obojętnością jest dość cienka.
I jak z naszym wzrastaniem - nie ma jednej, jedynej słusznej drogi (aczkowkiek są takie, które są bardziej wypróbowane, skuteczne).
Nie chciałam by to zabrzmiało jak atak, nie uważam nikogo jako przestępcę, ale tu i tak jesteśmy dość anonimowi by przyznać, że jednak było coś jeszcze. Czy nie jest w takim wypadku inaczej, jeśli wiadomo czemu się rozpadło? nie przez Contesempre i nie przez osoby trzecie.
Co do twardej miłości, gdyby moja matka ją zastosowała, mój ojciec być moze by żył, na mnie nikt nie musiał stosować, bo i tak mnie wszyscy zostawili, bo się nie odzywałam. Kiedy upadłam, sama szukałam kontaktu i mnie przyjęli, rodzina pomimo wszystko nie jest nigdy obojętna, ludzie z terapii często wracają do swoich, ale nie jest powiedziane, że nie zapiją znów.

contesempre
Posty: 179
Rejestracja: 08 sty 2020, 20:42
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: contesempre » 15 wrz 2021, 8:17

Caliope pisze:
15 wrz 2021, 0:26
Moje małżeństwo rozpadło się ponieważ mój M, nie umiał rozwiązywać problemów, rozmawiać o nich, uzależniony był od rodziny, z której się wywodził, cenił ich zdanie nad moje i własne, ich rady były dla niego torem życiowym, nadużywał alkoholu po ślubie bedac w delegacji za granicą a w kryzysie znalazł sobie kowalską a właściwie siostra mu znalazła i jest z nią do dziś dnia.

Ja mam swoje tok myślenia w kwestii uzależnienia, bylam dzieckiem kiedy zmarł mój ojciec alkoholik, niedługo po nim zmarli wujkowie a z strony rodziny męża znam jego wujka, który też ma problem alkoholowy i on, potrafi poprosić poprosić pomóc i wsparcie. Potrafi rozmawiać, przyznać się, powiedzieć czego potrzebuje. I uwierz mi, byłam jedyna osoba, z którą na ten temat rozmawiał, bo ja nie naciskałam. Wszyscy przy każdej okazji najeżdżali na niego, że jest taki, śmaki, czy owaki. On nie chciał tego słuchać. On chciał porozmawiać z kimś, kto zna chorobę, której mógł powiedzieć czego się obawia i jak się czuje. Więc wysnuwanie przez Ciebie teorii na mój temat w tej kwestii i atak na mnie, że jestem nieświadoma, jest bardzo nie na miejscu. Domniemam, ze Tobie terapia pomogła i z niej takie wniosku wysunięte ale każdy przypadek jest inny. I Nino w wątku Trite chyba też nie bezpodstawnie w pewnej części poparł moje zdanie.
Gratuluje lat w trzeźwości i życzę kolejnych, dozgonnie. Pragnę tylko byś doposcila zdanie innych do siebie, nawet jeśli jest zupełnie inne od Twojego bo różne są przypadki a nie wytrwale oczekiwała takich samych zachowan i reakcji jak są Twoje od otoczenia. Bo to jest właśnie też syndrom dda i ja się tego wyzbyłam. Nie był łatwo, też uważałam, że moje zdanie jest niepodważalne i jedy słuszny tok myślenia ale to z czasem (terapia) się zmieniło. Psychoterapia indywidualna w trakcie kryzysu, nie mylić z terapia antyalkoholową.
No i jest istota problemu, otworzyłaś to ostatnie okno, gratuluję i życzę tobie dobrego życia, bo Bóg czuwa nad Tobą. Nie atakowałam, chciałam wiedzieć co Tobą kierowało. To nie jest złe przyznać, że mąż ma problem z alkoholem, a Ty masz oznaki współuzależnienia i to nie jest związane z DDA z dzieciństwa, a życiem z uzależnionym. Poza tym ,to nie jest wina rodziców męża, a jego samego, nikt mu do gardła na siłę nie wlewał. Dobrze, że tu jesteś i w twoim wypadku teraz się wycofać jest uzasadnione. A tylko Bóg wie czy mąż kiedykolwiek pójdzie się leczyć.
Zostawilam problem rozpadu mojego małżeństwa. Ponadto ja nie napisalam nigdzie, że to, że maz pił to wina rodziców, proszę mi "nie wkładać w usta słów, których nie powiedziałam ".
BTW ja nie wycofałam się teraz. A mąż nie pójdzie się leczyć bo nie widzi problemu. Zobaczył go tylko dwa razy kiedy zagroziłam, że odejdę. Teraz już jest wolnym strzelcem, żyje z kowalską i średnio mnie interesuje jak się prowadzi i czy będzie się leczył.
Ostatnio zmieniony 15 wrz 2021, 8:25 przez Nirwanna, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: poprawiono cytowanie

contesempre
Posty: 179
Rejestracja: 08 sty 2020, 20:42
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: contesempre » 15 wrz 2021, 8:27

Ruta pisze:
14 wrz 2021, 23:55

Gdzie dostrzegam twój ból? Zaznaczam, że mogę się mylić i mylnie interpretować to co piszesz. Dostrzegam twój ból w tym co piszesz o niespójności, o tym, że postawa wierności jest bezduszna, bo cierpią pozamałżeńskie dzieci. W tym, że próbujesz wykazać, że postawa wobec alkoholików jest inna i obarczona uprzedzeniami i że tu jakby przysięga małżeńska nie obowiązywała. Próbujesz w moim odbiorze znaleźć jakieś wyłomy i niespójności w postawie wierności małżeństwu.
Myślę, że nie trzeba szukać jakoś intensywnie. W postawie wielu osób takie wyłomy na pewno są. Każdy ma słabsze dni, podczas których myśli na przykład po co ta wierność, czuję się samotnie, marzę o przytuleniu, o drugiej osobie przy porannej kawie, o tej wyjatkowej więzi, także o intymnym wymiarze relacji. To bardzo trudne doświadczenia. Albo takie dni, gdy wraca poczucie żalu, beznadziei. Gdy zaczyna się wewnątrz siebie kwestionować samą ideę wierności małżeństwu.
W takie dni myślę o tym, że o tej wierności uczył nas Jezus. I o tym, by żyć samotnie, jeśli nie da się pojednać z małżonkiem także. I o tym, że każda releacja, także gdy małżonkowie nie żyją razem bęzie cudzołostwem również. W takie dni, gdy mam watpliwości, gdy moje serce odczuwam jako wyjątkowo samotne, zranione, po porostu ufam bardziej Jezusowi, niż sobie.

W tym co piszesz czuję też ból związany z kryzysem w relacji z mężczyzną z którym było się w relacji, z zakończeniem małzeństwa cywilnego. To są bardzo trudne doświadczenia, wspólne nam wszystkim. Także dla soób pozostających w relacjach nieskaramentalnych, czy w małżeństwach, które od strony sakramentalnej okażą się nieistaniejące. Nie da się tak po prostu któregoś dnia powiedzieć, no to finito, teraz będzie już super. Taki ból wraca. I - znów to tylko mój punkt widzenia, nie uważam wcale, że jedyny i niepodważalny - sądzę, że ten ból jest trudny do zagłuszenia. Lepiej go powoli w sobie przepracować.

Odniosę się tylko do tego bo resztę mamy już za sobą ale nie do końca przyjmujesz czyjś punkt widzenia a ja już nie będę bronić swojego za wszelką cenę. Nie dbam już o to czy ktoś mnie rozumie i lubi.
Niespójności to jedno a cierpiące dzieci to drugie. Raczej chodziło mi o to, że we KK można skazać kogoś na cierpienie w imię małżeństwa ale ok.

Nie mam słabszych dni 😉 bol związany z kryzysem ojej relacji małżeńskiej już dawno minął. Nie wraca i nie muszę go zagłuszać. W życiu szczęśliwsza nie byłam jak teraz.

Caliope
Posty: 1888
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: Caliope » 15 wrz 2021, 10:09

contesempre pisze:
15 wrz 2021, 8:17
Caliope pisze:
15 wrz 2021, 0:26
Moje małżeństwo rozpadło się ponieważ mój M, nie umiał rozwiązywać problemów, rozmawiać o nich, uzależniony był od rodziny, z której się wywodził, cenił ich zdanie nad moje i własne, ich rady były dla niego torem życiowym, nadużywał alkoholu po ślubie bedac w delegacji za granicą a w kryzysie znalazł sobie kowalską a właściwie siostra mu znalazła i jest z nią do dziś dnia.

Ja mam swoje tok myślenia w kwestii uzależnienia, bylam dzieckiem kiedy zmarł mój ojciec alkoholik, niedługo po nim zmarli wujkowie a z strony rodziny męża znam jego wujka, który też ma problem alkoholowy i on, potrafi poprosić poprosić pomóc i wsparcie. Potrafi rozmawiać, przyznać się, powiedzieć czego potrzebuje. I uwierz mi, byłam jedyna osoba, z którą na ten temat rozmawiał, bo ja nie naciskałam. Wszyscy przy każdej okazji najeżdżali na niego, że jest taki, śmaki, czy owaki. On nie chciał tego słuchać. On chciał porozmawiać z kimś, kto zna chorobę, której mógł powiedzieć czego się obawia i jak się czuje. Więc wysnuwanie przez Ciebie teorii na mój temat w tej kwestii i atak na mnie, że jestem nieświadoma, jest bardzo nie na miejscu. Domniemam, ze Tobie terapia pomogła i z niej takie wniosku wysunięte ale każdy przypadek jest inny. I Nino w wątku Trite chyba też nie bezpodstawnie w pewnej części poparł moje zdanie.
Gratuluje lat w trzeźwości i życzę kolejnych, dozgonnie. Pragnę tylko byś doposcila zdanie innych do siebie, nawet jeśli jest zupełnie inne od Twojego bo różne są przypadki a nie wytrwale oczekiwała takich samych zachowan i reakcji jak są Twoje od otoczenia. Bo to jest właśnie też syndrom dda i ja się tego wyzbyłam. Nie był łatwo, też uważałam, że moje zdanie jest niepodważalne i jedy słuszny tok myślenia ale to z czasem (terapia) się zmieniło. Psychoterapia indywidualna w trakcie kryzysu, nie mylić z terapia antyalkoholową.
No i jest istota problemu, otworzyłaś to ostatnie okno, gratuluję i życzę tobie dobrego życia, bo Bóg czuwa nad Tobą. Nie atakowałam, chciałam wiedzieć co Tobą kierowało. To nie jest złe przyznać, że mąż ma problem z alkoholem, a Ty masz oznaki współuzależnienia i to nie jest związane z DDA z dzieciństwa, a życiem z uzależnionym. Poza tym ,to nie jest wina rodziców męża, a jego samego, nikt mu do gardła na siłę nie wlewał. Dobrze, że tu jesteś i w twoim wypadku teraz się wycofać jest uzasadnione. A tylko Bóg wie czy mąż kiedykolwiek pójdzie się leczyć.
Zostawilam problem rozpadu mojego małżeństwa. Ponadto ja nie napisalam nigdzie, że to, że maz pił to wina rodziców, proszę mi "nie wkładać w usta słów, których nie powiedziałam ".
BTW ja nie wycofałam się teraz. A mąż nie pójdzie się leczyć bo nie widzi problemu. Zobaczył go tylko dwa razy kiedy zagroziłam, że odejdę. Teraz już jest wolnym strzelcem, żyje z kowalską i średnio mnie interesuje jak się prowadzi i czy będzie się leczył.
W pierwszym poście jest, że rodzice robią mężowi wodę z mózgu. Gdybyś napisała wcześniej że nadużywał oszczędziałabyś sobie dużo gorzkich słów, a ja przepraszam jeśli moje słowa odebrane były jako atak.

Ruta
Posty: 1589
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Ruta » 15 wrz 2021, 10:36

contesempre pisze:
15 wrz 2021, 8:27
Odniosę się tylko do tego bo resztę mamy już za sobą ale nie do końca przyjmujesz czyjś punkt widzenia a ja już nie będę bronić swojego za wszelką cenę. Nie dbam już o to czy ktoś mnie rozumie i lubi.
Niespójności to jedno a cierpiące dzieci to drugie. Raczej chodziło mi o to, że we KK można skazać kogoś na cierpienie w imię małżeństwa ale ok.

Nie mam słabszych dni 😉 bol związany z kryzysem ojej relacji małżeńskiej już dawno minął. Nie wraca i nie muszę go zagłuszać. W życiu szczęśliwsza nie byłam jak teraz.
Contesempre, przyjmuję twój punkt widzenia, choć postrzegam różne sprawy inczej. Nie oznacza to, że cię nie rozumiem, ani tym bardziej, że ciebie nie lubię. Ani tym bardziej - piszę to na wszelki wypadek - że w jakikolwiek sposób cię oceniam. W moim życiu jest spory bałagan, za który jestem odpowiedzialna ja i który wciąż mozolnie sprzątam. Nie oceniam więc nikogo. Starannie oduczam się myślenia w kategoriach ocen.

Nie przekazałam tego, co chciałam ci przekazać w odpowiedni sposób, skoro poczułaś potrzebę bronienia się. Przepraszam cię za to. Serdecznie. Szczerze.

Jestem głęboko przekonana, że postawa wierności przysiędze małżeńskiej nie krzywdzi. Ani osoby, która pozostaje w wierności przysiędze. Ani drugiego małżonka, także wtedy, gdy on z wypełniania swojej przysięgi postanowił się wycofać. Ani dzieci, tych z relacji małżeńskiej i tych z relacji pozamałżeńskiej.

Nie zawsze jednak we wszystkim z Kościołem się zgadzałam. Nie zawsze zgadzałam się nawet z Bogiem. A czasem, choć się w pełni zgadzałam, jak na przykład w kwestii małżeństwa, to i tak przyszedł czas, gdy rozważałam rozwód. Nie wiedziałam za to, że możemy współdziałać z Bogiem, że starając się iść za Nim, możemy doświadczać Jego działania.

Dlaczego nie uważam, że Kościoł Katolicki skazuje na cierpienie dzieci pozamałżeńskie w imię małżeństwa?
Doświadczyłam zarówno w swoim życiu, jak i miałam okazję zaobserwować w życiu innych osób, to, że nikt nie doznaje krzywdy idąc za Bożymi przykazaniami. Jestem przekonana, że tam, gdzie małżonkowie dążą do jedności, do wypełniania woli Bożej, tam działa Błogosławieństwo i Łaska. I jeśli nawet pobłądzili i pokomplikowali życie swoje i swoich dzieci, to powrót do Boga, co dla sakramentalnych małonków oznacza także powrót do relacji małżeńskiej, lub do życia w samotności, gdy pojednanie nie jest możliwe, jest to początek porządkowania sytuacji. I że nawet z tak trudnych sytuacji Bóg jest w stanie wyprowadzić dobro. Czasem to trwa, ale zawsze się dzieje. W każdym przypadku to Boże działanie jest inne. Ale jest.

contesempre
Posty: 179
Rejestracja: 08 sty 2020, 20:42
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: contesempre » 15 wrz 2021, 12:54

Ruta pisze:
15 wrz 2021, 10:36

Dlaczego nie uważam, że Kościoł Katolicki skazuje na cierpienie dzieci pozamałżeńskie w imię małżeństwa?
Doświadczyłam zarówno w swoim życiu, jak i miałam okazję zaobserwować w życiu innych osób, to, że nikt nie doznaje krzywdy idąc za Bożymi przykazaniami. Jestem przekonana, że tam, gdzie małżonkowie dążą do jedności, do wypełniania woli Bożej, tam działa Błogosławieństwo i Łaska. I jeśli nawet pobłądzili i pokomplikowali życie swoje i swoich dzieci, to powrót do Boga, co dla sakramentalnych małonków oznacza także powrót do relacji małżeńskiej, lub do życia w samotności, gdy pojednanie nie jest możliwe, jest to początek porządkowania sytuacji. I że nawet z tak trudnych sytuacji Bóg jest w stanie wyprowadzić dobro. Czasem to trwa, ale zawsze się dzieje. W każdym przypadku to Boże działanie jest inne. Ale jest.
A ja uważam, że skazuje.
Przykład Pan X zdradził zonę, odszedł do kowalskiej ma z nią dwójkę dzieci. Po kilku latach powraca do wiernie trwającej w przysiędze małżonki. Kościół mówi, że ma porzucić dzieci i kowalską i wrócić do żony by wypełnić sakrament - bo tak jest po bożemu.

Uważasz, ze dzieci kowalskiej i pana x nie cierpią? Ja uważam, że cierpią i to bardzo.
Czy przez to, że kowalski wraca do wypełniania sakramentu i powraca do Boga jest wszystko zapomniane?
Czy według Ciebie te dzieci nie cierpią a jego postawa wobec Boga w tym momencie to usprawiedliwia i umniejsza cierpienie?

contesempre
Posty: 179
Rejestracja: 08 sty 2020, 20:42
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: contesempre » 15 wrz 2021, 13:03

Caliope pisze:
15 wrz 2021, 10:09

W pierwszym poście jest, że rodzice robią mężowi wodę z mózgu. Gdybyś napisała wcześniej że nadużywał oszczędziałabyś sobie dużo gorzkich słów, a ja przepraszam jeśli moje słowa odebrane były jako atak.
Gdybyś przeczytała cały wątek to wiedziałabyś dlaczego tak sądziłam i jak to myślenie z czasem się zmieniało. Naszego małżeństwa nie zabił alkoholizm ale już to pisałam. Nie odbieram niczego jako atak, widzę raczej, że na siłę próbujesz mi wyjawić powód rozpadu mojego małżeństwa a w ogóle nie zaznajomiłaś się z moją sytuacją.

Powód rozpadu mojego małżeństwa to "dobre rady" teściów po ślubie, brak rozmów i kowalska. Tak w skrócie. Alkohol to odrębna kwestia tego małżeństwa.

marylka
Posty: 1268
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: marylka » 15 wrz 2021, 15:21

contesempre pisze:
15 wrz 2021, 12:54

A ja uważam, że skazuje.
Przykład Pan X zdradził zonę, odszedł do kowalskiej ma z nią dwójkę dzieci. Po kilku latach powraca do wiernie trwającej w przysiędze małżonki. Kościół mówi, że ma porzucić dzieci i kowalską i wrócić do żony by wypełnić sakrament - bo tak jest po bożemu.
Kto skazuje na cierpienie?
Kościół?
Czy Kowalska co wskoczyła do łóżka żonatemu?
Czy mąż co się zauroczył?

Serio uważasz że wszystkiemu winny jest kościół?

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 10563
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Nirwanna » 15 wrz 2021, 15:42

Kościół nikogo nie skazuje, ani niczego nie nakazuje.
Natomiast Kościół mając wieki doświadczenia i korzystając z wiedzy zawartej w Ewangelii podaje możliwie dobre rozwiązania do zastosowania w sytuacjach, gdy idealnego rozwiązania nie ma, bo człowiek tak namieszał, że bardziej się już nie da, i zawsze ktoś będzie cierpiał.
Człowiek doprawdy niczego nie musi, ani nie musi słuchać Boga, ani "nakazującego/skazującego" Kościoła... ale to robi, gdy np. życie go przeczołga i ludzkie pomysły się wyczerpią. Warto wcześniej w myśl zasady uczenia się na cudzych błędach. Ale jeśli ktoś woli uczyć się na własnych, spoko, wolna wola. Ze świadomością, że jest to najczęściej też etap obarczania innych własnymi błędami, bardzo pod ręką jest wówczas Kościół.

Moderacja sugeruje w wątku osobistym Triste nie ciągnąć dalej tematu (wałkowanego zresztą już wielokrotnie na forum) cierpienia dzieci z niesakramentalnych związków, nie jest to bowiem miejsce na to.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Ruta
Posty: 1589
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Ruta » 15 wrz 2021, 16:11

contesempre pisze:
15 wrz 2021, 12:54
Ruta pisze:
15 wrz 2021, 10:36

Dlaczego nie uważam, że Kościoł Katolicki skazuje na cierpienie dzieci pozamałżeńskie w imię małżeństwa?
Doświadczyłam zarówno w swoim życiu, jak i miałam okazję zaobserwować w życiu innych osób, to, że nikt nie doznaje krzywdy idąc za Bożymi przykazaniami. Jestem przekonana, że tam, gdzie małżonkowie dążą do jedności, do wypełniania woli Bożej, tam działa Błogosławieństwo i Łaska. I jeśli nawet pobłądzili i pokomplikowali życie swoje i swoich dzieci, to powrót do Boga, co dla sakramentalnych małonków oznacza także powrót do relacji małżeńskiej, lub do życia w samotności, gdy pojednanie nie jest możliwe, jest to początek porządkowania sytuacji. I że nawet z tak trudnych sytuacji Bóg jest w stanie wyprowadzić dobro. Czasem to trwa, ale zawsze się dzieje. W każdym przypadku to Boże działanie jest inne. Ale jest.
A ja uważam, że skazuje.
Przykład Pan X zdradził zonę, odszedł do kowalskiej ma z nią dwójkę dzieci. Po kilku latach powraca do wiernie trwającej w przysiędze małżonki. Kościół mówi, że ma porzucić dzieci i kowalską i wrócić do żony by wypełnić sakrament - bo tak jest po bożemu.

Uważasz, ze dzieci kowalskiej i pana x nie cierpią? Ja uważam, że cierpią i to bardzo.
Czy przez to, że kowalski wraca do wypełniania sakramentu i powraca do Boga jest wszystko zapomniane?
Czy według Ciebie te dzieci nie cierpią a jego postawa wobec Boga w tym momencie to usprawiedliwia i umniejsza cierpienie?
Jeśli pan X wróci do wiernie czekającej żony, nie z Bożej motywacji, ale dlatego, że znudziły mu się obowiązki rodzinne, to będą cierpieć wszyscy. A pan zapewne będzie dodatkowo unikał alimentacji i za wszystko winił kobietę z która wszedł w relację pozamałżeńską.

Jeśli Pan się pozornie nawróci, bo tak mu wygodnie i oświadczy mamie swoich dzieci i swoim dzieciom coś w stylu, że musi ich zostawić, bo Bóg mu tak jego zdaniem każe, to nie tylko pogłebi bałagan, ale jeszcze bardzo mocno porani dzieci w sferze duchowej, zaburzając im obraz Boga.

Natomiast jeśli pan X prawdziwie się nawróci i z tego powodu postanowi uporządkować swoje życie, nie według swojego pomysłu, ale zgodnie z Bożą Wolą, to nie ucierpi nikt. Po pierwsze Pan X uzna swoją odpowiedzianość za bałagan w życiu. Po drugie nie zwolni się z odpowiedzialności za dzieci. Ani w zakresie alimentów, ani odpowiedzialności za wychowanie. Postępując powoli i rozważnie szukając Bozych rozwiązań i Bożej woli, cały bałagan, którego narobił posprząta w taki sposób, by było jak najmniej zranień. Dbając o każdą osobę. Nie potrafię przewidzieć scenariusza. Bo Bóg dla każdego czlowieka, dla każdej rodziny pisze inny scenariusz. Ale mam pewność, że wszystko będzie dobrze. Ufam Bogu.

Jedną z takich sytuacji możemy znaleźć w Starym Testamencie. Sara, Abraham i Hagar. Trójkąt małżeński. Przychodzi dzień w którym Sara, bezdzietna żona, żąda oddalenia Hagar i jej syna. Syna, którego Abraham kocha, i który jest jego jedynym dzieckiem, które na codzień wychowuje. Warto przeczytać, co Bóg mówi w tej sytuacji Abrahamowi. Oraz przeczytać epilog tej historii. Zdradzę tylko, że wszystko kończy się dobrze. Jednak nikt tu nie działał sam i dla własnej wygody, każdy zwracał się do Boga. Nie tylko Sara i Abraham. Hagar w swoim żalu i porzuceniu także to zrobiła.

Oczywiście mogę sobie też wyobrazić sytuację, w której na przykład mama dzieci nie zwróci się do Boga, będzie wychowywać dzieci w nienawiści do żony ich ojca, i sama żyć w ogromnym żalu. Nie biorąć odpowiedzialności, że wiążąc się z cudzym męzem, odpowiada za sytuację w której się znalazała. I że jest współwinna także sytuacji dzieci. Może wejść także w kolejną trudną relację z cudzym męzem i poranić się jeszcze bardziej. Ale może też w końcu porozmawiać o swoim życiu z Bogiem. Może wyjść za mąż za porządnego człowieka, który nie ma zobowiązań. Wiele może. Nie wszystko jej posłuży. Człowiek ma wolną wolę.

Z perspektywy osób niewierzących, jest lepiej dla dzieci, by rodzice się rozstali, niż by mieli się stale przy nich kłocić, lub żyć ze sobą na zimno, tylko dla dzieci. Naprawy małżeństwa nie bierze się nawet pod uwagę. Od razu zakłąda się, że taka relacja dzieciom szkodzi. Także wtedy gdy jedno z rodziców się zakocha i chce być w innej relacji, zalecanym wyjściem jest wtedy rozstanie rodziców. Takich rozwiązań nie postrzegamy jako okrutnych dla dzieci, choć tak naprawdę są wygodne przede wszystkim dla dorosłych.

Z perspektywy wiary wychowywanie dzieci w relacji w której rodzice są w związku cudzołożnym nie jest dla dzieci dobre. I w takiej sytaucji, jeśli jedno lub dwoje rodziców jest sakramentalnymi małżonkami innych osób, lepiej jest dla dobra dzieci, by rodzice się rozstali. Takie rozwiązanie postrzegamy jako okrutne, nie postrzegając zarazem jako okrutnych rozwiązań podanych wyżej. Co jest z nami nie tak? (Pisząc "my", mam na mysli takie ogólne społeczne postrzeganie tego co jest normą, prezentowane przez psychilogię, kluturę, miedia, obiegowe opinie)

Z perspektywy wiary ma znaczenie, by rodzice przede wszystkim żyli zgodnie z wiarą. Wtedy po pierwsze uregulują swoją sytuację sakramentalną. Po drugie, żyjąc blisko Boga nie będą się kłócić, lub żyć ze sobą na zimno, bez miłości. Jeśli wejdą w kryzys, z Bożą pomocą wszystko poskładają.

To nie jest tak, że wiara chroni przed trudnymi zdarzeniami. Wszyscy popełniamy błędy. Nawet wierząc, mamy okresy gdy błądzimy, postępujemy po swojemu i bałaganimy. Wierzący nie znaczy idealny, bez grzechu. Jeśli już narobimy w życiu bałaganu innym i sobie, konsekwencje będą. I nie będzie łatwo. Ale z Bożą pomocą można z tego wyjść. Tak by nie dokładać nikomu nowych zranień. I by stare miały szansę się zagoić.

Lawendowa
Posty: 4992
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: Lawendowa » 15 wrz 2021, 21:52

Moderacja zdecydowała o przeniesieniu części postów z tego wątku:
viewtopic.php?f=10&t=2214&p=367907#p367907
jako zbyt daleko odbiegające od sytuacji autorki wątku.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

contesempre
Posty: 179
Rejestracja: 08 sty 2020, 20:42
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: contesempre » 17 wrz 2021, 8:27

marylka pisze:
15 wrz 2021, 15:21
contesempre pisze:
15 wrz 2021, 12:54

A ja uważam, że skazuje.
Przykład Pan X zdradził zonę, odszedł do kowalskiej ma z nią dwójkę dzieci. Po kilku latach powraca do wiernie trwającej w przysiędze małżonki. Kościół mówi, że ma porzucić dzieci i kowalską i wrócić do żony by wypełnić sakrament - bo tak jest po bożemu.
Kto skazuje na cierpienie?
Kościół?
Czy Kowalska co wskoczyła do łóżka żonatemu?
Czy mąż co się zauroczył?

Serio uważasz że wszystkiemu winny jest kościół?
Doskonale wiesz co mam na myśli więc nie wiem czemu się droczysz.
Chodzi mi o to, że KK "dopuszcza" opuszczenie kowalskiej i dzieci w imię wypełniania sakramentu. Nie chodzi mi o poczynania pana x czy kowalskiego a o możliwości jakie dostaje od KK.
Kiedyś słuchałam konferencji na ten temat już nie pamiętam czyjej, chyba Dziewieckiego,który mówił "nawet jeśli mężczyzna zbłądził, z tego błędu narodziły się dzieci, to może on opuścić te dzieci powracając do sakramentalnego małżonka".

Lawendowa
Posty: 4992
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Lawendowa » 17 wrz 2021, 9:55

contesempre pisze:
17 wrz 2021, 8:27
Kiedyś słuchałam konferencji na ten temat już nie pamiętam czyjej, chyba Dziewieckiego...
Chodzi Ci o ks. M. Dziewieckiego czy kogoś innego o tym nazwisku?
Warto być precyzyjnym w pisaniu, by być dobrze zrozumianym.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości