Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

3letniaMężatka
Posty: 48
Rejestracja: 23 lut 2020, 22:16
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: 3letniaMężatka » 18 mar 2020, 18:57

Contesempre, śledząc Twój wątek myślałam, ze cos sie zmieni, że coś ruszy Twojego męża.
Ale może ruszy, za jakiś czas...
A czy mąż dalej mieszka z Tobą? Nie doczytałam.
Może ten czas kwarantanny da mu do myślenia? Czy w Tym pyta sie, interesuję sie co z Wami?

Pavel
Posty: 2604
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: Pavel » 18 mar 2020, 20:11

Po ludzku pewnie cię rozumiem, mam podobne doświadczenia bycia kopanym i traktowanym bez odrobiny szacunku.
To się oczywiście z czegoś bierze: moralność i klasa mojej żony wtedy, jej emocje i brak umiejętności panowania nad nimi, zdrada i jej konsekwencje (dla niej), moje desperackie i nachalne próby ratowania, brak równowagi w braniu/dawaniu, brak umiejętności stawiania i pilnowania granic. I inne.
U ciebie pewnie część się pokrywa, może też są inne.

Dla mnie etap który opisujesz miał z kolei zbawienne konsekwencje. Właśnie ten etap uznałem za koniec ślepej uliczki o nazwie ratowanie po swojemu, po ludzku. Wtedy to właśnie w poczuciu totalnej beznadziei, bezradności i przy wielkim bólu postanowiłem zastosować forumowe rady - oddać małżeństwo i żonę Bogu i skupić się na sobie oraz dzieciach.
I od wtedy w sensownym tempie ruszył proces mojego zdrowienia, nawrócenia, pracy nad sobą. Trwa do dziś, a potrwa do końca życia i pozostanie niezakończony.

Polecam ci przeczytać, kilkukrotnie i później jeszcze do tego wracać słowa naszej świętej pamięci forumowiczki, której nie dane mi było co prawda tu spotkać, ale jej słowa żyją w Sycharze do dziś i będą pomocą dla wielu innych utrudzonych kryzysem:

viewtopic.php?f=10&t=233

Nie warto się poddawać i uciekać z forum.

Ja nie bez powodu na nim zostałem, mimo że małżeństwo udało się uratować.
Poprzez Sychar i wsparcie z niego otrzymane lepiej buduję siebie, nie tracę z oczu kierunku który obrałem oraz pomaga mi Bytność tu nie odlatywać zbyt wysoko i daleko ;) oraz podnosić się gdy upadam. Duch Święty działa poprzez ludzi tutaj :)))
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

contesempre
Posty: 80
Rejestracja: 08 sty 2020, 20:42
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: contesempre » 19 mar 2020, 8:15

3letniaMężatka pisze:
18 mar 2020, 18:57
Contesempre, śledząc Twój wątek myślałam, ze cos sie zmieni, że coś ruszy Twojego męża.
Ale może ruszy, za jakiś czas...
A czy mąż dalej mieszka z Tobą? Nie doczytałam.
Może ten czas kwarantanny da mu do myślenia? Czy w Tym pyta sie, interesuję sie co z Wami?

Nie mieszkamy razem, ja w połowie lipca zabrałam rzeczy od niego z domu rodzinnego. Mieszkamy blisko siebie, kilka km, mimo to widujemy się tylko kiedy ja to zainicjuję a mąż wyrazi zgodę. Czas kwarantanny dla niego to normalny okres, też myślałam, że zastanowi się nad pędem życia, ze aktualna sytuacja jakoś wpłynie na wydobycie tej miłości z siebie, na zastanowienie się nad tym co ważne. Myliłam się, okazując troskę proszący by na siebie uważał w tym szczególnym czasie, dostałam w zamian pretensje.
Nie pyta co u mnie i co z nami, jedyne o czym chce rozmawiać jeśli już rozmawiamy to albo moja wina albo rozwód. Spotyka się ze mną tylko po to, by załatwić sobie "lekki i szybki" rozwód. Zapytany czy myśli o mnie, powiedział, ze tak ale zastanawia się tylko, jak będę zachowywała się na rozprawie, czy będę wariowała czy będę spokojna i to jedyna kwestia, w której się przewija moja osoba w jego myślach. Tematu nas, nie ma, Jest On i ja, z resztą zawsze tak było, od początku małżeństwa nie było wspólnoty małżeńskiej, wspólnego podejmowania decyzji, ja nie wiedziałam ile on zarabia, ile mamy pieniędzy na budowę, bo to było jego a nie nasze.

contesempre
Posty: 80
Rejestracja: 08 sty 2020, 20:42
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: contesempre » 19 mar 2020, 8:33

Pavel pisze:
18 mar 2020, 20:11
Ja nie bez powodu na nim zostałem, mimo że małżeństwo udało się uratować.
Poprzez Sychar i wsparcie z niego otrzymane lepiej buduję siebie, nie tracę z oczu kierunku który obrałem oraz pomaga mi Bytność tu nie odlatywać zbyt wysoko i daleko ;) oraz podnosić się gdy upadam. Duch Święty działa poprzez ludzi tutaj :)))
Chwała Panu, cieszę sie niezmiernie, że udało sie uratować Twoje małżeństwo.

Tak naprawdę nie chcę uciekać, bo mam w Was ogromne wsparcie. Obawiam się tylko, że czytając tu świadectwa o uratowanych małżeństwach, będę budowała nadal swoją nadzieję na jego powrót. Że utknę w nadziei i zapomnę o sobie, bo skoro komuś sie udało to jest to promykiem nadziei dla mnie i nie chodzi tu o zazdrość, nigdy, nikomu, niczego w życiu nie zazdrościłam świadomie, chyba, ze jak byłam dzieckiem.

Do niedawna mówiłam, że dopływam powoli do dna ale jak się odbiję będzie lepiej, zacznę na nowo żyć. Sięgnęłam dna po ostatniej rozmowie z mężem ale nie wiem od czego zacząć to nowe życie. Jak je poukładać i wybaczyć sobie i jemu. Powoli godzę się z wolą męża, dociera do mnie to, że on przestał mnie kochać, to chyba na początek wystarczy ale będzie jeszcze trochę trwało.

3letniaMężatka
Posty: 48
Rejestracja: 23 lut 2020, 22:16
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: 3letniaMężatka » 19 mar 2020, 20:40

Nie myśl odrazu o wybaczeniu, ono przyjdzie samo z czasem - kiedy mąż stanie Ci się obojętny.
Dobrze, ze przyszla złość. Trzeba się mocno wykrzyczeć. Złość w emocjach nie jeat zla (uslyszalam to na rekolekcjach). Dla mnie to przechodzenie żaloby : 1 - Szok i niedowierzanie. 2 - płacz i rozpacz. 3 - złośc i krzyk. 4 - wracamy do zywych!
Skup sie na rozwodzie z jego winy - zaden lekki i szybki rozwód - ostatnia walka ! O odzyskanie jak najwiekszej ilosci wkładu w dom itd.
I ja tak walczyłam :) !

Pavel
Posty: 2604
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: Pavel » 20 mar 2020, 17:33

Dwie sprawy:
1. Warto nadzieję zachować. To jest wg mnie dobre, Bóg w nas wierzy bez względu na to jak bardzo upadamy, warto tu (i nie tylko tu) go naśladować.
Oczywiście nie polecam by tą nadzieją żyć, karmić się nią codziennie.
Mi to napisał jakieś 4 lata temu jeden forumowicz o wielu nickach 😂 i wziąłem to do serca oraz bardzo mi to pomogło - warto przyjąć, że może nie być szczęśliwego zakończenia w postaci powrotu. Czyli - warto zaakceptować wszelkie możliwe scenariusze wspólnej przyszłości wraz z brakiem wspólnej przyszłości.
To bowiem nie jest zależne tylko od nas.

2. Ja też pisałem, że żona przestała mnie kochać. Tak się ogólnie przyjęło określać miłość i sprowadzać ją właściwie do uczuć. A te są zmienne, w kryzysie wręcz odwrotne niż byśmy chcieli.
W trakcie kryzysu i pracy nad sobą zrozumiałem, że żona nie kochała mnie tak naprawdę nigdy. Nawet przed kryzysem, nawet na początku.
Nie dlatego, że mnie czy siebie oszukiwała (chociaż właściwie „gody” są jakąś formą zakłamywania prawdziwych nas).
Po prostu nie bardzo wiedziała co to tak naprawdę jest miłość. Ja również zresztą.
Aby móc umieć kochać kogoś, trzeba umieć kochać siebie, trzeba zdawać sobie sprawę, że miłość to nie tylko uczucia i forma ich okazywania.
To decyzja, którą warto nieustannie odnawiać i się w niej utwierdzać, zwłaszcza wtedy gdy nie jest miło i przyjemnie.
Moja miłość również była wyrobem miłościopodobnym. Moja miłość nie była bezinteresownym darem z siebie samego.
Dojrzałe kochanie jest dla mnie nierzadko niesamowicie trudne ;)
Tak jak okazywanie miłości żonie w jej języku który jest zrozumiały dla mnie jak chiński dla przeciętnego Polaka.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8187
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: Nirwanna » 20 mar 2020, 18:31

3letniaMężatka pisze:
19 mar 2020, 20:40
Nie myśl odrazu o wybaczeniu, ono przyjdzie samo z czasem - kiedy mąż stanie Ci się obojętny.
Dobrze, ze przyszla złość. Trzeba się mocno wykrzyczeć. Złość w emocjach nie jeat zla (uslyszalam to na rekolekcjach). Dla mnie to przechodzenie żaloby : 1 - Szok i niedowierzanie. 2 - płacz i rozpacz. 3 - złośc i krzyk. 4 - wracamy do zywych!
Skup sie na rozwodzie z jego winy - zaden lekki i szybki rozwód - ostatnia walka ! O odzyskanie jak najwiekszej ilosci wkładu w dom itd.
I ja tak walczyłam :) !
Mężatko, nie wiem na ile zauważyłaś, ale na tym forum staramy się ratować małżeństwa. Nie walczyć - czy o coś, czy z kimś, bo po walce są zawsze zabici, ranni, ruiny, zgliszcza. Tu - ratujemy. Walki pełne są inne fora, to miejsce jest inne, i niech takim pozostanie.
A to oznacza, że nie namawiamy m.in. do rozwodów; jest o tym nawet zapis w regulaminie - mam nadzieję, że o nim pamiętasz, bo zaakceptowałaś go rejestrując się na forum.
Oznacza to również, że tu staramy się dbać i rozwijać naszą miłość do współmałżonka, nawet gdy po ludzku nie jest możliwym bycie razem, bo współmałżonek głównie krzywdzi i/lub tworzy trójkąty czy inne wielokąty. Oznacza to, że staramy się właśnie nie zobojętnieć na współmałżonka, choć owszem - warto się emocjonalnie od niego odwiesić. Jednak nie oznacza to obojętności.
Zgodzę się, że warto wybaczyć, i warto przeżyć żałobę, w tym - etap złości.
Zachęcam Cię, abyś zagłębiła się w forum i w nasze historie, można na wielu z nich prześledzić proces przeżywania żałoby, wybaczania, proces odwieszania się emocjonalnie od współmałżonka. Bardzo Cię również zachęcam - pisz dużo w swoim wątku, na indywidualnych informacjach zwrotnych od innych forumowiczów można naprawdę wiele skorzystać :-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

3letniaMężatka
Posty: 48
Rejestracja: 23 lut 2020, 22:16
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: 3letniaMężatka » 20 mar 2020, 21:33

Przepraszam, może jestem tu nowa, za bardzo przezywam wpisy innych. A szczególnie zalozycielki wątku. Chciałam jakos pomoc - podbudować. Bo jest mi po ludzku bardzo przykro, czytając wątek.
Ale juz rozumiem, że nie w taki sposob. Dziekuje za upomnienie i radę :)

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8187
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: Nirwanna » 20 mar 2020, 21:41

Mężatko -jest ok, dobrze, że z nami jesteś :-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

anastasia
Posty: 31
Rejestracja: 19 mar 2020, 11:17
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: anastasia » 21 mar 2020, 9:23

Czesc ja zawsze dbalam o siebie.Moje zycie jest pelne wyzwan.JeIstem osoba ktora nie potrafi sie nudzic.Co z tego jak nie dostrzega tego ten ktory jest najwazniejszy.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8187
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: Nirwanna » 21 mar 2020, 10:25

Martyno, skoro z męża zrobiłaś bożka (najważniejszy), to po pierwsze nie dbałaś o siebie tak, jak mówi przykazanie miłości, a po drugie - Pan Bóg właśnie Ci pokazuje konsekwencje takiej postawy.
Zgodnie z hierarchią ważności osoby wierzącej, za św. Augustynem - gdy Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

contesempre
Posty: 80
Rejestracja: 08 sty 2020, 20:42
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: contesempre » 21 mar 2020, 16:46

Wiecie co, on nigdy nie stanie mi się obojętny. To część nie tylko mojego życia ale też część mnie samej. To jaka jestem, to co przeżyliśmy wspólnie i to co przeżywam teraz, to dzięki Niemu. Było już zobojętnienie, było niedowierzanie, był płacz, była złość teraz to taka pustka wewnątrz mnie, którą On wypełniał sobą, byciem, samą świadomością, że jest, że mogę się zwrócić do Niego. To taka pustka odczuwana przy każdym oddechu, w każdej chwili, niezależnie od tego co robię. Muszę mieć naprawdę niezły młyn w pracy bym nie myślała o nim przez godzinę. Nadal się modle za nas, nadal o nas myślę o tym co zrobić i o tym jak by wyglądało nasze życie w przyszłości.
Widzę jego zmianę ale nie tę zmianę, o której on mówi. Widzę obcego człowieka, pełnego nienawiści, złości, żalu, bez przejawów szacunku, bez empatii i zrozumienia, takiego... no wiecie, jak patrzę mu w oczy, nie widzę nic a jeszcze nie tak dawno widziałam w nich miłość, nawet już po złożeniu przez niego pozwu. Mój problem polega na tym, że ja nie potrafię tak jak on, znienawidzić go, przepracowałam wszystko na terapii i modlitwą, jestem inna, mniej wulgarna, mniej wybuchowa, mniej nerwowa, opanowana, wydoroślałam, wiele więcej rozumiem i dostrzegam, mogłabym powiedzieć, że mądrość przyszła mi z wiekiem ale cenę zapłaciłam najwyższą z możliwych za jej pozyskanie.
Wiem, że to moja wina, wystawiłam go na próbę kiedy poszłam na terapię, nabieranie pewności trwało zbyt długo, może powinnam wcześniej pójść na terapię, może powinnam uczęszczać częściej, może gdybym zaczęła ratowanie mojego małżeństwa wcześniej od tych małych kroków, które zaczęłam jak się okazało za późno. Wiem, że byłam egoistką, myślałam wtedy o swoim dobru, o swoim bezpieczeństwie, miałam w sobie zbyt wiele złości, świeżych ran i kilka blizn, przykrytych aktualną wtedy sytuacją. Może wtedy, gdy poszłam na terapię powinnam wyciągnąć go na siłę ze sobą, może przepracowalibyśmy to oboje zamiast obrzucać się winą coraz bardziej. W tym momencie to już jest apogeum niezrozumienia, niesłuchania, negowania, wypominania i powoli zaczynam się godzić z tym, że już się tego nie uratuje. Musiałby się stać jakiś cud ale tej nienawiści z jego strony jest zbyt dużo.

Ukasz
Posty: 2531
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: Ukasz » 22 mar 2020, 16:28

Bóg nie popełnił żadnego błędu w Swojej miłości do nas - a umierał na krzyżu. I nadal kocha.
Może rozpad małżeństwa był wynikiem Twoich grzechów, a może nie miał z nimi nic lub niewiele wspólnego.
Nie ma sensu zadręczać się myśleniem, co by było gdyby. Patrz uważnie na Waszą przeszłość, żeby się również z niej uczyć, ale lepiej się koncentrować na tu i teraz. Do czego Bóg mnie zaprasza w tej sytuacji, jaką mam?
O przyszłości też warto myśleć, ale nie wmawiać sobie, że ją znam, ani przywiązywać się własnej wizji.
Nienawiść jest bliższa miłości niż obojętność.
„Błogosławcie tych, którzy was prześladują. Błogosławcie, a nie złorzeczcie. Weselcie się z tymi, którzy się weselą, płaczcie z tymi, którzy płaczą. Niech was ożywia to samo wzajemne uczucie. Nie gońcie za wielkością, lecz do tego się stosujcie, co pokorne. Nie uważajcie sami siebie za mądrych. Nikomu złem za złe nie oddawajcie. Starajcie się dobrze czynić wobec wszystkich ludzi. Jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi. Umiłowani, nie wymierzajcie sprawiedliwości sami sobie, lecz pozostawcie to pomście Bożej. Napisano bowiem: Do mnie należy pomsta, Ja wymierzam zapłatę — mówi Pan — ale: Jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód — nakarm go. Jeżeli pragnie — napój go. Tak bowiem czyniąc, węgle żarzące zgromadzisz na jego głowę. Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”.
(Rz 12,14—21)
Odpowiedz dojrzałą, pokorną, cichą miłością na tę nienawiść.

contesempre
Posty: 80
Rejestracja: 08 sty 2020, 20:42
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: contesempre » 23 mar 2020, 8:00

Ukasz pisze:
22 mar 2020, 16:28
Odpowiedz dojrzałą, pokorną, cichą miłością na tę nienawiść.

Ukaszu, tak robiłam przez wiele miesięcy i uwierz, że z dnia na dzień było tylko gorzej... Im więcej z siebie dobrego dawałam tym bardziej dostawałam "po uszach". Znam swoje grzechy, żałuję ich popełnienia, postanowiłam poprawę i wyraziłam skruchę, staram się żyć w zgodzie z Bogiem chociaż nie zawsze o tym pamiętam a największym wybawieniem jest dla mnie spowiedź. Przede mną jeszcze wiele trudnych chwil, najgorszy okres dopiero przede mną ale wierzę, że dam radę. Zmieniłam swoje podejście, wyszłam do ludzi, jest łatwiej, mam wiele wsparcia tu na forum, wśród rodziny i znajomych, których jak się okazało zaczyna przybywać, myślałam, że zostałam sama, że nie mam już nikogo a wystarczyło się tylko na nich otworzyć. I to nie tacy znajomi jakich miałam będąc z mężem, ci są dojrzalsi, nie tylko impreza i alkohol ale też rozmowa, wsparcie, wspólne szukanie rozwiązań, wzajemna pomoc. Tamci byli od zajmowania czasu, młodzi, szaleni, fajni nie powiem, że nie bo miło wspominam ale teraz widzę to inaczej. Może dojrzałam do tej dorosłości, której pragnęłam za dzieciaka, a której się przeciwstawiałam bardzo długo, inny etap w życiu, mąż nadal z "tamtymi" znajomymi, którzy owszem pomagają swoim towarzystwem zapomnieć.

Ostatnio przeczytałam to: To ważne, żeby mieć przyjaciół, z którymi możesz robić więcej niż plotkować, pić i palić. Zaprzyjaźnij się z ludźmi, z którymi możesz iść na śniadanie, przy których możesz płakać, takich którzy wspierają Twoje cele życiowe i wierzą w Ciebie.

I świetnie to się wpisuje.

Mniej myślę, mniej się zastanawiam, nie doszukuję sie już niczego, nie tłumaczę, nie myślę o przyszłości z nim, raczej już tylko o sobie. Skoro przez tyle czasu on miała mnie daleko, to wątpię by nagle sobie przypomniał. Nawet moja śmierć by nim nie potrząsnęła. Teraz moja kolej. Kolej na zobojętnienie ale czy uda mi sie tak jak jemu, zgnieść tę miłość jak papier i wyrzucić do kosza.. Nie chcę być dalej od niego uzależniona, chcę sie cieszyć życiem a nie płakać jak do tej pory bo nie wiem ile mi tego życia zostało.

Ukasz
Posty: 2531
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak walczyć o małżeństwo kiedy mąż odpuścił

Post autor: Ukasz » 23 mar 2020, 10:12

contesempre pisze:
23 mar 2020, 8:00
Teraz moja kolej. Kolej na zobojętnienie ale czy uda mi sie tak jak jemu, zgnieść tę miłość jak papier i wyrzucić do kosza.. Nie chcę być dalej od niego uzależniona, chcę sie cieszyć życiem a nie płakać jak do tej pory bo nie wiem ile mi tego życia zostało.
To wspaniale, że nie chcesz być dalej od niego uzależniona. Między innymi dlatego, że dopiero po wyjściu z takiego uzależnienia zaczyna się dojrzała miłość. Nie można jednocześnie być uzależnionym i wolnym. Nie można jednocześnie nie być wolnym i kochać, bo miłość to przede wszystkim wolny wybór.
Ja nie mam wątpliwości, że w moim małżeństwie, także w jego obecnym stanie, Bóg powołał mnie właśnie do tego, żebym wzrastał zarazem w wolności i w miłości. Wyjście z uzależnienia trwało u mnie kilka lat i było bardzo bolesne, ale bardzo się cieszę z tego, że to się dokonało. I jeszcze bardziej z tego, że od nowa, w wolności, kocham moją żonę. To jest dla mnie korzystanie z tego życia - kochać. Wolałbym z wzajemnością, ale na pewno wolę kochać bez tej wzajemności, niż zobojętnieć. Tak jest trochę trudniej, ale o wiele bogaciej i piękniej. Takie życie jest o wiele pełniejsze. Tak jestem sobą.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości