związek można odbudować

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

tomaszek73
Posty: 11
Rejestracja: 13 cze 2017, 13:52
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

związek można odbudować

Post autor: tomaszek73 » 14 cze 2017, 11:06

“O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.” Flp 4, 6-7
Jak wielu z Was, tak i mi przypadł ten jakże trudny w ogarnięciu i niebywale przykry incydent, jakim jest zdrada. I nie ważne, czy była ona jedynie emocjonalna na bazie, pozornie nic nie znaczących sms-ów, bądź rozmów telefonicznych, czy też "skonsumowana", jak to w języku potocznym zwykło się nazywać, to i tak jednakowo boli. Jesteśmy 20 lat po ślubie. Owocem naszej miłości jest, wkraczająca właśnie w dorosłość, córka. Znamy się z żoną już przeszło 25 lat i wydawać by się mogło, że jest to na tyle długo, iż zdążyliśmy się poznać z każdej strony. Nic bardziej mylnego. Bo właśnie dwa miesiące temu okazało się, że swojej żony tak naprawdę w ogóle nie znam, a potwierdzeniem tego była sytuacja, w jakiej się znalazłem.I tak pokrótce chciałbym opisać ową sytuację, bo myślę, że jej finał może skłonić wielu z Was do zastanowienia się nad relacjami na płaszczyźnie małżeńskiej. Żona w pracy przeżywała trudny okres z wielu powodów. Przychodziła zmęczona, zdenerwowana, zestresowana, kładła się na wersalkę i tak do wieczora. Co dzień. Od połowy marca br. zauważyłem w jej zachowaniu ogromną zmianę - uśmiech, zadowolenie, chęć do działania, nordic walking, fitness, siłownia. Super...pomyślałem. Ale...w pewnym momencie moją głowę przeszyła jakaś niepokojąca myśl, która kazała mi sprawdzić bilingi połączeń telefonicznych. Dziesiątki sms-ów, niezliczone minuty rozmów i to wszystko z jednym numerem. Sprawdziłem ów numer, a jego posiadaczem był kolega z pracy - kierowca TIRa w firmie żony. Początkowo myślałem, że są to jedynie kontakty służbowe, ale dogłębna analiza, w szczególności rozmów, zweryfikowała moje przypuszczenia. Wykonywane były one w czasie, kiedy mnie nie było w domu - chodziłem na siatkówkę, do kościoła i właśnie w tym czasie było ich najwięcej po kilkadziesiąt minut. Nadszedł czas Triduum Paschalnego - Wielki Czwartek. Żona nie poszła, bo.... źle się czuje. Wróciłem i przejąłem jej telefon...a tam sms-y, które nie pozostawiły złudzeń. Świat się zawalił. Ogromny ból, szok, niedowierzanie - wszystko to runęło na mnie jak wieża z klocków. Wymiana zdań, ostre słowa, nieprzespana noc - pierwsza, druga, kolejna. Święta tego roku były najsmutniejsze, nie obchodziłem ich tak, jak za zwyczaj.Psycholog, internet - próba odnalezienia odpowiedzi na pytanie: dlaczego ? W tym czasie żona zapewniała, że to koniec, że to było głupie i kocha tylko mnie. No cóż, czekałem na rozwój wydarzeń i...doczekałem się.Tydzień później, w sobotę myśląc, że nie ma mnie w domu zadzwoniła do niego i zapewniła, że go kocha. Szklanka spadła i rozbiła się na drobne -moje życie. Ze stoickim spokojem oznajmiłem, że odchodzę. Że nasze małżeństwo już nie istnieje.Ale z drugiej strony chciałem ratować jeszcze swoje małżeństwo. Prosiła, błagała, zapewniała...Zadzwoniłem do niego oznajmując, że o wszystkim dowie się jego żona i dziecko, które właśnie za tydzień przystąpi do I Komunii. Wieczorem miałem jechać po córkę, pojechała ze mną. Mieliśmy wypadek - wjechało w nas auto. Na szczęście nic nikomu się nie stało, ale...według mnie, stało się wiele, a nawet bardzo dużo. Zadzwoniła do mnie jego żona i powiedziała, że już o wszystkim wie. Była załamana i zrozpaczona, ale oznajmiła, że będzie robić wszystko, żeby ratować swoje małżeństwo. Wróciliśmy późno w nocy do domu. Żona wciąż płakała i nie potrafił nic powiedzieć. Następnego dnia, to była niedziela, nie poszliśmy do kościoła. On zadzwonił do niej i powiedział, że to wszystko musi się skończyć, bo dla niego teraz liczy się jego rodzina i dziecko, które chyba najbardziej to może przeżywać. Wtedy coś we mnie pękło. Chwyciłem ją za rękę i zapytałem: co dalej ? jakie ma plany i co z nim. ? Nie umiała odpowiedzieć. Uznałem, że to chyba ten moment, żeby ją podnieść z upadku i powiedziałem: " zobacz, jak wielką, prawdziwą miłością trzeba umieć obdarować drugiego człowieka. Miłością, której prawdziwym celem jest dbanie o wszystkie wartości, w każdej sytuacji, w dobrej i złej doli, w smutku i radości - na co dzień. Powiedz, gdzie jest teraz ten, którego zapewnienia o wspaniałej przyszłości pękły jak bańka mydlana ? Gdzie jest ten, który zapewniał, że kocha, a w obliczu nieszczęścia zwyczajnie uciekł jak szczur z tonącego statku ? Co chciał osiągnąć proponując ci wieczór w hotelu ? Czy wiesz, kogo tak naprawdę z ciebie zrobił? Wykorzystał twoją słabość ale tylko do ewentualnego zaspokojenia swoich potrzeb - cielesnych, niestety. Czy to jest miłość ? Czy taki styl świadczy o prawdziwych, dobrych intencjach ? Zagrał tobą, bo poczuł się kimś wyjątkowym, ale ta wyjątkowość miała na celu jedynie podłoże fizyczne, a nie duchowe. Nie ma go.... a ja jestem, wciąż jestem i zamierzam z tobą być, bo cie kocham..." Żona płakała, bardzo płakała...Zdołała tylko wyszeptać, że została zeszmacona, czuje się źle i nie wie, jak ma mnie prosić, żebym jej wybaczył...
Któregoś dnia, kiedy zapytałem ponownie "dlaczego", wyznała, że brakowało jej u mnie czułości i wsparcia, a on jej to zapewnił, ale faktycznie wykorzystał jej stan emocjonalny, który był spowodowany trudnościami w pracy.
Dziś mija drugi miesiąc. Nasze relacje poprawiają się. Jesteśmy razem. Mamy fajne plany, dużo rozmawiamy, organizujemy wypady to tu, to tam. Jest dobrze. Nawet pokuszę się o stwierdzenie - bardzo dobrze. Żona żałuje - widzę, że ten żal jest prawdziwy. Ja robię wszystko, żeby było jeszcze lepiej i chyba mi się to udaje. Owszem, tamto wciąż wraca. Nie jest łatwo, ale mam nadzieje, że czas wyleczy rany, choć z pewnością blizny pozostaną.
Kochani, przez ten cały czas bardzo dużo rozmyślałem szukając przyczyny takiego stanu.
I muszę Was teraz prosić o jedną, bardzo ważną rzecz - pielęgnujcie swoje małżeństwa - nieustannie. Nie pozwólcie, by wkradła się nuda, zniechęcenie, alkohol, ostra wymiana zdań, obrażanie się na siebie.A to, niestety, miało miejsce u mnie. Bądźcie dobrymi współmałżonkami i opierajcie swoją miłość na Bogu ! Tak, jedynie On może pomóc w trudnych chwilach. On przecież nie chce naszych rozwodów. Módlcie się nieustannie. Ja, każdego dnia modlę się o błogosławieństwo w małżeństwie naszym jak i kolegi z pracy żony. I uwierzcie mi - to pomaga! Trzeba tylko czasu, może miesiąca, dwóch, sześciu, dwudziestu ? Nie wiem. Ale jedno wiem na pewno - trzeba się modlić. Zaproście Boga do waszych rodzin jeszcze raz - On czeka, On chce nam pomóc, ale warunkiem jest chęć prawdziwej z Nim współpracy. Zaprzyjaźnijcie się z Chrystusem Miłosiernym i powtarzajcie nieustannie: JEZU UFAM TOBIE - JEZU ZAJMIJ SIĘ TYM. Nie macie pojęcia jak cudowną moc ma ta krótka modlitwa. Jestem organistą i myślałem, że sama posługa wystarczy, by omijały mnie przeciwności losu. Nic bardziej mylnego - mogę byś katechetą, przewodnikiem duchowym, księdzem itp, ale bez szczerej modlitwy i prawdziwej miłości nic mi nie pomoże. Pamiętajcie: wiara, nadzieja, miłość - te trzy.
Kilka dni temu, żona powiedziała mi przed snem: " nasze małżeństwo teraz, to spełnienie moich marzeń". I ja w to wierzę. Żyję nadzieją, że tak będzie zawsze, bo kocham - prawdziwą miłością, którą trzyma w dłoni Bóg.
"O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem!"

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 4243
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: związek można odbudować

Post autor: Nirwanna » 14 cze 2017, 11:12

Chwała Panu!
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

s zona
Posty: 1974
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: związek można odbudować

Post autor: s zona » 14 cze 2017, 15:17

tomaszek73 pisze:
14 cze 2017, 11:06
“O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.” Flp 4, 6-7

Zaproście Boga do waszych rodzin jeszcze raz - On czeka, On chce nam pomóc, ale warunkiem jest chęć prawdziwej z Nim współpracy. Zaprzyjaźnijcie się z Chrystusem Miłosiernym i powtarzajcie nieustannie: JEZU UFAM TOBIE - JEZU ZAJMIJ SIĘ TYM. Nie macie pojęcia jak cudowną moc ma ta krótka modlitwa. Jestem organistą i myślałem, że sama posługa wystarczy, by omijały mnie przeciwności losu. Nic bardziej mylnego - mogę byś katechetą, przewodnikiem duchowym, księdzem itp, ale bez szczerej modlitwy i prawdziwej miłości nic mi nie pomoże. Pamiętajcie: wiara, nadzieja, miłość - te trzy.
Kilka dni temu, żona powiedziała mi przed snem: " nasze małżeństwo teraz, to spełnienie moich marzeń". I ja w to wierzę. Żyję nadzieją, że tak będzie zawsze, bo kocham - prawdziwą miłością, którą trzyma w dłoni Bóg.
"O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem!"
Piekne budujace swiadectwo - "lepsze wino na koniec" ...
Pozwala wierzyc i w pokorze czekac na swoja kolej ...
Bozego blogoslawienstwa na dalsze Wasze dni..

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość