Mój smutny koniec?

Powrót to dopiero początek trudnej drogi...

Moderator: Moderatorzy

twardy
Posty: 1616
Rejestracja: 11 gru 2016, 17:36
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: twardy » 21 sie 2017, 21:20

lustro pisze:
21 sie 2017, 14:10
Nawet się zastanawiać zaczęłam nad napisaniem świadectwa...tylko jak to zrobić ? nie mam pojęcia.
Jak to jak?
Siada się przed klawiaturą i i pisze ;) :)

lustro
Posty: 988
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: lustro » 21 sie 2017, 23:39

Twardy 😀
Żeby to było takie proste...

Zasmiecam wątek Stopki. Przepraszam.

lustro
Posty: 988
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: lustro » 22 sie 2017, 11:10

Niezapominajka pisze:
14 sie 2017, 21:58
Lustro😃fajnie że jesteś.
Ile może trwać taki powrót jak to mój mąż określił "zza szyby". Czy nie można usiąść, powiedzieć szczerze ci na wątrobie leży i zacząć działać od razu? Samo się nie naprawi przecież...
Niezapominajko

Każdy z nas jest inny i każdy w trochę innej sytuacji.
Ale to o co pytasz jest ważne wiec jeszcze raz pozwolę sobie skorzystać z wątku Stopki.

U mnie trwalo to 3 lata. 3 lata z mojej strony.
Licząc od momentu kiedy powiedzialam, ze wracam...I wróciłam. I od tamtego czasu jestem.
Wiem, ze 3 lata to brzmi jak kosmos.
Ale pewnie tyle musiało upłynąć.

Pytasz czy nie można szczerze porozmawiać? No niby można.
A chciała byś usłyszeć od męża jak straszliwie mu brakuje Kowalskiej? Ile kosztuje go to odejście. Że nie przypuszczal, ze to tak będzie to bolało I tak długo bolało.
Że Tobie przysiegal, więc jest z Tobą I postara się jak najbardziej potrafi być dobrym kochającym mężem. Że robi to także dziś, tak jak umie. Ale ze są rzeczy, których nie są się wyciąć z siebie ot tak.
Że jest Z Tobą, bo tak w Bożym porządku świata ma być, ale...

Ja starałam się oszczędzić mojemu mężowi wszystkich własnych rozterek.
Wystarczająco mu dokopalam.
Postanowilam, ze będę dobrą żoną I tego się trzymałam.
Moje bóle i żale uznałam za swój problem, z którym to ja muszę się uporać. Nie obciążać innych - męża.
Taka swego rodzaju kara, katharsis za to, co bylo, co zrobiłam.
Starałam się bardzo, choć wiele razy się buntowalam sama w sobie, i chyba mi to staranie wychodziło.
Na dziś jest dobrze.

Trzeba chyba pozwolić każdemu dojść ze sobą do ładu.
Wiele z tego, co drugą strona nosi w sobie, to wiedza dla Ciebie niepotrzebna.
Może wystarczy się starać i zaufac?

Tak mysle ja...po latach...

renta11
Posty: 464
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: renta11 » 22 sie 2017, 17:46

Jest w nas ogromna chęć zawłaszczania drugiego człowieka. A przecież rodzimy się sami, żyjemy głównie sami i umieramy sami. I do nieba też nie chodzimy nie tylko czwórkami, ale też i dwójkami. I na swoim ogródku winniśmy się skupiać, wyłącznie. Ale to takie trudne. Inny człowiek może nam zrobić prezent: z siebie, ze swoich emocji. I w każdej chwili to zabrać, nawet wszystko. Ale cały czas mamy SIEBIE i to jest najważniejsze. Bóg dał nam WYBÓR, każdemu człowiekowi, warto z tego korzystać. Ale to wyższa szkoła jazdy. Kryzys, rozstanie daje okazje, aby odrobić tą lekcję.

Lustro

Fajnie się odkrywasz. Potrzeba czasu, dużo czasu, aby dostrzegać swoją część odpowiedzialności. I odkrywać stale coś nowego.
Napisz to świadectwo, ale nie spieprz tego. Skup się na SOBIE i swojej odpowiedzialności.

lustro
Posty: 988
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: lustro » 22 sie 2017, 18:41

renta11 pisze:
22 sie 2017, 17:46

Lustro

Fajnie się odkrywasz. Potrzeba czasu, dużo czasu, aby dostrzegać swoją część odpowiedzialności. I odkrywać stale coś nowego.
Napisz to świadectwo, ale nie spieprz tego. Skup się na SOBIE i swojej odpowiedzialności.
Dziękuję Ci renta11
Skutecznie mnie pohamowałaś od pisania świadectwa.

Tak się zastanawiam ile w Tobie jeszcze zostało tego jadu, który zawsze wylewasz na mnie.
Nawet po tak długim czasie jeszcze Ci nie przeszło?
A ile lat Tobie zajmie dostrzeżenie swojego udziału? Pomyśl o tym...Tylko nie spieprz tego...

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 6539
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: Nirwanna » 22 sie 2017, 19:32

Tak sobie myślę, że przy wyłażeniu z kryzysu faktycznie najlepiej zająć się wyłącznie sobą i swoją odpowiedzialnością.
Ale przy pisaniu/czytaniu świadectwa ja bym chętniej jednak ujrzała szerszą perspektywę. Właśnie po to, aby było to świadectwo niosące nadzieję, bo żywe, nieokrojone. Z też taką myślą, że osoba pisząca świadectwo najczęściej ma za sobą trochę przerabiania siebie, więc współmałżonka nie obsmaruje na szaro ;-)

Lustro - świadectwo piszę, bo chcę podzielić się sobą. Bezinteresownie i Bogu na chwałę (KRS - znasz ten skrót ;-) ?). Kto chce, skorzysta. Kto woli, pominie milczeniem. Ja robię swoje. Pomyśl o tym :-)

No i chyba wypadałoby zostawić wątek STOPce ;-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

renta11
Posty: 464
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: renta11 » 22 sie 2017, 21:54

lustro pisze:
22 sie 2017, 18:41
renta11 pisze:
22 sie 2017, 17:46

Lustro

Fajnie się odkrywasz. Potrzeba czasu, dużo czasu, aby dostrzegać swoją część odpowiedzialności. I odkrywać stale coś nowego.
Napisz to świadectwo, ale nie spieprz tego. Skup się na SOBIE i swojej odpowiedzialności.
Dziękuję Ci renta11
Skutecznie mnie pohamowałaś od pisania świadectwa.

Tak się zastanawiam ile w Tobie jeszcze zostało tego jadu, który zawsze wylewasz na mnie.
Nawet po tak długim czasie jeszcze Ci nie przeszło?
A ile lat Tobie zajmie dostrzeżenie swojego udziału? Pomyśl o tym...Tylko nie spieprz tego...
Dlaczego tak ostro zareagowałaś?
Rozszerzając moją wypowiedź, to głównie miałam na myśli to, że zaczęłaś swoje pisanie od tego, że odeszłaś, bo mąż... był taki, siaki i owaki. Czyli wpisywałaś się w schemat, że zdradzający głównie zmniejsza swoje poczucie winy obwiniając zdradzanego. Potem Twoje wypowiedzi się zmieniały oczywiście (właśnie z upływem czasu i pewnie dokonywaniem swoich rozliczeń). A dla mnie ważne byłoby zobaczyć, jak zmieniał się ten schemat zdradzający/zmniejszający swoje poczucie winy na zdradzający/widzący swoje braki, które popchnęły go do zdrady i odejścia. Jak to się zmieniało, w jakim czasie i dlaczego. Takie świadectwo męźczyzny (w sumie piękne) czytałam na sycharze. I bardzo mną wstrząsnęło. Twoje świadectwo byłoby ciekawe właśnie jako zdradzającego/odchodzącego. Oczywiście to tylko moja projekcja. Jeśli Cię uraziłam, to przepraszam.

Co do mojego rozliczenia to swoje minimum 50 % za kryzys oczywiście po tylu latach mam rozkminione na czynniki pierwsze. Nawrócenie nastąpiło, zmiana jak najbardziej na lepsze i radośniejsze życie. Choć bez mężczyzny. Odpowiedzialnością za zdradę, odejście i zniszczenie rodziny jako całości, nie zajmuję się już od dawna. Bo to nie mój ogródek. Moją rodzinę poscalałam na nowo, choć w nieco okrojonym składzie. Ale fajną i szczęśliwą.
I cieszę się, że Tobie się układa i jesteś szczęśliwa ze swoim mężem. Rodzina jest najlepsza, kiedy są rodzice razem i dzieci. Więc podziwiam trud i pracę nad tym.

lustro
Posty: 988
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: lustro » 22 sie 2017, 22:45

Renta11

Przeczytaj w jako sposób napisałaś to, co teraz "rozpisalas". Może dostrzeżesz dlaczego poczułam się urazona "stylem" i klimatem wypowiedzi.
Przeprosiny przyjmuje i ufam w ich szczerość.

Zasmiecamy wątek Stopki.
Ale trudno...może nam to Stopka wybaczy.

Wiele zrozumiałam i uznałam. Czas robi swoje, kiedy jest się człowiekiem myslacym.
Za to nadal uwazam, ze odpowiedzialność za zdradę ponoszą obie strony. Może nie zawsze, ale niestety bardzo często.
Było tu wiele dyskusji na ten temat. Po co je powtarzać?
Brak uznania swojej części wkładu w czyny "odchodzącego/zdradzajacego" przez porzuconego, zamyka drogę do porozumienia i naprawy.

Okazalam się słaba? Tak, za słaba na to, z czym się musiałam zmierzyć.
To moja wina?
Jasne...mogłam pójść do klasztoru lub odejść w siną dal. A poszukalam oparcia I rekompensaty w innym człowieku.
Czy jest to wyłączną wina jednej strony?

Może się komuś przydam na tym forum.
Skoro tu znowu wrocilam, to jest w tym jakiś sens.
Nie przyda się nikomu przeklamane oblicze mojej osoby.
A udział mojego męża w tym co się stało jest integralną czescią naszej historii. Tak na początku, jak w trakcie, po dziś...i po koniec.

Aleksander
Posty: 1311
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: Aleksander » 22 sie 2017, 22:59

A mi się tam bardzo podoba Wasza wymiana zdań... tyko można by trochę kiślu dolać ;)
Moja recepta na szczęście: odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skupić (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 6539
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: Nirwanna » 23 sie 2017, 6:49

Aleksander pisze:
22 sie 2017, 22:59
A mi się tam bardzo podoba Wasza wymiana zdań... tyko można by trochę kiślu dolać ;)
Aleksandrze, myślę, że nie ma już takiej potrzeby :-) A najważniejsze zdanie i odbiór należy i tak do autorki wątku :-P
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

STOPka
Posty: 28
Rejestracja: 10 maja 2017, 12:38
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: STOPka » 23 sie 2017, 12:24

Nirwanna pisze:
22 sie 2017, 19:32
No i chyba wypadałoby zostawić wątek STOPce
Dziękuję Nirwano :)
lustro pisze:
22 sie 2017, 22:45
Zasmiecamy wątek Stopki.
Ale trudno...może nam to Stopka wybaczy.
no właśnie :roll:

Fajnie, że są osoby, które wchodzą na mój wątek w celu podzielenia się swoim doświadczeniem w stosunku do mojej historii. Cieszę się kiedy wymieniamy swoje historie, bierzemy coś dla siebie od innych, pytamy, opisujemy swoje uczucia, emocje, zachowania, ale....
dziwnie się czuję kiedy przychodzą do mnie goście na imieniny i w ogóle ze mną nie rozmawiają tylko toczą między sobą dyskusje, a później opuszczają mój dom bez słowa :roll:

lustro
Posty: 988
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: lustro » 23 sie 2017, 14:07

Bardzo Cię Stopko przepraszam ze swojej strony. Nie taki był mój zamiar I głupio mi, ze tak wyszło.
Przepraszam


Ale...dostane kawałek imieninowego torta? Ja się poprawie ☺

Aleksander
Posty: 1311
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: Aleksander » 23 sie 2017, 17:42

STOPka pisze:
23 sie 2017, 12:24
[...]
dziwnie się czuję kiedy przychodzą do mnie goście na imieniny i w ogóle ze mną nie rozmawiają tylko toczą między sobą dyskusje, a później opuszczają mój dom bez słowa :roll:
O przepraszam... nie wiem jak inni, ale ja się nigdzie nie wybierałem ;) ... więc o opuszczaniu nie może być mowy ;))).
Bardzo gościnny dom i przemiła właścicielka! Również obiecuje poprawę :)

Jak Ci stopko mogę pomóc? Swoją na wpoły-heretycką modlitwą pewnie nie...
Ale nie wiem... - może kran cieknie ;) ? daj znać :)
Moja recepta na szczęście: odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skupić (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

renta11
Posty: 464
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: renta11 » 23 sie 2017, 20:53

Stopko

Sorry zatem.
I wszystkiego dobrego w Dniu imienin życzę. :D

STOPka
Posty: 28
Rejestracja: 10 maja 2017, 12:38
Płeć: Kobieta

Re: Mój smutny koniec?

Post autor: STOPka » 23 sie 2017, 22:47

Ojjjoj do imienin muszę czekać aż do zimy. Martwi mnie to, że nikt nie zrozumiał mojej przenośni :roll:

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości