Wątek Ukasza

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Pantop
Posty: 1545
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Pantop » 08 sty 2019, 16:39

Ukasz pisze:Byłaś wczoraj wieczorem w domu?
Tak.
A nie wpadłaś do mnie?
A to ja mam obowiązek Cię odwiedzać?
Obiecałaś i czekałem.
Mogłeś podejść do okna i zobaczyć, czy stoi samochód.
Nie mogłem.
To cześć.
Rozumiem Cię.
Nawet nie wiesz jak bardzo, bo w sobotę dane mi było spotkać moją małżonkę w galerii.
Było jak u Ciebie, z tym że moja nie była tak wylewna w swym słowotoku jak Twoja.
Tuż po tym spotkaniu byłem gotów na różne czarne myśli, które niezawodnie zaczęły napływać,
Postanowiłem jednak być chytry i oddałem wszystko Tacie.
I pomogło.
Nawet nie wiem jak i nawet (o dziwo) nie interesuję się mechanizmem działania owej pomocy.

Wczoraj udałem się do nowo otwartego sklepu celem nabycia ośmiopaku piwa bezalkoholowego :P
Ślizgając się po zaśnieżonej drodze rozważałem Twe wpisy - te dotyczące żony.
Nie chodziło o treść a ilość.
Automatycznie spojrzałem na swoje biadolenie i wysiłki - na forum i poza nim - mające związek z moją piękną.
Wniosek nasunął się sam: za dużo myślę o żonie, za mało o Tacie.
To tak jakby żona i Tato prowadzili jakiś nieformalny wyścig o to, kto będzie częściej gościł w mojej biednej łepetynce.

W sklepiku ze zgroza stwierdziłem całkowity brak browarów, toteż zniesmaczony posiłkowałem się czteropakiem pepsi - edycja z roku 1960.
Ciągle pod górkę..

renta11
Posty: 435
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: renta11 » 08 sty 2019, 16:59

Ukaszu

Ręce, nogi, majtki opadają.
Masz to, co chcesz mieć i na co sobie pozwalasz. Bycie męczennikiem/świętym jest fajne?

renta11
Posty: 435
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: renta11 » 08 sty 2019, 17:19

Ukasz pisze:
08 sty 2019, 15:39
Żebyśmy znowu mogli być razem, niezbędne jest z jej strony ucięcie wszelkich kontaktów z tą grupą. Mam niemal pewność, że tak jest, i że ona nie jest na to gotowa. Trudno. Poczekam.
27 lutego jest rozprawa z mojego pozwu o separację. Nie wycofuję wniosku.
A miałeś wycofać? Znowu knujesz. Kiedy ogłosisz bezsilność?

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 08 sty 2019, 20:08

renta11 pisze:
08 sty 2019, 17:19
A miałeś wycofać? Znowu knujesz.
Rento, nie rozumiem. Radzę sobie. Proszę o pomoc, gdy jej potrzebuję. Nic nie zmieniam. Dzielę się tu niektórymi przemyśleniami. O tym odcięciu grupy kowalskich nawet nie zamierzam mówić z żoną, dopóki ona sama nie będzie chciała naprawiać więzi między nami i rozmawiać ze mną, jak to zrobić. Czyli może nigdy.
Napisałem, że nie wycofuję wniosku,bo chciałem to trochę rozwinąć i w końcu zrezygnowałem. A trochę tu knuję.
Po pierwsze, wnosząc o separację proponowałem oddanie w użytkowanie żony wspólnej działki. Przez ten rok wszystko tam niszczeje, nie zadbała o nic. Okazało się, że bez mojej obecności i obsługi to miejsce przestało ją interesować, choć wcześniej była z nim mocno związana. Żeby zabezpieczyć tę część majątku chcę więc zmienić swój wniosek i oddać działkę w użytkowanie synom. Jeden już się na to zgodził, z drugim pogadam za kilka dni, po jego powrocie zza granicy.
Po drugie postulowałem przekazanie w moje użytkowanie zajmowanego dotąd mieszkania na parterze domu. Teraz jest ono przeznaczone dla naszego starszego syna i jego rodziny, więc mój wniosek wymaga korekty.
Po trzecie zamierzałem zmusić żonę do zabrania rzeczy z mieszkania na parterze w najbliższym czasie, jak tylko sam stanę na nogi. Teraz wiem, że nic nie muszę robić do czasu rozprawy, czyli do końca lutego. Tak będzie korzystniej dla mnie.
Po czwarte w październiku 2017 r. napisałem we wniosku, że żona mieszka ze mną w jednym domu. Teraz już nie, tylko tu czasem bywa i trzyma rzeczy. Chcę zaktualizować informację o stanie faktycznym.
Dotyczy to także relacji między nami. Wtedy napisałem, że nie łączą mnie z żoną żadne więzy emocjonalne. Tak to wtedy wyglądało. Teraz jest inaczej. Kocham ją bardziej niż kiedykolwiek przedtem. W piśmie procesowym ubiorę to w odpowiednią formę, ale treść będzie odpowiadać prawdzie.
Wreszcie ostatnia rzecz to pomoc prawna. Termin jest względnie bliski i wkrótce podejmę decyzję, czy wystąpię podczas procesu sam, czy z pełnomocnikiem. Jeżeli żona do końca tygodnia nie zadeklaruje na piśmie, że wystąpi w sądzie bez pełnomocnika, to ja także zadbam o profesjonalne wsparcie.
renta11 pisze:
08 sty 2019, 17:19
Kiedy ogłosisz bezsilność?
Ogłaszam, że nie mam żadnego wpływu na decyzje i postawy żony. W ogóle nie mogę zrobić nic sensownego bez Tego, który mnie umacnia. A z Nim mogę nawet zmienić siebie. Staram się to robić. Nie wiem, czy o taką bezsilność chodzi, ale tylko na taką mnie teraz stać.

renta11
Posty: 435
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: renta11 » 08 sty 2019, 21:39

Wiesz Ukaszu, to nawet nie chodzi o ten wniosek i jego korekty. Bo to brzmi sensownie.
Ale w zasadzie cokolwiek się dzieje z Twoją żoną, to zaraz piszesz przynajmniej jedno zdanie dot. zmiany, warunków powrotu itd. Ja odbieram to w ten sposób, że na okrągło szukasz punktów zaczepienia, możliwości ingerencji, możliwości manipulowania i wpływania na innych (nie tylko na żonę). Dla mnie to wygląda tak, że nie umiesz Waszego małżeństwa oddać Bogu do Jego działania. Boisz się utraty kontroli nad sytuacją.
Przepraszam jeśli brzmi to mocno oceniająco (bo pewnie tak jest). Fajnie, że jesteś otwarty i się nie obrażasz. ;)
Mnie to bardzo uderza. Kiedyś miałam bardzo dużą potrzebę szufladkowania rzeczy/zdarzeń, układałam piętrowe plany dotyczące przyszłości, a nawet warianty zmiany tych planów. Stale coś rozkminiałam w swojej głowie. Czułam się wtedy bardziej bezpieczna, miałam większą kontrolę? Ja tego nawet nie widziałam. Kiedy to przyjęłam do wiadomości (koleżanka mi o tym mówiła przez długi czas) zauważyłam, że tak postępuje mój tata. Obserwowałam to na nim i wyciągałam wnioski dla siebie. Od czasu mojego nawrócenia coraz wraz z upływem czasu więcej zawierzam Bogu, piszę coraz mniej scenariuszy, mam większe zaufanie do życia/przyszłości, czuję mniej zagrożeń. A co najważniejsze - nie muszę już tak mocno szufladkować, naginać, rozkminiać, manipulować? Mam większe zaufanie, czuję się lepiej (w stosunku do przeszłości) w niepewności, stanie nieokreślonym. A bardzo bałam się to wszystko "puścić".
Może nadinterpretowuję to u Ciebie, może tak jest. A może nie.
Więc jeśli przesadzę, to możesz śmiało to napisać.

renta11
Posty: 435
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: renta11 » 08 sty 2019, 22:59

W Twoim wątku "Echo słowa" pisałam o syndromie kochania za bardzo. Rozwinę to tutaj, bo chyba lepiej pasuje. Poszukaj w internecie stron "kobiece serca", tam jest wiele materiałów o kochaniu za bardzo.
Pantop gdzieś ładnie napisał, że zauważył (po przeczytaniu Twoich refleksji), że za dużo rozmyśla o żonie, a za mało o Bogu. W obu Twoich wątkach praktycznie każdy wpis dotyczy żony i sakramentu małżeństwa. Każde Słowo Boże, rozważania odnosisz w zasadzie tylko do tego. Czyli ze wszystkiego i tak zrobisz autobus. Jesteś diabelsko inteligentny, więc zgrabnie zawsze znajdziesz uzasadnienie dla tego stanu rzeczy. W końcu wszak rozważasz "Słowo Boże", a że tylko jako autobus to....(wpisz to co zwykle).
A wiesz, jak ciężkim brzemieniem dla obiektu uczuć jest kochanie za bardzo?
Wyobraź sobie, że każdy Twój ruch, każde drgnienie powieki jest rozkminiane na czynniki pierwsze i wywołuje piętrowe scenariusze na przyszłość. Jesteś stale pod obstrzałem miłości. Tej złej miłości. Stale czujesz się jak na scenie.
Kto może dźwigać i jak długo taki krzyż?
Ktoś kiedyś napisał, że dlaczego skoro Twoja żona miała tak dobrze, to dlaczego ucieka od Ciebie? Ja odbieram ją jako totalnie złą osobę, szwarccharakter. A może ona tak specjalnie, bo inaczej nie udaje się Ciebie zniechęcić? W sumie nawet jako szwarccharakter i tak kochasz ją szalenie, więc i to jej się nie udaje. Zajęło Ci to co prawda kilka lat, ale udało Ci się. Może właśnie dlatego, że kochasz za bardzo (czyli toksycznie) i że osaczasz ją tą miłością?
A może dla odmiany zejdź z niej? I nie pisz, że schodziłeś długo (latami) bo w każdym przebywaniu w Twojej obecności i tak czuła Twoje spojrzenie na karku? Więc i tak wiedziała, że tutaj nic się nie zmieniło? Albo miała tak dosyć.
Może zacznij rozważać Słowo Boże w każdym innym kontekście, byle nie wyszedł znowu z tego autobus? Spróbuj odfiksować się z tematu autobus. Nadaj temu autobusowi jego normalną wartość, wpleć go naturalnie w swoje życie, ale zachowaj miarę rzeczy.

Dlaczego odmówiłeś innych ludzi, bo żona zapowiedziała się do chorego? Chciałeś ją zmanipulować swoją chorobą? Specjalnie wymyśliłeś listę rzeczy do kupienia? Królowa miała przyjść, więc nawet leżąc bez ruchu na marach wiedziałeś, że jest dwa piętra niżej? Widziałeś samochód, choć jej powiedziałeś, że nie mogłeś zobaczyć. Efekt motyla? Dodajmy, cierpiącego z niedoboru/nadmiaru miłości motyla? Ile manipulacji w tym jednym zdarzeniu. No i znowu ona-szwarccharakter, a Ty boleściwie cierpiący ofiarnie?
Sorry, że tak ostro, ale dopiero teraz z tym kochaniem za bardzo zaskoczyłam. Trudne to było, bo w końcu: Bóg, sakrament, to forum z sakramentem na czele itd. Fajną zasłonę dymną masz.
Od kochających za bardzo często uciekają małżonkowie. na stronach "kobiece serca" dużo o tym jest.
Ukaszu
Bardzo Cię lubię, cenię, szanuję jako człowieka. Ale od takiej miłości "za bardzo" zwiewałabym. Dzisiaj zwiewałabym, bo kiedyś odnalazłabym się w tym świetnie. Ale pewnie do czasu jednak.
Przepraszam jeśli Cię uraziłam, zabolało. Sama nie wiem, czy to wysłać? Jednak wyślę.

mare1966
Posty: 1187
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: mare1966 » 08 sty 2019, 23:32

Tak tylko na marginesie .
Nie można kochać za bardzo .
Nie można być mądrym za bardzo .
( można być przemądrzałym )
Nie można być dobrym za bardzo .
( można psuć kochać swoją "dobrocią" )

I podobnie jest z "kochaniem za bardzo" .
Kochanie za bardzo nie jest Kochaniem .

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 09 sty 2019, 0:18

Rento,

nie zabolało ani trochę, świetnie mi się to czytało. Nie odpowiem Tobie, ani przede wszystkim sobie, czy nie kocham za bardzo, toksycznie, zniewalająco. Na to potrzebuję dużo czasu, modlitwy, rozmów. Dziękuję za to pytanie, może trafiłaś w sedno, a może to zupełne pudło. Mam nadzieję z czasem znaleźć odpowiedź.
renta11 pisze:
08 sty 2019, 22:59
W obu Twoich wątkach praktycznie każdy wpis dotyczy żony i sakramentu małżeństwa. Każde Słowo Boże, rozważania odnosisz w zasadzie tylko do tego. Czyli ze wszystkiego i tak zrobisz autobus. Jesteś diabelsko inteligentny, więc zgrabnie zawsze znajdziesz uzasadnienie dla tego stanu rzeczy. W końcu wszak rozważasz "Słowo Boże", a że tylko jako autobus to....(wpisz to co zwykle).
Bo to jest temat tego forum. Mam pisać o wynikach sportowych? Wspominać wycieczki w góry? Problemy w pracy?
Zastanawiam się, czy potrafiłbym prowadzić katechezy dla dzieci. Jest taka potrzeba w kaplicy, w której służę. Spróbuję napisać kilka rozważań z niedzielnych tekstów mszalnych dla takiego audytorium, a nie dla małżonków w kryzysie. Jak będą gotowe, chętnie się tym podzielę. Zobaczymy, czy ja wszędzie potrafię dostrzec tylko autobus, czy również autobus.
renta11 pisze:
08 sty 2019, 22:59
Dlaczego odmówiłeś innych ludzi, bo żona zapowiedziała się do chorego?
Bo nie potrzebowałem wielu osób do pomocy. Skoro ona się zapowiedziała, nikt więcej nie był potrzebny. Szanuję czas moich przyjaciół. Poza tym rzeczywiście chciałem z nią spędzić chwilę sam na sam. Nie zdarza mi się to często.
renta11 pisze:
08 sty 2019, 22:59
Chciałeś ją zmanipulować swoją chorobą?
Nie prosiłem jej o przyjście. Nawet po tym, jak sama to obiecała i nie spełniła obietnicy, a ja tego potrzebowałem. Gdzie tu miałaby być manipulacja?
renta11 pisze:
08 sty 2019, 22:59
Specjalnie wymyśliłeś listę rzeczy do kupienia?
Nie było rzeczy niezbędnie potrzebnych, ale były takie, które by się przydały. Nie chciałem odrzucać zaofiarowanej pomocy. Gdyby kolega zadzwonił do mnie, że jest w sklepie i jedzie do mnie, usłyszałby tę samą listę.
renta11 pisze:
08 sty 2019, 22:59
Królowa miała przyjść, więc nawet leżąc bez ruchu na marach wiedziałeś, że jest dwa piętra niżej?
O tym, że była w domu, dowiedziałem się dopiero nazajutrz od niej samej.
renta11 pisze:
08 sty 2019, 22:59
Widziałeś samochód, choć jej powiedziałeś, że nie mogłeś zobaczyć.
Nie widziałem samochodu. Tej nocy nie byłem w stanie podejść do okna. To ona twierdziła, że mogłem wyjrzeć, ale nie mam pojęcia, po co miałbym to robić.
renta11 pisze:
08 sty 2019, 22:59
No i znowu ona-szwarccharakter, a Ty boleściwie cierpiący ofiarnie?
Nie. Ona zrobiła coś niedobrego i chyba poniewczasie sama zdała sobie z tego sprawę. Nazajutrz postanowiła zrobić coś dobrego i to zrobiła.
A ja miałem ciężki dzień i kawałek nocy. Gdyby nie jej niewłaściwe zachowanie, miałbym łatwiej, ale mojego stanu zdrowia by to nie zmieniło.
To wydarzenie było ważne dla mojej relacji z Bogiem. To do Niego mnie zbliżyło. To Jego działanie było istotne. Jego dary. To On do mnie przyszedł w modlitwie. Miłość do żony nie przesłoniła mi Boga, lecz pomogła mi z Nim się spotkać. O tym pisałem w rozważaniu czytań.
Chyba w odczytaniu tej sytuacji trochę się Rento zagalopowałaś.

Pustelnik
Posty: 745
Rejestracja: 08 lut 2017, 12:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Pustelnik » 09 sty 2019, 4:44

mare1966 pisze:
08 sty 2019, 23:32
Tak tylko na marginesie .
(...) I podobnie jest z "kochaniem za bardzo" .
Kochanie za bardzo nie jest Kochaniem .
Też na marginesie :-).
Na przykładzie młodszej, brzemiennej córki.
"Nie lubi" ona specjalnie swojej babci.
W swoim najtrudniejszym an./bulimicznym okresie, w ogóle nie odbierała od niej telefonów ...
Teraz odbiera, ale wczoraj podzieliła się ze mną swoją irytacją. Jak babcia dzwoniła do niej raz na tydzien czy rzadziej było to dla niej OK.
Aktualną (zwiększoną) próbę kontaktu/rozmów uważa za "OSACZANIE" ....

Czy OSACZANIE to przykład "kochania za bardzo" ?

Niekoniecznie, to Twoja/Wasza historia ...

Pogody Ducha :-) !

P.S.
Albo jeżeli - drugi wariant: to osaczający jest "dobry" bo umie i "kocha właściwie" , a "zły" jest ten co "nie daje się pokochać" i ucieka / chowa się / "nie współpracuje :-)" :
Jest miłość i jest lęk przed nią ? Ten, kto boi się porzucenia zazwyczaj wiąże się z kimś, kto lęka się pochłonięcia. Tkwimy w tych trudnych relacjach często nieświadomi deficytów emocjonalnych, które nami rządzą.
Może to wię nie kochanie a ... deficyty ?
Jako jeden z (teoretycznych bynajmniej) wariantów?

P.S. dwa :-)
KOCHAĆ WŁAŚCIWIE - b. teoretycznie : chcieć dobra / rozwoju drugiej osoby oraz dostosować przejawy tej miłości do stanu drugiej osoby ...

Czy Tu się zgadzamy ?
Jaka powinna być Twoja aplikacja (dostosowanie) ?
Jaka jest ?

A moja aplikacja ? Źona poszła sobie w wynajem/nieformalną separację; pisała SMSem wiele tygodni temu "przy okazji", że "Zawsze, gdy bedziesz potrzebowal mojej obecnosci - jestem. " No cóż przyjąłem to milcząco, bo też jestem vice versa, ale to nic nie zmienia ... :?
Każda historia jest inna ... Zapewne na chwilę obecną nie stwierdzam u siebie ani elemtów "osaczania" ani elemontów "ratowania" ... ;-)

renta11
Posty: 435
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: renta11 » 09 sty 2019, 9:22

Ukasz pisze:
09 sty 2019, 0:18
Rento,
To wydarzenie było ważne dla mojej relacji z Bogiem. To do Niego mnie zbliżyło. To Jego działanie było istotne. Jego dary. To On do mnie przyszedł w modlitwie. Miłość do żony nie przesłoniła mi Boga, lecz pomogła mi z Nim się spotkać. O tym pisałem w rozważaniu czytań.
Chyba w odczytaniu tej sytuacji trochę się Rento zagalopowałaś.
Jeśli tak, to przepraszam.
Ale jedno mnie nurtuje. Jesteś cudownym człowiekiem (tak patrząc z forum). Masz bardzo bliską relację z Bogiem, pięknie wszystko przeżywasz. Prosić też umiesz. A Bóg chyba? chętnie wysłuchuje słusznych próśb swoich ulubieńców ( ja także czuję się ulubioną córką Króla :D ). Miałam takie doświadczenia. Zdarzało mi się otrzymywać piękne dary, być prowadzoną. Głównie wtedy, gdy prośby były ogólne w stylu: "daj mi to, co teraz jest mi potrzebne, bo Ty wiesz lepiej".
Więc dlaczego Bóg JESZCZE nie przywrócił Twojego małżeństwa, nie otworzył na Ciebie Twojej żony? Czyli: jaką lekcję Ty masz jeszcze do odrobienia (przy tak wyśrubowanym poziomie :D )? Może to temat do medytacji/kontemplacji?

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 09 sty 2019, 11:20

Rento, nie wiem, jaka jest ta właściwa odpowiedź na Twoje pytanie, ale znam jedną z możliwych. Bóg szanuje wolność mojej żony. Może ją zmienić, ale nie robi tego bez jej zgody. I ja też się na to zgadzam. Niezależnie od tego na pewno mam niejedną lekcję do odrobienia i mam nadzieję, że powoli będę te prace domowe poznawać i wykonywać.

Pustelnik
Posty: 745
Rejestracja: 08 lut 2017, 12:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Pustelnik » 10 sty 2019, 8:17

(...) Ja nie zaakceptowałem sprowadzenia mnie do roli kolegi i wystąpiłem o separację. Gdyby dzieci były jeszcze małe, pewnie bym tego nie zrobił. (...)
Witaj Ukaszu,
a jakie widzisz (w swoim) przypadku korzyści seperacji formalnej nad nieformalną ?
(Własne) bezpieczeństwo finansowe ?

Pozdr

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 10 sty 2019, 13:50

viewtopic.php?f=16&t=648&start=390
renta11 pisze:
10 sty 2019, 10:21
rozwijam tą myśl z kochaniem za bardzo. Zdecydowanie widzę tu problem także po Twojej stronie. Ale skoro miłość ta ma być aż doskonała (chociaż ja skłaniam się ku pragmatycznemu stwierdzeniu wystarczająco dobra), jak wskazuje pierwsza część powyższego czytania. a Ty idziesz drogą ku świętości to … może warto by w tej sytuacji pomyśleć o ograniczoności poznawczej odbiorcy, czyli Twojej żony? Bardzo widzę się rozwijasz w swojej duchowości i to jest piękne, także naturalne, bo związane z drugą bardzie świadomą i uduchowioną częścią życia człowieka. Ale w związku z tym dysonans między Waszymi możliwościami poznawczymi może, ale nie musi, się zwiększać. Twoja świadoma miłość, pięknie jeśli wypływająca z miłości Boga, może być niestety bez zrozumienia odbierana przez żonę. I tutaj można zahaczać o przysłowiowe „rzucanie pereł przed wieprze”. Więc jak chociaż okazywać, dawać zewnętrzny wyraz miłości, aby nie przekraczać tych przysłowiowych 5 % wartości poznawczej żony? Aby rozwijać, a nie niszczyć czy ograniczać tej możliwości poznawczej? Jezus widział na wsroś duszę człowieka, więc mógł dostosować swoje działania do indywidualnych możliwości każdego odbiorcy. Gorzej pewnie z grupą odbiorców. A jednak stale i tak musiał wracać, znowu brać na połów, znowu zaczynać od podstaw. Może to jakiś kierunek dla Ciebie?
To naprawdę piękne, jak Ty i inne osoby próbujecie mi pomóc. Ja się tu mądrzę, w domu knuję, a jest jak jest. Często się czuję jak dziecko we mgle. Może jestem na środku pustkowia i idę w dobrą stronę. A może dom jest tuż obok, a ja się kręcę w kółko nie umiejąc go znaleźć.
Jeżeli rzeczywiście udaje mi się jakoś wzrosnąć w miłości, to w tym nie widzę żadnego zagrożenia. Kochać to znaczy - również - zaakceptować człowieka z wszystkimi jego ograniczeniami, mówić do niego zrozumiałym językiem, obdarzać tylko tym, co on faktycznie potrafi przyjąć. Ograniczyć samego siebie tak, by móc być przyjętym. Nie da się kochać za bardzo.
Można natomiast, i to niebezpieczeństwo jest jak najbardziej realne w moim przypadku, wzrastać pozornie. Karmić swoją pychę. Rzeczywistą miłość zastąpić balonem górnolotnych deklaracji. Znaleźć sobie inną płaszczyznę akceptacji i docenienia pod pretekstem szukania i udzielania pomocy. Taki oddech Złego czuję na plecach. Nigdy dość przypominania o tym.
Chyba nie jest tak, że buduję w sobie, wręcz wmawiam, jakiś nierealny obraz idealnej miłości, pełnego zrozumienia, bezwarunkowej akceptacji itd. - i odmawiam przyjęcia czegokolwiek mniej. To prawda, że sformułowałem warunki brzegowe. Miałem nadzieję na ich przyjęcie, liczyłem się z ich odrzuceniem i to ostatnie się stało. Ponoszę konsekwencje tej decyzji, tego postawienia granic. Rzeczywiście moim celem jest bardzo bliska relacja i nie chcę byle czego w zamian. Choć nie widzę w tym ani kochania za bardzo, ani mojego ewentualnego rozwoju duchowego, zgadza się to jakoś z myślą wyrażoną przez Rentę.
Bóg także zaprasza mnie do pójścia na całość. Nie chce, żebym był letni, stawia przed wyborem, i to radykalnym. Jest w tej postawie cierpliwy, niewzruszony. Jednocześnie przyjmuje ode mnie każdy okruch dobra i jeszcze go pomnaża. Wzywa do doskonałości i akceptuje w beznadziejnej ułomności. Stawia przede mną zadania na moją miarę - tu odwołuję się do sceny mijania uczniów na wzburzonym jeziorze, do której odnosiła się także Renta - ale, gdy temu nie sprostam i tylko krzyczę ze strachu, to wchodzi do mojej łodzi i uspokaja.
Zapraszam żonę do pójścia na całość. Nie zgadzam się na pozory i obojętność. Nie stawiam jednak jako warunku zgody na wielką miłość. Tylko tego, żeby w ogóle chciała cokolwiek budować. Żeby zaakceptowała minimalną przestrzeń spotkania, w której mielibyśmy szansę zbliżyć się do siebie. Żeby nie wykluczała powstania więzi bliższej, niż jest obecnie. Nie odrzucam gestów z jej strony, które przynajmniej potencjalnie mogą prowadzić w tym kierunku. Sam formułuję konkretne propozycje, które wykraczają poza jej ofertę, ale właśnie minimalnie, o te 5%. Tak mi się przynajmniej wydaje. Pomóżcie mi proszę ocenić, czy się w tym nie gubię.
Wracam do pytania postawionego w wątku podlinkowanym wyżej:
Pantop pisze:
08 sty 2019, 22:18
renta11 pisze:czy nie nakładasz na żonę brzemienia, którego ona nie może udźwignąć?
Jeśli się cofniesz do punktów Ukasza to stwierdzisz, że brzemię które ,,nakłada,, na żonę jest lekkie.
Dla ułatwienia sam przypomnę te moje punkty. Sformułowałem je dwa lata temu, postawiłem nieco ponad rok temu i wciąż są aktualne:
1. Spędzamy razem, w dowolny sposób, przynajmniej jeden cały dzień (24h) w tygodniu.
2. Spędzamy razem urlop z wyjątkiem tygodnia, który każdy ma dla siebie i robi z nim co chce, nie musi nawet o nim opowiadać.
3. Przy zachowaniu wspólnoty majątkowej dochody mogą być oddzielne, ale każda strona ma prawo zapytać o zarobki i wydatki; wyłączmy z tego pewną kwotę, np. 1000 zł miesięcznie, o które nawet się nawzajem nie pytamy (oczywiście akceptuję także faktycznie wspólne gospodarowanie pieniędzmi, jak również formalną rozdzielność. Odrzucam tylko formalną wspólnotę przy faktycznym totalnym podziale, także informacyjnym).
Od wszystkich tych zasad możemy robić wyjątki, ale za obopólną zgodą.
Żona to odrzuciła, a ja zgodnie z zapowiedzią złożyłem wniosek o separację.
Nie trzymam się tego kurczowo, przedstawiałem żonie także bardziej ogólne, miękkie propozycje. Po ostatniej rozmowie nt. separacji i mieszkania (23 XII 2018) wysunąłem także bardzo konkretną ofertę. Otóż żona stwierdziła, że warunkiem jej przeprowadzi do mnie na strych jest:
1. zbudowanie tam łazienki,
2. Zbudowanie tam osobnego wejścia, czyli windy,
3. Wycofanie wniosku o separację i rezygnacja z rozdzielności majątkowej.
Odpowiedziałem - w moim odczuciu - jej językiem: ja zbudowałem łazienkę, jeśli Ty zbudujesz windę, a jest to podobny koszt, to ja wycofam wniosek o separację. Prawdę mówiąc nie spodziewałem się przyjęcia tej propozycji - i słusznie, nie zostałem zaszczycony żadną odpowiedzią.
Podobnie jest w sprawach drobnych. Czasem proszę o pomoc, jeśli naprawdę tego potrzebuję, a dla niej nie jest to kłopotliwe. Czasem to wsparcie dostaję, czasem nie. Gdy ona je oferuje - ja przyjmuję z wdzięcznością. Gdy ona prosi o pomoc - staram się odpowiedzieć pozytywnie, choć w granicach rozsądku. Czasem, choć z tym uważam i próbuję rzadko, raz na kilka miesięcy, proponuję jakąś formę zbliżenia: pójście do kina, masaż stóp, posiedzenie tuż obok siebie na kanapie. Nie.
Powiedzcie, czy widzicie w tych zaproszeniach jakąś przesadę, brzemię, które może być nie do udźwignięcia?
A z drugiej strony, jeśli się pogubiłem i oczekuję za dużo, ponad jej możliwości, to na czym mogłoby polegać moje wejście do jej łodzi?

Ukasz
Posty: 1311
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 10 sty 2019, 13:57

Pustelnik pisze:
10 sty 2019, 8:17
(...) Ja nie zaakceptowałem sprowadzenia mnie do roli kolegi i wystąpiłem o separację. Gdyby dzieci były jeszcze małe, pewnie bym tego nie zrobił. (...)
Witaj Ukaszu,
a jakie widzisz (w swoim) przypadku korzyści seperacji formalnej nad nieformalną ?
(Własne) bezpieczeństwo finansowe ?
Chciałem, żeby wybór był radykalny, nie chciałem go rozmywać, zmiękczać. Albo jesteśmy razem, albo osobno, po całości, bez półśrodków.
Były i są sprawy sporne, jak prawo do korzystania z mieszkania, a nawet jego własność. Uważałem, że to żona powinna się wyprowadzić, a ona odmawiała. Chciałem, żeby to rozstrzygnął sąd.
Uznałem za konieczną rozdzielność finansową. Żona wykluczała załatwienie tego polubownie, przez akt notarialny, więc pozostawał sąd. Uznałem, że najlepiej rozstrzygnąć wszystkie sprawy formalne w jednym postępowaniu.
Uważam, że jest lepiej, gdy stan formalny odpowiada faktycznemu. A doszło do faktycznej separacji.

przemo2938
Posty: 19
Rejestracja: 09 sty 2019, 19:20
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: przemo2938 » 10 sty 2019, 14:35

Separacja to najgorsze wyjście moim zdaniem.Bo ludzie będąc osobno coraz bardziej się od siebie oddalają.I jedna osoba może stwierdzić że lepiej jej samej niż z partnerem

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 17 gości