Wątek Ukasza

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Al la
Posty: 2451
Rejestracja: 07 lut 2017, 23:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Al la » 08 lip 2020, 20:14

Ja też do Ozeasza:
Gratuluję🤗
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa

renegate

Re: Wątek Ukasza

Post autor: renegate » 08 lip 2020, 22:06

ozeasz pisze:
08 lip 2020, 13:50
Keira mam podobne odczucia z działaniem przemocowym, Ukasz nie czytałem wszystkiego u Ciebie, ale wydaje mi się przez cały czas brak odwieszenia od żony, brak uszanowania Jej wolności i jeśli już, brak uszanowania Jej potrzeb nawet jeśli są diametralnie inne niż To co sobie wyobrażasz?
Może być tak jak napisała Keira, że tego nie widzisz, a mocne odniesienie do wszystkiego przez pryzmat religii o czym pisała Ci Renta paradoksalnie zaciemnia obraz rzeczywistości ? Sam tak miałem kilka lat temu i będąc na 12 krokach byłem wręcz oburzony kiedy zwrócono mi uwagę na ciągłe cytowanie P.Św. i odnoszenia do Niej sytuacji z rzeczywistości, byłem niezrozumiały przez prowadzących i prawdopodobnie również przez to, przez najbliższą mi osobę- żonę.
Mimo że nasze ( z żoną) wspólne korzenie sięgają wspólnoty charyzmatycznej, dlaczego? Bo Ona dzisiaj jest inna i warto może postawić sobie pytanie czy znając Ją taką jaką jest dzisiaj (Innej nie ma) potrafię Ją kochać czy chciałbym Ją sprowadzić do własnego obrazu żony sprzed lat który wydaje mi się optymalny żeby nie powiedzieć idealny, a raczej idealizowany? To był dla mnie jakiegoś rodzaju test czy kocham żonę jako człowieka czy raczej obraz który sobie stworzyłem lub działania które są mi przyjemne czy przyjazne?

Trudno jest mi zobaczyć drugiego i Jego wnętrze w takich opisach z forum, wiec równie dobrze mogę się mylić ale takie wrażenie jakie opisała Keira towarzyszy mi od długiego czasu gdy czytam Twoje wpisy w wątku(częściowo widzę siebie sprzed 9 lat kiedy tutaj pisałem w wątku ,może nie byłem tak poukładany i elokwentny jak Ty ,ale oddźwięk samego przekazu jest zbliżony tak myślę), mam nadzieję że Cię nie uraziłem, pozdrawiam serdecznie.

P.S. Trzy dni temu zostałem dziadkiem, cieszę się z tego, dzisiaj jadę z żoną odwiedzić oseska, staram się budować więź z żoną, a przede wszystkim chcę Ją usłyszeć, podchodzić z empatią, bardzo mi w tym pomógł Marshall Rosenberg, potwierdził moje przypuszczenia, nazwał to czego nie potrafiłem określić, wskazał moje niedomagania, korzystając z Jego wskazówek mogę empatyzować z żoną, a efektem ubocznym jest Jej odpowiedź, chęć bliskości, obecność w moim życiu, to już prawie dziesięć lat kiedy jestem w nieformalnej separacji, doświadczenie lat ubiegłych, sukcesów, a bardziej porażek pomaga mi w tym.
Życzę Ci Ukaszu byś dzisiaj widział żonę taką jaka jest dzisiaj, dzisiaj jest nowy dzień i to duże wyzwanie (dla mnie) poznać osobę, nawet żonę, z dzisiaj, nie z wczoraj czy sprzed 5, 25 lat i zajrzeć do swego wnętrza z pytaniem czy kocham Tego (Takiego) człowieka, bo jeśli nie, to jest zadanie dla mnie nauczyć się kochać, oczywiście jeśli tego chcę i jest to moja decyzja podjęta w pełni wolności?

Ozeaszu, dodałabym pytanie, czy Ukasz widział swoją żonę taką jaka ona jest kiedykolwiek wcześniej...

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 1568
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: ozeasz » 10 lip 2020, 20:46

Pavel pisze:
08 lip 2020, 15:27
Tak poza tematem, wybacz Ukaszu:
Gratuluję Ozeaszu :)
Al la pisze:
08 lip 2020, 20:14
Ja też do Ozeasza:
Gratuluję🤗
Serdecznie dziękuję i pozdrawiam Was. :)
P.S. Co do wnuka zaskoczeniem dla mnie było to, kiedy jakiś czas temu rozmawialiśmy z synem, a On mówił że szukają imienia, pierwsze co przyszło mi do głowy to Joachim, niestety ani syn ani przyszła (mam nadzieję) synowa nie uczestniczą w życiu Kościoła, i raczej na dzień dzisiejszy z tymi tematami Im nie po drodze. I co? Kiedy przyszliśmy odwiedzić z żoną młodych rodziców okazało się że wnuk to Joachim Eliasz :o , niezbadane są wyroki Boskie. :D
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9361
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Nirwanna » 13 lip 2020, 6:32

Ozeaszu, ja również gratuluję Ci serdecznie :-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 1568
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: ozeasz » 15 lip 2020, 20:17

Nirwanna pisze:
13 lip 2020, 6:32
Ozeaszu, ja również gratuluję Ci serdecznie :-)
Dziękuję :)
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Ukasz

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 19 lip 2020, 18:44

Najpierw dołączę się do gratulacji dla Ozeasza. Przeżyłem tę radość niedawno i cieszę teraz razem z Tobą – i z Twoją żoną. Niech Bóg błogosławi maleństwu i jego rodzicom.

To jest moje pożegnanie z forum. Nie zamierzam likwidować konta i omijać tego miejsca z daleka. Podjąłem się prowadzenia modlitwy tygodniowej i ten obowiązek na mnie spoczywa, dopóki ktoś mnie nie zastąpi lub nie ustalimy jakiegoś innego rozwiązania z osobami odpowiedzialnymi. Przez jakiś czas mam nadzieję podtrzymywać Echo Słowa, nie wiem, jak długo. Może będę podczytywać opisywane tu historie. To zależy od różnych okoliczności, których ma potrzeby tu opisywać. Nie będę się też zaklinać, że na pewno nie odezwę się w tym czy innym wątku, choć w tej chwili takie zamilknięcie, przynajmniej na dłuższy czas, wydaje mi się najlepszym rozwiązaniem.
Wiele osób wyrażało nadzieję, że nie odbiorę ich wpisów jako atak. Odebrałem to, co było na ostatnich stronach mojego wątku, jako zbiorowy, psychiczny lincz: zostałem uznany za przemocowca, który tak zdusił swoją żonę, że musiała uciec, za człowieka niezdolnego do refleksji nad sobą, manipulującego wszystkimi dookoła, pozbawionego wewnętrznej wolności i bezwolnie podejmującego neurotyczne próby odzyskania utraconej kontroli i aplikującego sobie skrajne emocje jak narkotyk, co najmniej krętacza, jeśli nie kłamcę. Pojawiła się nawet pośrednio sugestia, że żony nienawidzę i że nie tylko jej nie kocham, ale być może nigdy jej kochałem. Wprost wszystko to, co przedstawiłem jako wyraz miłości do mojej żony, zostało zanegowane i przypisano każdemu z tych działań niskie pobudki. Na koniec rozległ się gromki aplauz nad znakomitą, uniwersalną i budującą dyskusją. Nikt nie zgłosił zastrzeżeń, że może jednak coś wybrzmiało nie tak. Ta końcowa jednomyślność była chyba najboleśniejsza.
Nie próbuję wchodzić w intencje osób, które się tu odzywały. Mówię Wam, jaki był efekt tych wypowiedzi jako całości, na co poszczególne posty złożyły się w bardzo różnym stopniu.
Nie uwierzyłem w ten osąd. Nie mam zgody na niego: na stwierdzenia, że było tak i tak, że takie były przyczyny rozpadu relacji, a takie moje motywacje. Że Wy to po prostu wiecie i opowiadacie mi, jak wyglądało moje życie i co się dzieje w moim wnętrzu. Jest na tych kilku stronach więcej zarzutów, niż przez cały kryzys usłyszałem od mojej żony. Jeślibym zresztą usłyszał to od niej, to byłoby mi to łatwiej przyjąć. Ona spędziła ze mną pół życia. Doświadczyła wszystkich moich wad i błędów. Jej zawdzięczam więcej niż jakiemukolwiek innemu człowiekowi. Czasem rodzi się w mnie gniew czy złość wobec niej, ale topnieje jak wosk rzucony w ogień. Co innego, gdy czytam takie osądy od osób, które „znają” mnie i naszą relację z wpisów na forum i budują z wybranych fragmentów, które akurat pasują, uzupełniając je swoimi wyobrażeniami.
Nie mogłem się pozbierać przez kilka tygodni. Już odzywając się ostatni raz 27 czerwca było mi trudno opanować emocje, ale wtedy jeszcze poprosiłem o próbę zrozumienia tego, co tu wyrażam. Potem już widziałem, że nie dam rady. Przestałem zaglądać do mojego wątku i tylko czytałem inne. Trafiłem na wypowiedź, które dotknęła czułego punktu: dwa razy najtrudniejsze doświadczenie w moim życiu, nagłe wypalenie wszelkich uczuć względem żony, zostało nazwane przez rozmówcę przekroczeniem wyporności psychicznej. Byłem przekonany, że to błąd i to mnie irytowało, a nie miałem możliwości ani tego zweryfikować, ani się odnieść. Gdy zobaczyłem to samo słowo użyte w podobnym (choć nieco innym) kontekście, tym razem rzecz sprawdziłem i o tym napisałem. Niestety nie zwróciłem uwagi na to, czyj to był wpis – gdy czyjś nick nie kojarzy mi się z konkretną historią, jak w tym przypadku, to nie zwracam na niego uwagi – i spotkała mnie odpowiedź tak pełna złośliwości, że zrezygnowałem z pisania w ogóle. https://www.kryzys.org/viewtopic.php?f ... go#p254253
Forum z bezpiecznego miejsca stało się dla mnie czymś w rodzaju pola minowego. Nie szukam takich wrażeń.
Właśnie skończyłem kroki i choć w moim odczuciu skorzystałem z nich mniej niż większość uczestników mojej grupy, to bardzo mi pomogły obserwować własne emocje. Widziałem więc jak na dłoni głęboki smutek, oburzenie, poczucie urazy, skrzywdzenia, niesprawiedliwości, odrzucenia, osamotnienie, złość. Nie potrafiłem i nie chciałem ich tłumić, przelewały się przez mnie przez kolejne dni. Obserwowałem je i starałam się zrozumieć informację, jaką mi one przynoszą.
Na początek lipca miałem zaplanowane coś w rodzaju wędrówki przez pustynię: dwa tygodnie bardzo intensywnego, stałego wysiłku i surowego ograniczenia wszelkich wygód. Do tego doszedł niezaplanowany, a długotrwały i silny ból. Wyciszył wszystko. Dopiero teraz jestem gotowy, żeby tu napisać.
Cała sytuacja odsłoniła przede mną kilka ważnych spraw.
Przede wszystkim uświadomiłem sobie, że za bardzo przeglądam się w Waszych oczach. Że wyrażane tu opinie są dla mnie zbyt ważne, że za bardzo mi na nich zależy. A nie tak powinienem budować moje poczucie własnej wartości.
Przyszedłem na forum przede wszystkim po to, żeby uzyskać pomoc, gdy byłem z złym stanie psychicznym i z wielkim trudem szukałem dla siebie dalszej drogi. Uzyskałem ogromne, bezcenne wsparcie, za które wszystkim dziękuję. I odnalazłem swoją drogę. Wciąż potrzebuję odkrywania jej od nowa, precyzowania, weryfikowania. Miałem nadzieję uzyskać pomoc i w tym, ale tak już się nie stało. Ona została zanegowana. Na pewno po części dlatego, że nie umiałem jej wyrazić. Mimo potoku słów i mojej rzekomej elokwencji okazałem się niemy. Nie łudzę się, że jak napiszę jeszcze więcej, to to zmienię. Ilość nic tu nie doda, a ja w tym momencie nie przeskoczę siebie. Niech zostanie to, co już napisałem, może okaże się dla kogoś budujące.
Odzyskaną miłość do żony, przeżywaną w wolności i zarazem z pełnią uczuć, uważam za jeden z najpiękniejszych darów, jakie dostałem od Boga, a na pewno najcenniejszy, jaki otrzymałem w tych ostatnich latach. Wiem, od Kogo i jak ją przyjąłem, znam jej wartość i chcę jej strzec. Tu przestała być bezpieczna. Nie tylko dlatego, że wskutek moich braków w komunikacji nie jest rozumiana. Ja ją niosę i jeśli upadnę, to ją stracę. Nie czuję się silny. Wiem, że jestem głęboko poraniony. Nie czuję się gotowy na kolejne ciosy, a ten ostatni był mocny. Ufam Bogu i chcę zachowywać się rozsądnie, nie wystawiać Go na próbę. Chcę uniknąć zagrożenia, jeśli leży to w moich możliwościach. Nie chcę wystawiać się ponownie na podobną sytuację.
Drugim podstawowym powodem mojego zaangażowania w forum była nadzieja, że dzieląc się moim doświadczeniem pomagam innym. Zderzenie z taką ścianą niezrozumienia zachwiało nią mocno. Teraz nie wiem, na ile moje pisanie tutaj jest użyteczne. Skoro nie umiałem wyrazić tego, co dla mnie najważniejsze, to mam wątpliwości, co tu tak naprawdę daję.
Na to nakłada się rzecz z pozoru drobna – poświęcany czas. Spędzałem go tu dużo. Chcę teraz podjąć nowe rzeczy, z czegoś wypada zrezygnować. Skoro więc forum nie służy należycie ani mi, ani innym przeze mnie, to rezygnacja z niego powinna być dobrym wyborem.
Nie chcę się odnosić do tych wszystkich postów, które zabolały i które w moim odczuciu zawierają nieprawdę o mnie. Gdy próbowałem w głowie ułożyć jakąś odpowiedź lub sprostowanie, uświadamiałem sobie, że to już pisałem, stawiałem sprawę jasno. Z jakiegoś powodu nie zostało to przyjęte i powtarzanie po raz kolejny nic tu nie zmieni. Podam tylko jeden przykład z wypowiedzi Wiedźmina, osoby mi życzliwej, z którą miałem okazję rozmawiać bez pośrednictwa komputera. Czy była zdrada i czy jest jakiś kowalski? Pisałem wielokrotnie i jednoznacznie: na pewno jest zdrada i są mężczyźni, którzy zajęli w sercu żony moje miejsce, stali się znacznie ważniejsi ode mnie i woli być z nimi niż ze mną. Nie zmienia tego mój brak wiedzy o tym, czy z nimi współżyła.
Na koniec chcę krótko opowiedzieć to, co wydaje mi się najważniejsze.
Kocham moją żonę. Chcę żyć z nią, ale nie muszę, to mój wolny wybór. Szanuję jej wybór: jeśli będzie chciała wrócić, zaczniemy odbudowywać relację, ale nie podejmuję działań, żeby ją do tego nakłonić. Chcę moją miłość wyrażać na tyle, na ile ona to zaakceptuje, i bronić się tam, gdzie dostrzegę naruszenie moich granic. Pragnę przed wszystkim jej dobra, ze mną czy beze mnie. Kocham ją taką, jaka jest, wiedząc zarazem, że coraz słabiej ją znam. To możliwe, bo nie kocham jej dla jakiś jej cech czy uczynków, tylko dlatego, że jest sobą.
Z Bogiem

Ukasz

Nino
Posty: 472
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Nino » 21 lip 2020, 0:17

Ukaszu, pragne podziekowac Ci za Twoja obecnosc na Forum oraz Twoje modlitewne zaangazowanie. Podziwiam Twoja szczerosc. Wiele Twoich wypowiedzi uwazam za trafne i cenne. Dostrzegam, jak trudna droga idziesz. Z calego serca zycze Ci jak najlepiej. Gratuluje ukonczenia Krokow. Pozostajesz w moich modlitwach.

Triste
Posty: 380
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Triste » 21 lip 2020, 7:28

Ukaszu :)
Ja przeczytałam swego czasu cały Twój wątek. I śledzę go nadal.
I pomimo, że z wieloma Twoimi czynami czy postawami się nie zgadzam to jednak dla mnie te opinie na ostatnich stronach również były zbyt mocne i dziwię się że moderacja to puściła bo pomocowe to nie było na pewno.
Co mogę Ci powiedzieć to to, że szczerze z serca życzę Ci szczęścia w dalszym poszukiwaniu siebie :) Wszystkiego dobrego Ukaszu :)

Ruta
Posty: 834
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ruta » 21 lip 2020, 17:30

Ukaszu, rozumiem Twoją decyzję, dziękuję za Twoje wpisy, refleksje i zaangażowanie.
Z forum czerpię ogromne wsparcie, m.in. dlatego, że nie muszę tu nikomu tłumaczyć, czemu nie chcę rozwodu i nikt nie wyśmiewa mojej postawy. A kiedy się chwieję, zawsze znajdzie się ktoś, kto mnie podtrzyma. Charyzmat Sycharu jest cenną i unikatową wartością. Sama jednak zrobiłam sobie dopiero co przerwę, potrzebując ułożyć sobie wiele rzeczy w głowie i w sercu. Więc cię rozumiem.
Rozumiem też , że gdy bardzo się otwieramy, otwieramy się także na zranienia i przykro mi, że poczułeś się zraniony. Myślę, że nikt z wypowiadających się nie miał takiej intencji. Gdy przyszłam na forum bardzo potrzebowałam współczucia, a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. I każdy ciepły wspierający głos bardzo mi pomagał. A każdy głos sugerujący, że i ja mam udział w kryzysie w moim małżeństwie, początkowo bardzo mnie ranił i budził mój sprzeciw. Podobnie jak inne wypowiedzi z których wynikało, że ie wszystko może być takie jak mi się wydaje, że gdzieś tam błąkam się po manowcach. Zaczęłam się temu jednak przyglądać i bardzo dużo się w ten sposob nauczyłam, teraz z radością przyjmuję słowa wsparcia, bo jak każdy go potrzebuję, a z uwagą czytam głosy krytyczne. Nikt tu raczej nie chce nikogo ranić, i myślę że warto otwierać się na inne punkty widzenia. Czasem są dobrym przyczynkiem do refleksji i do zmian.
Pozdrawiam cię serdecznie,

Ukasz

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 16 sie 2020, 20:21

Jak wszyscy wiemy, to forum jest moderowane. Ma swój regulamin i posty ukazują się dopiero po sprawdzeniu, że są z nim zgodne. Oto niektóre z tych zasad:
II. Treść postów
5. Pamiętajmy, że osoby przeżywające kryzys są przeważnie w złym stanie psychicznym, potrzebują wsparcia i zrozumienia. Prosimy więc nie przysparzać im dodatkowego cierpienia ostrą krytyką. Bądźmy dla siebie dobrzy – szanujmy uczucia innych i nie rańmy ich dodatkowo. Unikajmy także pouczania i moralizatorskiego tonu.
10. Pisząc na forum należy zachować powściągliwość i rozwagę w osądach innych użytkowników. Nie akceptujemy zachowań świadczących o braku szacunku do kogoś/czegoś lub prowokujących agresję innych użytkowników, kłamliwych oskarżeń uwłaczających godności osoby, lekceważenia innych użytkowników [...].
11. Prosimy zgłaszać moderacji sytuacje, gdy dowolny użytkownik zamieścił treści, które w jakiś sposób prowokują lub naruszają dobra osobiste, przekonania lub odczucia innych użytkowników, zamiast odpowiadać agresywnym lub równie prowokacyjnym postem .
viewtopic.php?f=32&t=56
Mój poprzedni post był głośnym wołaniem o przestrzeganie tych reguł, bo w moim odczuciu boleśnie doświadczyłem ich złamania:
Ukasz pisze:
19 lip 2020, 18:44
To jest moje pożegnanie z forum. Nie zamierzam likwidować konta i omijać tego miejsca z daleka. Podjąłem się prowadzenia modlitwy tygodniowej i ten obowiązek na mnie spoczywa, dopóki ktoś mnie nie zastąpi lub nie ustalimy jakiegoś innego rozwiązania z osobami odpowiedzialnymi. Przez jakiś czas mam nadzieję podtrzymywać Echo Słowa, nie wiem, jak długo. Może będę podczytywać opisywane tu historie. To zależy od różnych okoliczności, których ma potrzeby tu opisywać. Nie będę się też zaklinać, że na pewno nie odezwę się w tym czy innym wątku, choć w tej chwili takie zamilknięcie, przynajmniej na dłuższy czas, wydaje mi się najlepszym rozwiązaniem.[...]

Przestałem zaglądać do mojego wątku i tylko czytałem inne. Trafiłem na wypowiedź, które dotknęła czułego punktu: dwa razy najtrudniejsze doświadczenie w moim życiu, nagłe wypalenie wszelkich uczuć względem żony, zostało nazwane przez rozmówcę przekroczeniem wyporności psychicznej. Byłem przekonany, że to błąd i to mnie irytowało, a nie miałem możliwości ani tego zweryfikować, ani się odnieść. Gdy zobaczyłem to samo słowo użyte w podobnym (choć nieco innym) kontekście, tym razem rzecz sprawdziłem i o tym napisałem. Niestety nie zwróciłem uwagi na to, czyj to był wpis – gdy czyjś nick nie kojarzy mi się z konkretną historią, jak w tym przypadku, to nie zwracam na niego uwagi – i spotkała mnie odpowiedź tak pełna złośliwości, że zrezygnowałem z pisania w ogóle.
https://www.kryzys.org/viewtopic.php?f ... o#p254253
renegate pisze:
29 cze 2020, 16:03
Ukaszu, atakujesz mnie przez moją aktywność w Twoim wątku... Zresztą z pewnych powodów robisz to tu, a nie w tamtym miejscu...

Odnosząc się do tego ataku, nie wierzę, iż nie jest Ci znane pojęcie metafory. Gorzej zapewne z posługiwaniem się i używaniem jej...
Absolutnie nie mogłabym użyć terminu "odporność psychiczna" w kontekście mojej wypowiedzi. Nie o nią wszak chodziło.
Na terminologii psychologicznej czy psychiatrycznej, powiedzmy, że co nieco się wyznaję...

Z powodu stwierdzenia, którego użyłeś, że: "(...) dbałość o słowo nie jest sprawą bez znaczenia", warto może przypomnieć, że należałoby zadbać i o stylistykę wypowiedzi, zahaczającą tu już zresztą o gramatykę...
Trzeba się pilnować, by sens wypowiedzi nie został wypaczony, jak w Twoim zdaniu: "To przejęcie "wersji" osoby porzucającej obejmuje często agresję wobec niej".

Tyle łapania się za słówka i protekcjonalnego tonu...
[...]
Sprawę tego ostatniego postu zgłaszałem zresztą osobno do moderacji, zgodnie z punktem II.11. regulaminu. Była w tej sprawie krótka wymiana wiadomości między mną a moderacją, więc ta nieformalna skarga na pewno dotarła.
Zgodnie z zapowiedzią przestałem pisać w tym i w innych wątkach. Chciałem jednak utrzymać Echo Słowa, bo widziałem, że sporo osób to czyta, więc chyba widzą w tym jakiś pożytek. Rozważania te moim zdaniem mają jednak sens tylko pod warunkiem wspólnego przeżywania naszych historii. Bez czytania innych wątków szybko przerodziłyby się w teoretyczne dywagacje. Po części odnosi się to również do intencji modlitwy tygodniowej, którą obsługiwałem. Czymś zupełnie innym jest wspomnienie osób, których losy znam, niż wymówienie samych imion, które nie kojarzą mi się z żadną osobą. Po kilkutygodniowej przerwie wróciłem więc do „podczytywania” waszych historii. Zajrzałem do dwóch, które mnie wcześniej mocno poruszyły, a potem do jednego nowego wątku. Szybko przyrastał, a z pierwszych zdań wynikało, że był to kryzys w wielu punktach podobny do mojego. Rzeczywiście znalazłem tu kilka odniesień do mojego wątku – podaję je w kolejności chronologocznej:

Jest tu na forum wątek Ukasza, z historią podobną do Waszej. Ja odmiennie niż wiele osób na forum widzę historie Ukasza inaczej niż większość forumowiczów i inaczej niż sam Ukasz. Usamodzielniajaca się przy dorastających dzieciach żona, adoracja innych mężczyzn, zazdrość męża o nich o jej czas i uwagę, szantaż emocjonalny ja albo oni, rozpad więzi i pogłębiający się rozpad relacji. Nie warto iść tą drogą.
W wątku Ukasza, który polecam Ci ku przestrodze, jest jeszcze jeden aspekt. Korzystanie przez męża z pornografii. Nie sugeruję, że to także Twój problem. Jednak na tyle często w relacjach, w których żony odnajdują się w adrocji innych mężczyzn, jest ten problem obecny, że o tym wspominam. To także moje osobiste doświadczenie.
viewtopic.php?f=10&t=3410&p=259173&hilit=Ukasz#p259173
A swoja droga, jest tu watek Ukasza - polecam lekture. Zona tez ma "tylko" kolegów.
Różnica jest tylko taka, ze Ukasz b walczyl i walczy o swoje malzenstwo.
viewtopic.php?f=10&t=3410&p=259461&hilit=Ukasz#p259461
Tak na marginesie, Ukasz podaje w swoim wątku, własną interpretację zdarzeń. Wszyscy są winni odejścia od niego żony, tylko nie on. Nawet jacyś starsi panowie, z którymi ona ma kontakt, zdaje się, że w ramach dodatkowych zawodowych aktywności.
Tak, jak napisała Ruta, żona Ukasza po odchowaniu dzieci, zaczęła rozwijać swoją karierę, a spotkało się to ze sprzeciwem jej męża. O ile dobrze pamiętam, Ukasz nawet proponował żonie wypłacanie kieszonkowego, byle tylko ona w ogóle zrezygnowała z pracy.
viewtopic.php?f=10&t=3410&p=259599&hilit=Ukasz#p259599
Taka postawa nigdy nie kończy się dobrze i nie ma zdrowych granic, które mają na celu zmianę czyjegoś zachowania. To zawsze jest wtedy manipulacja i przemoc, obie dla miłości małżeńskiej destrukcyjne. Wciąż mam w głowie watek Ukasza, gdzie taki kierunek działań, doprowadził do wymiany zamków, wyrzucania czegoś przez okno i interwencji policji. Na szczęście Ukasz z takich działań się wycofał, trafił też na mądre osoby w policji, które jasno wyjaśnily, gdzie przebiega granica i co jest dopuszczalne, a co nie jest.
viewtopic.php?f=10&t=3410&p=260164&hilit=Ukasz#p260164
Ruto, Ukasz, wprost w swoim wątku napisał, że policja była po jego stronie...
Zaprzestał zamykania drzwi, wymiany zamków i wyrzucania rzeczy żony przez okno, bo policja oraz zdaje się prawnik poinformowali go, że działa bezprawnie. Jednak w swoim wątku, nadal twierdził, że ma do tego prawo i policja nic mu nie miała do zarzucenia. Poza tym, nadal słał maile do żony, piekł ciasta dla niej, jedno z nich wraz z kwiatami wysłał na działkę jej podarowaną (którą potem chciał odbierać). Gdy ona wszelkiego kontaktu i prezentów sobie nie życzyła, w czym zresztą popierała ją rodzina Ukasza. Nie sądzę, by Ukasz cokolwiek zrozumiał...
viewtopic.php?f=10&t=3410&p=260304&hilit=Ukasz#p260304
Lustro po prostu odsyła do lektury, nie próbuje streszczać mojej historii, dołączając jedynie krótkie a miłe słowa, za które dziękuję. Pozostałe głosy zawierają streszczenie wątku lub jego części i jednoznaczną ocenę.
Zdaniem Ruty moja żona po prostu usamodzielniała się i wszystko byłoby dobrze, gdybym ja nie odpowiedział zazdrością, szantażem, przemocą i manipulacją, co spowodowało rozpad więzi i relacji. Taka jest jej interpretacja. Na wszelki wypadek – choć nie sugeruje, że ma to coś wspólnego z tym wątkiem i jego autorem – przypomina o moim korzystaniu z pornografii, bo takie jest także jej osobiste doświadczenie.
Renegate idzie dalej: ona w przeciwieństwie do mnie czy Ruty nie przedstawia interpretacji, tylko fakty. Wie na przykład, że stanowisko policji było inne, że opisane przeze mnie. Opinię wyraża tylko w sprawie mojej zdolności do zrozumienia czegokolwiek – sceptyczną...
Przyłączając się do głosu pań gorąco proszę wszystkich, żeby porównali te opinie z wydarzeniami przedstawionymi w moim wątku. Wiem, że to trudne z powodu jego długości, ale mogę przynajmniej zapewnić, że nie będę go teraz przedłużał. Dzisiaj likwiduję konto na forum.
Najpierw podejmę jednak ostatnią próbę obrony swojego imienia – bo choć nie otrzymałem na chrzcie imienia Ukasz ani podobnego, to opisana tu moja historia dotyczy mnie i dla osób obecnych na forum to moje czyny i słowa określają obraz mojej osoby. Jedyne, co po mnie tutaj zostanie.
Ruto: zgadzam się z tym, że nie warto szukać winy po drugiej stronie i skupić uwagę na sobie, bo na siebie mam wpływ. Twoje streszczenie mojej historii jest jednak jednoznaczną – pozytywną – oceną postawy i zachowań mojej żony. A ja nie mam wątpliwości i pisałem to konsekwentnie od pierwszego postu, że ona mnie zdradziła. Odbieram więc to jako pochwałę tego, co ja doświadczam jako zdrady.
Wskazujesz też w tym kontekście jednoznacznie, kto i w jaki sposób spowodował rozpad więzi i relacji: ja przez „szantaż emocjonalny ja albo oni” i zazdrość. Żona usłyszała ode mnie te słowa, ja albo oni, po dziewięciu latach kryzysu, gdy z naszych relacji były już zgliszcza. Mój sprzeciw wobec życia w trójkącie czy wielokącie nie jest zazdrością, lecz szacunkiem dla samego siebie. Wszyscy czterej księża, których wprowadzałem w moją sytuację, nie tylko wskazywali mi prawo do takiej postawy, ale wręcz obowiązek. Takie jest niezmienne stanowisko Kościoła od niemal dwóch tysięcy lat. Z tego wynikała moja decyzja, że dopóki żona nie chce zrezygnować z tamtych relacji, to nie możemy mieszkać razem. Teza, że to była z mojej strony przemoc i manipulacja mająca na celu zmianę jej postawy, jest fałszywa.
Przyznałem się tutaj, że kiedyś korzystałem z pornografii. Uznałem, że przemilczając to i jednocześnie deklarując swoją wiarę okłamywałbym forumowiczów. Pisałem też, jak widzę znaczenie tego grzechu w naszym kryzysie: na tyle dobitnie, że osoba zarzucająca mi wcześniej lekceważenie sprawy stwierdziła, że sama by tego lepiej nie napisała. Jednak rozpowszechnianie tej samej informacji bez kontekstu i bez odniesienia do danego wątku, jest czymś zupełnie innym. To nie jest „Twoje osobiste doświadczenie” i moim zdaniem nie masz prawa dzielić się tym w ten sposób.
Spotkałem się w forum i poza nim z przypadkami, że osoba zdradzona i porzucona otrzymywała pozew rozwodowy z wnioskiem o orzeczenie jej wyłącznej winy. Osoby, które przeszły przez to doświadczenie, opisują je jako bardzo trudne. Zwykle zdają sobie przy tym sprawę, jak pogubiona emocjonalnie jest osoba zdradzająca, że to pismo tworzone w znacznej mierze przez prawnika, że chodzi o strategię procesową ukierunkowaną na konkretny zysk, zwykle również materialny. Czy jest łatwiej, jeśli otrzymuję podobny komunikat na pomocowym forum katolickim – druga strona nie robi nic złego porzucając mnie, sam jestem winien nie części, lecz wszystkiemu, bo stosowałem szantaż, przemoc i manipulację? Taka bezinteresowna, obiektywna, życzliwa refleksja ku mojej pomocy?
Ruto, Ty odpowiedziałaś na mój post o tym, jak mnie zabolały poprzednie głosy. Dwa razy pisałaś, że nikt nie miał intencji, że mnie zranić. Intencje to nie wszystko. Tym bardziej, jeśli ignorują dające się przewidzieć skutki czynu.

Renegate: nie widzę w Twoich wypowiedziach na mój temat pomyłki lub błędnej interpretacji ze względu na skalę fałszu, jak jest w tych tezach, z powodu upartego powtarzania nieprawdy mimo moich sprostowań oraz demonstracyjnej pewności formułowanych sądów.
R:
Wszyscy są winni odejścia od niego żony, tylko nie on.
– nie będę cytować wszystkich moich wypowiedzi na temat własnych błędów, bo nie zmieściłoby się to na kilku stronach. I nigdy nie napisałem, że nie miałem udziału w kryzysie.
R:
Wszyscy są winni odejścia od niego żony, tylko nie on. Nawet jacyś starsi panowie, z którymi ona ma kontakt, zdaje się, że w ramach dodatkowych zawodowych aktywności.
Ten „kontakt” opisywałem względnie całościowo na początku wątku dwa razy:
U:
Jest grupa, która dla żony jest uosobieniem męskich cnót i tym samym moim przeciwieństwem, co komunikowała mi wielokrotnie. Nie pozostawia też żadnych wątpliwości, kto jest dla niej ważniejszy - oni. Jakikolwiek mój kontakt z nimi był surowo zabroniony. Nie mam wątpliwości, że od lat trwa pełna zdrada emocjonalna. Nie potrafię ocenić, czy towarzyszy jej również ta fizyczna.
U:
Prosiłem, żebym też mógł się tam jakoś włączyć. Początkowo wynajdowała jakieś argumenty przeciw konkretnym pomysłom na mój udział, ale wkrótce usłyszałem, że "jeżeli spróbujesz zbliżyć się do moich przyjaciół, to Cię rzucę". [...] Swoje urodziny i imieniny urządzała w klubie, na moje przychodziła na połowę lub wcale, nie mówiąc już o jakimś udziale w ich przygotowaniu. Imprezy taneczne, które organizowaliśmy wspólnie, urwały się, tańczyć chciała tylko tam. Początkowo klub spotykał się raz w tygodniu, w niedzielę popołudniu, potem doszedł jeszcze jeden dzień. Ta niedziela była "święta" - każdy wyjazd weekendowy musiał się skończyć tak, żeby być w domu z dwugodzinnym zapasem. Przede wszystkim jednak rósł czas wyjazdów klubowych. Początkowo był to tydzień, potem doszedł drugi i trzeci, krótsze wypady i imprezy okolicznościowe.
Konkretne przykłady, w jaki sposób żona komunikowała mi miejsce moje i tych panów w jej życiu, zestawiałem w tym poście:
viewtopic.php?f=10&t=541&p=188988&hilit ... 9d#p188988

R:
Tak, jak napisała Ruta, żona Ukasza po odchowaniu dzieci, zaczęła rozwijać swoją karierę, a spotkało się to ze sprzeciwem jej męża. O ile dobrze pamiętam, Ukasz nawet proponował żonie wypłacanie kieszonkowego, byle tylko ona w ogóle zrezygnowała z pracy.
Insynuacja, jakobym sprzeciwiał się rozwijaniu kariery przez żonę, jest nowa. Nie wiem, skąd się wzięła i jeszcze jej nie prostowałem. Natomiast pomysł „kieszonkowego” wziął się stąd:
U:
I jeszcze jedno, co podejrzewałem, a dziś potwierdziła jej mama. Moja żona zapracowuje się tak, że stanowi to zagrożenie życia jej i innych ludzi. Kasa jest jej potrzebna na wystawne życie z kowalskimi.
i wyglądał tak:
U:
Zaproponowałem, żeby sobie odpoczęła. Jeśli zrezygnuje na ten czas z samochodu (droga bryka w leasingu, to koszt, którego bym nie uniósł) i pracy, będę ją w pełni utrzymywał. Wszystkie koszty domu, inne niezbędne wydatki, wspólne rozrywki i wyjazdy pokryję sam. Dodatkowo przekażę jej tysiąc złotych miesięcznie na co tylko chce, nigdy nie zapytam, co robi z tymi pieniędzmi. Nie uzależniam tego od żadnej odbudowy więzi ze mną, ale wymagam spędzenia razem jednego dnia w tygodniu. Jeśli byłyby wyjazdy, to także razem, poza jednym tygodniem, w którym jedzie gdzie chce i ja o nic nie pytam. Mogę taki układ obiecać do końca przyszłego roku, nie wykluczam, że dłużej, ale tego już zagwarantować nie mogę. Może z niego zrezygnować w dowolnym momencie i nie będą z tego wynikać żadne jej dodatkowe zobowiązania względem mnie na przyszłość – poza tymi, które już wzięliśmy na siebie w dniu ślubu.
R:
Zaprzestał zamykania drzwi, wymiany zamków i wyrzucania rzeczy żony przez okno, bo policja oraz zdaje się prawnik poinformowali go, że działa bezprawnie.
Nie przytaczam cytatu o stanowisku policji, bo Renegate sama przyznaje, że w moim wątku wyczytała coś przeciwnego, niż ona wypisuje tutaj. O prawniku miała taką informację:
U:
Druga przyczyna jest taka, że skonsultowałem się z prawnikiem. Jego zdaniem nie ma większego znaczenia, czy za zamkniętymi drzwiami są rzeczy żony, czy nie. Bez procesu nie da się stwierdzić, czy to ja złamałem prawo zamykając drzwi, czy żona je wyłamując.
R:
Poza tym, nadal słał maile do żony, piekł ciasta dla niej, jedno z nich wraz z kwiatami wysłał na działkę jej podarowaną (którą potem chciał odbierać). Gdy ona wszelkiego kontaktu i prezentów sobie nie życzyła, w czym zresztą popierała ją rodzina Ukasza.
U:
Upiekłem ciasto, a ona po nie przyjechała. Miesiąc później wiedziałem, że będzie na naszej działce i że nie chce mnie tam spotkać. Ponownie przygotowałem ciasto, ale tym razem je jej wysłałem, do tego bukiet i prezent. Wszystko przyjęła, kwiatami się zachwyciła i postawiła na środku pokoju
renegate pisze: ↑
26 cze 2020, 14:42
[...] Prośbę o nieprzyjeżdżanie do rodziców w czasie pobytu w okolicy jego żony, wystosowali sami jego rodzice oraz jego siostry.
U:
Nie wiem, o jaką prośbę rodziców czy sióstr chodzi, nic takiego nie było, pewnie coś napisałem niezrozumiale.
Nie przytaczam postów na temat rzekomo podarowanej działki (dałem żonie współwłasność) i rzekomej chęci jej odebrania (w przypadku zaostrzenia konfliktu o nią rozważałem, podkreślając brak konkretnego zamiaru, cofnięcie darowizny i spłacenie wkładu żony w nieruchomość).
Zakładam, że pod nickiem Renegate nie ukrywa nikt z mojej rodziny i znajomych, kto brał udział w opisywanych wydarzeniach lub ma o nich wiadomości z innego źródła. Cytowane stwierdzenia forumowiczki są więc budowane wyłącznie na informacjach przekazanych przeze mnie i przytoczonych wyżej. Jak to nazwać, jeśli nie po prostu kłamstwem?
Wszystko, co o mnie napisałaś w wątku Wigtona, miało postawić mnie w złym świetle. Czarno na czarnym. Podobnie zresztą wcześniej tutaj. Tego rzeczywiście nie rozumiem. Nie znam Cię, nie znam Twojej historii, nie wiem, czy w ogóle dzieliłaś się na forum jakimś własnym doświadczeniem, nigdy w żaden sposób nie odnosiłem się do Twojej osoby.

Wiele razy odrzucano moje posty, bo w opinii moderacji mogłyby kogoś zranić, a żaden z nich nie zbliżał się do tego poziomu ostrości osądu – jak u Ruty – ani jakiejkolwiek insynuacji, jak w przypadku głosów Renegate. Czy naprawdę nie da się w nich dostrzec w ocenie Ruty ostrej krytyki, która może przysporzyć mi dodatkowego cierpienia i zranić? Czy w wypowiedziach Renegate nie ma śladu lekceważenia? Agresji, która prowokuje do agresji? Kłamliwych oskarżeń uwłaczających godności osoby? Pouczania i moralizatorskiego tonu? Wszystkie przywołane tu posty w wątku Wigtona ukazały się w niedługim czasie po mojej skardze, gdy była ona już znana i powinna być jeszcze pamiętana.
To naprawdę boli. Próbowałem wycofać się z samego opisywania mojej historii – oberwałem gdzie indziej. Przestałem w ogóle odzywać się w cudzych wątkach i to również nie uchroniło mnie przed kolejnym atakiem. Napisanie o tym, jak mnie to zraniło, i próba zwrócenia moderacji uwagi na problem też nic nie przyniosły.
Wbrew temu, to od dawna twierdzi Renta i po części inni, nie szukam to mocnych, ekstremalnych wrażeń, nie chcę podnosić sinusoidy, karmić się poczuciem krzywdy. Tego, co doświadczyłem ostatnio, nie potrafię nazwać pomocą. Uderzyło mnie na tyle mocno, że zdecydowanie nie chcę narażać się na powtórkę. Tak, jak pisałem w poprzednim poście: nie czuję się silny, chcę uważać i chronić siebie. Jeśli się posypię, to konsekwencje spadną na mnie i na moich najbliższych, nie na forumowiczów i moderację.
W tej sytuacji uważam to za ważniejsze od sprawy obsługiwania modlitwy tygodniowej. Robię to od dwu i pół roku, nie mam wątpliwości, że znajdzie się następca. Zresztą i tak w najbliższym czasie planuję dwa dłuższe wyjazdy, więc nie mógłbym tego robić regularnie.
Jeżeli ktoś chciałby zachować kontakt ze mną, a jeszcze nie komunikowaliśmy się emailem lub telefonicznie, to zapraszam sycharowską kompletę na Skype. Tam bywam dość często i zamierzam to kontynuować.
Zostawiłem tu kawałek swojego życia. To było dobre doświadczenie. Zżyłem się z wieloma osobami tutaj, Wasze historie wciąż we mnie są. Otrzymałem wielką pomoc, za którą dziękuję. Tym, którzy mnie zranili, przebaczam. Tych, których ja zraniłem, proszę o wybaczenie. O wspólnocie i małżonkach w kryzysie pamiętam w codziennej modlitwie. Nich Bóg ma Was w Swojej opiece.

Ukasz

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9361
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Nirwanna » 18 sie 2020, 9:54

Moderacja powyższe uwagi przyjmuje.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

tata999
Posty: 1124
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: tata999 » 18 sie 2020, 11:26

Wypowiedź Ukasza jest dla mnie wzorem staranności i powagi. Brawo.

Nie musisz likwidować konta, żeby nie uczestniczyć w dyskusji na forum. Fajnie byłoby mieć z Tobą kontakt na priv.

Nino
Posty: 472
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Nino » 18 sie 2020, 12:42

Ukasz, ciesze sie, ze sie jeszcze odezwales, choc przykro mi, ze w takich okolicznosciach. Po Twoim ostatnim wpisie w watku, nieraz pragnelam odniesc sie do tego. Teraz, skoro odchodzisz i za chwile Twoj watek zniknie, napisze to, co chcialam napisac.
Nie zapoznalam sie z Twoim watkiem szczegolowo, jednak - zwlaszcza pierwsze posty - przeczytalam (sama jestem na forum od niedawna).
Od poczatku distrzegalam, ze jestes do bolu szczery i w tej szczerosci specyficzny. Odnosilam wrazenie, ze bywasz niezrozumiany.
W ostatnich postach wypowiedzianych odnosnie Twojego wpisu na temat spedzenia rocznicy slubu, pojawil sie - wedlug mnie -raniacy brak zrozumienia dla Twoich emocji. Za brak wyczucia i taktu uwazam ciagle wypominanie Ci dawnego uzaleznienia od pornografii, podobnie jak skladanie gratulacji Ozeaszowi z powodu zostania dziadkiem w Twoim watku. Rowniez ciesze sie z tego faktu i zycze Ozeaszowi duzo radosci z bycia w nowej roli. Ale jakos nie pomyslano, ze to moze byc dla Ciebie trudne, poniewaz sam niedawno zostales dziadkiem, niestety nie mozesz dzielic tej radosci ze swoja zona.
Odnioslam tez wrazenie, ze forumowicze dosc lekko pidchodza do postawy i zachowan Twojej zony, nie widza, co probujesz przekazac. Pojawiala sie konstrukrywna krytyka jednak z rozmyciem szacunku wobec tego, jaki jestes. Jaki masz sposob przezywania i komunikowania. Tak dluga Twoja obecnosc na forum oraz znajomosc Twego watku moglaby nauczyc tez w pewien sposob Ciebie.
Byc moze za...."powaznie" podszedles do tego forum, zapominajac, ze Twoje posty komentuja ludzie, ktorzy sami sa poranieni, zagubieni, uwiklani w bardzo trudne sytuacje zyciowe z ktorymi sobie nie radza. Nie sa wyroczniami. Zrozumialam to po jakims czasie. Przeciez dzielimy sie tu zaledwie okruchami naszego zycia a najczesciej tak ulotnymi rzeczami jak nasze emocje, uczucia. I to zranione.
Za kazdym postem kryje sie taki sam czlowiek: jak Ty, czy ja. Nie Alfa i Omega, wiec nawet jak czytam piekne swiadectwa czyjejs pracy nad soba, zdaje sobie sprawe, ze jest to malenki ulamek z tego, co moglaby jeszcze o sobie powiedziec.
Mysle ze na niektore pytania nie otrzymam tu odpowiedzi i nie mam o to zalu.
To jest forum o pewnym charyzmacie i ok.
Jednak dla wielu ludzi jest inaczej i to nie znaczy, ze zle. Byc moze tez ktos uwaza, ze to jest charyzmat dla niego, a zycie - rowniez we wspolpracy z Laska - pokazuje, ze ma inaczej zrealuzowac Wole Boza. Nie "walczac" przez dziesieciolecia o powrot malzonka, ktory nie powroci i przestac nawet czekac, nie czekajac. To wymaga ogromnego wewnetrznego rozeznania i tez glebokiej pokory.
Jestesmy stworzeni do Milosci. A ona realuzuje sie w relacji z drugim czlowiekiem. Sa sycharki ktore doskonale odnalazly sie w zyciu bez wspolmalzonka i przypatruje sie im. Ale tez mam swiadomisc, ze ujawniaja zaledwie kawalek z pelni swego zycia. Kazdy ma swoja droge do przejscia.

Wiedźmin

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Wiedźmin » 18 sie 2020, 13:24

Nirwanna pisze:
18 sie 2020, 9:54
Moderacja powyższe uwagi przyjmuje.
A to dobrze to czytać :)

Przychylam się do zdania Ukasza, że można było odnosić wrażenie (ja odnosiłem - z czym nieraz też dziełem się z moderatorami) - że nad niektórymi użytkownikami był rozpostarty niejako parasol ochronny - tzn. konkretniej - niektórym użytkowniczkom forum przechodziły dość ostre - nieraz otwarcie krytykujące kogoś - posty.

Ja w sumie po ponad 3 latach pomału też będę się szykować do odlotu (do ciepłych krajów ;P ) ;) ... może jak bociany... z końcem wakacji :) - Wiele skorzystałem - jednak czas zamknąć jakiś etap (w moim przypadku) - i chcę przestać już skupiać uwagę na forum kryzysowym... :)

Ruta
Posty: 834
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ruta » 18 sie 2020, 14:37

Ukaszu,
Zaczynam post do Ciebie i wciąż kasuję napisane słowa i piszę od nowa. Jest mi przykro, że moje słowa Cię zraniły i zależy mi na tym, by nie zranić Cię bardziej. A trochę na ile zdołam wyjaśnić, byś mógł poczuć się lepiej, mniej zraniony, dotknięty.
Przywołując Twój wątek starałam się zaznaczyć, że to, co piszę jest wyłącznie moją oceną tego, co przeczytałam. Nie oceną ciebie. Nie jakimś obiektywnym faktem. Oraz, że w tej ocenie jestem w mniejszości. Sądziłam, że to wystarczy, abyś nie poczuł się dotknięty osobiście. Nie wystarczyło. Przepraszam.

Mam też wrażenie, że czujesz się bardzo dotknięty poruszeniem przeze mnie kwestii pornografii. Nie miałam jednak zamiaru "rozpowszechniać" informacji o Tobie. To moje bardzo osobiste doświadczenie. Jestem kobietą bardzo mocno zranioną przez używanie pornografii przez męża. To zabijało i niszczyło intymność w moim małżeństwie, sprawiło, że byłam odrzucana, oskarżana, traktowana przedmiotowo, że czułam się bardzo źle sama ze sobą, że podejmowałam różne próby, bardzo desperackie i bardzo destrukcyjne. Zdecydowałam się na antykoncepcję wbrew sobie, bo mąż nagle zaczął twierdzić, że to jest powodem, dla którego unika bliskości ze mną. Zrobiłam też wiele innych głupot, byle spełnić oczekiwania męża. Rzecz w tym, że on takich oczekiwań nie miał. Były to zasłony dymne, mające ukryć jego problem. O mały włos moje zranienia nie doprowadziły mnie do szukania akceptacji i potwierdzania mojej wartości u innych mężczyzn i wprost na skraj zdrady. Uratowało mnie złapanie w ostatniej chwili liny rzuconej przez Boga. Trafiłam na grupę wsparcia dla bliskich osób uzależnionych od pornografii. Wtedy dopiero zrozumiałam nie tylko to, co działo się z mężem, ale co działo się ze mną. Nie odbudowałam w sobie jeszcze z tych zniszczeń, do których doprowadził problem pornografii w moim małżeństwie. Ale uniknęłam dalszej destrukcji.
To dlatego, gdy słyszę historię kobiety, która szuka potwierdzenia swojej wartości u innych mężczyzn niż mąż, z którym przeżyła wiele lat jako wierna, kochająca żona, to jako kobieta rozumiem jedną z możliwych dróg, które mogły ją do takiej postawy doprowadzić. Nie oznacza to jednak, że uważam postępowanie kobiety, za właściwe czy usprawiedliwione. Ani, że na pewno ma ono swoje źródło w oglądaniu przez męża pornografii. To tylko jedna z możliwości. Myślę jednak że warto zrozumieć postępowanie i motywacje drugiej strony. Wtedy można zacząć rozwiązywać kryzys tam, gdzie on jest. Do mnie powoli dociera, co stało się przyczyną zmiany postawy mojego męża i odejścia z domu. Choć jeszcze za wcześnie, bym to nazwała, wyraziła i żebym była gotowa do konfrontacji i usłyszenia opinii innych.

Zarówno w postawie Twojej jak i Wigtona wobec waszych Żon widzę chęć wpłynięcia na żonę, tak aby wróciło, to co było dawnej. Aby zerwała kontakt z grupą adorujących mężczyzn i problem będzie rozwiązany. Nie twierdzę, że tak jest. Ja tak to odbieram. To także płynie z moich osobistych doświadczeń. I to wszystko, co wyraziłam powyżej i co próbowałam w swoim poście odnoszącym się to twojego wątku wyrazić, także.

Pomyślałam, że gdy dokładniej wyjaśnię powody swojej oceny oraz napiszę więcej o moich osobistych doświadczeniach, przybliży ci to mój punkt widzenia i może chociaż trochę zmniejszy to twoją urazę i poczucie zranienia. Gdy pojawiłam się na forum, miałam głębokie przekonanie, że całemu kryzysowi w moim małżeństwie winne są nałogi mojego męża. I jeśli on swoje nałogi porzuci, to wszystko nagle będzie wspaniale. Wiele czasu zajęło mi dostrzeżenie swojego udziału w kryzysie, swoich problemów, niedojrzałości, zgubnych oczekiwań. Jeszcze więcej czasu zajęło mi odczepienie się od męża. Zaprzestanie myślenia o tym, co jeszcze mogę zrobić, by wpłynąć na zmianę jego postawy. Najpierw byłam jak narkoman na głodzie. Pojawiały mi się jak z rękawa pomysły, jaki znaleźć powód do kontaktu. Wszystkie bardzo racjonalne i uzasadnione. Wszystkie fałszywe...

Wiele razy tu na forum poczułam się dotknięta czyjąś oceną. Zanim ją odrzuciłam patrzyłam w siebie i czasem okazywało się, że choć trudna do przyjęcia, jest to ocena właściwa. Ale nie zawsze. Nie jestem na przykład żądną pieniędzy z alimentów kobietą, która z zemsty za porzucenie chce odciąć dziecko od ojca i zrujnować go finansowo. Prosty rachunek sumienia pozwolił mi przejść do porządku dziennego nad takimi sugestiami i przestać się nimi przejmować. Dzięki temu takie oceny już mnie nie ranią. Czasem z nimi polemizuję, a czasem nie. Ale nie czuję już gwałtownego przymusu, by za każdym razem się tłumaczyć. Krytyka, także ta niezasłużona, nie jest tak straszna, jak ją malują.

Dzięki forum uczę się z nią mierzyć w bezpiecznych warunkach. Ale uczę się też wyrażać swoje opinie i oceny w taki sposób, by nie ranić innych. I to niestety mi się tym razem nie udało. Zastanowię się poważnie nad tym, w jaki sposób będę mogła wyrazić swoją ocenę i podzielić się tym, co widzę i czego doświadczyłam w delikatniejszy sposób. Być może zagrały też we mnie stereotypy, na co wiele osób zwracało mi już uwagę. Inaczej oceniam mężczyzn, inaczej kobiety. Wiem, że to robię, moim zdaniem znacząco się od siebie różnimy. Może jednak mniej niż sądzę. Bo wiem na pewno, że gdybym odnosiła się do kobiety i jej wątku, byłabym delikatniejsza w sposobie wyrażenia. Czytając twój wątek dostrzegłam w Tobie silnego mężczyznę, patriarchalnego, obowiązkowego, nastawionego na działanie. Niepotrzebnie z góry przyjęłam, że takie cechy dają więcej odporności na oceny innych osób i że wobec takich silnych mężczyzn można wyrażać się bardziej bezpośrednio i wprost. Będę musiała sporo przemyśleć. I zapewniam Cię, że sumiennie się do tego przyłożę.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Astro i 17 gości