Wątek Ukasza

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Al la
Posty: 2133
Rejestracja: 07 lut 2017, 23:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Al la » 08 lip 2020, 20:14

Ja też do Ozeasza:
Gratuluję🤗
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa

renegate
Posty: 79
Rejestracja: 26 lut 2020, 4:11
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: renegate » 08 lip 2020, 22:06

ozeasz pisze:
08 lip 2020, 13:50
Keira mam podobne odczucia z działaniem przemocowym, Ukasz nie czytałem wszystkiego u Ciebie, ale wydaje mi się przez cały czas brak odwieszenia od żony, brak uszanowania Jej wolności i jeśli już, brak uszanowania Jej potrzeb nawet jeśli są diametralnie inne niż To co sobie wyobrażasz?
Może być tak jak napisała Keira, że tego nie widzisz, a mocne odniesienie do wszystkiego przez pryzmat religii o czym pisała Ci Renta paradoksalnie zaciemnia obraz rzeczywistości ? Sam tak miałem kilka lat temu i będąc na 12 krokach byłem wręcz oburzony kiedy zwrócono mi uwagę na ciągłe cytowanie P.Św. i odnoszenia do Niej sytuacji z rzeczywistości, byłem niezrozumiały przez prowadzących i prawdopodobnie również przez to, przez najbliższą mi osobę- żonę.
Mimo że nasze ( z żoną) wspólne korzenie sięgają wspólnoty charyzmatycznej, dlaczego? Bo Ona dzisiaj jest inna i warto może postawić sobie pytanie czy znając Ją taką jaką jest dzisiaj (Innej nie ma) potrafię Ją kochać czy chciałbym Ją sprowadzić do własnego obrazu żony sprzed lat który wydaje mi się optymalny żeby nie powiedzieć idealny, a raczej idealizowany? To był dla mnie jakiegoś rodzaju test czy kocham żonę jako człowieka czy raczej obraz który sobie stworzyłem lub działania które są mi przyjemne czy przyjazne?

Trudno jest mi zobaczyć drugiego i Jego wnętrze w takich opisach z forum, wiec równie dobrze mogę się mylić ale takie wrażenie jakie opisała Keira towarzyszy mi od długiego czasu gdy czytam Twoje wpisy w wątku(częściowo widzę siebie sprzed 9 lat kiedy tutaj pisałem w wątku ,może nie byłem tak poukładany i elokwentny jak Ty ,ale oddźwięk samego przekazu jest zbliżony tak myślę), mam nadzieję że Cię nie uraziłem, pozdrawiam serdecznie.

P.S. Trzy dni temu zostałem dziadkiem, cieszę się z tego, dzisiaj jadę z żoną odwiedzić oseska, staram się budować więź z żoną, a przede wszystkim chcę Ją usłyszeć, podchodzić z empatią, bardzo mi w tym pomógł Marshall Rosenberg, potwierdził moje przypuszczenia, nazwał to czego nie potrafiłem określić, wskazał moje niedomagania, korzystając z Jego wskazówek mogę empatyzować z żoną, a efektem ubocznym jest Jej odpowiedź, chęć bliskości, obecność w moim życiu, to już prawie dziesięć lat kiedy jestem w nieformalnej separacji, doświadczenie lat ubiegłych, sukcesów, a bardziej porażek pomaga mi w tym.
Życzę Ci Ukaszu byś dzisiaj widział żonę taką jaka jest dzisiaj, dzisiaj jest nowy dzień i to duże wyzwanie (dla mnie) poznać osobę, nawet żonę, z dzisiaj, nie z wczoraj czy sprzed 5, 25 lat i zajrzeć do swego wnętrza z pytaniem czy kocham Tego (Takiego) człowieka, bo jeśli nie, to jest zadanie dla mnie nauczyć się kochać, oczywiście jeśli tego chcę i jest to moja decyzja podjęta w pełni wolności?

Ozeaszu, dodałabym pytanie, czy Ukasz widział swoją żonę taką jaka ona jest kiedykolwiek wcześniej...

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 1848
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: ozeasz » 10 lip 2020, 20:46

Pavel pisze:
08 lip 2020, 15:27
Tak poza tematem, wybacz Ukaszu:
Gratuluję Ozeaszu :)
Al la pisze:
08 lip 2020, 20:14
Ja też do Ozeasza:
Gratuluję🤗
Serdecznie dziękuję i pozdrawiam Was. :)
P.S. Co do wnuka zaskoczeniem dla mnie było to, kiedy jakiś czas temu rozmawialiśmy z synem, a On mówił że szukają imienia, pierwsze co przyszło mi do głowy to Joachim, niestety ani syn ani przyszła (mam nadzieję) synowa nie uczestniczą w życiu Kościoła, i raczej na dzień dzisiejszy z tymi tematami Im nie po drodze. I co? Kiedy przyszliśmy odwiedzić z żoną młodych rodziców okazało się że wnuk to Joachim Eliasz :o , niezbadane są wyroki Boskie. :D
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8546
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Nirwanna » 13 lip 2020, 6:32

Ozeaszu, ja również gratuluję Ci serdecznie :-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 1848
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: ozeasz » 15 lip 2020, 20:17

Nirwanna pisze:
13 lip 2020, 6:32
Ozeaszu, ja również gratuluję Ci serdecznie :-)
Dziękuję :)
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Ukasz
Posty: 2641
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ukasz » 19 lip 2020, 18:44

Najpierw dołączę się do gratulacji dla Ozeasza. Przeżyłem tę radość niedawno i cieszę teraz razem z Tobą – i z Twoją żoną. Niech Bóg błogosławi maleństwu i jego rodzicom.

To jest moje pożegnanie z forum. Nie zamierzam likwidować konta i omijać tego miejsca z daleka. Podjąłem się prowadzenia modlitwy tygodniowej i ten obowiązek na mnie spoczywa, dopóki ktoś mnie nie zastąpi lub nie ustalimy jakiegoś innego rozwiązania z osobami odpowiedzialnymi. Przez jakiś czas mam nadzieję podtrzymywać Echo Słowa, nie wiem, jak długo. Może będę podczytywać opisywane tu historie. To zależy od różnych okoliczności, których ma potrzeby tu opisywać. Nie będę się też zaklinać, że na pewno nie odezwę się w tym czy innym wątku, choć w tej chwili takie zamilknięcie, przynajmniej na dłuższy czas, wydaje mi się najlepszym rozwiązaniem.
Wiele osób wyrażało nadzieję, że nie odbiorę ich wpisów jako atak. Odebrałem to, co było na ostatnich stronach mojego wątku, jako zbiorowy, psychiczny lincz: zostałem uznany za przemocowca, który tak zdusił swoją żonę, że musiała uciec, za człowieka niezdolnego do refleksji nad sobą, manipulującego wszystkimi dookoła, pozbawionego wewnętrznej wolności i bezwolnie podejmującego neurotyczne próby odzyskania utraconej kontroli i aplikującego sobie skrajne emocje jak narkotyk, co najmniej krętacza, jeśli nie kłamcę. Pojawiła się nawet pośrednio sugestia, że żony nienawidzę i że nie tylko jej nie kocham, ale być może nigdy jej kochałem. Wprost wszystko to, co przedstawiłem jako wyraz miłości do mojej żony, zostało zanegowane i przypisano każdemu z tych działań niskie pobudki. Na koniec rozległ się gromki aplauz nad znakomitą, uniwersalną i budującą dyskusją. Nikt nie zgłosił zastrzeżeń, że może jednak coś wybrzmiało nie tak. Ta końcowa jednomyślność była chyba najboleśniejsza.
Nie próbuję wchodzić w intencje osób, które się tu odzywały. Mówię Wam, jaki był efekt tych wypowiedzi jako całości, na co poszczególne posty złożyły się w bardzo różnym stopniu.
Nie uwierzyłem w ten osąd. Nie mam zgody na niego: na stwierdzenia, że było tak i tak, że takie były przyczyny rozpadu relacji, a takie moje motywacje. Że Wy to po prostu wiecie i opowiadacie mi, jak wyglądało moje życie i co się dzieje w moim wnętrzu. Jest na tych kilku stronach więcej zarzutów, niż przez cały kryzys usłyszałem od mojej żony. Jeślibym zresztą usłyszał to od niej, to byłoby mi to łatwiej przyjąć. Ona spędziła ze mną pół życia. Doświadczyła wszystkich moich wad i błędów. Jej zawdzięczam więcej niż jakiemukolwiek innemu człowiekowi. Czasem rodzi się w mnie gniew czy złość wobec niej, ale topnieje jak wosk rzucony w ogień. Co innego, gdy czytam takie osądy od osób, które „znają” mnie i naszą relację z wpisów na forum i budują z wybranych fragmentów, które akurat pasują, uzupełniając je swoimi wyobrażeniami.
Nie mogłem się pozbierać przez kilka tygodni. Już odzywając się ostatni raz 27 czerwca było mi trudno opanować emocje, ale wtedy jeszcze poprosiłem o próbę zrozumienia tego, co tu wyrażam. Potem już widziałem, że nie dam rady. Przestałem zaglądać do mojego wątku i tylko czytałem inne. Trafiłem na wypowiedź, które dotknęła czułego punktu: dwa razy najtrudniejsze doświadczenie w moim życiu, nagłe wypalenie wszelkich uczuć względem żony, zostało nazwane przez rozmówcę przekroczeniem wyporności psychicznej. Byłem przekonany, że to błąd i to mnie irytowało, a nie miałem możliwości ani tego zweryfikować, ani się odnieść. Gdy zobaczyłem to samo słowo użyte w podobnym (choć nieco innym) kontekście, tym razem rzecz sprawdziłem i o tym napisałem. Niestety nie zwróciłem uwagi na to, czyj to był wpis – gdy czyjś nick nie kojarzy mi się z konkretną historią, jak w tym przypadku, to nie zwracam na niego uwagi – i spotkała mnie odpowiedź tak pełna złośliwości, że zrezygnowałem z pisania w ogóle. https://www.kryzys.org/viewtopic.php?f ... go#p254253
Forum z bezpiecznego miejsca stało się dla mnie czymś w rodzaju pola minowego. Nie szukam takich wrażeń.
Właśnie skończyłem kroki i choć w moim odczuciu skorzystałem z nich mniej niż większość uczestników mojej grupy, to bardzo mi pomogły obserwować własne emocje. Widziałem więc jak na dłoni głęboki smutek, oburzenie, poczucie urazy, skrzywdzenia, niesprawiedliwości, odrzucenia, osamotnienie, złość. Nie potrafiłem i nie chciałem ich tłumić, przelewały się przez mnie przez kolejne dni. Obserwowałem je i starałam się zrozumieć informację, jaką mi one przynoszą.
Na początek lipca miałem zaplanowane coś w rodzaju wędrówki przez pustynię: dwa tygodnie bardzo intensywnego, stałego wysiłku i surowego ograniczenia wszelkich wygód. Do tego doszedł niezaplanowany, a długotrwały i silny ból. Wyciszył wszystko. Dopiero teraz jestem gotowy, żeby tu napisać.
Cała sytuacja odsłoniła przede mną kilka ważnych spraw.
Przede wszystkim uświadomiłem sobie, że za bardzo przeglądam się w Waszych oczach. Że wyrażane tu opinie są dla mnie zbyt ważne, że za bardzo mi na nich zależy. A nie tak powinienem budować moje poczucie własnej wartości.
Przyszedłem na forum przede wszystkim po to, żeby uzyskać pomoc, gdy byłem z złym stanie psychicznym i z wielkim trudem szukałem dla siebie dalszej drogi. Uzyskałem ogromne, bezcenne wsparcie, za które wszystkim dziękuję. I odnalazłem swoją drogę. Wciąż potrzebuję odkrywania jej od nowa, precyzowania, weryfikowania. Miałem nadzieję uzyskać pomoc i w tym, ale tak już się nie stało. Ona została zanegowana. Na pewno po części dlatego, że nie umiałem jej wyrazić. Mimo potoku słów i mojej rzekomej elokwencji okazałem się niemy. Nie łudzę się, że jak napiszę jeszcze więcej, to to zmienię. Ilość nic tu nie doda, a ja w tym momencie nie przeskoczę siebie. Niech zostanie to, co już napisałem, może okaże się dla kogoś budujące.
Odzyskaną miłość do żony, przeżywaną w wolności i zarazem z pełnią uczuć, uważam za jeden z najpiękniejszych darów, jakie dostałem od Boga, a na pewno najcenniejszy, jaki otrzymałem w tych ostatnich latach. Wiem, od Kogo i jak ją przyjąłem, znam jej wartość i chcę jej strzec. Tu przestała być bezpieczna. Nie tylko dlatego, że wskutek moich braków w komunikacji nie jest rozumiana. Ja ją niosę i jeśli upadnę, to ją stracę. Nie czuję się silny. Wiem, że jestem głęboko poraniony. Nie czuję się gotowy na kolejne ciosy, a ten ostatni był mocny. Ufam Bogu i chcę zachowywać się rozsądnie, nie wystawiać Go na próbę. Chcę uniknąć zagrożenia, jeśli leży to w moich możliwościach. Nie chcę wystawiać się ponownie na podobną sytuację.
Drugim podstawowym powodem mojego zaangażowania w forum była nadzieja, że dzieląc się moim doświadczeniem pomagam innym. Zderzenie z taką ścianą niezrozumienia zachwiało nią mocno. Teraz nie wiem, na ile moje pisanie tutaj jest użyteczne. Skoro nie umiałem wyrazić tego, co dla mnie najważniejsze, to mam wątpliwości, co tu tak naprawdę daję.
Na to nakłada się rzecz z pozoru drobna – poświęcany czas. Spędzałem go tu dużo. Chcę teraz podjąć nowe rzeczy, z czegoś wypada zrezygnować. Skoro więc forum nie służy należycie ani mi, ani innym przeze mnie, to rezygnacja z niego powinna być dobrym wyborem.
Nie chcę się odnosić do tych wszystkich postów, które zabolały i które w moim odczuciu zawierają nieprawdę o mnie. Gdy próbowałem w głowie ułożyć jakąś odpowiedź lub sprostowanie, uświadamiałem sobie, że to już pisałem, stawiałem sprawę jasno. Z jakiegoś powodu nie zostało to przyjęte i powtarzanie po raz kolejny nic tu nie zmieni. Podam tylko jeden przykład z wypowiedzi Wiedźmina, osoby mi życzliwej, z którą miałem okazję rozmawiać bez pośrednictwa komputera. Czy była zdrada i czy jest jakiś kowalski? Pisałem wielokrotnie i jednoznacznie: na pewno jest zdrada i są mężczyźni, którzy zajęli w sercu żony moje miejsce, stali się znacznie ważniejsi ode mnie i woli być z nimi niż ze mną. Nie zmienia tego mój brak wiedzy o tym, czy z nimi współżyła.
Na koniec chcę krótko opowiedzieć to, co wydaje mi się najważniejsze.
Kocham moją żonę. Chcę żyć z nią, ale nie muszę, to mój wolny wybór. Szanuję jej wybór: jeśli będzie chciała wrócić, zaczniemy odbudowywać relację, ale nie podejmuję działań, żeby ją do tego nakłonić. Chcę moją miłość wyrażać na tyle, na ile ona to zaakceptuje, i bronić się tam, gdzie dostrzegę naruszenie moich granic. Pragnę przed wszystkim jej dobra, ze mną czy beze mnie. Kocham ją taką, jaka jest, wiedząc zarazem, że coraz słabiej ją znam. To możliwe, bo nie kocham jej dla jakiś jej cech czy uczynków, tylko dlatego, że jest sobą.
Z Bogiem

Ukasz

Nino
Posty: 273
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Nino » 21 lip 2020, 0:17

Ukaszu, pragne podziekowac Ci za Twoja obecnosc na Forum oraz Twoje modlitewne zaangazowanie. Podziwiam Twoja szczerosc. Wiele Twoich wypowiedzi uwazam za trafne i cenne. Dostrzegam, jak trudna droga idziesz. Z calego serca zycze Ci jak najlepiej. Gratuluje ukonczenia Krokow. Pozostajesz w moich modlitwach.

Triste
Posty: 375
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Triste » 21 lip 2020, 7:28

Ukaszu :)
Ja przeczytałam swego czasu cały Twój wątek. I śledzę go nadal.
I pomimo, że z wieloma Twoimi czynami czy postawami się nie zgadzam to jednak dla mnie te opinie na ostatnich stronach również były zbyt mocne i dziwię się że moderacja to puściła bo pomocowe to nie było na pewno.
Co mogę Ci powiedzieć to to, że szczerze z serca życzę Ci szczęścia w dalszym poszukiwaniu siebie :) Wszystkiego dobrego Ukaszu :)

Ruta
Posty: 356
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Wątek Ukasza

Post autor: Ruta » 21 lip 2020, 17:30

Ukaszu, rozumiem Twoją decyzję, dziękuję za Twoje wpisy, refleksje i zaangażowanie.
Z forum czerpię ogromne wsparcie, m.in. dlatego, że nie muszę tu nikomu tłumaczyć, czemu nie chcę rozwodu i nikt nie wyśmiewa mojej postawy. A kiedy się chwieję, zawsze znajdzie się ktoś, kto mnie podtrzyma. Charyzmat Sycharu jest cenną i unikatową wartością. Sama jednak zrobiłam sobie dopiero co przerwę, potrzebując ułożyć sobie wiele rzeczy w głowie i w sercu. Więc cię rozumiem.
Rozumiem też , że gdy bardzo się otwieramy, otwieramy się także na zranienia i przykro mi, że poczułeś się zraniony. Myślę, że nikt z wypowiadających się nie miał takiej intencji. Gdy przyszłam na forum bardzo potrzebowałam współczucia, a przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. I każdy ciepły wspierający głos bardzo mi pomagał. A każdy głos sugerujący, że i ja mam udział w kryzysie w moim małżeństwie, początkowo bardzo mnie ranił i budził mój sprzeciw. Podobnie jak inne wypowiedzi z których wynikało, że ie wszystko może być takie jak mi się wydaje, że gdzieś tam błąkam się po manowcach. Zaczęłam się temu jednak przyglądać i bardzo dużo się w ten sposob nauczyłam, teraz z radością przyjmuję słowa wsparcia, bo jak każdy go potrzebuję, a z uwagą czytam głosy krytyczne. Nikt tu raczej nie chce nikogo ranić, i myślę że warto otwierać się na inne punkty widzenia. Czasem są dobrym przyczynkiem do refleksji i do zmian.
Pozdrawiam cię serdecznie,

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości