Do trzech razy sztuka

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Caliope
Posty: 1901
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Do trzech razy sztuka

Post autor: Caliope » 04 sie 2021, 14:26

3letniaMężatka pisze:
04 sie 2021, 13:38
Caliope pisze:
04 sie 2021, 8:29
3letniaMężatka pisze:
03 sie 2021, 16:45


Tylko doprecyzuje, bo przez te lata zdradzał mnie ale z różnymi kowalskimi. Potem wracał, przepraszał, prosił o wybaczenie. Bardzo ostrożnie do tego podchodziłam ale wybaczałam. Może zbyt ostrożnie. Dlatego decyzja o dziecku, nie była podjęta na "hura". Chociaż bardzo tego chciałam.

Co do dziecka. Zdaje sobie sprawę, że samotne wychowywanie to trud i wyrzeczenia. Ale jestem w takiej desperacji, że przeszła przez moją głowę myśl aby zamrozić swoje komórki. Wiem, że kościół jest temu przeciwny. No ale co ja poradzę, na to że mój instynkt macierzyński jest tak silny. Po odejściu męża wybuchł jak wulkan. Ale to tylko myśli w głowie, które i tak się nie zrealizują. Nie mam siły, spotykać się ze znajomymi, którzy mają dzieci. Za dużo, we mnie zazdrości, bólu i gniewu.

Czego się boje? Tego, że mój mąż może chcieć dziecka z kowalską. Byłby dobrym ojcem...
Samotne wychowanie dziecka to nie tylko trud i wyrzeczenie, to też smutek, poczucie związania, duszenie się. U mnie wywołało to bardzo silną depresję, ta niemoc i klopoty z hormonami trwały długie lata, a mąż zamiast pomóc straszył rozwodem i kontrolował. Nie można patrzeć na macierzyństwo tak egoistycznie, bo mój zegar tyka. Ważne jest dziecko, ono musi czuć że jest kochane przez oboje rodziców, a nie chowane przez samotną, niekochaną, sfrustrowaną matkę. Lepiej, że nie masz dziecka, bo nie musisz nic, a możesz wziąć swoje rzeczy i wyjść bez zobowiązań. Teraz myślisz, że czujesz instynkt, a tak nie jest, on przychodzi dopiero w ciąży, poza tym jeśli nie możesz patrzeć na ludzi z dziećmi, to nie jest to instynkt, bo byś gnała do tych ludzi by chociaż doknąć i popatrzeć na ten Boży cud.
Nie gnam, bo czuję się pusta w środku. Jak jajko wydmuszka. Nie gnam, bo ciężko mi patrzeć na pełne rodziny. Nie gnam, bo czuję zazdrość, że im się udało a nam nie. Nie gnam, bo widzę męża który nie zdradza żony i żonę, która ma pełne zaufanie do męża. Tak działa mój mózg na chwilę obecną.

Co do instynktu. Każda z nas przechodzi go inaczej. U jednej się rodzi wcześniej, a u drugiej może się nie przyjść. Nie ma na to schematu. Chciałam jedynie powiedzieć, że jest mi bardzo przykro (jak i Tobie), że nie mamy oparcia w swoich mężach. Że coś się popsuło i nie zadziałało tak jak powinno działać. Twój temat śledzę od bardzo dawna. Mojego początku na forum. Wiem, że zmagasz się z wieloma problemami, masz wiele myśli, które pojawiają się nagle i są nie proszone. To tak jak ze mną. Jestem impulsywna, pierwsze robię potem myślę.
Takim wspólnym punktem u nas - są nasze rozterki i przemyślenia. Zmęczenie cała sytuacja i niemoc, która niszczy od środka. Zaprzecz jeśli się mylę, jeśli nie analizujemy i nie rozkładamy na czynniki naszego życia?
Masz rację, tylko ty nie masz dziecka i chwal Pana, bo mówię Ci to też jest dar w twojej sytuacji. Ja mogłam już nie żyć, bo depresja po porodzie, samotność, ciągły stres i ciężki poród dziecka o wadze 1,5 kg cukru, które umierało mi na rękach, robi swoje. Ty jesteś wolna z Bogiem.

Avys
Posty: 163
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Do trzech razy sztuka

Post autor: Avys » 04 sie 2021, 14:43

3letniaMężatka pisze:
03 sie 2021, 16:45

Tylko doprecyzuje, bo przez te lata zdradzał mnie ale z różnymi kowalskimi.

No ale co ja poradzę, na to że mój instynkt macierzyński jest tak silny. Po odejściu męża wybuchł jak wulkan. Ale to tylko myśli w głowie, które i tak się nie zrealizują. Nie mam siły, spotykać się ze znajomymi, którzy mają dzieci. Za dużo, we mnie zazdrości, bólu i gniewu.

Czego się boje? Tego, że mój mąż może chcieć dziecka z kowalską. Byłby dobrym ojcem...
Ja też ponowię pytanie, czy aby na pewno byłby dobrym ojcem? Jeśli nie dochowuje wierności pomimo danego słowa i to wielokrotnie mając szansę od Ciebie (!!!) i nie ucząc się na własnych błędach. Wydaje się, że on bardzo dobrze zna smak wolności - natomiast ten smak powinien iść w parze z odpowiedzialnością i moralnością. A tego brak :-( Tak więc stwierdzenie, że w stosunku do dzieci udałoby się Mu dochować im stabilności w miłości, odpowiedzialności i przekazać zdrowy kręgosłup moralny jest dla mnie bardzo wątpliwe.

Co do Twojego pragnienia dziecka to bardzo Cię rozumiem. To pragnienie potrafi być bardzo silne i powodować wylew wielu łez i ogromne cierpienie. Rozumiem Cię doskonale, że jak widzisz malusieńkie dziecko w wózku to robi Ci się przykro i nie chcesz odwiedzać znajomych z dziećmi bo to jest potworna katorga psychiczna, bo natychmiast dochodzi do Ciebie, że to mógłby być też Wasz czas na dzieci.
Natomiast nie zgodzę się z tym co napisano w Twoim wątku, że w wieku 30+ to same wcześniaki i noworodki z problemami. Moja przyjaciółka kilka miesięcy temu urodziła dzieciątko zdrowiusieńkie a ma 46 lat- zupełnie nie spodziewała się być w ciąży w takim wieku, mieli z mężem mega cudną niespodziankę. Moje dzieci urodziły się grubo po 30, ostatnie po 40 i nie są wcześniakami. Nie mówię, że nie ma wcześniaków i problemów zdrowotnych ale większość moich znajomych ma dzieci w wieku 35+ i wszystko jest akurat dobrze, niektórzy są naukowcami i lekarzami i zdawali sobie sprawę z możliwych powikłań ciąży ze względu na wiek.
Rozumiem też Twoją złość na męża, że pozbawia Wasze małżeństwo możliwości posiadania dzieci.
Drań. Dobrowolnie, nikt go nie zmuszał (!) ślubował miłość, wierność, że Cię nie opuści, że będzie otwarty na potomstwo a po kilku miesiącach zaczął się zachowywać jakby ta przysięga małżeńska nie istniała.
Ale jeśli już dzieje się to co się dzieje to zgodzę się ze wcześniejszymi wypowiedziami, że posiadanie dziecka w tej chwili przez Was to byłaby ogromna krzywda dla dziecka. Wydaje mi się, że każde dziecko pragnęłoby mieć szcześliwą rodzinę-tj. kochających się rodziców, wspierających etc. Oczywiście różne są koleje życia i często dzieci nie mają pełnej szczęśliwej rodziny, ale gwarantowanie im braku szczęśliwej rodziny od samego początku to wydaje mi się egoistyczne, bo nie jest myśleniem o dzieciach tylko o sobie i swoich instynktach. Oczywiście to jest bardzo ważne, ale nie ważniejsze niż dziecko.

Nie mam pojęcia jak potoczą się Twoje/Wasze losy. Czy Twój mąż oprzytomnieje i zmieni sposób myślenia w wyniku jakiś zdarzeń i za kilka lat będziecie szczęśliwą rodziną z dziećmi? Czy też zagłębi się w kolejne związki z kowalskimi, w Waszym przypadku biskupi stwierdzą, że sakrament był nieważnie zawarty i za kilka lat będziesz najpierw szczęśliwą żoną a potem mamą. Czy też do końca życia zostaniesz „sama” - napisałam specjalnie w cudzysłowie, bo jestem przekonana, że jeśli dasz się poprowadzić Bogu to nie będziesz sama, a On uczy dawać życie na tysiące sposobów, niekoniecznie poprzez dzieci.
Życzę Ci Miłości i Szczęścia, a w jaki sposób to już zostawiam Bogu, bo On ma o tym pojęcie!

Caliope
Posty: 1901
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Do trzech razy sztuka

Post autor: Caliope » 04 sie 2021, 15:57

Avys pisze:
04 sie 2021, 14:43
3letniaMężatka pisze:
03 sie 2021, 16:45

Tylko doprecyzuje, bo przez te lata zdradzał mnie ale z różnymi kowalskimi.

No ale co ja poradzę, na to że mój instynkt macierzyński jest tak silny. Po odejściu męża wybuchł jak wulkan. Ale to tylko myśli w głowie, które i tak się nie zrealizują. Nie mam siły, spotykać się ze znajomymi, którzy mają dzieci. Za dużo, we mnie zazdrości, bólu i gniewu.

Czego się boje? Tego, że mój mąż może chcieć dziecka z kowalską. Byłby dobrym ojcem...
Ja też ponowię pytanie, czy aby na pewno byłby dobrym ojcem? Jeśli nie dochowuje wierności pomimo danego słowa i to wielokrotnie mając szansę od Ciebie (!!!) i nie ucząc się na własnych błędach. Wydaje się, że on bardzo dobrze zna smak wolności - natomiast ten smak powinien iść w parze z odpowiedzialnością i moralnością. A tego brak :-( Tak więc stwierdzenie, że w stosunku do dzieci udałoby się Mu dochować im stabilności w miłości, odpowiedzialności i przekazać zdrowy kręgosłup moralny jest dla mnie bardzo wątpliwe.

Co do Twojego pragnienia dziecka to bardzo Cię rozumiem. To pragnienie potrafi być bardzo silne i powodować wylew wielu łez i ogromne cierpienie. Rozumiem Cię doskonale, że jak widzisz malusieńkie dziecko w wózku to robi Ci się przykro i nie chcesz odwiedzać znajomych z dziećmi bo to jest potworna katorga psychiczna, bo natychmiast dochodzi do Ciebie, że to mógłby być też Wasz czas na dzieci.
Natomiast nie zgodzę się z tym co napisano w Twoim wątku, że w wieku 30+ to same wcześniaki i noworodki z problemami. Moja przyjaciółka kilka miesięcy temu urodziła dzieciątko zdrowiusieńkie a ma 46 lat- zupełnie nie spodziewała się być w ciąży w takim wieku, mieli z mężem mega cudną niespodziankę. Moje dzieci urodziły się grubo po 30, ostatnie po 40 i nie są wcześniakami. Nie mówię, że nie ma wcześniaków i problemów zdrowotnych ale większość moich znajomych ma dzieci w wieku 35+ i wszystko jest akurat dobrze, niektórzy są naukowcami i lekarzami i zdawali sobie sprawę z możliwych powikłań ciąży ze względu na wiek.
Rozumiem też Twoją złość na męża, że pozbawia Wasze małżeństwo możliwości posiadania dzieci.
Drań. Dobrowolnie, nikt go nie zmuszał (!) ślubował miłość, wierność, że Cię nie opuści, że będzie otwarty na potomstwo a po kilku miesiącach zaczął się zachowywać jakby ta przysięga małżeńska nie istniała.
Ale jeśli już dzieje się to co się dzieje to zgodzę się ze wcześniejszymi wypowiedziami, że posiadanie dziecka w tej chwili przez Was to byłaby ogromna krzywda dla dziecka. Wydaje mi się, że każde dziecko pragnęłoby mieć szcześliwą rodzinę-tj. kochających się rodziców, wspierających etc. Oczywiście różne są koleje życia i często dzieci nie mają pełnej szczęśliwej rodziny, ale gwarantowanie im braku szczęśliwej rodziny od samego początku to wydaje mi się egoistyczne, bo nie jest myśleniem o dzieciach tylko o sobie i swoich instynktach. Oczywiście to jest bardzo ważne, ale nie ważniejsze niż dziecko.

Nie mam pojęcia jak potoczą się Twoje/Wasze losy. Czy Twój mąż oprzytomnieje i zmieni sposób myślenia w wyniku jakiś zdarzeń i za kilka lat będziecie szczęśliwą rodziną z dziećmi? Czy też zagłębi się w kolejne związki z kowalskimi, w Waszym przypadku biskupi stwierdzą, że sakrament był nieważnie zawarty i za kilka lat będziesz najpierw szczęśliwą żoną a potem mamą. Czy też do końca życia zostaniesz „sama” - napisałam specjalnie w cudzysłowie, bo jestem przekonana, że jeśli dasz się poprowadzić Bogu to nie będziesz sama, a On uczy dawać życie na tysiące sposobów, niekoniecznie poprzez dzieci.
Życzę Ci Miłości i Szczęścia, a w jaki sposób to już zostawiam Bogu, bo On ma o tym pojęcie!
Avys ja napisałam, że wcześniak to norma, czyli jest dużo, nie wszystkie. Widać u twoich znajomych nie ma stresów i lekarze porządnie zajmują się ciążami, a to bardzo ważne. U mnie w szpitalu klinicznym nie wykonuje się cesarek nawet dzieciom tak malutkim jak mój syn z 33tc. Co miasto, to inne obyczaje, decyzje.

Avys
Posty: 163
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Do trzech razy sztuka

Post autor: Avys » 04 sie 2021, 19:12

Caliope, są stresy jak wszędzie a z lekarzami bywa różnie. Młoda niedoświadczona lekarka omal nie załatwiła mojego dziecka na amen przekuwając pęcherz płodowy jak dziecko nie było wstawione główką i dziecku wyleciała najpierw rączka…jak ktoś się zna to wie co to znaczy. Nie żyję w miejscu gdzie lekarze lepiej zajmują się ciążami. Specjalnie jechałam do innego miasta rodzic bo byłam przerażona naszym szpitalem (zwanym „umieralnią”) a spotkało mnie to co spotkało. Być może na miejscu w „umieralni” nie byłoby akurat na tej zmianie tak rażących błędów lekarskich. Stresy i choroby nie omijają moich przyjaciół. Najbliższa przyjaciółka lekarka samotnie wychowująca 2 dzieci- amputacja piersi z powodu raka, a druga która ma 5 dzieci za 2 tygodnie będzie miała przeszczep szpiku z powodu białaczki.
Bardzo często jak słucham jak mój najmłodszy bawi się samochodzikami na podłodze i gada do tych zabawek to rozczulam się natychmiast i jestem szczęśliwa, że mogę jeszcze tego posłuchać zanim dorośnie i to że wychowuję dzieci samotnie, że mieszkam ileś set km od rodziny i że wszyscy moi przyjaciele też mieszkają daleko i że tu gdzie mieszkam jestem zdana tylko na siebie to nie powód do narzekania, tylko szansa na zmianę :-)
W gorszych chwilach czasem boję się, że jakbym złamała np. nogę to byłby klops, ale może wtedy okazałoby się, że mam wspaniałych sąsiadów.
Caliope , bardzo Ci życzę też poznania jakiś dobrych ludzi- wiem że to niełatwe, bo ja od przeprowadzki tutaj ok16 lat temu nie mam tutaj żadnych przyjaciół. Wszyscy moi wspaniali przyjaciele są ze studiów lub liceum i w głównej mierze mieszkają w moim rodzinnym mieście. Natomiast wiem, że mogę na nich zawsze liczyć- to mi bardzo pomaga. Mam ogromną trudność z poznawaniem kogoś nowego…

Caliope
Posty: 1901
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Do trzech razy sztuka

Post autor: Caliope » 04 sie 2021, 21:07

Avys pisze:
04 sie 2021, 19:12
Caliope, są stresy jak wszędzie a z lekarzami bywa różnie. Młoda niedoświadczona lekarka omal nie załatwiła mojego dziecka na amen przekuwając pęcherz płodowy jak dziecko nie było wstawione główką i dziecku wyleciała najpierw rączka…jak ktoś się zna to wie co to znaczy. Nie żyję w miejscu gdzie lekarze lepiej zajmują się ciążami. Specjalnie jechałam do innego miasta rodzic bo byłam przerażona naszym szpitalem (zwanym „umieralnią”) a spotkało mnie to co spotkało. Być może na miejscu w „umieralni” nie byłoby akurat na tej zmianie tak rażących błędów lekarskich. Stresy i choroby nie omijają moich przyjaciół. Najbliższa przyjaciółka lekarka samotnie wychowująca 2 dzieci- amputacja piersi z powodu raka, a druga która ma 5 dzieci za 2 tygodnie będzie miała przeszczep szpiku z powodu białaczki.
Bardzo często jak słucham jak mój najmłodszy bawi się samochodzikami na podłodze i gada do tych zabawek to rozczulam się natychmiast i jestem szczęśliwa, że mogę jeszcze tego posłuchać zanim dorośnie i to że wychowuję dzieci samotnie, że mieszkam ileś set km od rodziny i że wszyscy moi przyjaciele też mieszkają daleko i że tu gdzie mieszkam jestem zdana tylko na siebie to nie powód do narzekania, tylko szansa na zmianę :-)
W gorszych chwilach czasem boję się, że jakbym złamała np. nogę to byłby klops, ale może wtedy okazałoby się, że mam wspaniałych sąsiadów.
Caliope , bardzo Ci życzę też poznania jakiś dobrych ludzi- wiem że to niełatwe, bo ja od przeprowadzki tutaj ok16 lat temu nie mam tutaj żadnych przyjaciół. Wszyscy moi wspaniali przyjaciele są ze studiów lub liceum i w głównej mierze mieszkają w moim rodzinnym mieście. Natomiast wiem, że mogę na nich zawsze liczyć- to mi bardzo pomaga. Mam ogromną trudność z poznawaniem kogoś nowego…
Niestety w moim wieku, to są zgorzkniałe mężatki co gadają o dzieciach i o mężach na kanapie, lub latające rozwòdki. Sąsiadów brak, rodziny brak, trzeba sobie radzić całkiem samemu i tyle w temacie. A u mnie na Sycharze cisza.

3letniaMężatka
Posty: 122
Rejestracja: 23 lut 2020, 22:16
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Do trzech razy sztuka

Post autor: 3letniaMężatka » 04 sie 2021, 22:09

Caliope pisze:
04 sie 2021, 21:07
Avys pisze:
04 sie 2021, 19:12
Caliope, są stresy jak wszędzie a z lekarzami bywa różnie. Młoda niedoświadczona lekarka omal nie załatwiła mojego dziecka na amen przekuwając pęcherz płodowy jak dziecko nie było wstawione główką i dziecku wyleciała najpierw rączka…jak ktoś się zna to wie co to znaczy. Nie żyję w miejscu gdzie lekarze lepiej zajmują się ciążami. Specjalnie jechałam do innego miasta rodzic bo byłam przerażona naszym szpitalem (zwanym „umieralnią”) a spotkało mnie to co spotkało. Być może na miejscu w „umieralni” nie byłoby akurat na tej zmianie tak rażących błędów lekarskich. Stresy i choroby nie omijają moich przyjaciół. Najbliższa przyjaciółka lekarka samotnie wychowująca 2 dzieci- amputacja piersi z powodu raka, a druga która ma 5 dzieci za 2 tygodnie będzie miała przeszczep szpiku z powodu białaczki.
Bardzo często jak słucham jak mój najmłodszy bawi się samochodzikami na podłodze i gada do tych zabawek to rozczulam się natychmiast i jestem szczęśliwa, że mogę jeszcze tego posłuchać zanim dorośnie i to że wychowuję dzieci samotnie, że mieszkam ileś set km od rodziny i że wszyscy moi przyjaciele też mieszkają daleko i że tu gdzie mieszkam jestem zdana tylko na siebie to nie powód do narzekania, tylko szansa na zmianę :-)
W gorszych chwilach czasem boję się, że jakbym złamała np. nogę to byłby klops, ale może wtedy okazałoby się, że mam wspaniałych sąsiadów.
Caliope , bardzo Ci życzę też poznania jakiś dobrych ludzi- wiem że to niełatwe, bo ja od przeprowadzki tutaj ok16 lat temu nie mam tutaj żadnych przyjaciół. Wszyscy moi wspaniali przyjaciele są ze studiów lub liceum i w głównej mierze mieszkają w moim rodzinnym mieście. Natomiast wiem, że mogę na nich zawsze liczyć- to mi bardzo pomaga. Mam ogromną trudność z poznawaniem kogoś nowego…
Niestety w moim wieku, to są zgorzkniałe mężatki co gadają o dzieciach i o mężach na kanapie, lub latające rozwòdki. Sąsiadów brak, rodziny brak, trzeba sobie radzić całkiem samemu i tyle w temacie. A u mnie na Sycharze cisza.
Caliope, może był poruszany ten temat u Ciebie. Czy myślałaś lub myśleliście o wyprowadzce? Do innego miejsca. O jakimkolwiek sobie pomyślisz? Czy trzymają was zobowiązania? Brak pieniążków na tak radykalną zmianę? Pytam, bo sama to rozważam. Ale tak jak mi powiedziałaś. Ja nie mam dzieci. A jeśli chodzi o pracę, to pracę zawsze można zmienić. Jedyna rzecz, której ja osobiście się nie boje. Nawet i lepiej. Mniej plotek i gadania.

Avys
Posty: 163
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Do trzech razy sztuka

Post autor: Avys » 04 sie 2021, 22:16

No tak, ani zgorzkniałe mężatki ani latające rozwódki nie wydają się być wymarzonymi przyjaciółkami. W zasadzie można powiedzieć, że bez względu ma stan cywilny nikt nie chciałby mieć zgorzkniałego lub latającego przyjaciela. Ja dzisiaj wyszłam przed blok z synami, bo jeden dopiero co nauczył się jeździć na 2 kółkach i chciał pokazać co potrafi. Była też sąsiadka z małą córeczką która mieszka na moim piętrze (chyba jedyna osoba którą znam i wiem na którym piętrze mieszka z całego bloku). Powiem Ci, że minęło nas w międzyczasie kilkanaście osób i wszystkie te osoby mówiły jej cześć czy jakoś inaczej ją pozdrawiały a ja nawet nie miałam pojęcia, że one mieszkają u nas bloku. Wprowadziliśmy się wszyscy mniej więcej w tym samym czasie- ona zna wszystkich, ja nikogo. Byłam w szoku bo nie miałam świadomości, że ludzie zdążyli się poznać w tym bloku a mnie to całkowicie ominęło. Kurcze a może czas to zmienić? Niekoniecznie sugeruję sobie i Tobie poznawanie osób w bloku, ale może np. pisałaś kiedyś, że lubisz tańczyć - dwa razy w miesiącu wyszłabyś na jakiś kurs tańca a może w Twoim Sycharze coś się ruszy albo zagadasz do kogoś w przedszkolu Syna, może akurat pojawi się ktoś niezgorzkniały i nielatający. Nawet jeśli takich osób jest mało to jestem przekonana że są!

Lawendowa
Posty: 5005
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Do trzech razy sztuka

Post autor: Lawendowa » 04 sie 2021, 23:55

3letniaMężatko, pisałaś, że znaliście się z mężem wiele lat przed ślubem.
3letniaMężatka pisze:
31 lip 2021, 7:09
Nie mieliśmy problemów w domu rodzinnym z alkoholem ani przemocą.
A mogłabyś, o ile zechcesz, napisać coś więcej na temat Waszych domów rodzinnych, relacji miedzy rodzicami itd.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

Caliope
Posty: 1901
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Do trzech razy sztuka

Post autor: Caliope » 05 sie 2021, 8:48

3letniaMężatka pisze:
04 sie 2021, 22:09
Caliope pisze:
04 sie 2021, 21:07
Avys pisze:
04 sie 2021, 19:12
Caliope, są stresy jak wszędzie a z lekarzami bywa różnie. Młoda niedoświadczona lekarka omal nie załatwiła mojego dziecka na amen przekuwając pęcherz płodowy jak dziecko nie było wstawione główką i dziecku wyleciała najpierw rączka…jak ktoś się zna to wie co to znaczy. Nie żyję w miejscu gdzie lekarze lepiej zajmują się ciążami. Specjalnie jechałam do innego miasta rodzic bo byłam przerażona naszym szpitalem (zwanym „umieralnią”) a spotkało mnie to co spotkało. Być może na miejscu w „umieralni” nie byłoby akurat na tej zmianie tak rażących błędów lekarskich. Stresy i choroby nie omijają moich przyjaciół. Najbliższa przyjaciółka lekarka samotnie wychowująca 2 dzieci- amputacja piersi z powodu raka, a druga która ma 5 dzieci za 2 tygodnie będzie miała przeszczep szpiku z powodu białaczki.
Bardzo często jak słucham jak mój najmłodszy bawi się samochodzikami na podłodze i gada do tych zabawek to rozczulam się natychmiast i jestem szczęśliwa, że mogę jeszcze tego posłuchać zanim dorośnie i to że wychowuję dzieci samotnie, że mieszkam ileś set km od rodziny i że wszyscy moi przyjaciele też mieszkają daleko i że tu gdzie mieszkam jestem zdana tylko na siebie to nie powód do narzekania, tylko szansa na zmianę :-)
W gorszych chwilach czasem boję się, że jakbym złamała np. nogę to byłby klops, ale może wtedy okazałoby się, że mam wspaniałych sąsiadów.
Caliope , bardzo Ci życzę też poznania jakiś dobrych ludzi- wiem że to niełatwe, bo ja od przeprowadzki tutaj ok16 lat temu nie mam tutaj żadnych przyjaciół. Wszyscy moi wspaniali przyjaciele są ze studiów lub liceum i w głównej mierze mieszkają w moim rodzinnym mieście. Natomiast wiem, że mogę na nich zawsze liczyć- to mi bardzo pomaga. Mam ogromną trudność z poznawaniem kogoś nowego…
Niestety w moim wieku, to są zgorzkniałe mężatki co gadają o dzieciach i o mężach na kanapie, lub latające rozwòdki. Sąsiadów brak, rodziny brak, trzeba sobie radzić całkiem samemu i tyle w temacie. A u mnie na Sycharze cisza.
Caliope, może był poruszany ten temat u Ciebie. Czy myślałaś lub myśleliście o wyprowadzce? Do innego miejsca. O jakimkolwiek sobie pomyślisz? Czy trzymają was zobowiązania? Brak pieniążków na tak radykalną zmianę? Pytam, bo sama to rozważam. Ale tak jak mi powiedziałaś. Ja nie mam dzieci. A jeśli chodzi o pracę, to pracę zawsze można zmienić. Jedyna rzecz, której ja osobiście się nie boje. Nawet i lepiej. Mniej plotek i gadania.
Od 3 lat mieszkam w moim wymarzonym miejscu, tylko w bloku jest pełno mieszkań na wynajem i nie ma nikogo znajomego.Nie mam problemów z nawiązywaniem kontaktów, ale widzę, że moje koleżanki np. ze szkoły wolą spędzać czas ze swoją rodziną niż z koleżankami. Też tak mam i to jest normalne zachowanie, że w pewnym wieku już są inne priorytety. Wolę pokazywać świat dziecku, niż plotkować na kawie. Gdybym była teraz sama, napewno miałabym psa, pracę i oddawałabym się swoim hobby i pasjom, też bez ludzi, bo mają rodziny i nimi się zajmują. Rodzina to zobowiązanie, ja chciałam się zobowiązać, ale jak widać u każdego z nas tutaj na forum nie zawsze druga strona podziela nasze poglądy.
Też się zastanawiam jak Lawendowa jak było u Ciebie i męża w rodzinie, bo nie musi być alkoholu by były ogromne dysfunkcje.

3letniaMężatka
Posty: 122
Rejestracja: 23 lut 2020, 22:16
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Do trzech razy sztuka

Post autor: 3letniaMężatka » 05 sie 2021, 16:45

Lawendowa pisze:
04 sie 2021, 23:55
3letniaMężatko, pisałaś, że znaliście się z mężem wiele lat przed ślubem.
3letniaMężatka pisze:
31 lip 2021, 7:09
Nie mieliśmy problemów w domu rodzinnym z alkoholem ani przemocą.
A mogłabyś, o ile zechcesz, napisać coś więcej na temat Waszych domów rodzinnych, relacji miedzy rodzicami itd.
Przed ślubem znaliśmy się 12 lat. Sporo. Ale też byliśmy bardzo młodzi. Dorastaliśmy razem. Ślub po skończeniu studiów. Zamieszkanie dopiero do ślubie, dziecko po znalezieniu nowej pracy. Wtedy mi się wydało, że mam poukładane życie.
O rodzinie męża nie chce pisać. Za dużo szczegółów. A moja rodzina? Mama z tatą są już ponad 30 lat razem i nadal są w sobie zakochani. To od nich wyniosłam wzorce. Oni mnie nauczyli jak być dobrym człowiekiem. Nie nauczyli mnie tylko jednego. Jak pogodzić się ze stratą, że czasami nie mamy wpływu na różne sytuacje. I to tyczy się np choroby, odejścia zwierzaków"za tęczowy most" i teraz utraty kontroli nad moim życiem. Nie nauczyli mnie płakać. Kazali zawsze iść z podniesioną głowa do góry ale nie raniąc nikogo. Dodam, że jestem z tych wrażliwych osób.

Lawendowa
Posty: 5005
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Do trzech razy sztuka

Post autor: Lawendowa » 05 sie 2021, 21:51

Postaram się dopytać tak, by zyskać nieco szerszy ogląd sytuacji, nie wchodząc jednak w szczegóły o których pisać nie chcesz.
3letniaMężatka pisze:
05 sie 2021, 16:45
Przed ślubem znaliśmy się 12 lat. Sporo. Ale też byliśmy bardzo młodzi. Dorastaliśmy razem. Ślub po skończeniu studiów. Zamieszkanie dopiero do ślubie, dziecko po znalezieniu nowej pracy. Wtedy mi się wydało, że mam poukładane życie.
A na ile mąż na tych etapach podzielał Twoje priorytety życiowe itd.? Takie, a nie inne decyzje i wybory były Wasze wspólne, czy bardziej Twoje, a Twój mąż tylko za tym (mniej lub bardziej zgodnie) podążał ?
O rodzinie męża nie chce pisać. Za dużo szczegółów.
Rozumiem potrzebę zachowania anonimowości, więc co najwyżej mogę się domyślać, że u męża było mniej sielankowo niż w Twojej rodzinie.
Byłaś już może, albo planujesz wybrać się na spotkanie któregoś Ogniska? Tutaj masz listę : http://sychar.org/ogniska/ W części Ognisk również w wakacje odbywają się spotkania. Być może w realu łatwiej będzie Ci się podzielić swoją trudną historią i poczujesz się bezpieczniej w małym gronie osób. Moje doświadczenie jest takie, że naprawdę warto wyjść po takie wsparcie. Na pierwsze spotkania w realu jeździłam zimą 100km i było to wyzwanie, ale warto było.
Ty już duży krok zrobiłaś pisząc tutaj.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

3letniaMężatka
Posty: 122
Rejestracja: 23 lut 2020, 22:16
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Do trzech razy sztuka

Post autor: 3letniaMężatka » 06 sie 2021, 23:10

Lawendowa pisze:
05 sie 2021, 21:51
Postaram się dopytać tak, by zyskać nieco szerszy ogląd sytuacji, nie wchodząc jednak w szczegóły o których pisać nie chcesz.
3letniaMężatka pisze:
05 sie 2021, 16:45
Przed ślubem znaliśmy się 12 lat. Sporo. Ale też byliśmy bardzo młodzi. Dorastaliśmy razem. Ślub po skończeniu studiów. Zamieszkanie dopiero do ślubie, dziecko po znalezieniu nowej pracy. Wtedy mi się wydało, że mam poukładane życie.
A na ile mąż na tych etapach podzielał Twoje priorytety życiowe itd.? Takie, a nie inne decyzje i wybory były Wasze wspólne, czy bardziej Twoje, a Twój mąż tylko za tym (mniej lub bardziej zgodnie) podążał ?
O rodzinie męża nie chce pisać. Za dużo szczegółów.
Rozumiem potrzebę zachowania anonimowości, więc co najwyżej mogę się domyślać, że u męża było mniej sielankowo niż w Twojej rodzinie.
Byłaś już może, albo planujesz wybrać się na spotkanie któregoś Ogniska? Tutaj masz listę : http://sychar.org/ogniska/ W części Ognisk również w wakacje odbywają się spotkania. Być może w realu łatwiej będzie Ci się podzielić swoją trudną historią i poczujesz się bezpieczniej w małym gronie osób. Moje doświadczenie jest takie, że naprawdę warto wyjść po takie wsparcie. Na pierwsze spotkania w realu jeździłam zimą 100km i było to wyzwanie, ale warto było.
Ty już duży krok zrobiłaś pisząc tutaj.
Zamieszkanie razem. Mąż przed ślubem chciał zamieszkać razem, żeby popróbować . Postawiłam swoją granice. Powiedziałam wtedy, że "nie jestem do próbowania". Kurde, próbować, to sobie można ogórki czy się ukisiły... :?

Dziecko. Słowa męża gdy odchodził: "Chciałem mieć z Tobą dziecko, bo chciałam na niego przelać cała miłość . A ty może coś byś w gratisie dostała". Pękło mi serce. Zawsze był troskliwy i opiekuńczy w stosunku do innych dzieci - a ja patrząc na to, czułam, że coraz bardziej go kocham. Chcieliśmy mieć rodzinę.

Rodzina męża była pełna. Niestety, nie dane im było uczestniczyć w naszym życiu. Po śmierci żony, mamy mojego męża - dość szybko wyprowadził się z rodzinnego domu do innej kobiety, wrócił gdy czuł, że jego świeca gaśnie.

Mąż sam chciał iść na psychoterapię, aby ktoś mu poukładał w głowie.

Może już mąż mnie nigdy nie kochał? Tyle bolesnych słów od niego usłyszałam. Starałam się przebaczać, ale to też chyba było moim małym kłamstwem. Nie umiem i nie wiem jak się wybacza.

3letniaMężatka
Posty: 122
Rejestracja: 23 lut 2020, 22:16
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Do trzech razy sztuka

Post autor: 3letniaMężatka » 06 sie 2021, 23:37

Nie mam siły wstać. Każdy krok jest walką. Walką, żeby wstać z łóżka, zrobić kawę i iść do pracy. I nie chodzi tu, że nie wstanę, nie napiję się kawy i nie wyjdę do pracy. Bo to robię. Mało kto wie o moich problemach. Nie mam siły już przytakiwać, że wszystko będzie dobrze, bo przecież jestem silna. Mam ochotę kłamać, że jestem chora, zaszyć się w łóżku i nie wychodzić z niego. Mam ochotę przespać ten cały bajzel. Bajzel, który sama narobiłam - oszukując, że daje radę. Chciałbym aby inni mnie zrozumieli, że żadne słowa "jutro będzie lepiej, jesteś młoda - znajdziesz kogoś innego, bla bla bla " mi nie pomogą, bo czuję smutek. Smutek, który powoduje mdłości, ból brzucha....
Ale jak się do tego przyznać po tylu powrotach i zdradach męża? Prościej kłamać.
Chowam się do łóżka i może prześpię cały ten weekend.

Astro
Posty: 773
Rejestracja: 17 mar 2018, 15:41
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Do trzech razy sztuka

Post autor: Astro » 07 sie 2021, 9:56

3letniaMężatka pisze:
06 sie 2021, 23:37
Nie mam siły wstać. Każdy krok jest walką. Walką, żeby wstać z łóżka, zrobić kawę i iść do pracy. I nie chodzi tu, że nie wstanę, nie napiję się kawy i nie wyjdę do pracy. Bo to robię. Mało kto wie o moich problemach. Nie mam siły już przytakiwać, że wszystko będzie dobrze, bo przecież jestem silna. Mam ochotę kłamać, że jestem chora, zaszyć się w łóżku i nie wychodzić z niego. Mam ochotę przespać ten cały bajzel. Bajzel, który sama narobiłam - oszukując, że daje radę. Chciałbym aby inni mnie zrozumieli, że żadne słowa "jutro będzie lepiej, jesteś młoda - znajdziesz kogoś innego, bla bla bla " mi nie pomogą, bo czuję smutek. Smutek, który powoduje mdłości, ból brzucha....
Ale jak się do tego przyznać po tylu powrotach i zdradach męża? Prościej kłamać.
Chowam się do łóżka i może prześpię cały ten weekend.
Poszedłbym zdecydowanie po pomoc do specjalisty i to nie wstyd w dzisiejszych czasach .
" Każdy z was , młodzi przyjaciele , znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte.Jakis wymiar zadań , które musi podjąć i wypełnić ... Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można zdezerterować. " Ojciec Święty Jan Paweł II

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 10578
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Do trzech razy sztuka

Post autor: Nirwanna » 07 sie 2021, 9:57

Uważam podobnie jak Astro.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Astro i 19 gości