długi kryzys, nie radzę sobie

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

mamdosc
Posty: 40
Rejestracja: 24 maja 2019, 11:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: mamdosc » 27 maja 2021, 13:05

Dzień dobry

Nie wiem już gdzie szukać pomocy, więc pomyślałam że to napiszę. Stronę Sychar śledzę już od dawna, ale może ktoś coś doradzi.
Z mężem znamy się 15 lat, z czego 9 lat po ślubie, dwoje dzieci w wieku szkolnym. Kryzys trwa od roku, niby wszystko dobrze, ale "coś" nie dawało mi spokoju,czułam że jest coś inaczej. Sprawdziłam rozmowy męża i okazało się że ma częsty kontakt telefoniczny/sms z jedna panią. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale ciężko mi było się pogodzić z tym co widziałam/ usłyszałam. Skonfrontowałam się z nim, jednakże zaprzeczył i od tego zaczęło być coraz gorzej. Kontakt dalej był, mąż mnie okłamywał ze nie ma go. Mówił że wszystko zepsułam, że jest cąły czas podejrzany, że nic złego nie zrobił. I tak trwało to jakiś czas, ja proponowałam terapię, prosiłam o zaprzestanie kontaktu itp. Nie umiałam przestać o tym myśleć.
Mąż chciał odejść, wyprowadzić się, były ciche dni przeplatane względnym spokojem.
Aktualnie po moim komentarzu odnośnie tego by powstrzymał się od kontaktu z nią w pewnej sprawie, że może to poczekać do kolejnego dnia i naszej wymianie zdań przestał sie do mnie odzywać. Przekazał mi tylko "nowe" zasady miedzy nami typu: rozmowy tylko o tym co trzeba, osobne jedzenie itp,
Nie wiem co robić, on się zaciął, na próbę rozmowy jest odpowiedz że on nie chce. Patrzy na mnie jak na wroga
Wiem że tylko mogę pogorszyć i tak ciężką sytuacje prośbami błaganiem itp... ale ciężko mi bo raz są w tym dzieci i chciałabym je chronić a dwa boję się że jak "oleję" i przestane wyciągać rękę to on odejdzie.
Szukam ratunku w modlitwie, ale nie radzę sobie tak po ludzku
Jak ratować?

Al la
Posty: 3112
Rejestracja: 07 lut 2017, 23:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: Al la » 27 maja 2021, 21:50

Witaj, mamdosc, na naszym forum.
Rozumiem, że masz dość, małżeństwo nie polega na tym, co proponuje Twój mąż:
Przekazał mi tylko "nowe" zasady miedzy nami typu: rozmowy tylko o tym co trzeba, osobne jedzenie itp
Śledzisz naszą stronę i forum, więc zapewne już doczytałaś, że wszelką zmianę zalecamy zawsze od siebie.
Jeżeli Twój mąż czegoś nie chce, to nie wymusisz tego na nim.

Natomiast Ty możesz poszukać potrzebnej Tobie wiedzy np. tu: http://sychar.org/pomoc/
Zainwestuj w siebie, w zdobycie wiedzy, dzięki której zrozumiesz co się dzieje w Twojej relacji z mężem.

Jak wygląda Wasze życie sakramentalne, we wspólnocie kościoła?
Czy modlitwa jest codziennością w rodzinie?

Pozdrawiam i mam nadzieję, że uzyskasz wsparcie od naszych forumowiczów.
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa

Bławatek
Posty: 699
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: Bławatek » 28 maja 2021, 9:16

Witaj,
zazwyczaj tak jest, że jedna strona w małżeństwie "ma dość", "chce odejść", "ma kogoś" (to są najczęstsze tematy powielane w wielu wątkach), a w tym czasie druga strona "robi wszystko" aby małżonek nie odszedł. Sama rok temu pojawiłam się z pytaniem jak traktować męża, co robić w sytuacji gdy on odszedł. I jakie były głównie odpowiedzi - "nie zmusisz męża do zostania, powrotu", "mąż ma wolną wolę", "daj czas czasowi i zajmij się sobą, a męża zostaw w spokoju", "zaufaj Bogu". Były też sugestie, że gdy zostawi się męża w spokoju i znacznie się samemu żyć własnym życiem, wychodzić gdzieś, to mąż często zaczyna się zastanawiać gdzie ta żona wychodzi. Aczkolwiek ludzie są różni i może w takim przypadku być też tak, że mąż będzie zachwycony tym, że żona mu dała spokój.

Aczkolwiek widać z tego Twojego krótkiego postu, że przydałoby Ci się zajęcie sobą, dziećmi, które pewnie wszystko czują i widzą. Wiem, że to trudne - ale sama to przerabiałam. Mój mąż 2 razy chciał wrócić do domu stawiając warunki na które ja nawet bym przystała (te mało realne od razu skreślalam), natomiast on nic w swojej postawie nie chciał zmienić a niestety nie był idealnym mężem i ojcem.

Polecam słuchać kazań KS. Dziewieckiego, Pawlukiewicza - kopalnia wiedzy, aczkolwiek ks. Dziewiecki jest bardzo radykalny w mówieniu jak postępować ze zdradzaczami, krzywdzicielami, a że my żony jesteśmy często oddane w 100% mężowi i małżeństwu, przysiędze to niestety za pierwszym razem Jego słowa są za mocne. Ale On zna się na rzeczy więc warto posłuchać. Ja żałuję, że tak późno trafiłam na Sychar i te wszystkie wartościowe kazania. Znajdź czas dla siebie i słuchaj, czytaj. Nie myśl stale o mężu bo to "zabija" nas od środka.

A może też warto wybrać się na terapię? Ja korzystam i dużo daje mi przegadanie tematów z osobą, która się zna na wielu trudnych sprawach małżeńskich i osobowościowych. Dróg i sposobów wiele. Dla mnie nasz kryzys małżeński to mój zwrot do Boga, bo w małżeństwie przez nadmiar pracy i przemęczenia Bóg był na ostatnim miejscu. Więc Bóg upomniał się o mnie, a teraz czekam kiedy mój mąż się nawróci bo on już wiele lat temu przestał się modlić, spowiadać, a do kościoła chodził z nami, z przyzwyczajenia.

Nie poddawaj się, tylko spokojnie działaj. Forum i wszystkie wątki to kopalnia wiedzy.

Avys
Posty: 169
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: Avys » 28 maja 2021, 9:36

mamdosc,
Jeżeli Twój mąż trzyma za rękę kowalską to moim zdaniem właśnie „olej i przestań wyciągać rękę”. Nie wyciągniesz dwóch osób z bagna, prędzej one Ciebie tam wciągną. Im bardziej będziesz w strachu, że mąż odejdzie tym on będzie miał do Ciebie mniej szacunku i będzie tylko gorzej. Teatr „szczęśliwego małżeństwa” przed dziećmi jest chyba gorszym rozwiązaniem niż prawda.
Jak napisałaś „mam dość” to wydaje mi się, że Wszystko w Tobie krzyczy, że masz dość tego trójkąta. To co możesz zrobić to stanowczo zdecydować, że w trójkąt nie wchodzisz.

mamdosc
Posty: 40
Rejestracja: 24 maja 2019, 11:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: mamdosc » 28 maja 2021, 9:40

Dziękuję za odpowiedzi.
U nas chyba zasadniczym problemem jest brak zaufania z mojej strony ( moim zdaniem uzasadniony, aczkolwiek przesadzam z reakcjami) i to najbardziej przeszkadza mojemu mężowi. Posłucham kazań w wolnej chwili, aktualnie ratuje się pompejańską- uspokaja mnie. O terapii też myślę, tylko z tym ciężko, bo to co znalazłam do tej pory online to drogo wychodzi, a muszę myśleć o zabezpieczeniu dzieci.
Wiem że muszę najpierw zająć się sobą i dziećmi, jego na siłę nie zmienię.

Możecie mi polecić jakąś terapię?

mamdosc
Posty: 40
Rejestracja: 24 maja 2019, 11:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: mamdosc » 28 maja 2021, 9:58

Dziękuję za odpowiedzi
Myślę że u nas zasadniczym problemem jest brak zaufania z mojej strony ( moim zdaniem uzasadniony, choć czasem przesadzam z reakcjami)
Tak sobie czasem myślę że mamy różne postrzeganie nadużycia zaufania drugiej strony. Np dla mnie nie do przyjęcia jest zbytnie angażowanie się w życie osoby trzeciej, opowiadanie jej o swoich sprawach, nadmierny kontakt po godzinach pracy i ukrywanie go. Pisanie liścików itp. nie chcę opisywać szczegółowo. Odbieranie telefonu od tamtej osoby w pierwszej kolejności itp. dla mnie to już zdrada emocjonalna, dla niego raczej nie, bo jak kiedyś o tym rozmawialiśmy to odniosłam wrażenie że to nic złego skoro kocha mnie.
Wiem że muszę się zająć sobą i dziećmi- ale emocjonalnie leżę.
Szukam jakiejś terapii, tylko trochę ciężko mi logistycznie i finansowo- możecie coś polecić?

Caliope
Posty: 1937
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: Caliope » 28 maja 2021, 12:30

Witaj, nie ma jakiejś terapii, po prostu zapisz się do psychoterapeuty. W rodzinie pierwotnej nie było żadnych dysfunkcji? taki chroniczny brak zaufania i wybuchy mogą mieć głębszy sens, tak samo traktowanie emocjonalnego związania z kowalską jako nic takiego. Ja to nazywam kowalska- pocieszycielka, mąż o niej mi opowiadał, był bardzo daleko emocjonalnie i jeszcze nie wrócił choć jej mąż się dowiedział.

mamdosc
Posty: 40
Rejestracja: 24 maja 2019, 11:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: mamdosc » 28 maja 2021, 17:42

Caliope pisze:
28 maja 2021, 12:30
Witaj, nie ma jakiejś terapii, po prostu zapisz się do psychoterapeuty. W rodzinie pierwotnej nie było żadnych dysfunkcji? taki chroniczny brak zaufania i wybuchy mogą mieć głębszy sens, tak samo traktowanie emocjonalnego związania z kowalską jako nic takiego. Ja to nazywam kowalska- pocieszycielka, mąż o niej mi opowiadał, był bardzo daleko emocjonalnie i jeszcze nie wrócił choć jej mąż się dowiedział.
w rodzinie pierwotnej nie, w naszym związku kiedyś był epizod podobny, ale jak ostatnio o tym wspomniałam, z czego ta moja nieufność, to maż stwierdził że on nic złego nie zrobił.
kowalska na pewno jest pocieszycielka, zresztą na prostą logikę- łatwiej zwrócić się ku komuś kto jest miły radosny zamiast ku żonie która się czepia i wymaga, bo jest zraniona i niepewna.

Wczoraj trochę ze mną rozmawiał, ale to wygląda tak ze tylko ja mam coś zrobić zmienić bo to we mnie jest problem. Pytałam czy wycofuje sie ze swoich "zasad" o których pisałam w pierwszym poście, to w sumie nie wiem co mi odpowiedział. On oczekuje że ja będę taka jak kiedyś, a z jego strony mur, zero reakcji na moje próby dobrej woli w jego stronę.

Chciałabym żeby się określił, ale on się wycofuje..

Caliope
Posty: 1937
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: Caliope » 28 maja 2021, 22:35

mamdosc pisze:
28 maja 2021, 17:42
Caliope pisze:
28 maja 2021, 12:30
Witaj, nie ma jakiejś terapii, po prostu zapisz się do psychoterapeuty. W rodzinie pierwotnej nie było żadnych dysfunkcji? taki chroniczny brak zaufania i wybuchy mogą mieć głębszy sens, tak samo traktowanie emocjonalnego związania z kowalską jako nic takiego. Ja to nazywam kowalska- pocieszycielka, mąż o niej mi opowiadał, był bardzo daleko emocjonalnie i jeszcze nie wrócił choć jej mąż się dowiedział.
w rodzinie pierwotnej nie, w naszym związku kiedyś był epizod podobny, ale jak ostatnio o tym wspomniałam, z czego ta moja nieufność, to maż stwierdził że on nic złego nie zrobił.
kowalska na pewno jest pocieszycielka, zresztą na prostą logikę- łatwiej zwrócić się ku komuś kto jest miły radosny zamiast ku żonie która się czepia i wymaga, bo jest zraniona i niepewna.

Wczoraj trochę ze mną rozmawiał, ale to wygląda tak ze tylko ja mam coś zrobić zmienić bo to we mnie jest problem. Pytałam czy wycofuje sie ze swoich "zasad" o których pisałam w pierwszym poście, to w sumie nie wiem co mi odpowiedział. On oczekuje że ja będę taka jak kiedyś, a z jego strony mur, zero reakcji na moje próby dobrej woli w jego stronę.

Chciałabym żeby się określił, ale on się wycofuje..
Epizod podobny do czego? Jeśli skorzystasz z terapii, nie będziesz taka sama jak kiedyś, ani teraz, to będzie nowa jakość życia. Zmieniasz się dla siebie, nie dla innych, a mur można zburzyć, ale potrzeba czasu.

mamdosc
Posty: 40
Rejestracja: 24 maja 2019, 11:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: mamdosc » 16 wrz 2021, 9:21

Witajcie ponownie

U mnie niestety coraz gorzej. Mąż się odzywa coraz bardziej, mówi ze nie ma siły, jest pusty w środku, nie widzi dla nas szansy. Z Kowalską za to coraz bliżej niestety z tego co wiem.
Jak z nim postępować żeby zobaczył we mnie żonę, kobietę? Teraz traktuje mnie jak zło konieczne, nie rozmawia, nie odzywa się w ciągu dnia, nie jest zainteresowany co u mnie.
Nasze dziecko idzie do komunii niedługo, więc zaproponowałam wspólne chodzenie do kościoła, i spowiedź ( on nie chce spowiedzi, do Kościoła niby mamy zacząć chodzić wspólnie), nie chce się wspólnie modlić - jak ja proponuje to on mówi ze za chwilę i czeka aż ja zasnę żeby nie modlić się wspólnie.
Szukam pomocy dla siebie, dziś mam rozmowę z psychologiem z syntonii ( darmowe :))

Pavel
Posty: 3833
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: Pavel » 16 wrz 2021, 11:12

mamdosc pisze:
16 wrz 2021, 9:21
Witajcie ponownie

U mnie niestety coraz gorzej. Mąż się odzywa coraz bardziej, mówi ze nie ma siły, jest pusty w środku, nie widzi dla nas szansy. Z Kowalską za to coraz bliżej niestety z tego co wiem.
Jak z nim postępować żeby zobaczył we mnie żonę, kobietę? Teraz traktuje mnie jak zło konieczne, nie rozmawia, nie odzywa się w ciągu dnia, nie jest zainteresowany co u mnie.
Nasze dziecko idzie do komunii niedługo, więc zaproponowałam wspólne chodzenie do kościoła, i spowiedź ( on nie chce spowiedzi, do Kościoła niby mamy zacząć chodzić wspólnie), nie chce się wspólnie modlić - jak ja proponuje to on mówi ze za chwilę i czeka aż ja zasnę żeby nie modlić się wspólnie.
Szukam pomocy dla siebie, dziś mam rozmowę z psychologiem z syntonii ( darmowe :))
Zgodnie z moim doświadczeniem osobistym oraz forumowymi obserwacjami, niespecjalnie realne jest oczekiwanie by na takim etapie było możliwe, że jakieś twoje działania spowodują, że mąż zobaczy w tobie kobietę, żonę.
Jego uwaga jest teraz skierowana gdzieś indziej, niestety. I jego zachowanie jest tego pochodną.

Moje doświadczenie mówi, że wszelakie działania nie dość, że nie przynoszą takich skutków jakich oczekujesz, to prowadzą w prostej linii do spadku poczucia własnej wartości, godności, szacunku (zarówno do samego siebie jak i współmałżonka do nas).

Namawianie go na siłę na modlitwę i spowiedź również uważam za kiepski pomysł. On tkwi aktualnie w grzechu ciężkim bez chęci wyjścia z niego. Czy byłoby to spójne? Czy byłby w tej nieuczciwości uczciwy?
No nie, błądzi więc odsuwa się od kościoła, od Boga. Naturalna konsekwencja, oczywiście tym bardziej powinien przylgnąć do Boga, by z grzechem jak najszybciej zerwać.
Ale niestety najcześciej działa to dokładnie tak jak u twego męża.

Co możesz zrobić (i co robić warto)?
To co napisałaś na końcu.
Szukać pomocy dla siebie. Pracować nad sobą. Spotkanie z psychologiem to jeden z właściwych kroków. Czytanie książek, słuchanie konferencji, lektura forum...i przede wszystkim budowanie relacji z Bogiem. Bo on jest drogą, prawdą i życiem.
On jest najlepszym przyjacielem który pomoże przez to przejść.
On nie opuści, nie zawiedzie.
Co nie znaczy, że będzie realizował nasze chciejstwa. Pozwól mu się poprowadzić :)
Na ile potrafisz, bo wiem jakie to trudne, by oddać mu kierownicę i nie wyciągać do niej łap ;)
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Caliope
Posty: 1937
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: Caliope » 16 wrz 2021, 11:43

mamdosc pisze:
16 wrz 2021, 9:21
Witajcie ponownie

U mnie niestety coraz gorzej. Mąż się odzywa coraz bardziej, mówi ze nie ma siły, jest pusty w środku, nie widzi dla nas szansy. Z Kowalską za to coraz bliżej niestety z tego co wiem.
Jak z nim postępować żeby zobaczył we mnie żonę, kobietę? Teraz traktuje mnie jak zło konieczne, nie rozmawia, nie odzywa się w ciągu dnia, nie jest zainteresowany co u mnie.
Nasze dziecko idzie do komunii niedługo, więc zaproponowałam wspólne chodzenie do kościoła, i spowiedź ( on nie chce spowiedzi, do Kościoła niby mamy zacząć chodzić wspólnie), nie chce się wspólnie modlić - jak ja proponuje to on mówi ze za chwilę i czeka aż ja zasnę żeby nie modlić się wspólnie.
Szukam pomocy dla siebie, dziś mam rozmowę z psychologiem z syntonii ( darmowe :))
Tak jak już napisał Pavel, nie ma sensu nic teraz robić, namawiać do czegokolwiek w tym do modlitwy i chcieć by mąż zauważył w tobie żonę. To niemożliwe, a więc trzeba pomóc sobie, super że idziesz na terapię, przylgniesz do Boga, to zauważysz, że odrzucenie tak nie boli, a to jest bardzo ważne.

mamdosc
Posty: 40
Rejestracja: 24 maja 2019, 11:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: mamdosc » 16 wrz 2021, 12:29

to na razie pierwsza konsultacja telefoniczna, ale cieszę się że zrobiłam choć mały krok. Musze zadbać o siebie i bezpieczeństwo chłopców. Jak z nimi rozmawiać, zwłaszcza że widzą że tato nie rozmawia z mamą, albo do nich się odzywa tak żeby tylko dali mu spokój, albo ze złością.
Muszę nauczyć nie dać się prowokować tym co mąż mi czasem mówi.. myślę że im mniej mówię tym lepiej dla mnie a on się denerwuje
Nie wiem jak z nim postępować, bo oficjalnie nie przyznał się do kontaktów z kowalską, zarzuca mi że ja wszystko zniszczyłam sprawdzaniem i brakiem zaufania. Tak potrafi mówić, że ja już sama nie wiem w co wierzyć- chyba za bardzo mi zależy, bardzo mi go brakuje, mimo ze on fizycznie jest w domu

Caliope
Posty: 1937
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: Caliope » 16 wrz 2021, 15:13

A masz dowody, że jest kowalska? może jej naprawdę nie ma. Terapia pomoże Ci uwierzyć w siebie, byś nie szukała tych kowalskich. Poczytaj listę Zerty, możesz ją wprowadzić w życie, odpuścić, fax sobie czas i zająć się sobą.

mamdosc
Posty: 40
Rejestracja: 24 maja 2019, 11:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: mamdosc » 16 wrz 2021, 20:26

Mam, niestety mam😢 i to 10 lat starsza ode mnie.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 20 gości