długi kryzys, nie radzę sobie

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Caliope
Posty: 1888
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: Caliope » 16 wrz 2021, 21:10

mamdosc pisze:
16 wrz 2021, 20:26
Mam, niestety mam😢 i to 10 lat starsza ode mnie.
Ja bym pokazała dowody mężowi, jeśli bym miała, bo bez tego jak widzisz jest coraz gorzej. Żeby coś naprawiać, trzeba pokazać fakty. Takie mam zdanie, zapytaj psychologa jak to widzi, wejżyj w głąb siebie jak ty czujesz, postaw sobie granice.

mamdosc
Posty: 39
Rejestracja: 24 maja 2019, 11:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: mamdosc » 17 wrz 2021, 7:12

Zbieram się do tego, niestety jak go znam, to się wyprze. Dlatego muszę być silniejsza zanim to nastąpi. Próbuję zrozumieć, co on chce zrobić. Bo robi co robi, a jednocześnie jest z nami. Każdy moje słowo go denerwuje, a jak ja się wycofuje, czyli nie rozmawiam z nim, nie pytam o nic to on próbuje zagadywać, niby jest miły chwilę i ja się na to nabieram.
Najpierw muszę znaleźć siłę

Caliope
Posty: 1888
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: Caliope » 17 wrz 2021, 11:07

Niech zagaduje, przynajmniej wiesz, że szuka kontaktu, gorsze jest omijanie w drzwiach jak u mnie i obojętność. Czytałaś listę Zerty?

Ruta
Posty: 1589
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: Ruta » 17 wrz 2021, 12:15

Uważałabym z tym pokazywaniem dowodów. Przynajmniej do czasu aż dopuszczę do siebie wszystkie możliwe scenariusze rozwoju wypadków. Na przykład taki. Pokazuję mężowi dowody na kowalską. Mąz się przyznaje i się wyprowadza. Czy ja jestem na to gotowa? Bo szansa na to, że mąż w szczycie kryzysu związanego z uwikłaniem się w relację pozamełżeńską, się pokaja i powie, no tak, nie wiedziałem, że to źle, juz nigdy więcej nie zobaczę tej pani i juz od teraz będę dobrym męzem, to się raczej nie zdarzają.

Często jest tak, że zdradzający gra na czas, a w tym czasie zbiera zasoby by odejść. A w międzyczasie manipuluje zdradzaną żoną czy męzem tak, by wyszło że to jej/jego wina. Częto też gra polega na wpędzaniu w poczucie winy, bo kto czuje się winny łatwiej pozawala sobą manipulować i na więcej się godzi. Gra na zwłokę obejmuje tez czasem bycie miłym, by żona czy mąz za wczesnie się nie pokapowil, bo wtedy wylot z gniazda nie będzie taki komfortowy. I często gdy już kryzysowy mąz czy żona ma odłożoną gotówkę, z majątku udało się wyprowdzić cichaczem co się dało, jest wynajęte mieszkanie czy co tam wcześniej do szczęśliwej wyprowadzki brakowało, to prowokuje kótnię, by zostać wyrzuconym z domu i dostać w ten sposób "usprawiedliwienie". Co jest bardzo proste po tym, jak się przez ostanie pół roku, czy rok, traktowało męża, czy żonę tak, że stał czy stała się wrakiem człowieka i kłebem nerwów i bólu. Sprowkowanie kłótni w takiej sytuacji dającej pretekst do odejścia to żaden problem.

Szacunek do siebie, granice, przygotowanie zasobów na wypadek wylotu męża. Czyli Lista Zerty. Uzupełniona o zadbanie o stan finansów.
Plus modlitwa i przylgnięcie do Boga. To nie gwarantuje, że mąż nie odejdzie, ale pomaga chronić siebie i dzieci w czasie, gdy mąż zaczyna być destrukcyjny.

mamdosc
Posty: 39
Rejestracja: 24 maja 2019, 11:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: mamdosc » 17 wrz 2021, 12:49

Ruta pisze:
17 wrz 2021, 12:15
Uważałabym z tym pokazywaniem dowodów. Przynajmniej do czasu aż dopuszczę do siebie wszystkie możliwe scenariusze rozwoju wypadków. Na przykład taki. Pokazuję mężowi dowody na kowalską. Mąz się przyznaje i się wyprowadza. Czy ja jestem na to gotowa? Bo szansa na to, że mąż w szczycie kryzysu związanego z uwikłaniem się w relację pozamełżeńską, się pokaja i powie, no tak, nie wiedziałem, że to źle, juz nigdy więcej nie zobaczę tej pani i juz od teraz będę dobrym męzem, to się raczej nie zdarzają.

Często jest tak, że zdradzający gra na czas, a w tym czasie zbiera zasoby by odejść. A w międzyczasie manipuluje zdradzaną żoną czy męzem tak, by wyszło że to jej/jego wina. Częto też gra polega na wpędzaniu w poczucie winy, bo kto czuje się winny łatwiej pozawala sobą manipulować i na więcej się godzi. Gra na zwłokę obejmuje tez czasem bycie miłym, by żona czy mąz za wczesnie się nie pokapowil, bo wtedy wylot z gniazda nie będzie taki komfortowy. I często gdy już kryzysowy mąz czy żona ma odłożoną gotówkę, z majątku udało się wyprowdzić cichaczem co się dało, jest wynajęte mieszkanie czy co tam wcześniej do szczęśliwej wyprowadzki brakowało, to prowokuje kótnię, by zostać wyrzuconym z domu i dostać w ten sposób "usprawiedliwienie". Co jest bardzo proste po tym, jak się przez ostanie pół roku, czy rok, traktowało męża, czy żonę tak, że stał czy stała się wrakiem człowieka i kłebem nerwów i bólu. Sprowkowanie kłótni w takiej sytuacji dającej pretekst do odejścia to żaden problem.

Szacunek do siebie, granice, przygotowanie zasobów na wypadek wylotu męża. Czyli Lista Zerty. Uzupełniona o zadbanie o stan finansów.
Plus modlitwa i przylgnięcie do Boga. To nie gwarantuje, że mąż nie odejdzie, ale pomaga chronić siebie i dzieci w czasie, gdy mąż zaczyna być destrukcyjny.
Myślę bardzo podobnie jak Ty Ruto. Jestem przekonana na tyle ile znam męża, że tak właśnie by zrobił, z tym że podkreśliłby że to moja wina bo go sprawdzam i oskarżam, a on przecież nic złego nie robi. Dlatego to mnie powstrzymuje.

Z tym graniem na czas też coś jest, wogole to ja czuję ,że on czeka aż ja powiem: tak wyprowadz sie, zeby miał czyste sumienie, ze to ja mu kazałam, że on się starał a ja popsułam. Czysta manipulacja.

Przyjęłam postawę jakiś czas temu jak zapytał co bym zrobiła jakby chciał rozwodu to mówię coś w stylu: ja jestem czekam, ale nie zmuszę Cię do niczego. decyzja należy do ciebie.

Dziękuję Wam wszystkim że chce się Wam mi odpowiadać, to wiele dla mnie znaczy

Caliope
Posty: 1888
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: Caliope » 17 wrz 2021, 15:17

To będzie twoja decyzja jak pisałam, bo niszczy to Ciebie i męża. Zastanów się czy chcesz by odszedł z własnej czy twojej winy, bo będziesz mu gadała i mu nie ufała, a to się przecież wyczuwa. Jeśli nie chcesz mówić, to trzeba zrobić coś ze sobą i wyluzować. Ja żyłam i żyje prawie dwa lata w zawieszeniu, ale odpuściłam pytanie co z nami, a mąz byl jedną nogą juz poza domem, odpuściłam strach i nie żyje w napięciu.

mamdosc
Posty: 39
Rejestracja: 24 maja 2019, 11:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: mamdosc » 21 wrz 2021, 10:40

jestem po pierwszej rozmowie z psychologiem. Usłyszałam, że to co robi mój mąż to przemoc i manipulacja. że mam nie bać się słowa rozstanie, że mąż znając moje wartości robi co chce bo wie że nie powiem mu że ma odejść. W czwartek kolejna rozmowa

a w domu słabo, nie poznaję go, tego jak się zachowuje, jak mnie traktuje.
chciałabym tylko żeby powiedział że przeprasza i żałuje i że kocha :(

Caliope
Posty: 1888
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: Caliope » 21 wrz 2021, 11:53

mamdosc pisze:
21 wrz 2021, 10:40
jestem po pierwszej rozmowie z psychologiem. Usłyszałam, że to co robi mój mąż to przemoc i manipulacja. że mam nie bać się słowa rozstanie, że mąż znając moje wartości robi co chce bo wie że nie powiem mu że ma odejść. W czwartek kolejna rozmowa

a w domu słabo, nie poznaję go, tego jak się zachowuje, jak mnie traktuje.
chciałabym tylko żeby powiedział że przeprasza i żałuje i że kocha :(
Takie słowa to tylko niestety na filmach i happy end. Nigdy nie usłyszałam przepraszam i jakoś nie mam zamiaru czekać, bo ważniejsze są czyny, nie słowa.
Mąż nie musi odchodzić byś poukladała siebie i stawiała mu granice. Chodź dalej na terapię, dużo się tam dowiesz i tak, to jest przemoc.

Zwyklaosoba
Posty: 254
Rejestracja: 22 gru 2020, 11:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: Zwyklaosoba » 21 wrz 2021, 12:01

mamdosc pisze:
21 wrz 2021, 10:40
jestem po pierwszej rozmowie z psychologiem. Usłyszałam, że to co robi mój mąż to przemoc i manipulacja. że mam nie bać się słowa rozstanie, że mąż znając moje wartości robi co chce bo wie że nie powiem mu że ma odejść. W czwartek kolejna rozmowa

a w domu słabo, nie poznaję go, tego jak się zachowuje, jak mnie traktuje.
chciałabym tylko żeby powiedział że przeprasza i żałuje i że kocha :(
Najprawdopodobniej teraz tego nie powie, teraz zrobi wszystko żebyś go wypędziła, miałam dokładnie tak samo, obojętnosc ,nazywanie mnie współlokatorką, mówienie że nie ma.chemii między nami :D :D :D A skąd miałaby być w kryzysie przy zradzie...wyprowadziłam się wtedy na tydzien ,bo nie dałam rady, tego żałuje, ale wtedy nie miałam wsparcia stąd, spróbuj przetrzymać ale zajmując się sobą naprawdę zrób coś naprawdę dla siebie, coś mocno kobiecego, włosy może coś z nimi zrób, to chyba pomaga odwrócić uwagę,taka mała " szalona " zmiana staraj się na nim nie skupiać , zobacz, że działa bardzo schemtaycznie, a ty poznajesz te schematy, i tu lista zerty ,żeby nie do końca wierzyć w to co robi i mówi, oczywiście to trudne ,bo przecież nie tak miało być, ale jest kryzys i tak jest, wiesz co robić ,super,że chodzisz do psychologa. To właśnie teraz ci potrzebne.

mamdosc
Posty: 39
Rejestracja: 24 maja 2019, 11:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: mamdosc » 21 wrz 2021, 12:09

Z racji tego gdzie mieszkam, i braku mobilności to rozmowy tel. tylko są możliwe - cieszę się z tego zwłaszcza że porady są darmowe. :)
Wiem, że jak w filmach, ale tego marzę o tym :( Skrótowo napisałam, ale nie chodzi mi tylko o słowa, o czyny też. Koleżanka mnie dziś zapytała, czy jeśli on by wrócił, zakończył tamto to czy byłabym w stanie być znowu szczęśliwa, zaufać mu, wybaczyć? I tak właśnie pomyślałam że tak, że jeśli maż by się starał to byłabym w stanie.

czy dobrze robię mówiąc mu że czekam na niego, że go nie zmuszę do niczego bo on musi zdecydować z kim chce byc

Staram się nie dawać mu prowokować, to też radzi mi psycholog.

Caliope
Posty: 1888
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: Caliope » 21 wrz 2021, 12:44

mamdosc pisze:
21 wrz 2021, 12:09
Z racji tego gdzie mieszkam, i braku mobilności to rozmowy tel. tylko są możliwe - cieszę się z tego zwłaszcza że porady są darmowe. :)
Wiem, że jak w filmach, ale tego marzę o tym :( Skrótowo napisałam, ale nie chodzi mi tylko o słowa, o czyny też. Koleżanka mnie dziś zapytała, czy jeśli on by wrócił, zakończył tamto to czy byłabym w stanie być znowu szczęśliwa, zaufać mu, wybaczyć? I tak właśnie pomyślałam że tak, że jeśli maż by się starał to byłabym w stanie.

czy dobrze robię mówiąc mu że czekam na niego, że go nie zmuszę do niczego bo on musi zdecydować z kim chce byc

Staram się nie dawać mu prowokować, to też radzi mi psycholog.
Nie mów, że czekasz, to przynosi odwrotny skutek. Sam ma to ogarnąć, być może zatęsknić, przemyśleć. Mój mąż w ostrej fazie kryzysu powiedział mi ,że wie że ja go kocham, czuję moją miłość, ale będzie mnie ranił. Przestałam okazywać taką miłość, bo bym nie mogła dalej żyć. Pora się odwiesić od męża, teraz jest twój czas.

mamdosc
Posty: 39
Rejestracja: 24 maja 2019, 11:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: mamdosc » 21 wrz 2021, 13:36

Może i racja. Chciałam dać mu poczucie że ma do czego wrócić ( w domyśle ja bym chciała takie coś usłyszeć) ale z drugiej strony może za dobra jestem :( czekam jak pies na zainteresowanie, który cieszy się z okruchów zamiast z pełnego posiłku

Trudne to wszystko dla mnie bardzo, czasem myślę że jak ja nie będę wyciągać ręki to on odejdzie bo będzie miał argument że przecież ja nie nie chciałam

Caliope
Posty: 1888
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: Caliope » 21 wrz 2021, 14:16

mamdosc pisze:
21 wrz 2021, 13:36
Może i racja. Chciałam dać mu poczucie że ma do czego wrócić ( w domyśle ja bym chciała takie coś usłyszeć) ale z drugiej strony może za dobra jestem :( czekam jak pies na zainteresowanie, który cieszy się z okruchów zamiast z pełnego posiłku

Trudne to wszystko dla mnie bardzo, czasem myślę że jak ja nie będę wyciągać ręki to on odejdzie bo będzie miał argument że przecież ja nie nie chciałam
Też tak myślałam, a najlepsze co można zrobić, to powiedzieć: masz wybór, możesz odejść, nie będę Ciebie zatrzymywać. Bardzo się bałam, że jak odejdzie już nie wróci, ale Bóg nie dał nam tyle gotówki by mąż się wyprowadził i został. Teraz się nie boję, jestem cały czas w trakcie terapii i jestem spokojna.

mamdosc
Posty: 39
Rejestracja: 24 maja 2019, 11:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: mamdosc » 21 wrz 2021, 14:30

Zwyklaosoba pisze:
21 wrz 2021, 12:01

Najprawdopodobniej teraz tego nie powie, teraz zrobi wszystko żebyś go wypędziła, miałam dokładnie tak samo, obojętnosc ,nazywanie mnie współlokatorką, mówienie że nie ma.chemii między nami :D :D :D A skąd miałaby być w kryzysie przy zradzie...wyprowadziłam się wtedy na tydzien ,bo nie dałam rady, tego żałuje, ale wtedy nie miałam wsparcia stąd, spróbuj przetrzymać ale zajmując się sobą naprawdę zrób coś naprawdę dla siebie, coś mocno kobiecego, włosy może coś z nimi zrób, to chyba pomaga odwrócić uwagę,taka mała " szalona " zmiana staraj się na nim nie skupiać , zobacz, że działa bardzo schemtaycznie, a ty poznajesz te schematy, i tu lista zerty ,żeby nie do końca wierzyć w to co robi i mówi, oczywiście to trudne ,bo przecież nie tak miało być, ale jest kryzys i tak jest, wiesz co robić ,super,że chodzisz do psychologa. To właśnie teraz ci potrzebne.
dziękuje, staram się sobą zajmować, ale jak wiemy to trudne kiedy serce sie rozrywa. i jeszcze te słowa: a co Cie to obchodzi, jak o coś pytam.
włosy nie, ale staram sie zakładać częściej sukienki:)

czytam liste zerty, ale chyba nie mam dosc sily narazie

mamdosc
Posty: 39
Rejestracja: 24 maja 2019, 11:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: długi kryzys, nie radzę sobie

Post autor: mamdosc » 21 wrz 2021, 14:33

Caliope pisze:
21 wrz 2021, 14:16
mamdosc pisze:
21 wrz 2021, 13:36
Może i racja. Chciałam dać mu poczucie że ma do czego wrócić ( w domyśle ja bym chciała takie coś usłyszeć) ale z drugiej strony może za dobra jestem :( czekam jak pies na zainteresowanie, który cieszy się z okruchów zamiast z pełnego posiłku

Trudne to wszystko dla mnie bardzo, czasem myślę że jak ja nie będę wyciągać ręki to on odejdzie bo będzie miał argument że przecież ja nie nie chciałam
Też tak myślałam, a najlepsze co można zrobić, to powiedzieć: masz wybór, możesz odejść, nie będę Ciebie zatrzymywać. Bardzo się bałam, że jak odejdzie już nie wróci, ale Bóg nie dał nam tyle gotówki by mąż się wyprowadził i został. Teraz się nie boję, jestem cały czas w trakcie terapii i jestem spokojna.

zapamiętuję tekst, od dziś tak będę mówić!

Musze znaleźć sile w sobie by to przetrwać, jak mąż mówi mi o związku bez miłości, ze nie ma sily, ze nie warto, ze jemu jest obojętne wszystko

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 13 gości