Dziecko pozamałżeńskie - jak postąpić?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

sajmon123
Posty: 183
Rejestracja: 16 lis 2020, 22:57
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Dziecko pozamałżeńskie - jak postąpić?

Post autor: sajmon123 » 20 sty 2021, 16:57

Mirabelka1 pisze:
20 sty 2021, 15:37
Caliope pisze:
19 sty 2021, 23:31
Męża nie zatrzymasz, nie przywiążesz do kaloryfera. Jedyne stanowisko, to nie myśleć o dziecku kowalskiej, to jest jej problem. Zostawiłabym też męża, tylko powiedziałabym mu że nie życzę sobie kontaktów z kowalską i tego jak się wobec mnie zachowuje, powiedzialabym jak sie z tym czuję ,tak bez emocji i zostawiła to Bogu. Ja bym tak postąpiła według tego, że zostawiam to czego nie mogę zmienić, tak bym wyszła z tego trójkąta, sobie stawiając granice. Niech mąż sam decyduje, i sobie staje na rzęsach,a ja będę wymagać jego zaangażowania w tej najważniejszej rodzinie na 100%.
Caliope,
Wiem, ze męża nie zatrzymam. Sądzę nawet, że on się nigdzie nie wybiera. W tym jest problem. On chce, żebym zaakceptowała tę sytuację. Zaakceptowała to za dużo powiedziane, on tego nie chce , on chce, żebyśmy o tym nie mówili. A on i tak będzie robił swoje.
Pytam, czy nie lepiej, żeby się wyprowadził?
Na forum otrzymujesz tylko doświadczenie innych. Ja mogę Ci tylko powiedzieć, że z perspektywy czasu bym się nie wyprowadził, ale to zupełnie inna sytuacja. Uważam, że rozmowa, spokojna rozmowa jest potrzebna. Wyprowadzka to musi być wspólna decyzja.

Caliope
Posty: 1001
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Dziecko pozamałżeńskie - jak postąpić?

Post autor: Caliope » 20 sty 2021, 17:17

A ty tego chcesz, zeby się wyprowadził? co z dziećmi? one też w tym są i czują co się dzieje.

Mirabelka1
Posty: 24
Rejestracja: 11 sty 2021, 20:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Dziecko pozamałżeńskie - jak postąpić?

Post autor: Mirabelka1 » 20 sty 2021, 20:53

Caliope pisze:
20 sty 2021, 17:17
A ty tego chcesz, zeby się wyprowadził? co z dziećmi? one też w tym są i czują co się dzieje.
Ja tak naprawdę nie chcę, żeby się wyprowadził. Nie chcę też jednak, żeby tak bliskie stosunki łączyły go z Kowalska. Chce żeby to był nasz wspólny problem, żeby za moimi plecami do niej nie pisał, nie dzwonił, nie robił zakupów, nie jeździł. On wie od czterech miesięcy, że takie postawiłam warunki. Powiedziałam mu, że zgadzam się na kontakty z dzieckiem - raz w tygodniu dwie godziny. A kontakty z Kowalska mają mieć charakter formalny. I mąż to wie. On mówi, że jestem okrutna i pyta, czy ja chciałabym własne dzieci widzieć raz w tygodniu dwie godziny.
I co z tego , że postawiłam warunki, on robi swoje.
Ale przez to cała nasza rodzina jest chora.
Chciałabym żyć "normalnie". Zająć się dziećmi, pracą. Skoro nie da się inaczej, to " co z oczu , to z serca". Choć wiadomo, że mąż w sercu będzie zawsze.

A.zelia
Posty: 169
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: Dziecko pozamałżeńskie - jak postąpić?

Post autor: A.zelia » 20 sty 2021, 21:56

To może zapytaj ile godzin w tygodniu on by chciał widzieć dziecko jakie miałabyś Ty z kochankiem albo ile godzin Twoich odwiedzin Twojego hipotetycznego dziecka z kochankiem uznał by za ok wobec rodziny-męża i Twojej

Caliope
Posty: 1001
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Dziecko pozamałżeńskie - jak postąpić?

Post autor: Caliope » 20 sty 2021, 22:18

Ja bym przestała rozmawiać, myśleć o kowalskiej, zajełabym się sobą żeby nie zwariować za jakiś czas. Zaopiekowałabym się sobą, bo tylko na siebie mam wpływ.

Pavel
Posty: 3335
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Dziecko pozamałżeńskie - jak postąpić?

Post autor: Pavel » 21 sty 2021, 12:32

Mirabelko1,
Twoja sytuacja jest z pewnością z gatunku tych najtrudniejszych. Nie ma wyjść doskonałych, co by nie wymyśleć zawsze będą trudy, rany, poszkodowani.
Niestety, konsekwencje wcześniejszych wyborów.

W tym mocno trudnym i bolesnym obszarze w którym przyszło ci funkcjonować można wybierać co najwyżej decyzje z gatunku tzw. mniejszego zła. Optymalne w tym mocno nieoptymalnym położeniu.

Co możesz robić ty? Co moim zdaniem warto?
Nie szukać gotowych rozwiązań. Forumowicze, w tym ja :), mają swoje doświadczenia, większą lub mniejszą wiedzę, dojrzałość, stabilność.
Nauka i czerpanie z doświadczeń innych jest pomocne, wzmacniające i pozwala spojrzeć na sprawę z innych perspektyw.
Jest jednak pułapka, a przynajmniej zagrożenie gdybyś szukając rozwiązań próbowała kopiować czyjeś doświadczenia na zasadzie kopiuj-wklej.
Nie odbierając nikomu dobrych chęci w które nie watpię, to ty jesteś odpowiedzialna za podejmowanie decyzji, bo to ty będziesz ponosiła ich konsekwencje.
Warto, byś o tym pamietała.

Jak, bazując na moich doświadczeniach, to robić?
Pracować nad sobą, decyzje przemadlać i z pewnością nie podejmować ich w emocjach.
Nie podejmować takich które są sprzeczne z tym co czujesz i wyznajesz.
Dać czas sobie, dać czas czasowi.
W miarę postępów pracy nad sobą, rozwojowi relacji z Panem Bogiem, nabywania wiedzy i umiejętności - rozwiązania same przyjdą.
Inne - będziesz wiedziała jak szukać, a twoje filtry będą dużo lepiej je przesiewać.
Inny poziom spokoju, wiedzy, rekacji na zewnętrzne bodźce.

Dlatego ja doradzam cierpliwość, spokój, bowiem w najbardziej optymistycznych założeniach znalezienie i wdrożenie tych optymalnych-najmądrzejszych rozwiązań (które obie strony będą w stanie zaakceptować) będzie procesem rozciągniętym w czasie.

Zdaję sobie sprawę, że łatwo to napisać, trudniej wykonać.
Warto jednocześnie zadać sobie pytanie czego się chce, w dłuższym okresie.
Czy lepszych dwóch rannych czy 1 zabity.
Bo nierozsądne działanie może skutkować (kolejnym) odejściem męża lub tym, że ty będziesz miała dosyć męża, ratowania.

Tak to widzę ja.
Pamiętam w modlitwie.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Mirabelka1
Posty: 24
Rejestracja: 11 sty 2021, 20:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Dziecko pozamałżeńskie - jak postąpić?

Post autor: Mirabelka1 » 22 sty 2021, 0:06

Pavle,
Dziękuję bardzo za słowa otuchy i porady. Najbardziej jestem wdzięczna za modlitwę.

Sarah
Posty: 176
Rejestracja: 01 maja 2020, 13:46
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Dziecko pozamałżeńskie - jak postąpić?

Post autor: Sarah » 26 sty 2021, 15:31

A.zelia pisze:
20 sty 2021, 21:56
To może zapytaj ile godzin w tygodniu on by chciał widzieć dziecko jakie miałabyś Ty z kochankiem albo ile godzin Twoich odwiedzin Twojego hipotetycznego dziecka z kochankiem uznał by za ok wobec rodziny-męża i Twojej
Nieco brutalne, ale moim zdaniem trafne. Zadałam mojemu mężowi bardzo podobne pytanie, kiedy dowiedziałam się o jego romansie i zaawansowanej ciąży kochanki: czy chciałby, żebym ja miała dziecko pozamałżeńskie, wychowywane na co dzień przez mojego kochanka? Łożyła na to dziecko, odwiedzała je i przy okazji spotykała się z kochankiem? Widok jego miny - niezapomniany :lol: Jak wiadomo, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Nothing lasts forever
And we both know hearts can change
And it's hard to hold a candle
In the cold November rain...

Mirabelka1
Posty: 24
Rejestracja: 11 sty 2021, 20:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Dziecko pozamałżeńskie - jak postąpić?

Post autor: Mirabelka1 » 26 sty 2021, 22:36

Sarah pisze:
26 sty 2021, 15:31
A.zelia pisze:
20 sty 2021, 21:56
To może zapytaj ile godzin w tygodniu on by chciał widzieć dziecko jakie miałabyś Ty z kochankiem albo ile godzin Twoich odwiedzin Twojego hipotetycznego dziecka z kochankiem uznał by za ok wobec rodziny-męża i Twojej
Nieco brutalne, ale moim zdaniem trafne. Zadałam mojemu mężowi bardzo podobne pytanie, kiedy dowiedziałam się o jego romansie i zaawansowanej ciąży kochanki: czy chciałby, żebym ja miała dziecko pozamałżeńskie, wychowywane na co dzień przez mojego kochanka? Łożyła na to dziecko, odwiedzała je i przy okazji spotykała się z kochankiem? Widok jego miny - niezapomniany :lol: Jak wiadomo, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Nie takie to proste. Pytałam. A on odpowiada, że mógłby wychowywać dziecko kochanka i na pewno nie broniłby mu wizyt u swojego dziecka. Słowa, słowa... Dopóki nie znajdziemy się w takiej sytuacji, nie wiemy jak się zachowamy.
Mieszkamy dalej. Mąż, tak jak pisałam, nie zamierza się wyprowadzać. Ja nie pytam, nie kontroluje. On oddycha z ulgą, że się nie czepiam. A za moimi plecami robi swoje. Fizycznie nie zaniedbuje naszej rodziny. Duchowo jest nieobecny. Tak jak ktoś zauważył, w takiej sytuacji nie ma powodów, żeby się zmienił.
Ale Bóg działa.

Ruta
Posty: 930
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Dziecko pozamałżeńskie - jak postąpić?

Post autor: Ruta » 27 sty 2021, 0:24

Mirabelka1 pisze:
26 sty 2021, 22:36
Mieszkamy dalej. Mąż, tak jak pisałam, nie zamierza się wyprowadzać. Ja nie pytam, nie kontroluje. On oddycha z ulgą, że się nie czepiam. A za moimi plecami robi swoje. Fizycznie nie zaniedbuje naszej rodziny. Duchowo jest nieobecny. Tak jak ktoś zauważył, w takiej sytuacji nie ma powodów, żeby się zmienił.
Ale Bóg działa.
Mirabelko,
Myślę, że ważne jest, by być w zgodzie z sobą. Gdy czytam co piszesz odnoszę wrażenie, że nie jesteś gotowa na radykalne rozwiązania, mimo, że obecna sytuacja jest dla ciebie trudna. I wiesz co? To jest w porządku. Gorzej jest podejmować radykalne kroki, które mogą doprowadzić do rewolucji w sytuacji, gdy zupełnie nie jesteśmy na to gotowi.

Wiesz, w moim przypadku na przykład, z uwagi na to, co działo się z moim mężem po jego wyprowadzce i ze względu na to, co fundował wtedy mi i dziecku, najlepszym rozumowo rozwiązaniem byłaby od samego początku twarda miłość, być może w wersji hard, a na pewno z solidną izolacją. Zupełnie rozsądne byłoby także ustalenie alimentów na nasze dziecko i zasad spłaty wspólnych zobowiązań. Rzecz w tym, że na to nie byłam absolutnie gotowa. A nawet gdyby pominąć takie twarde elementy ochrony siebie - bardzo potrzebne było postawienie granic w takim zwykłym funkcjonowaniu. I na to także nie byłam gotowa.
W efekcie i ja i nasze dziecko przeżyliśmy wiele trudnych chwil, było mi i nadal jest trudno finansowo, bo sama muszę utrzymać siebie i dziecko równocześnie wychodząc z długów - czyli jednej z nielicznych rzeczy jakie mąż mi z pełną szczodrością zostawił.

Natomiast nie byłam wtedy w stanie zrealizować żadnej rozsądnej rady, choć wiedziałam, że wszystkie były rozsądne. Ani też postawić żadnej granicy. W dużej mierze obawiałam się, że gdy to zrobię, to mąż się odetnie ode mnie i od synka jeszcze bardziej. Martwiłam się także o męża i wolałam być w pobliżu - i gdy było z nim źle, byłam. Nawet go wspierałam. A i ja, i synek potrzebowaliśmy obecności męża i taty.

Myślałam ostatnio, czy tego czasu żałuję i tego, że od początku nie umiałam stawiać granic. Nie. W efekcie owszem, wiele razy zostaliśmy potraktowani przez męża brutalnie (nie w sensie pobicia, szkód fizycznych, ale szkód psychicznych już tak) i wiele stresu kosztowało to i mnie i dziecko. Z drugiej strony stopniowo nauczyłam się bronić siebie. Coś czego wcześniej nigdy nie potrafiłam. Nasz syn także miał czas by przepracować rózne sprawy, i także zacząć się uczyć stawiać swoje granice. Gdy przez wiele lat żylismy z uzaleznionym mężem i ojcem nasza zdolnośc do stawiania granic praktycznie nie istniała.
Gdybym odizolowała nas - mnie i dziecko - od samego początku całkowicie od męża, ani ja ani dziecko nie mielibyśmy okazji przekonać się, że jesteśmy w stanie przeciwstawiać się skutecznie złemu traktowaniu. Jedynym mechanizmem obrony jaki byśmy poznali byłaby ucieczka, wycofanie. Teraz oboje - i ja i mały umiemy już trochę tak stanąć w ringu. Jesteśmy oboje mocniejsi. A tak zostalibyśmy z poczuciem bycia ofiarami, skrzywdzonymi i bezbronnymi. Te ponad dwa lata stopniowego ustalania granic, wzmacniania się pomogło nam z tych ról wyjść, zacząć inaczej myśleć o sobie. Dotyczy to i mnie i dziecka - i ja te zmiany widzę i w sobie - i w synku.
Jest jeszcze jeden pozytywny aspekt - mamy za sobą ileś tam dobrych dni w towarzystwie męża i ojca. Nie mielibyśmy ich, gdybym od samego początku zdecydowała się na twardą miłość, twarde reguły, wdrażanie dobrych rad.

Gdy małżonek jest w kryzysie, z różnych przyczyn, i z różnych przyczyn wchodzi w skrajny egoizm i ranienie rodziny - nie zawsze potrafimy od początku być twardymi. I to jest okej. Warto w tym czasie ograniczać szkody, skorzystać z jakiejś terapii, zawsze coś tam się znajdzie do przepracowania, pomyśleć jak więcej czasu poświęcić sobie - a mniej mężowi i jego kryzysowi. Kryzysy mijają, czas przynosi zmiany. A gdy pracujemy nad sobą - stopniowo się wzmacniamy i stajemy się coraz bardziej zdolni do obrony siebie, stawiania granic. I to także wpływa na zmianę sytuacji.
A w międzyczasie można korzytać z tych miłych bonusików - czyli dobrych chwil, które się trafią. No i tak jak napisałaś - warto pamiętać, że Bóg działa.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 14 gości