Temat Umiłowana79

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Nino
Posty: 557
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: Nino » 13 lis 2020, 13:24

Gdy byłam młodsza: kupowałam. I "tak bywa" i "tak jest ok". Widziałam w tym logikę.
Pod wpływem pracy zawodowej, gdy wysłuchiwałam mnóstwa różnych ludzkich historii, zobaczyłam, że jest nie tylko drugie, ale i trzecie, i dziesiąte dno! To nie pozwala mi już przyjmować tak lekko zapewnień, że "tak bywa", jestem jednak daleka od oceniania i kategoryzowania, czy dana sytuacja jest lepiej, czy gorsza.

somnium
Posty: 122
Rejestracja: 12 lip 2019, 19:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: somnium » 15 lis 2020, 13:02

Mimo, że off topicowy wątek się zrobił, który mocno wykroczył z ram tematu to porusza on bardzo ważne kwestie.

Ruto,
Widać, że poświęciłaś mnóstwo czasu i energii na zgłębienie wiedzy w tematach o których piszesz.
I Masz rację w tym co piszesz tylko jak zawsze "diabeł tkwi w szczegółach".

Bo co zrobić gdy to Żona wyprowadziła męża i standardowo jako matka opiekuje się na co dzień dzieckiem, i to Żona przyprowadziła do domu kowalskiego najpierw jako kolegę, a potem małymi kroczkami jako współdomownika. Blee.... :evil:

Wy miłe Panie macie narzędzia i możliwości aby "uprzykrzyć" życie wiarołomnym mężom ale w drugą stronę już to nie działa.
I ojciec nie ma szans się temu przeciwstawić. I chcąc nie chcąc nie ma się wyboru.

I ciężko się nawet w tym poruszać nazywając zło – złem. Czy i jak mądrze rozmawiać z dzieckiem językiem dostosowanym do jego wieku ?

Jedno nieodpowiednie słowo w temacie kowalskiego i wskazania, że to zło i rozzłoszczona mama na to, że „mieszam” dziecku w głowie może bardzo mi i dziecku utrudnić życie i relację.

-----
Nawiązując natomiast do wątku tego pędzącego niekoniecznie w dobrym kierunku świata, całej ideologii afirmacji zła aby stworzyć „nowego” człowieka, tak zwany zachód idzie w jednym wyraźnie naznaczonym kierunku. Niszczenia znanych nam wartości, tradycyjnego modelu rodziny.

Zbliżamy się do pewnej granicy, a być może została ona już przekroczona tylko jeszcze tego nie dostrzegamy. Dla młodego pokolenia (i nie tylko jak widać po porzuconych małżonkach) łatwiejszy i przyjemniejszy jest hedonistyczny, materialny świat nie stawiający wobec siebie samych wymagań.

Po co się wysilać, męczyć i mieć zasady jak obecny świat proponuje ułudę łatwego i przyjemnego życia. Nawet w powiedzmy protestanckich Stanach, z których młodzież czerpie fejsbukowe wzorce rozwody są dozwolone, akceptowane i powszechne, gdyż śluby nie są sakramentem.

Myślę, że nadchodzi moment o którym wspominał pół wieku temu młody, późniejszy papież Ratzinger, że staniemy się małą wspólnota pierwotnych Chrześcijan.

Zapewne narażoną na niezrozumienie i ataki jak pierwsi prześladowani. Zostanie nas maksymalnie 10% i ta wspólnota postawi na wartości, a nie pieniądz i zaszczyty i relatywizm moralny. Być może dla świata staniemy się dziwaczną niezrozumiałą ortodoksyjną sektą ale żyjącą wartościami i mówiącą TAK – TAK; NIE – NIE. I tą żarliwością i gorliwością zachęcimy innych do odbudowy Kościoła.

Mimo wszystko trzeba być optymistą (pisze to życiowy pesymista) :!: :)

Oby Duch Święty dał nam siły aby podołać próbie, czego sobie i wszystkim życzę.

Lawendowa
Posty: 4427
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: Lawendowa » 15 lis 2020, 23:35

Umiłowana79,
pozwoliłam sobie, dla czytelności, pogrupować cytaty z Twojego postu, bo pytasz o dwie kwestie niezależne od siebie. Łatwiej mi będzie odnieść się do poszczególnych spraw osobno. Miałam podobne dylematy kilka lat temu i czas zweryfikował postawy, decyzje i kilka innych rzeczy.
Umiłowana79 pisze:
05 lis 2020, 12:16
Mąż deklarował przed sądem że ma kontakt z dziećmi. Niestety od dłuższego czasu ten kontakt jest znikomy, wszelkie moje uwagi, upomnienia, że krzywdzi dzieci spotykaja się że ścianą. Dzieci chodzą smutne, nie chcą że mną o tym rozmawiać. Ja czuje sie bardzo przybita ta cała sytuacja. Robię co mogę, żeby żyć normalnie, a dzieci wciąż czekają na tate mimo, że kryzys u nas trwa już ponad 5lat.wydawaloby się że są przyzwyczajone i tata jest im obojętny, a jednak tak nie jest.

Boje sie, że mąż będzie bojkotować moje plany wychowawcze, rozrywkowe z dziećmi, skoro do bieżących spraw, czytaj kontaktów z dziećmi nie potrafi egzekwować od siebie żadnej konsekwencji, stąd też, zastanawiam się nad ograniczeniem mu praw rodzicielskich,

Jego zachowania z ostatnich kilku mcy pokazują że nie mogę wierzyć w to że zależy mu na dobru dzieci, skoro na pytanie dzieci kiedy w końcu będzie znowu w domu, mąż ciągle odpowiada że ma problemy w pracy, że nie może się wywiązać z tego czego pracodawca od niego oczekuje. Do tego stopnia, że nie pojawia się nawet w weekend. Przekazuje im szczegóły, czego nie ma jeszcze zrobionego w pracy. Ja mu tłumaczę, że dzieci to nie interesuje, im chodzi tylko o tate, on twierdzi że wie, że znajdzie czas i tak mijają dni. Mówię mu że czas ucieka i nie nadrobi tego co już bylo. Stwierdził że wie.

Serce mnie boli. Córka już nie pisze, nie dzwoni do niego bo wie że to nic nie daje, syn wciąż próbuje i ciągle spotyka się z rozczarowaniem. Mnie rozrywa na sama świadomość o tym.

Bije się w sercu z ta kwestia, ale jest ona uzasadniona. Przecież to mi i dzieciom bardziej zależy na tym by miał z dziećmi ciągły kontakt. Jeśli nie przyjeżdża do domu z mojego powodu, bo stwierdził że się rozwodzi że mną żeby spadł mu ciężar związany moja osoba z niego, to wręcz naciskałam, że dzieci wziąl że sobą na weekend do siebie. Też nie doszło to do skutku. Swoim zachowaniem sprawia, że dzieci czują się odrzucone. A ja nie chce za każdym razem drzeć czy na coś się zgodzi czy jednak nie, totalnie nie angażując się w nasza codzienność.
Relacje męża z dziećmi to jego odpowiedzialność. I kropka. Nie da się chcieć za kogoś.
Na etapie wnoszenia o rozwód mój mąż deklarował dużo, ale czas to zweryfikował. Sprawa rozwodowa, przy mojej niezgodzie na rozwód, trwała na tyle długo, że mężowi znudziło się zapewnianie dzieciom atrakcji, częste odwiedzanie, zabieranie ich do siebie. I wtedy dzieci poczuły się porzucone. Do rozmowy o tym co dzieci czują, one potrzebują dojrzeć i nie warto próbować tego z nich "wyciągać", ale stworzyć przestrzeń taką, by same chciały o tym mówić.
Miałam taką myśl, by wnieść o uregulowanie kontaktów, po to by mąż spędzał zdecydowanie więcej czasu z dziećmi, bo one bardzo tego kontaktu chciały. Pan Bóg mnie ustrzegł przed realizacją tego, bo to były moje chciejstwa i próby wpływania na męża. Intencje miałam dobre, ale ... nie tędy droga. Finalnie - jedyne o co wnioskowałam, to spotkania dzieci bez udziału kochanki męża. Powiedziałam też w sądzie, że bardzo chciałabym większego zaangażowania się męża w sprawy wychowania dzieci, i dlaczego rola ojca w wychowaniu jest tak ważna.
Nie ingerowałam w relacje dzieci i po ładnych kilku latach, wiem, że to było słuszne.
Umiłowana79 pisze:
05 lis 2020, 12:16
w odpowiedzi na pozew wnioskuje swoją niezgode na rozwód, lecz jeśli mąż będzie się upierał pozostaje mi rozwód z orzeczeniem o jego winie i teraz...

Jeśli mój mąż nadal będzie się upierał na rozwód, pozostaje mi orzekać jego winę a także ograniczyć te prawa rodzicielskie, bo ewidentnie potrzeby emocjonalne dzieci są na dziś na szarym końcu. Kiedyś wydawało się że taki nie jest, teraz nie poznaje w nim człowieka za którego wychodziłam za mąż...

Jak więc o te kwestie walczyć z okazaniem miłości mojemu mężowi.

Adwokaci zwykle niechętnie odnoszą się do wnoszenia o separację, bo to wydłuża postępowanie. Faktem natomiast jest, że od kilku lat coraz częściej w takich sytuacjach albo orzekana jest separacja z winy wnoszącego o rozwód, oddalane powództwo albo sprawa zawieszana a małżonkowie wysyłani na mediacje.
Okazaniem miłości jest troska o życie wieczne małżonka, a więc nie przykładanie własnej ręki do rozwodu. To co sąd orzeknie to w jakimś sensie okazało się sprawą drugorzędna o tyle, że niezgoda na rozwód dała mi Boży pokój i czyste sumienie. Jest też świadectwem, nie tylko dla naszych dzieci.
Umiłowana79 pisze:
05 lis 2020, 12:16
Wystąpienie o separację słyszałam że stoi niżej w randze w stosunku do rozwodu. Jeśli chciałabym separacji a mój mąż chce rozwodu, to i tak orzec żony zostanie rozwodu.
Jeśli zostanie uznana wyłączna wina męża, to z dużym prawdopodobieństwem zostanie oddalone powództwo, albo orzeczona separacja z winy męża. Znam w naszym Ognisku sporo takich orzeczeń.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

Nino
Posty: 557
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: Nino » 16 lis 2020, 11:08

Umilowana, pozwolisz, ze napisze - z mojego doswiadczenia - kilka spostrzezen odnosnie napietych i bolesnych sytuacji, jakie maja miejsce w relacji ojciec-dzieci, gdy rozpada sie zwiazek malzonkow. U mnie takie tapniecia byly rowniez, kiedy dzieci byly mlodsze, wiec zdaje sobie sprawe, jak to przebiega na etapie swiadomosci dziecka czy nastolatka (obecnie moje dzieci sa dorosle...i tez nadal mocno przezywaja nasz kryzys, w ktorym: dzieki Bogu!: jest przelom, jednak tym razem mam swiadomosc, ze w dalszej kolejnosci - jesli juz: to Himalaje...
1. To, o czy wspomniala Lawendowa: zrzuc z siebie poczucie odpowiedzialnosci za relacje ojca z dziecmi. Jak dopada Cie bol, gdy uzmyslowisz sobie cierpienie dzieci i twoja bezsilnosc: odpusc. W to miejsce po prostu duzo, duuuzo sie modl o uzdrowienie relacji ojca z dziecmi. Jedna z moich NP poszla na ten cel :)
2. Zwazaj na kazde slowo na temat ojca przy dzieciach: mimo sytuacji jaka ma miejsce, nie osadzaj i nie potepiaj jego zachowan przy dzieciach. Zadbaj o zachowanie pozytywnego wizerunku taty. One swoj rozum maja, swoje wnioski wyciagaja. Docenia to, ze powstrzymujesz sie przed osadzaniem go. Nie dokladaj im bolu.
3. Mow: wasz tata, czy: wasz ojciec: w sposob neutralny. Bez emocji. Bez przekasu, zlosci, ironii, pogardy. "Wyzywaj" sie na mezu, ale nie przed dziecmi! A przed zaufana kolezanka ;) albo na tym forum ;)
Przemysl i przemodl gleboko, jak w obliczu waszej sytuacji rozmawiac z mezem o waszych dzieciach. Bez pouczania, wyrazania pretensji.
Pogody Ducha!

Umiłowana79
Posty: 82
Rejestracja: 27 wrz 2020, 7:49
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: Umiłowana79 » 20 lis 2020, 18:11

Mąż zadzwonił że ze wspólnych oszczędności potrzebuje cześć na pokrycie bieżących zobowiązań. W sumie wziął może 1/4. Zlikwidował 1fundusz bo nie umie go obsługiwać i powiedział że jak wartość przeleja to to wszystko zostaje dla nas, że on nic już więcej nie chce dla siebie. Powiedzial-to konto już jest twoje, wasze, ja nie chce mieć z nim już nic wspólnego.
Z jednej strony się cieszę, że zabrał niewiele, z drugiej strony-to"nie chce mieć z tym kontem już nic wspólnego"... Potwornie mnie zabolało i ciągle słyszę je w uszach. Jakbym słyszała -nie chce mieć z tobą, wami nic wspólnego... Konto i tak jest na niego. Jesteśmy współwłaścicielami.

Boli, chciałabym się schować.
odcina każda mała galazke, która jeszcze z nami go wiąże...
😥

Nino
Posty: 557
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: Nino » 20 lis 2020, 21:04

Boze, ile ja sie nasluchalam podobnych stwierdzen! Maz nie krzyczy, nie wybucha, ale jak powie, to....

Moze to glupie, co powiem: ja przestalam brac do siebie jego slowa. Nie zaprzeczam im, przyjmuje i...nie przezywam. Dosc. Owszem, zabola, zakluja, ale mowie sobie: dosc.

Umiłowana79
Posty: 82
Rejestracja: 27 wrz 2020, 7:49
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: Umiłowana79 » 24 lis 2020, 11:27

Sluchajcie, mam problem. Córka od 2dni dostaje histerycznego płaczu, gryzie się i bije, drapie po twarzy. Jest początkująca nastolatka...

Ojciec nie pojawia się od 3tygodni był niby chory, ale nie wydaje mi się że choroba ogranicza możliwość dzwonienia. Jednak tego nie robi. Córka coś czasem do niego zdawkowo napisze, ojciec odpisze krótko zwięźle bez zainteresowania co u nas. Ja nic się do niego nie odzywam.

Boje sie, o dzieci. Sama ledwo się trzymam.

Napisałam moje stanowisko w sprawie rozwodu. Że nie zgadzam się, a jeśli sąd uznał za konieczny rozwod to napisane jest również że będę chciała ograniczyć władze że wzglefu na brak zainteresowania.Podany był dowód na zdradę i opis naszej sytuacji od kilku lat. Napisałam że darze go wciąż uczuciem mimo tylu złych rzeczy które miały miejsce. Że nie przebaczylam ale że chce to przepracować.

Termin składania pisma minął 2tyg temu.
Od tego czasu nie ma żadnego pisma z drugiej strony. Nie wiem jak to jest możliwe, skoro mąż ma pełnomocnika. Mąż jedynie zadzwonił do mnie że nie chce mieć już nic wspólnego z naszym kontem bankowym.

Odciął sie.
Nie zagląda do dzieci.
Niczym się już kompletnie nie interesuje.
Jak tu mieć nadzieje ze się opamięta?
Jak ogarnąć dzieci?
Nie wiem jak mam pomoc im, nie znam żadnego dobrego psychologa dziecięcego. A jeden pedagog u którego byłam jakoś do córki nie trafił... Głównie jej tłumaczył że tak się czasami zdarza...

Chyba zwariuje od tego wszystkiego. Mężowi nic nie pisze, bo już wcześniej nie reagował na takie sygnały. Nie chce zebrać o jego zainteresowanie.
Ratujcie 😓

Umiłowana79
Posty: 82
Rejestracja: 27 wrz 2020, 7:49
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Jak żyć? Jak mieć nadzieje?

Post autor: Umiłowana79 » 24 lis 2020, 11:33

Córka ma zdalne nauczanie, na weekend wpada koleżanka lub ona jedzie.
Raczej siedzi w domu.
Jest zamknięta w sobie i bardzo delikatna, wrażliwa.
Nie wiem jak jej pomóc, bo to zamknięcie WC domu też mnie wykańcza, bo pracuje z domu.

Umiłowana79
Posty: 82
Rejestracja: 27 wrz 2020, 7:49
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Jak żyć? Jak mieć nadzieje?

Post autor: Umiłowana79 » 24 lis 2020, 11:39

Wychodzi na to że mąż po raz kolejny jest urażony moja inna postawa wobec sytuacji.
Nie ma chyba szans na jego refleksje nad naszym małżeństwem.
Nie mam nawet ochoty na kontakt z nim aktualnie.
Możliwe że czas spędza z kowalska.
Co robię źle?
Wiem, mój język i wybuchów Oscara nie pomagała, ale naprawdę trudno wobec jego postawy być pokornym bo uderze to i we mnie i w dzieci.

Umiłowana79
Posty: 82
Rejestracja: 27 wrz 2020, 7:49
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Jak żyć? Jak mieć nadzieje?

Post autor: Umiłowana79 » 24 lis 2020, 11:45

Mąż ewidentnie ma nas gdzieś😥
Nie radzę sobie.
Czytam forum, słucham Pawlukiewicz a, modlę się, i jest mi naprawdę źle.

Odwieszam się na tyle że nie kontaktuje się z nim w żaden sposób, myśli o nim są, niestety wynika to głównie z myslenia o dzieciach.
Codziennie coś oglądamy w tv, gramy w karty, przytulam, rozmawiam, jestem z nimi.

Nie przeskocze tego. Nie wiem co mam robić 😥😥😥 a serce rozrywa.

Umiłowana79
Posty: 82
Rejestracja: 27 wrz 2020, 7:49
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Jak żyć? Jak mieć nadzieje?

Post autor: Umiłowana79 » 24 lis 2020, 11:50

Nie wiem jak mąż może stać się tak obcy, i to jeszcze do dzieci.
Nie rozumiem tego.
Głowa mi pęka.
Wybaczcie że tak co chwile cos wysyłam, ale mam wrażenie że zaraz oszaleje.

Ruta
Posty: 996
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: Ruta » 24 lis 2020, 13:09

Umiłowana,

przeczytałam twoje dzisiejsze wpisy, dużo dziś emocji w Tobie, ale też sporo się dzieje. Wiem jak trudno jest przejść kryzys z dzieckiem, a raczej kryzys dziecka, po części wywołany przez ojca, bez ojca. Mój synek płakał, rozpaczliwie, w bardzo podobnej sytuacji, gdy tata nie pojawiał się i nie odzywał kolejny tydzień. Też bardzo się biłam z myślami - odezwać się do męża, nie odezwać. I też jego milczenie i obojętność wobec dziecka bardzo mnie bolały.
W końcu udało mi się znaleźć chyba nie takie złe rozwiązanie - do męża napisałam spokojnie i bez oskarżania, tylko o tym co się dzieje z dzieckiem. Nie pisałam, że to jego wina, napisałam tylko, że płacze, od kiedy tak jest. Na końcu napisałam, że jełśi może niech spróbuje do synka zadzwonić i z nim porozmawiać, bo sądzę, że mogłoby to pomóc. I tyle. więcej nic nie pisałam. Nie pamiętam już po jakim czasie - ale jednak do dziecka zadzwonił, czy może nawet najpierw do mnie. Na pewno trochę czasu minęlo, by pamiętam, że byłam zaskoczona, że jednak zadzwonił. I ta rozmowa z tatą jakoś trochę synka ukoiła. A męza ta rozmowa otworzyła na to, że z synkiem nie dzieje się najlepiej i że nie jest to mój wymysł, żeby on miał wyrzuty sumienia - i wtedy mąż zgodził się, by objąć synka terapią, poszukać dla niego wsparcia.

Z drugiej strony ważne jest, żeby być przy dziecku i towarzyszyć mu w tych uczuciach, które ma. Nic dziwnego, że terapeuta nie trafił do twojej córki, mówiąc, że takie rzeczy się zdarzają. To jakby zaprzeczać jej uczuciom, mówić, że, to co się zdarzyło to nic aż takiego, nie ma potrzeby rozpaczać. Ciekawa jestem, czy gdyby dziecko było świadkiem wypadku, w którym ktoś celowo zranił poważnie inną osobę, tłumaczyłoby się dziecku, że to norma w dzisiejszym świecie, ludzie czasem tak robią i nie ma co przesadnie reagować. Zdarza się, że ktoś celowo rani inną osobę, no bywa, co tu przeżywać... Przecież to absurd!
Dużo szukałam i czytałam, jak ja mam z tym moim synkiem o rozwodzie rozmawiać, o odejściu taty. Niektórzy twierdzili, że przyjmując nadzieję dziecka na powrót taty, bedę rozbudzac w nim nierealną, fałszywą nadzieję. Ciekawa jestem, czy powiedzieliby tak osobom, których bliski ciężko choruje - że nie ma co czekać, liczyć na wyzdrowienie, trzeba zaakceptować co się dzieje i zacząć przygotowywać pogrzeb. To okrucieństwo niszczyć w dziecku nadzieję. Dziecko ma do niej prawo, tak jak każdy człowiek.
Ja dzielę się z synkiem tym co czuję, oczywiście na jego miarę i dzielę się z nim też swoją nadzieją, gdy on dzieli się ze mną swoją, mówię, że to nie oznacza, że tata na pewno wróci, ale, że tak może się zdarzyć. Mówię też, że tatę kocham i że często kochamy naszych bliskich nawet jeśli czujemy się przez nich zranieni i odrzuceni - i to nic złego, ani głupiego i nie świadczy źle o nas - po prostu tak działa miłość, że jest bezwarunkowa. Nie wyczytałam tego nigdzie, to co pisali ci wszyscy terapeuci to była bzdura na bzdurze. Po prostu zaczęłam patrzeć w swoje uczucia, i słuchać tego co synek mówił o swoich uczuciach słuchać i nie zaprzeczać ani swoim uczuciom, ani dziecka.

To co opisujesz, co dzieje się z twoją córką brzmi niepokojąco. Czy masz pewność, że oprócz trudnych przeżyć związanych z odejściem i długą nieobecnością taty, nie przytrafiło się jej w ostatnim dniach nic innego? Nic złego? Dzieci spędzają teraz dużo czasu w internecie, jest tam mnóstwo złych ludzi, którzy na różne sposoby sa gotowi krzywdzić dzieci emocjonalnie - dzieci, które mają w rodzinie kryzys są na takie ataki znacznie bardziej podatne, bo szukają kogoś na kim mogą się oprzeć. Czasem ranią też rówieśnicy - dla nas ten wirtualny świat jest abstrakcyjny, ale dla dzieci bardzo realny. Jakiś rok temu mój synek wrócił od kolegi, widziałam po jego oczach, że był taki nieswój, trochę wystraszony, najpier nie chciał rozmawiać ani wyjasnić. Jednak jakoś czułam, by go nie zostawiać i jakoś delikatnie rozmawiać, być, trochę mówiłąm o sobie, że jak byłam mała to też czasem czułam się wsytraszona zrozpaczona. Zapewniałam też, że przyjmę co powie, nie nakrzyczę, wysłucham. I w końcu mały się otworzył. Okazało się, że kolega ma konsolę do gier i podłączenie do sieci (w domu nie mamy takich rzeczy i syn trochę chyba się bał przyznać, bo nie był pewnie, czy nie będę zła - dzieci czesto przez to nie mówią rodzicom o różnych rzeczach, że boją się, że złamały jakieś zasady i rodzic będzie zły). Gdy grali w jakąś grę, zostali bardzo wulgarnie zwyzywani z kolegą przez innego uczestnika. I bardzo ich to wytrąciło z równowagi i zaburzyło poczucie bezpieczeństwa. Mały był potem jeszcze parę dni niespokojny, dużo rozmawialismy jeszcze o tym zdarzeniu, aż w końcu jakoś je w sobie przerobił. Myślę, że gdy w rodzinie jest kryzys, trzeba zwracać uwagę na to, by nie przegapić innych sytuacji, również dla dzieci trudnych.

Czuję, że ciebie jako mamę ta sytuacja z twoją córką mocno niepokoi. To naturalne, że chciałbyś oprzeć się teraz na mężu. No ale nie zawsze jest taka możliwość. Spróbuj się pomodlić za ciebie i za córkę, za waszą więź, za to, żeby udało się wam porozumieć, zbliżyć, pokonać to, co twoją córeczkę gryzie, otworzyć jej serduszko i twoje serce też, by udało ci się wyjść do niej, obudzić jej zaufanie i wysłuchać jej i ją przyjąć. Dziś mam dzień modlitwy - dużo się modlę, zaraz włączę w swoje intencje twoją córeczkę i ciebie i oddać Maryi tą sytuację, aby do niej przyszła i aby obie was utuliła i wam pomogła.

Umiłowana79
Posty: 82
Rejestracja: 27 wrz 2020, 7:49
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Jak żyć? Jak mieć nadzieje?

Post autor: Umiłowana79 » 24 lis 2020, 13:10

Nie mam możliwości zająć się sobą bardziej niż to że się modlę, słucham mądrych ludzi i chodzę popołudniu do sypialni poleżeć, pospać.
Szybko robi się późno, nie ma jak wyjść, córka do 16.00nie wyjdzie bo sama nie może, ja do 15.00 pracuje a potem po drugie dziecko jade, czasem córka jedzie z nami. Wyjść gdzieś samemu nie ma szans, bo z racji że ojciec się się pojawia, nie chce ich zostawiać samych. Sąsiedzi są chętni pomoc, ale jakoś się składa że jak poproszę to możliwość tej pomocy jest rzadko.
Nawet już do psychologa rzadko chodzę, bo nie mam jak. Nie ma jak zostawić dzieci.

Ruta
Posty: 996
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: Ruta » 24 lis 2020, 13:19

Modlitwa do Świętej Rodziny

Boże, Ty z miłości do nas posłałeś Jednorodzonego Syna, by każdy, kto w Niego wierzy nie zginął, lecz mógł mieć życie wieczne i w
Świętej Rodzinie dałeś nam wzór życia. Spraw, abyśmy złączeni wzajemną miłością naśladowali w naszych rodzinach Jej cnoty.

Najświętsza Rodzino, obrazie Trójcy Przenajświętszej na ziemi, wspomagaj nas w naszych potrzebach. Wierzymy, że ze szczególną miłością spojrzysz na każdą rodzinę. Niech każda rodzina stanie się świątynią Bożą, w której panuje wzajemna miłość i pokój.

Najświętsza Rodzino, której Opiekun - święty Józef jest wzorem miłości ojcowskiej, Matka Najświętsza- miłości macierzyńskiej,
a Dziecię Jezus - posłuszeństwa i miłości synowskiej, oddajemy się pod Twoją opiekę prosząc, by rodzice i dzieci, starzy
i młodzi byli złączeni Twoją miłością.

Z wiarą i ufnością przedstawiamy Tobie pragnienia i potrzeby wszystkich rodzin. Prosimy Cię za małżonków o umocnienie
ich wzajemnej miłości; za rodziców oczekujących z niepokojem i nadzieją na mające urodzić się im dziecko. Za rozwijające się
dzieci, które napełniają domy radością, za młodzież, w której budzi się miłość i za narzeczonych, którzy z godnością przygotowują się
do małżeństwa. Za ludzi starych, którzy z dnia na dzień zbliżają się do domu Ojca. Za te rodziny, w których są bezrobotni, którym brakuje chleba powszedniego, za dzieci zaniedbane i porzucone, za wdowy i sieroty, za chorych i cierpiących, by doznawali
życzliwej opieki ze strony bliźnich.

Prosimy za rodziny rozbite i te, które dążą do rozwodu. Niech w ich krytycznym położeniu odnowi się prawdziwa miłość, a
wygaśnie niechęć i egoizm.

Najświętsza Rodzino z Nazaretu broń nasze rodziny, którym zagraża tak wiele niebezpieczeństw i prowadź je drogą ewangelicznych
błogosławieństw.

https://www.youtube.com/watch?v=s4E7MBWFbvA

teodora
Posty: 117
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Temat Umiłowana79

Post autor: teodora » 24 lis 2020, 13:34

Witaj Umilowana, tak sobie myślę, ze w sprawie małżeństwa zrobiłaś co mogłaś. Może warto teraz skupić się na uregulowaniu kontaktow dzieci z ojcem.

Wiesz to tylko luźna myśl, ale może mąż ucieka, nie angażuje się , bo myśli /osądza, że kontaktami z dziećmi chcesz go nakłonić do powrotu, może czuje jakaś presję (mój mąż tak myślał)

Nie chcę nic radzić, nie znam się też na procedurach sadowych, ale może warto do męża napisać, żeby się określił jak widzi kwestię opieki i wychowania dzieci. Dać mu konkretny czas na odpowiedź. Napisać wprost jak ty byś to widziała. Zaznaczyć, że dzieci tęsknią i go potrzebują. Jeżeli jest jakis problem z dzieckiem-pisalabym do męża, krótki jasny komunikat co się dzieje, z prośbą o odpowiedź co uważa, że trzeba zrobić. Myślę, że po pierwsze mężczyźni operują na konkretach i jasnych komunikatach, po drugie brak zainteresowania, odpowiedzi z jego strony może być dowodwm i podstawą do ograniczenia władzy rodzicielskiej gdyby zaszła taka potrzeba.

U nas tylko takie rozmowy teraz. Wogóle nie wchodzę na temat naszego związku, tylko suche ustalenia, kto, co, kiedy. Same konkrety. To pomogło nam się porozumieć. Choć na poczatku, mąż oskarżał mnie, ze manipuluję dziećmi, żeby go zatrzymać. Nie słuchałam tego, nie komentowałam -robilam swoje Trochę jakbym była panią wychowawczynią a nie żoną i mamą - profesjonalny kontakt, bez emocjonalnych wycieczek.

Jeżeli chodzi o dzieci to skupiam się teraz na byciu lepszym czlowiekiem i najlepszą mamą. Czy Twoje dzieci mają dziadków? Moze warto rozwinąć relacje z nimi? Moje dzieci mają jednego bardzo fajnego dziadka (moj teść) ma z nimi super relacje. Razem pracują w ogrodzie, bawią się. Staram, żeby nasze problemy, nie rzutowały na ich relacje z moimi teściami.

Pozdrawiam Cie serdecznie i modlę się za Was. Wiem jaki to ból, kiedy tata nie staje na wysokości zadania😔

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 12 gości