Trudne małżeństwo

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Basia123
Posty: 12
Rejestracja: 30 maja 2017, 15:10
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Trudne małżeństwo

Post autor: Basia123 » 16 wrz 2017, 3:09

Witam Was Sycharowicze,
Mąż podał mnie do sądu o rozwód. Pozew leży do odebrania na poczcie. Spotkałam się dziś z panią adwokat i to co mi powiedziała jak to widzi sąd to mnie "zwaliło z nóg". Dlatego już pora abym podzieliła się swoją historią tutaj na forum. Chciałabym się dowiedzieć jak to wy widzicie.
Nasze małżeństwo nigdy nie było idealne. Mamy stażu prawie 15 lat i dwoje dzieci. Na początku byliśmy szczęśliwi, choć były momenty niezbyt szczęśliwe. Jakieś 2 lata temu w mojej parafii odbyłam kurs Alfa. Później zaczęłam chodzić na spotkania małej grupki średniej wzrostu we wspólnocie. Były rekolekcje wakacyjne ze wspólnoty. Mój mąż już od początku nie był zadowolony z moich wyjść na Alfę, później wspólnotę. Nawet teściowa dzwoniła do mnie i pytała czy muszę tam chodzić. A ja na to, że nie muszę ale chcę, bo chodzę tam z radością. Na tych spotkaniach czuję się bardzo kochana, widziałam uśmiechnięte twarze. Miło jest spotykać się z ludźmi, którzy jak ja szukają Boga,może totalnie pogubionych, ale tak jak ja szukających. Zawsze chciałam mieć przyjaciół i tam czuję się jak w rodzinie. A mój mąż obrażał się nie wiadomo o co, nie odzywał się. Byliśmy nawet w oddzielnych pokojach. Modliłam się wtedy Nowenną Pompejańską o ocalenie mego małżeństwa. Po rekolekcjach wróciliśmy do siebie. Niby wszystko było lepiej ale i tak kryzys wrócił. Mąż postawił mi 3 warunki: zostawiam wspólnotę, gotuję obiady i rezygnacja z kalendarzyka małżeńskiego. Rozmawiałam o tym na swojej grupce no i prowadząca powiedziała, że rodzina jest ważniejsza niż chodzenie na wspólnotę. Rozpłakałam się, gdyż przez wspólnotę bardzo zbliżyłam się do Boga i to takie niesprawiedliwe, że mój mąż chodzi co 2 dzień na siłownię, w niedzielę na basen a od mnie wymaga nie chodzenia na moje spotkania. Nie wzięłam na poważnie jego warunków. Pomyślałam, że jeśli będę się starać z obiadami to przymknie oko na pozostałe.Niestety, zapytał czy ja rezygnuję ze swoich spotkań.W odpowiedzi zapytałam czy on zrezygnuje z siłowni. On - nie i ja nie. Zaczął się powoli pakować. Atmosfera w domu w ogóle było ciężka, mąż nie odzywał się do mnie tygodniami. Jak się wyprowadził poczułam ulgę. Chciałabym powiedzieć o warunku 3. Od początku mąż stosował antykoncepcję stosunki przerywane. W czasie małżeństwa były okresy gdzie metoda naturalna także była brana pod uwagę. Po moim nawróceniu "narzuciłam" kalendarzyk jak to określiła adwokat, bo wiadomo antykoncepcja jest grzechem ciężkim. Mój mąż nie uznawał tego w kategorii grzechu. Stwierdził, że grzech ciężki to kogoś zabić. Choć wcześniej były okresy chodził ze mną regularnie do kościoła to teraz można powiedzieć, że obraził się na Pana Boga. Stwierdził nawet, ze kościół zabrał mu żonę. Stwierdził, że jak poszłam na Alfę to bardzo się zmieniłam a on chciałby mnie taką jaką byłam wcześniej. W sumie mogę powiedzieć, że on także się zmienił jak zaczął ćwiczyć. Oprócz tego, że schudł i ma wysportowane ciało to stał się człowiekiem bezkompromisowym, który wszystko wie najlepiej. Ja jestem DDA a mój mąż od początku małżeństwa nadużywał alkoholu. Wcześniej sądziłam, że to normalne bo faceci tak mają. Ale już mając całkowicie dość jego upijania poszłam na terapię dla współuzależnionych. Podczas terapii powiedziałam mu, ze jeśli jeszcze raz się napije to podejmuję kroki prawne. Miałam na myśli, ze pójdę zgłosić fakt picia jakiejś komisji do pomocy rodzinie, już nie wiem jak to się fachowo nazywało. Mąż pomyślał, że będę chciała rozwodu. I nie pije już od prawie 5 lat. Za to poszedł na siłownię. Jak to powiedziała teściowa, dałam mu na to przyzwolenie. Zaczęło brakować czasu dla nas gdyż jeszcze były dodatkowe zajęcia dzieci. A jak był już w tym domu to i tak był nieobecny. W tym wszystkim nie czułam się kochana i to wpłynęło na nasze pożycie. Nie raz czułam się jak maszyna do seksu. Mąż wyprowadził się do teściowej przed weekendem majowym. Tydzień później miałaby starszego syna komunia. Z jednej strony ulga bo w tym mieszkaniu w końcu poczułam się jak u siebie a z drugiej to moja rodzina jest rozbita. Na początku dla mego starszego syna ojciec był Bogiem. Dla mnie to było bardzo przykre. Po wyprowadzce mąż zaproponował mi spotkanie. I wtedy mówiłam mu, że mogę zrezygnować z chodzenia na wspólnotę ale żeby coś z siebie dał dla rodziny. Proponowała mu terapię małżeńską. Już prawie się pogodziliśmy, ale mój mąż ponownie się obraził nie chciał rozmawiać. Mogę tylko się domyślać co mu nie pasowało. Może ognisko na które miałam pójść a może mój sms, w którym napisał, że liczyłam że pójdzie z nami do kościoła na Boże Ciało a nie na siłownię. Wtedy napisałam,że chyba za dużo od niego wymagam. W sierpniu złożył pozew o rozwód. On nie chciał terapii ani separacji tylko rozwodu mimo to, że wiedział że takiej zgody nie otrzyma. Później jednak powiedziałam, że dam mu ta zgodę. Ale po przemyśleniu nie mogę się na to zgodzić. Jak ja spojrzę w oczy swoim dzieciom, które chcą aby tata wrócił. Ja także chciałabym aby wrócił ale nie taki jaki jest teraz.Chciałabym aby się zmienił w Bożego człowieka. Modlę się o jego nawrócenie. Moja teściowa i ciocia męża twierdzą, że nie powinnam dać mu się wyprowadzić. Ja uważam, że takie twierdzenie to zrzucanie całkowitej odpowiedzialności za kryzys na mnie. Pani prawnik wysłuchała mojej historii stwierdziła, że mój mąż jest małym chłopcem. Na tym etapie, jeśli chciałabym go odzyskać to nie mogę mu stawiać żadnych warunków. Trzeba go zagłaskać. Twierdzi, że małżeństwo to nie jest wzajemność tylko sztuka kompromisu. Pewnie ma rację. Ale są też granice ludzkiej godności. Ja chciałabym dojrzałego męża a nie chłopca, którego trzeba wychowywać.Przez 15 lat jakoś nie udało mi się go wychować. Widzicie sami, że się miotam i nie wiem czego chcę. Po ludzku to dałabym mu ta zgodę na rozwód ale po Bożemu nie mogę.Dziś napisałam mężowi, że chciałabym się spotkać i porozmawiać. Ale telefon niestety milczy. On odpowiada tylko na te sms-y, które mu pasują. Pozostaje mi tylko napisać e-maila. Wszystko jest takie trudne i nie wiem jak przejdę rozprawę rozwodową. Przepraszam za może zbyt obszerne pisanie ale najlepiej mi się zwierzyć pisząc. Chyba już powinnam zmienić status na w trakcie rozwodu.
Z Bogiem
Basia

zenia1780
Posty: 2170
Rejestracja: 18 sty 2017, 12:13
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Trudne małżeństwo

Post autor: zenia1780 » 16 wrz 2017, 5:23

Wtaj Basiu na forum. Dobrze, że tutaj jesteś. Pamiętaj,aby pisząc nie podawać zbyt wielu szczgółów, aby ktoś nie rozpoznał Waszej historii.
lecz [Pan] mi powiedział: «Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali».
(2Kor 12,9)

helenast
Posty: 3155
Rejestracja: 30 sty 2017, 11:36
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Trudne małżeństwo

Post autor: helenast » 16 wrz 2017, 7:38

Basiu

Powiem Ci ,że coś wspólnego mamy w swojej historii. Ja w czasie mojego kryzysu, załamania zaczęłam chodzić każdego dnia na Mesze Św. Czułam ,że mnie wyciszają, uspokajają, dodają energii. Mąż bardzo krzywo patrzył na to , szydził ze mnie, obrażał mnie. Trwało to długo i naprawdę miałam już się ugiąć , złamać i odpuścić. Wtedy usłyszałam głos ,że jak teraz odpuścisz to już nic nigdy nie ,, wywalczysz ,, dla siebie. Dziwnie to zabrzmiało , ale poczułam,że będę przegrana. Jestem ugodowa i tolerancyjna, ale tego nie odpuściłam.
Chodziłam dalej na msze ( czasem ze łzami w oczach) . Z czasem mąż z szydzenia przeszedł w fazę może nie pogodzenia się , ale akceptacji.
Oczywiście to była moja historia i moja decyzja- Ty sama musisz ją podjąć co dalej.

Chciałam Cię jeszcze zapytać jakimi argumentami posługiwał się Twój mąż, gdy był przeciwny Twojemu uczestnictwu w spotkaniach wspólnoty? Coś przeczuwam , ale nie chcę Ci nic sugerować , więc pytam .

helenast
Posty: 3155
Rejestracja: 30 sty 2017, 11:36
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Trudne małżeństwo

Post autor: helenast » 16 wrz 2017, 7:49

Basia123 pisze:
16 wrz 2017, 3:09
Niestety, zapytał czy ja rezygnuję ze swoich spotkań.W odpowiedzi zapytałam czy on zrezygnuje z siłowni.
Moim zdaniem to nie właściwa droga do rozmowy, dyskusji, pojednania i co najważniejsze znalezienia kompromisu.
Czy uczęszczanie męża na siłownię przeszkadzało Ci ? czy to był wet za wet ?

Czarek
Posty: 1400
Rejestracja: 30 sty 2017, 8:33
Płeć: Mężczyzna

Re: Trudne małżeństwo

Post autor: Czarek » 16 wrz 2017, 8:33

Witaj Basiu :)

Uważam za dobre dla Ciebie, że tu napisałaś. Zrobiłaś pierwszy, moim zdaniem bardzo ważny krok, pozwoliłaś swoim problemom ujrzeć światło dzienne i poprosiłaś o pomoc.
Basia123 pisze:
16 wrz 2017, 3:09
Ja jestem DDA a mój mąż od początku małżeństwa nadużywał alkoholu.
Czy w jakikolwiek sposób przepracowałaś swoją dysfunkcję?
Basia123 pisze:
16 wrz 2017, 3:09
Mąż postawił mi 3 warunki: zostawiam wspólnotę, gotuję obiady i rezygnacja z kalendarzyka małżeńskiego.
Mąż postawił Ci warunki ponieważ mógł poczuć, że traci kontrolę nad Tobą.
Basia123 pisze:
16 wrz 2017, 3:09
Nie wzięłam na poważnie jego warunków. Pomyślałam, że jeśli będę się starać z obiadami to przymknie oko na pozostałe.
Czy zakomunikowałaś otwarcie swoją niezgodę i postawę jaką zamierzałaś przyjąć?
Basia123 pisze:
16 wrz 2017, 3:09
Niestety, zapytał czy ja rezygnuję ze swoich spotkań.W odpowiedzi zapytałam czy on zrezygnuje z siłowni. On - nie i ja nie. Zaczął się powoli pakować.
Tutaj się trochę poboksowaliście i mąż strzelił focha.
Basia123 pisze:
16 wrz 2017, 3:09
Podczas terapii powiedziałam mu, ze jeśli jeszcze raz się napije to podejmuję kroki prawne. Miałam na myśli, ze pójdę zgłosić fakt picia jakiejś komisji do pomocy rodzinie, już nie wiem jak to się fachowo nazywało. Mąż pomyślał, że będę chciała rozwodu. I nie pije już od prawie 5 lat.
Basiu z tego co napisałaś to ja widzę, że Twój mąż przestał pić ze strachu przed konsekwencjami, a przez te 5 lat funkcjonował na tzw. "dupościsku". Oznacza to, że nie przepracował swojego problemu.

Basiu uważam, że bardzo ważne jest rozwijanie duchowości i wspólnota z kursu alfa może być dobrym do tego miejscem.

Myślę też, że gdy masz już wiedzę, że jesteś DDA to dobrze jest zająć się Twoim problemem ponieważ jakkolwiek przedstawisz swój świat i swoją w nim sytuację to w rzeczywistości masz wpływ tylko na siebie.

Basiu piszę te słowa trochę ostro lecz nie jest moją intencją urażenie Ciebie ani sprawienie Ci przykrości.

Uważam, że z forum można czerpać wiedzę, wsparcie, można tutaj wentylować swoje emocje.
Moje doświadczenie pokazało mi, że jest to bardzo cenne. Pokazało mi też, że w sytuacji gdy mam już świadomość swojego prawdziwego problemu (ja byłem DDD) to warto skorzystać z pomocy prawdziwych fachowców: terapia dla DDA/DDD, terapia indywidualna, program 12 kroków. Na szczęście w dzisiejszych czasach jest takich możliwości mnóstwo.

Basiu niech moje słowa nie spowodują Twojej ucieczki stąd lecz będą zachętą dla Ciebie do czerpania wiedzy i wsparcia w zakresie małżeństwa i kryzysu małżeńskiego.
Nade wszystko zachęcam Ciebie do podjęcia trudu pracy nad sobą i poszukania źródła problemów aby móc zostać prawdziwie uleczoną :)

Ja dziś dziękuję Bogu za kryzys w moim małżeństwie, choć gdy się ujawnił to byłem przekonany, że moje dalsze życie nie ma sensu ;)

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 2079
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Trudne małżeństwo

Post autor: ozeasz » 16 wrz 2017, 20:37

Basiu z tego co piszesz ja widzę że brak w Waszym małżeństwie jedności nie jest chwilowy , nie wiem na ile byłaś zaangażowana w życie kościoła , ale z tego co czytam dopiero kurs "Alfa" niejako "obudził" w tobie pragnienie pogłębienia wiary , dla męża to była nowość ,niewiadoma ,bo nagle żona nie zachowuje się jak zwykle, gdzieś wychodzi, zaczyna mówić niezrozumiale i stawiać granice i tu się nie dziwię jego reakcji która może wypływać z lęku prze niewiadomą , za to Jego reakcja może oznaczać że była to tylko przysłowiowa kropla która spowodowała przelanie . Poza tym na podstawie tego cytatu Mt 10 ,34 " Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. 35 Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową17;  i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy " można zauważyć że nawrócenie jednego ze współmałżonków może być płaszczyzną niebezpiecznego tarcia ,a w tym cytacie Mt 16,26 "Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?" Jezus wskazuje że ustępstwa ,szczególnie związane z "wiecznymi" wartościami na rzecz tych ziemskich nie są opłacalne i mile Bogu .
Piszesz że wiesz czego chcesz "dojrzałego męża " ,ja osobiście nie zgadzam się z tezą p.prawnik ,dotyczącą zagłaskania ,bo ja widzę jakieś wymuszenie postawy na Tobie ,a to dla mnie jest przemocą , szantażem ,a ostatnią rzeczą i nielogiczną która bym zrobił wobec gestu przemocy to ustąpienie i uległość ,która w mojej ocenie byłoby ustąpieniem pola i w konsekwencji narastaniu przemocy .
Na pewno możesz teraz siebie wzmacniać jak wielu Ci tu powie , zadbać bardziej o siebie , rozwijać pasje , realizować swoje zainteresowania ,spędzać czas z dziećmi , rodziną , przyjaciółmi , zadbać o pokój i ciszę zarówno w sercu jak i w domu , o pogłębienie relacji z Bogiem itd. czego Ci z całego serca życzę .
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Jonasz
Posty: 1542
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Trudne małżeństwo

Post autor: Jonasz » 16 wrz 2017, 21:11

Basia123 pisze:
16 wrz 2017, 3:09
Ja chciałabym dojrzałego męża a nie chłopca, którego trzeba wychowywać.Przez 15 lat jakoś nie udało mi się go wychować.
Witaj Basiu123

Wydaje mi się, że małżeństwo "raczej" nie polega na wychowywaniu współmałżonka, ale na wspólnej wędrówce ku pełni, czasem
jest potrzeba wsparcia własnym przykładem a czasem stawianiem mądrych granic.
Ja po swoim przykładzie wiem, że nie da się nawrócić współmałżonka gadaniem, przekonywaniem czy też stawianiem warunków.
Relacja z Bogiem to sprawa między Stwórcą a stworzeniem. Można zachęcić - jeżeli chcesz chodź i sam zobacz.
Basia123 pisze:
16 wrz 2017, 3:09
Pani prawnik wysłuchała mojej historii stwierdziła, że mój mąż jest małym chłopcem. Na tym etapie, jeśli chciałabym go odzyskać to nie mogę mu stawiać żadnych warunków. Trzeba go zagłaskać. Twierdzi, że małżeństwo to nie jest wzajemność tylko sztuka kompromisu. Pewnie ma rację.
Zagłaskać teraz żeby go odzyskać, ale co potem?
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

Basia123
Posty: 12
Rejestracja: 30 maja 2017, 15:10
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Trudne małżeństwo

Post autor: Basia123 » 16 wrz 2017, 23:04

Witam Was kochani,
Postaram się odpowiedzieć na postawione pytania.
1. Chciałam Cię jeszcze zapytać jakimi argumentami posługiwał się Twój mąż, gdy był przeciwny Twojemu uczestnictwu w spotkaniach wspólnoty? Coś przeczuwam , ale nie chcę Ci nic sugerować , więc pytam .
Odp. Na początku o swoim niezadowoleniu mówił mojej mamie, która z nami mieszka pod moją nieobecność. Po prostu wściekał się. Było tak, że on wracał z siłowni a ja wychodziłam na swoje spotkanie. A tutaj młodszego syna trzeba wykąpać, dzieci położyć spać, gdyż przeważnie ja to robiłam. Także teściowa do mojej mamy sygnalizowała, że ja mam co robić w domu a nie wychodzić z domu. Te wyjścia to 1 x w tygodniu i dodatkowo w sobotę 1 x w miesiącu. I jeszcze były ze 2 razy weekendowe rekolekcje. Mąż dopiero w tym roku na wiosnę powiedział, że nie jest zachwycony i to ma wpływ na nasze małżeństwo.
2. Czy uczęszczanie męża na siłownię przeszkadzało Ci ? czy to był wet za wet ?
Tłumaczyłam, wtedy mężowi, że dla mnie wspólnota jest ważna to tak jak dla niego siłownia i dlatego ostatecznie zadałam mu takie pytanie. Na początku po odstawieniu alkoholu ćwiczył sam, ale później w okolicy otwierali profesjonalne miejsce do ćwiczeń. Zachęcałam aby wykupił karnet. Wtedy nie sądziłam, że aż tyle czasu będzie tam spędzał. Nawet denerwował się jak mu mówiłam czemu tak długo ćwiczył. To przestałam mówić. Jeśli w dany dzień kiedy miał zaplanowany trening wypadały zajęcia syna z piłki to oczywiście ważniejsze były jego ćwiczenia. Wtedy ja z młodszym synem woziłam starszego.On woził w te dni kiedy nie było siłowni. Tak pozostało do dzisiaj.

3. Pytania od Czarka
Czy w jakikolwiek sposób przepracowałaś swoją dysfunkcję?
Nigdy nie byłam na terapii dla DDA, ale zorientuję się gdzie są w moim mieście. Dla mnie jest bardzo trudno z czasem, zwłaszcza że stałam się samotną matką.
4.
Czy zakomunikowałaś otwarcie swoją niezgodę i postawę jaką zamierzałaś przyjąć?
Tłumaczyłam, pisałam e-maile, że ja także, mam prawo aby wyjść z domu. Ale on tego nie przyjmował.
Czarku, nie byłeś ostry. Pani adwokatka z która się spotkałam to dopiero żyleta. Przyjęłam tą lekcję, gdyż takie pytania mógł mi postawić mi Sąd. Mam pierwszą rozprawę pod koniec października.

5.
Zagłaskać teraz żeby go odzyskać, ale co potem?
A potem stopniowo go dla siebie wychowywać. Ale ja z nią się nie zgadzam. Ona nie zna historii mego małżeństwa tak jak tutaj opowiedziałam i racjonalnie nie mogła się odnieść.
Rozmawiałam dziś z mężem, że może nie warto przekreślać naszego małżeństwa. On mi jasno i wyraźnie powiedział, że nigdy do nas nie wróci i chce rozwodu. A rozwód i tak dostanie nawet z moją niezgodą. Tylko wtedy będzie to trwało dłużej i będziemy przedstawiać swoje winy przed sądem. Ostatecznie pewnie zakończy się - rozwód z winy obojga małżonków. A nasze relacje znacznie się pogorszą i to wpłynie na nasze dzieci. Czytałam fragmentami książkę "Miłość potrzebuje stanowczości". Tam w rozdziale o otwarciu klatki jest napisane o tym że jeśli uwolnimy od siebie małżonka na wolność to może się zastanowić i pomyśleć co stracił. I ta metoda chyba pasuje do mego męża. Na początku mówiłam, że nie daje zgody na rozwód a później że daję. I nagle zaczął młodszego syna odbierać z przedszkola i przywiózł mi zakupy do domu.Co mu wcześnie się nie zdarzyło. Wcześniej odbierał syna tylko przez 1 tydzień w ciągu 2 lat i to wtedy kiedy ja wyjechałam na rekolekcje wakacyjne.

Dziękuję Wam za wsparcie.
Ostatnio zmieniony 16 wrz 2017, 23:30 przez zenia1780, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: Poprawienie cytowaniavu

Lawendowa
Posty: 3791
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Trudne małżeństwo

Post autor: Lawendowa » 17 wrz 2017, 0:17

Basiu, witaj na forum
Basia123 pisze:
16 wrz 2017, 3:09
Stwierdził nawet, ze kościół zabrał mu żonę. Stwierdził, że jak poszłam na Alfę to bardzo się zmieniłam a on chciałby mnie taką jaką byłam wcześniej.
W sumie mogę powiedzieć, że on także się zmienił jak zaczął ćwiczyć. Oprócz tego, że schudł i ma wysportowane ciało to stał się człowiekiem bezkompromisowym, który wszystko wie najlepiej. Ja jestem DDA a mój mąż od początku małżeństwa nadużywał alkoholu. Wcześniej sądziłam, że to normalne bo faceci tak mają. Ale już mając całkowicie dość jego upijania poszłam na terapię dla współuzależnionych. Podczas terapii powiedziałam mu, ze jeśli jeszcze raz się napije to podejmuję kroki prawne.
Przeczytaj uważnie powyższe fragmenty. Napiszę co ja widzę - wygląda na to, że swoją terapią i Alfą skutecznie wytrąciłaś go z komfortu picia i nie jest z tego zadowolony, bo przestałaś być bierna i uzależniona od niego.
I nie pije już od prawie 5 lat. Za to poszedł na siłownię.
To wygląda jakby jeden nałóg zastąpił innym. Był na terapii? Jeśli nie, to raczej nie przerobił swojego uzależnienia, a co za tym idzie nadal ma pijane myślenie.
W sierpniu złożył pozew o rozwód. On nie chciał terapii ani separacji tylko rozwodu mimo to, że wiedział że takiej zgody nie otrzyma. Później jednak powiedziałam, że dam mu ta zgodę. Ale po przemyśleniu nie mogę się na to zgodzić. Jak ja spojrzę w oczy swoim dzieciom, które chcą aby tata wrócił.
Po ludzku to dałabym mu ta zgodę na rozwód ale po Bożemu nie mogę.
I tu masz rację - niezgoda na rozwód, niezależnie od tego co ostatecznie orzeknie sąd, daje wewnętrzny pokój. Sąd to tylko "ludzkie" patrzenie na małżeństwo, ale i tam trzeba/warto pokazać głębszy wymiar małżeństwa. Zresztą nawet wyniku przewidzieć się nie da - w większości rozwód jest orzekany, ale bywają i chwalebne wyjątki, gdzie sady rozwodu nie orzekają.
Zastanawia mnie ten upór w dążeniu do rozwodu, czy za tym nie kryje się jakaś kobieta...
Moja teściowa i ciocia męża twierdzą, że nie powinnam dać mu się wyprowadzić.
Jak? Przykuć do kaloryfera? ;)

Jak wyglądały relacje w rodzinie męża? Zastanawiam się czy nie tam jest źródło jego postawy?
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

Pavel
Posty: 2975
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Trudne małżeństwo

Post autor: Pavel » 17 wrz 2017, 0:50

Witaj Basiu.
Mam kilka pytań, odniosę się też do kilku spraw.
Basia123 pisze:
16 wrz 2017, 23:04
Było tak, że on wracał z siłowni a ja wychodziłam na swoje spotkanie. A tutaj młodszego syna trzeba wykąpać, dzieci położyć spać, gdyż przeważnie ja to robiłam.
Nie wiem czy dobrze rozumiem. Wściekał się, bo raz a czasem dwa razy w tygodniu to jego zadaniem było ogarnąć dzieci?
Basia123 pisze:
16 wrz 2017, 23:04
Na początku po odstawieniu alkoholu ćwiczył sam, ale później w okolicy otwierali profesjonalne miejsce do ćwiczeń. Zachęcałam aby wykupił karnet. Wtedy nie sądziłam, że aż tyle czasu będzie tam spędzał. Nawet denerwował się jak mu mówiłam czemu tak długo ćwiczył. To przestałam mówić. Jeśli w dany dzień kiedy miał zaplanowany trening wypadały zajęcia syna z piłki to oczywiście ważniejsze były jego ćwiczenia.
To ile czasu poświęcał na trening?

Basia123 pisze:
16 wrz 2017, 23:04
Nigdy nie byłam na terapii dla DDA, ale zorientuję się gdzie są w moim mieście.
Warto. Samemu niełatwo uporządkować ten bałagan.
Basia123 pisze:
16 wrz 2017, 23:04
Tłumaczyłam, pisałam e-maile, że ja także, mam prawo aby wyjść z domu. Ale on tego nie przyjmował.
Już gdy napisałaś, że i teściowa doradzała odpuszczenie spotkań, w głowie zaświtała mi myśl, że Twój mąż takie podejście wyniósł...z domu rodzinnego.
Basia123 pisze:
16 wrz 2017, 23:04
A potem stopniowo go dla siebie wychowywać. Ale ja z nią się nie zgadzam. Ona nie zna historii mego małżeństwa tak jak tutaj opowiedziałam i racjonalnie nie mogła się odnieść.
Po tym co napisałaś, tylko w jednym zgadzam się z tą panią. Twój mąż i wg mnie nie zachowuje się zbyt dojrzale.
W przypadku stosunków damsko-męskich i międzyludzkich natomiast najwyraźniej nie ma już takiej wiedzy jak w swojej wykonywanej profesji ;)
Wychować to można dziecko oraz siebie samego.
Współmałżonka się nie wychowuje, można się co najwyżej łudzić, że tak się da.
Basia123 pisze:
16 wrz 2017, 3:09
Na tym etapie, jeśli chciałabym go odzyskać to nie mogę mu stawiać żadnych warunków. Trzeba go zagłaskać. Twierdzi, że małżeństwo to nie jest wzajemność tylko sztuka kompromisu. Pewnie ma rację.
Nie ma racji.
Po pierwsze Ty jesteś tak samo ważną częścią małżeństwa jak Twój mąż, Twoje potrzeby są równie ważne jak jego.
Kompromis zaś nie oznacza totalnej uległości.
W dodatku małżeństwo, jak każda inna relacja to również wzajemność. Zaburzona równowaga w każdej relacji prowadzi do nieciekawych konsekwencji.

Powody wyprowadzki Twojego męża i jego chęci rozwodu są dla mnie kompletnie niejasne i nie mają wg mnie zbyt wiele sensu. Abstrachując już od tego, że ja bym się cieszył gdyby żona w taki sposób spędzała wolny czas.
Zastanawiam się nad tym, jaka jest jego motywacja (i uzasadnienie wniosku).
Mówił dlaczego się wyprowadza i chce rozwodu?
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

helenast
Posty: 3155
Rejestracja: 30 sty 2017, 11:36
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Trudne małżeństwo

Post autor: helenast » 17 wrz 2017, 6:27

Może się mylę , ale wydaje mi się , że ogromny wpływ , w negatywnym tego słowie, ma na męża Twoja teściowa i to ona wbija kij w mrowisko. Sądząc po Twoich opisach sposób załatwiania sprawy / problemu wygląda tak,że mąż żali się mamie by ta ustawiała Cię na odpowiednie tory = tory dla niego pasujące. Nie ma nic gorszego jak wtrącający się w sprawy małżeńskie/ rodzinne tzw. ,,adwokaci,,. Ja znam takie przypadki , gdzie teściowie rozbili niejedno małżeństwo bo utwierdzali syna/ córkę w słuszność postawienia się , narzucenia warunków wspólnego życia, a wręcz sami je ustawiali. Co gorsza tak ,, uskrzydlali,, syna/ córkę w przekonaniu ,że jest Alfą i Omegą ,że oni naprawdę w to wierzyli , a w swojej dumie i pysze prawie odrywali się od ziemi.
Pomyśl czy tak nie jest z Twoim mężem ? czy on nie wyniósł z domu zasady,że facet może wszystko , a kobieta ma być w domu do zadań typu: weź , przynieś , pozamiataj, zajmij się domem i dziećmi.

A może weźmiesz pod uwagę szczerą rozmowę z teściową i poproszenie o niewtrącanie się w Wasze życie, a mężowi powiedz,że powinniście razem rozwiązywać swoje sprawy bez osób trzecich. Nie powinnaś pozwolić wtrącać się ani rodzicom , ani ciotkom , wujkom itp. To Twoje życie, Wasze małżeństwo i Wasze decyzje co dalej. Stanowczo i konsekwentnie możesz ucinać wszelkie ,, wtrącanie,, swoich trzech groszy. A gdy będziesz tego potrzebować zwrócisz się o radę czy pomoc. W takich chwilach , w jakich jesteś obecnie- mocnego stresu, nerwów, załamania może i pogubienia możesz podjąć złe decyzje- decyzje podsunięte przez inne osoby , decyzje , które tak naprawdę nie są Twoje - pamiętaj ,że konsekwencje ich Ty poniesiesz , a nie doradcy.

Czarek
Posty: 1400
Rejestracja: 30 sty 2017, 8:33
Płeć: Mężczyzna

Re: Trudne małżeństwo

Post autor: Czarek » 17 wrz 2017, 10:36

Basia123 pisze:
16 wrz 2017, 23:04
Nigdy nie byłam na terapii dla DDA, ale zorientuję się gdzie są w moim mieście.
Myślę Basiu, że to może być dobry krok i zachęcam Ciebie abyś nie odpuszczała :)
Basia123 pisze:
16 wrz 2017, 23:04
Dla mnie jest bardzo trudno z czasem, zwłaszcza że stałam się samotną matką.
Rozumiem Ciebie.
Moje doświadczenie pokazało mi, że warto było podjąć trud i zatroszczyć się o się o siebie samego, chociażby po to aby przestać siebie określać jako DDD (dorosłe dziecko dysfunkcji), a zacząć żyć jako DDB (dorosłe dziecko Boga) :D

Mnie zdobycie wiedzy o DDD/DDA i praca według programu 12 kroków pozwoliły stać się szczęśliwym człowiekiem, niezależnie od zewnętrznych okoliczności, od innych osób, wolnym od ciężarów przeszłości. Dostałem narzędzia dzięki, którym uczę się kochać Boga, siebie samego i drugiego człowieka :D

Uważam, że nawet jeśli staniesz się samotną matką to masz wybór. Możesz być szczęśliwą samotną matką lub zgorzkniałą samotną matką ;)

Basiu bardzo Ciebie zachęcam do rozważnego i świadomego czytania zwrotów, które dostajesz od innych forumowiczów.

Chodzi mi o to, że każdy tutaj piszący ma swoją historię, swoje zranienia, jest w innym punkcie swojego kryzysu lub jest już po kryzysie.
Dla mnie bardzo ważnym momentem przełomowym stało się uświadomienie sobie, że czytanie postów innych osób może być bardzo pomocne ale ostatecznie to ja ponoszę konsekwencje decyzji, które podejmuję.

Życzę Ci Basiu pogody ducha.

MareS
Posty: 232
Rejestracja: 05 lut 2017, 22:22
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Trudne małżeństwo

Post autor: MareS » 17 wrz 2017, 11:04

Basia123 chciałbym zwrócić Ci uwagę na wytłuczone fragmenty.
Basia123 pisze:
16 wrz 2017, 3:09
Witam Was Sycharowicze,
Mąż podał mnie do sądu o rozwód. Pozew leży do odebrania na poczcie. Spotkałam się dziś z panią adwokat i to co mi powiedziała jak to widzi sąd to mnie "zwaliło z nóg". Dlatego już pora abym podzieliła się swoją historią tutaj na forum. Chciałabym się dowiedzieć jak to wy widzicie.
Nasze małżeństwo nigdy nie było idealne. Mamy stażu prawie 15 lat i dwoje dzieci. Na początku byliśmy szczęśliwi, choć były momenty niezbyt szczęśliwe. Jakieś 2 lata temu w mojej parafii odbyłam kurs Alfa. Później zaczęłam chodzić na spotkania małej grupki średniej wzrostu we wspólnocie. Były rekolekcje wakacyjne ze wspólnoty. Mój mąż już od początku nie był zadowolony z moich wyjść na Alfę, później wspólnotę. Nawet teściowa dzwoniła do mnie i pytała czy muszę tam chodzić. A ja na to, że nie muszę ale chcę, bo chodzę tam z radością. Na tych spotkaniach czuję się bardzo kochana, widziałam uśmiechnięte twarze. Miło jest spotykać się z ludźmi, którzy jak ja szukają Boga,może totalnie pogubionych, ale tak jak ja szukających. Zawsze chciałam mieć przyjaciół i tam czuję się jak w rodzinie. A mój mąż obrażał się nie wiadomo o co, nie odzywał się. Byliśmy nawet w oddzielnych pokojach. Modliłam się wtedy Nowenną Pompejańską o ocalenie mego małżeństwa. Po rekolekcjach wróciliśmy do siebie. Niby wszystko było lepiej ale i tak kryzys wrócił. Mąż postawił mi 3 warunki: zostawiam wspólnotę, gotuję obiady i rezygnacja z kalendarzyka małżeńskiego. Rozmawiałam o tym na swojej grupce no i prowadząca powiedziała, że rodzina jest ważniejsza niż chodzenie na wspólnotę. Rozpłakałam się, gdyż przez wspólnotę bardzo zbliżyłam się do Boga i to takie niesprawiedliwe,
Twoja historia jest bardzo podobna do mojej z tą różnicą, że to moja żona pierwsza się nawróciła i żona złożyła pozew rozwodowy. Jak będę miał trochę więcej czasu to opiszę swoją historię.
Wracając do Twojej sytuacji. Specjalnie zaznaczyłem te elementy, bo chcę zwrócić Ci uwagę na motywację, dlaczego uczęszczasz na spotkania, dla Boga żeby rozwijać swoją relację z nim czy tylko po to aby spotkać "fajnych ludzi". Czy odpowiednio "ułożyłaś" sobie hierarchię:
1. Bóg
2. Małżonek
3. Dzieci...
Może się mylę ale chyba u Ciebie na 1 miejscu były i są tylko bożki. Najpierw mąż, a teraz wspólnota.

Basia123
Posty: 12
Rejestracja: 30 maja 2017, 15:10
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Trudne małżeństwo

Post autor: Basia123 » 17 wrz 2017, 20:39

]
Czy odpowiednio "ułożyłaś" sobie hierarchię:
1. Bóg
2. Małżonek
3. Dzieci...
Może się mylę ale chyba u Ciebie na 1 miejscu były i są tylko bożki. Najpierw mąż, a teraz wspólnota.
Ja nawracam się od 2 lat. Wcześniej miałam na pewno niewłaściwą hierarchię wartości. A teraz ? Chciałabym aby Bóg na pierwszym miejscu. Ciągle się tego uczę. Na pewno przez ludzi, którzy żyją Bogiem łatwiej przybliżyć się do naszego Stwórcy.

Basia123
Posty: 12
Rejestracja: 30 maja 2017, 15:10
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Trudne małżeństwo

Post autor: Basia123 » 20 wrz 2017, 14:11

Witam,
Mam dylemat. Czy dać mężowi zgodę na rozwód czy nie. Odebrałam pozew z poczty, pozew bez orzekania o winie. Powód - popsucie się relacji dawno temu między innymi z uwagi na fakt skierowania całej uwagi na potrzeby dzieci, odsuwając od siebie męża i jego potrzeby. Mąż przekonuje mnie, że jeśli będę się upierać to poprzez wzajemne oskarżania się jeszcze bardziej pogorszą się nasze relacje a to wpłynie źle na nasze dzieci. Mówi, że po rozwodzie między nami może być lepiej, że są takie małżeństwa że po rozwodzie ponownie brali ślub. Sama już nie wiem, czy go na siłę zatrzymywać.Im bardziej będę go gonić tym bardziej on będzie uciekał. Z drugiej strony on pewnie boi się usłyszeć moich zarzutów, boi się konfrontacji, odpowiedzialności. Nie zamierzam go atakować ale tylko się bronić. W sądzie to może różnie być. Trzeba by szukać adwokata bo będąc samą to adwokat męża mnie rozszarpie.
Jak ostatnio z nim rozmawiałam to doszłam do tego, że ostatnio przestał ze mną rozmawiać, gdyż zrobiłam mu wymówkę, że nie poszedł z nami do kościoła w Boże Ciało. Napisał wtedy smsa o takiej treści" Liczyłam, że pójdziesz z nami Boże Ciało. Widocznie za dużo od Ciebie wymagam." Wtedy byłam zła i przyznaje napisałam to w emocjach, gdyż była sama z dziećmi, starszy w albie a młodszego 3,5 roku trzeba było nosić bo bolał ząb. Powiedział, że w ogóle czuł się zmuszany chodzić do kościoła, że kiedyś jego matka go zmuszała i sprawdzała czy był w kościele a teraz ja, wydaje się że nieświadomie wywierałam na niego presję. Pamiętam, że tłumaczyłam że by uczęszczał na Msze ze względu na dzieci aby miały dobry przykład.
Ludzie pomóżcie, proszę o argumenty za i przeciw. Wiem, że kościół stoi na stanowisku aby nie wyrażać zgody na rozwód, gdyż szerzy się zgorszenie i popierałabym ewentualne męża niesakramentalny związek. Ale ja na ten sprzeciw nie mam siły, jestem słaba.
Oddaję sprawę Jezusowi niech on tym się zajmie, bo jestem głupia w tym temacie. Modlę się o nawrócenie męża Nowenną Pompejańską, modlę się do Św. Rity, także modlitwa o uratowanie małżeństwa wg ojca Gabiela Amortha, egzorcysty. Postanowiłam też że będę pościć 2 x w tygodniu w intencji ocalenia mego małżeństwa. Najlepiej żeby mąż wycofał wniosek i nie stawiał mnie w takiej sytuacji. Ale na to potrzeba cudu. Bóg jest silniejszy niż upór mego męża i może jeśli taka będzie jego wola to ten cud się stanie?

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 19 gości