Wybuchowy mąż... Czy to już kryzys?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Natka955
Posty: 4
Rejestracja: 19 lut 2020, 21:23
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Wybuchowy mąż... Czy to już kryzys?

Post autor: Natka955 » 10 sie 2020, 20:17

Przychodzę do Was, po wsparcie i obiektywne spojrzenie. Z mężem znamy się od 13 lat, od 5 jesteśmy razem, ponad 2 lata małżeństwo sakramentalne.
I niestety mam wrażenie, że żyję na jakimś rollercosterze z mężem o dwóch twarzach.
Z jednej strony - kiedy ma dobry humor - jest najlepszym mężem świata. Stawia mnie i synka przed sobą, zostawia nam to, co najlepsze (choć nie uważam żeby było to dobre). Jest wspaniałym tatą - poświęcającym czas, uwagę, bawiącym się. Bardzo częstokkiedy wracam z pracy czeka na mnie ciasto lub jakiś deser, bo wie jak bardzo to lubię. Robi niespodziewane prezenty, kiedy coś się popsuje w domu nawet nie muszę mówić, bo naprawia to od razu. Wiem, że nieba by mi przychylił - kiedy ma dobry humor.
problem w tym, że ten dobry humor występuje rzadko. Mąż jest melancholikiem cholerykiem, którego z równowagi może wyprowadzić byle pierdoła. Kiedyś jak wracał z pracy, myślałam co mogę zrobić żeby było mu miło, dzisiaj częściej myślę co powinnam zrobić żeby się nie złościł..
Mąż ma tak wysoko postawione wymagania, że nie da im się dorównać. Kiedyś jeszcze próbowałam, teraz już nie widzę sensu... Cokolwiek bym nie zrobiła np. do jedzenia - w najwyższych notach usłyszę, że jest ok. Chciałam wyręczyć go z jego obowiązku i zrobiłam białe pranie? On akurat miał zaplanowane kolorowe... Jedynym miejscem, w którym nigdy nie dał mi odczuć, że nie jest idealnie w zasadzie jest.. łóżko.
Mąż jest typem pesymisty - chociaż sam woli mówić o sobie realista - krytykuje mam wrażenie że wiecznie i wszystko. Posprzątam całe mieszkanie? Zauważy, że nie zrobiłam jednej małej rzeczy i to o niej mi powie. Trochę już udało nam się wypracować, żeby zauważał że coś zrobię i faktycznie czasami powie, że widzi, że np. jest posprzątane, ale za chwilę i tak znajdzie coś co mu nie odpowiada.
Mam wrażenie, że mąż ma tylko dobry humor kiedy jest w pracy i rozmawiamy np. przez telefon. Po dniówce szybko się złości bo przychodzi zmęczony po 12h. Po nocce szybko się złości, bo wstaje po 4h spania żebym np. nie musiała długo siedzieć z małym - nieraz mu mówię że wolę żeby dłużej pospał i wstał w lepszym humorze, ale nie.. Na wolnym szybko się złości, bo Ja go czymś zdenerwuje..
Męża wybuchy są dla mnie bardzo męczące, po każdym mam wrażenie że więcej już nie wytrzymam i coraz częściej przychodzą do mnie myśli, że może lepiej byłoby mi bez niego.. A potem przychodzą dobre dni i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Kocham go, zależy mi na naszym małżeństwie.
ostatnio przeprowadziłam poważną rozmowę, powiedziałam wszystko co mnie boli (oczywiście z rozmową też zwlekał bo ciągle mu nie odpowiadał termin, a jak już usiedliśmy to miał paskudny humor bo "on nie lubi takich rozmów"). Ustaliliśmy, że jego najbardziej denerwuje moje bałaganiarstwo i nad tym pracuje, a on pracuje nad swoimi wybuchami złości. Szczerze mówiąc wydawało mi się, że to bardziej ja się staram niż on. Po kolejnej awanturze napisałam do niego w nocy SMSa - nie miałam siły i chęci rozmawiać, że daję nam dwa miesiące na zmianę i jeśli nie to idziemy na terapię. I od tamtego czasu faktycznie widzę, że trochę nad sobą pracuje, ale bez ogromnych rewelacji.
Kiedyś byłam cholerykiem, miałam swoje zdanie i głośno mówiłam co mi się nie podoba. Ostatnio coraz bardziej się to zmienia. Mąż tak często zaczyna kłótnie, że ja już nawet nie mówię mu co mi się nie podoba, żeby nie było tego więcej...
Maz tak bardzo chce pokazywać swoje zdanie, że zamiast komunikować się asertywnie jest po prostu agresywny słownie.
czarę goryczy, która skłoniła mnie do tego posta, przelała dzisiejsza sytuacja. Cały dzień było naprawdę miło. Wyszliśmy całą trójką do lokalu na lody. Pan, który nas obsługiwał co chwila zdejmował przyłbicę i chodził tak pomiędzy klientami. Więc mąż specjalnie głośno zaczął to komentować w moją stronę. Mi w takich momentach jest po prostu wstyd więc szybko nas zebrałam, bo akurat skończyliśmy jeść - wiem że byłby w stanie zwrócić Panu uwagę lub podejść do kierownika. I nie miałabym problemu, gdyby on te uwagi zgłaszał uprzejmie, ale jego ton w takich sytuacjach jest po prostu chamski.
jestem przekonana na milion procent, że żadna kowalska nie występuje.
i już sama nie wiem co robić... Mój mąż oczywiście twierdzi, że żadnego kryzysu nie ma...
"Miłość to (...) wierność wyborowi."
św. Augustyn z Hippony

Lawendowa
Posty: 4396
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:44
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Wybuchowy mąż... Czy to już kryzys?

Post autor: Lawendowa » 11 sie 2020, 21:10

Witaj Natka955,
na początek chciałam zwrócić Twoją uwagę na dwie sprawy:
- warto pisząc zadbać o taki sposób pisania, by przy szczerości i otwartości przekazu, nie podawać szczegółów, opisów itd, takich, które mogłyby spowodować rozpoznanie Ciebie i Twojej rodziny w realu. Internet, wbrew pozorom, nie jest aż tak anonimowy jak by się mogło wydawać.
- korespondencję prywatną i zagrożenia z nią związane: viewtopic.php?f=10&t=2979#p221993

Na pewno wkrótce odezwą się inni użytkownicy, a ja już teraz bardzo Cię zachęcam do wybrania się na spotkanie, któregoś z naszych ognisk: http://sychar.org/ogniska/ i zapoznanie się z materiałami zamieszczonymi na forum.
"Ty tylko mnie poprowadź, Tobie powierzam mą drogę..."

Caliope
Posty: 1001
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wybuchowy mąż... Czy to już kryzys?

Post autor: Caliope » 11 sie 2020, 21:23

Witaj. Napisz coś więcej, o rodzinie pierwotnej męża, czy miał jakieś problemy i ty. Podobnie zachowuje się mój mąż, ale stawiam granice i nie chcę by mnie krytykował, przestałam też się starać za bardzo. Mówię mu to, ale bez kłótni, na spokojnie.

Natka955
Posty: 4
Rejestracja: 19 lut 2020, 21:23
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wybuchowy mąż... Czy to już kryzys?

Post autor: Natka955 » 12 sie 2020, 6:13

Zarówno mąż jak i ja jesteśmy DDA bez żadnej terapii. Małżeństwo mojej mamy się rozleciało. U męża trwa, a raczej rodzice mieszkają wspólnie, ale praktycznie nie rozmawiają, mieszkają w osobnych pokojach etc.
"Miłość to (...) wierność wyborowi."
św. Augustyn z Hippony

A.zelia
Posty: 169
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: Wybuchowy mąż... Czy to już kryzys?

Post autor: A.zelia » 12 sie 2020, 6:58

Czyli jest żle, Tobie się ulewa (masz dość) i wtedy chwilkę jest dobrze. Poczytaj o cyklu przemocowym.

Caliope
Posty: 1001
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wybuchowy mąż... Czy to już kryzys?

Post autor: Caliope » 12 sie 2020, 9:59

Poczytaj o mechanizmach DDA, od razu zauważyłam że u was musi być adrenalina, czepianie czegokolwiek by tylko nie było za nudno, bo w domu pierwotnym tak było. Spokój daje modlitwa i terapia DDA do której zachęcam, ja z mężem mam podobnie i oboje też DDA.

marylka
Posty: 1220
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wybuchowy mąż... Czy to już kryzys?

Post autor: marylka » 12 sie 2020, 11:06

Hej Natko
Ja to widze wstepnie tak

Zaczynasz sie od jakiegos czasu stawiac w roli ofiary/męczennicy/uczennicy, ktora ładnie odrobi "prace domowe" - a potem czeka na ocene pana
Test białej rękawiczki
Jeżeli zdałaś - ufffff jeżeli nie - stres krzyki i łzy

Dziewczyno - ile Ty masz lat?
Czy to Twoje źycie czy męża?
Po co wpedzasz sie w taką rolę?
Żeby jemu było dobrze?
A to Ty po to żyjesz żeby jemu sprawiac przyjemnosć?
Jeżeli widzisz że jestes bałaganiara - to warto nad tym popracować - tzn zaczać OD RAZU sprzatac po sobie to, co używałam.
Bo tak powstaje bałagan
Ale jeżeli podlogi maja świecić to "tu meżu jest moj mop to twoj ja sprzatam w salonie a ty w kuchni"
Fajnie żeby dziecko też cos wtedy wycierało bo tak buduje sie wieź.

To co robi mąż - to jedno
A co TY z tym zrobisz - to drugie
Nie możesz mu powiedzieć - "mogłbyś sie nie wydzierac w domu bo ja lubie ciszę. Może idz sie powydzierac na balkon"
Albo - "jak ci nie pasuje to zrob po swojmu - mi sie tak podoba"
Bez przemocy i obrażania

Chcialm Cie przestrzec - nie wchodź w role ofiary - zrobisz sie zastraszona a mąż bedzie sie rozzuchwalal tylko

Nie pozwól sie tak traktować

Co do maseczek - mąż tu ma racje.
Sama nie chodze do sklepu gdzie ekspedientka nie
nosi i opowiada każdemu że nie przyjmie mandatu.

Natomiast - dlaczego mialabys sie wstydzić za męża?
Nawet jakby był grubianski/chamski?
Przecież to jego kulktura nie Twoja
Co najwyżej ja bym powiedziła że następnym razem pojde sama na lody bo chce miło spedzić czas a nie na pyskowkach. Albo zmienimy lokal
Natka - proponuje na poczatek poczytać/posłuchać o granicach w relacjach
Pozdrawiam

renegate

Re: Wybuchowy mąż... Czy to już kryzys?

Post autor: renegate » 12 sie 2020, 15:01

Natka955 pisze:
10 sie 2020, 20:17
Kiedyś byłam cholerykiem, miałam swoje zdanie i głośno mówiłam co mi się nie podoba. Ostatnio coraz bardziej się to zmienia. Mąż tak często zaczyna kłótnie, że ja już nawet nie mówię mu co mi się nie podoba, żeby nie było tego więcej...
Dlaczego uważasz, że byłaś cholerykiem? Dlatego, że miałaś swoje zdanie i nie bałaś się go wypowiadać?
To za mało by uznać, że ktoś ma ten typ temperamentu. Nie tak łatwo też poddać go korekcie.
Na razie z Twojego opisu wynikać może, że raczej straciłaś poczucie wartości przy swoim mężu. Widać opieranie się na opiniach Twojego męża, uległość, podporządkowywanie się, nie tylko jego woli, ale i jego zmiennym nastrojom.
I niestety mam wrażenie, że żyję na jakimś rollercosterze z mężem o dwóch twarzach
Brzmi to niepokojąco... Za zmienne zachowania i nastroje mogą odpowiadać różne problemy natury psychicznej. Także bardzo poważne.
Męża wybuchy są dla mnie bardzo męczące, po każdym mam wrażenie że więcej już nie wytrzymam i coraz częściej przychodzą do mnie myśli, że może lepiej byłoby mi bez niego.. A potem przychodzą dobre dni i nie wyobrażam sobie życia bez niego.
Jest to swoista pułapka, w którą wpadają osoby w związkach mających znamiona toksycznych.
Można to przyrównać do rodzaju uzależnienia. Jest źle, osoba w takiej relacji widzi to, ma nawet ochotę zakończyć związek, ale trwa dalej, tym razem już w cichych dniach, pojawia się niepokój, a potem ulga, gdy druga osoba się zmienia i znów jest "dobrze". Z czasem oczywiście to "dobrze" jest coraz krótsze i rzadsze.
Po kolejnej awanturze napisałam do niego w nocy SMSa - nie miałam siły i chęci rozmawiać, że daję nam dwa miesiące na zmianę i jeśli nie to idziemy na terapię. I od tamtego czasu faktycznie widzę, że trochę nad sobą pracuje, ale bez ogromnych rewelacji.


Niedobrze jest traktować terapii jako straszaka.
Domyślam się, że miałaś obawy przed reakcją męża i dlatego tak go "tylko" "postraszyłaś".
Jednak postawiłaś się tym sposobem w trudnej sytuacji. Twój mąż może widzieć teraz pomoc psychologiczną, jako coś złego, karę. A tak, jak sama piszesz nie jest ułatwieniem to, że on problemu nie widzi w obecnej sytuacji, a podjęte działania nie przynoszą
ogromnych rewelacji
Natomiast opis sytuacji z kawiarni, nie tyle wskazuje akurat na nieprawidłowe zachowanie Twojego męża, co na Twoje obawy o to, co za chwilę mogłoby się jeszcze wydarzyć. Żyjesz w ciągłym napięciu. I nawet tam gdzie niekoniecznie Twój mąż postąpił w danym momencie niesłusznie, już jest stres, czy zirytowany bezmyślnością czyjąś w zakresie przestrzegania zasad bezpieczeństwa przypadkiem za chwilę nie wybuchnie. A Ty wtedy poczułabyś wstyd. Tyle, że chyba nie tyle za Twojego męża, co może za to, że jesteś w związku z taką osobą, tak wybrałaś.

Czy rozważałaś wizytę u psychologa własną, bez względu na to, czy Twój mąż zechce jednak wziąć udział w terapii par?

Natka955
Posty: 4
Rejestracja: 19 lut 2020, 21:23
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wybuchowy mąż... Czy to już kryzys?

Post autor: Natka955 » 12 sie 2020, 22:13

marylka pisze:
12 sie 2020, 11:06
Hej Natko
Ja to widze wstepnie tak

Zaczynasz sie od jakiegos czasu stawiac w roli ofiary/męczennicy/uczennicy, ktora ładnie odrobi "prace domowe" - a potem czeka na ocene pana
Test białej rękawiczki
Jeżeli zdałaś - ufffff jeżeli nie - stres krzyki i łzy

Dziewczyno - ile Ty masz lat?
Czy to Twoje źycie czy męża?
Po co wpedzasz sie w taką rolę?
Żeby jemu było dobrze?
A to Ty po to żyjesz żeby jemu sprawiac przyjemnosć?
Jeżeli widzisz że jestes bałaganiara - to warto nad tym popracować - tzn zaczać OD RAZU sprzatac po sobie to, co używałam.
Bo tak powstaje bałagan
Ale jeżeli podlogi maja świecić to "tu meżu jest moj mop to twoj ja sprzatam w salonie a ty w kuchni"
Fajnie żeby dziecko też cos wtedy wycierało bo tak buduje sie wieź.

To co robi mąż - to jedno
A co TY z tym zrobisz - to drugie
Nie możesz mu powiedzieć - "mogłbyś sie nie wydzierac w domu bo ja lubie ciszę. Może idz sie powydzierac na balkon"
Albo - "jak ci nie pasuje to zrob po swojmu - mi sie tak podoba"
Bez przemocy i obrażania

Chcialm Cie przestrzec - nie wchodź w role ofiary - zrobisz sie zastraszona a mąż bedzie sie rozzuchwalal tylko

Nie pozwól sie tak traktować

Co do maseczek - mąż tu ma racje.
Sama nie chodze do sklepu gdzie ekspedientka nie
nosi i opowiada każdemu że nie przyjmie mandatu.

Natomiast - dlaczego mialabys sie wstydzić za męża?
Nawet jakby był grubianski/chamski?
Przecież to jego kulktura nie Twoja
Co najwyżej ja bym powiedziła że następnym razem pojde sama na lody bo chce miło spedzić czas a nie na pyskowkach. Albo zmienimy lokal
Natka - proponuje na poczatek poczytać/posłuchać o granicach w relacjach
Pozdrawiam
Część Marylko, tak, dużo jest prawdy w tym, co piszesz. Też zauważam to, że coraz częściej stawiam siebie w roli ofiary. A dlaczego? Ciężko mi powiedzieć, chyba w głowie zarysował mi się już taki obraz mojego męża jako tego czarniejszgo charakteru w naszym małżeństwie ;) i idzie to nawykowo...
Piszesz, żebym nie pozwala się tak traktować - próbuje, ale chyba mi nie idzie. Co konkretnie powinnam robić żeby nie pozwalać się tak traktować?

Mąż ma rację, że obsługa powinna mieć maseczkę - jasne, ale można to wyrazić prosto i miło np. zwracając się do tego Pana i mówiąc, że 'czułbym się bardziej komfortowo / bezpiecznie gdyby nosił Pan zasłoniętą przyłbicę' a nie komentując to do mnie głośniej żeby usłyszał. Poza tym ja już widziałam jak to może dalej wyglądać... i tego się obawiałam. Osobiście wychodzę z założenia, że nie wiemy co stoi za tym człowiekiem i dlaczego tę przyłbicę odchyla - może się źle czuje, może jest mu ciężko po X godzinach pracy itd..

Tak, to jego kultura, nie moja. Ale to mój mąż, mój wybór.. Własny, świadomy, nieprzymuszony. Mąż stwierdził, że nie musimy nigdzie razem chodzić i to jest jego standardowa odpowiedź - jak mi się coś nie podoba to nie musimy tego robić.
renegate pisze:
12 sie 2020, 15:01
Natka955 pisze:
10 sie 2020, 20:17
Kiedyś byłam cholerykiem, miałam swoje zdanie i głośno mówiłam co mi się nie podoba. Ostatnio coraz bardziej się to zmienia. Mąż tak często zaczyna kłótnie, że ja już nawet nie mówię mu co mi się nie podoba, żeby nie było tego więcej...
Dlaczego uważasz, że byłaś cholerykiem? Dlatego, że miałaś swoje zdanie i nie bałaś się go wypowiadać?
To za mało by uznać, że ktoś ma ten typ temperamentu. Nie tak łatwo też poddać go korekcie.
Na razie z Twojego opisu wynikać może, że raczej straciłaś poczucie wartości przy swoim mężu. Widać opieranie się na opiniach Twojego męża, uległość, podporządkowywanie się, nie tylko jego woli, ale i jego zmiennym nastrojom.
I niestety mam wrażenie, że żyję na jakimś rollercosterze z mężem o dwóch twarzach
Brzmi to niepokojąco... Za zmienne zachowania i nastroje mogą odpowiadać różne problemy natury psychicznej. Także bardzo poważne.
Męża wybuchy są dla mnie bardzo męczące, po każdym mam wrażenie że więcej już nie wytrzymam i coraz częściej przychodzą do mnie myśli, że może lepiej byłoby mi bez niego.. A potem przychodzą dobre dni i nie wyobrażam sobie życia bez niego.
Jest to swoista pułapka, w którą wpadają osoby w związkach mających znamiona toksycznych.
Można to przyrównać do rodzaju uzależnienia. Jest źle, osoba w takiej relacji widzi to, ma nawet ochotę zakończyć związek, ale trwa dalej, tym razem już w cichych dniach, pojawia się niepokój, a potem ulga, gdy druga osoba się zmienia i znów jest "dobrze". Z czasem oczywiście to "dobrze" jest coraz krótsze i rzadsze.
Po kolejnej awanturze napisałam do niego w nocy SMSa - nie miałam siły i chęci rozmawiać, że daję nam dwa miesiące na zmianę i jeśli nie to idziemy na terapię. I od tamtego czasu faktycznie widzę, że trochę nad sobą pracuje, ale bez ogromnych rewelacji.


Niedobrze jest traktować terapii jako straszaka.
Domyślam się, że miałaś obawy przed reakcją męża i dlatego tak go "tylko" "postraszyłaś".
Jednak postawiłaś się tym sposobem w trudnej sytuacji. Twój mąż może widzieć teraz pomoc psychologiczną, jako coś złego, karę. A tak, jak sama piszesz nie jest ułatwieniem to, że on problemu nie widzi w obecnej sytuacji, a podjęte działania nie przynoszą
ogromnych rewelacji
Natomiast opis sytuacji z kawiarni, nie tyle wskazuje akurat na nieprawidłowe zachowanie Twojego męża, co na Twoje obawy o to, co za chwilę mogłoby się jeszcze wydarzyć. Żyjesz w ciągłym napięciu. I nawet tam gdzie niekoniecznie Twój mąż postąpił w danym momencie niesłusznie, już jest stres, czy zirytowany bezmyślnością czyjąś w zakresie przestrzegania zasad bezpieczeństwa przypadkiem za chwilę nie wybuchnie. A Ty wtedy poczułabyś wstyd. Tyle, że chyba nie tyle za Twojego męża, co może za to, że jesteś w związku z taką osobą, tak wybrałaś.

Czy rozważałaś wizytę u psychologa własną, bez względu na to, czy Twój mąż zechce jednak wziąć udział w terapii par?
Kiedyś byłam cholerykiem sangwinikiem, teraz jestem sangwinikiem cholerykiem, ale mój choleryzm bardziej widać np. w relacji z dzieckiem niestety. Z mężem już coraz rzadziej. A znam swoje temperamenty z m. in. testów osobowości.

A poczucie własnej wartości faktycznie mi spada przez to, że jestem bardzo często krytykowana.

To nie było straszenie terapią i myślę, że mąż również tego tak nie odebrał. Jeszcze przed ślubem mówiłam mu, że chciałabym żebyśmy przeszli terapię DDA, mąż się zgodził i tak się to jakoś ostatecznie rozeszło po kościach... Potem urodził się młody i też o tym nie myśleliśmy.

Czy uważasz, że powinniśmy pójść na terapię wspólną? małżeńsk? czy każdy na własną typowo pod DDA?

Ja myślałam o swojej własnej terapii. Byłam nawet u dwóch psychologów. Jeden Pan ciągle, dosłownie ciągle, chciał tylko rozmawiać o moim domu rodzinnym i nie miałam przestrzeni żeby powiedzieć o czymkolwiek innym. Potem trafiłam do babeczki, która stwierdziła, że przychodzę do niej z błahym problemem i jeżeli większość ludzi nie zaprząta sobie tym głowy to po co ja to robię... A żeby przejść terapię DDA to muszę iść najpierw do psychiatry. I na tym się moje wizyty skończyły, choć coraz częściej myślę żeby wrócić do tematu. Aktualnie jestem w ciąży więc nie wiem czy ktokolwiek będzie chciał że mną pracować..


Bardzo dziękuję za każdą odpowiedź. Poczytam o wszystkim, co mi poleciliście :)
"Miłość to (...) wierność wyborowi."
św. Augustyn z Hippony

Caliope
Posty: 1001
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Wybuchowy mąż... Czy to już kryzys?

Post autor: Caliope » 13 sie 2020, 12:01

Natko, właśnie terapia DDA polega na przerobieniu dzieciństwa, dlatego pan pytał o dom rodzinny. Druga pani jest w błędzie, psychiatra nie jest potrzebny do terapii i przykro że Ciebie zbyła. Jeśli jesteś w ciąży to lepiej poczekać ,ale kontynuować swoją indywidualną terapię.

Natka955
Posty: 4
Rejestracja: 19 lut 2020, 21:23
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Wybuchowy mąż... Czy to już kryzys?

Post autor: Natka955 » 13 sie 2020, 12:33

Tak, z tym, że ja w tamtym momencie przyszłam do niego z całkiem innym problemem - pewnego rodzaju fobią, która bardzo mi przeszkadzała...
"Miłość to (...) wierność wyborowi."
św. Augustyn z Hippony

renegate

Re: Wybuchowy mąż... Czy to już kryzys?

Post autor: renegate » 13 sie 2020, 16:39

Natka955 pisze:
13 sie 2020, 12:33
Tak, z tym, że ja w tamtym momencie przyszłam do niego z całkiem innym problemem - pewnego rodzaju fobią, która bardzo mi przeszkadzała...
Ten fakt, tym bardziej, przemawia za skorzystaniem z własnej terapii.
Na pewno dobrze by było to postanowienie przedślubne spełnić. Natomiast, jeśli Twój mąż zaniechał tego, to może idąc z Tobą na terapię par, tam usłyszałby, że warto do tego pomysłu wrócić.
Generalnie, często jest tak, że terapia par to jedno, a poza nią jest indywidualna terapia jednej czy obu stron.

Co do psychologów, u których byłaś wcześniej, trudno stwierdzić, dlaczego jeden z nich zbagatelizował problem...
Natomiast rzeczywiście, tak jak już napisała Ci Caliope, przerobienie dzieciństwa to często podstawa. Oczywiście, jak głęboko się w to wchodzi, uzależnione jest od kilku kwestii. I tak, przy niektórych problemach musi to być gruntowne, przy innych ledwo muśnięcie (np. przy chorobach, w których robienie głębokich analiz przez byłoby szkodliwe dla procesu leczenia).
W Twoim jednak przypadku psycholog uznał, że to przyjrzenie się dzieciństwu było istotne i zapewne miał rację. Natomiast, na pewno warto w razie wątpliwości, wyjaśniać to podczas spotkań i poprosić, np. o poświęcenie części czasu na pomoc doraźną.

Fiora5
Posty: 9
Rejestracja: 05 maja 2020, 3:17
Płeć: Kobieta

Re: Wybuchowy mąż... Czy to już kryzys?

Post autor: Fiora5 » 13 sie 2020, 23:28

Jeśli jesteście DDA to dla każdego z was cenne będzie przejście terapii i to najlepiej grupowej dla DDA. I to jeszcze w dwóch różnych grupach. Po to żeby każdy zajął się sobą.
Terapia grupowa jest zupełnie inną forma pracy, słuchania, przechodzenia procesu a także spotkania z drugim człowiekiem z podobną historią. Dlatego uznaje się, że jest najefektywniejszą forma pracy dla DDA.
Przy ośrodkach leczenia uzależnień często jest na NFZ i nie płaci się za spotkania. A wiesz mi 3h co tydzień przez 6 miesięcy to jest konkret i ma to MOC! Trzeba odbyć konsultacje z psychiatrą ale nie ma czego się bać i czego demonizować. Podczas każdej terapii może być konieczność konsultacji z psychiatra chociaż po to aby wspomóc się lekami kiedy jest to niezbędne.
Moim zdaniem wasze problemy nie znikną. Tu trzeba naprawdę determinacji w rozpoczęciu i zakończeniu terapii i przepracowaniu swojej historii wyniesionej z domu. Jeśli mąż się waha, trudno! Ty zadbaj o siebie! I poszukaj grupy dla siebie. Wiesz on ma swoją historię dzieciństwa a ty masz swoją. Razem tego nie przepracujecie! A nawet lepiej jak zrobicie to osobno.
Natko Nie poddawaj się kochana💪💪
Szukaj terapeuty który zna się na temacie DDA, specjalistów którzy wiedzą jak przepracowuje się ten problemem.
Polecam jeszcze książkę Dominiki Krupińskiej „ Wędrówka do wolności. Katolicki poradniK dla DDA”. Jedyna chyba na rynku tego typu pozycja, rozpatrująca ten temat w oparciu o Biblię i Jezusa🙏

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 26 gości