Przestałem kochać, czy to do uratowania?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

wrinice
Posty: 11
Rejestracja: 15 lip 2020, 20:04
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Przestałem kochać, czy to do uratowania?

Post autor: wrinice » 02 paź 2020, 18:13

Dziękuje za rady. Ruta, jest faktycznie trochę jak piszesz. Czuje, ze cały czas jestem na jakiejś krawędzi i nie mogę się wahnąć w żadna ze stron. Jest w tym pewnie jakaś forma depresji. Czasem ogarnia mnie paniczny lęk, ze jedynym rozwiązaniem jest zabić się. Wiem tylko tyle, ze ten głos jest zły. Ale on się nasila wraz zczasem w którym nie podejmuje decyzji. To przedziwne i upatruje mojej zmiany w momencie zapalenia marihuany z kolegą. Dalej za bardzo nie wiem co robić. Ale muszę wyjść ze szpitala i zając się życiem.

Ruta
Posty: 1006
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Przestałem kochać, czy to do uratowania?

Post autor: Ruta » 03 paź 2020, 1:22

wrinice pisze:
02 paź 2020, 18:13
Dziękuje za rady. Ruta, jest faktycznie trochę jak piszesz. Czuje, ze cały czas jestem na jakiejś krawędzi i nie mogę się wahnąć w żadna ze stron. Jest w tym pewnie jakaś forma depresji. Czasem ogarnia mnie paniczny lęk, ze jedynym rozwiązaniem jest zabić się. Wiem tylko tyle, ze ten głos jest zły. Ale on się nasila wraz zczasem w którym nie podejmuje decyzji. To przedziwne i upatruje mojej zmiany w momencie zapalenia marihuany z kolegą. Dalej za bardzo nie wiem co robić. Ale muszę wyjść ze szpitala i zając się życiem.
Wrinice, czy ty masz blisko siebie jakąś osobę z którą rozmawiasz o tym co się z tobą dzieje? Terapeutę? Lekarza? Jeśli nie, to koniecznie porozmawiaj - najlepiej z lekarzem. Piszesz, że jesteś w szpitalu. Może to dobrze i może jeszcze trochę w nim zostań. Jesteś wyczerpany. To chyba nie jest stan w którym możesz się czymś zajmować, postaraj się najpierw wzmocnić.

Kiedy byłam nastolatką, miałam może 16 lat, dopadły mnie wszystkie moje trudne sprawy od których uciekałam i których wtedy nawet nie rozumiałam. Czułam tylko ból, którego także nie rozumiałam. Zapewne nie pomogły mi eksperymenty z narkotykami i alkoholem w które próbowałam wtedy przed tym bólem uciekać. Nie było tego dużo, ale w stanie w jakim byłam takie eksperymenty mi jeszcze bardziej szkodziły. Rozsypałam się. Zupełnie. Nie byłam zdolna do niczego. Miałam myśli samobójcze - miałam je już wcześniej, ale jakoś sobie z nimi radziłam - tłumacząc sobie, że teraz jest źle, ale chcę swoje życie przeżyć do końca, i kiedyś na pewno będzie dobrze. Zaczęłam odczuwać ból fizyczny, regularnie lądowałam na pogotowiu, badania nic nie wykazywały. A mnie bolało, wiłam się z bólu. I ciągle jeszcze walczyłam, próbowałam zrobić "coś". Któregoś dnia jednak po prostu nie wstałam z łóżka. Najpierw, już leżąc jeszcze w sobie walczyłam. A potem po prostu się poddałam. Nie wiem ile czasu tak leżałam, bo dla mnie wtedy czas przestał płynąć. Myślę, że około trzech tygodni. To było dobre. Zapadłam się w bezruch, przestałam się szamotać. Nie wiem, czy wtedy jadłam, czy wstawałam do toalety. Na pewno się nie myłam. Gdy już nie walczyłam, w końcu zaczęłam odpoczywać, potem zaczęła się powolna regenracja. I któregoś dnia coś we mnie trochę zaskoczyło z powrotem. Poczułam że chcę jeść, że potrzebuję się umyć. Takie proste sprawy - ale to one zaczęły mnie z powrotem przyciągać do życia. A że byłam już trochę silniejsza, to jakoś naprawdę powoli zaczęłąm do życia wracać. I któregoś dnia z powrotem zaskoczyło wszystko.

Już jako dorosła osoba rozmawiałam o tym epizodzie z lekarzem psychiatrą - niepokoił mnie oczywiście. Powiedział, że to był kryzys psychiczny. I że kryzysy, nawet te głębokie są w jakimś sensie normą. To rodzaj samoobrony organizmu, psychiki. Mają jedną zaletę - w końcu się kończą. Nie znałam wtedy jeszcze tego co pisał Hłasko - ale w jego twórczości znalazłam potem odzwierciedlenie takich stanów. Potrafił jakoś je subtelnie ując i opisać, złapać sedno. Myślę, że taki kryzys, to po prostu jeden z wielu stanów jaki możemy przejść w życiu. Nie tylko Hłasko je opisywał. Nie trzeba panikować, trzeba poczekać.

Daj sobie czas na to, by odpocząć. Pogadaj z lekarzem - pomoże ci dobrać leki, które złagodzą cierpienie, pomogą odpuścić. Nie ma sensu cierpieć ponad miarę. To, że w takim stanie w jakim byłam nie otrzymałam pomocy, leków, lekarza, było wobec mnie okrucieństwem. Tylko ja wtedy byłam zbyt młoda, by taką pomoc sobie zorganizować. Byłam zależna od moich rodziców, nie wiem dlaczego uznali, że mi przejdzie. Przeszło, ale ogromnym kosztem.

Uważaj na siebie, skorzystaj z pomocy. Pomodlę się w Twojej intencji.

kocimiętka
Posty: 72
Rejestracja: 24 mar 2019, 19:37
Płeć: Kobieta

Re: Przestałem kochać, czy to do uratowania?

Post autor: kocimiętka » 03 paź 2020, 12:44

Twój problem jest prawdopodobnie duchowy. Sięgając po marihuanę prawdopodobnie otworzyłeś furtkę na działanie zlego ducha. A gdzie zly duch ma otwartą furtkę tam już efekt domina- myśli samobójcze, cierpienie, perwersję, rozpad małżeństwa itd. Tak na szybko znalazłam to świadectwo :

https://www.gosc.pl/doc/4932181.Marihua ... ze-demonow

Mój Maryjny plan naprawczy faktycznie może jest dla Ciebie póki co za trudny.
1) Jak najszybciej skontaktuj się z jakimś księdzem i opowiedz mu swoja historie, błogosławieństwem byłby kontakt z egzorcystą. Będą wiedzieli co robić i jak Ci pomóc.
2) Myślę, że warto aby została odprawiona Msza św w Twojej intencji. O Błogosławieństwo dla Ciebie i potrzebna łaski. Jeśli sam nie jesteś w stanie się tym zająć poproś kogoś aby zamówił dla Ciebie taka Msze. Jeśli to dręczenie szatana to myślę że Dobry Bóg na pewno się nad Tobą zlituj i da Ci choć częściowe ukojenie (wiem co mówię, bliska mi osoba była uwikłana w sekte i miała myśli samobójcze, po odprawieniu jednej Mszy Św. samobójcze myśli i pewnego rodzaju dręczenie odeszło.)

3) Jeśli masz siłę ratuj się Koronka do Miłosierdzia Bożego. Możesz modlić się z youtubem:

https://youtu.be/CBQThvaCYIA

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9880
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Przestałem kochać, czy to do uratowania?

Post autor: Nirwanna » 03 paź 2020, 13:08

kocimiętka pisze:
03 paź 2020, 12:44
Twój problem jest prawdopodobnie duchowy. Sięgając po marihuanę prawdopodobnie otworzyłeś furtkę na działanie zlego ducha.
Podobnie sobie pomyślałam. Kontakt z księdzem egzorcystą byłby wskazany, warto idąc do niego na rozmowę, wziąć ze sobą wypisy ze szpitala, diagnozy. Mądrzy księża egzorcyści współpracują z lekarzami psychiatrii, aby precyzyjnie rozdzielić granice odpowiedzialności, i mieć rozeznanie, gdzie kończy się problem psychiczny czy psychiatryczny, a zaczyna duchowy. Bo bywa, że te dwa rodzaje problemów istnieją sobie wspólnie.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Astro i 16 gości