Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Bławatek
Posty: 223
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 30 wrz 2020, 8:50

A czy to wszystko nie zależy od postawy człowieka?

Gdyby dany mąż czy żona zamiast iść na łatwiznę czyli uciekać od żony/męża próbował kochać prawdziwie - nie miłością, która daje motylki, ale tą prawdziwą, która wyraża się postawą - np. nie jesteś ideałem (bo ja też nie jestem) ale ciebie wybrałam, z tobą będę i będę cię kochać takim jaki jesteś - to wówczas nie byłoby tylu rozwodów, odejść itp.

Gdyby kowalscy mieli system wartości to by się nie wiązali z kimś związanym z kimś innym. Zanim poznałam męża 2 rozwodników kręciło się koło mnie. Ja przez wzgląd na swój system wartości i wiarę oraz nie uznawanie rozwodów nie byłam zainteresowana. Jeden z nich miał kilkuletniego syna i zatarg z żoną. Żal mi go było, że tak mu się życie ułożyło - nie skreślalam go jako człowieka, ale związku zaczynać nie chciałam.

My też z mężem na zewnątrz idealni (głównie to moja zasługa) a w domu niedopowiedzenia, ciche dni, jego obrażanie się, moje wypominanie. I tak w kółko. Wiele razy mówiłam mężowi, że mi źle, że chcę coś zmienić, pokazywałam przykłady innych małżeństw, ale mąż nie zainteresowany. Owszem gdybym ja się zmieniła na lepszą, bardziej pokorną żonę to byłby zadowolony, ale on nie musi nic zmieniać. Przed ślubem we wszystkim mi pomagał, miał dla mnie czas, rozmawiał, planował itp. po ślubie zmiana o 180 stopni. Po co żonie pomagać, po co z nią być i rozmawiać, plany były, ale nie trzeba ich realizować. Więc się buntowałam. A jeszcze jak widziałam jego rodziców - ojciec pomagający w domu, sprzątający, piekący ciasta, pomagający w czasie uroczystości rodzinnych. A ja się nie mogłam doprosić wyniesienia śmieci, wspólnego spaceru itp. a na moje uwagi słyszałam np. umiem zrobić ciasto ale nie widzę potrzeby, mogę sprzątać w domu ale to są obowiązki żony - ja dbam o samochód (którym on głównie jeździł). Moje jedno wielkie rozczarowanie jego osobą. Gdzie tu postawa miłości. Ja nie odpuszczałam - na swój sposób mu dogadzalam, dbałam o niego, zabiegałam o jego uwagę i marzyłam aby stał się taki jak przed ślubem.

Moich starań nie widział, za to usłyszałam jakie ma fajne i miłe koleżanki w pracy, które na powitanie się do niego przytulają. Byłam oburzona i zwróciłam mu uwagę że tak nie powinno być. Mi też z kolegami w pracy miło się rozmawia, ale nie przekraczam pewnych granic znajomości. Nie znając, nie przebywając z kimś 24h na dobę często nie ma się prawdziwego oblicza danej osoby. Łatwiej być miłym dla kogoś kto w dawnym momencie jest dla nas miły.

Załamana
Posty: 72
Rejestracja: 03 kwie 2020, 12:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Załamana » 30 wrz 2020, 9:29

Bławatku otóż to. Lepiej bym tego nie ujęła. Myślę ze gdyby nie kowalska to bysmy uratowali te małżeństwa. A już napewno na miejscu kowalskiej nie wieszlabym w taki uklad. Tylko co tu mówić z kim my mamy do czynienia ..

JolantaElżbieta
Posty: 615
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: JolantaElżbieta » 30 wrz 2020, 9:48

Paprotka pisze:
30 wrz 2020, 0:11
Dla tej kobiety ,która nie jest religijna rozstanie 2 ludzi ,których związek jest mierny a dziecko dorosłe jest logiczne.


Poza tym jest to matka rodzeństwa mojego dziecka . Mam nadzieje ,ze mimo tego co ja robiłam ona już tez odpuściła.
Widzisz Paprotko i to jest w punkt - nie trzeba byc wampem, wystarczy sączyć truciznę do ucha - na małżeństwo w kryzysie - jaka rada? Zostaw ją.
Przeszłam to samo z moim mężem - wiele osób napracowało się przy rozwalaniu naszego małżeństwa.

A ja też mam kolegów w kryzysach - jadą po swoich żonach - daje im popalić i nawet się dziwię, że chcą się ze mną kolegować :-)

Jej dzieci to nie jest twoja rodzina i Twoje zmartwienie - tak, czy mi się wydaje?

Avys
Posty: 65
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Avys » 30 wrz 2020, 15:35

Paprotko i co wynika z tego co napisałaś? Że przysięga małżeńska nie ma sensu (?), bo sprawy mogą się potoczyć tak, że w małżeństwo wejdzie porządna kowalska która będzie dla męża o wiele lepsza niż obecna żona i mąż z kowalską będzie szczęśliwszy. Wow, ale się mężowi życie pięknie ułożyło, tylko pozazdrościć! A że jest tak pięknie to dzieci powinny brać przykład z rodziców? Skoro widzą, że tata szczęśliwy z drugą żoną to co ich pohamuje żeby nie zrobić tak samo w przyszłości? No i trzeba dodać, że jak ktoś jest niewierzący to jest już całkowicie usprawiedliwiony, bo zostawienie żony żeby związać się z inną kobietą jest przecież logiczne, więc zostanie z żoną byłoby nielogiczne! Czyli mój mąż który brał ze mną ślub w kościele i składał przysięgę małżeńską jako ateista to w zasadzie jest usprawiedliwiony, że nie dochował przysięgi- bo przecież nie był religijny a rozwody cywilne istnieją. Wow, ale super życie, nie uda się z tym to z tamtym..
Tylko......
-nie zazdroszczę kowalskiej męża, który zostawił żonę, bo jeśli ona go wystarczająco nie uszczęśliwi to też ją zostawi bo to logiczne jest!
-nie zazdroszczę jej, że nie kocha Boga z całego serca i ze wszystkich sił i jest taka logiczna. Budowanie szczęścia na sobie i drugim człowieku to złudne i słabe jest.
-nie zazdroszczę dzieciom, że nie mają przykładu domu w którym najważniejsza jest miłość Boga, małżonków i bliźnich a wzorce im serwowane już na starcie pokazują patologię miłości a nie miłość!

Nie zazdroszczę im takiego „szczęścia”!!!
Jestem dzieckiem (razem z moim rodzeństwem) takiej kowalskiej i takiego męża który zostawił żonę po 10 latach. Zostawił ją całkiem logicznie bo dzieci do odchowania nie było, bo te co były to zmarły kilka dni urodzeniu. I był piękny bogaty dom a między moimi rodzicami nie było miłości- to była patologia miłości.

Paprotko, koniec takiego „szczęśliwego” życia może być bardzo smutny. Oby nie. Życzę twojemu mężowi i kowalskiej aby oboje zostali świętymi, ale w ich sytuacji którą sobie oboje w wolności zafundowali to bardzo ciężka droga do postawienia Boga na pierwszym miejscu. Uświadomienie sobie po co w ogóle jakiś Bóg? To już kosmos...

renta11
Posty: 552
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: renta11 » 30 wrz 2020, 21:13

Paprotka pisze:
30 wrz 2020, 0:11
Saro a jak skomentujesz to ,ze dla wielu osób żony zachowują się podobnie ?
Ja się podzielę swoim przykładem ,bo nie można tu takich faktów stwierdzić. Kiedyś moja przyjaciółka trochę mnie ustawiła mówiąc mi jak to wyglądało i żebym nie dorabiała zbędnej filozofii ,która pomagała mi pozornie. Było latwiej.
Nasze małżeństwo było średnie i o tym ludzie wiedzieli. Mój mąż pracował z ta kobieta. Wg innych coś zawsze wisiało w powietrzu ale nie było uwodzenia czy większych rozmów. A owa kobieta nie jest na moje nieszczęście demoniczna, zakompleksiona manipulatorka w miniówce i czerwonej szmince. Jest lubiana , nawet bardzo. My z mężem przeżywaliśmy kolejny z rzędu zakręt , padały mocne słowa w tym o rozwodzie. Nie pierwszy raz. A ja zawsze taka twarda i konkretna babka jestem. A przynajmniej tak uważał mąż.W pracy pojawił się przestój wiec zaczęli rozmawiać. Jak się okazało szło im lepiej niż nam kiedykolwiek, mieli wspólne tematy, zainteresowania. Dla tej kobiety ,która nie jest religijna rozstanie 2 ludzi ,których związek jest mierny a dziecko dorosłe jest logiczne. Wiem kiedy mój mąż się zakochał , bo zmieniło się jego zachowanie. Kiedy zaczęli ze sobą sypiać , bo wyniósł się z sypialni. Ja stosowałam tzw twarda miłość kompletnie nie doceniając mojego męża. A mój mąż uważał ,ze chce rozwodu bo zdrady nie toleruje. On również chciał rozwodu bo nowym związkiem postawił kropkę. Powiedzieliśmy sobie tak wiele rzeczy i wyszło ich tez sporo ,ze mąż powiedział ,ze woli być sam niż ze mną.
Zrobiłam kilka rzeczy których się wstydzę i pewnie wiele osób uważa mnie za „wariatkę”.
W mojej historii jak i pewnie w wielu innych zadziałał zbieg wielu okoliczności i niedomówień a nie demoniczna uwodzicielka ;)
Poza tym jest to matka rodzeństwa mojego dziecka . Mam nadzieje ,ze mimo tego co ja robiłam ona już tez odpuściła.
Paprotko
Bardzo dojrzała i zdystansowana wypowiedź. Twój mąż zdaje się zachował się dosyć przyzwoicie, wziął na klatę, nie uciekał przed odpowiedzialnością. To bardzo ważne w tym wszystkim, pozwala zachować szacunek. Fajnie się Ciebie czyta.
św. Augustyn
"W zasadach jedność, w szczegółach wolność, we wszystkim miłosierdzie".

sasanka
Posty: 172
Rejestracja: 09 sie 2017, 23:08
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: sasanka » 30 wrz 2020, 23:32

Chciałam napisać parę słów do Paprotki , ale najpierw skomentuję post renty.
Jestem zaskoczona , że pochwalasz postawę męża Paprotki za zwykły egoizm (gdzie tu widzisz odpowiedzialność ???).
Paprotko lubię Cię czytać , bo mimo , że się z Tobą nie zgadzam to piszesz szczerze o tym jak wyglądało Twoje małżeństwo i co teraz myślisz.
Niepokoi mnie tylko Twoja zgoda na to co Cię spotkało ze strony męża , bo tak często zachowują się ofiary przemocy psychicznej. Po prostu uważają , że im się to po prostu "należało" . Ty też piszesz, że twój mąż nie był z Tobą szczęśliwy i dlatego znalazł kowalską z którą wiedzie super szczęśliwe życie.I to wg.Ciebie normalne. I nic się nie stało.
A kowalska nie musi być demonem w mini a wystarczy być milutką zagubioną sierotką i delikatnie sączyć truciznę do ucha jak ktoś tu napisał i odmóżdżyć"nieszczęśliwego " człowieka. I przekonać go , aby zostawił żonę i dzieci.
Znam wiele takich przypadków. Znam kowalskie bardzo wierzące, pobożne , wysiadujące w kościele i proszące Boga , żeby się nimi mężczyźni interesowali a potem rozbijające małżeństwa , bo jak twierdzą człowiek jest słaby i ma prawo do szczęścia.
A skoro Bóg je wysłuchał to nie mają żadnych hamulców aby zaspokajać swoje "potrzeby".
Taka wierna katoliczka mieszkająca niedaleko, właśnie rozbiła małżeństwo , bo też ponoć była nieszczęśliwa ( mąż ją za mało adorował ), nie pracowała i się nudziła a mąż zaharowany, musiał zarabiać na nią i trójkę dzieci. I co tydzień musiała mieć nową sukienkę.

Avys
Posty: 65
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Avys » 01 paź 2020, 9:28

Powiedział im: Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo”. (Ew. św. Marka)

Renta11, Jezus nie mówił jak masz żonę z którą nie czujesz się szczęśliwy to cudzołóż ale przyjmuj na klatę wszystkie konsekwencje cudzołóstwa i nie uciekaj przed odpowiedzialnością- wtedy masz szacun!!
To co napisałaś to świadczy o braku troski o zbawienie dla męża Paprotki. Czy przykazanie nie cudzołóż jest mniej ważne niż nie zabijaj i można stosować do niego wyjątki?
To że Jezus mówił, aby nawet pożądliwe nie patrzeć na kogoś, bo w sercu dopuszczamy się już cudzołóstwa ma jakiekolwiek znaczenie? Chcemy tak żyć? Pragniemy aby mężowie i żony nie zdradzali i nie cudzołożyli nawet w myślach bo mogą przez to nie posiąść Królestwa Bożego?
Związek cudzołożniczy nie jest usprawiedliwiony nawet jak są dzieci. Co więcej dla tych właśnie dzieci powinno się przestać cudzołożyć, aby ich nie gorszyć. A jak są podstawy do unieważnienia małżeństwa to należy to zrobić, przyjąć sakrament- stać się jednym ciałem i wtedy miłość małżeńska nikogo nie gorszy, a jest budująca dla całego stworzenia Bożego. Czego wszystkim małżonkom tutaj bardzo bardzo życzę z całego serca!! A jak się komuś nie uda (tak jak mi) to sakrament małżeństwa jest sakramentem szczęścia doczesnego aż i li tylko!!! „Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć,
jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują”- to jest szczęście nie doczesne ale wieczne (!) dostępne bez wyjątku dla każdego kto uwierzy Bogu i będzie uczył się Go kochać.

Paprotka
Posty: 118
Rejestracja: 02 lip 2020, 12:15
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Paprotka » 02 paź 2020, 9:05

Blawatku wszędzie się teraz mówi ,żeby nie podejmować pochopnych wniosków przy pierwszym kryzysie kiedy zauroczenie minie ale wydaje mi się ,ze to odnosi się głównie do świeżych związków. Jak to się ma do wieloletnich kryzysów ? Akceptacja wad pewnie jest podstawa ale nawiązywanie bliskich relacji ?
Podzieliłam się swoją historia jako przykładem do którego mogę się odnieść. Jestem w stanie to zrobić po 3 latach intensywnej terapii.
Avys jaki sens ? Już to wyżej pisałam. Nie popieram przerzucaniu odpowiedzialności ,czy nadawaniu negatywnych cech komuś pod wpływem emocji. Tak jak nie chce żeby mnie oceniano jak to robiono wcześniej. Nie pisze nigdzie ,ze mój mąż miał prawo to zrobić ani ,ze są z obecna kobieta swieci. Stwierdzam pewne fakty. To mój mąż podjął decyzje o rozstaniu i on był do niej mentalnie przygotowany. Nie było tam udającej biedaczki ,sączącej jad złej kobiety jak piszecie. Teraz widzę ,ze mój mąż nie miał watpliwosci. Nie siedział rozdarty na wersalce a obok niego wredna kobieta mówiąca: zostaw ta wredna żonę, zasługujesz na to. To była wieloletnia praca moja i męża.
Sasanko nie wiem ,czy to zgoda. To pogodzenie się z pewnymi faktami. To ,ze bywają niewygodne lub trudne nie oznacza ,ze mam je negować.
Nie jestem tez ofiara przemocy.
Przez całe małżeństwo bałam się ,ze jakaś kobieta odbije mojego męża. Przeglądałam telefon ,bo on potajemnie miał koleżanki. Kiedyś bez jego wiedzy spotkałam się z jedna. Religijna dziewczyna która była w kryzysie. On jej udzielił kilku rad. Dla mnie była zwykła, wredna baba która chce właśnie odmóżdżać. Udaje taka biedaczkę. Sączy jad itp. Gdybyście kiedyś kiedykolwiek znały mojego męża bylibyście na moim celowniku.
Po tym jak mąż mnie zostawił jechałam po tej kobiecie ,bo gdyby nie ona fikcja dalej by trwała. Tak uważałam.
Mój mąż praktycznie zerwał kontakt.
Dopiero dobra koleżanka wzięła mnie na bok i powiedziała ,ze ludzie maja dość moich wypowiedzi, uważają mnie za kolejna fanatyczke i egoistka do której mąż ma wrócić bo obiecał i koniec.
Wiec obecnie staram się bazować na faktach a nie stereotypach i moich emocjach. Nie chce znowu tak się męczyć i być wytykana.

JolantaElżbieta
Posty: 615
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: JolantaElżbieta » 02 paź 2020, 12:47

Paprotka pisze:
02 paź 2020, 9:05

Dopiero dobra koleżanka wzięła mnie na bok i powiedziała ,ze ludzie maja dość moich wypowiedzi, uważają mnie za kolejna fanatyczke i egoistka do której mąż ma wrócić bo obiecał i koniec.
Wiec obecnie staram się bazować na faktach a nie stereotypach i moich emocjach. Nie chce znowu tak się męczyć i być wytykana.
Ale wiesz, że to Ty masz rację, a nie ludzie??? Chociaż fakty są takie jakie są? Prawda i racja jest po jednej stronie. Nie bazujemy na emocjach i stereotypach - bazujemy na: "W imieniu Kościoła pytam was, jakie są wasze postanowienia.
- Czy chcecie dobrowolnie i bez żadnego przymusu zawrzeć związek małżeński?
- Czy chcecie wytrwać w tym związku w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i złej doli, aż do końca życia?
- Czy chcecie z miłością przyjąć i po katolicku wychować potomstwo, którym was Bóg obdarzy?"
i obietnicy złożonej sobie wzajemnie w obecności Pana Boga. I to tyle - jeśli Twój mąż ma świadomość, że zerwal swoje własne słowo i czuje się z tym dobrze, bo ma wspólne zainteresowania i jest szczęśliwy, to oczywiste, że z tym nie da się nic zrobić, dopóki sam przed sobą się nie przyzna, że jest łobuzem, który oszukał własną żonę. I to drugie tyle. A jeśli czuje się z tym w porządku, to znaczy, że nie jest uczciwym człowiekiem. Jeśli czuje się z tym nie w porządku, to dobrze - widać, że jest mu lepiej z tą kobietą, niż z samym sobą :-( I to jest niedojrzałe i nieodpowiedzialne.

JolantaElżbieta
Posty: 615
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: JolantaElżbieta » 02 paź 2020, 12:57

Moje dobre koleżanki i przyjaciółki pogodziły się z moim podejściem do sprawy i chociaż go nie rozumieją, to powiedziały, że mnie podziwiają, bo one by tak nie umiały:-) Rodzina dała mi spokój - pokazałam im Ewangelię Świętego Marka - to nie ja to wymyśliłam -"Potem odszedł stamtąd i drugim brzegiem Jordanu udał się do Judei. Tłumy znowu schodziły się do Niego, a On je nauczał, jak to miał w zwyczaju. Wtedy przyszli do Niego faryzeusze i wystawiając Go na próbę, pytali, czy wolno mężowie rozwieść się z żoną. On ich zapytał: „Co wam nakazał Mojżesz?”. Oni odpowiedzieli: „Mojżesz pozwolił sporządzić dokument rozwodu i oddalić”. Wtedy Jezus powiedział im: „Napisał wam to przykazanie, dlatego że macie zatwardziałe serca. Lecz od początku stworzenia Bóg stworzył ich mężczyzną i kobietą: Z tego powodu mężczyzna opuści ojca swego i matkę i złączy się się ze swoją żoną. I staną się dwoje jednym ciałem. I tak już nie są dwoje, ale jedno ciało. Tego więc, co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela!”. W domu ponownie uczniowie pytali Go o to. Powiedział im: „Jeśli ktoś porzuca żonę i żeni się z inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśliby ona porzuciła swego męża i wyszła za innego, też cudzołoży”.

Oto słowo Pańskie.

Ja im tylko powiedziałam, że traktuję poważnie słowa Jezusa i "muszę" ich przestrzegać", choć moja wola jest inna. Ale jakie mam wyjście??? Mam się kłócić z Panem Bogiem, żeby zmienił swój przekaz????

renta11
Posty: 552
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: renta11 » 02 paź 2020, 13:10

sasanka pisze:
30 wrz 2020, 23:32
Chciałam napisać parę słów do Paprotki , ale najpierw skomentuję post renty.
Jestem zaskoczona , że pochwalasz postawę męża Paprotki za zwykły egoizm (gdzie tu widzisz odpowiedzialność ???).
Nie pochwalam zachowania męża Paprotki. Jednakże z opisów Paprotki wnioskuję, że to była jego świadoma decyzja, po wielu latach kiedy trwał w postawie miłości wobec Paprotki. Nie kombinował, nie oszukiwał, nie manipulował, perfidii w jego działaniu także nie widzę. Podjął decyzję i poszedł. I jak widać niestety była to (dla niego) dobra decyzja, bo jest szczęśliwy (po ludzku szczęśliwy). Bardzo zapadła mi w pamięć opowieść Paprotki, jak zobaczyła go z dziećmi i jego żoną niesakramentalną. Że patrzył tak, jak nigdy nie patrzył na Paprotkę. To bardzo smutne dla Ciebie Paprotko, tym bardziej podziwiam Cię, że znalazłaś odwagę, aby spojrzeć na Wasze wspólne życie w prawdzie. Przyjęcie, że się było dla kogoś nikim ważnym wymaga ogromnej odwagi i dużej dojrzałości. Bo choć to się wielu pewnie nie spodoba, bywają także bardzo niedobrane i nieszczęśliwe małżeństwa sakramentalne. Jego postawa w tym odejściu, mimo że musiało to być bardzo bolesne dla Ciebie Paprotko, była jednak jakaś, choć to dziwnie brzmi, dosyć przyzwoita. Więc można było zachować chociaż szacunek. Trudne bardzo doświadczenie dla Ciebie Paprotko, i brawa za Twoją postawę, pełną Miłosierdzia.
św. Augustyn
"W zasadach jedność, w szczegółach wolność, we wszystkim miłosierdzie".

vertigo
Posty: 116
Rejestracja: 30 mar 2018, 10:16
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: vertigo » 02 paź 2020, 13:16

Paprotka pisze:
02 paź 2020, 9:05
Blawatku wszędzie się teraz mówi ,żeby nie podejmować pochopnych wniosków przy pierwszym kryzysie kiedy zauroczenie minie ale wydaje mi się ,ze to odnosi się głównie do świeżych związków. Jak to się ma do wieloletnich kryzysów ? Akceptacja wad pewnie jest podstawa ale nawiązywanie bliskich relacji?
Zgadzam się w 100% z Paprotką. Uważam, że w niektórych przypadkach decyzje o odejściu po wieloletnim (20+) małżeństwie są dobrze przemyślane i nie są kierowane rozgrzanymi emocjami i słynnymi "motylkami". Jeśli przez lata nie została zbudowana bliska relacja, wzajemne dobre poznanie się, szeroko rozumiana intymna więź, przyjaźń, a dzieci są dorosłe (i jeszcze czasem współmałżonek okazuje się osobą uzależnioną), to bilans małżeństwa wychodzi bardzo niekorzystnie. Być może takie małżeństwa w ogóle nie powinny zostać zawarte, ale to osobny temat motywów do wejścia w małżeństwo..
Kto cię kocha, nigdy cię nie opuści, nawet jeśli ma 100 powodów, by się poddać. Zawsze znajdzie jeden powód, aby zostać

Ruta
Posty: 637
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Ruta » 02 paź 2020, 13:48

Paprotka pisze:
02 paź 2020, 9:05
(..) Dopiero dobra koleżanka wzięła mnie na bok i powiedziała ,ze ludzie maja dość moich wypowiedzi, uważają mnie za kolejna fanatyczke i egoistka do której mąż ma wrócić bo obiecał i koniec.
Wiec obecnie staram się bazować na faktach a nie stereotypach i moich emocjach. Nie chce znowu tak się męczyć i być wytykana.
Myślę, że każdy małżonek ma prawo oczekiwać, że drugi małżonek dotrzyma przysięgi małżeńskiej i nie nazwałabym tego egoizmem. Sakrament małżeństwa nie jest fikcją, a małżeństwo sakramentalne nie jest umową z której można się wycofać. To o wiele wiele więcej. Czy wiesz, czujesz, wierzysz, że wasz sakrament trwa nadal, nawet teraz gdy żyjecie osobno?

Moje doświadczenie wskazuje na realność i ogromną siłę sakramentu małżeństwa. Ta siła i moc mnie teraz chronią: przed robieniem głupot, przed krzywdą ze strony męża, przede mną samą. Ta siła i moc nie tylko mnie ochraniają, ale też prowadzą: by podnieść się z kryzysu, by się nawracać, by żyć pełnią życia, mimo wciąż trwającego kryzysu w moim małżeństwie, by dobrze i po katolicku wychowywać nasze dziecko. Pomagają mi także wspierać mojego męża w jego ogromnym kryzysie, nie ustawać w modlitwie w jego intencji, pozostawać wiernej złożonej przysiędze. A ślubowałam męża nie opuszczać, nie tylko na dobre, ale też na złe. To "nie opuszczenie", nie oznacza, że ja mam pozwolić się mężowi zniszczyć, ale że mam przy nim trwać, równocześnie trwając przy Bogu. Powołanie do małżeństwa nie obejmuje zniszczenia jednego lub dwojga małżonków, ale zbawienie obojga.

Moc sakramentu małżeństwa daje mi także odwagę, by nie przejmować się ewentualną opinią fanatyczki czy egoistki. Nie jest tak źle. Choć postawa wiary budzi zwykle zdziwienie, nawet jakiś tam opór, czy czasem drwiny, to często budzi też szacunek i podziw. Staram się nie przejmować, ani jednym ani drugim. Choć przyjemnie jest czuć, że jestem w porządku i daję radę pozostać w zgodzie ze sobą ze swoją wiarą i nadal iść za Chrystusem. Początkowo przerażało mnie to, bo po odejściu mojego męża wydawało się to heroizmem, związanym z wyrzeczeniami, bólem, trudem - to nieprawda. Jest mi lekko, dobrze i radośnie. Nie ma większej radości, niż być blisko Boga i zachowywać jego przykazania. Nie ma większej radości niż kochać. Bywa trudno, ale coraz częściej w swojej duszy tańczę.

Myślę, że to co jest faktem dla osoby świeckiej, niekoniecznie jest faktem dla osoby wierzącej. Stąd różnice w postrzeganiu tego co jest egoizmem i fanatyzmem. NIe trzeba brać tego tak serio. Teraz gdy słyszę "dobre rady" i co powinnam, śmieję się - radośnie i z serca. Ja wiem co powinnam, powiedział mi to Chrystus. Nie znam lepszego doradcy i nauczyciela. On mnie kocha i kocha mojego męża (i wszystkich), doradcy chcą tylko, żebym się dopasowała do ich oczekiwań i potwierdziła co jest "normalne", lub mają nawet całkiem dobre intencje - ale nie doradzają mi z miłości do mnie i męża, ani z miłości do naszego dziecka.

JolantaElżbieta
Posty: 615
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: JolantaElżbieta » 02 paź 2020, 16:14

renta11 pisze:
02 paź 2020, 13:10


Nie pochwalam zachowania męża Paprotki. Jednakże z opisów Paprotki wnioskuję, że to była jego świadoma decyzja, po wielu latach kiedy trwał w postawie miłości wobec Paprotki. Nie kombinował, nie oszukiwał, nie manipulował, perfidii w jego działaniu także nie widzę. Podjął decyzję i poszedł. I jak widać niestety była to (dla niego) dobra decyzja, bo jest szczęśliwy (po ludzku szczęśliwy). Bardzo zapadła mi w pamięć opowieść Paprotki, jak zobaczyła go z dziećmi i jego żoną niesakramentalną. Że patrzył tak, jak nigdy nie patrzył na Paprotkę. To bardzo smutne dla Ciebie Paprotko, tym bardziej podziwiam Cię, że znalazłaś odwagę, aby spojrzeć na Wasze wspólne życie w prawdzie. Przyjęcie, że się było dla kogoś nikim ważnym wymaga ogromnej odwagi i dużej dojrzałości. Bo choć to się wielu pewnie nie spodoba, bywają także bardzo niedobrane i nieszczęśliwe małżeństwa sakramentalne. Jego postawa w tym odejściu, mimo że musiało to być bardzo bolesne dla Ciebie Paprotko, była jednak jakaś, choć to dziwnie brzmi, dosyć przyzwoita. Więc można było zachować chociaż szacunek. Trudne bardzo doświadczenie dla Ciebie Paprotko, i brawa za Twoją postawę, pełną Miłosierdzia.
Jest perfidia - wyczekał do odpowiedniego, jedo zdaniem, momentu i poszedł. To nie jest przyzwoitośc wobec drugiej osoby, to ucieczka i usprawiedliwianie siebie, bez przyjęcia odpowiedzialności. Powiedzienie sobie - teraz jest dobry moment na realizacje swojego szczęścia, dobry moment, zeby odejśc - dla kogo???? A gdzie odpowiedzialność za druga osobę? Niejaki Orłoś, zostawił swoją żonę, gdy była chora - dobry moment, bo nie mogła się ruszać.


W składanej klauzuli przy ślubie nie ma mowy o wspólnych zainteresowanech, pasjach, spełnianiu siebie - jest za to mowa o zdrowiu, chorobie, dobrej i złej woli. I wytrwaniu.

Załamana
Posty: 72
Rejestracja: 03 kwie 2020, 12:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Załamana » 02 paź 2020, 19:42

Witam czy ktos na rozprawie nie zgodzil sie na widzenie dziecka z kochanka meza prosze o dobre rady, czy sad w jakims przypadku zmusil do wyrazenia zgody?

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Triste i 3 gości