Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Bławatek
Posty: 45
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 14 maja 2020, 10:15

tata999 pisze:
13 maja 2020, 21:53
Bławatek pisze:
13 maja 2020, 20:47
Zanim wyszedł to zapytał czy mógłby spać u nas. Nie powiedział, że chce wrócić tylko się przespać. Nie zgodziłam się bo po pierwsze dalej nie wiem gdzie przebywał przez te 2 miesiące a jest koronawirus, po drugie nie chciałam robić dziecku mętliku w głowie, że raz na jakiś czas tatuś nocuje a po trzecie nie mamy wolnej kanapy na której mógłby spać. Nie wspominając, że mnie nie przeprosił jeszcze za słowa wypowiedziane pod moim adresem. Nie wiem czy furtki mu tym swoim zdaniem nie zamknęłam, ale nie chce znów się przyzwyczaić do jego obecności i znów płakać jak się wyprowadzi.
Ja bym postąpił inaczej na Twoim miejscu. Czy znasz osobiście kogoś innego, komu też byś tak odmówiła? Czy próba tłumaczenia się byłaby taka sama?
Chyba tak samo bym tłumaczyła innej osobie.
Od wczoraj znów mam wyrzuty sumienia. Gdybym dzień wcześniej nie słyszała od niego, że sam chce mieszkać, sam się w nowym miejscu urzadzi to może bym inaczej postąpiła. Nie wiem.
Ja zostałam porzucona, przez długi czas mąż się nie interesował jak dajemy sobie radę. Nawet gdy syn do niego dzwonił i prosił o przyjechanie to zazwyczaj była odpowiedź męża - nie mam czasu, mam inne plany.
Ja znów we wtorek usłyszałam od męża, że to wszystko to moja wina. Mówiłam mu, że jest dużo osób w takich kryzysach jak nasz i warto walczyć o małżeństwo. Zapytałam czy nie poszedł by ze mną na spotkanie Sycharu gdy już będzie możliwość, to się tylko zaśmiał pod nosem. A wczoraj pytał czy ja pójdę powiedziałam, że tak. A najbardziej chyba bolą mnie te słowa, że on sobie zrobił test czy ludziom na nim zależy - i się ludźmi rozczarował, a przecież ja do niego dzwoniłam, zagadywalam, jego rodzinę prosiłam o to aby mieli nad nim 'pieczę ', a on nawet nie dostrzegł ile osób próbowało do niego dotrzeć. Większość do niego się nie dodzwonila.

Ja zawsze pierwsza wyciągałam do męża rękę w małżeństwie, ja ciągle musiałam przepraszać - nawet za kłótnie które nie były z mojej winy. Może bym chciała w końcu usłyszeć od męża slowo 'przepraszam' - w sumie przez całe małżeństwo nigdy tego słowa od męża nie usłyszałam.
Trudno mi podejmowac teraz decyzje - z jednej strony chce żeby wrócił, z drugiej boję się kolejnego zranienia, bo jeszcze do końca nie doszłam do siebie po jego słowach sprzed 2 miesięcy.

krople rosy
Posty: 331
Rejestracja: 27 lut 2019, 11:59
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: krople rosy » 14 maja 2020, 10:38

A mnie się Twoje argumenty Bławatku wydają racjonalne. I nie czyniłabym sobie z nich wurzutów sumienia.
Nie wyrzuciłaś męża z domu, sam się wyprowadził i sam może do niego wrócić. Ale WRÓCIĆ a nie robić sobie z domu hotel.
Do tego zaproponowałaś chęć odbudowy relacji, uzyczyłaś kołdrę, dałaś informację, że męża z domu nie wygnałaś.
Bławatek pisze:
14 maja 2020, 10:15
A najbardziej chyba bolą mnie te słowa, że on sobie zrobił test czy ludziom na nim zależy
Wyprowadzanie się z domu i szarpnięcie rodzinnym fundamentem po to by zrobić test....
Dla mnie niepoważne tłumaczenie.
Drzwi Waszego domu są dla niego otwarte. Wystarczy wejść i zamieszkać a nie bawić się czyimiśuczuciami i życiem (Twoim i dziecka).

tata999
Posty: 971
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: tata999 » 14 maja 2020, 11:01

Bławatek pisze:
14 maja 2020, 10:15
Może bym chciała w końcu usłyszeć od męża slowo 'przepraszam' - w sumie przez całe małżeństwo nigdy tego słowa od męża nie usłyszałam.
Czy byłabyś zadowolona z przeprosin, jeśli udałoby się je wymusić?

Bławatek
Posty: 45
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 14 maja 2020, 11:35

Krople rosy, dziękuję za Twoje słowa. Serce mówi jedno, rozum drugie.
Ja jestem z tych osób wrażliwych, które często analizują i zastanawiają się czy dobrze z kimś postąpiły, czy kogoś nie urazilam itp. O sobie myślę na końcu, niestety.
Wiem ile mnie to wszystko kosztuje i nie chce ciągle ranić syna - juz jakoś przywykl do tego że Tata jest gdy mu pasuje a nie nam. Zresztą przez całe życie widział, że nie jesteśmy/byliśmy dla męża najważniejsi.
Wiem że potrzebujemy z mężem długiej szczerej rozmowy - najlepiej w obecności kogoś neutralnego. Może kiedyś do tego mąż dojrzeje...

fannyprice
Posty: 34
Rejestracja: 16 kwie 2019, 10:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: fannyprice » 15 maja 2020, 14:32

Bławatek pisze:
14 maja 2020, 10:15
Ja zostałam porzucona, przez długi czas mąż się nie interesował jak dajemy sobie radę. Nawet gdy syn do niego dzwonił i prosił o przyjechanie to zazwyczaj była odpowiedź męża - nie mam czasu, mam inne plany.
Ja znów we wtorek usłyszałam od męża, że to wszystko to moja wina. Mówiłam mu, że jest dużo osób w takich kryzysach jak nasz i warto walczyć o małżeństwo. Zapytałam czy nie poszedł by ze mną na spotkanie Sycharu gdy już będzie możliwość, to się tylko zaśmiał pod nosem. A wczoraj pytał czy ja pójdę powiedziałam, że tak. A najbardziej chyba bolą mnie te słowa, że on sobie zrobił test czy ludziom na nim zależy - i się ludźmi rozczarował, a przecież ja do niego dzwoniłam, zagadywalam, jego rodzinę prosiłam o to aby mieli nad nim 'pieczę ', a on nawet nie dostrzegł ile osób próbowało do niego dotrzeć. Większość do niego się nie dodzwonila.

Ja zawsze pierwsza wyciągałam do męża rękę w małżeństwie, ja ciągle musiałam przepraszać - nawet za kłótnie które nie były z mojej winy. Może bym chciała w końcu usłyszeć od męża slowo 'przepraszam' - w sumie przez całe małżeństwo nigdy tego słowa od męża nie usłyszałam.
Trudno mi podejmowac teraz decyzje - z jednej strony chce żeby wrócił, z drugiej boję się kolejnego zranienia, bo jeszcze do końca nie doszłam do siebie po jego słowach sprzed 2 miesięcy.
Jest mi bliskie to co piszesz. Mąż się wyprowadza, a twierdzi, że został wyrzucony... Tak łatwo zrzucić odpowiedzialność za swoje decyzje. Przykro mi, że znalazłaś się w takiej sytuacji :( Powrót wydaje się rozwiązaniem, ale po kilku tygodniach od wyprowadzki męża widzę, że czas rozłąki nie jest bezsensowny. Nie wiem jak przeżywa go mąż, ale widzę jak ja zaczynam patrzeć na siebie, swoje potrzeby, na moją relację z Bogiem. To jest coś, czego już nikt mnie nie pozbawi, a przypuszczam, że mając męża tuż obok byłoby mi trudniej się uporządkować, wziąć za pracę nad sobą i rozgraniczyć moją odpowiedzialność za kryzys od jego odpowiedzialności. Staram się też myśleć według tego, co tutaj gdzieś na archiwalnym forum wyczytyłam na temat powrotu - jeśli mąż dojrzeje to wróci, a jak nie dojrzeje, to w sumie nawet gdy wróci i tak nie będzie dobrze i szczęśliwie.
"można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie
nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem"

Bławatek
Posty: 45
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 18 maja 2020, 8:39

tata999 pisze:
14 maja 2020, 11:01
Bławatek pisze:
14 maja 2020, 10:15
Może bym chciała w końcu usłyszeć od męża slowo 'przepraszam' - w sumie przez całe małżeństwo nigdy tego słowa od męża nie usłyszałam.
Czy byłabyś zadowolona z przeprosin, jeśli udałoby się je wymusić?
w odniesieniu do słów Tata999

Nie chciałabym usłyszeć wymuszonych przeprosin tylko takich prawdziwych, więc najpierw mąż musiałby do tego dojrzeć, zastanowić się czy i jaką winę za nasz kryzys ponosi. a poza tym chyba też by się musiał nauczyć mówić przepraszam. A to trudne...

Ja go nieraz przepraszałam.

Najgorsze jest to, że mąż ciągle wypomina mi sytuację z zeszłego roku gdy mierzyłam z nim odległości między drewnianymi słupkami i podobno się czepiałam i go wyśmiewałam, że ciągle mierzy, bo 2 mm potem 5 mm mu się nie zgadzają. Pamiętam, że w żartach powiedziałam, że 3 dni to mierzymy a to tylko kilka milimetrów, a ja mam dużo roboty domowej do zrobienia. I teraz za każdym razem mam to na nowo wmawiane, że go nie doceniam, nie rozumiem itd.

Nie wiem jak z nim rozmawiać aby go nie urażać ciągle, a z drugiej strony on się nie przejmuje, że mnie rani swoimi słowami czy też zachowaniem.

Gdyby się awanturował to chyba łatwiej by mi było stawiać granice.

Obecnie nigdy się nie deklaruje kiedy do nas - do syna - przyjedzie. myślałam, że jak będzie mieszkał niedaleko nas to będzie częściej do syna zaglądał na zasadzie spędzania wspólnie czasu, może wspólnej nauki, ale dla niego przyjście porobienie czegoś przy samochodzie na podwórku i kilkuminutowa rozmowa z dzieckiem już załatwia jego spotkanie. Jest to 30 minut, czasami godzina , półtorej - Wczoraj miał dzień wolny to przyszedł popołudniu, ostentacyjnie wyciągnął swoje bułki, zjadł, chwilę posiedział - pogadał z synem, ze mną i poszedł po godzinie. Na moje zapytanie kiedy przyjdzie odpowiedział, że przecież ostatnio każdego dnia był na chwilę, więc jutro nie musi i nie wie kiedy. (w piątek zabrał inny swój samochód i gdzieś pojechał - ponad godzinę go nie było, a z nami tylko parę minut pogadał, a w sobotę tez powodem jego obecności była podmiana samochodów - pogadał z synem pól godziny, pomógł mi przenieść kilka ciężkich rzeczy i się zmył). I tak wyglądają wszsytkie jego przyjścia do nas.

Zbieram sie aby z nim porozmawiać odnośnie spotkań z synem, ale takich z prawdziwego zdarzenia, że graja w coś razem, idą na spacer, uczą się razem itd., a ja mam wtedy czas dla siebie, na pracę w domu, zrobienie na spokojnie zakupów. Ale na razie nie mam pomysłu jak taką rozmowę zacząć, tym bardziej, że tydzień temu usłyszałam, że on musi się teraz urządzić w mieszkaniu. Jak zawsze jego potrzeby są na pierwszym miejscu.

rose
Posty: 72
Rejestracja: 14 mar 2020, 11:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: rose » 18 maja 2020, 9:49

Bławatek pisze:
18 maja 2020, 8:39
Zbieram sie aby z nim porozmawiać odnośnie spotkań z synem, ale takich z prawdziwego zdarzenia, że graja w coś razem, idą na spacer, uczą się razem itd., a ja mam wtedy czas dla siebie, na pracę w domu, zrobienie na spokojnie zakupów. Ale na razie nie mam pomysłu jak taką rozmowę zacząć, tym bardziej, że tydzień temu usłyszałam, że on musi się teraz urządzić w mieszkaniu. Jak zawsze jego potrzeby są na pierwszym miejscu.
Blawatku, jakiś czas temu zmagałam się z podobnym problemem. Mój mąż ma nieregularny czas pracy i wszystko było pod jego grafik podporządkowane. Tzn przychodził do dzieciaków kiedy mu pasowało. Ja nauczona ze nasze życie organizujemy pod grafik nie widziałam nawet w tym większego problemu. Dopiero rozmowa z psychologiem uświadomiła mi że takie rzeczy trzeba uporządkować. Tym bardziej że wtedy jego wizyty działały na mnie bardzo stresująco mimo że mąż ewidentnie mnie unikał i nie rozmawiał ze mną. Pani psycholog poradziła że przy przedszkolnych dzieciakach fajnie sprawdzają się wizyty 2 razy w tygodniu po 2-3h i do tego co drugi weekend. I dobrze jak to są wizyty ustalone na sztywno. Np przychodzi we wtorek i czwartek od 15 do 17.

Zdaje sobie sprawę że wcielenie tego w życie nie będzie łatwa sprawa. Ale ja jak to usłyszałam, mimo że to są bardzo oczywiste rzeczy, to bardzo mi się rozjaśniło. Takie rozwiązanie daje Tobie możliwość zaplanowania zakupów, wizyty u fryzjera czy kawy u koleżanki. Myślę że to byłby taki mały pierwszy krok w kierunku zadbania o siebie. Powodzenia Blawatku!

tata999
Posty: 971
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: tata999 » 18 maja 2020, 11:28

rose pisze:
18 maja 2020, 9:49
Bławatek pisze:
18 maja 2020, 8:39
Zbieram sie aby z nim porozmawiać odnośnie spotkań z synem, ale takich z prawdziwego zdarzenia, że graja w coś razem, idą na spacer, uczą się razem itd., a ja mam wtedy czas dla siebie, na pracę w domu, zrobienie na spokojnie zakupów. Ale na razie nie mam pomysłu jak taką rozmowę zacząć, tym bardziej, że tydzień temu usłyszałam, że on musi się teraz urządzić w mieszkaniu. Jak zawsze jego potrzeby są na pierwszym miejscu.
Blawatku, jakiś czas temu zmagałam się z podobnym problemem. Mój mąż ma nieregularny czas pracy i wszystko było pod jego grafik podporządkowane. Tzn przychodził do dzieciaków kiedy mu pasowało. Ja nauczona ze nasze życie organizujemy pod grafik nie widziałam nawet w tym większego problemu. Dopiero rozmowa z psychologiem uświadomiła mi że takie rzeczy trzeba uporządkować. Tym bardziej że wtedy jego wizyty działały na mnie bardzo stresująco mimo że mąż ewidentnie mnie unikał i nie rozmawiał ze mną. Pani psycholog poradziła że przy przedszkolnych dzieciakach fajnie sprawdzają się wizyty 2 razy w tygodniu po 2-3h i do tego co drugi weekend. I dobrze jak to są wizyty ustalone na sztywno. Np przychodzi we wtorek i czwartek od 15 do 17.

Zdaje sobie sprawę że wcielenie tego w życie nie będzie łatwa sprawa. Ale ja jak to usłyszałam, mimo że to są bardzo oczywiste rzeczy, to bardzo mi się rozjaśniło. Takie rozwiązanie daje Tobie możliwość zaplanowania zakupów, wizyty u fryzjera czy kawy u koleżanki. Myślę że to byłby taki mały pierwszy krok w kierunku zadbania o siebie. Powodzenia Blawatku!
Życie rodzinne, gdzie wspólnie posiada się potomstwo, które chce się wychować, wymaga wysiłku i nieustannych starań, żeby porozumiewać się dla dobra dziecka. Ciągłe kompromisy to stan naturalny. Można zaplanować zakupy, wizyty u fryzjera i kawę u koleżanki i te plany będą się zmieniać niezależnie od męża, koleżanki, fryzjera, dziecka itp. Czasami ważniejsze będzie zarobienie dodatkowych kilkuset złotych na alimenty lub wizytę dziecka (lub ojca) u lekarza, choćby miało się to odbyć w "nieregularnym czasie pracy". Zachęcam do bardziej humanitarnego, przyjaznego spojrzenia na inne osoby zwłaszcza bliskie, jak rodzic wspólnego dziecka. Jeśli w sytuacji poważnej, jak np. kryzysu jest miejsca na rozmowy o trywialnych sprawach, to może kryzys wcale nie jest taki poważny? A może jest poważny właśnie przez to, że widzi się tylko błahostki, a nie podejmuje ważniejszych spraw. A może w ogóle nieważne, jakie zdanie ma drugi rodzic, a każda jego odmienność jest powodem do prawienia zarzutów?

Odmiennie zapatruję się na radę psycholog. Po pierwsze nie padają żadne argumenty na poparcie tego, co ta pani psycholog poradziła oprócz tego, że jej rada opiera się o "cześć instytucji i nikt nie ma prawa się przyczepić". Zapewne istnieje inna pani psycholog, która poradzi coś odmiennego mimo, ze obydwie są paniami psycholog, obdarzonymi czcią tej samej instytucji. Zachęcam do krytycznego myślenia, weryfikowania i oceniania, czy jest szansa, żeby dana rada sprawdziła się we własnym przypadku, bo każdy przypadek jest inny i nie ma magicznych sposobów, które działają w każdym z nich.

Sądy szablonowo narzucają widzenia tylko 1-2 razy w tygodniu i co drugi weekend. Można iść od razu do sądu i nie starać się porozumiewać z drugim rodzicem. A można inaczej, czyli pokazać, że jest się gotowym do życia w związku i starać porozumiewać zwłaszcza w kwestii widzeń i wychowywania wspólnego dziecka. Wybór należy do każdego z osobna.

Bławatek
Posty: 45
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 18 maja 2020, 22:04

tata999 pisze:
18 maja 2020, 11:28

Życie rodzinne, gdzie wspólnie posiada się potomstwo, które chce się wychować, wymaga wysiłku i nieustannych starań, żeby porozumiewać się dla dobra dziecka. Ciągłe kompromisy to stan naturalny. Można zaplanować zakupy, wizyty u fryzjera i kawę u koleżanki i te plany będą się zmieniać niezależnie od męża, koleżanki, fryzjera, dziecka itp. Czasami ważniejsze będzie zarobienie dodatkowych kilkuset złotych na alimenty lub wizytę dziecka (lub ojca) u lekarza, choćby miało się to odbyć w "nieregularnym czasie pracy". Zachęcam do bardziej humanitarnego, przyjaznego spojrzenia na inne osoby zwłaszcza bliskie, jak rodzic wspólnego dziecka. Jeśli w sytuacji poważnej, jak np. kryzysu jest miejsca na rozmowy o trywialnych sprawach, to może kryzys wcale nie jest taki poważny? A może jest poważny właśnie przez to, że widzi się tylko błahostki, a nie podejmuje ważniejszych spraw. A może w ogóle nieważne, jakie zdanie ma drugi rodzic, a każda jego odmienność jest powodem do prawienia zarzutów?
Chciałabym się odnieść do tego fragmentu.
Ja zawsze humanitarnie i przyjaźnie patrzyłam na męża. Potrzebował chodzić do garażu to mu pozwalałam, niestety kosztem czasu wspólnie spędzanego oraz tym, że wszystko robiłam sama z dzieckiem - spacery, jazda na rowerze, gra w piłkę czy też na konsoli, wyjścia na plac zabaw czy do kina. Moja robota domowa leżała i często mnie to dręczyło. Bo ani pranie ani sprzątanie samo się nie zrobi. A jak pisałam wcześniej - przed ślubem mąż pomagał sprzątać a po ślubie już tego nie umiał. :D Nawet jak czasami mąż zabierał syna na parę godzin i miałam wolną chatę to tak jak każda kobieta starał się jak najwięcej zrobić w domu pracy bieżącej jak i zaległej. I nigdy nie usłyszałam- czy może w czymś pomóc, nigdy nie usłyszałam od męża słowa dziękuję za swoją pracę domową, zazwyczaj słyszałam w formie zaczepki, zarzutu 'a ciekawe co zrobiłaś jak nas nie było'. A ja nawet za np. naprawę kranu mężowi dziękowałam.

Kompromisy w naszym związku zawsze były z mojej strony. Ja musiałam w wielu kwestiach ulegać i dostosowywać się do planów męża. Nawet jak był czymś zajęty to nie było dla mnie problemem poproszenie kogoś z rodziny o opiekę nad synem s ja w tym czasie wychodziłam do sklepu lub np dentysty.

Mąż nigdy nie zbudował relacji z synem i to nie dlatego że mu przeszkadzalam tylko nigdy nie potrafił się zająć dzieckiem, nie miał pomysłu w co się bawić lub mu się nie chciało. To widać teraz bo syn wogole nie dopytuje o tatę. Nawet ja na początku wyprowadzki męża naklanialam syna do wykonywania telefonów do taty.

A jeśli chodzi o wspólne wychowywanie to mąż chyba wolał scedować wszystko na mnie aby w razie czego nie brać odpowiedzialności. Tak jak były ostatnio zakazy w kontaktach między sobą to mąż ciągle pytał syna czy bawił się z jakimś kolegą. I ja potem miałam przeboje z synem który chciał się spotykać z kolegami a ja mu zabranialam. I nawet wcześniej jak syn coś złego zrobił przy mężu to mąż nigdy go nie skarcił, nie upomniał tylko wołał mnie abym syna ukarała, powiedziała mu że źle robi. Tu się zawsze buntowalam, że nie mogę karać gdy czegoś nie widzialam.

Ja po 3 m-cach bycia non stop z dzieckiem, mając swoją pracę zawodową, naukę z synem, ogarnianie domu i zakupów komunikacja miejską chciałabym mieć wolne popołudnie albo wieczór aby odpocząć, poczytać książki tu polecane, a które mi leżą.

Tato 999 nie czytałam Twojej historii więc nie wiem jaką masz sytuację. Ale gdyby nikt Ci nie utrudnial kontaktu z dzieckiem to spedzalbys wolny cza samotnie czy właśnie z dzieckiem?

tata999
Posty: 971
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: tata999 » 18 maja 2020, 22:43

Bławatek pisze:
18 maja 2020, 22:04

Tato 999 nie czytałam Twojej historii więc nie wiem jaką masz sytuację. Ale gdyby nikt Ci nie utrudnial kontaktu z dzieckiem to spedzalbys wolny cza samotnie czy właśnie z dzieckiem?
To zależy. Nie zawsze sytuacja jest taka prosta, jak się wydaje. Zdarzył mi się wolny czas, który spędziłem samotnie zamiast z dzieckiem. Moja, ani kogokolwiek innego sytuacja jest nieistotna, bo nieporównywalna do sytuacji Twojej i Twojego męża. Wiele żon przyznało się na tym forum, że niepotrzebnie porównywało mężów do innych mężów. W takich porównaniach zawsze znajdą się elementy korzystne i niekorzystne. Nie ma to żadnej wartości chyba, że destrukcyjną. Nie masz wyboru ojca dla narodzonego dziecka, więc nic nie wniesie porównywanie go z innymi.

Wiedźmin
Posty: 1563
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Wiedźmin » 20 maja 2020, 2:16

Bławatek pisze:
18 maja 2020, 22:04

[...] Ja zawsze humanitarnie (...) patrzyłam na męża [...]

:D

[...] Potrzebował chodzić do garażu to mu pozwalałam [...]
[...] A ja nawet za np. naprawę kranu mężowi dziękowałam. [...]
Droga Pani Bławatek,


"Czepiłem" się tych swierdzeń (nie bardzo było czego innego ;) ).

"Pozwalałam mężowi chodzić do garażu" - brzmi to trochę jak relacja "matka -> synek"

"Nawet za naprawę kranu" - ale co powinnien mąż zrobić... aby nie było "nawet"?
Całą instalację hydrauliczną wymienić? Dom razem gołymi rękoma samodzielnie wybudować?

Oczywiście serdecznie Ci współczuję Twoich doświadczeń... z "mało-pomocowym" mężem (tak to wynika z Twojego opisu).
Ale jego tu nie ma. Więc (piszę z doświadczenia własnego) więcej zyskasz we własnym rozwoju, pisząc więcej o sobie... niż o słabościach męża (i z czym sobie nie radził).
Szczęście "nie leży" na zewnątrz - postaraj odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skup (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

Bławatek
Posty: 45
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 21 maja 2020, 11:27

Odnosząc sie do postu Wiedźmina

Słowo 'nawet' w mojej wypowiedzi było użyte w celu przykładu, chodziło mi o to, że ja potrafiłam dziękować mężowi za prozaiczne rzeczy jak naprawy czegoś w domu. A ja bardzo rzadko słyszałam od męża słowa pochwały czy podziękowania. Boli mnie jedynie to, że mąż ciągle czepia się paru zdań i słówek i ciągle do nich wraca i tak jak na początku po jego odejściu byłam atakowana przez niego tematem rozwodu, to aby mnie nie ranił jak tylko się u nas pojawiał to wolałam wyjść, tak teraz ten temat ucichł, ale mąż znów zaczyna mi dogryzać słownie i ja przestaję mieć ochotę na rozmowy z nim.

Pozwalałam chodzić mężowi do garażu - nie wiem dlaczego Wiedźmin nazwał to relacją "matka-synek", wiedziałam, że dla męża to było ważne, kiedyś sie o to kłóciliśmy ale później odpuściłam, aby mąż mi nie zarzucał, że zabieram mu jego wolność. Nawet na jednym kazaniu ślubnym słyszałam jak Kapłan zwracał sie do pani młodej, żeby pozwoliła swojemu mężowi chodzić do jego 'gołębnika', bo mężczyzna musi mieć swoje miejsce, swoją jaskinię, gdzie kobieta nie może ingerować, np. wieszając firanki żeby było ładnie. Więc wtedy utwierdziłam sie, że mężowi potrzebna jest taka odskocznia, jaskinia, ale niestety często przez to cierpiała nasza rodzina, bo byliśmy na drugim miejscu - ważniejsze było hobby. Może gdybym umiała stawiać granice i je egzekwować byłoby inaczej. Tylko jak postawić granice, aby druga strona nie odbierała tego jako atak na swoja wolność bo jak mąż zaczął dbać o siebie i znikał 3 razy w tygodniu na ćwiczenia + pozostałe dni poswięcał swojemu hobby to powiedziałam, że OK, ale ja też potrzebuję paru dni w miesiącu bez obowiązków typu nauka z dzieckiem oraz "służenie" moim panom i może ustalimy jakieś 2 popołudnia w tygodniu dla mnie, to mój mąż zrobił kwadratowe oczy, a że chyba od dłuższego czasu już planował odejście to chyba utwierdził się, że nigdy nie będę taka jaką on by mnie chciał. I moje postawienie granicy zapewne też przyczyniło się do jego odejścia. Tym bardziej, że jakieś pół roku wcześniej gdy naprawdę w domu czułam się jak służąca odpowiedzialna za wszystko, to powiedziałam, że do pełnoletności syna tak dam radę pociągnąć, ale już potem na pierwszym miejscu będą moje sprawy, hobby i potrzeby. "I znów pokazałam swoje nieposłuszeństwo wobec męża".

Ja wiem, że wiele pracy przede mną, staram się czytać książki i słuchać konferencji różnych - na razie jestem na etapie gdzie rozum wszystkie słowa czytane lub słuchane jeszcze analizuje pod kątem tego jak każde z nas daną sprawę postrzegało, co czyniło. Najlepiej byłoby te konferencje słuchać razem, tak aby można od razu porozmawiać o usłyszanych zagadnieniach, zastanowić sie czy cos mozna by wcielić w nasze życie, czy druga strona nie odbiera mnie w jakiś sposób którego ja nie widzę. Choć wcześniej próbowałam mężowi podsuwać artykuły z prasy katolickiej, aby mieć jakieś tematy do rozmów o związku małżeńskim, uczuciach itp., ale niestety nie był zainteresowany czytaniem, więc tym bardziej rozmową w danym temacie. Pewnie jeszcze długo moje myśli będą krążyć wokół męża, naszego małżenstwa.

Wiem, że muszę znaleźć czas aby się wyciszyć, bo na chwilę obecną ogrom różnych spraw, które każdego dnia codziennego mnie bombardują i nie raz przytłaczają, powodują, że żyję w ciągłym napięciu i stresie i często niestety wybucham - to jest mój największy problem. Na szczęście nauka już się powoli kończy, może już niedługo będzie taka możliwość, że dzieci będą mogły swobodnie się bawić z rówieśnikami i wtedy czasami odpadnie mi ciągłe bycie z synem.

Na szczęście mimo zmęczenia wieczorem znajduję dłuższą chwilę na modlitwę. Wielki plus tego naszego kryzysu to to że znów zaczynam przybliżać się do Boga i Go stawiać na pierwszym miejscu.

Najbardziej chyba tak jak większość tu na forum boję się, że to wszystko to już niestety koniec naszego małżeństwa. Bo jak się porozumieć gdy każde nadaje na innych falach. Niewierzącym chyba czasami łatwiej w takich sytuacjach, bo żyją chwilą dzisiejsza, potrafią nawiązywać nowe znajomości, wchodzić w nowe związki cywilne, a także kolejny raz sie rozwodzić. To nie jest dobra postawa i może wielu będzie pod koniec swojego życia żałować swoich decyzji. Większość z nas nie raz żałuje wielu swoich decyzji, a czasu niestety cofnąć sie nie da. Jednak dla mnie małżeństwo sakramentalne zawsze był uważane jako wspólna droga na dobre i złe, do końca naszych dni. Może teraz każde z nas wędrować będzie swoją drogą (krętą, oddaloną od siebie) a kiedyś tam nasze drogi sie znów splotą w jedną. Nadzieję, wiarę i miłość zawsze warto mieć, choc na jednym z kazań niedawno (tu akurat na pogrzebie) usłyszałam, ze zmarły z tych trzech cnót ma dalej tylko miłość - wiara i nadzieja, że dojdzie się do nieba przestają być "odczuwane, przeżywane przez człowieka" w chwili śmierci, natomiast miłośc z człowiekiem pozostaje, tym bardziej, że w końcu człowiek zabaczy Miłość - Jezusa twarzą w twarz. I może my tez możemy stracić wiarę (w coś, kogoś- jak to potocznie nieraz mówimy), nadzieję (na coś), ale miłość jednak zawsze będzie w nas trwać.

Bławatek
Posty: 45
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: Bławatek » 25 maja 2020, 16:32

Witam, długo nie pisałam u siebie, czytałam inne posty, książki, słuchałam konferencji - zastanawiałam się co i jak u siebie zmieniać.

Męża miło traktowałam, choć denerwowało mnie, że z synem nie chce czasu spędzać, ale się póki co nie czepialam.

Niestety dzisiaj otrzymałam pozew rozwodowy - po 3 miesiącach od wyprowadzki męża! Czyli prawdopodobnie odchodząc już miał wszystko zaplanowane

Najbardziej zabolały mnie slowa "wnosze o nieregulowanie kontaktów powoda z małoletnim synem" - czyli jeśli dobrze rozumiem to jak mężowi będzie pasowało to do syna wpadnie a jak nie to nie???

Oraz
Uzasadnienie, że "pozwana pochodzi z katolickiej rodziny, w której pielęgnowane były konserwatywne wartości, dlatego strony nie mieszkały z sobą przed ślubem...
- mąż też z takiej rodziny pochodzi! I Sam wielokrotnie mówił o katolickiej wspólnej rodzinie, która mieliśmy założyć.
W uzasadnieniu jest wzmianka że mamy odmienne temperamenty (seksualne) oraz charaktery, które powodowały kłótnie.
Fakt nie mogliśmy się czasami zgrać jeśli chodzi o potrzeby fizyczne bo nawet jeśli ja chciałam to mąż był śpiący i zmęczony, a jak on miał potrzebę zbliżenia to np. ja nie miałam ochoty (np. po ciężkim nerwowym dniu, kłótni).

Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Na pewno nie chcę rozwodu, co wielokrotnie mu mówiłam. Większość argumentów chyba będę umiała podważyć, wyjaśnić mój punkt widzenia.

Nie wiem czy wystarczy mi zwykły adwokat czy też muszę szukać takiego z katolickim spojrzeniem na sprawy małżeństwa.

Czy miał ktoś takie zarzuty oraz tak stawianą sprawę opieki nad dzieckiem?

tata999
Posty: 971
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: tata999 » 25 maja 2020, 22:36

Bławatek pisze:
25 maja 2020, 16:32

Najbardziej zabolały mnie slowa "wnosze o nieregulowanie kontaktów powoda z małoletnim synem" - czyli jeśli dobrze rozumiem to jak mężowi będzie pasowało to do syna wpadnie a jak nie to nie???
Tak, mąż do syna wpadnie, jak mu będzie pasowało, "a jak nie to nie" (chyba, że będziesz im widzenia blokowała, co byłoby szkodliwe). Przy czym nie wynika z cytowanej części.

tata999
Posty: 971
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Mąż odszedł - nie wiem jak go traktować, co robić

Post autor: tata999 » 25 maja 2020, 22:44

Bławatek pisze:
25 maja 2020, 16:32

Nie wiem czy wystarczy mi zwykły adwokat czy też muszę szukać takiego z katolickim spojrzeniem na sprawy małżeństwa.
Jeśli zależy Ci na tym, co będzie w papierku rozwodowym to możesz poszukać adwokata. Czy on będzie katolicki, czy nie, to kwestia Twoich upodobań. Jeśli lubisz rozmawiać bardziej z katolikami to jest szansa, że będzie Ci milej rozmawiać z takim adwokatem. Na wynik sprawy nie powinno mieć to wpływu.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości