1,5 roku kryzysu

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

elena
Posty: 84
Rejestracja: 14 kwie 2020, 19:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: elena » 02 maja 2020, 18:22

Przeczytałam Twoją historię, widzę wiele podobieństw między Twoim mężem a moim. Mój też zarzuca mi nienormalność, przerzucając na mnie winę itp. Jak byłam w ciąży to też nie rozumiał mojego zachowania, zmiennych nastrojów itp. Po urodzeniu dziecka mogą pojawić się problemy z hormonami, do tego nieprzespane noce, problemy z karmieniem (tak było u mnie), więc ogólnie zawsze coś może spowodować konflikt między małżonkami. W chwili obecnej skupiaj się na sobie i dziecku- niech to będzie priorytet, oczywiście możesz zapewniać męża o miłości i chęci pojednania, ale warto stawiać granice. Pozdrawiam!
„Kocha się nie za cokolwiek, ale pomimo wszystko, kocha się za nic”. Ks. Jan Twardowski

fannyprice
Posty: 59
Rejestracja: 16 kwie 2019, 10:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: fannyprice » 02 maja 2020, 23:07

elena pisze:
02 maja 2020, 18:22
Przeczytałam Twoją historię, widzę wiele podobieństw między Twoim mężem a moim. Mój też zarzuca mi nienormalność, przerzucając na mnie winę itp. Jak byłam w ciąży to też nie rozumiał mojego zachowania, zmiennych nastrojów itp. Po urodzeniu dziecka mogą pojawić się problemy z hormonami, do tego nieprzespane noce, problemy z karmieniem (tak było u mnie), więc ogólnie zawsze coś może spowodować konflikt między małżonkami. W chwili obecnej skupiaj się na sobie i dziecku- niech to będzie priorytet, oczywiście możesz zapewniać męża o miłości i chęci pojednania, ale warto stawiać granice. Pozdrawiam!
Są chwile, że myślę sobie, że to może lepiej, że w tych wszystkich sytuacjach (poród, połóg, karmienie) nie będzie męża ze mną, bo przynajmniej nie będę musiała wysłuchiwać dodatkowo jak nienormalna jestem i że sama jestem wszystkiemu winna. Przeraża mnie to, że tak myślę bo mąż był przecież osobą, z którą chciałam dzielić całe swoje życie. I jakoś tak dziwnie mi z tym, że planuję najbliższą przyszłość zupełnie bez niego, tak jakbym była niezamężna. I myślę o dziecku, przecież ma prawo przyjść na świat w pełnej rodzinie. Tylko czy mogę jeszcze coś zrobić by mu to prawo zapewnić?

Mąż w dalszym ciągu każdy kontakt sprowadza do zrzucenia na mnie winy. Nie wiem czy w ogóle utrzymywanie z nim kontaktu ma sens. Jest tak mocno rozżalony. Może lepiej zostawić go z jasnym komunikatem że mi zależy, ale tak jak to teraz wygląda to nie jest możliwe życie razem?
"można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie
nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem"

teodora
Posty: 90
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: teodora » 03 maja 2020, 7:19

Bardzo się odnajduję w Twojej historii. Mój mąż też nie jest człowiekiem, który 'grzeszy' empatią. W ciagu wielu lat, bardzo często słyszałam zarzut, że jestem nienormalna. Dodatkowo pożywką do tego był fakt, że byłam na terapii (traumatyczne przeżycia z dzieciństwa). Skończlo się tak, że od pewnego czasu stawiam twarde granice w tym temacie. Zwyczajnie mówię 'nie mogę z Tobą teraz rozmawiać, bo mówisz bardzo przykre rzeczy, proszę przestań i bedziemy mogli wrócić do rozmowy', kończę jakąkolwiek rozmowę i robię zwrot: wychodzę, dzwonię do kogoś, idę do dzieci, wieszam pranie. Cokokwiek-jasny sygnał, że nie toleruję takich tekstów.

Wg mnie zarzuty typu: 'jesteś nienormalna', dręczenie smsami typu jak to jesteś wszystkiemu winna to zwyczajna przemoc i nie pozwól sobie żeby mąż cię tak traktowal. Powiedziałabym wprost, tak jak mówię do dzieci; widzę ze jestes zdenerwowany, coś cię dręczy, ale nie mogę z Tobą rozmawiać kiedy mnie oskarżasz', lub 'uważam, ze takie oskarżanie nie wnosi nic do naszej rozmowy a jest dla mnie przykre'.
Proste, a działa cuda, moj mąż weeszcie po latach zaczął sie zastanawiać i nazywać problemy, odkąd nie ma ucieczki w postaci robienia za mnie kozła ofiarnego.

Moze warto, żebyś zastanowila się co widzisz do zmiany u siebie, prosto zakomunikowała o tym mężowi i zapytała co on widzi u siebie. Kazdy musi zająć się swoim polem.

Piszę z perspektywy 9 letniego zwiazku. Gdybym była na tym etapie co ty, zaczęłabym ostro stawiać mężowi granice przykrym słowom , oskarzaniu, ciaglemu roztrzasaniu co robię źle, trenowalabym skupianie się na konkretach i oczekiwalabym tego od męża. Jestem niestety w punkcie w ktorym, ja zastanawiałam się 'co męża dreczy, że może jego przykre zachowanie ma jakieś przyczyny', a on robi co chce, mówi co mu się żywnie podoba, łącznie z tym, że mówi okropne rzeczy o mnie do dzieci, do innych osób, wrecz mi grozi. Ma nawet 'przyjaciółkę' której najpierw się zwierzał ze swoich problemów ze mną, a teraz chce mnie zostawić i żyć z nią.

Moj mąż podobnie jak Twoj nie toleruje słabości. Przeszłam kilka ciąż, kazda jedna gorsza od drugiej. Mnie dręczyły 'niepowściągliwe wymioty' + ogromny ból kregoslupa+plus zagrożenie poronieniem i zalecenia leżenia przez pół roku. Slyszalam miedzy innymi, że jestem hrabianką, zgrywam księżniczkę, mam sie ogarnąć, a hitem byly sugestie, że pewnie myślę dużo o nudnościach i dlatego wymiotuję....

Pomogło mi zajecie się sobą, stawianie granic, przyjęcie ze na ten moment mąż nie jest dla mnie partnerem i wsparciem,jasne proste komunikaty do niego czego oczekuję, szukanie wsparcia u innych (przyjaciółka, forum, spowiednik, terapia)

Jesteś naprawdę w dobrym punkcie, Twoj mąż wg mnie kocha Cię ale też musi nauczyć się brać odpowiedzialność za swoje nastroje. To co wg mnie robi to przerzucanie odpowiedzialności i szantaż emocjonalny. Nie daj się zmanipulować.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9151
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: Nirwanna » 03 maja 2020, 7:53

Fannyprice, wg mnie to, co pisze teodora, jest do wydrukowania, powieszenia sobie gdzieś i czytania kilka razy dziennie.

Zastanowiłabym się tylko nad tym akapitem:
Moze warto, żebyś zastanowila się co widzisz do zmiany u siebie, prosto zakomunikowała o tym mężowi i zapytała co on widzi u siebie. Kazdy musi zająć się swoim polem.
Wg mnie on nie jest to zastosowania na teraz, tylko po konkretnym i długotrwałym stosowaniu granic. Wtedy tak. Teraz Twój mąż komunikat, co widzisz do zmiany u siebie, wykorzysta jako dodatkową amunicję przeciwko Tobie i potwierdzenie swoich opinii o Twojej nienormalności, a pytania co widzi u siebie - albo nie usłyszy, albo skwituje słowem "nic".
Faktem jest, że każde z Was ma pole do popracowania na nim. Jednak pomiędzy tymi polami powinna najpierw zaistnieć trwała granica, najlepiej obsadzona żywopłotem ;-) aby każde z Was podejmując próby przeskoczenia na nie swoje pole doświadczało, że granice bolą.

Fannyprice, teraz masz czas na zatrudnienie geodety, żeby dowiedzieć się, gdzie leżą granice między Wami, i czas na posadzenie i podlewanie żywopłotu na tej granicy. Że się tak porównaniem posłużę ;-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

teodora
Posty: 90
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: teodora » 03 maja 2020, 10:29

Wg mnie on nie jest to zastosowania na teraz, tylko po konkretnym i długotrwałym stosowaniu granic.
Tak zgadzam się. U mnie było tak, że mąż oznajmił, że potrzebuje wyjechać, odseparować się żeby się zastanowić co zmienić w naszym życiu i ja też wtedy zaczęłam ostro się zastanawiać nad czym ja powinnam popracować (w naszym związku było tak, że mąż nie komunikował co go boli, czym go ranię. Takie sprawy wychodzily wtedy gdy ja poruszałam jakiś temat. Wtedy słyszałam 'ale ty robisz to i to', czyli w sumie jako odbijanie piłeczki.

Okazało się że mąż kłamał, jak sam poźniej przyznał, odseparował się bo mnie zdradził i źle się czuł przy mnie po tym co zrobił... Ja jednak wykonalam swoją pracę-zrobiłam listę tego co z jego przykrych słów i oskarżeń udalo mi sie odfiltrować w kwestii pracy nad sobą (szczerze mówię, że wymagało to ode mnie dużej pokory i przełamania się,bo jesli ktos mnie oskarża w niewyszukanych słowach, to raczej nie skłania to do refleksji a do buntu). Pracuję nad zmianami. Cieszę się z tego. Powiedziałam mężowi, chyba trochę za wcześnie, więc wiele razy mi dopiekał w tym temacie, szantażował też. Tylko teraz po mnie to już spływa jak przysłowiowa woda po kaczce :)

Oczywiście jest bardzo trudno, cierpię, jestem rozczarowana i zawiedziona tym jak moje życie i małżeństwo wygląda. Wylałam przed Bogiem hektolitry łez. Przynoszę to do Jezusa i idę dalej.

fannyprice
Posty: 59
Rejestracja: 16 kwie 2019, 10:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: fannyprice » 03 maja 2020, 12:56

Dziękuję Nirwanna i teodora za wasze słowa. Widzę, że przede wszystkim postawienie granic powinno być dla mnie priorytetem. Myślałam już żeby w ogóle nie reagować na słowną agresję męża, ale metoda zwięzły komunikat + zajęcie się sobą, zamiast kontynuowania rozmowy w tym momencie, bardziej do mnie przemawia. Mąż wylewa i wylewa swoje żale, pretensje, frustracje. Jak skończy jedne, to wynajduje inne. Czy to w smsach, czy w rozmowie telefonicznej. Potrafi bardzo długo i szczegółowo wypominać różne dawne problemy z początków małżeństwa, które wydawać by się mogło przepracowaliśmy na terapii. Słucham tego bez emocji, co jest dla mnie naprawdę dużą odmianą, bo kiedyś bardzo szybko zaczynałam płakać i żalić się jak bolą mnie jego słowa. Mam wrażenie, że mąż jest tym zaskoczony, że staram się rozmawiać z nim rzeczowo i życzliwie, a nie wpadam w płacz i lament. Widzę w tym jakąś łaskę, bo naprawdę jeszcze jakiś czas temu szlochałabym bez końca do telefonu.
teodora pisze:
03 maja 2020, 10:29
Wg mnie on nie jest to zastosowania na teraz, tylko po konkretnym i długotrwałym stosowaniu granic.
Tak zgadzam się. U mnie było tak, że mąż oznajmił, że potrzebuje wyjechać, odseparować się żeby się zastanowić co zmienić w naszym życiu i ja też wtedy zaczęłam ostro się zastanawiać nad czym ja powinnam popracować (w naszym związku było tak, że mąż nie komunikował co go boli, czym go ranię. Takie sprawy wychodzily wtedy gdy ja poruszałam jakiś temat. Wtedy słyszałam 'ale ty robisz to i to', czyli w sumie jako odbijanie piłeczki.

Okazało się że mąż kłamał, jak sam poźniej przyznał, odseparował się bo mnie zdradził i źle się czuł przy mnie po tym co zrobił... Ja jednak wykonalam swoją pracę-zrobiłam listę tego co z jego przykrych słów i oskarżeń udalo mi sie odfiltrować w kwestii pracy nad sobą (szczerze mówię, że wymagało to ode mnie dużej pokory i przełamania się,bo jesli ktos mnie oskarża w niewyszukanych słowach, to raczej nie skłania to do refleksji a do buntu). Pracuję nad zmianami. Cieszę się z tego. Powiedziałam mężowi, chyba trochę za wcześnie, więc wiele razy mi dopiekał w tym temacie, szantażował też. Tylko teraz po mnie to już spływa jak przysłowiowa woda po kaczce :)

Oczywiście jest bardzo trudno, cierpię, jestem rozczarowana i zawiedziona tym jak moje życie i małżeństwo wygląda. Wylałam przed Bogiem hektolitry łez. Przynoszę to do Jezusa i idę dalej.
Taką listę nad czym pracować robiliśmy na terapii, każdy osobno swoje przewinienia. I to było cenne, dla mnie w ogóle zobaczyć, że mąż się do czegokolwiek przyznaje było szokiem. Tylko że później zamiast pracy nad sobą zaczęła się walka tymi listami i używanie ich jak amunicji o czym wspomniała Nirwanna. Z obu stron... Nie ukrywam, że nie zrobiłam właściwego użytku ani ze swojej listy, ani z listy męża. Teraz od nowa przypatruję się swojemu udziałowi w kryzysie i też notuję te pola do poprawy. Nie jest to teraz tak łatwe jak wtedy, gdy razem chodziliśmy na terapię i miałam świadomość, że razem coś robimy by było u nas lepiej. Jednak jestem mocno zdeterminowana bo teraz już patrzę pod kątem tego, że chcę coś zmieniać w sobie, by mi żyło się lepiej i bym ja była lepszym człowiekiem, a nie po to, by lepiej było w małżeństwie czy w komunikacji z mężem (wiadomo, że to też pożądany skutek, ale już nie główny motyw). Może to nie jest odkrywcze tu na tym forum, ale to przeformułowanie celu dla mnie okazało się bardzo ważne.
"można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie
nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem"

fannyprice
Posty: 59
Rejestracja: 16 kwie 2019, 10:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: fannyprice » 03 maja 2020, 16:43

Dziś podsumowaniem wszelkich pretensji mojego męża jest stwierdzenie, że jeśli ja chciałabym do niego wrócić to tylko tam gdzie teraz on mieszka. I jak chcę to adres znam. Nie wiem nawet jak to ogarnąć rozumem, skoro od kilku miesięcy mieszkaliśmy na piętrze w domu moich rodziców, gdzie się urządziliśmy - mąż jeszcze parę dni przed wyprowadzeniem się stąd skręcał tu nasze nowe meble. Po wyprowadzce stwierdził, że nigdy tu nie będzie już mieszkał. I że to ja mogę wrócić jak chcę. Tylko że znikąd nie odchodziłam. Zupełnie nie wiem jak rozumieć tę pokrętną logikę. Dodam, że wyprowadziliśmy się stamtąd na wyraźną prośbę męża - chciał mieć bliżej do pracy. Tutaj są też lepsze warunki - sucho, ogrzewanie, ogród. Tam nie mam nikogo bliskiego, żadnych znajomych ani rodziny. Do lekarza czy sklepu trzeba podjechac dobre kilkanaście km, bez samochodu ani rusz. W perspektywie pojawienia się dziecka i braku wsparcia męża teraz w ciąży mieszkanie z nim (wypominajacym i agresywnym) na tym odludziu wydaje mi się totalną abstrakcją.
Czy ktoś już tak miał, że małżonek odszedł a później stawiał "warunki powrotu" opuszczonej stronie? Przyznam, że nie umiem tego pomieścić w głowie. No i sprowadzanie całości kryzysu tylko do miejsca naszego zamieszkania wydaje mi się jakąś totalną manipulacją.
"można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie
nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem"

teodora
Posty: 90
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: teodora » 03 maja 2020, 20:46

Czy ktoś już tak miał, że małżonek odszedł a później stawiał "warunki powrotu" opuszczonej stronie?
Oczywiście :) po wyznaniu, że mnie zdradził, postawił warunek, że jesli wogóle mialby być dalej ze mną w zwiazku, to tylko jeśli nigdy nie będę o zdradzie rozmawiać, przypominać. Dodatkowo, żadnych wymagań żeby zmienił swoj tryb życia, znajomości. Itp.. absurdalne rządania.

Nie daj się manipulacjom. Twój mąż ewidentnie z czymś sobie nie radzi, ale jest dorosły, wie gdzie szukać pomocy, zamiast wylewać swoje frustracje na ciężarną żonę. Warto teraz zadbać o siebie i dziecko najlepiej jak potrafisz. Pomyśl o tym, że niedługo w Twoim życiu pojawi się niesamowity mały człowieczek. Twoj mąż sam okrada się ze wspanialych przeżyć. Kiedyś sobie to uświadomi..Jesli chodzi o mieszkanie, kierowałabym się swoją i dziecka wygodą. Może mąż nie chce byc blisko Twojej rodziny, bo gdzieś podskórnie wyczuwa, ze nie tak się powinien teraz zachowywać? Ewidentnie nie chce wziąść odpowiedzialności za swoje problemy.

fannyprice
Posty: 59
Rejestracja: 16 kwie 2019, 10:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: fannyprice » 04 maja 2020, 15:23

teodora pisze:
03 maja 2020, 20:46
Czy ktoś już tak miał, że małżonek odszedł a później stawiał "warunki powrotu" opuszczonej stronie?
Oczywiście :) po wyznaniu, że mnie zdradził, postawił warunek, że jesli wogóle mialby być dalej ze mną w zwiazku, to tylko jeśli nigdy nie będę o zdradzie rozmawiać, przypominać. Dodatkowo, żadnych wymagań żeby zmienił swoj tryb życia, znajomości. Itp.. absurdalne rządania.

Nie daj się manipulacjom. Twój mąż ewidentnie z czymś sobie nie radzi, ale jest dorosły, wie gdzie szukać pomocy, zamiast wylewać swoje frustracje na ciężarną żonę. Warto teraz zadbać o siebie i dziecko najlepiej jak potrafisz. Pomyśl o tym, że niedługo w Twoim życiu pojawi się niesamowity mały człowieczek. Twoj mąż sam okrada się ze wspanialych przeżyć. Kiedyś sobie to uświadomi..Jesli chodzi o mieszkanie, kierowałabym się swoją i dziecka wygodą. Może mąż nie chce byc blisko Twojej rodziny, bo gdzieś podskórnie wyczuwa, ze nie tak się powinien teraz zachowywać? Ewidentnie nie chce wziąść odpowiedzialności za swoje problemy.
Domyślam się, że wstydzi się scen jakie odegrał wobec moich rodziców i nie chcę im się teraz pokazać na oczy, ale odwiedzając mnie, nie musiałby nawet się z nimi widzieć...

Brak mi już słów na to, co mówi mój mąż. Stale jeden temat, ja mam do niego wrócić, na jego zasadach, mam się zmienić, leczyć, i zamieszkać z nim tam, gdzie on się wyprowadził, bo jak nie, to widocznie nie chcę ratować małżeństwa. Ani słowa o tym jak mi jest, co z dzieckiem, zupełnie nic. Jest tylko on i jego warunki. On ma czyste sumienie i ręce, a ja jestem potworem, który rozbił małżeństwo. Każda wiadomość to ciąg oskarżeń pod moim adresem. To wprost nie do wiary, że można być tak skoncentrowanym na sobie i manipulować. Każdy najmniejszy nawet mój komunikat, że go nie skreślam, że zależy mi na nim, że chcę naprawiać naszą relację, kwitowany jest takimi słowami jak powyżej... :cry: Może nie powinnam już nawet tych wiadomości czytać. Na tę chwilę to jedyny kontakt z mężem jaki mam, ale jest on dla mnie przykry...
"można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie
nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem"

Caliope
Posty: 487
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: Caliope » 04 maja 2020, 17:10

Wiesz co ja robiłam kiedy słyszałam takie komunikaty? przestałam się odzywać. Mój mąż też był w takim amoku oskarżeń, byłam najgorszym wrogiem. Postanowiłam sobie odpuścić, nie pisać, nie mówić, zajęłam się sobą, zeszło napięcie, a modlitwa bardzo pomaga.

fannyprice
Posty: 59
Rejestracja: 16 kwie 2019, 10:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: fannyprice » 05 maja 2020, 12:53

Caliope pisze:
04 maja 2020, 17:10
Wiesz co ja robiłam kiedy słyszałam takie komunikaty? przestałam się odzywać. Mój mąż też był w takim amoku oskarżeń, byłam najgorszym wrogiem. Postanowiłam sobie odpuścić, nie pisać, nie mówić, zajęłam się sobą, zeszło napięcie, a modlitwa bardzo pomaga.
Modlitwa daje mi ogromne ukojenie i tego się trzymam. Włączyłam się też w grupę rozwojową dla kobiet, mam zadania na każdy dzień i cieszy mnie to, że robię coś dla siebie :) Myślę sobie, że ten amok męża nie może trwać w nieskończoność, jednak nie chcę robić sobie nadziei, że szybko minie. Tak naprawdę tylko Bóg wie co tam w jego wnętrzu się dzieje...
"można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie
nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem"

Al la
Posty: 2455
Rejestracja: 07 lut 2017, 23:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: Al la » 05 maja 2020, 13:20

Myślę sobie, że ten amok męża nie może trwać w nieskończoność, jednak nie chcę robić sobie nadziei, że szybko minie.
Fannyprice, to jest zdrowe podejście. Mąż ma swoją drogę, a Ty swoją. Wspólne współistnienie w związku jest możliwe wtedy, gdy obie strony wiedzą kim są, znają swoją wartość.
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa

fannyprice
Posty: 59
Rejestracja: 16 kwie 2019, 10:39
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: fannyprice » 06 maja 2020, 17:13

Chcę się dziś wyżalić... badania prenatalne... Mąż wiedział kiedy jest ich termin, mieliśmy być na nich razem. Mijały dni i zero zainteresowania, więc myślę - może zapomniał i zapytałam w końcu czy nadal jest chętny iść. I się zaczęło znów... żale, wyrzuty, wypominki. Jakim to potworem stałam się odkąd zaszłam w ciążę, jak to się wobec niego karygodne zachowuję, jak to go skrzywdziłam, jak to obwiniam i oskarżam go o wszystko... Zakomunikowałam że nie biore w tym udziału i zapytałam czy interesują go badania naszego dziecka. Stwierdził, że nie ma go na badaniach przeze mnie, bo mu nie podałam szczegółów. A on sie nie będzie sam pytał bo przecież gdybym chciała i mi zależało to bym mu wszystko napisała co i jak. No i mam nie zwalać winy na niego :shock: i nie wmawiać mu że sie nie interesuje bo to kłamstwo. Jak żyć??? Mam już wrażenie, że na siłę mu sie z tym dzieckiem narzucam a on ma je gdzieś głęboko... Stwierdził, że jeśli by było coś nie tak to bym mu powiedziała, a jak nie mówię to znaczy, że wszystko jest ok więc po co miałby się pytać jak tam dziecko :(

A dzieciątko piękne, cudowne, zdrowe... poruszający widok. Rodzina, koleżanki, znajomi często dopytują jak tam, co tam, czy duże, czy ruchliwe, jaka płeć... Cieszę się, choć w sercu tak kłuje że nie ma najmniejszego zainteresowania ze strony męża.
"można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie
nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem"

elena
Posty: 84
Rejestracja: 14 kwie 2020, 19:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: elena » 06 maja 2020, 18:24

Bardzo dobrze, że napisałaś. Zazdroszczę Ci, że jesteś w ciąży :) niepowtarzalne emocje i oczekiwanie :) nie rozumiem zachowania Twojego męża, tyle przykrych słów, okres ciąży powinien być przeżywany w inny sposób. Mój mąż zachowywał się podobnie gdy byłam w ciąży, ale to trwało 2-3 tygodnie. Nie rozumiem mężczyzn, może to stres związany z przyszłym ojcostwem?
„Kocha się nie za cokolwiek, ale pomimo wszystko, kocha się za nic”. Ks. Jan Twardowski

tata999
Posty: 1124
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: 1,5 roku kryzysu

Post autor: tata999 » 06 maja 2020, 22:19

fannyprice pisze:
06 maja 2020, 17:13
Chcę się dziś wyżalić... (...) Mąż (...)
Czy zdobyłabyś się na jakieś ciepłe słowa o ojcu Waszego dziecka? Mogłyby być o przeszłości.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 10 gości