Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Firletka
Posty: 174
Rejestracja: 05 kwie 2020, 9:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Firletka » 10 sie 2020, 6:28

Renegate:ale to mój mąż, bez mojego odzywania się, zaczął gadać bzdury dzieciom.... Powinnam mu pozwolić opowiadać te głupoty, a później na osobności porozmawiać z dziecmi?

Firletka
Posty: 174
Rejestracja: 05 kwie 2020, 9:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Firletka » 10 sie 2020, 8:14

Ruta: bardzo Ci dziękuję za wskazówki. Obszernie i prosto to opisałas. Będę musiała wprowadzić w życie... A na pewno bardzo się postarać, żeby wprowadzić w życie. Ale muszę chronić dzieci, bo są najważniejsze.

renegate
Posty: 134
Rejestracja: 26 lut 2020, 4:11
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: renegate » 10 sie 2020, 12:07

Firletka pisze:
10 sie 2020, 6:28
Renegate:ale to mój mąż, bez mojego odzywania się, zaczął gadać bzdury dzieciom.... Powinnam mu pozwolić opowiadać te głupoty, a później na osobności porozmawiać z dziecmi?
Firletko, o tym dokładnie piszę, nie ulegać prowokacjom. Nikt nie mówi, że to Ty zaczynasz rozmowę na dany temat ze swoim mężem w takim a nie innym tonie.
Firletko, możesz jednym zdaniem spokojnie coś oznajmić. I żadnych więcej tłumaczeń. I sama też ocenić, na ile nawet takie jedno zdanie działa, a raczej, jak działa.
Co do tego zdania, to albo stwierdzenie: Chciałam dać córce kartę, Ty zamiast tego dałeś gotówkę, albo: Chciałabym, abyśmy nie wprowadzali dzieci w błąd. To drugie, jest już nieco bardziej konfrontacyjne oczywiście i na pewno dające większe "możliwości" dalszych "dyskusji". Ale z drugiej strony jednak zamykające sprawę i nie dające tego efektu tłumaczenia się, rozgrzebywania konkretnych sytuacji.
Firletko, ważne jest uzmysłowienie sobie, że "dyskusjami" nic nie zmienisz. Mało tego, będzie narastała atmosfera konfliktowa. To jest takie dawanie pożywki do dalszych tego typu zachowań.
W psychologi jest taki termin "grey stone", czyli metoda szarego kamienia. Jeśli ktoś stosuje manipulacje na nas, prowokacje i inne tego typu działania, to czasem po prostu należy się wyłączyć z tego. Nie słyszeć tego, co jest do nas mówione, nie odpowiadać wciąż i wciąż na coś, na kolejne słowa, wypowiedzi, zachowania drugiej strony, nie pozwalać temu dać się rozkręcić. Oczywiście ta technika ma kilka aspektów, teraz tylko o tym piszę ogólnie.
Uważam, że dosyć istotne jest teraz nie wchodzenie w rolę strony działań Twojego męża.
I tak, jak pisałam to już Ci wcześniej, warto by było, wg mojej oceny, zaprzestać określania swojej osoby przez osobę męża. Przestać patrzeć na siebie jego oczami, identyfikować lub stawać w kontrze do tego, co on mówi, sądzi, myśli itd. Inaczej cały czas będziesz chciała mu tłumaczyć, wyjaśniać, udowadniać, że jest inaczej, że się myli. To w tej chwili droga donikąd.
Mało tego, ważne jest też przekazanie właściwych wzorców dzieciom. Tak, aby i one nie ulegały manipulacjom, prowokacjom, nie miały tego poczucia konieczności wiecznego tłumaczenia się, udowadniania, w ogóle, stawiania się w takiej pozycji.

Caliope
Posty: 386
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Caliope » 10 sie 2020, 12:24

Nie wiem ile lat mają twoje dzieci, ale ja dopóki mama nie zaczęła gadać codziennie że nie ma pieniędzy i kłócić się o to z ojcem i potem ojczymem, nie myślałam o tym. U mnie skończyło się to poczuciem winy, że przeze mnie ona ich nie ma. Jak twój mąż tak gada nie ma sensu nawet w to wchodzić, szkoda nerwów i dalszych problemów, bo mówienie nie wchodzi do głowy tak jak kłótnia.

Firletka
Posty: 174
Rejestracja: 05 kwie 2020, 9:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Firletka » 10 sie 2020, 14:56

Dziewczyny, dziękuję za odzew. Trudno będzie gryźć się w język, ale dam radę.
I Renegate poruszyłaś ważna kwestie, tak to prawda(teraz sobie uświadomiłam) ja wszystko co robię, robię patrząc przez pryzmat męża. Czas z tym skończyć.
Dziś byłam w pracy. Jak dobrze pobyć z ludźmi, poczuć, że gdzieś jesteś lubiana i doceniana... Już teraz wiem dlaczego mój mąż nazywał mnie pracoholikiem, bo w pracy czuje się dobrze, przy nim niekoniecznie :)

Firletka
Posty: 174
Rejestracja: 05 kwie 2020, 9:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Firletka » 20 sie 2020, 6:55

Postanowiłam napisać co u mnie.
Bez zmian. Maz jest w stosunku do mnie nadal bardzo wulgarny, agresywny werbalnie (choć i zdarzyło się, że uderzył mnie w rękę) - robi to szeptem, żeby nikt nie słyszał. Powoli i mnie zaczynają puszczać nerwy. Kontaktuję się z kowalska, pije w ukryciu, zaprzecza wszystkiemu, mówi, że mam się leczyć i jestem chora psychicznie...wg niego wszystko to moja wina... On jest idealny... wyzywa moja rodzinę, znajomych... Kazdego, kto jest do mnie przychylnie nastawiony...
Obiecuje dzieciom mnóstwo rzeczy, później się z tego wycofuje, podważa w stosunku do nich moje słowa, czepia się mnie o wszystko.
Szczerze mówiąc mam dość...
Oczywiście staram się jakoś żyć. Uśmiechać, ale przychodzą takie chwile, coraz częściej, że chcę wyć, po prostu wyć...
Ile to jeszcze potrwa? Na co ja czekam? I dlaczego Bóg nie wysłuchuje moich próśb?

Ruta
Posty: 557
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Ruta » 20 sie 2020, 13:17

Firletko,
Myslałaś o tym, żeby skorzystać z pomocy w poradni uzależnień? Wiele z nich ma ofertę także dla bliskich osób uzależnionych. Samo nabycie wiedzy o mechanizmach nałogów bardzo pomaga, gdy coś rozumiemy mamy większy wybór reakcji. Pomocna jest także możliwość skorzystania z doświadczenia innych osób z podobnym problemem.
Moja druga obserwacja - mój mąż zachowywał się w podobny sposób, gdy chciał żebym to ja odeszła, wniosła sprawę o rozwód. Agresję budzi także nazywanie problemu uzależnienia wprost. Początkowo dałam się wkręcić, czułam że już nie wytrzymam i naprawdę rozważałam wystąpienie o rozwód. Wybrnęłam z tej pułapki oglądając mądre konferencje. Rozeznałam czego ja chcę, a czego nie chcę. Izolowałam się od męża, jak tylko było to możliwe, żeby miał jak najmniej okazji do dręczenia mnie. Stosowałam też to, czego nauczyłam się w grupie wsparcia, której celem było naklonienie bliskiej osoby uzależnionej do terapii. Byłam naiwna myśląc, że w ten sposob nakłonię męża do terapii i pracy na rzecz odbudowy naszej relacji. Ale była to bardzo dobra strategia obrony siebie, choć wtedy nie kochałam siebie jeszcze na tyle by się świadomie bronić. Ale moje zdecydowane opowiedzenie się za moją wiarą, wewnętrzna ugruntowana niezgoda na rozwód i praca nad budową siebie w taki sposób, aby zmierzyć się z wyzwaniem jakim jest trwanie w wierności zaczęły przynosić owoce. I potrzebne Łaski. Między innymi po ponad dwóch latach ostrego kryzysu trafiłam na Sychar, odtąd jest mi o wiele łatwiej :) Wcześniej byłam w tym sama i niezrozumiana, sama siebie także czasem postrzegałam jak nawiedzoną wariatkę. Czułam ogromne współczucie dla proroków i świetnie rozumiałam dlaczego Jonasz popłynął w drugą stronę. Sądzę, że oprócz wszystkiego co napisano o nim i jego sytuacji, chłopak mocno się obawiał o swoje zdrowie psychiczne... A jednak zaufałam i powiedziałam tak Bogu, swojej wierze. Nie wiem, gdzie mnie to zaprowadzi. Ufam. Choć się chwieję, mam chwile zwątpienia, dopada mnie strach. Na myśl o rezygnacji z bliskości i intymności często nadal czuję sprzeciw, lęk, żal, strach, samotność. Nie jestem powołana do celibatu i samotności. Ale się z tym godzę, choć wiem, że to obszar w którym stoczę ze sobą jeszcze niejedną walkę. Mogę się cieszyć, że na razie wymaga się ode mnie tak mało :) Jonasz miał ni z tego ni z owego wsiąść na statek, popłynąć do obcego miasta i wygłosić ludziom proroctwo. To dopiero wyzwanie.
Mąż po tym, jak oznajmiłam czego chcę a czego nie (chcę pracy nad relacją, nie chcę rozwodu, nie chcę więcej tolerować i wspierać jego nałogów) jeszcze trochę próbował po staremu, ale gdy zobaczył że to już nie działa, zmienił strategię i się wyprowadził. Prawdopodobnie do kowalskiej, ale tego nie wiem. Nie interesuję się tym i tak jest mi lepiej. Gdy tylko zaczynam się w to wkręcać, oddaję to Maryi do zaopiekowania. Mój mąż jest w głębokim kryzysie. Ta wiedza mi wystarczy.
Dobrze, że zaczynasz czuć, że masz dość. Teraz wystarczy zacząć konstruktywnie działać.

Będę jak zdarta płyta, ale jako pierwszy krok polecam ci Nowennę Pompejańską. Z nią przychodzi wyciszenie i wszystkie potrzebne łaski. O tym mogę zaświadczyć całą sobą. Ważny jest jednak aspekt duchowy Nowenny. To nie jest magiczna formułka do wyklepania, po której zdarza się cud i dostajemy to co się nam wydaje, że będzie dla nas dobre. Dostajemy więcej, to co naprawdę jest dla nas dobre :) Bardzo mądre nauczanie o Nowennie o tym jak prowadzić rozważania ma na You Tubie ojciec Szustak.

Caliope
Posty: 386
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Caliope » 20 sie 2020, 14:58

Firletka pisze:
20 sie 2020, 6:55
Postanowiłam napisać co u mnie.
Bez zmian. Maz jest w stosunku do mnie nadal bardzo wulgarny, agresywny werbalnie (choć i zdarzyło się, że uderzył mnie w rękę) - robi to szeptem, żeby nikt nie słyszał. Powoli i mnie zaczynają puszczać nerwy. Kontaktuję się z kowalska, pije w ukryciu, zaprzecza wszystkiemu, mówi, że mam się leczyć i jestem chora psychicznie...wg niego wszystko to moja wina... On jest idealny... wyzywa moja rodzinę, znajomych... Kazdego, kto jest do mnie przychylnie nastawiony...
Obiecuje dzieciom mnóstwo rzeczy, później się z tego wycofuje, podważa w stosunku do nich moje słowa, czepia się mnie o wszystko.
Szczerze mówiąc mam dość...
Oczywiście staram się jakoś żyć. Uśmiechać, ale przychodzą takie chwile, coraz częściej, że chcę wyć, po prostu wyć...
Ile to jeszcze potrwa? Na co ja czekam? I dlaczego Bóg nie wysłuchuje moich próśb?
Witaj.Tak jak pisze Ruta pomoże Ci wizyta w ośrodku uzależnień i indywidualna terapia dla współuzależnionych, później też można iść na specjalną grupę. Mąż teraz myśli tylko o tym by mieć pretekst do napicia się, nawet kilka godzin abstynencji powoduje agresję i inne przykre dla Ciebie rzeczy. W ośrodku pomagają radzić sobie z uzależnionym, zrozumieć chorobę i zająć się też sobą. Przytulam.

Firletka
Posty: 174
Rejestracja: 05 kwie 2020, 9:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Firletka » 20 sie 2020, 15:35

Ruta, korzystam że wsparcia psychologa. Już nie mogę doczekać się kolejnej wizyty.
Ja jestem zła, smutna, wściekła, dziś to chyba nawet zrozpaczona...
Ja wiem, że to nie to forum, ale nie wyobrażam sobie bez rozwodu tkwić w takiej sytuacji jak jestem.
No właśnie, dlaczego oni chcą scedowac złożenie tego pozwu na nas?
Gdy pytalam (już tego nie robię) mojego męża o co mu chodzi? To zazwyczaj nie miał czasu odpowiedzieć.. musiał iść spać, wstawać, oglądać, jechać gdzieś.. Zawsze coś... On nawet nie chciał podjąć rozmowy o nas, o tym co się stało, a na terapii... kłamał... Jedyne emocje można było wyczuć gdy wspomniałam o alkoholu (a ile później się nasłuchałam, że chce z niego pijaka zrobić)... Raz powiedział... Bo ty jesteś taka idealna... Ty i twoja rodzina (a ja zawsze czułam się przez niego dołowana, źle gotowałam, za gruba byłam, za dużo książek czytałam, za dużo gadałam z sąsiadkami, za dużo pracowałam, niepotrzebnie odbierałam telefon od znajomych..., rodzice traktowali go jak syna, mój brat jak własnego brata... A teraz mój mąż wyzywa ich na czym świat stoi).
Dwa lata ostrego kryzysu - przerażające... Tyle czasu...I tak jak piszesz... Dręczenie... I ja czuję się dręczona przez męża... Wiem, że mój szwagier robił to że szwagierka, a teść z teściowa... (swoją drogą teściowa trzyma stronę jednego i drugiego syna mówiąc, że mają żony wariatki)
Co do Nowenny :) Ta modlitwa od jakiegoś czasu za mną chodzi... Pojawia mi się każdego dnia na fejsbuku (świadectwa) i ogólnie często natrafiam na wzmianki o niej. Przyszło mi do głowy żeby zacząć tak się modlić... Ale nie wiem, czy dam radę... Boję się, że to będą jedynie oklepane słowa, a jeszcze bardziej boję się, że po prostu przy niej zasnę. Ale powinnam chociaż spróbować...
Ja nie powiem mężowi tak jak Ty, ze nie chcę rozwodu... Bo ja nie chce tak zyc... Cholernie się boję, ale nie chce... Żyć w takim stresie i jakby nie patrzeć trójkącie....

Spróbuję chyba odmawiać Nowenna... Rozumiem,ze 3 razy odmawiam cały różaniec... (Wierzę w Boga, Ojcze Nasz, 3 razy Zdrowas Maryjo, Chwala Ojcu i tajemnice) czy tylko same tajemnice? Do tego rozważania?

Firletka
Posty: 174
Rejestracja: 05 kwie 2020, 9:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Firletka » 20 sie 2020, 15:57

Caliope dziękuję :)
Ale on jest też przykry jak już wypije... Do tej pory jak pił nie czułam alkoholu (a pił codziennie), teraz czuję już z odległości metra, dwóch - po prostu śmierdzi alkoholem.
I bardzo skrzętnie ukrywa butelki... znajduje kapsle, rachunku, ale nie butelki... Które wcześniej stosami walały się po garażu....

Caliope
Posty: 386
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Caliope » 20 sie 2020, 17:37

Firletka pisze:
20 sie 2020, 15:57
Caliope dziękuję :)
Ale on jest też przykry jak już wypije... Do tej pory jak pił nie czułam alkoholu (a pił codziennie), teraz czuję już z odległości metra, dwóch - po prostu śmierdzi alkoholem.
I bardzo skrzętnie ukrywa butelki... znajduje kapsle, rachunku, ale nie butelki... Które wcześniej stosami walały się po garażu....
Powiem Ci, że mój ojciec chował w takich miejscach, że nikt by się nie spodziewał, np. w spłuczce ,w koszu na pranie.
Jest przykry Firletko, czy pije czy nie pije to i tak jest nierzeźwy, bo alko tak działa na mózg. Dobrze, że chodzisz do psychologa, to pomaga :)

Ruta
Posty: 557
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Ruta » 20 sie 2020, 18:28

Firletka pisze:
20 sie 2020, 15:35
Ruta, korzystam że wsparcia psychologa. Już nie mogę doczekać się kolejnej wizyty.
Ja jestem zła, smutna, wściekła, dziś to chyba nawet zrozpaczona...
Ja wiem, że to nie to forum, ale nie wyobrażam sobie bez rozwodu tkwić w takiej sytuacji jak jestem.
No właśnie, dlaczego oni chcą scedowac złożenie tego pozwu na nas?
Gdy pytalam (już tego nie robię) mojego męża o co mu chodzi? To zazwyczaj nie miał czasu odpowiedzieć.. musiał iść spać, wstawać, oglądać, jechać gdzieś.. Zawsze coś... On nawet nie chciał podjąć rozmowy o nas, o tym co się stało, a na terapii... kłamał... Jedyne emocje można było wyczuć gdy wspomniałam o alkoholu (a ile później się nasłuchałam, że chce z niego pijaka zrobić)... Raz powiedział... Bo ty jesteś taka idealna... Ty i twoja rodzina (a ja zawsze czułam się przez niego dołowana, źle gotowałam, za gruba byłam, za dużo książek czytałam, za dużo gadałam z sąsiadkami, za dużo pracowałam, niepotrzebnie odbierałam telefon od znajomych..., rodzice traktowali go jak syna, mój brat jak własnego brata... A teraz mój mąż wyzywa ich na czym świat stoi).
Dwa lata ostrego kryzysu - przerażające... Tyle czasu...I tak jak piszesz... Dręczenie... I ja czuję się dręczona przez męża... Wiem, że mój szwagier robił to że szwagierka, a teść z teściowa... (swoją drogą teściowa trzyma stronę jednego i drugiego syna mówiąc, że mają żony wariatki)
Co do Nowenny :) Ta modlitwa od jakiegoś czasu za mną chodzi... Pojawia mi się każdego dnia na fejsbuku (świadectwa) i ogólnie często natrafiam na wzmianki o niej. Przyszło mi do głowy żeby zacząć tak się modlić... Ale nie wiem, czy dam radę... Boję się, że to będą jedynie oklepane słowa, a jeszcze bardziej boję się, że po prostu przy niej zasnę. Ale powinnam chociaż spróbować...
Ja nie powiem mężowi tak jak Ty, ze nie chcę rozwodu... Bo ja nie chce tak zyc... Cholernie się boję, ale nie chce... Żyć w takim stresie i jakby nie patrzeć trójkącie....

Spróbuję chyba odmawiać Nowenna... Rozumiem,ze 3 razy odmawiam cały różaniec... (Wierzę w Boga, Ojcze Nasz, 3 razy Zdrowas Maryjo, Chwala Ojcu i tajemnice) czy tylko same tajemnice? Do tego rozważania?
Wiem, że emocje, jakie odczuwasz są przykre, ale moja terapeutka i moja grupa wsparcia twierdzą, że to bardzo zdrowy objaw :) Ja powoli się odmrażam do odczuwania takich emocji i się z nimi oswajam. Jeszcze nie umiem sama z siebie uznać ich za dobre, ale uparcie idę w tym kierunku.
Rozumiem, że w pewnym momencie, kiedy mamy dość, sięgamy po te rozwiązania, które znamy. Świat, nasze wychowanie, znajomi i my sami widzimy jako takie rozwiązanie rozwód. Warto spojrzeć w to czego chcę, co moim zdaniem rozwód ma mi przynieść, zweryfikować czy moje oczekiwania są realne, czy nie przypisuję rozwodowi magicznej mocy zatrzymania przemocy ze strony męża,.odmiany życia. Widziałam taki program kiedyś w jakieś śniadaniowej TV gdzie znane panie opowiadały jak rozwód odmienił ich życie na lepsze, jak to nie trzeba się bać rozwodu, jak to zaczęły żyć pełnią życia. Są ludzie, którzy dla pieniędzy i sławy opowiedzą każde kłamstwo.
Gdy spojrzałam w siebie zobaczyłam, że to czego chcę, to żeby mąż przestał mnie zadręczać, że nie mogę już znieść jego obojętności serwowanej mi na zmianę z pogardą i agresją. Że nie mogę już dłużej patrzeć jak się odurza, jak oddala się nie tylko ode mnie ale i od dziecka, na co patrzy nasz syn i w jakiej atmosferze wszyscy jesteśmy na codzień. Moim błędem było przekonanie, że rozwód może to wszystko przerwać i naprawić. Zaczęłam szukać innych rozwiązań.
Niezgoda na rozwód nie oznacza, że trzeba znosić to co jest. Gdy zaczęłam się bronić, przestałam kryć męża i zapowiedziałam, że nie wystąpię o rozwód i mój mąż przekonał się, że nic już na mnie nie wymusi, mąż po krótkiej eskalacji takich zachowań, (gdy niszczył mnie i upokarzał jako kobietę, otwarcie przy mnie adorował inne kobiety, okazywał im względy, okazywał im jawnie przy mnie pożądanie, a nawet przedstawił się w nowym środowisku jako mąż jednej pani, do tego wybuchy agresji i szantaże emocjonalne, wymuszanie zgody na jego odurzanie się, podejmował próby wciagniecia mnie w zapalenie marihuany, żeby zyskać argumenty, upokarzanie mnie przy innych osobach, bardzo cierpiałam ale wytrzymałam) - i gdy eskalacja nie pomogła, mąż nagle przestał mnie zadręczać i się wyprowadził. Oczywiście nadal wtedy bardzo rozpaczałam. Bolały mnie słowa, że już mnie nie kocha, oskarżenia, to jak traktował nasze dziecko, mnie, siebie. Byłam pewna jego przysięgi i tego, że nawet ciężkie kryzysy pokonany razem, że żadne z nas nigdy nie podejmie żadnych kroków w stronę rozwodu, nawet gdy w złości takie słowa czasem sobie mówiliśmy. Pamietałam, jak mąż tłumaczył to synkowi, mówiąc, że nawet jesli się kłócimy, to nigdy się nie rozstaniemy. Ten sam człowiek parę miesięcy później na zimno złamał naszemu dziecku serce, mówiąc że się wyprowadza. Nie miał odwagi przyznać, że chodzi o inną panią, jego egoizm i wizje jakie to szczęście z nią zbuduje. Słuchał doradców, którzy mówili mu, że dziecko się przyzwyczai. Mi i dziecku pękało serce. On gonił za zwiedzeniem szatańskim, radośnie idąc w kolejną destrukcję i zniewolenie. Był nieczuły na prośby dziecka i moje, szukałam wtedy dróg dotarcia do niego, nawet umówiłam nas z ojcem Szustakiem, bo mąż deklarował wtedy szacunek dla niego. Wciąż myślałam co jeszcze mogę zrobić by zawrócić męża, przekonać, dotrzeć do jego serca, przekonać o miłości mojej i dziecka, o tym ze go potrzebujemy, że w niego wierzę, że jestem gotowa byc przy nim, jeśli tylko zdecyduje sie podjąć próbę sił z nałogami. Dobrze, że trafiłam w końcu na Sychar i zajełam się sobą :) Kocham męża nadal przeogromnie, ale oddałam go pod opiekę Jezusowi. Jezu, Ty się nim zajmij.
Nowenna Pompejanska na tym etapie, w którym ty jesteś także za mną chodziła : ) Aż postanowiłam spróbować. Obiecałam sobie 10 dni i potem już w Nowennie zostałam.
Nie zawsze udawało mi się odmawiać ją codziennie. Przyjęłam, że dzień Nowenny to czas w którym kończę cały cykl rożańca. Niektóre dni mojej Nowenny trwały po kilka dni. Są osoby, które przekonują, że jak nie odmowisz całego różańca
w jeden dzień, to trzeba zaczynać od nowa. Nie sądzę aby Maryja lub Bóg prowadzili buchalterię, otrzymałam potrzebne mi łaski, choć dni mojej Nowenny były często dłuższe niż doba.
Były dni, gdy mogłam tylko bezmyślnie klepać kolejne dziesiątki. Były takie, gdy tylko mówiłam Maryi, że dziś tylko przy Niej popłaczę, albo będę krzyczeć w duszy z bólu. Ale przez całą Nowennę każdego dnia starałam się przez chwilę przy Maryi pobyć. Nawet w te dni w które nie byłam w stanie zmówić nawet jednej dziesiątki.

Rozważania - przy każdej tajemnicy odmawiając dziesiątkę starałam się jak najgłębiej wejść w tajemnicę, tu pomocne jest Słowo, np. Zwiastowanie: Oto ja, Slużebnica Pańska, niech mi się stanie według Twego słowa. Starałam się więc myśleć, co te słowa oznaczają dla mnie, kiedy się wobec nich buntuję, czy jestem gotowa służyć. Gdy czułam ogromne wątpliwości, tak jak przy Tajemnicy Krzyża, szukałam wykładów, konferencji, rozważałam czego Jezus ode mnie oczekuje, mówiąc, że mam wziąć swój Krzyż.
Ojciec Szustak powiedział, że odmawiane dziesiątki są taką taśmą, na którą możemy nałożyć nasze rozważania Tajemnic. Jeśli jednak trudno robić to równocześnie, to rozważyć można daną Tajemnicę przed dziesiątką, potem i tak różne rozważania przyjdą same... A czasem nie... I to też jest dobrze.
Są też osoby którym oprócz słowa w rozważaniach pomagają obrazy.
Gdy zaczynałam Nowennę najpierw odmawiałam ją wspólnie z ojcem Szustakiem (o ironio, to mój mąż mi pierwszy pokazał jego wystąpienia), ale nagrań jest więcej, każdy znajdzie coś dla siebie. Nowenna jest długa, prawie dwa miesiące odmawiania (lub dłużej), wymaga stałej systematycznej pracy. Ale jak wiele innych osób zapewniam, że za pośrednictwem Nowenny otrzymujemy wiele pięknych Łask. Gorąco Ci Nowennę polecam.

Firletka
Posty: 174
Rejestracja: 05 kwie 2020, 9:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Firletka » 21 sie 2020, 6:30

Caliope, dziękuję...
Ruta: może i mnie uda się modlić NP. Myślę, że będzie mi najtrudniej z tymi rozważaniami....
A w tym co opisałas na początku postu o mężu.... widzę zachowania swojego...zimno, bezwzględność, jakąś upartość, zaślepienie i głupotę....

Firletka
Posty: 174
Rejestracja: 05 kwie 2020, 9:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Firletka » 21 sie 2020, 8:55

Czy jest sens walczyć o takie małżeństwo? Gdzie mąż nie kocha, znęca się, jest alkoholikiem i ewidentnie ma kochankę (choć wszystkiego się wypiera)...
Przecież to poniżanie...

Al la
Posty: 2216
Rejestracja: 07 lut 2017, 23:36
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Al la » 21 sie 2020, 9:46

Nowenna to dobry pomysł. Albo jakakolwiek inna modlitwa, akty strzeliste, Słowo Boże.
Coś, co Tobie da ukojenie, pokój ducha.
Nie musi być długo, ważne aby się zwracać z wiarą, w tym, gdzie najbardziej boli, w bezsilności, poczuciu poniżenia...
Ty umiesz to, czego ja nie umiem. Ja mogę zrobić to, czego ty nie potrafisz - Razem możemy uczynić coś pięknego dla Boga.
Matka Teresa

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości