Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Avys
Posty: 41
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Avys » 27 cze 2020, 9:10

Firletko,
mój Mąż też zmienił się o 180 stopni. To co piszesz, że teraz jest w nim obłuda, nienawiść, kłamstwo a wcześniej tego nie było i jesteś w szoku, że tak się stało. Patrząc na moją historię z troszkę dłuższej niż Twoja perspektywy czasowej bo mój odszedł 4 lata temu to myślę, że w naszych Mężach jednak cały czas te cechy były tylko nie było ich tak widać i nie były na nas wykorzystywane. Ja przez 13 lat w małżeństwie byłam przekonana o prawdomówności i uczciwości mojego Męża- dałabym sobie rękę za to uciąć. Po Jego odejściu Jego rodzina nagle zaczęła więcej mówić o Jego życiu sprzed małżeństwa. Okazuje się, że bardzo kłamał i w stosunku do swojej rodziny potrafił już wcześniej zachowywać się podle. Faktycznie On nie miał szacunku do swojego ojca i potrafił go wyrzucić z domu. Do rodzeństwa też nie miał. To nawet widziałam będąc w różowych okularach o traktując Męża jak Bożka. Kilka razy w życiu „zażartowałam sobie” że gdyby mnie kiedyś potraktował tak jak Ojca to nie chciałabym być w swojej skórze. Jak odszedł z kowalską zaczął mnie traktować dużo gorzej. Dopóki przez 13 lat szczęśliwego pożycia spełnialiśmy swoje potrzeby to traktował mnie prawie jak księżniczkę. Myślę, że On też kłamał przez te lata małżeństwa tylko akurat nie mnie, bo nie miał takiej potrzeby. Dopóki wchodziłam w Jego plan bycia wspaniałym Mężem i Ojcem to nie miał powodu mnie okłamywać. Wydaje mi się, że Twój Mąż też miał te cechy w sobie już przed Waszym małżeństwem tylko były schowane.
Jak Twój Mąż traktował innych ludzi podczas Waszego małżeństwa? Czy miał szacunek do rodziny, do np. malarza który malował Wam dom. Czy nie widziałaś nigdy Jego bardzo złych zachowań do osób trzecich? Dla mnie też istotne jest to,że znalazłaś swój post sprzed lat. To pokazuje, że już zaraz po ślubie On miał w sobie ten inny zły potencjał ale wtedy na szczęście tego nie rozwinął. Przypuszczam, że Ty się bardzo starałaś aby wszystko było dobrze i szczęśliwie...czy myślisz, że byłaś osobą wolną? Czy przypadkiem, żeby zachować szczęśliwe małżeństwo nie rezygnowałaś z wielu rzeczy które były dobre ale Twojemu Mężowi mogłyby się nie spodobać? Wpatrzenie w Męża i podziw do Niego bardzo skutecznie przesłaniają nam obraz naszego życia. Ja wcześniej nigdy bym nie zauważyła, że rezygnowałam w życiu z wielu rzeczy, bo podświadomie bałam się, że to mogłoby wywołać jakiś konflikt i niezadowolenie mojego idealnego Męża. Wydaje mi się, że małżonkowie po poznaniu kowalskich oczywiście się zmieniają ale ta potencja ich zmiany istnieje w nich dużo, dużo wcześniej, tylko my tego nie widzimy, bo ich idealizujemy. Pewnie dlatego żeby czuć się szczęśliwymi w małżeństwie.

Firletka
Posty: 174
Rejestracja: 05 kwie 2020, 9:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Firletka » 27 cze 2020, 9:42

Dlaczego on...
nosi obrączkę,
mówi, że nie chce rozwodu,
mówi, że mnie nie kocha
mówi, że ładnie wyglądam
widzę na billingach, że dzwoni do niej codziennie (najpierw sms o 6.30,pozniej telefon w drodze do pracy, później w pracy, później kolejne w drodze z pracy, później kolejne...) - patrzy mi w oczy i mówi, że nie dzwoni... Dlaczego?

Firletka
Posty: 174
Rejestracja: 05 kwie 2020, 9:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Firletka » 27 cze 2020, 10:13

Avys, jest ogrom racji w tym co piszesz...Moj maz rodziny raczej nie traktował źle (zresztą mamusia wpatrzona w syna, uważa, że ja jestem chora psychicznie, bo nie zaciskam zębów i nie gotuje mu obiadow jak wraca od kochanki)... Ale jak mu ktoś nadepnął na odcisk, a nawet nie nadepnął, ale zrobił coś innego niż on by chcial- wyzywal od najgorszych (np. współpracowników, ale nie w oczy, zawsze za plecami), robil na złość... Ale w oczy... fałsz i obłuda (taka też jest moja teściowa-np widzi sąsiadkę, która ewidentnie przytyla moja teściowa mowi-jejuuu jak Pani ślicznie schudła).
Obcych ludzi też obgadywal, co mnie zawsze żenowało... np. siedzimy na imprezie u moich znajomych (on nie ma kolegów, są tylko tacy co aktualnie z nim pracują w pokoju, później ktoś zmienia "lokalizacje" znajomość się konczy), a on mi szepcze do ucha z uśmiechem... "Popatrz chciałabyś żebym tak wyglądał.. Ale ma wielki brzuch, brzydki was, niefajne buty..." Tak było zawsze jakby upatrywał sobie kogoś do obgadywania.... zupełnie nie wiem dlaczego... Jakby lepiej się czuł obgadują kogoś... Tak, klamal od zawsze... albo może obiecywał, że coś zrobi... wiedząc, że się na pewno za to nie zabierze (banalny przykład mierzy coś w sklepie, mówi że okropne, prosi pani żeby odłożyła, po czym wychodzi i mi oznajmia że na pewno po to nie wróci... po co ta szopka?)

Avys
Posty: 41
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Avys » 27 cze 2020, 12:58

Dlaczego patrzy Ci w oczy i kłamie???

Myślę, że od wielu lat kłamał. To nie jest dla Niego nic nowego tylko teraz akurat trafiło na Ciebie. On jest skoncentrowany na robieniu sobie dobrze. Myśli tylko o sobie. Jestem przekonana, że tak jak okłamuje Ciebie, tak też okłamuje kowalską.
Pamiętam, jak mój Mąż patrząc mi prosto w oczy kłamał dosłownie jak z nut, że był na delegacji w jakimś tam kraju europejskim a był w innym kraju z kowalską nr2 a kowalska nr1 czekała na Niego w domu :shock: To że ja trzymałam w ręce rachunki z hotelu, restauracji z zupełnie innego kraju to w ogóle nie miało znaczenia. Kurcze trzeba naprawdę być wprawionym żeby negować swoje własne wyciągi z karty i robić to z taką lekkością i atakiem na mnie, że wymyślam jakieś niestworzone rzeczy. To było w domu u kowalskiej nr 1. Za chwilę sms od Niego, że kowalską okłamuje ale mnie nie :lol:
Ja też na początku dziwiłam się tak jak Ty jak w ogóle można tak prosto w oczy kłamać. Ano można. Twój Mąż nie pierwszy i nie ostatni, który tak robi. Mnie po 4 latach przestało to już tak dziwić. Nie bez powodu szatan jest nazywany ojcem kłamstwa...
Oczywiście kłamstwo to nie jedyny problem Twojego Męża - ale stanięcie w prawdzie przed sobą jest niezbędne, żeby zauważył inne rzeczy. Nie mam pojęcia (oprócz modlitwy) co mogłoby Mu pomóc. Mojemu Mężowi nie pomogło nawet pogorszenie się zdrowia i zagrożenie życia aby mieć jakieś refleksje - nie tylko co do małżeństwa, ale też co do Jego własnej rodziny. Bardzo się zagubił. W ostatnim okresie miał 2 kowalskie i szukał na tinderze kolejnej. Zapierał się przede mną, że jest szczęśliwy z kowalską, bo oficjalnie miał jedną. Myślę, że najbardziej okłamywał siebie bo tak naprawdę był samotny i szukał w tych kowalskich miłości ale nie znajdował...Mi mówił, że mnie w sumie bardzo lubi a na drugi dzień wyzywał od najgorszych. Apogeum osiągnął kiedy poprosił będąc w szpitalu, traktując mnie jak przyjaciela, abym jak będę Go następnym razem odwiedzać z obiadem to po drodze abym złożyła pozew o rozwód, bo sąd akurat jest po drodze do szpitala :shock:

Firletka
Posty: 174
Rejestracja: 05 kwie 2020, 9:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Firletka » 27 cze 2020, 13:12

Avys, dziękuję Ci za te słowa. Nawet nie wiesz jakim jesteś dla mnie w tym momencie wsparciem. Czytałam Twoja historie- bardzo smutna. Ale Ty jesteś przykładem dobrego człowieka...
Ja tak bardzo się boję....boje się tego co będzie, boję się, że pytam Boga dlaczego nie wysłuchuje moich próśb...

Avys
Posty: 41
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Avys » 27 cze 2020, 13:40

Firletka, tak się jeszcze zastanawiam nad zachowaniem Twojego Męża w sklepie- w pewien sposób widać tutaj brak odwagi tak samo jak z tym, że On nie chce rozwodu. Tu akurat jest zupełnie inny niż mój Mąż który niczego i nikogo się nie bał. Najtrudniejsze sytuacje w biznesie i w życiu nie ruszały Go tak jak żaden horror nie byłby w stanie poruszyć Go - ja się bałam a On się śmiał. Twój Mąż jest w temacie układów społecznych bardziej wrażliwy, ma jakieś granice. Obgaduje za plecami ale wprost by nie powiedział. Może ma też lęk przed rozwodem, bo finanse, mieszkanie, no i kowalska nie mieszka sama. Rozwód kojarzy Mu się z destabilizacją Jego własnego życia. Jak Ci mówi, że Cię nie kocha to raczej nie ze względu na Ciebie nie dąży do rozwodu tylko jest to dla Niego w tej chwili niezbyt korzystna sytuacja. On myśli teraz tylko o sobie. Jestem przekonana, że na Ciebie w ogóle nie zważa. Jego teksty, że ładnie wyglądasz nie są jak dla mnie wynikiem naturalnego komplementu męża do ukochanej żony ale są tylko po to, żeby On się lepiej poczuł. On to mówi tylko dla siebie i w tym jest jakaś Jego potrzeba lub obłuda na wzór matki.
Nie wierz w to co On mówi, ani w dobre rzeczy ani w złe. To akurat może Ci pomóc jak tych bardzo raniących słów też nie będziesz brała sobie do serca. Może On zmieni swój kierunek, może kowalska da mu kosza, może zdarzy się coś, że On się ocknie i nie będzie za późno aby umiał wrócić do Żony. Tego Ci życzę!!!!

Firletka
Posty: 174
Rejestracja: 05 kwie 2020, 9:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Firletka » 27 cze 2020, 14:35

Avys, jeszcze raz bardzo Ci dziękuję. Czytałam Twoje słowa i od razu lepiej mi na sercu. Faktycznie, mój mąż, nie jest taki jaki był Twoj. Myślę, że mój jest tchórzem. Nigdy nie powiedział nikomu wprost, że coś mu się nie podoba (a prawie w każdym nie podobało), o czym mówił mi i wściekał się, że ucinam dyskusje. On wszystkich oceniał przez pryzmat "ładnosci" i jego standardów piękna, stylu ubioru....Dla mnie to jest naprawdę nie do pomyślenia, żeby kogoś nie lubić, bo do przystojniaków nie należy. Ta kowalska podobno jest taka sama...Przy czym mój mąż to łysiejący siwy 40latek, z krzywymi nogami i brzuszkiem piwnym (czasy świetności ma już za sobą, a zachowuje się jakby był gwiazda)...Mysle,ze moj maz ma ogromne kompleksy, a ona przyszła do firmy... i się skumali. Żadne z nich z nikim innym nie utrzymuje w pracy kontaktów...(wg relacji mojej koleżanki pracującej z nimi, jak i wg kogoś kto mi wysłał anonimowy list do pracy o tym co poczynia mój mąż....)...
Tak, on się boi podjac decyzji. Chybs liczył, że ja tak jak jego mana nie powiem nic o będę udawac, że jest ok... Albo tak daleko zabrnął, że szuka usprawiedliwienia, więc mnie nie kocha, jestem psychiczna itp. Itd.

Avys
Posty: 41
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Avys » 27 cze 2020, 15:09

Firletka,
Nie mam wiedzy co do wysłuchiwania próśb przez Boga. Mogę Ci tylko napisać, że dopóki zatrzymałam się na pytaniu „dlaczego?” to nic się we mnie nie zmieniało na lepsze ani nie dostawałam na to odpowiedzi. Najpierw pytałam przez wiele lat małżeństwa dlaczego mój Mąż zachorował, dlaczego ta choroba wchodzi bez pytania w nasze szczęście i nas ogranicza??? Tupałam nogą i krzyczałam do Boga dlaczego...potem jak odszedł do kowalskiej to pytałam znowu dlaczego....Myślę, że to nie Bóg nie chciał mi tego objawić tylko ja nie byłam na to gotowa. Tak po latach to teraz myślę, że gdyby nie ta choroba która Go stopowała i sprawiała, że mnie potrzebował, to nie urodziłoby się tyle Cudów. Zresztą ostatni mały Cudzik był naprawdę dany w cudowny sposób. Myślę, że to małżeństwo mogłoby być rozbite o wiele wcześniej. Teraz myślę, że jakby mnie nie zostawił to zostałabym uwieszona do Niego i nie zauważyła, że traktuję Go jak Boga a On nie jest Bogiem. Mi do ocknięcia się nie pomogła ani Jego choroba, ani moja (która się dobrze skończyła). Dopiero zawalenie się świata na głowę pokazało mi, że budowałam nie na Bogu, ale na człowieku a to są bardzo słabe fundamenty.

Może dzięki temu kryzysowi zaczniecie budować Wasze małżeństwo na Bogu - jest taka szansa, a jeśliby Twój Mąż wybrał życie bez Ciebie to wydaje mi się, że dasz radę z Bogiem i będziesz szczęśliwa również bez Męża. Jakby ktoś mi teraz zaoferował powrót do 13 najszczęśliwszych lat mojego małżeństwa to nie chciałabym do tego wrócić bo tam Bogiem był Mąż, a szczęście które wtedy wydawało mi się ogromne wydaje mi się małe w porównaniu ze szczęściem które daje Bóg. Moje serce okazuje się ma o wiele większą pojemność niż myślałam. Czekając przez ostatni rok na powrót Męża nie czekałam już na szczęście na powrót tego co było. Ja się już nie doczekam, mój Mąż odszedł już tak daleko, że chyba choćby i chciał to nie dałby rady wrócić. A w związku ze śmiercią to mam pewność, że nie wróci przynajmniej w tym życiu...

Mam nadzieję, że Ty się doczekasz. Pan Bóg pobłogosławił Wasze małżeństwo i jestem przekonana, że robi wszystko co może, aby uratować Waszą miłość (oczywiście szanując Waszą wolność). Może ja na pierwszy rzut oka nie jestem zewnętrznie medialnym przykładem, że Bóg zrobił wszystko aby mi pomóc- ale uwierz mi z mojej perspektywy zrobił o wiele więcej. Uratował mnie i mam też nadzieję, że uratował mojego Męża. Wierzę, że to był jedyny, najbardziej czuły i pełny miłości sposób.

Życzę Ci abyś odkrywała w sobie, że jesteś Córką Króla - to jest prawdziwe źródło szczęścia - nawet tego małżeńskiego.

P.s. Trochę się rozmijamy z odpowiedziami :-)

Firletka
Posty: 174
Rejestracja: 05 kwie 2020, 9:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Firletka » 27 cze 2020, 17:09

Avys, faktycznie trudno mi na dzień dzisiejszy uwierzyć, że w tym jest jakiś sens...Nie widzę żadnego. Dziś w nocy po kłótni, wsiadłam w samochód i pojechałam przed siebie. Krzyczałam do Boga "dlaczego?" Później zadzwonił mąż, troche porozmawialiśmy... Ale dziś znowu wszysytko wróciło "do normy", która mamy od pół roku.
Chciałabym mieć taką więź z Bogiem jak Ty... chyba mi daleko do takiej bezgranicznej ufnosci...

Avys
Posty: 41
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Avys » 27 cze 2020, 18:44

Firletka, znowu Ci odpisuję na Twojego poprzedniego posta - ale wiesz o co chodzi, że to z takim opóźnieniem idzie...
Pewien duchowny który pomógł mi zupełnie bezinteresownie nie znając mnie wcześniej w najtrudniejszych chwilach po zdradzie (pomógł mi o wiele bardziej niż psychiatra czy psycholog do którego chodziłam). Ma ogromną wiedzę psychologiczną i doświadczenie. Powiedział mi, że „ludzie zakochują się w swoich dysfunkcjach, nie w człowieku, ale aby podziwiać siebie w drugim człowieku”. To definicja zakochania a nie miłości. Myślę, że to prawda.

Twój Mąż mam wrażenie zwraca uwagę na bardzo powierzchowne rzeczy. Szufladkuje ludzi wedle np. ubioru. Bardzo to dziecinne, niedojrzałe. Pewnie wynika to gdzieś tam z wychowania przez Mamę która stała się obłudna też w wyniku jakiś nieprawidłowych reakcji obronnych. To szufladkowanie ludzi często chyba idzie w parze z obłudą, fałszywą uprzejmością. Wszystko to jest wynikiem braku szacunku do ludzi a przede wszystkim do siebie samego. A zakłamanie Twojego Męża powoduje, że On tego nie widzi i jest swoim własnym niewolnikiem. Tak naprawdę zupełnie niepotrzebne, bez żadnego zysku okłamanie sprzedawczyni w sklepie jest przejawem ogromnej słabości, kompleksów i tchórzostwa, bo świadomej manipulacji na swoją korzyść ja tu nie widzę.
Wydaje mi się, tak jak pisałam, że Twój Mąż myśli teraz tylko o sobie, aby Jemu było dobrze a empatia jest zepchnięta gdzieś daleko i odzywa się rzadko ale przy tym wszystkim On też czuje grząski grunt pod nogami i chce mieć ciastko i zjeść ciastko, ale nie chyba z rozwydrzenia i wygody tylko ze strachu. Może paradoksalnie ten lęk pomoże w powrocie do Ciebie. Tylko mam nadzieję, że Ty wtedy będziesz chciała zupełnie innego małżeństwa niż dotychczas. Nie będziesz już słuchała jak On obgaduje ludzi i ich broniła bo gdzieś tam mam wrażenie, że mogłaś się do tego Jego gadania przyzwyczaić i było to w jakiś sposób ciekawe. Mam nadzieję, że taki poziom rozmów przestanie wystarczać i że będziesz wreszcie chciała spotkać Swojego Męża z całą prawdą o Nim. Powiem Ci, że prawdziwy Mąż choćby miał tysiąc wad jest lepszy niż ten idealny z tylko np. dwiema wadami. Coś w tej prawdzie jest wyzwalającego i pociągającego i tylko ona ma wartość.

Keira

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Keira » 27 cze 2020, 20:18

Firletko, spróbuj medytacji Pisma Świętego, prowadzą je online na youtube Jezuici. Rozważana jest zawsze niedzielna Ewangelia, medytacja trwa około 50 minut. Można wysłuchać archiwalnych - Słowo Boże nie ma kalendarza. Od 3 lat nie opuściłam ani jednej i moja relacja z Bogiem jest wreszcie OSOBOWA. Bóg jako osoba w moim życiu. Spróbuj. I nie poddawaj się, jeśli nie załapiesz klimatu od początku. To pomogło wielu ludziom, dzięki nim ja sama nie zwariowałam i zachowuję Pogodę Ducha i dobrze mi się żyje, choć z boku ktoś mógłby powiedzieć: e, z czego ona się tak cieszy.

Polecam z serca. :)

Avys
Posty: 41
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Avys » 27 cze 2020, 21:52

Firletka - odnośnie Twojego postu o wycieczce samochodem przed siebie. O pytaniu do Boga „dlaczego” napisałam Ci, że u mnie to był bardzo długi etap który niejako nie dawał Bogu działać a mnie stopował ale było mi z tym najwygodniej.
Co do Waszej rozmowy przez telefon w samochodzie- pewnie ta rozmowa dała Ci jakąś nadzieję, ale jak napisałaś nie na długo. Wydaje mi się, że takie gonienie Męża i kowalskiej nie daje szansy Mu się zatrzymać, tylko On ucieka i brnie dalej w związek z Nią. To nie jest łatwe, bo mi zajęło około 3 lat i to nie wiem czy do końca się udało, ale przestałam w końcu gonić Męża.
Jak przestaniesz to wtedy dasz Mu szansę żeby się zatrzymał i może zmienił kierunek. Łatwo radzić - trudniej wykonać. Mi mój brat ciągle mówił, żebym przestała gonić Męża, ale ja nie chciałam/nie mogłam/ nie byłam gotowa czy postaw sobie tu cokolwiek słabego.... wiem, że odbijało się to negatywnie na mnie i na Mężu pewnie też. Może się mylę, ale odniosłam wrażenie, że Twój wyjazd był trochę po to, żeby zauważył, że Cię nie ma, żeby właśnie zadzwonił. Jeśli nie to przepraszam- może po prostu miałaś dość i nie chciałaś wymusić na Nim zainteresowania. Mam takie podejrzenia tylko dlatego, bo sama tak robiłam wielokrotnie.

Firletka
Posty: 174
Rejestracja: 05 kwie 2020, 9:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Firletka » 28 cze 2020, 9:55

Avys, niby wyszłam, bo już nie dalam rady... Ale tak chciałabym aby się martwił... Chyba nie oczekiwalam, że zadzwoni, ale chciałam, żeby choć przez sekundę pomyślał...zrobiłam to dokładnie po to, aby wymusić zainteresowanie.
Wczoraj spędziliśmy całkiem fajny dzień. Zasnelismy razem na kanapie... Ale no właśnie... Ja niby chce... Ale jak pomyślę co on robi... z nią... I wydaje mi się, że nie zamierza skończyć.
Choć wczoraj spytał czy mogę pomyśleć czy o
odkreślamy wszystko gruba kreska i zaczynamy od nowa. To znaczy udajemy, że się nic nie wydarzyło.Choć on sam nie wie czego chce... (jego slowa), ale jeśli probujemy to bez wracania do tego co się wydarzyło. Dla mnie absurd. Uważam, że konieczna jest terapia... I te jego kłamstwa... Dziś rano taka sytuacja... dzwoni do niego mama i pyta kiedy przyjedzie (wczoraj umawiał się że przyjedzie), a on, że przyjedzie popoludniu, da znać... Ja oczy jak piec złoty, bo wczoraj wieczorem pytał czy pojedziemy gdzieś nad wodę z dziećmi i ustaliliśmy, że tak... Pytam więc o co chodzi, a on, że później zadzwoni do mamy i powie, że nie przyjedzie... Czyli później, jak ta się przygotuję i będzie na nich czekać... Uświadomiłam sobie, że on tak robił zawsze...wiedział że czegoś nie zrobi, a mowil, ze zrobi. Pogadalismy i pytam gdzie tu jest szacunek do drugiej osoby, rozmowa do gładkich nie należała, ale wyszedł z konkluzja na ustach że on jest tak skonstrulowany, że musi kłamać i że widocznie nie krzywdzi tylko swoich dzieci, bo je kocha... Przypomnialam mu o obietnicach składanych dzieciom i ich nierealizacji... wściekł się, pomruczał coś o tym, że jest złym człowiekiem i tak musi być...
Avys, chciałabym mieć Twoja mądrość i dojrzałość... Jak przestałaś gonić za kowalska i mężem? Co to właściwie znaczy? Zajęłaś się tylko sobą?
Keira, dziękuję za pomysł z medytacja Pisma Świętego. Może to mi pomoże nawiązać osobista relacje z Bogiem... Dziękuję

Avys
Posty: 41
Rejestracja: 21 cze 2020, 8:31
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Avys » 28 cze 2020, 12:27

Firletka, odpowiadając na Twoje pytanie- przestałam żyć Jego życiem czyli interesować się z czy znów zmienił kowalską na inną, zerwałam kontakt ze wspólnymi znajomymi, którzy donosili mi co się u Niego dzieje, że kłóci się z kowalską, czy że byli wszyscy razem za granicą. Przestałam pisać do Niego listy miłosne- moje stanowisko znał więc nie było potrzeby powtarzania. Przestałam do Niego dzwonić - nasze kontakty przeszły w smsy techniczne dot. dzieci. Nie było to wszystko konsekwentne w 100% ale w porównaniu z początkowym okresem to była totalna zmiana. To nie gonienie Męża to jest właśnie to „odwieszanie”. Niektórym to zajmuje tutaj kilka tygodni czy miesięcy- mi zajęło ok. 3 lata - bardzo długo :( bo ja nad tym nie pracowałam. Dopiero jak zrozumiałam całą sobą, że uwieszenie na Mężu mi nie służy, też przez to nie służy dzieciom ani też Mężowi. Także nie bierz ze mnie przykładu w tym względzie, bo gdybym odwiesiła się wcześniej to byłoby mi zwyczajnie szybciej lżej w życiu. Jak już mi się udało odwiesić i zaczęłam stawać na własne nogi wtedy z Jego strony pojawiła się ogromna przemoc - dla nowej kowalskiej potrzebował szybko rozwodu (wcześniej mówił, że rozwód Mu niepotrzebny). Jak powiedziałam, że się nie zgadzam to zaczął stosować przemoc, chciał mnie wyrzucić z domu, straszył zabraniem dzieci (z którymi widywał się rzadko. Średnio wyszłoby pewnie raz w miesiącu). Ogólnie psycholog, kierownik duchowy, adwokat radzili mi założenie niebieskiej karty. Nie wiem czy dałabym radę to dłużej wytrzymać, bo ledwo dawałam radę na lekach przeciwlękowych. On wymyślał coraz to nowe sposoby nękania mnie. Psycholog i kierownik duchowy uświadomili mi, że On miał w sobie oprócz narcyzmu też rys psychopatyczny. Także nie zdążyłam na nacieszyć się tym, że udało mi się od Niego odwiesić, bo niestety stałam się ofiarą a każdy mój sprzeciw wiązał się z kolejnymi konsekwencjami. Jego działania nie zatrzymywały się już nawet na dzieciach i one też doznały krzywdy.

Nie wiem co sądzić o tej propozycji Twojego Męża, że zaczynacie od nowa. Bez terapii to ja tego nie widzę za bardzo. Oczywiście Ty całą sobą chcesz Mu dać szansę, ale proszę Cię bądź ostrożna bo za dwa dni znowu możesz usłyszeć, że On Cię nie kocha. Tym bardziej, że to zaczynanie od nowa to może być ten sam schemat kłamstwa co w sklepie, co Mamie, że przyjdzie po popołudniu, a wie że nie. Więc równie dobrze z tego zaczynania może też nie być nic. On jest bardzo uwikłany w patologiczne kłamstwo - ja nie wiem czy On w ogóle potrafi oddzielić kłamstwo od prawdy. To jest duży problem. Twój Mąż jest bardzo zagubiony. Nie wiem jak to się potoczy ale terapia małżeńska dałaby szansę na zmianę. Chyba nie można liczyć na to, że to się samo jakoś naprawi i rozwiąże- choć nie wiem- po tym Twoim wpisie ileś lat temu jakoś się układało.... Ale nie wiem teraz czy Ty dasz dalej radę ciągnąć to w ten sposób, że nigdy nie wiesz czy Twój Mąż kłamie czy mówi prawdę. Ja nie dałabym rady. Nie wyobrażam sobie Męża który nie jest moim najbliższym przyjacielem a kłamiący przyjaciel to jakaś zupełna sprzeczność tak jak niemy piosenkarz. Gdyby Twój Mąż chciał Ci wmówić, że Ciebie nie będzie okłamywał a innych czasem tak - to jestem pewna, że to bzdura. Jak tylko odczuje taką potrzebę sytuacyjną to będziesz tak samo okłamana przez Niego jak inni. A z tego co piszesz to zarówno w błahych jak i w ważnych sprawach.
Mam nadzieję, że Wasze sprawy zaczną iść w dobrym kierunku- taka szansa jest :-)

Firletka
Posty: 174
Rejestracja: 05 kwie 2020, 9:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mąż mnie nie kocha... Moje małżeństwo to gruzy...

Post autor: Firletka » 29 cze 2020, 7:55

Avys, masz rację... Ta rozmowa...ta chęć to wszystko było chwilowe... To tak bardzo boli.... A modlitwa... Nie przynosi mi ukojenia... On caly czas do niej dzwoni... Np. dziś po kilku miesiącach nie spania razem spalismy w jednym łóżku... Przytuleni... Wyszedł do pracy... A wiem, że w drodze do niej dzwoni. Zadzwoniłam. Zajęte... Później odebrał... Wyparł się... Ale bilingi nie kłamią...
Nie mam sil. Boję się wszystkiego. Rozwodu, podziału majątku (tu bedzie ogromny problem i walka - nie będę się na forum zagłębiać, ale budując dom za moje oszczędności, nie byłam rozsądna...)

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Sosna i 5 gości