kryzys po zdradzie męża - czy powiedzieć dzieciom

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

krople rosy
Posty: 328
Rejestracja: 27 lut 2019, 11:59
Płeć: Kobieta

Re: kryzys po zdradzie męża - czy powiedzieć dzieciom

Post autor: krople rosy » 13 sty 2020, 20:55

marylka pisze:
13 sty 2020, 18:35
Ja patrzac na swoje doswiadczenie moge powiedziec, że mąż wiedząc, że rodzina wie - chcac naprawic wyrzadzona krzywde - bardziej sie pilnuje.
W takim straszonym rodziną i kompromitacją mężu nie widzę wolności i dobrowolności wyboru i myślenia.
Ciebie satysfakcjonuje taka motywacja męża? Pilnuje się żeby czasem nie było większej kompromitacji.
Ja bym wolała męża który mnie kocha, ufa mi i wie, że nigdzie nie znajdzie lepszej kobiety. A nie że się boi co kto o nim pomyśli i dlatego się pilnuje.

tata999
Posty: 963
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: kryzys po zdradzie męża - czy powiedzieć dzieciom

Post autor: tata999 » 13 sty 2020, 21:17

W moim przypadku było tak, że zdrajczyni czasem się chwaliła kowalskim, czasem mówiła, że to wcale nie aż kowalski. Sama paradowała (włączając pocałunki) z nim przed swoją i jego rodziną, przed koleżankami, księdzem, nawet sąsiadami. Przed niektórymi zaprzeczała, np. przed sądem (do dzisiaj sąd każe mi sponsorować kowalskiemu mieszkanie, gdzie wyznaczył miejsce moim dzieciom i cudzołoży tam ich matka).

Uważam, że prawda wyzwala. Jednak trzeba zachować umiar. Nie ma, co robić reklamy grzesznikom, ani ich cudzołożeniu.

A.zelia
Posty: 150
Rejestracja: 14 gru 2018, 13:04
Płeć: Kobieta

Re: kryzys po zdradzie męża - czy powiedzieć dzieciom

Post autor: A.zelia » 13 sty 2020, 21:30

Sytuacja Maryi była "nieco" inna.

O czym piszesz w poprzednim poście? Bo ja nie popieram otwierania parasola ochronnego ANI w przypadku zdradzającej żony ANI w przypadku zdradzającego męża

nałóg
Posty: 1581
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: kryzys po zdradzie męża - czy powiedzieć dzieciom

Post autor: nałóg » 13 sty 2020, 22:04

A może szanowny „ zdradzacz” poinformuje dzieci o swoim odmóżdzeniu?

Wiedźmin
Posty: 1561
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: kryzys po zdradzie męża - czy powiedzieć dzieciom

Post autor: Wiedźmin » 13 sty 2020, 22:49

sasanka pisze:
13 sty 2020, 16:42
Wiedźmin właściwie już wyraziłam swoje zdanie i twoje argumenty o przypinaniu "łatek" są dla mnie co najmniej niepoważne.
OK - rozumiem, że są dla Ciebie niepoważne.

Proponuję wywiesić baner na balkonie, poifnormować szkołę i pobliskie uczelnie... ogłoszenie w pobliskich sklepach ... no i dać ogłoszenie w lokalnej prasie. Tak aby nie uszło na sucho złemu zdradzaczowi... oczywiście ze zdjęciem! A co... no i listy polecone do dalszej i bliższej rodziny.

A potem... jakby zdradzacz albo zdradzaczka jednak chciał wrócić, bo coś zrozumiał/zrozumiała... to życzę powodzenia ;)
sasanka pisze:
13 sty 2020, 16:42
To lepiej ukrywać , kłamać i cierpieć , bo zdradzaczowi zrobimy krzywdę .
Ktoś, kto łamie sakramentalną przysięgę małżeńską i niszczy rodzinę ma być chroniony i nie ponosić żadnych konsekwencji.
OK - dobrze, że doprecyzowałaś - że chodzi o konsekwencje - o karę.
Tak coś czułem, że taka mogła być intencja, ale teraz jest czarno na białym.

Dopóki nie dowiem się, jakie dobro i komu przysporzy takie informowanie - pozostaję przy swoim stanowisku.
sasanka pisze:
13 sty 2020, 16:42
A dorosłe dzieci czując , że coś się niedobrego dzieje tracą poczucie bezpieczeństwa i na pewno wolą wiedzieć.
Taka niepewność niszczy ich bardziej.
Dorosłe dzieci tracą poczucie bezpieczeństwa? Hmm... a może pupcię tym dorosłym dzieciom jeszcze trzeba podetrzeć i kleik na śniadanko przygotować?

Nie wiem, czy dorosłe dzieci wolą czy nie wolą widzieć - i nie wiem czy taka niepewność niszczy bardziej... czy mniej.
Nie bez powodu powstało powiedzenie "Jak człowiek mniej wie, to jest zdrowszy" ... albo "Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal".

Śmiertelnie chorym też czasem się prawdy nie mówi, bo często sama informacja i utrata nadziei zabija dużo szybciej niż sama choroba.
Szczęście "nie leży" na zewnątrz - postaraj odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skup (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

Jonasz
Posty: 1542
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: kryzys po zdradzie męża - czy powiedzieć dzieciom

Post autor: Jonasz » 13 sty 2020, 23:04

White chocolate dzięki :D przypomniała mi pewną rzecz, która mnie samemu czasem nie daje spokoju.


W przypowieści o synu marnotrawnym jest dwóch synów.
Ten który odszedł i ten który został.
Gdzieś czytałem o obrazie który przedstawia własnie taką scenę ojciec ściska się z marnotrawnym a z boku z założonymi rękami stoi ten który nie odszedł.
I nie chce się przyłączyć do tej radosnej dwójki.
Może tłumaczy to właśnie dlatego PRZED wejściem żeby on przebaczył bratu i dopiero wszedł tam gdzie ojciec i marnotrawny syn się weselą i ucztują. Chociażby żeby nie zepsuć swoją postawą imprezy.
No i żeby w domu między braćmi też było spokojnie i więź się między nimi odbudowała.
Zresztą takich ludzi mamy w rodzinach - tacy wiecznie zranieni, niezadowoleni, marudzą.
Może to to?
Może słowa ojca do syna oznaczają właśnie tę prawdę że wszyscy potrzebujemy dwóch rzeczy miłości i miłosierdzia.
Ksiądz Pawlukiewicz znowu ostatnio powiedział że nie ma dobrego małżeństwa bez umiejętności przebaczania.
Ksiądz Dziewiecki pisał że można być samemu niemiłosiernym właśnie okazując nieprzebaczenie temu, który się nawrócił i chce pojednania .
Skoro jak pisze o.Pelanowski wołamy przebacz na jako i my przebaczamy może lepiej czasem ominąć te słowa?
I szukać sposobów, żeby mówić je swiadomie tak z głębi serca
Przepraszam znowu.
Ale szukam wzorca chyba bardziej u góry bo nie mogę sobie sam z tym poradzić. :(
Taki też lęk przed zbliżeniem -jakoś trzymanie na dystans w każdym razie.
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

Jonasz
Posty: 1542
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: kryzys po zdradzie męża - czy powiedzieć dzieciom

Post autor: Jonasz » 13 sty 2020, 23:15

A.zelia pisze:
13 sty 2020, 21:30
Sytuacja Maryi była "nieco" inna.
Dzisiaj my to już wiemy ale on wtedy jeszcze nie ;)
Wiem mam na myśli tylko i wyłącznie postawę Józefa.
Jonasz pisze:
13 sty 2020, 20:39
Pamiętam jak ktoś opowiadał że znajoma może by i wróciła do męża ale wspomniała że musieliby się przeprowadzić stąd czy ktoś sobie coś przypomina?
Był Kemot kiedyś ale on też trzymał parasol....
Tak sobie myślę.
Był też ostatnio wątek gdzie żona bardzo rozpaczala że mąż porozpowiadal wśród rodziny i znajomych .
A.... to stare i nieco młodsze historie forumowiczów i moja pamięć - jeszcze działa :lol: :lol: :lol:
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

Jonasz
Posty: 1542
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: kryzys po zdradzie męża - czy powiedzieć dzieciom

Post autor: Jonasz » 13 sty 2020, 23:28

tata999 pisze:
13 sty 2020, 21:17
W moim przypadku było tak, że zdrajczyni czasem się chwaliła kowalskim, czasem mówiła, że to wcale nie aż kowalski. Sama paradowała (włączając pocałunki) z nim przed swoją i jego rodziną, przed koleżankami, księdzem, nawet sąsiadami. Przed niektórymi zaprzeczała, np. przed sądem (do dzisiaj sąd każe mi sponsorować kowalskiemu mieszkanie, gdzie wyznaczył miejsce moim dzieciom i cudzołoży tam ich matka).
No to tata999 uniknąłeś w ten sposób oczernienia i zrzucenia odpowiedzialności na Ciebie za jej złą decyzję
Jeszcze dodatkowo Tobie samemu by się dostało ;)

Ciekawe czy autorka wątku jeszcze ma siłę czytać :D
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

Ruta
Posty: 285
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: kryzys po zdradzie męża - czy powiedzieć dzieciom

Post autor: Ruta » 14 sty 2020, 0:49

Ja sobie myślę tak, że między rodzicami a dziećmi, także dorosłymi, powinna przebiegać zdrowe granice. Jedną z nich jest nie informowanie o przebiegu życia seksualnego rodziców.

Gdy już byłam dorosła i rozmawiałam z moją mamą, dowiedziałam się od niej o przeszłych zdradach ojca. To odległa przeszłość, ale mi te informacje nie pomogły. Potem w relacji czułam się niepewnie i trudno mi było zbudować zaufanie. Myślę, że to wpłynęło na moją relację, w takim sensie, że wewnętrznie uznałam, że każdy może zdradzić (słusznie w sumie), ale czułam, że to może nastąpić w każdej chwili, z zaskoczenia i część moich zachowań brała się z lęku, aby mąż mnie nie zdradził.
Ojciec dla dzieci czy chcemy czy nie jest jakimś tam prototypem czy wzorem mężczyzny. Myślę, że takie informacje mogą zaburzyć poczucie bezpieczeństwa - u młodej kobiety wizję mężczyzn, u mężczyzny - zaufanie do siebie i swojej męskości.
Może wystarczy powiedzieć, że ojciec ma kryzys, bez wgłębiania się w szczegóły i że w związku z tym także relacja jest w kryzysie?

Myślę też, że warto rozważyć treść przysięgi: miłość wierność i lojalność, i to, czy taka informacja nie będzie naruszać miłości, wierności lub lojalności. Kiedy nie wiem, jak postąpić wobec męża, to właśnie staram się rozważyć.

Otwarcie mówię więc o męża nałogu w niektórych przestrzeniach - czyli w sądzie, na terapii, na grupie wsparcia, na forum, z księdzem, rozmawiam też o tym czasem z osobami, które są blisko nas i mają świadomość problemu. Prostuję też, jeśli ktoś powtarza głupoty zaszlyszane od męża na mój temat. Mógł nie kłamać. Ale nie omawiam nic z tych rzeczy z dalszą rodziną, znajomymi, wychowawczyniami dziecka, czy panią w sklepie.
O kwestii pornografii poza przestrzeniami terapeutycznymi nie rozmawiam wcale - także na grupie, gdzie jednak może być osoba jakoś z mężem powiązana, jeśli nie teraz to w przyszłości. I rozumiem, że to jednak dotyka tak intymnej kwestii, że nie jest ona dobrym tematem do rozmów.

W relacji z dzieckiem ograniczam się do tego, co widzi dziecko. Jeśli tata przyszedł pijany, mówię, że jest pijany i dlatego nie może zostać. Jeśli jednak mąż odwołuje spotkanie z synkiem i nie wiem dlaczego, choć mam swoje podejrzenia, to ich wobec dziecka nie wyrażam. Jestem przy nim, pocieszam, ale na pytanie czemu, mówię, że nie wiem. Bo nie wiem. Swoje podejrzenia co do złego prowadzenia się męża zachowuję dla siebie, ucinam rozmowy i sugestie na ten temat. Nie pozwalam, aby ktokolwiek wyrażał się źle o moim mężu w obecności dziecka, a i wobec mnie również. Mam ciocię z którą lubię rozmawiać, bo ona nie oskarża mojego męża, tylko mu współczuje i otacza go modlitwą. Podobnie jak moja babcia. One go w jego zagubieniu szanują. Rozmawiając z nimi o moich problemach czuję się najbezpieczniej i mam pewność, że dostanę wsparcie i nic z tego co powiem nie obróci się przeciwko mojemu mężowi. Obie te kobiety są pięknie wierzące.

Nie informuję też dziecka o niczym, czego nie jest świadkiem i staram się powstrzymywać na ile mogę męża przed zachowaniami, które mogą spowodować, że dziecko straci do niego szacunek.

Myślę, że jeśli ktokolwiek poważnie traktuje chęć powrotu męża (lub żony) i naprawy relacji małżeńskiej to jednak warto ważyć słowa. Milczenie Józefa jest dobrym przykładem.

marylka
Posty: 1073
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: kryzys po zdradzie męża - czy powiedzieć dzieciom

Post autor: marylka » 14 sty 2020, 1:17

white chocolate pisze:
13 sty 2020, 20:55
marylka pisze:
13 sty 2020, 18:35
Ja patrzac na swoje doswiadczenie moge powiedziec, że mąż wiedząc, że rodzina wie - chcac naprawic wyrzadzona krzywde - bardziej sie pilnuje.
W takim straszonym rodziną i kompromitacją mężu nie widzę wolności i dobrowolności wyboru i myślenia.
Ciebie satysfakcjonuje taka motywacja męża? Pilnuje się żeby czasem nie było większej kompromitacji.
Ja bym wolała męża który mnie kocha, ufa mi i wie, że nigdzie nie znajdzie lepszej kobiety. A nie że się boi co kto o nim pomyśli i dlatego się pilnuje.
[...]
Wiec jeszcze raz
U mnie było tak, że kiedy dowiedzialam sie o zdradzie męża zdecydowałam o wyprowadzce. Czara sie przelała.
A ponieważ do tamtej pory trzymalam obiema rękami otwarty parasol nad mężem - rodzina byla zdezorientowana - bo na zewnatrz głównie za sprawą mojego wielkiego parasola uchodziliśmy za przykladna szczęśliwą i kochajacą sie rodzinę.
Również nasze dzieci tak to postrzegały.
Uważałam że powinny znać prawdę - że to on zawiódł. Nie chciałam brac na siebie jego winy - że moje odejscie to moje fanaberie a poważny zawod zaufania ktory spowodowany byl zdrada.
Ja jestem z moja rodzina i rodzina meża blisko - wtedy też byłam i uważałam że jeśli z troska pytaja to nie bedę ściemniać tylko otwarcie powiem - dlaczego sie rozstajemy.
Ja otrzymalam zrozumienie i wsparcie.
Mąż?
W swojej rodzinie też. W mojej też - ale nikt nie pochwalil jego zachowania czyli zdrady.
W takim straszonym rodziną i kompromitacją mężu nie widzę wolności i dobrowolności wyboru i myślenia.
I tu Cie zaskoczę, bo akurat to mąż zdecydowal w swojej dobrowolnosci wyboru zawalczyć o nasza przyszłość.
Nikt go nie straszył i nie straszy do dzis.
Nikt nie czeka na jego kompromitacje czy upadek...bo to byłoby chore takie założenie
Zreszta mój mąż nie da sie zastraszyć.
Natomiast postanowił zmierzyć sie ze swoja przeszłoscia i wziął na klate swoja winę
I dzis moglabym powiedzieć że ma postawè -"owszem - zrobiłem to. Ale naprawiłem swój błąd, przeprosilem zadośćuczyniłem i każdego dnia buduje więź z rodziną"

Tak jak nałóg pisze - mąż też rozmawial z dziećmi przed wyprowadzką i każde z osobna przeprosił.
Zrobil też to /przeprosił/ moich i swoich rodziców.
Nie wiem jaka masz Ty [...] rodzine, ale u nas pielegnujemy taki poglad, że każdy zasluguje na druga szansę. I nie stoi i nie czeka na kompromitacje tylko po prostu ŻYJE dniem dzisiejszym.

Natomiast o zdradzie nie wieszałam kartek z informacja wobec innych osob. Dlatego jak chcesz Wiedźmin - to rob tak wobec swojej żony jak proponujesz i ogłos jej grzech
Wiedźmin pisze:
13 sty 2020, 22:49
Proponuję wywiesić baner na balkonie, poifnormować szkołę i pobliskie uczelnie... ogłoszenie w pobliskich sklepach ... no i dać ogłoszenie w lokalnej prasie. Tak aby nie uszło na sucho złemu zdradzaczowi... oczywiście ze zdjęciem! A co... no i listy polecone do dalszej i bliższej rodziny.
Ja tak nie zrobiłam. I nie zrobie nigdy.

A jeszcze...z innej strony...na tym wątku dokladnie widać jakie nasze relacje sa z najbliższa rodziną - nie o małżonku tu pisze tylko o dzieciach, rodzicach, rodzenstwu...jakie są?
"Nie powiem bo wysmieja obrażą sie beda gadac u cioci na imieninach, bo nie utrzymaja dyskrecji"......no dla mnie to chore jak ludzie - i to najbliżsi bo o nich piszemy moga zareagować. Ile podejrzliwości strachu w nas samych .... chore.
Tyle lat żylismy w rodzinie pierwotnej i co zbudowaliśmy? Jakie relacje?
Że nie potrafimy sie podzielic i wesprzec w bolu?
No to....jak budowaliśmy?
Do czego powołana jest rodzina?
Po co są najbliżsi?

Jeśli cytujecie Biblie to i ja przypomne Św Jana, ktory przypłacil życiem za zwrocenie uwagi Herodowi że cudzołoży.
A tu? W tym wątku?
Krycie grzechu, kłamstwa, półprawdy....to ma naprawić? :shock:
To ma sprawić, że sami żyjąc w tych klamstwach bedziemy mogli zacząć budowac życie w prawdzie? :shock:

A żeby było śmieszniej...albo tragiczniej...czego oczekujemy od dzieci naszych?
Czy nie tego, żeby mowily prawdę?
Czy nie tego, że rodzicom moga zaufać i powiedziec o bólu?
Stad sie biora psychologowie i psychiatrzy.
Bo wlasnym rodzicom i najbliższym nie potrafimy zaufac, zwierzyc się i wolimy za kasę obcym mowić.

Dziekuje Bogu że dal mi taka rodzine i rodzine meża że potrafimy o swoich problemach też rozmawiać a nie tylko sztucznie sie usmiechac na świeta bo "wypada"
Mamy takie zaufanie do siebie.
Dodam, że chociaż było ciężko to nasze rodziny - moja i meża od tamtej pory jest mi o wiele bliższa. Okazało sie, że byl taki przypadek zdrady o ktorej nie wiedzialam. To wszystko nas zjednoczyło. I akurat u mnie byla zdrada. Ale u innego też mega cieżkie przeżycie zwiazane z innym tematem, a u innego jeszcze inne ....i tam też nikt nie czeka z nas na kompromitacje czy potkniecie. Dzielimy sie doświadczeniem i wspieramy. Czy nie o to chodzi w rodzinie?
Zdaje sobie sprawę, że nie wszedzie tak jest
Ale może cos trzeba zmienić?
Może wlaśnie to MY powinniśmy zaczać to zmieniać?

Pozdrawiam

krople rosy
Posty: 328
Rejestracja: 27 lut 2019, 11:59
Płeć: Kobieta

Re: kryzys po zdradzie męża - czy powiedzieć dzieciom

Post autor: krople rosy » 14 sty 2020, 9:16

Jonasz pisze:
13 sty 2020, 23:04
Ksiądz Pawlukiewicz znowu ostatnio powiedział że nie ma dobrego małżeństwa bez umiejętności przebaczania.
Ksiądz Dziewiecki pisał że można być samemu niemiłosiernym właśnie okazując nieprzebaczenie temu, który się nawrócił i chce pojednania .
Skoro jak pisze o.Pelanowski wołamy przebacz na jako i my przebaczamy może lepiej czasem ominąć te słowa?
I szukać sposobów, żeby mówić je swiadomie tak z głębi serca
Dokładnie tak. I są jeszcze konfesjonały i sakrament spowiedzi. Tam obciązony grzechami człwoiek przychodzi i w tajemnicy spowiedzi zostaje mu przebaczone by mógł zrzucić z siebie całe zło i pójść dalej. Ma nie trabić po dachach o swoich grzechach ale w całej pokorze wyznać w konfesjonale i zacząć od nowa.
Przemiana ma się dokonać w jego sercu a nie na pokaz by innym coś udowodnić.
Jesli będzie szczera i prawdziwa zrodzi to dobre owoce.

Wiedźmin
Posty: 1561
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: kryzys po zdradzie męża - czy powiedzieć dzieciom

Post autor: Wiedźmin » 14 sty 2020, 14:16

Zauważam tu tyle niespójności, że pozwolę sobie odnieść się do fragmentów.
marylka pisze:
14 sty 2020, 1:17
[...]
U mnie było tak, że kiedy dowiedzialam sie o zdradzie męża zdecydowałam o wyprowadzce. Czara sie przelała.
OK - ale wcześniej było OK i "parasol ochronny" Ci nie przeszkadzał... bo sama go rozkładałaś.
Dopiero jak nie dawałaś rady, postanowiłaś wyrzucić to z siebie i poprosić o wsparcie rodzinę.
marylka pisze:
14 sty 2020, 1:17
[...] na zewnatrz głównie za sprawą mojego wielkiego parasola uchodziliśmy za przykladna szczęśliwą i kochajacą sie rodzinę.
To stawia pod znakiem zapytania te bardzo bliskie i dobre relacje o których tak opowiadasz... jakie zbudowałaś w rodzinie pierwotnej. Gdzie ta troska i wsparcie i zainteresowanie było, skoro nikt z rodziny niczego nie zauważył i "uchodziliście na przykładną szczęśliwą rodzinę?"

marylka pisze:
14 sty 2020, 1:17
Ja jestem z moja rodzina i rodzina meża blisko - wtedy też byłam i uważałam że jeśli z troska pytaja to nie bedę ściemniać tylko otwarcie powiem - dlaczego sie rozstajemy.
j.w - uważam, że jeśli byłaby bliskość, to "wielka kampania informacyjna" nie byłaby potrzebna - bo rodzina która jest faktycznie ze sobą blisko wie mniej więcej co u kogo się dzieje... o ile nie gra się przed rodziną i nie udaje "przykladnej szczęśliwej i kochajacej sie rodziny"
marylka pisze:
14 sty 2020, 1:17
[...] Zreszta mój mąż nie da sie zastraszyć. [...]
Niedawno pisałaś, że nauczyłaś męża patrzenia w podłogę w supermarkecie i liczenia płytek, zamiast zaglądania przechodzącym paniom w oczy. Ale OK - umówmy się, że to po prostu była Twoja prośba.. którą mąż spełnił - a nie wymóg/zastraszenie.
marylka pisze:
14 sty 2020, 1:17
Nie wiem jaka masz Ty [...] rodzine, ale u nas pielegnujemy taki poglad, że każdy zasluguje na druga szansę. I nie stoi i nie czeka na kompromitacje tylko po prostu ŻYJE dniem dzisiejszym.
Aha... a ile jest w tym pielęgnowanym poglądzie tych "drugich" szans, zanim przeleje się czara?
(przypomnę, że Tobie mimo pielęgnowania - przelała się czara i nie dałaś mężowi kolejnej szansy, tylko zabrałaś siebie i dzieci)
marylka pisze:
14 sty 2020, 1:17
A jeszcze...z innej strony...na tym wątku dokladnie widać jakie nasze relacje sa z najbliższa rodziną - nie o małżonku tu pisze tylko o dzieciach, rodzicach, rodzenstwu...jakie są?
"Nie powiem bo wysmieja obrażą sie beda gadac u cioci na imieninach, bo nie utrzymaja dyskrecji"......no dla mnie to chore jak ludzie - i to najbliżsi bo o nich piszemy moga zareagować. Ile podejrzliwości strachu w nas samych .... chore.
Ruta przedstawiła już, jak się czuła jako dorosłe dziecko. Nie chodziło wcale o "wyśmianie" czy obrażenie się.

Są pewne granice - również jeśli chodzi o intymność między dwojgiem dorosłych ludzi - jak widać, Ty masz je gdzie indziej... nie oznacza to wcale, że jak ktoś ma inne - to że jest to "chore".
marylka pisze:
14 sty 2020, 1:17
Dziekuje Bogu że dal mi taka rodzine i rodzine meża że potrafimy o swoich problemach też rozmawiać a nie tylko sztucznie sie usmiechac na świeta bo "wypada"
Mamy takie zaufanie do siebie.
Jak wyżej - Twoja rodzina przecież nic nie wiedziała - znaczy, że nie rozmawialiście o problemach na bieżąco, tylko jak "czara się przelała". Więc żonglujesz tą bliskością z rodziną jak Ci wygodnie...

Zacytuję raz jeszcze:
marylka pisze:
14 sty 2020, 1:17
" [...] uchodziliśmy za przykladna szczęśliwą i kochajacą sie rodzinę [...]"
marylka pisze:
14 sty 2020, 1:17
Natomiast o zdradzie nie wieszałam kartek z informacja wobec innych osob. Dlatego jak chcesz Wiedźmin - to rob tak wobec swojej żony jak proponujesz i ogłos jej grzech
Nie? A dlaczego nie wieszałaś? Może też otrzymałbyś wsparcie i zrozumienie od innych osób, analogicznie jak otrzymałaś od rodziny - kiedy ogłosiłaś im grzech swojego męża. Może również zacieśniłoby to więzi z sąsiadami i panią w osiedlowym sklepiku.

Ja (jeśli ktoś nie zrozumiał mojej wcześniejszej ironii i sarkazmu) - jestem przeciwnikiem trąbienia Wszem i wobec i wytykania palcami zdradzaczy (choć nieraz korciło :D ) .

Ale skoro Ty Marylko jesteś zwolenniczką informowania, to powiedz gdzie jest Twoja granica?
Małoletnie dzieci siostry, szwagierki, brata czy szwagra powinny wiedzieć? W końcu bliska rodzina...
A jeżeli nie, to dlaczego? A rodzicom chrzestnym powiedzieć? A starej 90-letniej ciotce?

Ja podobnie jak Ruta nie uważam, aby takie informacje przyniosły komuś jakieś wymierne dobro.
Natomiast wiem, że wyrzucenie tego z siebie może przynieść ulgę, jak się zrzuci tę tajemnicę - ulgę głównie temu, kto tę tajemnicę nosi (nosił).
Szczęście "nie leży" na zewnątrz - postaraj odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skup (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

tata999
Posty: 963
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: kryzys po zdradzie męża - czy powiedzieć dzieciom

Post autor: tata999 » 14 sty 2020, 14:44

Jonasz pisze:
13 sty 2020, 23:28

No to tata999 uniknąłeś w ten sposób oczernienia i zrzucenia odpowiedzialności na Ciebie za jej złą decyzję
Jeszcze dodatkowo Tobie samemu by się dostało ;)
Może jeszcze mi się dostanie, bo wiele wskazuje na to, że to nie był jedyny kowalski i nie będę tego ukrywał, jeśli się potwierdzi.

krople rosy
Posty: 328
Rejestracja: 27 lut 2019, 11:59
Płeć: Kobieta

Re: kryzys po zdradzie męża - czy powiedzieć dzieciom

Post autor: krople rosy » 14 sty 2020, 14:55

Marylko nie przekonała mnie Twoja historia.
To taki ładny obrazek rodziny który tu prezentujesz ale dla mnie mocno podkoloryzowany i nieprawdziwy.

Wracając do watku Autorki dylemat jest taki: czy powiedzieć dorosłym dzieciom o zdradzie ich ojca która dokonała się jakiś czas temu ?
Poza tym małżonkowie ze sobą póki co mieszkają choć w dość trudnej, z tego, co zrozumiałam sytuacji relacyjnej i komunikacyjnej.
Pytania, jakie się cisną w tym przypadku to: jaka z tego korzyść dla rodziny (małżonków i dzieci) by odsłonić małżeńskie problemy przed dziećmi? Kto na tym i co zyska?
W jaki sposób miałoby to pomóc w tym kryzysie?

I nie chodzi o żadne tajenie kłamstw, sprawcy, itp.
Ale o motywacje i intencje.

Noelka

Re: kryzys po zdradzie męża - czy powiedzieć dzieciom

Post autor: Noelka » 14 sty 2020, 15:28

Wiedźmin pisze:
14 sty 2020, 14:16
Zauważam tu tyle niespójności, że pozwolę sobie odnieść się do fragmentów.

Szczerze? Ja też. Masa niespójności, niewiarygodnych stwierdzeń. Dziękuję, bo już wariowałam, myśląc, że jestem jedyna i nikt tego nie zauważa.

Podczytuję forum od dawna i posty Marylki biorę w duży nawias, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie wierzę w jej sytuację. Taki ze mnie niedowiarek. Jej mąż przeszedł taką przemianę, jaką spotyka się w książkach. Nie potrafiłam znaleźć żadnego powodu, by nagle ze zdradzacza i seksoholika zamienił się w ideał męża i człowieka. Próbuję sobie wyobrazić, że taka istota żyje naprawdę i jakoś nie potrafię.

Nie widzę nic dobrego w klepaniu ludziom, rodzinie dalszej, bliższej OBCEGO grzechu, grzechu, którego nie popełniłam. Ustawiam się w roli sędziego i oceniam, piętnuję, wieszczę. Czy przy okazji mówisz Marylko o swoich błędach popełnionych w małżeństwie? Czy jedynym złym był ten Twój mąż?

Rozumiem, że musiałaś coś powiedzieć rodzinie i dzieciom, skoro postanowiłaś opuścić dom, ale po co szczegóły? Jak taki mężczyzna ma później odzyskać twarz? Gdyby to było słuszne, to spowiedzi byłyby jawne i publiczne. Ale nie są i wato zadać sobie pytanie: dlaczego.

Sprawy małżeństwa należą do małżeństwa, a nie do rodziny, a już na pewno nie do teściów, rodziców itd. Wyprowadziłam się, ponieważ na ten moment nie możemy się z mężem porozumieć co do dalszego wspólnego życia i nie mogłam żyć z nim pod jednym dachem na danym moment. Wystarczy? Wystarczy.

Na forum jest wiele przykładów sytuacji, gdzie po poinformowaniu wszystkich o zdradzie męża/żony - znikają już wtedy wszystkie hamulce. Skoro mleko się wylało i jestem i tak ten zły/ta zła, ten potępiony/ta potępiona - to nie mam już nic do stracenia.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Bławatek, Inna i 11 gości