Poważny kryzys małżeński

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Triste
Posty: 364
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: Triste » 08 gru 2019, 20:00

Ukojenie pisze:
08 gru 2019, 18:04
A czy jednak jest moźliwość, że to działanie złego? Ja tez doświadczałam takich "zbiegów okoliczności"
Ja również. Nikomu w pracy nie mówiłam o swoich problemach a nagle kolega (był na moim ślubie) proponuje mi wyjścia do kina na piwo.
Inny próbował się umówić podczas zakupów w sklepie.
Przez cały okres małżeństwa nie wydarzyła się ani jedna taka sytuacja.
Odkąd rozstałam się z mężem obcy mężczyźni zaczęli mnie zaczepiać na ulicy ....
Czy to nie jest dziwne ? Bo dla mnie tu ewidentnie ktoś nam podkłada nogę. ...

Jozka
Posty: 63
Rejestracja: 07 wrz 2019, 10:56
Płeć: Kobieta

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: Jozka » 08 gru 2019, 20:24

Niestety ja też mam takie doświadczenia... Nagle wokół mnie pojawili się adoratorzy mimo że ja kompletnie nie jestem zainteresowana. Od razu widziałam że to sprawka złego. Modlę się wtedy żeby Bóg trzymał ich ode mnie z daleka.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8418
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: Nirwanna » 08 gru 2019, 21:12

Oj, dziewczyny, no heloł - pokusa zawsze przychodzi od złego. Z 1 Listu do Koryntian "Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania, abyście mogli przetrwać."
Kusi zły, Bóg pokusę dopuszcza, dając jednocześnie sposób na nie wejście w pokusę. Dopuszcza, bo wie, że dzięki zmaganiom wzrastamy, dojrzewamy.
Inaczej ciągle byśmy jako te niemowlaki smoczki cmoktały.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

jacek-sychar
Posty: 6473
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: jacek-sychar » 08 gru 2019, 21:35

Potwierdzam zdanie Nirwanny.

Jak byłem w ostrym kryzysie, to rzeczywiście miałem co najmniej jedną jawną "ofertę współpracy" ze strony płci pięknej.

Gdy jednak jakoś doszedłem do siebie i zacząłem wszystkie drogie Panie traktować jak "siostry", to nic takiego się nie powtórzyło. Czyli wszystko zaczyna się w nas. Ale jest to oczywiste dla tych, którzy choć trochę pamiętają ze szkoły fizykę.

Przypominam III zasadę dynamiki Newtona (zasada akcji i reakcji):
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zasady_dynamiki_Newtona
Oddziaływania ciał są zawsze wzajemne. W inercjalnym układzie odniesienia siły wzajemnego oddziaływania dwóch ciał mają takie same wartości, taki sam kierunek, przeciwne zwroty i różne punkty przyłożenia (każda działa na inne ciało).

Małgorzata Małgosia
Posty: 273
Rejestracja: 05 wrz 2019, 14:31
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: Małgorzata Małgosia » 08 gru 2019, 21:39

Nirwanna pisze:
08 gru 2019, 21:12
Inaczej ciągle byśmy jako te niemowlaki smoczki cmoktały.
Dobre porównanie. Ja w tych gorszych momentach kiedy jest mi tak strasznie ciężko jak teraz, ryczę po kątach i w ogóle, to chciałabym być takim niemowlakiem Boga. Żeby to wszystko zabrał, uwolnił mnie.
Zawsze wtedy pojawia się: ktoś kto zadzwoni, żeby pogadać, albo mnie odwiedzi znienacka, albo tak jak dzisiaj wpadla moja bratanica 11-stoletnia i ni z tego ni z owego wyprzytulała mnie, wycałowała i wyściskała: "ciociu, u ciebie jest tak super!".

I ten ciężar robi się lżejszy. Ja mam głębokie przekonanie, że to jest właśnie Pan Bóg który lituje się nade mną, swoim umęczonym dzieckiem. Daje mi takie pociechy, przytula mnie do serca przez tych kochanych ludzi, których mi przysyła.

Tak więc zły kusi, przygniata do ziemi, ale Bóg jest nieustannie obok i mnie podnosi. Trzeba tylko założyć odpowiednie okulary, żeby to zobaczyć, te małe łaski :)
"Ty zaś powróć do Boga swojego - strzeż pilnie miłości i prawa i ufaj twojemu Bogu!" (Oz 12, 7).
Jezu ufam Tobie.

Ukojenie
Posty: 98
Rejestracja: 17 sty 2019, 16:05
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: Ukojenie » 08 gru 2019, 21:58

Małgorzata Małgosia pisze:
08 gru 2019, 21:39
Ja mam głębokie przekonanie, że to jest właśnie Pan Bóg który lituje się nade mną, swoim umęczonym dzieckiem.
Odczucie umęczone dziecko szukające ulgi w Bogu często mi towarzylo. Dziekuję za te slowa.

Wiedźmin
Posty: 1592
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: Wiedźmin » 08 gru 2019, 22:01

Nirwanna pisze:
08 gru 2019, 21:12
Oj, dziewczyny, no heloł - pokusa zawsze przychodzi od złego. Z 1 Listu do Koryntian "Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania, abyście mogli przetrwać."
Kusi zły, Bóg pokusę dopuszcza, dając jednocześnie sposób na nie wejście w pokusę. Dopuszcza, bo wie, że dzięki zmaganiom wzrastamy, dojrzewamy.
Inaczej ciągle byśmy jako te niemowlaki smoczki cmoktały.
Oj... Nirwanna... nie wiem jak u Was... ale u nas ;P ... na krokach (i nie tylko) zalecają, aby być ostrożnym w mówieniu "zawsze", "nigdy" , "każdy" ;) ...

Jakby nie pewne "pokusy" to pewnie żadne małżeństwo (nawet to pierwsze pierwotne sakramentalne)... między zakochanymi dwudziestolatkami - nie byłoby planowane... ;) więc .. czy "zawsze pokusa pochodzi od złego" to można by podyskutować ;)
Szczęście "nie leży" na zewnątrz - postaraj odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skup (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8418
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: Nirwanna » 08 gru 2019, 22:10

Wiedźmin pisze:
08 gru 2019, 22:01

Oj... Nirwanna... nie wiem jak u Was... ale u nas ;P ... na krokach (i nie tylko) zalecają, aby być ostrożnym w mówieniu "zawsze", "nigdy" , "każdy" ;) ...
Generalnie masz rację, jednak ja mam na myśli pokusę w znaczeniu stricte teologicznym. W teologii pewne rzeczy zawsze będą "zawsze", a inne "nigdy".
Natomiast masz rację, że należy odróżniać pokusę od fizjologii czyli własnych popędów czy odruchów stricte biologicznych, oraz od psyche, czyli np. emocji, skryptów lub mechanizmów obronnych. Są to różne rzeczy, i warto we własnym rozwoju duchowym zainwestować w samopoznanie, aby umieć to rozróżniać - precyzyjnie u siebie. Tak m.in. rozumiem owo wezwanie z 1 Listu św Piotra "Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć." Chodzi o to, aby umieć zauważyć pokusę zawczasu i umieć się jej oprzeć, ale też nie zauważać złego i pokusy w każdym kamyczku, który mnie w bucie uwiera i przeszkadza równo iść.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

krople rosy

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: krople rosy » 09 gru 2019, 9:08

WrocKa pisze:
08 gru 2019, 12:30
Stała się ponadto dość dziwna rzecz, w której też upatruje działanie złego. Otóż po wielu latach bez kontaktu ni z tego ni z owego odezwał się mój były chłopak, z którym związana byłam przed ślubem i z którym zerwałam jak poznałam męża. Pyta co u mnie, interesuje się nagle moim życiem. Dziwne to...Dodam że on jest po rozwodzie. Ale że akurat teraz się odezwał to naprawdę dziwny zbieg okoliczności...
No i oczywiście mi wróciły wspomnienia i zaczęłam się zastanawiać że może błąd wtedy zrobiłam, że go zostawiłam.
Taaaa, rózne mysli człwoiekowi chodzą po głowie w momencie konfliktów małżenskich i przerózne sytuacje ,,się wydarzają''. W swojej wyobraźni i fantazjach człwoiek by czasem nie wymyślił tego , co się ,,nagle'' zadziewa.
Nagle się odkrywa , że człowiek zaczyna się tym myślom przygladać....i żę zaczynają się nam one podobać....już nie są takie złe, niemozliwe, paskudne. I włącza się mechanizm szukania usparwiedliwienia dla przyjęcia owych przeróznych mysli....a potem można popłynąć.
Dlatego wczesniej gdzieś napisałam, że każdy z nas, szczególnie ten w jakiś sposób odepchnięty jest narażony na rózne pokusy. W człowieku odzywają się rozmaite tęsknoty i potrzeby ze wzmożoną siłą bo każdy chce kochać i być kochany.
Sztuką jest własnie nie popłynąć, nie złamać się i zachować zdrowy rozsądek.
Być wiernym do końca sobie, swoim wartościom i Bogu.....wbrew zalewającym nas emocjom.
I trzeba być niezmiernie silnym by patrząc jak współmałżonek krzywdzi i mysli tylko o sobie zachować spokój i zdolność trzeźwego myślenia.
Jedna pokusa przychodzi do jednego małżonka, druga do drugiego. Ten, co krzywdzi nie zdaje sobie sprawy że wystawia swoim złym postępowaniem na pokusę drugiego.
A ten drugi czesto przygnieciony ciężarem krzywdy zaczyna szukać dla siebie ratunku. Nie zawsze tak, gdzie ten ratunek jest.

Małgorzata Małgosia
Posty: 273
Rejestracja: 05 wrz 2019, 14:31
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: Małgorzata Małgosia » 09 gru 2019, 9:54

Zanim poznałam mojego męża byłam w 4-letnim poważnym związku: miał być ślub, mieszkanie się wykańczało. Boga nie było, "wybranek" był niewierzący. W każdym razie ostatecznie rozstałam się z nim, bo zrozumiałam, że go nie kocham. Kiedy po weselu, na którym byłam z przyjacielem ze studiów (a niegdyś miłością życia) wybuchła między nami tamta dawna miłość, zrozumiałam, że ja tego swojego narzeczonego nie kocham i nie będę mogła mu przyrzec niczego przed Bogiem. No i rozstałam się z nim.
Miałam ogromne wyrzuty sumienia itd. A prawda była taka, że on był trudny do kochania przede wszystkim ze względu na zupełnie inne wartości. Zmuszał mnie do rzeczy wbrew mnie. Mówił, że jakbym np. straciła wzrok (to a propos ewentualnej operacji/korekty wzroku przy mojej wadzie) to zostawiłby mnie, bo nie chciałby być z inwalidą. Z drugiej strony świetnie razem się dogadywaliśmy, mieliśmy podobne pasje, ciągnęło nas do siebie.

Po co to piszę? Chodzi o to, że podjęłam ileś tam lat temu decyzję, której nie żałowałam (tylko wyrzuty sumienia, że kogoś skrzywdziłam wtedy), a teraz kiedy po 9 latach małżeństwa mąż mnie odtrącił całkowicie, jako przyjaciela, kobietę, miłość itd. nagle ten mój były sprzed lat nagle zaczął mi się śnić. Zaczęłam przypominać sobie z rozrzewnieniem jak to cudownie było, że to był jedyny mężczyzna, który patrzył na mnie z zachwytem, podobało mu się we mnie wszystko.
Ach i och po prostu.
I od razu myśli o zdadzieckim mężu.
Że on nigdy tak na mnie nie patrzył itd.itp.

A prawda jest oczywiście zupełnie inna. Tak jak pisałam wyżej: nie potrafiłam pokochać tamtego człowieka z różnych powodów.

Jednak zły naprawdę potrafi zaciemnić przed nami samymi nasze wspomnienia, wykrzywić je, pokazać (w zależności od tego co chce osiągnąć) albo jako cud miód i orzeszki (przypomina mi się film o braciach Grimm, gdzie była czarownica, która w rzeczywistości była obrzydliwa, ale pokazywała się tylko w lustrze, w którym była Monicą Bellucci), albo jako coś powykrzywianego i okropnego, tylko, że wówczas podsuwa krzywe zwierciadło.

Mój mąż teraz jest potworem. Tak. I trzeba to zobaczyć. Ale nie był taki cały czas i nie daję się już zwieść tym omamom, że byłam ślepa wychodząc za mąż. I że czeka na mnie ktoś lepszy. Bo tak, takie myśli miałam. A potem się nawróciłam.

Już nie zwracam uwagi na te pokusy, właściwie to już nawet nie są pokusy, bo nic mnie nie kusi. W tym zakresie :D

A takie "pocieszanie się", nawet w myślach, innymi ewentualnymi miłościami, dla mnie jest wyrazem mojego problemu, który ten kryzys wyrzucił na powierzchnię mojej "zupy życia" :)
Uzależniam się emocjonalnie od bliskich mi osób, szukam obrońcy i podpory, na którego zrzucę swoje ciężary, całą odpowiedzialność. W głębi duszy chcę być małą dziewczynką, którą zajmie się silny ojciec.

I ja tego nie chcę, to jest teraz mój priorytet, żeby z takiego stanu wychodzić.
"Ty zaś powróć do Boga swojego - strzeż pilnie miłości i prawa i ufaj twojemu Bogu!" (Oz 12, 7).
Jezu ufam Tobie.

tata999
Posty: 1023
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: tata999 » 09 gru 2019, 11:25

Zafascynowała mnie Twoja wypowiedź Małgorzato. Wygląda mi na taką szczerą, prostą, "niekoloryzowaną". Czy mógłbym poprosić o jej rozwinięcie?
Małgorzata Małgosia pisze:
09 gru 2019, 9:54
Zanim poznałam mojego męża byłam w 4-letnim poważnym związku: miał być ślub, mieszkanie się wykańczało. Boga nie było, "wybranek" był niewierzący. W każdym razie ostatecznie rozstałam się z nim, bo zrozumiałam, że go nie kocham.
"Zrozumiałam, że go nie kocham" - brzmi dla mnie enigmatycznie. Czy zechciałabyś rozwinąć, co Cię skłoniło do takiego wniosku i co dokładnie to był za wniosek (co się kryje pod pojęciem "go nie kocham" - czyżby brak uczucia/chemii/nowych dawek emocji)?
Małgorzata Małgosia pisze:
09 gru 2019, 9:54
Kiedy po weselu, na którym byłam z przyjacielem ze studiów (a niegdyś miłością życia) wybuchła między nami tamta dawna miłość, zrozumiałam, że ja tego swojego narzeczonego nie kocham i nie będę mogła mu przyrzec niczego przed Bogiem. No i rozstałam się z nim.
Porzuciłaś narzeczonego? Drastyczna zmiana. Czy to właśnie pod wpływem emocji? Czy one były "podlane" czymś na weselu? Mam namyśli na przykład alkohol, jako paliwo rakietowe dla emocji i zaburzenia percepcji ("wykrzywienia rzeczywistości").
Małgorzata Małgosia pisze:
09 gru 2019, 9:54
Miałam ogromne wyrzuty sumienia itd. A prawda była taka, że on był trudny do kochania przede wszystkim ze względu na zupełnie inne wartości. Zmuszał mnie do rzeczy wbrew mnie. Mówił, że jakbym np. straciła wzrok (to a propos ewentualnej operacji/korekty wzroku przy mojej wadzie) to zostawiłby mnie, bo nie chciałby być z inwalidą. Z drugiej strony świetnie razem się dogadywaliśmy, mieliśmy podobne pasje, ciągnęło nas do siebie.
Napisałaś, że "miałaś ogromne wyrzuty sumienia... a prawda była taka", że on:
- był trudny do kochania,
- inne wartości,
- mówił, że być Ciebie zostawił.
Brakuje mi to związku pomiędzy wyrzutami sumienia a tym, jaki on był. Nie widzę też, jakie wartości były inne.
Małgorzata Małgosia pisze:
09 gru 2019, 9:54

Po co to piszę? Chodzi o to, że podjęłam ileś tam lat temu decyzję, której nie żałowałam (tylko wyrzuty sumienia, że kogoś skrzywdziłam wtedy), a teraz kiedy po 9 latach małżeństwa mąż mnie odtrącił całkowicie, jako przyjaciela, kobietę, miłość itd. nagle ten mój były sprzed lat nagle zaczął mi się śnić. Zaczęłam przypominać sobie z rozrzewnieniem jak to cudownie było, że to był jedyny mężczyzna, który patrzył na mnie z zachwytem, podobało mu się we mnie wszystko.
Ach i och po prostu.
I od razu myśli o zdadzieckim mężu.
Że on nigdy tak na mnie nie patrzył itd.itp.

Jednak zły naprawdę potrafi zaciemnić przed nami samymi nasze wspomnienia, wykrzywić je, pokazać (w zależności od tego co chce osiągnąć) albo jako cud miód i orzeszki (przypomina mi się film o braciach Grimm, gdzie była czarownica, która w rzeczywistości była obrzydliwa, ale pokazywała się tylko w lustrze, w którym była Monicą Bellucci), albo jako coś powykrzywianego i okropnego, tylko, że wówczas podsuwa krzywe zwierciadło.
A prawda jest oczywiście zupełnie inna. Tak jak pisałam wyżej: nie potrafiłam pokochać tamtego człowieka z różnych powodów.
Myślę, że to normalne i spotyka każdego. Jako mężczyzna też pragnę drugiej połówki - tego, co mogłaby mi dać druga płeć. Czasami natrętnie przychodzą myśli, że któraś z tych pięknych znajomych (i nieznajomych też), to byłaby taka idealna i jedyna ("cud, miód i orzeszki)". Jednak wiem, że nie ma idealnej i trzeba się opamiętać, myśleć realnie.
Małgorzata Małgosia pisze:
09 gru 2019, 9:54
Już nie zwracam uwagi na te pokusy, właściwie to już nawet nie są pokusy, bo nic mnie nie kusi. W tym zakresie :D
Czyżby? Od siebie powiem, że u mnie pokusa jest duża, jeśli o miłości cielesnej mówimy.
Małgorzata Małgosia pisze:
09 gru 2019, 9:54
A takie "pocieszanie się", nawet w myślach, innymi ewentualnymi miłościami, dla mnie jest wyrazem mojego problemu, który ten kryzys wyrzucił na powierzchnię mojej "zupy życia" :)
Myślę podobnie.

WrocKa
Posty: 55
Rejestracja: 28 lis 2019, 15:27
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: WrocKa » 09 gru 2019, 18:02

Moi Drodzy,

Właśnie obejrzałam Szustaka na dziś i bardzo pomogły mi te słowa.
Dedykuję wszystkim cierpliwym.
Jesteście bohaterami.
Ja modlę się o cierpliwość.

https://www.youtube.com/watch?v=uwYcQYKxrwQ

Małgorzata Małgosia
Posty: 273
Rejestracja: 05 wrz 2019, 14:31
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: Małgorzata Małgosia » 09 gru 2019, 20:13

tata999 pisze:
09 gru 2019, 11:25
Zafascynowała mnie Twoja wypowiedź Małgorzato. Wygląda mi na taką szczerą, prostą, "niekoloryzowaną". Czy mógłbym poprosić o jej rozwinięcie?
Małgorzata Małgosia pisze:
09 gru 2019, 9:54
Zanim poznałam mojego męża byłam w 4-letnim poważnym związku: miał być ślub, mieszkanie się wykańczało. Boga nie było, "wybranek" był niewierzący. W każdym razie ostatecznie rozstałam się z nim, bo zrozumiałam, że go nie kocham.
"Zrozumiałam, że go nie kocham" - brzmi dla mnie enigmatycznie. Czy zechciałabyś rozwinąć, co Cię skłoniło do takiego wniosku i co dokładnie to był za wniosek (co się kryje pod pojęciem "go nie kocham" - czyżby brak uczucia/chemii/nowych dawek emocji)?
Małgorzata Małgosia pisze:
09 gru 2019, 9:54
Kiedy po weselu, na którym byłam z przyjacielem ze studiów (a niegdyś miłością życia) wybuchła między nami tamta dawna miłość, zrozumiałam, że ja tego swojego narzeczonego nie kocham i nie będę mogła mu przyrzec niczego przed Bogiem. No i rozstałam się z nim.
Porzuciłaś narzeczonego? Drastyczna zmiana. Czy to właśnie pod wpływem emocji? Czy one były "podlane" czymś na weselu? Mam namyśli na przykład alkohol, jako paliwo rakietowe dla emocji i zaburzenia percepcji ("wykrzywienia rzeczywistości").
Małgorzata Małgosia pisze:
09 gru 2019, 9:54
Miałam ogromne wyrzuty sumienia itd. A prawda była taka, że on był trudny do kochania przede wszystkim ze względu na zupełnie inne wartości. Zmuszał mnie do rzeczy wbrew mnie. Mówił, że jakbym np. straciła wzrok (to a propos ewentualnej operacji/korekty wzroku przy mojej wadzie) to zostawiłby mnie, bo nie chciałby być z inwalidą. Z drugiej strony świetnie razem się dogadywaliśmy, mieliśmy podobne pasje, ciągnęło nas do siebie.
Napisałaś, że "miałaś ogromne wyrzuty sumienia... a prawda była taka", że on:
- był trudny do kochania,
- inne wartości,
- mówił, że być Ciebie zostawił.
Brakuje mi to związku pomiędzy wyrzutami sumienia a tym, jaki on był. Nie widzę też, jakie wartości były inne.
Małgorzata Małgosia pisze:
09 gru 2019, 9:54

Po co to piszę? Chodzi o to, że podjęłam ileś tam lat temu decyzję, której nie żałowałam (tylko wyrzuty sumienia, że kogoś skrzywdziłam wtedy), a teraz kiedy po 9 latach małżeństwa mąż mnie odtrącił całkowicie, jako przyjaciela, kobietę, miłość itd. nagle ten mój były sprzed lat nagle zaczął mi się śnić. Zaczęłam przypominać sobie z rozrzewnieniem jak to cudownie było, że to był jedyny mężczyzna, który patrzył na mnie z zachwytem, podobało mu się we mnie wszystko.
Ach i och po prostu.
I od razu myśli o zdadzieckim mężu.
Że on nigdy tak na mnie nie patrzył itd.itp.

Jednak zły naprawdę potrafi zaciemnić przed nami samymi nasze wspomnienia, wykrzywić je, pokazać (w zależności od tego co chce osiągnąć) albo jako cud miód i orzeszki (przypomina mi się film o braciach Grimm, gdzie była czarownica, która w rzeczywistości była obrzydliwa, ale pokazywała się tylko w lustrze, w którym była Monicą Bellucci), albo jako coś powykrzywianego i okropnego, tylko, że wówczas podsuwa krzywe zwierciadło.
A prawda jest oczywiście zupełnie inna. Tak jak pisałam wyżej: nie potrafiłam pokochać tamtego człowieka z różnych powodów.
Myślę, że to normalne i spotyka każdego. Jako mężczyzna też pragnę drugiej połówki - tego, co mogłaby mi dać druga płeć. Czasami natrętnie przychodzą myśli, że któraś z tych pięknych znajomych (i nieznajomych też), to byłaby taka idealna i jedyna ("cud, miód i orzeszki)". Jednak wiem, że nie ma idealnej i trzeba się opamiętać, myśleć realnie.
Małgorzata Małgosia pisze:
09 gru 2019, 9:54
Już nie zwracam uwagi na te pokusy, właściwie to już nawet nie są pokusy, bo nic mnie nie kusi. W tym zakresie :D
Czyżby? Od siebie powiem, że u mnie pokusa jest duża, jeśli o miłości cielesnej mówimy.
Małgorzata Małgosia pisze:
09 gru 2019, 9:54
A takie "pocieszanie się", nawet w myślach, innymi ewentualnymi miłościami, dla mnie jest wyrazem mojego problemu, który ten kryzys wyrzucił na powierzchnię mojej "zupy życia" :)
Myślę podobnie.
Tata999 obiecuję, że odpowiem, ale może w moim wątku? Bo nie chciałabym odwracać uwagi od właścicielki tego wątku :)
"Ty zaś powróć do Boga swojego - strzeż pilnie miłości i prawa i ufaj twojemu Bogu!" (Oz 12, 7).
Jezu ufam Tobie.

WrocKa
Posty: 55
Rejestracja: 28 lis 2019, 15:27
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: WrocKa » 09 gru 2019, 21:58

Oj u mnie coraz gorzej.
Mąż oświadczył że chce na weekend jechać do swoich rodziców sam z synem.
Jak zapytałam czy teraz to już będziemy osobno spędzać weekendy to mi powiedział że może tak i o co mi chodzi.
W sumie się unioslam i złamałam listę Zerty...poplakalam się i zapytałam dokąd to zmierza bo widzę że z jego strony nie ma woli dialogu i naprawy.
Na to on znowu, że coś w nim pękło i już nie potrafi ze mną być. Ja się pytam dlaczego a on że już nie czuje nic do mnie, że jestem nienormalna bo mam załamanie nerwowe i biorę leki i że mi całkiem już odbiło bo cały czas się modlę.
Ja pytam dlaczego mu przeszkadza że się modlę a on że od kiedy taka religijna jestem i znów obraża mnie, że dewotka, że mi odbiło.
A w tym wszystkim, w jego tonie i postawie było tyle agresji i pogardy...
Znów dopadło mnie zwątpienie, po co ja się modlę...Odmawiam Pompejanska i jest coraz gorzej...
Módlcie się za mnie, żebym wytrzymała. Tak mi ciężko.
Tak mi źle.
Mówię do męża że zależy mi na rodzinie, na nas, że sobie przysięgalismy.
A on do mnie że wie, co przysięgal, ale to było 10 lat temu... I dodał że najwyżej będzie się w piekle smażył...

Nie poznaję go. To nie jest mój mąż. To jakiś obcy, opętany człowiek...

Ruta
Posty: 287
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Poważny kryzys małżeński

Post autor: Ruta » 10 gru 2019, 1:05

WrocKa pisze:
09 gru 2019, 21:58
Oj u mnie coraz gorzej.
Tak mi źle.
Mówię do męża że zależy mi na rodzinie, na nas, że sobie przysięgalismy.
Nie poznaję go. To nie jest mój mąż. To jakiś obcy, opętany człowiek...
Tak bardzo ci współczuję. Wiem jak to boli. Kiedy widzę w kogo zamienił się mój mąż nie mogę uwierzyć. Wiem, że nie był taki. Mam poczucie że nadal taki nie jest. Że tylko nie umiem do niego dotrzeć. Że wszystko co w ostatnich latach robi jest podobne do zachowania dzikiego zranionego zwierzęcia. A w środku jest mój mąż. Wiem też że bardzo trudno wtedy wytrwać w modlitwie, ale też że wtedy pomaga mi ona najbardziej. Obejmę cię modlitwą. I twojego męża.

I wszystko co napisalyscie dziewczęta o kuszeniach to prawda. Ja też nagle zaczęłam spotykać w pewnym momencie jakiś mężczyzn z przeszłości, jakiś odjazd to był. Tyle lat nic i nagle wysyp. To akurat dla mnie nie była trudna próba, z każdym takim przysłanym czułam, że jeszcze bardziej kocham męża i że to jego wybralam. Potem były myśli o moim pierwszym chłopaku. Nawet na jego fejsa zajrzalam. Ale też się zorientowałam. Potem było trudniej bo miałam myśli, że jak to do końca życia mam być sama, że może jednak w przyszłości. Z tym też sobie poradziłam. Potem przez jakiś czas wysyp alkoholu. Tu ktoś na piwo, tam ktoś z winem przyszedł. Na tym się parę razy wyłożyłam, ale potem się puknęłam w głowę, co ja robię. Mam uzależnionego męża, nie wolno mi pić nawet niewielkich ilości. To dość jasna zasada. To było słabe. Nawet bardzo. Slubowalam lojalność. Także gdy mąż nie widzi. Postanowiłam być czujniejsza, ale czasem mam poczucie że w jakąś paranoję wpadam. Ale to są takie serie, zbiegi. I co ciekawe jak tylko się połapiesz, to ustępują. Cieszę się, że o tym napisałyscie. Czuję się mniej stuknięta.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 11 gości