Kilka pytań o separację

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Zwyklaosoba
Posty: 265
Rejestracja: 22 gru 2020, 11:47
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Zwyklaosoba » 14 lip 2021, 15:08

Caliope pisze:
14 lip 2021, 13:32
Jest jeszcze sprawa, że prosząc męża nie myślisz o tym, że jako osoba uzależniona myśli i funkcjonuje w chory sposób. Odezwiesz się miło, on się irytuje, ciągle jest zły, dlatego też mówi, że wywierasz presję, a wcale tak być nie musi, bo u niego coś zwykle neutralnego rośnie do wielkich rozmiarów. Więc poczucie winy w kąt i z Bogiem. :)
Caliope masz chyba rację, to są tak chore reakcje,że głowa mała, tak samo doświadczałam miesiącami takie zadreczanie, nie odzywałam się on też i były wypinki, odezwałam się to nękanie i nie interesuj się , wszystko nie tak ,jego rodzina poinformowała mnie o śmierci babci nie ON to pretensje na pogrzebie ,że nawet się do niego nie odezwałam........nie ma sensu taki kontakt bo zawsze będzie to uznane za błąd ,wykazane jako naganne zachowanie, oni przecież są wolni i ich jak jako trzeba traktować tak sobie wyobrażają, lepiej zostawić ,trudno, nawet jeśli nigdy się nie odezwie lepiej zostawić w spokoju i żyć samemu też z spokoju

nałóg
Posty: 3583
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: nałóg » 14 lip 2021, 15:11

Nirwanna pisze:
14 lip 2021, 7:03
Ruta pisze: ↑14 lip 2021, 0:18
Męża denerwuje za to, gdy mówię w takich sytaucjach, że mam do niego prośbę. Ale ja nie bardzo, a w zasadzie wcale nie rozumiem co w tym denerwującego. I jak miałabym go inaczej poprosić, żeby przykręcił daszek, czy zerknął na coś. Jest to dla mnie póki co zagadką. Jeśli ktoś ma jakiś pomysł, wskazówkę, swoje refleksje, będę wdzięczna. Bo ja jestem tu w kropce.


Być może dzięki milionom powtórzeń wcześniej nauczył się, że za ładnym słowem "prośba" chowasz wredną "presję", i teraz ma odruch bezwarunkowy na NIE.
Może rozwiązaniem jest zmiana frazy na początku zdania, np. Wiesz mężu, mam problem... [opis]... czy mógłbyś coś z tym zrobić?
Dołączę do Nirwany........Ruto, w przeszłości ta prośba mogła być tak wyrażana ,że była odbierana jako rozkaz bez możliwości dyskusji czy odmowy lub przesunięcie jej spełnienia w czasie.
Słowo "proszę" może być wyartykułowane w taki sposób , że jest rozkazem.

Może kiedyś zapytasz męża czy tak zapamiętał Twoje "proszę"....PD

Ruta
Posty: 1617
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 14 lip 2021, 16:02

NIrwanno, Nałogu - myślę, że macie rację, to moje "mam prośbę" może się mężowi źle kojarzyć (z presją i naciskiem) i dlatego mówi, że ta forma go drażni. W sumie zapytam, jak będzie kiedyś okazja.

Ostatnio zdarzyła się sytuacja w której to mój mąż się zwrócił do mnie z prośbą. Użył słów "teraz to ja potrzebuję twojej pomocy". To była w sumie głupia, czy nawet zabawna sytuacja, a potrzebna pomoc niewielka. Ale sam zwrot "potrzebuję twojej pomocy" zapamiętam. Może będzie bardziej neutralny...

Przypomniał mi się słynny zwrot "musimy porozmawiać" przyprawiający o dreszcze rzesze uczniów, dzieci, pracowników... i mężów :)

Ewuryco, mąż nie denerwuje się o samą prośbę, tylko o jej formę. Same prośby spełnia z chęcią. Ja jego również. To są dość rzadkie sytuacje. Ale się zdarzają. Czy takie prośby są wyrazem łączącej nas więzi? Zapewne tak. Podobnie jak wspólnie spędzane święta, czy inne rodzinne okazje i inne chwile, które czasem razem spędzamy, czy rozmowy. Mąż nie wysyła wtedy sygnałów, że tego nie chce. Wręcz przeciwnie, spędzamy miło czas. Problemem w naszym małżeństwie zdecydowanie nie jest brak więzi między nami. Natomiast jest prawdą, że mój mąż nie zamierza obecnie żyć jako mąż i ojciec. Z wielu różnych przyczyn. W tym takich związanych ze mną także. Nad tym pracuję. I cieszę się tą pracą, bo przynosi zmiany, nie tylko we mnie, ale i w naszych trudnych kryzysowych relacjach.

Natomiast od dawna nie ganiam za mężem, ani nie namawiam męża do zmiany stylu życia, czy decyzji. To jego decyzje. Ostatnio za to unikam kontaktu z mężem, bo tak czuję. Ale też nie czuję się wcale mniej kobieco, gdy proszę męża o pomoc w jakiś sprawach w domu. Jest mi przyjemnie i miło, gdy mąż takiej pomocy mi udziela.

Caliope, masz z pewnością rację, że część reakcji mojego męża płynie z uzależnienia. To jego burczenie i niechęć, niemiłe komentarze w odpowiedzi na propozycje/prośby znam dobrze, bo to była stała reakcja męża przez wiele lat na różne sytuacje, które wymagały od niego zaangażowania. Mi zawsze się robiło wtedy przyro. Na terapii zdałam sobie sprawę, że nie tylko mój mąż tak reagował/reaguje ale wielu uzależnionych mężów. W sumie wcześniej przyjęłam, że to po prostu cecha mojego męża, jego własna osobista. Więc nawet poczułam ulgę. Bo to bardzo przykre i trudne do zniesienia reakcje. Z drugiej strony ja w reakcji na nie reagowałam naciskiem i presją. Jak to uzależniony ze współuzależnioną...

Powiedzenie przez mojego męża, że irytuje go forma prośby, to spory postęp w naszej komunikacji. Dotąd mąż nie komunikował niczego co go irytowało. Do czasu aż miał kumulację zirytowań i wybuchał. Z takiego wybuchu też nic nie wynikało, bo wybuch był "ogólny" i trudno się było domyślić o co chodziło "naprawdę". Czasem o to, że nie radził sobie z abstynencją i szukał powodu do wybuchu, żeby miec "powód". I takie tam różne uzależnieniowe sprawy.

Sądzę, że przy takim zawrotnym tempie zmian i obopólnych postępach komunikacyjnych już koło 2086 roku będziemy z mężem gotowi do wspólnego szczęśliwego harmonijnego i pełnego radości życia na chwałę Bożą. Dlatego też nie ustaję w modlitwie :) Żeby ta data jednak uległa zmianie (na znacznie wcześniejszą).

Janieja
Posty: 128
Rejestracja: 30 cze 2021, 11:04
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Janieja » 15 lip 2021, 13:17

Ruto, dopiero teraz przeczytałam Twój wątek od początku. Podziwiam Cię, Twoją wytrwałość, cierpliwość i mądrość. Bardzo serdecznie życzę Ci Bożego wsparcia i wielu łask.

Astro
Posty: 776
Rejestracja: 17 mar 2018, 15:41
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Astro » 15 lip 2021, 15:27

Podpisuję się :D
Z modlitwą Ruto :)
Tą niestandardową :D
" Każdy z was , młodzi przyjaciele , znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte.Jakis wymiar zadań , które musi podjąć i wypełnić ... Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można zdezerterować. " Ojciec Święty Jan Paweł II

Ruta
Posty: 1617
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 16 lip 2021, 22:09

Janieja pisze:
15 lip 2021, 13:17
Ruto, dopiero teraz przeczytałam Twój wątek od początku. Podziwiam Cię, Twoją wytrwałość, cierpliwość i mądrość. Bardzo serdecznie życzę Ci Bożego wsparcia i wielu łask.
Dziękuję. Wesprę i ja ciebie modlitwą.

Jutro idę do Świętego Józefa. Zabieram zawsze ze sobą różne intencje, trudne sytuacje o których wiem. Jutro idę głównie w sprawie pracy dla mnie i dla paru osób. Wezmę także i ciebie i twojego męża także.

Warto prosić Świętego Józefa o wspieranie męża w tak trudnym kryzysie. I ciebie oczywiście też. To potężny, czuły i kochający Święty, wiele może dla nas uprosić i wiele nas nauczyć. Warto się do Niego zbliżyć. Ja staram się od niego nauczyć solidności i staranności, uporządkowania, dyscypliny wewnętrznej. Podobno uczymy się tego od ojców, a ja nie miałam takiego taty, który mógłby mi takie cechy wpoić. A teraz już mam :)
I jeszcze ciszy chcę się od Świętego Józega nauczyć. Bo ja dużo gadam. Co w małżeństwie nie jest wcale kobiecą zaletą... :lol:

Melisa
Posty: 53
Rejestracja: 12 sty 2021, 21:54
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Melisa » 16 lip 2021, 23:05

Ruto, skoro będziesz prosić o pracę dołącz proszę i mnie do Twoich intencji. Niemożność znalezienia pracy mnie dobija.
Aniołom swoim każe cię pilnować, Gdziekolwiek stąpisz, którzy cię piastować Na ręku będą, abyś idąc drogą Na ostry krzemień nie ugodził nogą.
J.Kochanowski, Psałterz Dawidów

Janieja
Posty: 128
Rejestracja: 30 cze 2021, 11:04
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Janieja » 17 lip 2021, 8:51

Ruta pisze:
16 lip 2021, 22:09
Janieja pisze:
15 lip 2021, 13:17
Ruto, dopiero teraz przeczytałam Twój wątek od początku. Podziwiam Cię, Twoją wytrwałość, cierpliwość i mądrość. Bardzo serdecznie życzę Ci Bożego wsparcia i wielu łask.
Dziękuję. Wesprę i ja ciebie modlitwą.

Jutro idę do Świętego Józefa. Zabieram zawsze ze sobą różne intencje, trudne sytuacje o których wiem. Jutro idę głównie w sprawie pracy dla mnie i dla paru osób. Wezmę także i ciebie i twojego męża także.

Warto prosić Świętego Józefa o wspieranie męża w tak trudnym kryzysie. I ciebie oczywiście też. To potężny, czuły i kochający Święty, wiele może dla nas uprosić i wiele nas nauczyć. Warto się do Niego zbliżyć. Ja staram się od niego nauczyć solidności i staranności, uporządkowania, dyscypliny wewnętrznej. Podobno uczymy się tego od ojców, a ja nie miałam takiego taty, który mógłby mi takie cechy wpoić. A teraz już mam :)
I jeszcze ciszy chcę się od Świętego Józega nauczyć. Bo ja dużo gadam. Co w małżeństwie nie jest wcale kobiecą zaletą... :lol:
Dziękuję Ci, bo bardzo tego potrzebuję.
Pomodlę się razem z Tobą do świętego Józefa w swojej i Twojej intencji. 🙏

Ruta
Posty: 1617
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 17 lip 2021, 23:44

Byłam dziś u Świętego Józefa. Taka mini pielgrzymka, bo do Sanktuarium idę około 1,5 godziny tylko od siebie, więc czasem tak sobei w róznych intencjach chodzę. Ale za to moja dziesiejsza pielgrzymka była wyjątkowa. To co zdarzyło się mi pod koniec, było przepiękne. Zabrałam ze sobą wiele spraw, wszystkie nasze sycharowe i forumowe małżeństwa, oraz prośby do Świętego Józefa, głównie o pracę :)

Rano odmówiłam tajemnice radosne i miałam wyruszać, ale musiałam zmienić plany i koniec końców wyszłam dopiero po południu. Odmówiłam modlitwę pielgrzymią, poprosiłam Świętą Rodzinę obłogosławieństwo i wsparcie w modlitwie i jak się okazało wyszłam równo o 15.00. Akurat rozdzwoniły się dzwony :) Więc zrobiłam sobie przystanek w najbliższej Kaplicy Adoracji i odmówiłam Koronkę do Bożego Miłosierdzia, przepraszając za wszystkie nasze ułomności i grzechy. I przyszła mi taka płynność i radość w modlitwie.
Poczułam też, by poprosić Matkę Bożą, aby towarzyszła mi w pielgrzymce. Pomyślałam, że skoro idę do Jej ukochanego, to chętnie pójdzie ze mną. A potem już szłam sobie spokojnie odmawiając tajemnice bolesne, powoli zawierzając wszystkie osoby, trudności...

Do Sanktuarium weszłam akurat w momencie, gdy ksiądz udzielał błogosławieństwa nowożeńcom, bardzo pięknie i z serca. Wraz z tym błogosławieństwem wlała mi się w serce radość. W Kaplicy Adoracji odmówiłam ostatnią tajemnicę bolesną i tajemnice chwalebne. Prosiłam by wszystkie nasze trudności, nieprzebaczenia, żale, grzechy, trudności umarły i byśmy my, i nasze życia, nasze małżeństwa odrodzili się w Tajemnicy Zmartwychwstania. I potem w kolejnych tajemnicach nadal wszystko zawierzałam. A potem poczułam żeby przejść do głównego Kościoła.

W głównym Kościele nadal byłam w łasce modlitwy, odmówiłam modlitwę adoracyjną, Litanię do Świętego Józefa, prosząc o te nasze prace przede wszystkim i o wsparcie i nawrócenie dla ojców rodzin, a potem jeszcze Litanię do Wszystkich Świętych. Bardzo pięknie mi modlitwy płynęły, nie czułam ani upływu czasu, ani co się dzieje dookoła. Rzadko udaje mi się tak głęboko wejść w modlitwę i adorację, bez rozproszeń. I nagle wyrwała mnie z tego stanu procesja księży i ministrantów z Krzyżem. Wstałam, ale nie do końca wiedziałam co się dzieje. Była ładna pieśń Maryjna powitalna dla Matki Bożej. Więc i ja z serca zaśpiewałam. I wraz z procesją do Kościoła weszła Matka Boża, na pięknym obrazie Matki Bożej Łaskawej. Przybyła do swojego męża. Rozpłakałam się, bo poczułam się bardzo wzruszona i wdzięczna, a trochę się śmiałam, bo przecież o to właśnie poprosiłam Mamę, by razem ze mną przyszła do Świętego Józefa. Dobrze, że byłam na występach gościnnych i nikt mnie tam w parafii nie zna, ale i tak starałam się nie rzucać w oczy z tymi moimi stanami emocjonalnymi, choć trudno mi było ich nie uzewnętrzniać ;)

Potem była piękna Msza Święta i nabożeństwo do Matki Bożej Łaskawej. Więc jeszcze raz i naszej Mamie zawierzyłam wszystkie nasze sprawy. Wracając odmówiłam jeszcze tajemnice światła w intencji dzieci. Tak mi było lekko i radośnie, że mogłam po drodze nawet tańczyć. I też się trochę śmiałam, na szczęście było pusto na drodze...

Czytanie główne było o weselu w Kanie Galilejskiej. Podczas kazania ksiądz powiedział, że Matka Boża jest bardzo łaskawa, dba o nas,tak jak najkochańsza Mama, nie musimy nawet Jej mówić o naszych brakach, bo Ona się o nas troszczy. Ale też mówi do nas "Uczyńcie wszystko, cokolwiek wam powie", i jest to niezbędne, byśmy mogli wszystkie łaski otrzymać. Tak w sercu czułam, że to właśnie jest ta właściwa droga, by nasze rodziny i nasze małżeństwa zdrowiały. Ksiądz wspomniał także o tym, o czym i ja myślałam, że dziś w Sanktuarium jednoczy się cała Święta Rodzina :) Poczułam, że daje mi to mnóstwo nadziei, że i wiele małżeństw i rodzin także może się zjednoczyć.

Gdy dochodziłam do domu, byłam już trochę zmęczona i głodna, zrobił się wieczór... i dostałam zaproszenie na przepyszną kolację. A teraz już jestem w domu, nakarmiona i duchowo i fizycznie i nadal czuję duże wzruszenie i radość. I mnóstwo nadziei, którą tak bardzo chcę się z wami podzielić :)

Melisa
Posty: 53
Rejestracja: 12 sty 2021, 21:54
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Melisa » 18 lip 2021, 12:47

Piękny, boży dzień miałaś Ruto. Z prawdziwą radością i wzruszeniem czytałam to co piszesz.
Aniołom swoim każe cię pilnować, Gdziekolwiek stąpisz, którzy cię piastować Na ręku będą, abyś idąc drogą Na ostry krzemień nie ugodził nogą.
J.Kochanowski, Psałterz Dawidów

Ruta
Posty: 1617
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 27 lip 2021, 13:32

Od jakiegoś czasu coraz bardziej czuję nie tyle brak potrzeby kontaktowania się z mężem, co potrzebę zatrzymania się z realizacją tej potrzeby.
Teraz nie kontaktuję się z mężem wcale. Powoli to wygaszałam, aż do całkowitego braku kontaktu. I czuję się w tym dobrze. Ale zupełnie tego nie rozumiałam. Z początku było to takie uczucie, jakbym dostała bana na własnego męża. Teraz jest we mnie spokój.

Dopiero wczoraj coś nowego do mnie dotarło. Po tym jak wysłuchałam słów Księdza, dopiero zrozumiałam ten proces, który we mnie zachodzi.

Miałam w życiu taki okres, gdy w mojej relacji z Bogiem obraziłam się na Niego. Wewnętrznie stworzyłam sobie fałszywy obraz Boga, za tym poszły moje oskarżenia wobec Niego, o cierpienie, o moje trudności, o stan Kościoła, w którym także dostrzegałam same trudne rzeczy i o wiele innych rzeczy. I powiedziałam wtedy Bogu: będę żyć bez Ciebie i bez Ciebie budować swoje życie. Zgadzam się z tym, czego uczysz, i nie chcę od tego odchodzić, ale od Ciebie chcę, bo Tobie już nie ufam. Uważam, że przyczyniasz się do cierpienia w świecie i moim życiu.
Ja to wygładzam, bo wszystko to wtedy we mnie płynęło z emocji i było o wiele bardziej burzliwe. Ale sens był taki.

I zamilkłam. I zaczęłam swoje życie. Było spokojne. Dobre. Nie działo się nic złego, ani trudnego. Nie odzywałam się do Boga i moja relacja z Nim gasła. Aż zgasła zupełnie. Ja, która przez wiele lat nie tyle wierzyłam w Boga, co czułam Go przy sobie, Jego Miłość, nagle nie miałam z Nim żadnej relacji. Do tego stopnia, że jakby dla mnie, wewnątrz mnie i w moim życiu przestał istnieć.

Bóg nie ganiał za mną, nie okazywał mi swojej miłości, nie bronił się przed moimi oskarżeniami. Przyjął moją decyzję i ją uszanował. Kochał mnie, wiem to, ale tą piękną Miłością, która nie szuka swego.

Nie było w tym moim życiu w tym czasie źle. Moja złość na Boga i żal przeszły z czasem w obojętność, potem właśnie w takie poczucie, że Go nie ma.

Aż przyszedł taki dzień, gdy jednak zawołałam do Niego. Zaczęłam od słów: Jeśli jesteś. I od awantury. Wróciły wszystkie moje oskarżenia. To nie był pokorny powrót. Ale była we mnie gotowość już nie tylko do wyrzucenia swojego żalu ale i do wysłuchania odpowiedzi. Do nawiązania relacji. Bóg przyjął mnie razem z moją złością i oskarżeniami. Z miłością.

Proces powrotu i naprawy mojej relacji z Bogiem nie był łatwy. I nie był krótki. Piękny był dla mnie moment, gdy zdałam siebie sprawę, że Bóg cały ten czas był przy mnie, że na mnie czekał. Potrafiłam także już wtedy dostrzec subtelne znaki jego Miłości także z tego czasu, gdy tak się od Niego oddaliłam.

Czuję tak wewnętrznie, że ta wolność w miłości jest ważna. Ona nie opiera się na rezygnacji z więzi i z drugiej osoby, mimo zgody na ich utratę, ale na przekonaniu o potędze Miłości, Przymierza. W przypadku małżonków jest to potęga więzi sakramentalnej.

To trudny moment, odnalezienie w sobie zgody by więź wygasła. Ale do takiej zgody w sobie doszłam. Wewnętrznie powiedziałam dziś Bogu, zburz wszystko do reszty, jeśli tak trzeba. Do fundamentów. A jak trzeba, wyrwij i fundamenty. Do niedawna sądziłam, że chodzi o to, by zachować choć małą więź za wszelką cenę. Może z powodu przepisów cywilnych, według których gdy wygasają więzi orzeka się rozwód, czyli w zasadzie śmierć relacji cywilnej.

Zmiana mojej wewnętrznej postawy nie oznacza zgody na rozwód. Właśnie dlatego, że nadal wierzę w słowa przysięgi, oraz uznaję jej wagę i powagę łączącego nas sakramentu. Zgoda na rozwód by temu zaprzeczała.

Natomiast jest we mnie teraz zgoda na to, by mojego męża nie było w moim życiu. Nie przestaję kochać. Ale mam w sobie zgodę na to, by relacja wygasła. Choć wydaje się to sprzeczne, to czuję w sobie bardzo mocno, że nie jest.

Ruta
Posty: 1617
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 01 sie 2021, 23:50

Dziś wrócił mój syn z wakacji z tatą. Wszystko się udało, mały jest cały, zdrowy i zadowolony. Bałam się wcześniej napisać, bo sama miałam wiele obaw, czy mój mąż okaże się odpowiedzialny, czy nie upije się na plaży, gdy mały będzie w wodzie, czy będzie prowadził trzeźwy i mnóstwo takich obaw.
To była dla mnie bardzo trudna decyzja, zaufać mimo złych doświadczeń. I bałam się, że jeśli przeczytam w odpowiedzi, że to nie do końca odpowiedzialne wysyłać dziecko na wakacje z tatą, który jest osobą uzależnioną, w czynnym nałogu, to moje obawy się nasilą. I wtedy zwariuję z tych obaw.
Jednak mój mąż bardzo się ostatnio starał, przychodził trzeźwy, wywiązywał się z kontaktów.
Był trudny moment, gdy wszystko wskazywało, że jest na granicy ciągu. Ale opanował to jakoś i nawet w swoje urodziny był trzeźwy. O ile mnie pamięć nie myli, były to pierwsze urodziny męża na trzeźwo odkąd się znamy. I to staranie się męża przekonało mnie, by mimo wszystko mu zaufać. Wiem, że kocha syna równie mocno jak ja i że mały także go potrzebuje. Wiem też, że cały czas próbuje sobie tą trzeźwość wywalczyć swoimi sposobami. I nie poddaje się, nawet po porażkach. Choć wiem też, że ryzykowałam. Ale też syn jest starszy, sam także już umie się chronić i wiem, że w razie kłopotów by mnie zawiadomił. No i ustaliliśmy, że wakacje będą u teściów. Więc było na wszelki upadek wsparcie dla syna na miejscu.

Dla mnie i tak to był trudny czas, bo z tyłu głowy miałam i tak te wszystkie obawy o bezpieczeństwo dziecka. Praca z własnym lękiem jest trudna i bolesna. Dużo tych swoich lęków zawierzałam w modlitwie. W zasadzie większość wolnego czasu jaki zyskałam poświęciłam modlitwie.
Cieszę się z tej swojej nauki twardej miłości, powoli ale systematycznie przynosi ona dobre owoce. Syn ma kontakt z tatą. Z trzeźwym tatą.
Minus tej sytuacji jest taki, że mąż przekazał w tym miesiącu tylko 100 zł alimentów. Mąż pracuje na czarno, bo chowa się przed komornikiem. Nie ma więc płatnych urlopów. A mi pokomplikowała się sytuacja mieszkaniowa, od września muszę wynająć mieszkanie. Nadal nie mam stałej pracy, tylko zlecenia. I nie bardzo mam pieniądze na kaucję. Jakoś dawałam radę sama ostatnie trzy lata, ale teraz bez alimentów będzie mi trudno utrzymać siebie, synka i wynajmowane mieszkanie. Zawsze było trudno, teraz będzie trudniej. Więc wraca temat założenia sprawy o niealimentację w prokuraturze. Ale też mam w sobie więcej zgody na to, by taką sprawę założyć. W tak trudnej sytuacji wiem, że nie stoi za tym po mojej stronie chęć zemsty, czy pazerność, ale życiowa konieczność. Sama się sobie dziwię, że jestem w tym tak spokojna. Choć nie bardzo na razie widzę rozwiązanie, a nie mam za dużo czasu.

W relacji z mężem idę za głosem swojego serca, nie kontaktuję się z nim w wcale. Dziś widzieliśmy się chwilę, gdy odwiózł dziecko. Mały ma niedługo urodziny. Powiedziałam, żeby zadzwonił do mnie w tej sprawie. To lepsze niż to co robiłam wcześniej, bo najczęściej czułam się jak niechciany petent. Gdy tylko chciałam coś ustalić w sprawie syna najczęściej byłam zbywana, lekceważona, traktowana jak natręt i o wszystko musiałam się dopraszać. Tego już nie chcę.

Ruta
Posty: 1617
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 05 sie 2021, 12:43

Po stronie męża cisza. Nie kontaktuje się ze mną. Jest mi z tym trudno. No ale ja też się nie kontaktuję. Zupełna nowość w naszej relacji. Zawsze byliśmy w kontakcie, nawet jeśli był trudny. Jednak w sercu czuję, że tak jest dobrze.

Zbliżają się urodziny syna. Mimo wszystko chciałabym, żebyśmy mogli jak dotąd spędzić czas razem, zostawiając za sobą to co trudne, zawieszając konflikt. I to się nam dotąd udawało. Jednak czekam. Może już czas na zmiany. Oddaję tą sytuację: Jezu ty się tym zajmij.

W życiu także mam totalną rewolucję. Czeka mnie zmiana miejsca zamieszkania, być może szkoły syna, zamierzam też na powrót podjąć stałą pracę. Zlecenia są dość niepewne, niezbyt dochodowe, choć mają swoje zalety. To wszystko także oddaję Bogu.

To ogromna zmiana we mnie. Zwykle w takich sytuacjach bardzo się szarpałam, walczyłam, mobilizowałam wszystkie siły, aż do wyczerpania. No i wtedy wpadłam w lęk. Chociaż czasem udawało mi się wyciszyć myślą, że skoro raczej nie da się położyć i umrzeć, to pewnie mimo trudnej sytuacji nadal będę żyć, więc pewnie się wszystko ułoży. No i żyłam :lol: To już było bliżej budowania w sobie ufności.

Teraz mam w sobie dużo ufności. Ale nie ogólnej. Ufam Bogu. Staram się tą swoją sytuację przede wszystkim przemodlić, nie pisać swojego scenariusza. Nie chodzi jak sądzę o to, by nic nie robić i czekać aż Pan Bóg za mnie zadziała. Ale raczej, by w swoich działaniach zostawić przestrzeń na Boże Działanie, może nawet dać się Bogu zaskoczyć :)

Caliope
Posty: 1930
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Caliope » 05 sie 2021, 16:25

Jak dobrze się u Ciebie czyta o tobie, o twoich zmianach, rewolucjach. Jak tam twoje prawo jazdy Ruto? ja za bardzo chcę i nie mogę zdać.

Ruta
Posty: 1617
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 06 sie 2021, 7:50

Caliope pisze:
05 sie 2021, 16:25
Jak dobrze się u Ciebie czyta o tobie, o twoich zmianach, rewolucjach. Jak tam twoje prawo jazdy Ruto? ja za bardzo chcę i nie mogę zdać.
Prawo jazdy w zawieszeniu. Jeszcze nie zaczęłam kursu, w tym wszystkim co mi się dzieje nie starcza czasu. Bo ciągle mam jakieś nowe zajęcia, z których się cieszę, bo odciągają moją uwagę i się nie zamartwiam. Jestem przed trudną decyzją, czy nie wycofać wpłaconej już kwoty. Bo te wszystkie rewolucje są ość kosztowne, wynajem bardzo mnie obciąży i trochę sie martwię, czy ja dam radę finansowo z tym prawkiem. No ale mogę też zawierzyć Bogu, że moje przyszłe zajęcie pozwoli i na wynajem mieszkania i opłacenie kursu. Albo jakieś dodatkowe prace się trafią. I chyba tak zrobię. Ale sam kurs zacznę pewnie jak już będę mieć za sobą te przeprowadzki. I opłacony wynajem. Na razie nie mam już w swój grafik gdzie szpilki wcisnąć.

W sumie już długo żyję bez stałej pracy, to dla mnie duża szkoła zawierzenia. Nie wiem czy już pisałam, dla mnie stała praca była podstawą na której ja sobie budowałam swoje bezpieczeństwo. Dla mnie to był taki bezpiecznik, mam pracę, więc zabezpieczam wszystkie swoje i rodziny potrzeby. Pracowałam po to, by czuć się bezpiecznie od 16 roku życia. W sumie dobrze tak odpocząć od poczucia, że wszystko mam na swoim garbie i poczuć jak Pan się o mnie troszczy.

Caliope, a jakaś Nowenna do Świętego Krzysztofa? Wiesz taka solidna, 9 dni, w stanie Łaski uświęcającej, z postem w trakcie na jeden dzień, Komunią Świętą, Adoracją? Zajrzyj też w swoje intencje, po ci to prawo jazdy, może coś tam jest takiego, co powoduje blokadę. Pogadaj z Matką Bożą, bardzo pomaga oczyszczać intencje, jeśli coś tam z tym kombinujemy.
Ja tak miałam z tą pracą, praca jest dobra, ale robienie sobie z pracy takiego gwarantu bezpieczeństwa, jak ja to robiłam, zamiast pokładania ufności Bogu, mądre nie było. Cieszę się, że mogłam to dostrzec i mogę pracowac nad tym, by inaczej to widzieć i inaczej zacząć traktować pracę.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Abigail, agnes94, Caliope, Sefie i 20 gości