Kilka pytań o separację

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

MaryM
Posty: 232
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: MaryM » 31 gru 2020, 20:19

Jak pięknie to napisałaś Ruto! Nic dodać, nic ująć! Wielu łask Bożych dla wszystkich!

burza
Posty: 425
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: burza » 31 gru 2020, 21:31

Błogosławieństwa Bożego i prowadzenia na ten Nadchodzący Nowy Rok życzę, nam wszystkim ☺️

Nino
Posty: 559
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Nino » 04 sty 2021, 20:41

Amen!
Jak dobrze Cię mieć, Ruto, na tym forum.

Ruta
Posty: 1006
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 05 sty 2021, 23:31

Całkiem miło u mnie, spokojnie. Pracuję nad wewnętrznym spokojem i wybaczaniem, więc codziennie dużo się modlę.

Bardzo pomogła mi praktyka ofiarowania cierpienia, którego doznałam od danej osoby na rzecz tej osoby, w jej intencji, aby mogła przebaczyć sama sobie, by się nawróciła. Gdy daję coś z siebie osobie od której doznałam krzywdy, wychodzę poza tą krzywdę. Gdy ofiarowuję moje cierpienie, nadaję mu sens. To naprawdę pomaga w procesie wybaczania. Pomaga też dostrzec w osobie, która skrzywdziła człowieka, równie mocno poranionego wyrządzoną krzywdą jak i ja.

Wybaczam też te pomniejsze krzywdy. Przyjrzałam się wszystkim moim relacjom i okazało się, że takie niezamknięte rachunki krzywd, żalów, zranień, często wyświadczonych przypadkiem, z nieuwagi, bez złych intencji są naprawdę długie. I jak się przyjrzeć, to poza trudnymi sparwami, obejmują też jakieś takie nieważne rzeczy, że aż mi głupio, że tyle lat można w sobie taką urazę chować. I że niektóre takie krzywdy jakoś tam sama w sobie pielęgnowałam, odświeżałam w sobie pamięć o nich. Co mnie zaskoczyło. Nie było to coś, co robiłam świadomie. To też uwalnia. Zamykam także wewnętrznie dawne relacje zakończone z różnych powodów, oddaję je, także zamykając te rachunki krzywd. Po co mam to wszystko za sobą dzień po dniu ciągać. Bez sensu, kompletnie nie rozumiem po co robiłam to dotąd i jak dużo tego ciągałam.

No i dziś się na mszy popłakałam. Przy pierwszym czytaniu, bo te wszystkie miejsca we mnie po tych krzywdach, zranieniach,nie tylko tych trudnych, realnych ale nawet i po tych nieco naciąganych, zaczęły się zapełniać taką kojącą miłością. I poczułam taką wewnętrzną potrzebę modlitwy za wszystkie osoby, którym przebaczyłam. Przy drugim czytaniu też się popłakałam, bo zrozumiałam, że ludzie nawzajem mogą pomagać sobie w nawróceniu, przyprowadzać bliskie sobie osoby do Jezusa. I po mszy ofiarowałam za wszystkie osoby, którym wybaczyłam, modlitwę, szczerą, z serca, także o to, by doznały łaski nawrócenia, pojedniania z Bogiem i aby spotakały na swojej drodze osoby, które im w tym dopomogą i by uwierzyły, że ich także może objąć Miłosierdzie Boże. I wyszłam dziś z Kościoła taka lekka i radosna i z chęcią do życia. Tyle tam dzisiaj zostawiłam i tyle wyniosłam, że mogłabym z radości cały czas śpiewać.

Wszystkim którzy mają problem z przebaczeniem polecam gorąco dzisiejsze czytania :)
https://niezbednik.niedziela.pl/liturgia/2021-01-05

Bardzo dużo czasu w modlitwie przeznaczam też w ciągu każdego dnia w intencji męża, bo tak czuję, że teraz to jemu potrzebne. W ramach tego wybaczania też sporo czasu poświęcam mężowi. Lista żoninych pretensji jest długa i w zasadzie jak się ją tak wewnętrznie spisze, to jest po części tak naszpikowana absurdami, że to aż zabawne. Śmiech zdecydowanie pomaga w przebaczeniu :)

Pisłam już jakiś czas temu, że dojrzałam do tego, aby od modlitw wstawienniczych za mężem przejść do takiej bardziej radyklanej modlitwy, cokolwiek to znaczy. I nadal taką gotowość mam. Może chodzi o to, że dotąd modliłam się za tym moim mężem tak ochronnie, żeby mu się nic nie stało, żeby był bezpieczny, żeby nie miał kłopotów. I że teraz mam w sobie gotowość do takiej twardszej modlitwy, żeby mąż dostał wszystko, to czego potrzebuje, by przejrzeć, przestać robić złe rzeczy, nawrócić się, nawet jeśli oznacza to cierpienie. Ale poczułam też równocześnie taki wewnętrzny blok, by jeszcze z tym poczekać - więc na razie modlę się inaczej niż dotąd, ale nadal z prośbą o pomoc dla męża, o jego uzdrowienie, nadal tak wstawienniczo. Ja i tak zawsze koniec końców po prostu zawierzam męża Bogu, więc te moje intencje nie mają do końca znaczenia, ale chyba są jakąś tam ilustracją mojego odwieszania się.

Od świąt mąż zamilkł w zasadzie. Wpadł na chwilkę przed Nowym Rokiem złożyć nam życzenia, czym nas miło zaskoczył. Wyglądał jakby miał wyrzuty sumienia - na moje "oko żony" - ale nie wgłębiałam się w to. Odnotowałam takie swoje wrażenie i je zostawiłam. W kolejnym dniu zadzwonił do synka po południu z życzeniami i poprosił go, by mi także przekazał życzenia. Od tamtej pory cisza. Wobec tego odwołałam jutrzejsze spotkanie męża z synkiem, bo zwykle takie milczenie oznacza u męża brak trzeźwości. Wiem, że zrobiłam to na wyrost, nie mając pewności, czy tak jest na pewno. Z drugiej strony, mąż jeśli jest trzeźwy może w każdej chwili do mnie zadzwonić, zaprotestować, moje zdanie nie jest tu jakimś niepodważalnym werdyktem. A ja mam takie poczucie, że nie chce już mi się dalej bawić w grę "jesteś trzeźwy, nie jesteś". To mnie obciąża, długo potem się zbieram z tego, synek także przeżywa każdą wizytę taty, gdy jego stan jest nienajlepszy.

Chcę się podzielić jeszcze jedną radosną rzeczą. Zwykle do niedawna starałam się raz na parę dni odmawiać wieczorną modlitwę wspólnie z synkiem, zwykle odmawialiśmy wtedy razem konkretne modlitwy. W adwencie zaczęliśmy, najpierw w adwentowe niedziele, modlić się trochę inaczej - za wstawiennictwem Świętej Rodziny. Do modlitwy siadaliśmy przy stole, zapaliśmy świece i ta modlitwa była trochę taką rozmową ze Świętą Rodziną, podziękowaniami, dzieleniem się tym co dla nas ważne, co boli, co cieszy, polecaniem pod opiekę Świętej Rodziny osób nam bliskich, nas, naszych intencji. Potem dopiero na koniec przechodziliśmy do modlitwy formalnej. I tak się nam spodobało, że teraz staramy się do takiej uroczystej modlitwy usiąść częściej i modlimy się tak dwa, trzy razy w tygodniu. Bardzo nas to zbliża, dużo się nawzajem o sobie dowiadujemy. Wiele rzeczy mnie zaskoczyło, między innymi duża wrażliwość mojego dziecka, zwykle mały jest twardzielem i tak się światu prezentuje, ale gdy słucham jego intencji, tego o co chce modlić się dla innych, widzę jak bardzo jest wrażliwy wobec innych, ile ma w sobie empatii. Dziś modliliśmy się na przykład między innymi za dziecko, na które na ulicy bardzo krzyczał tata i za tego tatę, żeby nauczył się nie krzyczeć.

W zasadzie mogę powiedzieć, że te nasze wspólne modlitwy działają cuda. To znacznie więcej niż terapia rodzinna. I bardzo pomaga zarówno w otwieraniu się, jak i w budowaniu bliskości. Pomaga w rozmowie o tym co mamy w sobie, o emocjach. Sporo się dowiaduję o tym, co mały z kolegami przezywa, co robił - dużo rozmawiamy i sporo zawsze wiedziałam, ale teraz to odkrywam jakieś nowe światy. I mnóstwo troski tego małego mężczyzny o mnie.
Jeśli w waszym domu nie ma takiego zwyczaju, to warto go wprowadzić. Osoby, które nie są przyzwyczajone do innej modlitwy niż w Kościele lub indywidualna, mogą z początku czuć się skrępowane, lub mieć lekki opór - zdarzyło się, że do naszej modlitwy zaprosiliśmy inne osoby, także telefonicznie, ale takie skrępowanie szybko im minęło. Zostaje radość :)

Ruta
Posty: 1006
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 07 sty 2021, 1:43

Jutro czeka mnie trudny dzień, nie bardzo mogę zasnąć.
Wiele wskazuje na to, że mąż znów jest w ciągu, bo wszystko dzieje się jak przy poprzednich ciągach. Najpierw przez jakiś czas brak kontaktu i dziś atak w smsach - przed spotkaniem z dzieckiem. Oczywiście mimo to, mimo sygnałów, mimo, że wszystko idzie po schemacie, z tyłu głowy mam wątpliwości, czy dobrze oceniam sytuację i stan męża. Tego uczę sie na terapii, że po latach życia z męzem jestem specjalistką od uzależnienia męża i te subtelne sygnały, powtarzalność, są dla mnie czytelne, nawet gdy z perspektywy innej osoby mogą wydawać się niewystarczające. Oraz, że nie muszę mieć stuprocentowej pewności, by się chronić, na przykład przed agresją. Wystarczy podejrzenie.

Mąż zaczął jak zawsze w takich sytuacjach, pisaniem, że to moja wina, że nie był na ostatnich kontaktach :shock: i teraz na kontakt zabierze dziecko z domu, a mi nic do tego (W ten sposób próbuje ukryć, że jest w złym stanie, bo próbuje szybko odebrać dziecko, żebym się nie połapała. Kiedyś się na to łapałam i potem dopiero mi syn odpłakiwał co się działo na kontakcie). Oczywiście mąż pisał, że ma do tego prawo i nic mi do tego i ja nie mam prawa być przy kontakcie. Dalej mąż pisał, że podejrzewa, że to ja jestem pod wpływem narkotyków, że się obawia o moje zdrowie psychiczne, i że mu grożę (napisałam, że jeśli będzie pod wpływem narkotyków lub agresywny, wezwę policję). Potem mi pisał, że nie mam żadnych dowodów na jego stan i to sa tylko insynuacje. I jakoś tak nie mógł ten mój mąż nieszczęsny zakończyć korespondencji. Więc ja zakończyłam pisząc prawdę, że kocham męża, że syn go kocha i Bóg także. I na to już przestał odpisywać.

Na trzeźwo raczej takich głupot nie pisze. Na trzeźwo jest..trzeźwy...

Udało mi się nie wkręcić emocjonalnie w tą korespondencję, jakoś spokojnie odpisać, rzeczowo w miarę i przerwać, gdy okazało się, że nie mam szansy do męża nijak dotrzeć. Trochę się obawiam jutra, bo zwykle im lepszą relację mamy zanim mąż wpada w ciąg, im więcej takich momentów bliskości, tym potem jest bardziej agresywny. Tak jakby musiał agresją wymazać każdą taką chwilę. Modlę się za niego. Ale mam takie uczucie, jakby te modlitwy się od niego odbijały. Ale i tak się modlę.

No ale takie momenty tej pierwszej konfrontacji w początku ciągu, gdy mąż usiłuje mnie przekonać że jest trzeźwy, "a nawet jak nie jest to nie jest problem, tylko moje wymysły, bo nawet jak coś wziął to z nim wszystko w porządku, ale i tak nie wziął bo nie mam dowodów" - są trudne. Najtrudniejsza jest agresja, no i stres syna, gdy mąz jest w takim stanie. No i cała ta procedura, wzywanie policji, to że niektórzy policjanci nie reagują, twierdząc, że zażywanie narkotyków jest legalne. Przykre. Mój syn słysząc takie komentarze wyciągnął wniosek, że niektórzy policjanci sami biorą narkotyki i dlatego tak mówią (i nie bardzo udaje mi się to odkręcić, on ma swoje żelazne przekonanie na ten temat).

Jestem znacznie lepiej przygotowana, by się z tym zmierzyć. Martwię się, bo nie chcę w tym wszystkim zranić męza bardziej niż jest poraniony. A zadarzało mi się w takich sytuacjach wypowiadać raniące słowa. A atak nie jest wcale dobrą obroną. Po cichu liczę, że mąż skorzysta z mojej propozycji, by odwołał kontakt i oszczędził nam wszystkim trudności. Nie ma we mnie panicznego strachu, jak kiedyś w podobnych sytuacjach, ale niepokój jest, no i taki stres, jak przed trudnym wydarzeniem, wymagającym wysiłku. No i od razu dopadła mnie bezsenność.

Caliope
Posty: 1048
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Caliope » 07 sty 2021, 8:21

Ruto ja bym po pierwszym takim smsie nie pisała do męża. Za bardzo się nakręca, jego myśli krążą wokół nałogów, specjalnie to robi by sobie dać zielone światło do napicia się, bo Ty taka niedobra jesteś. Przekracza twoje granice, a tak być nie może, też się o tym przekonałam, jak nie powiem stop, to dalej będzie manipulowanie. Wiem że to jest ciężkie, ale mi pomogło dojście z tym do ściany, powiedzenie sobie, że dalej nie chcę w to wchodzić, nie chcę mieć siły by to przeżywać, chcę spokoju, bo mój syn odbiera wszystkie moje emocje, a nie chcę by mnie wspierał, bo to ja mam wspierać jego i nie próbował za szybko dorosnąć jak ja musiałam.

Ruta
Posty: 1006
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 07 sty 2021, 17:09

Caliope pisze:
07 sty 2021, 8:21
Ruto ja bym po pierwszym takim smsie nie pisała do męża. Za bardzo się nakręca, jego myśli krążą wokół nałogów, specjalnie to robi by sobie dać zielone światło do napicia się, bo Ty taka niedobra jesteś. Przekracza twoje granice, a tak być nie może, też się o tym przekonałam, jak nie powiem stop, to dalej będzie manipulowanie. Wiem że to jest ciężkie, ale mi pomogło dojście z tym do ściany, powiedzenie sobie, że dalej nie chcę w to wchodzić, nie chcę mieć siły by to przeżywać, chcę spokoju, bo mój syn odbiera wszystkie moje emocje, a nie chcę by mnie wspierał, bo to ja mam wspierać jego i nie próbował za szybko dorosnąć jak ja musiałam.
Caliope, mMasz rację, że taka korespondencja nie ma sensu. Myślę, że z czasem dojdę i do tego, by ucinać takie korespondencje szybciej, a najlepiej od razu.

Na razie jestem na etapie, że nie wkręcam się emocjonalnie. Kiedys taka wymiana smsów rozkładała mnie nawet na parę dni. Teraz gdy widzę, że mąż kombinuje przed spotkaniem jak przejąć dziecko bez mojej obecności, tak by mnie ominąć, wiem już teraz, że to sygnał alarmowy. Trzeźwy takich rzeczy nie robi. Odbiera normalnie dziecko, lub częściej zostaje z nim w domu lub idzie na spacer w okolicy. I nie kombinuje w smsach przed spotkaniem. Po prostu przychodzi i tyle. Jednak takie smsy oznaczają u niego, że mąż już jest w ciągu.

To nakręcanie się o którym piszesz też znam, niestety, ale udaje mi się od dawna w to nie wchodzić. Ale też gdy przestałam, to mąż się z taką potrzebą juz do mnie nie "zwraca", no bo właśnie w to nie wchodzę. Tu gra toczy się o coś innego - wiem, że jestem naćpany, ale i tak spotkam się z dzieckiem, bo to normalny stan, tylko ty jesteś walnięta i widzisz w tym problem - więc musze jakoś cię przemów i odbyć kontakt. To że się nie widuję z dzieckiem, gdy się odurzam, to nie wina moja i odurzenia, tylko twoja. To tak w skrócie.

Trochę jest tak, że ja nadal jeszcze nie ufam swojej ocenie. I mimo dość jasnego sygnału, że mąz zakończył okres trzeźwości, potrzebuję się upewnić. I pisząc dalej po którymś smsie zyskuję pewność - bo takie argumenty jak to, że ja jestem po narkotykach, oszalałam, i takie tam pojawiają się tylko, gdy mąż jest nietrzeźwy. Może z czasem będę bardziej sobie ufać i nie będę potrzebowac takiego "upewniania".

Koniec końców mąż po moim ostatnim smsie, gdy napisałam, że go kochamy i Bóg go kocha zamilkł. Z jednej strony chciałam w ten sposób zakończyć korespondencję, z drugiej - nie było to ironiczne. Było szczere. Dziś przyszedł punktualnie. Otowrzyłam drzwi i wszystko stało się jasne. Jest z powrotem w ciągu. Bardzo źle wygląda znów. Synek gdy go zobaczył od razu odmówił wyjścia z nim gdziekolwiek. Powiedział, że się umówią może na inny dzień. I mąż poszedł. Wczoraj zapowiedziałam, że w razie awantur wezwę policję od razu.

Myślę, że mąż osiągnął na swój sposób co chciał - "przekonał się", że z mojej winy nie ma kontaktu, bo zapewne nastawiłam dziecko przeciwko niemu. Żeby oszczędzić synkowi stresów, nic mu nie mówiłam, poza powiedzeniem, że niedługo tata będzie. Widzę, że tak jest lepiej. Im krócej takiego "oczekiwania", tym lepiej. I byłam przy tym spokojna, od 15 się modliłam, by się wyciszyć. Natomiast synek sam powiedział, że tata się prawie nie odzywa do niego, więc pewnie znów nie jest trzeźwy - i żebym była przy nim na wszelki wypadek. Oboje się powoli "uczymy" tych męża faz. Synek, żeganając się przytulił się do taty - i gdy wszedł do domu, ze łzami w oczach powiedział, że mąz znów ma ten niedobry chemiczny zapach. Powiedział też, że powiedział, że się umówią, bo nie chciał mu wprost odmawiać, gdy był w takim stanie, żeby nie było awantury. I na spokojnie mu napisze, jak już tata będzie u siebie.
Na razie nie chciał się przytulić, powiedział tylko to i na razie poszedł do siebie do pokoju i połączył się z kolegą przez internet. Wiem, że w takich sytuacjach potrzebuje czasu. W sumie ja też się wyciszę. Każda taka sytuacja sporo nas kosztuje - ale oboje radzimy sobie coraz lepiej. A w zasadzie we troje lepiej sobie radzimy. Mąż też lepiej sobie radzi - gdy ja jestem stanowcza, ale spokojna, na niego także dobrze to wpływa. Unikamy coraz częściej agresji, nawet gdy nie jest trzeźwy.

No i do przyszłego tygodnia mamy trochę ulgi. Natomiast o męża martwię się - ale także jest to coraz zdrowsze zmartwienie. Zdaję już sobie sprawę, że ani moje napięcie, ani próby kontaktowania się z męzem, by mu pomóc, wytłumaczyć coś, przekonać nie mają sensu. Mam za to modlitwę. No i akceptuję, że się martwię, nie walczę z tym - ta walka mnóstwo sił mi odbierała. Podczas gdy to naturalne raczej, że gdy bliska mi osoba jest w ciągu, pod wpływem narkotyków, gdy wiem, że mimo to jeździ samochodem - martwię się. I o męża i o wszystkie osoby, które są przez to narażone. Ale nie mam już potrzeby kontrolowania sytuacji za wszelką cenę.

Bławatek
Posty: 476
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Bławatek » 07 sty 2021, 18:59

Ruto skąd Ty bierzesz ten spokój i nadzieję - wiem, że od Boga, ale podziwiam, że potrafisz mimo tych wszystkich zranień od męża być silna i ufająca, że będzie dobrze. Staram się dużo spędzać na modlitwie i Bogu wszystko powierzać, ale jeszcze za dużo jest we mnie myślenia człowieczego - na zasadzie Boże zrób tak i tak, pomóż mi w tym i w tym... Oraz tego myślenia, że cokolwiek powiem czy zrobię to i tak mąż inaczej zinterpretuje, zazwyczaj nie po mojej myśli więc strasznie się ciągle miotam.

Mój syn też potrafi odciąć się od "humorów" męża, ale niestety później to odreagowuje - smutkiem lub złością. Mam nadzieję, że nasi synowie dają sobie radę i wyrosną na innych mężczyzn niż ich ojcowie.

sajmon123
Posty: 209
Rejestracja: 16 lis 2020, 22:57
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: sajmon123 » 07 sty 2021, 19:29

Ruto jestem pełen podziwu dla Ciebie, ale też dla Waszego syna. Bardzo dobrze zareagował. Trochę mnie dziwi zachowanie męża. Gdyby mi syn tak powiedział, to już dawno byłbym po terapii, zaszyty i nie wiem co jeszcze. Serce by mi pękło gdyby nie chciał się ze mną zobaczyć czy też bawić, bo jestem nietrzeźwy. Mam nadzieję, że to prędzej czy później zaprocentuje. Oby się nie powtarzało i to był ten ostatni raz.

W ogóle podziwiam Twój spokój, pokorę i taką jasno określoną drogę. Zobacz ile wątków gdzieś się tam urywa i nie wiadomo jak się historie zakończyły, czy powrotami czy rozstaniami. Ty trwasz w swoich postanowieniach i idziesz cały czas do przodu. Rozwijasz się z każdym miesiącem. Każdy powinien brać z Ciebie przykład jak należy się rozwijać w kryzysie. Jak mocno trzymać się modlitwy i czerpać łaski z góry.

Caliope
Posty: 1048
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Caliope » 07 sty 2021, 21:18

Ja widzę Ruto, że mierzysz się nie tylko z alkoholem, ale i narkotykami. One mają inne działanie niż alkohol, stąd takie trwanie,znieczulenie organizmu, bo mąż byłby w gorszym stanie gdyby tylko niszczył sobie wątrobę, trzustkę i nerki. Twój syn jest bardzo rozsądnym dzieckiem, oby nie musiał za szybko dorastać w takiej sytuacji. Dobrze że podchodzisz do tego że spokojem i Bogiem, ile ja bym dała by chociaż połowę tego co ty robiła moja mama. Nie miałabym poczucia winy, odrzucenia, jak twój syn stawiałabym granice, taka mama to skarb :).

Ruta
Posty: 1006
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 09 sty 2021, 1:08

Bławatek pisze:
07 sty 2021, 18:59
Ruto skąd Ty bierzesz ten spokój i nadzieję - wiem, że od Boga, ale podziwiam, że potrafisz mimo tych wszystkich zranień od męża być silna i ufająca, że będzie dobrze. Staram się dużo spędzać na modlitwie i Bogu wszystko powierzać, ale jeszcze za dużo jest we mnie myślenia człowieczego - na zasadzie Boże zrób tak i tak, pomóż mi w tym i w tym... Oraz tego myślenia, że cokolwiek powiem czy zrobię to i tak mąż inaczej zinterpretuje, zazwyczaj nie po mojej myśli więc strasznie się ciągle miotam.

Mój syn też potrafi odciąć się od "humorów" męża, ale niestety później to odreagowuje - smutkiem lub złością. Mam nadzieję, że nasi synowie dają sobie radę i wyrosną na innych mężczyzn niż ich ojcowie.
Bławatku, mnóstwo sił dostaję na modlitwie. Pomaga mi też terapia współuzależnienia, i nasza terapia rodzinna. Bardzo pomogła mi praca z moimi emocjami. Tu dożo czytałam wglądałam w siebie, patrzyłam, oglądałam konferencji o emocjach. Szczególnie polecam Księdza Grzywocza - są na You Tubie. Już nie kipię lawą nie dymię i nie grożę wybuchem, ale do spokoju mi daleko jeszcze - ta lawa tam ciągle we mnie buzuje. Natomiast umiem już lepiej panować, na tyle, by zachowac spokój w zachowaniu, reakcjach - nawet gdy w środku zaczyna buzować. Umiem też już trochę takiego studzenia wprowadzać - jak pisał nałóg - wentylować emocje. Wszystko to razem jakoś się zazębia i pracuje. Sama jestem zdziwiona jak bardzo.

Co do tego zawierzania. Rozumiem o czym piszesz, bo ja jeszcze całkiem niedawno w tych moich modlitwach za męża szczególnie i za moje małzeństwo to nic nie zawierzała, chociaż niby powierzałam męża szczerze - ale zaraz potem szły moje intrukcje, Boże to zrób i to zrób i to jeszcze - z pełnym przekonaniem, że tak będzie dobrze i mój pomysł jest dobry. To i tak postęp, bo wcześniej działałam podejmując co i raz inne działania - tu przeszłam do etapu modlenia się. A raczej dyktowania Panu Bogu moich pomysłów na naprawę małżeństwa i uzdrowienie mojego męża i jego nawrócenie. Pomógł mi bardzo akt zawierzenia "Jezu ty się tym zajmij" Księdza Dolindo.
Odmawiałm ten akt i odmawiałam, aż w końcu zrozumiałam jak to jest tak prawdziwie zawierzyć. Polecam wszystkim, którzy mają raczej skłonność jak ja - do właśnie dyktowania w modlitwach swoich pomysłów. Nadal dyktuję, ale jak się na tym przyłapuję, to od razu mówię - to moje pomysły, ale ja je Tobie oddaję i ufam Tobie, że ty znajdziesz najlepsze rozwiązania.

MI w pewnym momencie myśl, że mój mąz i tak wszystko co powiem zinterpretuje po swojemu (też się przez to miotałam - co zrobić by zrozumiał naprawdę) dała wolnośc. Wolność do mówienia otwarcie co czuję, czego chcę, czego nie chcę. A jak mąz sobie to zinterpretuje to już po jego stronie jest. Ku mojemu zdziwieniu to poprawiło nasze relacje, nie jakoś bardzo - ale zmiana jest widoczna. Gdy rozmawiamy, mniej jest w tym napięcia. Po obu stronach.

Co do synków naszych - gorąco polecam ci modlitwę wspólną z dzieckiem. Ale taką specjalną, rodzinną. Bo my zwykle mówiliśmy wspólnie pacierz. A teraz siadamy, zapalamy świeczkę, żegany się, zawierzamy swoimi słowami Świętej Rodzinie, potem zawierzamy rózne sprawy, które leżą nam na sercu, sprawy osób z którymi mieliśmy styczność. Ja mówiłam bardzo od serca, i synek tez tak zaczął. Teraz też ja zaczynam i tak od serc a, oczywiście adekwatnie do tego, że modlę się z 10 latkiem mówię swoje intencje, opowiadam co tam u mnie. I mały sie włącza, cos komentuje, dopytuje i mówi potem od siebie. Po pierwsze sporo się dowiaduję - o jego przemysleniach, o tym co go spotkało w ciągu ostatnich paru dni, co zrobiło na nim wrażenie, o czym myślał. Uwielbiam gdy mówi o swoich i kolegów przygodach - gdyby te nasze wspólne modlitwy nie usłyszałabym nawet połowy tych historii.

Zdarza się też, że mały mówi o tacie, o swoich emocjach. Dziś dowiedziałam się, że martwi się o tatę, że najchętniej na jakiś czas nie miałby znów z nim kontaktu, bo jak tata jest w złym stanie, to jest wtedy nieprzyjemnie, tata wybucha. Ale tez że się martwi. Ze myśli, że jakby powiedział tacie, że nie będzie się z nim widywać, aż tata zacznie terapię, to może wtedy tata by w końcu na terapię poszedł. Zawierzyliśmy to Maryi na razie i Świętej Rodzinie - to tez ładne, że nie trzeba w modliwtwie od razu wszystkiego dziecku wyjaśniać, szukać dla niego rozwiązań. Mam czas by to sama przemyśleć, omówić też z terapeutką - jak mogę synkowi pomóc w tych jego trudnych emocjach. A samo to, że opowiada o nich nazywa je - na pewno już samo w sobie jest pomocne.

Czasem też można odkryć zaskakujące rzeczy. Dziś poleciłam między innymi moją kuzynkę, prosząc o pociechę dla niej. Mały zapytał czy ona jest wierząca, powiedziałam, że nie, ale liczy się może, czy ci co się modlą wierzą. A mały na to: Nie, w takim razie trzeba sie dla niej modlić, żeby się nawróciła. Bo po co jej pociecha na chwilę? Poczułam się pouczona. Przez takiego malca :)

Dopiero na koniec modlitwy mówimy modlitwy formalne. Czasem spędzamy tak 15 minut, a czasem mały się otwiera i buzia mu się nie zamyka i tak na takiej modlitwie - rozmowie spędzamy nawet godzinę.

I jeszcze jedno - ja sobie te nasze wspólne modlitwy wymodliłam. Bo usłyszałam na takich zbiorowych modlitwach prowadzonych intencję by mój dom stał się domem modlitwy - i mnie ta intencja bardzo poruszyła. Potem mieliśmy wieniec w adwencie, wspólne niedziele przy świecach i modlitwy, i potem jakoś tak nam ta modlitwa połynęła ładnie wspólna. I teraz oboje ją lubimy i czasem nawet ktoś się do nas przyłącza - i wszystkim się podoba. Więc jak trudno ci zacząc, albo obawiasz się skrępowania - to sie o tą modlitwę pomódl :) Warto :)

Ruta
Posty: 1006
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 09 sty 2021, 1:25

sajmon123 pisze:
07 sty 2021, 19:29
Ruto jestem pełen podziwu dla Ciebie, ale też dla Waszego syna. Bardzo dobrze zareagował. Trochę mnie dziwi zachowanie męża. Gdyby mi syn tak powiedział, to już dawno byłbym po terapii, zaszyty i nie wiem co jeszcze. Serce by mi pękło gdyby nie chciał się ze mną zobaczyć czy też bawić, bo jestem nietrzeźwy. Mam nadzieję, że to prędzej czy później zaprocentuje. Oby się nie powtarzało i to był ten ostatni raz.

W ogóle podziwiam Twój spokój, pokorę i taką jasno określoną drogę. Zobacz ile wątków gdzieś się tam urywa i nie wiadomo jak się historie zakończyły, czy powrotami czy rozstaniami. Ty trwasz w swoich postanowieniach i idziesz cały czas do przodu. Rozwijasz się z każdym miesiącem. Każdy powinien brać z Ciebie przykład jak należy się rozwijać w kryzysie. Jak mocno trzymać się modlitwy i czerpać łaski z góry.
Sajmon dziękuję za miłe słowa. Wiesz, mój mąż już kiedyś będąc w ciągu płakał synkowi, że pójdzie na terapię, że go kocha, ale chwilę później już krzyczał, że ma prawo palić skręty. Do malucha - mały był dwa lata młodszy. Teraz po prostu na takie wyskoki męza nie pozwalam, bo nie pozwalam, by nietrzeźwy mąz był przy dziecku.

Ja myślę, że mąż w głębi serca cierpi, ale na razie nie ma w sobie pojemności, by to cierpienie znieść. I tkwi wobec tego w błednym kole, bo żeby je zagłuszyć znów sięga po te swoje wszystkie używki. No i pewnie do tego dochodzą wyrzuty sumienia, wmawianie sobie, że tu już nic nie da się naprawić i takie tam. No sporo mąz narozrabiał, mi samej trudno byłoby z taką świadomością wracać, mnóstwo pokory do tego potrzebne, by to odkręcać. Staram się, gdy mąz jest trzeźwy, by docierać do niego z komunikatami, że my wierzymy w niego, że nie ma jeszcze nic straconego, że jest dla nas ważny, że liczy sie on, nie to co zrobił. I czasem mąż słucha.

Gdy wpada w ciąg, wtedy pisze - nie nabiorę się na te twoje sztuczki i nieszczere słowa. W jakimś sensie odczytuję to jako oznakę, że jednak te moje słowa w nim zostają i jakoś się tam z nimi mierzy. Na razie je podważając.

W sumie wobec tak dużych uwikłań męża ja jestem bezradna. Mimo całej mojej miłości do niego. Pozostaje mi modlitwa - no i własnie praca nad sobą za dwoje. A ja mam nad czym u siebie pracować. No to co zrobić przy dwójce potłuczonych, poranionych ludzi - jak nie zawierzać nas jak najczęsciej Bogu? I ta moja modlitwa działa, mimo, że nadal jestesmy w kryzysie małżeńskim z moim męzem po uszy, to jednak powoli dokonuje się przemiana - we mnie na pewno, w naszej relacji taka delikatna, ale też wyczuwalna - i czasem też taka niedostrzeglana, ale jednak w moim męzu też. I każda taka nawet najmniejsza zmiana motywuje mnie do dalszego trwania w modlitwie. Inna sprawa, że długo czekałam na te zmiany - przez dlugi czas sądziłam, że moje modlitwy nie sa wysłuchiwane. Teraz gdy upłynęło trochę czasu - widzę, że już wtedy modlitwy były słuchane, choć tego nie widziałam - i już wtedy zaczynały się zmiany.

Nie wiem, czy uda mi się wyprosić łaskę uzdrowienia dla męża i łaskę naprawy relacji w naszym małżeństwie. Ufam Bogu, że da nam to, co w danym momencie jest dla nas najlepsze. Oraz, że nie ustanie w tym, aby szukać mojego męża i mu pomóc. I nam obojgu i naszemu małżeństwu też.

Ruta
Posty: 1006
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 09 sty 2021, 1:46

Caliope pisze:
07 sty 2021, 21:18
Ja widzę Ruto, że mierzysz się nie tylko z alkoholem, ale i narkotykami. One mają inne działanie niż alkohol, stąd takie trwanie,znieczulenie organizmu, bo mąż byłby w gorszym stanie gdyby tylko niszczył sobie wątrobę, trzustkę i nerki. Twój syn jest bardzo rozsądnym dzieckiem, oby nie musiał za szybko dorastać w takiej sytuacji. Dobrze że podchodzisz do tego że spokojem i Bogiem, ile ja bym dała by chociaż połowę tego co ty robiła moja mama. Nie miałabym poczucia winy, odrzucenia, jak twój syn stawiałabym granice, taka mama to skarb :).
Caliope, dziękuję za takie wzmocnienie. Dziś synek sporo mi opowiedział o swoich zmartwieniach w związku z tym, że tata jest z złym stanie i poczułam się zasmucona potem, że nie umiem jeszcze dobrze synka chornić - lepiej, ale nie tak jakbym chciała. Bardzo mi pomogło takie dobre słowo od ciebie.

Wiesz mój mąz sobie to reguluje, zmieniając substancje - jest uzalezniony od wielu róznych rzeczy, nie tylko od substancji, ale i od zachowań. I nadal ma przerwy, podczas których zawsze trochę się regenruje. Są też sprawy, które go motywują do abstynencji, lub choćby redukcji używek (nie wiem które z tego). Jak choćby święta, czy jakieś wydarzenie rodzinne w którym chce uczestniczyć. Więc mimo wszystko nadal w nim toczy się walka o życie.

Mimo że bardzo kocham synka, i dokąd nie było tak bardzo źle, jako rodzice się sprawdzalismy i ja i mąż, nie byliśmy idealni, ale kochaliśmy siebie i synka i to dużo dawało. Ale potem długi czas nie byłam dobrą mamą. Mąz był na pierwszym miejscu w niewłaściwy sposób, i zgadzałam się na bardzo dużo destrukcji w naszej rodzinie - i sama stałam się też destrukcyjna, nie tylko mąż. I myślę, że to był czas, w którym syn bardzo dorósł, ponad wiek. Do tego jeszcze te jego wszystkie trudności, rehabilitacje od pierwszych dni życia - on w sumie nie miał nigdy łatwo. Staram się teraz by mógł byc po prostu dzieckiem - i widzę, że to powoli się udaje, że więcej czasu spędza znów na zabawie, wygłupach :)

Można więc dziecko bardzo kochać - i równoczesnie je krzywdzić, choćby własnie jak ja, jako współuzalezniona osoba. To dramat wielu rodziców - kochają dzieci, starają się, ale nie mają zasobów, by radzić sobie z kryzysami, takimi jak uzaleznienie, czy inne trudności jakie pojawiają się w życiu wielu rodzin. I wtedy bez Boga ani rusz. Ale nie każdy ma tyle szczęścia, co ja - ja mam wspaniałą wierzącą babcię, nie spędzałam z nią dużo czasu w dzieństwie, ale ona mi tą wiarę wpajała przy każdej okazji - z miłością. Do dziś moja kochana babcia się za mnie modli i za mojego męża. Wielu rodziców takich darów nie otrzymało - i oni w tych trudnosciach są zupełnie sami. Nie wiedzą, że mogą zwrócić się do Boga. A na siły ludzkie i na nawet ogromną miłość samych rodziców do dziecka to za dużo...

Ściskam cię mocno :)

Ruta
Posty: 1006
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 09 sty 2021, 2:02

Kochani, jeszcze tak razem wam dziękuję za wsparcie. Bardzo mi teraz potrzebne.

Zaliczam kolejną bezsenną noc, bo martwię się o męża. Napisał wiadomość do synka, że jedzie do rodziców. Zważywszy sporą odległość, jego stan i warunki pogodowe to fatalna mieszkanka. Mąż nie dał już potem znać, czy dojechał, czy wyjechał i co się z nim dzieje. Trochę się modlę, trochę piszę, trochę czytam forum i modlę się też w intencjach sycharków.

Rano napiszę do męża. Wczraj rano mąż napisał, że nie potrzebuje modlitw, i że to on sie za mnie pomodli. Po południu odpisałam mu, że dziekuję za modlitwę i także się za niego pomodlę. No i się modlę. Najpierw w ciągu dnia musiałam przepracować gniew, bo ta moja modlitwa byłaby pełna gniewu - a tak modlić się za męza nie chciałam. Więc w ciągu dnia tylko polecałam męża naszym Świętym i Najświętszej Matce i mówiłam rózaniec, ale w innych intencjach i tylko prosząc Maryję za mężem. Bo czułam, że jednak tej modlitwy bardzo potrzebuje. Ale od popołudnia już modlę się normalnie, udało mi się tego gniewu pozbyć. No to się modlę.

Ruta
Posty: 1006
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: Kilka pytań o separację

Post autor: Ruta » 09 sty 2021, 19:38

Czasem odwieszenie emocjonalne przychodzi z bardzo niespodziewanej strony. Miałam dziś tak trudny dzień, że nie miałam siły myśleć o męzu. Jestem wyczerpana - wszystko skończyło się dobrze, ale siły myśleć nie mam już nie tylko o mężu, ale o niczym. I dobrze.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Astro i 16 gości