Znowu kryzys po 5 latch

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

MaryM
Posty: 186
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Znowu kryzys po 5 latch

Post autor: MaryM » 23 lut 2020, 18:22

A Twój mąż uprawia filozofię: ktoś tu przegrywam jest lecz to nie ja bo mam sporo argumentów. Nie daj się dziewczyno, jesteś wartościowa, wrażliwa i pragniesz naprawiać. Jesteś Mamą. Masz Boga po swojej stronie. Myśl o sobie dobrze! Twój mąż jest trochę jak przechwalający się chłopiec, zachłyśnięty tym, co widział u kolegi. Daje Ci do zrozumienia, ze nie zasługujesz na niego bo wtedy to przecież on może sobie pozwolić na wszystko. Wiesz, kiedyś w relacji z mężem byłam jak szczekliwy pinczer - odszczekiwalam na wszystko na wysokich tonach, broniłam się, podawałam przykłady. Wzbudzałam irytację i obcość. Dziś, w naszej bardzo napiętej sytuacji jestem jak zdystansowany dog niemiecki 😂 Postęp! Skupienie na sobie sprawi, ze we własnych oczach będziesz kimś ważnym. A on może zacznie zabiegać o taką żonę, może dojrzeje. Spokój wewnętrzny daje fajne poczucie kontroli nad ta częścią sytuacji, w której Ty bierzesz udział. Nie Wałcz o małżeństwo tylko o siebie. Otaczam modlitwa

Nino
Posty: 205
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Znowu kryzys po 5 latch

Post autor: Nino » 23 lut 2020, 19:25

Uważaj na poczucie winy. Nie daj się w nie wkręcić permanentnie. Osobiście mam z tym problem. Przez to, że sama kiedyś zdradzałam męża i nie czułam do niego szacunku, uważałam, że to, jak mi się obrywa od niego już od dobrych ośmiu lat, to jest moja wina! Zasłużyłam sobie...
Otóż, nie zasłużyłam sobie na takie traktowanie, jakiego doświadczam ze strony męża ( zdrady i przemoc emocjonalna do teraz i wręcz w rozkwicie ). Za swoje winy odpowiedziałam już przed Panem Bogiem. Odżałowałam i odpokutowałam. Męża też przeprosiłam, jeszcze we wcześniejszych fazach zejść. Jestem gotowa zadośćuczynić i już wcześniej próbowałam.

I czas, abym wymiksowała się z tego chorego myślenia, że to wszystko zło, które się dzieje między nami, to wyłącznie moja wina.

Kilka lat temu mój mąż też dowiadywał się u kolegi rozwodnika, czy dobrze się czuje w roli eksa i że sam rozważa rozwód.

Ma też wokół siebie osoby rozwiedzione. Co do mnie, to za każdym razem po zerwaniu relacji uznaje po prostu, że nie jesteśmy żadnym małżeństwem i robi co mu się żywnie podoba.

Pod wpływem silnego poczucia zranienia brałam pod uwagę rozwód, ale odpuściłam. Nigdy nie chciałam rozwodu i też nie będę męża w niczym wyręczać. Jak wiele tu poranionych kobiet czułam się mocno prowokowana do tego kroku.

Podczas spotkania w grudniu i styczniu mąż oświadczył, że dąży do rozwodu. I wiesz co? Przestaję się tym przejmować. Niech dąży. Nie mam wpływu na jego zachowania.

Mam wpływ na swoje. A jedną ze stref moich wpływów jest postawienie granic i oduzależnienie się od męża bożka.
I skupienie się na sobie.
Na swoich dalszych krokach oraz planach i przedsięwzięciach.

To jest bardzo trudne i wymaga czasu. Wierzę, że wyda dobry owoc. Z Bożą pomocą, wyda.

Alinek74
Posty: 50
Rejestracja: 25 paź 2019, 10:39
Płeć: Kobieta

Re: Znowu kryzys po 5 latch

Post autor: Alinek74 » 23 lut 2020, 19:38

Właśnie ta cisza i ten brak relacji sprawia że mnie to tak męczy jakby ktoś mnie ciagle bił i w końcu nie bólu, a kiedy znowu łaskawie odezwie się do mnie i to w tonie naprawiającym to ból następuje ze zdeojoną siłą bo po takim zachowaniu łagodzącym znowu stosuje terapię kary ciszy i obojętności. To sa tortury nie do zniesienia jak dla mnie bo ja jestem osobą która nigdy nie lubila z nikim długo się gniewać i wolałam problem rozwazywac a nie chować do szafy. Tą metodę opanował do perfekcji a rykoszetem dostaje córka. Ona w tej chwili przyjęła postawę na zasadzie udaję ze nic sie nie dzieje i w chwilach kiedy mamy wymianę typu "jesteś taka, taka i taka a w ogóle to ciebie nie potrzebuję, jestem samowystarczalny, ty zaś zobaczymy jak wylądujesz itd...", spuszcza głowę płacze. Idzie na górę a gdy ją zawoła na np: hotdoga to z uśmiechem schodzi i tatuś triumfuje że koleżanka po rozwodzie ma racje że nic dziecku szczególnie takiemu dużemu nie będzie... Ponownie da mi odczuć że moja teoria sie nie sprawdza ze dziecko jest nieszczęśliwe. To że przybiera maskę i chce uciec od tego co sie dzieje tego tatuś nie dostrzega.... Teraz widzę jakie spustoszenie w głowie robią jego nowi znajomi. Ja go nie wyrwię z tych diabelskich szponów tych dwóch pan Kowalskich z czego jedna jeszcze nie ułożyła sobie życia a druga jej skutecznie pomaga aby zdobyć mojego męża farmazonami typu: widzisz u mnie sie sprawdziło syn z kimś innym i szczęśliwie wychowany a drugi z rozwodnikiem tez niczego mu nie brakuje.... To samo bedzie z twoja córką zobaczysz.... Tylko teraz sie nie poddawaj czasami jak wcześniej bo bedziesz do konca życia nieszczęśliwy! Tylko Bóg wie jak bardzo ona szkodzi rodzinie/ rodzinom i ile złego wyrządza drgugiemu człowiekowi. Ile łez wylewam codziennie, ile rozpaczy, ile braku checi do życia doświadczam codziennie. Mary jak mam zająć sie sobą jak strach, niepewność , ból, zal, miłość wszystko to paraliżuje. Dzisiaj będąc w Kościele czuła totalną przegraną i taki trochę bezsens bo przypominałam sobie kolezanki ktore rozwiodły się i ułożyły sobie życie od nowa i sama moge obiektywnie ocenić że naprawdę żyją całkiem dobrze nie doznając refleksji ani porażki. Wiem nie każdy przypadek jest taki sam i tak naprawdę okaze sie za jakiś czas jakie spustoszenie rozwody zrobią w głowach ich dzieci. Sama juz nie wiem ale wiem ze najgorsze przede mną... Boje sie tych moich stanów od względnej radości do beznadzieji rozpaczy. Jestem osobą do tego mega wrażliwą, na komediach i bajkach płaczę i wzruszam się toteż teraz dla mnie to istne tornado emocjonalne tym bardziej że przeżywałam to 5 lat temu i znowu.... Ja normalnie juz myślę o egzorcyście bo on jak wypije to normalnie ma teksty jak z pogranicza horroru typu: Wiesz co mam ochotę teraz zrobic? Podnieć Cię na wys 2 metrów ale cofka mnie ogranicza. Ale nie zrozumcie dosłownie to takie demoniczne podnoszenie.... Albo dzisiaj w nocy do Ciebie przyjdę.... Nie fizycznie. Albo denerwuje mnie M.... Twoja niezłomność, albo co ty myslisz ze jak pocałujesz obraz Matki Częstochowskiej to jesteś seięta itd wierzcie mi te oczy stają się diabelskie

Małgorzata Małgosia
Posty: 266
Rejestracja: 05 wrz 2019, 14:31
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Znowu kryzys po 5 latch

Post autor: Małgorzata Małgosia » 23 lut 2020, 20:28

Jeżeli Twój mąż ma zaburzenia wiązki B, to Ty nie jesteś w stanie nic zrobić, nie sprawisz w żaden sposób, że się odmieni, po ludzku jest to niewykonalne. Dlatego dobrze byłoby gdybyś skupiła się na sobie i pracy nad emocjonalnym odcięciem się od męża. Raczej odwieszeniem się. Za niego możesz tylko się modlić.
Koniecznie naucz się stawiania granic. Bardzo polecam "Granice w relacjach małżeńskich".
Polecam też modlitwę egzorcyzmem małżeńskim. Pomagał mnie samej w odrzuceniu niechęci i żalu wobec męża i godzeniu się z sytuacją.
"Ty zaś powróć do Boga swojego - strzeż pilnie miłości i prawa i ufaj twojemu Bogu!" (Oz 12, 7).
Jezu ufam Tobie.

MaryM
Posty: 186
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Znowu kryzys po 5 latch

Post autor: MaryM » 23 lut 2020, 21:51

Alinek74 pisze:
23 lut 2020, 19:38
. Mary jak mam zająć sie sobą jak strach, niepewność , ból, zal, miłość wszystko to paraliżuje. Dzisiaj będąc w Kościele czuła totalną przegraną i taki trochę bezsens bo przypominałam sobie kolezanki ktore rozwiodły się i ułożyły sobie życie od nowa i sama moge obiektywnie ocenić że naprawdę żyją całkiem dobrze nie doznając refleksji ani porażki. Wiem nie każdy przypadek jest taki sam i tak naprawdę okaze sie za jakiś czas jakie spustoszenie rozwody zrobią w głowach ich dzieci. Sama juz nie wiem ale wiem ze najgorsze przede mną... Boje sie tych moich stanów od względnej radości do beznadzieji rozpaczy. Jestem osobą do tego mega wrażliwą, na komediach i bajkach płaczę i wzruszam się toteż teraz dla mnie to istne tornado emocjonalne tym bardziej że przeżywałam to 5 lat temu i znowu.... Ja normalnie juz myślę o egzorcyście bo on jak wypije to normalnie ma teksty jak z pogranicza horroru typu: Wiesz co mam ochotę teraz zrobic? Podnieć Cię na wys 2 metrów ale cofka mnie ogranicza. Ale nie zrozumcie dosłownie to takie demoniczne podnoszenie.... Albo dzisiaj w nocy do Ciebie przyjdę.... Nie fizycznie. Albo denerwuje mnie M.... Twoja niezłomność, albo co ty myslisz ze jak pocałujesz obraz Matki Częstochowskiej to jesteś seięta itd wierzcie mi te oczy stają się diabelskie
Wiem, kochana. Piszę jako ktoś, kto wymiotował z nerwów, nie byłam w stanie się skupić, byłam zombie wiele tygodni. Ale to mnie jeszcze bardziej oddalało od męża, chyba czuł pogardę. Nasi mężowie zachowują się czasem jak potwory ale przecież nimi nie są. KAŻDY zdradzajacy robi to z powodu jakichś deficytów. U Twojego męża to walka o bycie zwycięzcą. Nie doszukuj się u niego racjonalności. Gdy opowiadałam przyjaciółce jak zachowywał się moj maz i co do mnie mowił to uważała, że to niemozliwe- zna go ale nie mogła uwierzyć. Mi tez ciężko było zając się sobą, zawaliłam kilka prezentacji dla klientów, byłam nieobecna duchem na spotkaniach rodzinnych. Martwa w środku. Ale odmawiałam pompejankę, egzorcyzm małżeński i "Jezu Ty sie tym zajmij" (to ostatnie słuchałam w kółko na Youtube gdy byłam na dnie (nagranie trwa 7 minut i jest kojące i możliwe do słuchania nawet w aucie; nie rozpoczynam dnia bez tego). I w końcu Jezus dał mi łaskę uspokojenia. Buduję swoja godność, staram się fajnie wyglądać, nadal planuję co zrobię w tygodniu aby nie czuć samotności i mieć na co czekać. Moja samoswiadomość zmienia się z tygodnia na tydzień, poprosiłam Boga aby mnie prowadził jak dziecko bo czułam, że staje sie beznadziejna mamą - i On prowadzi. Martwiłam się o życie towarzyskie, a postawił mi na drodze nowych ludzi. Mlodszy syn mówi, że nie miałam tyle czasu dla niego przed kryzysem - i super. Co Ci jeszcze może pomóc- może niektóre artykuły i podczasty na temat trudnych, toksycznych relacji. Wiele z nich ma mało wspolnego z ideą Sycharu - każą wiać z trudnej relacji a nie trwac w wiernosci, ale zaprezentowanie w żartobliwy sposób patologicznych mechanizmów powodowałao, że zdarzało mi się zaśmiać w głos. Mojej znajomej, która tez od niedawna jest w podobnej sytuacji co my pomaga grupa na FB, w której dziewczyny piszą o tym, czego doświadczyły. Moja kolezanka sie tam nie udziela, ze względu na brak anonimowości ale uświadomiła sobie jaki ogrom jest kobiet w straszniejszych sytuacjach niż jej własna - grupa podobno liczy kilkanaście tysięcy osób, w tym ofiar przemocy, Nie promuję tego, ale znajdź coś co pozwoli Ci oswoić pewne rzeczy, poczuć, że nie wydarza się nic, co kończy Twój świat. Zmuś się do zadbania o swoje emocje. Nawet mechanicznie. Czy chcesz nagłej decyzji męża tu i teraz, że zostaje z Wami bez zmiany nawyków, do tego co było w czystej formie? Jesli chcesz nowej jakosci trzeba dac temu czas.

kocimiętka
Posty: 53
Rejestracja: 24 mar 2019, 19:37
Płeć: Kobieta

Re: Znowu kryzys po 5 latch

Post autor: kocimiętka » 23 lut 2020, 21:52

Alinek74 pisze:
23 lut 2020, 19:38
Ja normalnie juz myślę o egzorcyście bo on jak wypije to normalnie ma teksty jak z pogranicza horroru typu: Wiesz co mam ochotę teraz zrobic? Podnieć Cię na wys 2 metrów ale cofka mnie ogranicza. Ale nie zrozumcie dosłownie to takie demoniczne podnoszenie.... Albo dzisiaj w nocy do Ciebie przyjdę.... Nie fizycznie. Albo denerwuje mnie M.... Twoja niezłomność, albo co ty myslisz ze jak pocałujesz obraz Matki Częstochowskiej to jesteś seięta itd wierzcie mi te oczy stają się diabelskie
No to zamów za niego Mszę Świętą w intencji błogosławieństwa i o wszelki potrzebne mu łaski.
Co Ci szkodzi?
Tak sobie myślę jeszcze od innej strony...
Wiesz, facet jak chce iść do kochanki to zabiera się i idzie.
Raczej nie prawi takich kazań żonie i nie wyładowuje się na niej. W miejsce agresji do żony pojawia się fascynacja kochanką.
Nie wiem...może to trochę pokrętna logika, ale może to, że Twój mąż traktuje Cię tak jak traktuje świadczy jednak o jego wielkiej miłości do Ciebie?
Bo wie, że jest źle tylko, że z jakiś przyczyn woli/czeka, abyś to Ty ogarnęła sytuację i ratowała małżeństwo, pokazując się jako konkretna kobieta z pazurem tkwiącym w sile spokoju.
Inaczej przecież już dawno by się zabrał i poszedł.
A widać nie chce.

Nino
Posty: 205
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Znowu kryzys po 5 latch

Post autor: Nino » 23 lut 2020, 23:04

Alinek74 pisze:
23 lut 2020, 19:38
Właśnie ta cisza i ten brak relacji sprawia że mnie to tak męczy jakby ktoś mnie ciagle bił i w końcu nie bólu, a kiedy znowu łaskawie odezwie się do mnie i to w tonie naprawiającym to ból następuje ze zdeojoną siłą bo po takim zachowaniu łagodzącym znowu stosuje terapię kary ciszy i obojętności. To sa tortury nie do zniesienia jak dla mnie bo ja jestem osobą która nigdy nie lubila z nikim długo się gniewać i wolałam problem rozwazywac a nie chować do szafy.
I to jest ten szatański taniec...... Alinek, z tego tańca da się wyjść. Mery bardzo dobrze Ci podpowiada. Posłuchaj jej. O siebie się zatroszcz, nie o emocje męża.

I też zachęcam do modlitwy. NP, egzorcyzm małżeński. Mnie regularna modlitwa pomaga jeszcze w tym aspekcie, że nie mam czasu na "głupoty"!

Wyjdziesz z tego. To jest możliwe.

Chile
Posty: 29
Rejestracja: 17 lut 2020, 14:00
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Znowu kryzys po 5 latch

Post autor: Chile » 24 lut 2020, 10:18

Witam. Jestem tu nowa, ale piszę w tym watku (swój też mam), ponieważ moja sytuacja jest bardzo podobna do sytuacji Alinka74. Podobnie jak jej, przytrafił nam się poważny kryzys na tle zdrad męża, który ze mną się w dodatku rozwiódł. Potem kowalska, jak to ładnie piszecie, go zostawiła, a on wrócił do nas łaskawie. Tylko że po kilku latach kowalska została sama i znów zagieła na niego parol, a on potulnie do niej wraca. Mam nadzieję, że nie gniewasz się, że się tu wstrzeliłam. W sumie to chciałam Wam jedynie napisać, że wszystkie jesteście wspaniałe, że się tak wspieracie, stawiacie czasami do pionu, spokojnie wytykacie błędy. Samo czytanie Waszych postów jest dla mnie okojeniem. Ja po założeniu tu konta czytałam głównie wątki zdradzonych mężów, więc kiedy trafiłam na Wasze historie, poczułam, jakbyście pisały o mnie. Niestety jestem świadoma tego, że popełniam błąd za błędem, że pozwalam się nie sznować, że stawiam siebie i swoje dobro gdzieś daleko w kolejce. Tańczę w takim samym tańcu i nie mam już sił żyć.

Alinek74
Posty: 50
Rejestracja: 25 paź 2019, 10:39
Płeć: Kobieta

Re: Znowu kryzys po 5 latch

Post autor: Alinek74 » 24 lut 2020, 16:58

Chile nie martw się ja też popełniłam wszystkie błędy "wychowawcze" w stosunku do męża. Najważniejszym błędem to było zaufanie i brak kontroli. Wychodził na imprezy "firmowe" kiedy chciał i ile chciał, mało tego jeszcze mu wybierałam garniturki z najnowszej kolekcji....Makabra. On to wszystko wykorzystywał aby byc jak najbardziej atrakcyjnym i dostępnym dla Kowakskiej... Wczoraj dowiedziałam się że w tym misternym planie układania życia jemu macza palce przyjacółeczka Kowalskiej która rownież 15 lat temu rozbiła małżeństwo i jak to maz mówi ma sie dobrze i on tez tak chce byc szczęśliwy... Zapraszają teraz go do siebie i roztaczają wizje wzoru małżeństwa" jakimi rzekomo oni są, choć nie sa formalnie bo ona ma inne nazwisko i on też. "Zryli" mu mózg i chodzi jak naćpany powtarzając że jemu sie nic nie chce a on chce aby mu sie chciało.... Zatem u Kowalskiej bedzie mu się chcialo.... Ale gdybyście posłuchały z jaką fascynacją opowiada o nich....A w ogóle to nie znam prawdy o niej ze rozbiła małżeństwo...O!Wiele lat temu chyba 10 pojawiła się w firmie i uderzała do kierowników szukając tatusia dla jej dziecka i znalazła żonatego... Teraz tą tajemna wiedzę i sposoby jak to zrobic przekazała Kowalskiej. Pamiętam jak sam krytykował to zachowanie a teraz raptem to sa jego przyjaciele... Jestem przekonana ze pierze mu mózg co do dziecka iż to żadna krzywda bo jest duża, 14 lat wiec zrozumie.... Tylko tępa... nie dopowie ze zrozumie ze tatuś to człowiek któremu się nie ufa to najbardziej zrozumie.... Ale ja podobno gram dzieckiem i tyle. On chce żyć jak oni w szczęśliwości.

Alinek74
Posty: 50
Rejestracja: 25 paź 2019, 10:39
Płeć: Kobieta

Re: Znowu kryzys po 5 latch

Post autor: Alinek74 » 24 lut 2020, 18:21

Najgorsze że córka jest przed egzaminem 8 klasisty i taką jaką teraz dawkę stresu otrzymuje to nie wiem jak napisze....Ale jak to podpowiedzieli nowi przyjaciele mężowi iz każdy czas jest nieodpowiedni, bo jakiś zawsze egzamin, uroczystość itp. Nie jest to dla niego argument a Kowalskiej się spieszy i musi mieć papierek. A tak z innej beczki to najlepszy skecz jaki mi powiedział to ze on nie jest taki zły bo noe kradnie i nie zabija wiec ma całkiem dużą szanse być ulgowo potraktpwany w dniu ostatecznym... To co robi to nie jest grzech no moze taki mały ale w obliczu tego co robią inni to małe miki. To wlasnie ja mu sprzedaje propagandę że będzie potępiony a on w swoim dla niego odpowiednim czasie wyspowiada się. Teraz musi dotknąć tego miodu a ewentualnie potem zobaczy, zresztą jego znajomi sa na dobrej drodze aby unieważnić wcześniejsze sakramentalne małżeństwo wiec tez rozważy taka możliwość, choć chyba szkoda byłoby mu na to pieniędzy.

MaryM
Posty: 186
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: Znowu kryzys po 5 latch

Post autor: MaryM » 24 lut 2020, 18:43

Przytulam mocno Alinek...
Nazwij, w co potrzebujesz się wyposażyć, aby przebrnac przez ten okropny czas.
Dlaczego twój mąż jeszcze się nie wyprowadził?

Nino
Posty: 205
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Znowu kryzys po 5 latch

Post autor: Nino » 25 lut 2020, 17:58

Mary, dziękuję za cenną wskazówkę. Przemyślałam ją odnośnie swojej sytuacji i doszłam do wniosku, że - aby przetrwać ten koszmarny czas - potrzebuję: spokoju, pracy, modlitwy, ale też śmiechu i uśmiechu, poczucia sprawczości i kontroli nad własnym życiem, sportu oraz poczucia pewności siebie.

Dużo spokoju otrzymuję dzięki modlitwie ( NP ). Burzę go sama, gdy próbuję skontaktować się z mężem.
Uspokaja mnie również praca oraz wizja, że mogę kreować swoje życie zawodowe. Że to staje się możliwe.

Problem ze śmiechem jest taki, że za dużo przebywam sama ze sobą i wtedy popadam w posępność.

Sport kocham i uprawiam :)

Powolutku odzyskuję poczucie sprawczości, jednak nadal mam wrażenie, że zbyt dużo spraw rozłazi mi się...

Zaczynam tworzyć plany, w których nie ma... mojego męża.

Mam wrażenie, że w prawdzie o sobie staję dopiero wtedy, gdy udaje mi się od niego oderwać.

Błagam Boga, aby odebrał mi to emocjonalne uzależnienie od niego, poczucie winy i krzywdy.

Na spotkaniu Sychar byłam raz, przed wyjazdem zagranicę i pogadanka na temat zachowania dobrego wizerunku męża pomogła mi. Jednak proszę Ducha Świętego o realizm. Abym umiała postawić granicę jego krzywdzącym zachowaniom wobec mnie, i jednocześnie go nie osądzała oraz zachowała jego dobry wizerunek.

Dostrzegam, że dobrze wychodzę na tym, gdy przestaję o nim rozmawiać. Ludzie z naszego otoczenia są również zmęczeni naszym kryzysem.

Kiedy zaczynam o nim rozmawiać lub myśleć, "co mi zrobił", tracę po prostu wewnętrzny spokój.

Alinek, masz inną sytuację, ponieważ Twój mąż jest inny i mieszkacie razem. Gdy jednak z obecnego poziomu wiedzy i doświadczenia wracam do czasu, gdy mieszkaliśmy razem, to widzę, że najlepsze, co mogłam wtedy zrobić, to... zająć się sobą i odwieszać od męża, zupełnie tak samo, jak staram się robić to teraz.

Alinek74
Posty: 50
Rejestracja: 25 paź 2019, 10:39
Płeć: Kobieta

Re: Znowu kryzys po 5 latch

Post autor: Alinek74 » 02 mar 2020, 18:56

Kochani Wszyscy poradzicie mi bo sama juz nie wiem co mam zrobić. Wczoraj pp awanturze maż wykrzyczał mi ze mam się [...] raz na zawsze od niego. Po tych słowach pękło coś w moim sercu jakby Duch Święty wyjął mi serce i zamiast rozpaczy, smutku, tęsknoty, żalu wlał poczucie godności osobistej i pesndgp rodzaju obojętności za co szczerze bardzo dziękuję i mam nadzieję iż taki stan utrzymam do rozwodu ( złożył wniosek tydzień temu, Kowalska mu pomagała bo znalazłam odręcznie przez nią pisany...). Do rzeczy. Dotarło do mnie iż już dosyć mam oglądania jego nadentej miny pełnej pychy, wiecej, mam dosyć jego nocnych wypadów do Kowalskiej, mam dosyć wachania jegobperfum ktore kupiła mu córka za swoje oszędnośći ( z najwyższej półki), dosyć ciszy i traktowania mnie jak współlokatorki sprzątaczki i praczki etc. Poprosiłam go o wyprowadzkę na co on powiedział ze to jego tez dom i ma prawo... poza tym uprzedza że kredytu płacić nie bedzie jak sie wyprowadzi i rachunków. Co mam zrobić??? Procuję codziennie do 20 (ciągnę 2 etaty) córka bedzie sama... Ma 14 lat to wiek kiedy potrzebuje matki i ojca.... Dni powszednie znośne ale weekendy koszmar.
Ostatnio zmieniony 02 mar 2020, 20:23 przez Lawendowa, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: usunięto określenie mało cenzuralne (wulgaryzmom nawet częściowo wykropkowanym mówimy : nie)

Ewuryca
Posty: 195
Rejestracja: 12 maja 2019, 17:29
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Znowu kryzys po 5 latch

Post autor: Ewuryca » 03 mar 2020, 9:30

Alinek74 pisze:
02 mar 2020, 18:56
Poprosiłam go o wyprowadzkę na co on powiedział ze to jego tez dom i ma prawo... poza tym uprzedza że kredytu płacić nie bedzie jak sie wyprowadzi i rachunków. Co mam zrobić???
Alinek niestety ale rozstania już takie na serio niosą za sobą konsekwencje finansowe również. U mnie również mieliśmy dom na kredyt. Kiedy ja się wyprowadziłam płaciliśmy ratę na pół ponieważ nie chciałam stracić domu, ale później kiedy mąż wyprowadził się do kowalskiej kredyt spadł na mnie ponieważ to ja chciałam zatrzymać dom a oprócz tego musiałam również spłacić męża co do części którą on w ten dom zainwestował.

SAMOA
Posty: 148
Rejestracja: 20 lut 2017, 9:43
Płeć: Kobieta

Re: Znowu kryzys po 5 latch

Post autor: SAMOA » 03 mar 2020, 13:08

Kochana, ja wielokrotnie go prosiłam żeby się wyprowadził, nie chciał... tez słyszałam, ze to jego dom, żebym się odp...... od niego, ale przyszedł czas kiedy poczułam, ze już dalej nie mogę tak żyć, nie dam rady psychicznie, ze dzieciom wykrzywię psychikę.... doszłam do takiej ściany, ze nie wytrzymałam i wynajęłam mieszkanie. Było to bardzo trudne, ale to najlepsza decyzja jaką podjęłam... minęły już ponad dwa lata i to było zbawienne dla mnie i dla dzieci.
Męczyłam sie ponad rok po złożeniu pozwu przez męża, jednocześnie nie zgadzając się na rozwód... czego on nie mógł zrozumieć, myślał, ze szybko podpiszę zgodę. Sąd orzekł rozwód z winą obu małżonków.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości