Małżeństwo na skraju rozpadu

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

teodora
Posty: 76
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: teodora » 29 gru 2019, 23:31

Wiem, mogłabym powiedzieć wiele. Ale to chyba nic nie zbuduje. Pomiędzy nami przepaść😞😞 on sam powiedział że ma ogromny mętlik. Myślę że kusi go nieznane. Nowość. Ze tam pewnie będzie lepiej. Tu żona, stare rany, 10 lat za nami.

teodora
Posty: 76
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: teodora » 29 gru 2019, 23:39

Boże dziś tak ciezko
😞😞😞😞Wiem że mąż się waha, boję się tego co jutro usłyszę..

teodora
Posty: 76
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: teodora » 30 gru 2019, 2:26

Tak słyszę że jestem niestabilna. I właściwie to powinnam pozwolić mu odejść bo mnie kocha ale już nie potrafi że mną być, taka inna miłość. Jest zły o to że mówię że jeśli odejdzie to na własny rachunek. On by chciał odejść ale mieć we mnie przyjaciółkę. Chore to. Wiem. Nie wiem wogole jak z czymś takim polemizować.... Czy wogole coś mówić czy dystansowac się. Po prostu nie wiem. Nawet sama nie wiem czego ja chcę w tej sytuacji.

Pustelnik
Posty: 1060
Rejestracja: 08 lut 2017, 12:04
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: Pustelnik » 30 gru 2019, 8:31

teodora pisze:
30 gru 2019, 2:26
Tak słyszę że jestem niestabilna.
TAAAAAAAK ;) ;) ;)

Ja natomiast swego czasu (zanim małżonka się wyprowadziła) słyszałem : "POTRZEBUJĘ (!) STABILNOŚCI" (w domyśle : a Ty mi jej nie dajesz tudzież "tenże stabilność" zabierasz).

To to samo, tylko inaczej sformułowane.
Tzn. w "moim przypadku" takie bardziej "ęą" - kulturalne, poprawniejsze pod względem "reguł komunikacji" (bo to takie i pochwalane i na tym forum: zgłaszanie "potrzeb" tudzież "oczekiwań") tudzież ... "z wyższych sfer" :lol: 8-)

P.S.
A żeby było mmiej niedomówień to ... stabilności to ... poza mną - tym bardziej "nie
miała" - niestety czy stety słyszałem (niestabilną na ... maxa) "nawijkę" małżonki do "adoratora" (początkowo - kierownika duchowego, jezuity) na podsłuchu parę lat temu (oczywiście - podsłuchu :roll: - nie zalecam, po co ... sobie samemu bardziej szkodzić, nie warto ...).

Stan emocji (tudzież ciała) gdy to piszę - praktycznie koło zera, zauważony bardzo lekki "automatyczny" - krzywy "półuśmiech" na twarzy (prawdopodobnie jakaś tam pozostałość po wcześniejszym (wieloletnim) wypieraniu emocji?), a potem (gdy piszę tę obserwację na temat uczuć) - lekkie współczucie/współodczuwanie "historycznych" trudności małżonki ... . I ... parę sekund pòźniej - zero dalszych emocji ...

Oliś
Posty: 27
Rejestracja: 25 sie 2019, 20:48
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: Oliś » 30 gru 2019, 8:59

Teodoro, u mnie było podobnie. Z tą jedyną różnicą, że małżonek wypiera się do dzisiaj że kogoś ma. Od blisko trzech lat uważa, że jest singlem. Dzieci widuje raz na tydzień, albo i rzadziej,ja w tym nie uczestnieczę, nie potrafię na niego patrzeć. Nie potrafiłabym się z nim przyjaźnić. Jak to trafnie określiła któraś z Sycharek na tym forum odpowiadając swojemu mężowi - Nie jestem twoją przyjaciółką, tylko żoną, w dodatku zdradzoną i porzuconą!
Oczywiście Twoja sytuacja może się jeszcze odwrócić, choć u mnie też po 10 latach niby się wahał, ale to chyba był tylko wydźwięk wyrzutów sumienia. Od dwóch lat nie mam kontaktu, jedynie krótki SMS dotyczący dzieci raz na jakiś czas. I chyba tylko dzięki brakowi kontaktu zdrowieję, choć do tej pory nie jest mi łatwo.
Jedno Ci powiem - da się to przeżyć, czas goi rany, nie leczy, ale jakoś powolutku się zasklepiają, a każde przypadkowe spotkanie odczuwałam jak grzebanie patykiem w ranie, rozmowy do dzisiaj sobie nie wyobrażam. Zresztą nie bardzo wiem o czym miałabym z małżonkiem rozmawiać, skoro cały czas miałby mnie okłamywać.
Ściskam Cię i przytulam w tych ciężkich dla Ciebie chwilach, i uwierz, że jak by się nie stało, wszystko to da się przeżyć. Otaczaj się prawdziwymi przyjaciółmi, bądź blisko z rodziną, i wyrzucaj jak najwięcej tego bólu z siebie wśród zaufanych ludzi, kiedyś będzie lżej.

lena101
Posty: 137
Rejestracja: 24 lut 2018, 22:28
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: lena101 » 30 gru 2019, 9:07

Jest zły o to że mówię że jeśli odejdzie to na własny rachunek. On by chciał odejść ale mieć we mnie przyjaciółkę. Chore to.
Mój mąż zamiast ze mną porozmawiać, poszedł w tango z inną kobietą. Był zdziwiony (powiedział mi,że się zakochał),że ja tak reaguję, a mnie dosłownie życie zawaliło się w jednym momencie....

w jednym momencie 24 lata znajomości, w tym 17 małżeństwa poszło w las i to szybko......

Były krzyki, milczenie, płacze, szantaże, prośby,błagania, kazania umoralniające....

Myślałam,że znam mojego męża, że przecież JA do niego DOTRĘ. Nic bardziej mylnego. Moje gadanie sprawiło,ze jeszcze bardziej zaczął się ode mnie oddalać. Tak, byłam niestabilna, byłam wariatką...dostałam szału, nie mogłam ścierpieć,że mnie oszukiwał. Kto chciałby z taką być? Nie docierały do mnie dobre rady, sama chciałam zrobić wszystko lepiej, a cały czas wychodziło gorzej.

Z trzeciej strony, czy widziałaś kogoś, komu wali się życie, by był spokojny? My zdradzani jesteśmy niestabilni emocjonalnie... Poprawcie,jezeli się mylę.

Podobnie mój mąż tez chciał mieć we mnie przyjaciółkę po odejściu. Powiedziałam mu,ze jestem żoną, dopóki jest z kowalską nie będę ani koleżanką, ani przyjaciółką.

Myślę,że ta przyjaźń po odejściu, to takie łagodzenie wyrzutów sumienia. Uspakajanie siebie. Nie wiem jak Ty, jakie są Twoje granice wytrzymałości, ale ja nie byłam w stanie , patrzeć ciągle jak do niej odchodzi.

Czasem mniej znaczy więcej. Ja późno to zrozumiałam, za późno.

Oliś
Posty: 27
Rejestracja: 25 sie 2019, 20:48
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: Oliś » 30 gru 2019, 10:29

Leno, tak. Bo jak można zachować normalność w nienormalnej sytuacji? Przecież to tak jakby płakać nad szczęściem a śmiać się do rozpuku nad krzywdą. To byłoby nienormalne, chyba nie znam nikogo kto skakałby ze szczęścia kiedy się mocno i dotkliwie potłucze....

renta11
Posty: 552
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: renta11 » 30 gru 2019, 18:34

teodora pisze:
30 gru 2019, 2:26
Tak słyszę że jestem niestabilna. I właściwie to powinnam pozwolić mu odejść bo mnie kocha ale już nie potrafi że mną być, taka inna miłość. Jest zły o to że mówię że jeśli odejdzie to na własny rachunek. On by chciał odejść ale mieć we mnie przyjaciółkę. Chore to. Wiem. Nie wiem wogole jak z czymś takim polemizować.... Czy wogole coś mówić czy dystansowac się. Po prostu nie wiem. Nawet sama nie wiem czego ja chcę w tej sytuacji.
Taki brzydki standard. Mój mąż manipulował, wyzwalał we mnie poczucie winy, bo chyba chciał zachować twarz przed innymi. Gdyby podstawić inną osobę (Jego) to pewnie byłoby trafione w punkt. :D Oczywiście I, II i III wojna światowa to tylko moja wina, wyciągał wszelkie grzechy sprzed wielu lat. Oczywiście kowalskiej nie miało być. Znał mnie, manipulacje miał opanowane idealnie, chciał abyśmy przed dziećmi (pełnoletnimi) ogłosili "wspólną" decyzję. A ja zajęłam jasne stanowisko, powiedziałam to co kilka lat wcześniej moja koleżanka, coś dodałam od siebie w stylu:

"To że się odkochałeś nie jest dla mnie powodem do rozwalenia rodziny, bo mamy dzieci, tworzymy rodzinę. Jestem żoną, matką, mieszkam w swoim domu, jestem na swoim miejscu, w swojej rodzinie. Jeśli odejdziesz, rozwalisz rodzinę to będzie tylko Twoja decyzja i odpowiedzialność. Ja Ciebie kocham i chcę z Tobą być, ale na Twoją decyzję wpływu nie mam. Powiedziałeś wiele lat temu, że będziesz mnie chronić i bronić to rób to nawet przeciwko sobie".

Ale doszłam do tego po jego pierwszej wyprowadzce, potem było wahadło, a potem jasne klarowne stanowisko do końca. Efekt jest taki, że ma życie z kolejnymi młodymi kowalskimi, kiepskie stosunki z dziećmi. Może jest szczęśliwy?
św. Augustyn
"W zasadach jedność, w szczegółach wolność, we wszystkim miłosierdzie".

Nino
Posty: 385
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: Nino » 30 gru 2019, 18:36

Teodoro, nie daj się wkręcić w poczucie winy. Ja z tym walczę i to trudna walka, tym trudniejsza, że na początku małżeństwa zaliczyłam rolę zdradzaczki i mąż zawsze ma się do czego przyczepić.

Dobrze, że sama nie zdradzasz i nigdy tego nie zrób.

teodora
Posty: 76
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: teodora » 31 gru 2019, 0:23

Ok, już jasne. Koleżanka to jednak zakochanie. Dziś rano po trudnej rozmowie wczoraj mąż stwierdził walczymy to nasza rodzina. A potem pojechał na cały dzień do warsztatu i wieczorem odwrót o 180 stopni.

Okazało się że rozmawiał z tą kobietą i że ona powiedziała że to niemożliwe żeby byli razem. Ale mąż twierdzi że wpływ na jego decyzję o odejściu ma kryzys między nami a nie ona. Ze wszystko wygasło i że on nie chce już ze mną budować.

Nie wiem co robić. Rano to, potem smsy z wyznaniami miłości. A wieczorem to. Całkowity kolowrót.

Mam dość.

teodora
Posty: 76
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: teodora » 31 gru 2019, 1:02

Ok, prawda wychodzi na jaw. Rano mąż oznajmił walczymy o rodzinę. W ciągu dnia smsy 'kocham cię' wieczorem zaproponował tej kobiecie związek. Odmówiła. Z goryczą rzucił mi że niepotrzebnie się przyznał bo teraz będę rozstanie oceniać przez pryzmat jej. A to kryzys między nami spowodował że nie chce ze mną być.

Dla niej chyba problemem jest to że mąż ma za dużo dzieci.

Nie dyskutuje, lista Zrery, modlitwa i niech robi co chce.

Rzucił mi tylko na koniec rozmowy, że nie odejdzie bo nie zniesie tego że go znienawidzę. Powiedziałam mu jasno,ze jeśli odejdzie, to ja mu nie zabronię kontaktu z dziećmi, ale ze mną nie będzie żadnych przyjacielskich relacji. To go najbardziej mierzi

teodora
Posty: 76
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: teodora » 31 gru 2019, 4:49

Mąż wczoraj rano chciał walczyć, potem pojechał na cały dzień remontować samochód, wrócił i decyzja że jednak koniec. Kiedy zapytałam wprost czy zaproponował tamtej kobiecie bycie razem, odpowiedział szczerze że tak. Tamta stwierdziła, że to niemożliwe. Podejrzewam że kalkuluje że za dużo dzieci. Bo mąż rzucił takie zdanie w rozmowie,ze jak to jest, że z jednym dzieckiem ludzie łatwo się rozchodzą, a jak jest więcej to juz wszyscy pytają "po co tyle dzieci masz" . Także tak się domyślam, że to padło jako argument, że związek niemożliwy. Na koniec rzucił mi w gniewie że ze mną zostanie, bo szantażuje go tym że mówię, że go kocham,zamiast rozstać się w przyjaźni.

teodora
Posty: 76
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: teodora » 31 gru 2019, 6:23

Kowalska nie chce być z moim mężem, bo chyba ma też dylemat, że rozbija rodzinę.

Czy jest sens rozmowy z Kowalską. Uważam że mąż mnie kocha, jest szansa na ratowanie. Ale czy taka droga jest właściwa

Oczywiście powiedziałabym mężowi że chcę z Kowalską porozmawiać..

Oliś
Posty: 27
Rejestracja: 25 sie 2019, 20:48
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: Oliś » 31 gru 2019, 9:47

Teodoro, a w jakim wieku jest Twoja Kowalska? I czy jest w związku?
Raczej odradzam spotkanie z nią, i straszenie męża, że z nią porozmawiasz - bo na pewno taką informację, że zamierzasz to zrobić odbierze jako straszenie, i bardzo go to rozsierdzi...
Poza tym - czy to jest jakaś zabawka, o ktorą będziecie się licytować? To dorosły człowiek, który albo sam się opamięta, albo poleci do niej...

Pustelnik
Posty: 1060
Rejestracja: 08 lut 2017, 12:04
Płeć: Mężczyzna

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: Pustelnik » 31 gru 2019, 10:14

teodora pisze:
31 gru 2019, 6:23
Oczywiście powiedziałabym mężowi że chcę z Kowalską porozmawiać..
:shock: teodora proszę Cię - przeczytaj tę swoją ideę w świetle swoich poprzednich wpisów.
Szukasz w mężu (na chwilę obecną) doradcy ?
Czy ma szansę wypełnić taką rolę ?

A może nie chodzi Ci o jego "accept" a (jakieś tam) "wywarcie wpływu"?

A może Twoja decyzja bez tego powiedzenia byłaby "niefair" ? - to akurat trochę trudniejsze pytanie do zastanowienia się, tak myślę ... 8-)

Pozdro !

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości