Małżeństwo na skraju rozpadu

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Gaea
Posty: 51
Rejestracja: 28 sty 2020, 9:17
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: Gaea » 02 lut 2020, 19:48

Witaj Teodora jestem tu nowa ale podczytuje od jakiegoś czasu:-)
teodora pisze:
02 lut 2020, 12:31
Taka refleksja po latach, patrząc wstecz-po urodzeniu dzieci stałam się chyba w jego oczach bardziej mamą niż kobietą. Wtedy powoli zaczął robić więcej rzeczy sam, niż że mną itp...
U nas to jest jeden z głównych problemów kryzysu. Dzieci są dla mnie na pierwszym miejscu a mąż jest z boku. Pierwszy poważny kryzys po narodzeniu pierwszego dziecka, drugiego długo nie chciał, kolejny kryzys już w trakcie drugiej ciąży do dziś. Nie lubi, nie umie(?), nie chce się zajmować dziećmi, przez to ja się denerwuję i wściekam, że jest beznadziejnym ojcem i wszystko się sypie... Gdy nie było dzieci chętnie wychodziliśmy razem, spędzaliśmy czas, teraz nie, teraz się zamyka, odsuwa.
teodora pisze:
02 lut 2020, 12:31
a też mam tysiąc pomysłów na minutę, marzenia które chcę spełniać itp., tylko ja jestem mamą maluchów i moje ambicje, plany odłożyłam na razie na dalszy plan.
Wiesz, mój mąż jest bardzo zamknięty mimo to na terapii gdy psycholog zapytała co nam się w sobie najbardziej spodobało na początku naszej znajomości powiedział, że właśnie to, że ze mną nigdy nie jest nudno, że mam dużo pomysłów na spędzenie razem czasu. A teraz ... Cóż, wszystko kreci się wokół dzieci, tak jak piszesz plany i ambicje zostały odłożone w czasie.

teodora
Posty: 73
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: teodora » 06 lut 2020, 21:27

Kolejne morze pomyj wylane na mnie.
Mąż był kilka dni poza domem-musiał dokończyć formalności na kontrakcie. Wrócił i oznajmił, że w przyszłym tygodniu też wyjeżdża. Ja natomiast postawiłam granicę, że w związku z tym musi znaleźć zastępstwo (nianię) na swoją nieobecność.

Wściekł się, powiedział że nie może na mnie patrzeć, wylał morze wulgaryzmow. W paskudny, poniżający sposób, zaczął mi 'wyjaśniać' dlaczego nie chce ze mną być. Jaka jestem do niczego, jaką jestem wstrętna, jak nie moze na mnie patrzeć.
Stwierdził, że chcę go zrujnowac finansowo, że
on takim razie zniszczy mnie finansowo. Mam wrażenie, że mam do czynienia z psychopatą. On jest okrutny. Jest naprawdę okrutny.

Rozmowa zaczęła się od tego, że powiedział, że szuka miejsca na wyprowadzkę, bo już nie może mnie znieść (po tym jak wcześniej postawiłam mu granice). Wtedy ja też powiedziałam, że nie rozumiem, chciałabym wiedzieć skąd wynikają jego decyzje. Kazał mi zniknąć, zamilknąć w bardzo wulgarnych słowach. Myślę,że to co on robi to jest już przemoc psychiczna. Cały czas mi wmawia, że już nie może ze mną rozmawiać i to moja wina. Jest przeokrutny. Zaczynam się sypać psychicznie. Już nie daję rady. Jestem wrakiem a on jeszcze zostawi mnie z niczym.

Patrząc wstecz, przez lata widzę, że on tak zawsze działał, jeśli tylko ktokolwiek stawia mu granice. On go nienawidzi. Naprawdę, znienawidził wielu ludzi. W małżeństwie było tak samo, jeśli stawałam oporem zachowywał się koszmarnie. Stąd nasze długi, bo w pewnym momencie już bałam się mu odmawiać brania kolejnych kredytów. Bałam się iść na spotkanie ze znajomymi, bałam się iść na fitness. Bałam się wszystkiego. Byłam jak szczur w klatce.

Teraz też bałam się tego wszystkiego, ale myślę, że lepiej żeby on się wyprowadził jeśli chce. Ja już nie mam siły go znosić. Jest okrutny. Doskonale wie w co uderzyć.

Oliś
Posty: 26
Rejestracja: 25 sie 2019, 20:48
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: Oliś » 06 lut 2020, 22:53

Teodoro, to zachowanie męża jest bardzo toksyczne. U mnie było podobnie, jak zaczęłam drążyć temat kowalskiej, to zaczął się szantaż, że skończymy w kawalerce, że załatwi mi utratę pracy i różne inne brednie. Też wiedział w którą strunę uderzyć żeby mnie zmiażdżyć i doprowadzić do zachowań, których do dziś się wstydzę, na sam skraj rozpaczy i histerii... Każde moje "nie","nieposłuszeństwo", stawianie granic budziło w nim potwora. Skończyło się silnym załamaniem nerwowym, stanami lękowymi, psychiatrą i lekami. Dopiero wtedy odpuścił, przestał mnie nachodzić i dręczyć. Widocznie przeraził się, że kiedy mnie zabraknie to będzie musiał przejąć moje obowiązki: wożenie do szkoły, odbieranie, odrabianie lekcji, wywiadówki, gotowanie, pranie, dogadzanie, usypianie, łagodzenie konfliktów dzieciaków itd itd. A wtedy z romansiku i kawalerskiego życia nici, no bo nie byłoby kiedy.
Nie bój się, nie daj się zastraszyć. Mąż będzie musiał łożyć na utrzymanie dzieci, a długi są Wasze wspólne i nie zostaniesz z tym sama bo to tak nie działa. Pamiętaj że pies szczeka i ujada kiedy się boi. Twoim mężem kieruje strach, że skomplikujesz mu życie, bo on chciał tak o, po cichu zniknąć, czmychnąć, i żeby był święty spokój.
Mój szanowny małżonek wśród niektórych ludzi uchodzi za cierpiętnika, bo rzekomo nasze dzieci są "wpadką" i przez to musiał się męczyć przez dekadę z taką straszną babą jak ja. Na własne uszy to słyszałam, aż nie chce mi się wierzyć, że to od niego wyszły te bzdury.
Ale do sedna: Teodoro, od teraz, wszystko co kupujesz - dzieciom, sobie, opłaty za przedszkole, posiłki, komitety rodzicielskie, cokolwiek - bierzesz fakturę na osobę prywatną. Jest to strasznie uciążliwe, bo zawsze trzeba poczekać, gdzieś podskoczyć po odbiór faktury, różnie. Ale może się tak zdarzyć (czego Ci nie życzę) że będziesz musiała wystąpić o alimenty na dzieci - ale i na siebie (skoro obecnie nie pracujesz). No niestety - przysięgaliście sobie że będziecie "interes rodziny" ciągnąć razem, skoro mąż jednak ma plan się wycofać, to chociaż namiastka wcześniejszych zobowiązań, czyli ta finansowa Ci się należy.
Kiedy ja wywalczyłam godne alimenty na dzieci (bo skończyło się walką, inaczej nie dało rady) i tak zostałam sama z codziennymi obowiązkami, nie mogłam nawet wyjść z domu żeby się spotkać z koleżankami (no bo z kim zostawić dzieci na cały wieczór) i kiedy oświadczyłam że musimy trochę inaczej podzielić obowiązki, bo nie mam ani chwili na odrobinę życia towarzyskiego (kiedy on szlajał się po knajpach co wieczór) to w odpowiedzi na to usłyszałam, że wystąpi o zmniejszenie alimentów. Ręce mi opadły, dochodzę do wniosku, że albo byłam ślepa 10 lat, albo nigdy nie znałam tego człowieka...
Współczuję samopoczucia, bo przechodziłam coś podobnego nie tak dawno temu, wydaje mi się że wyszłam już z tego największego bagna, zaakceptowałam swoje niemalże samotne rodzicielstwo, zaakceptowałam zachowanie męża, odstawiłam leki i funkcjonuję. Wychodzę do pracy, i nie widać, że jeszcze jednak przytłacza mnie smutek, wkładam uśmiech na twarz i jadę z tym światem, chociaż wewnętrznie czuję że rozstanie (bo nie mamy rozwodu, ani formalnej separacji) to moja porażka, bo jednak jakaś Duża rzecz mi w życiu nie wyszła, coś poszło nie tak jak się zakładało - dopóki śmierć nas nie rozłączy.
Życzę Ci mimo ciężkich chwil w Twoim życiu pogody Ducha, siły i rozwagi.
Lecz widać można żyć bez powietrza - M. Pawlikowska-Jasnorzewska

teodora
Posty: 73
Rejestracja: 10 wrz 2019, 21:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: teodora » 07 lut 2020, 2:24

Dokładnie tak jest, każde "nieposłuszeństwo" karane wściekłością, ubliżaniem, zastraszaniem.

Ja pracuję ale na pół etatu, było to ustalone jeszcze dawno temu, że względu na to, że chciałam przejść na wolny zawód i mieć czas na zlecenia.. Tak trzeba będzie brać faktury😞 to jest cios, właśnie dlatego, że jeszcze kilka dni temu, była mowa, że będziemy o wszystkim rozmawiać. Że we wszystkim się dogadamy. Ale widać, że dogadamy się jeśli będę posłuszna.

Tak jak myślałam. Postawienie granic wzbudza nienawiść. Kolejne ataki wściekłości wzbudza jakakolwiek rozmowa o naszym związku. Mąż momentalnie zaczyna mnie poniżać że chcę go zmanipulować, żeby został. Jemu się naprawdę wydaje, że ja wszelkie działania podejmuję, żeby go zmanipulować i zatrzymać.

s zona
Posty: 2782
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: Małżeństwo na skraju rozpadu

Post autor: s zona » 07 lut 2020, 11:09

Teodoro, jesli pozwolisz ..

Mnie zarwane noce i buszowanie po forum z jednej strony pomagaly .. ale z drugiej.. w pracy chodzilam polprzytomna drazliwa .. podatna na zdenerwowanie ..
Dobre sa proporcje,ale sama tez mam slabosc do siedzenia na Forum lub konferencjach :oops:

Natomiast moze warto rozwazyc te " babskie " Rekolekcje 21--23 lutego ?
viewtopic.php?f=77&t=2903

Widze, ze maz mial racje mowiac, ze potrafie byc namolna ;) ale wydaje mi sie ,ze to jest " taka transfuzja swiezej krwi do umordowanego do granic organizmu "..
U mnie kiedys tak to podzialalo :D

Westchne w modlitwie :)

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości