Jak przetrwać ?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

somnium
Posty: 37
Rejestracja: 12 lip 2019, 19:40
Płeć: Mężczyzna

Jak przetrwać ?

Post autor: somnium » 14 lip 2019, 23:22

Witam szacownych forumowiczów.
Szczęść Boże.

Przeglądam od jakiegoś czasu forum i w końcu zebrałem się na odwagę i napiszę pokrótce swoją historię. Prosząc o radę, wsparcie i modlitwę.

To ja ten_zły niestety, który jednak jako człowiek całkowicie rozpadł się psychicznie gdy dostał kopa w d… od Żony.

Oto moja historia po krótce.

Zacznę od tego że jestem DDA i Żona w zasadzie też.
Sielanki w domu rodzinnym nie było, oj nie było.
Postanowiłem kiedyś że nie będę taki mimo predyspozycji że stworzę inną lepszą rodzinę.
Nie miałem jednak skąd brać wzorców i nie nauczyłem się okazywać i pokazywać uczuć innych niż gniew, złość, wieczne niezadowolenie, pesymizm.

Idealnie pasuje do mnie typ osobowości ukazany w art. Katarzyny Woynarowskiej

https://www.niedziela.pl/artykul/114913 ... w-maja-zal

tyle że zamiast DDR jestem DDA
"Niechciany spadek
Zestaw cech, które „haratają osobowość”, dotyka najważniejszej sfery życia. DDRR-om najtrudniej poradzić sobie w relacjach z innymi ludźmi, z uczuciami – niczym słoniom w składzie porcelany. Pragną miłości, ale panicznie boją się odrzucenia, więc zachowują się wobec wybranka (-ki) irracjonalnie, zołzowato lub grubiańsko. Z przyjaźniami też im jakoś nie wychodzi. Nie potrafią utrzymać przyjacielskiej relacji na dłużej. Mają najwyżej jednego przyjaciela, często jeszcze ze szkoły. Decyzję o ślubie odkładają na „święte nigdy”, bojąc się zobowiązań. Nieustannie rozpamiętują swoje niepowodzenia i urojone niedoskonałości. Im bardziej im na kimś zależy, tym mocniej niszczą tę relację, pokazują się od najgorszej strony, jakby chcieli sprawdzić, jak bardzo tej drugiej stronie zależy. Często żyją życiem innych, bo własne zaangażowanie się może przecież przynieść – pamiętają nauczkę od rodziców – ból i rozczarowanie. A robiąc tak, są coraz bardziej wściekli, bo ich życie przypomina ciemną pustą jamę."

Wracając do tematu…
Niestety byłem fatalnym mężem jeżeli chodzi o okazywanie uczuć. I się doigrałem .
Żona nie była wiele lepsza. Ale staram się widzieć belkę we własnym oku niż drzazgę u Żony.

Z późniejszą żoną zaczęliśmy być razem 17 lat temu.
Spędziliśmy w zasadzie razem całe dorosłe życie.
Z tego 9 lat żyjąc w niesakramentalnym związku i 7 lat po ślubie.
Te 7 lat to jednak mocno naciągane jeżeli chodzi o słowo razem – zdecydowanie bardziej pasuje określenie obok siebie szczególnie ostatnie 2, 3 lata.

Przyznam, że nie byliśmy niestety jakoś szczególnie religijną rodziną.

Ale gdy życie zawaliło się dla mnie całkowicie zwróciłem się do Boga właśnie Jego i za pośrednictwem Jego błagając o wybaczenie .
Wierzę w siłę i moc małżeństwa. Jedno na całe życie. To zdecydowanie Coś więcej niż umowa. To przysięga.
Będąc jeszcze w niesakramentalnym związku wiem że przyszła Żona mnie kochała.
Tak naprawdę całym swoim serduszkiem. Ja też kochałem ale nie umiałem jakoś tego okazywać.
Byłem beznadziejnym facetem pod względem uczuciowym, szukałem masy innych rozrywek a Ona czekała zawsze i nie skarżyła się nawet. Za to z nawiązka zobaczyłem czym jest samotność gdy to żona w zasadzie przez 2-3 lata małżeństwa mijała się ze mną, a ja odczuwałem coraz większą pustkę rozgoryczenie, samotność i smutek.

Te 9 długich lat to był całkowicie wystarczający okres czasu aby mieć pewność że To jest To. A jednak nic nie dało.
Ślub braliśmy chyba już przyzwyczajenia, wiedząc że nie jest idealnie ale widocznie tak jest i jest to normalne. Sam ślub niewiele zmienił.

Wiele zmieniło pojawienie się dziecka który stal się całym moim światem.

W tym samym czasie miałem problemy z pracą a w zasadzie z niskimi zarobkami i moja frustracja rosła bardzo mocno i oczywiście odbijało się to na żonie, która była najbliżej do niepotrzebnego wyładowania frustracji poprzez zły nastrój, okazywane niezadowolenie.

Żona w tym czasie przeciwnie rosła w siłę i zdobywała pozycje zawodową. Gdyby nie dziecko któremu poświęcałem cały wolny czas przestawałem być jej w zasadzie potrzebny w sferze uczuciowej. Byłem tylko domowym robolem od wszystkiego a i tak nie usłyszałem ani jednego dobrego słowa.

Ponoć nie byłem dla niej wystarczającym wsparciem, które znalazła w kręgu swoich kilku znajomych do których ja nie miałem dostępu. Byłem obwiniany o wszystko co złe, nie usłyszałem przez co najmniej 2 lata ani jednego dobrego słowa ani jednego komplementu. Za to słyszałem jaki to jestem beznadziejny a znajomi są super i ekstra.

No i w zasadzie całkowity brak sexu przez ponad 2 ostatnie lata. Nie bo nie , nie ma ochoty na miłe rzeczy z kimś kto na co dzień jest niemiły. Tylko to błędne koło które starałem się tłumaczyć Żonie, że facet ma odwrotnie, że gdy w sferze intymnej jest dobrze to i innych jest dużo lepiej. Bo chce się chcieć. A tak to chcąc być wierny chodzi po ścianach że tak powiem, a frustracja tylko narasta.

No i stało się. W zeszłym roku Żona stwierdziła że to koniec i najprawdopodobniej się rozstaniemy. I to Ona zdecyduje i mi nic do tego. Usłyszałem, że nie mam się starać bo to sztuczne.

No i rozstaliśmy się, niestety bardzo burzliwie. Nie będę wdawał się w szczegóły ale gdy żona powiedziała że to koniec , to ujmując to łagodnie nie wytrzymałem - zeszmaciłem się przed samym sobą. I nie mogę sobie tego wybaczyć niemal już od roku.

Całkowicie rozleciałem się psychicznie. Wylądowałem u psychiatry z depresją i kuracją odpowiednimi lekami bo głowa nie wytrzymała. Kłębiły się najgorsze myśli. Leki w końcu odstawiłem bo one nie rozwiązują problemów a jedynie je przesuwają na „bardziej dogodny czas”. Nie jest jednak za dobrze. Ataki płaczu z byle powodu. „Jazdy” w głowie, poczucie beznadziei, przegranego życia.

• Nie wiem jak dalej żyć, jak stanąć na nogi

• Czy naprawdę odpuścić jak pisała Zerta pisanie listów (pisałem takie po 5-8 stron maszynopisu to moja specjalność w których wyznawałem miłość, zmianę całego nastawienia do życia, przewartościowanie wielu rzeczy, żebrałem, błagałem, kupowałem upominki – czy odpuszczenie tego typu rzeczy czy nie jest w zasadzie poddaniem się i służy tylko wyciszeniu własnych emocji i bólu który rozrywa i prowadzi niemal do obłędu ? Chciałem jej wysłać książkę Ile jest warta moja obrączka i kilka artykułów o rozwodach ich szkodliwości dla dzieci, itp. ale rzeczywiście nie wiem czy to bardziej pomaga czy zaszkodzi.

• Jak odnaleźć cel w życiu – myślę o pomaganiu ludziom, ale mam mało czasu bo niemal każdy dzień wypchałem różnymi zajęciami do granic możliwości aby nie myśleć i nie rozpaczać – taka moja pokuta

• No staję i przed rozwodem, i kompletnie nie wiem co robić, łatwo mówić że nie zgadzać się tylko nie wiem czy ja to psychicznie zniosę. Tak po ludzku – nie wiem i bardzo się tego boję . Żona proponuje „kulturalny” rozwód bez orzekania o winie, bez prania brudów ze znośnymi alimentami, niemal codziennymi widzeniami z dzieckiem i zachowaniem stopy koleżeńskiej

• W wypadku sprzeciwu zostanę rozjechany niczym walcem bo nie będę się chciał nawet bronić nie mam na sił ani nawet ochoty aby wytykać Żonie jej błędy, nie da mi to żadnej satysfakcji. Stoje przed dylematem - Liczenie na cud , bo tylko on może nasz związek uratować. Czy poddanie się ?

• Bardzo bym chciał się postawić i nie dać zgody bo dla mnie małżeństwo to zdecydowanie więcej niż umowa, to przysięga na całe życie. A na pewno nie tak łatwo – po pierwszym co prawda trwającym 2-3 lata kryzysie który toczył nasze małżeństwo niczym rak. Byłem beznadziejnym mężem tak samo jak żona była tak samo beznadziejną żoną, ale ją kocham i wierzę, że mogłoby być inaczej, zdecydowanie lepiej. Tyle że ja swoje błędy zauważyłem i potrafię wszystko przewartościować, a Żona niestety nie – za upadek małżeństwa wini wyłącznie mnie. Nie wiem czy starczy mi odwagi, nie wiem.

• Być może tak musi być i Bóg ma dla mnie inne zadanie do wykonania w życiu. Ale znowu tak po ludzku, nie wiem czy dam radę być, być może nieszczęśliwy do końca życia bez 2 osoby u boku, czy być nieszczęśliwym żyjąc w grzechu. Nie wiem. Mam nadzieję że Bóg mi pomoże w podejmowaniu właściwych wyborów.

• Modlę się więcej przez ten rok niż przez pozostałą część mojego życia razem wziętą. Ale wiem że Pan Bóg to nie skrzynka podawcza czy maszynka do spełniania życzeń.
• Proszę także o modlitwę i wsparcie.

Pavel
Posty: 2245
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak przetrwać ?

Post autor: Pavel » 16 lip 2019, 1:16

Witaj,
Zacznę niekonwencjonalnie - nie podoba mi się Twój nick i o ile to Twoje prawo, proponuję rozważyć zmianę. Słowa mają moc. Ale zrobisz z tym co zechcesz.

Proszę również o rozwagę przy podawaniu szczegółów mogących pozwolić na waszą identyfikację w realu - anonimowość w necie jest mniejsza niż się może wydawać.

Zapraszam Cię do naszych ognisk w realu:
Www.sychar.org/ogniska

Do Twego postu postaram się odnieść jutro, teraz z racji późnej pory tylko akceptuję, zwłaszcza że post wisiał sporo czasu co mam nadzieję nam wybaczysz.
Dam natomiast szansę forumowiczom na szybszą pomoc Tobie.

Na teraz dodam tylko, że będę pamiętał w modlitwie.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

somnium
Posty: 37
Rejestracja: 12 lip 2019, 19:40
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak przetrwać ?

Post autor: somnium » 16 lip 2019, 6:54

Moze i masz rację z tym nickiem. To takie moje samobiczowanie. Wiec zapytam . Czy jest to możliwe i jak tego ewentualnie dokonać. ? Czy konieczne będzie założenie nowego konta?

somnium
Posty: 37
Rejestracja: 12 lip 2019, 19:40
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak przetrwać ?

Post autor: somnium » 16 lip 2019, 7:02

I nie ma czego wybaczać. Gdyby takie rzeczy były powodem do wybaczenia bądź nie. Oj oj to by było z nami ludźmi już ja prawdę źle.

Co do anonimowości to wiadomo.
Choć z drugiej strony w moim przypadku gdyby Żona tu trafiła uznalbym to niemal za cud. Bo oznaczałoby że myśli, szuka , wątpi w słuszność podjętej decyzji choćby w ułamku procenta. I szuka na forum katolickim - to już w ogóle byłby dla mnie nie promyk a płomień nadziei.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 6265
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Jak przetrwać ?

Post autor: Nirwanna » 16 lip 2019, 7:03

Nie jest konieczne założenie nowego konta, odeślij deklarację, którą dopiero co odsyłałeś podczas rejestracji - z nowym nickiem. Sprawdź wcześniej, czy taki nick nie funkcjonuje już na forum. Jeden z administratorów zmieni wówczas nick.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

somnium
Posty: 37
Rejestracja: 12 lip 2019, 19:40
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak przetrwać ?

Post autor: somnium » 16 lip 2019, 13:24

Moze mój Nick nie będzie już tak straszył i uzyskam pomoc i wsparcie w sprawie nurtujących i zzerajacych mnie problemów i stresu. 😉.
Moze nie jestem az taki zły ale mam ogromne poczucie smutku bólu żalu, ze mając dopiero 40 na karku zmarnowalem swoje życie tak jak to zrobili moi rodzice.
Mam syna niemal na codzień o czym wielu ojców marzy który jest dla mnie całym światem ale i tak ta sytuacja nie jest w stanie wydobyć mbie z ogromnego depresyjnego i destrukcyjnego doła. Jak widzieć szklankę do połowy pełną.?

Pavel
Posty: 2245
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak przetrwać ?

Post autor: Pavel » 16 lip 2019, 15:46

somnium pisze:
16 lip 2019, 7:02
Co do anonimowości to wiadomo.
Choć z drugiej strony w moim przypadku gdyby Żona tu trafiła uznalbym to niemal za cud. Bo oznaczałoby że myśli, szuka , wątpi w słuszność podjętej decyzji choćby w ułamku procenta. I szuka na forum katolickim - to już w ogóle byłby dla mnie nie promyk a płomień nadziei.
Moja żona deklarując brak chęci czegokolwiek wspólnego ze mną, nie chcąc ani ze
Mną rozmawiać, naprawiać, próbować, o dotyku lub czymkolwiek zbieżnym z małżeńską relacją nie wspominając jakoś wchodziła na forum 😂
Podejrzała, że gdzieś siedzę i zrobiła śledztwo. Na bieżąco więc widziała, co piszę 😂
Inna główna bohaterka mojej historii, zgodnie z jej relacją „przypadkiem” trafiła na forum i zobaczyła jak widzę jej “przyjaźń” z moją żoną.
Także, warto zadbać o dyskrecję i ostrożność.

Aha, moją żoną nie kierowała chęć naprawy ani wątpliwości. Ciekawość zbyt ja zżerała 😂😂😂
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

somnium
Posty: 37
Rejestracja: 12 lip 2019, 19:40
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak przetrwać ?

Post autor: somnium » 16 lip 2019, 20:01

Chyba się naznaczyłem pierwotnym nickiem, albo długą treścią posta w którym postawiłem się w niezbyt korzystnym świetle.
Ale starałem sie być obiektywny w tym co pisałem i pisać bardzo osobiście ale jednak z dystansem.
Szukając niekoniecznie pocieszenia co wsparcia.

Często myślę i analizuję nasze małżeństwo.
Tak wiele razy mogłem zachować się lepiej, tak jak i Żona i myślę że wina leży niemal w połowie.

Mnie obarcza natomiast całkowicie to co zrobiłem w momencie rozstania.
Przyrzekłem sobie że nie powielę domowych schematów, a jednak przeszłość i dzieciństwo mnie i tak dopadły.
Jest to straszne uczucie. Złamać dane samemu sobie przyrzeczenie.
Nie pobiłem Żony ale użyłem przemocy i widziałem w jej oczach strach, prawdziwy strach.
I nie mogę sobie tego wybaczyć; Żona w zasadzie to uczyniła choć raczej na odczepne a nie z serca.

Wielokrotnie pisałem do do Żony i rozbierałem wszystko na czynniki pierwsze.
Ale nic to nie dawało. co najwyżej dodatkową irytację u Niej.
Tyle, że głowa nie jest zdolna aby odpuść pisaninę, to chyba już taka forma własnej terapii.
I zapewne Zerta i ma tu rację. Ale jak to sobie wytłumaczyć.

Te ostatnie 2 lata to była klasyczna ucieczka - w moim przypadku w marychę - i o zgrozo za przyzwoleniem a wręcz często zachętą Żony, bo wtedy nie byłem takim marudą i malkontentem. A problemy jak to problemy nie znikały tylko się kumulowały i uderzyły z ogromna siłą gdy się zawalił ostatecznie mój związek.

Paradoks tego rozstania był taki, że to ja wiele razy miałem dość - uciekałem z domu aby się wyciszyć, wypłakać, czasem z postanowieniem że to ja kończę ten związek. A jednak wracałem... i to ja ostatecznie zostałem tym przegonionym z małżeństwa i życia Żony i nie mogę się teraz kompletnie podnieść. Pocieszeniem może być to że szukam wsparcia tutaj, a nie w objęciach innych pań i zrelatywizowaniu instytucji małżeństwa. Mam nadzieję że tak zostanie ale tego nigdy nie można być pewnym - jesteśmy tylko i aż ludźmi. A w dzisiejszych czasach każdy znajomy mówi daj sobie spokój - znajdź sobie kogoś, to będzie najlepsze lekarstwo na ból i cierpienie. Ech......

Ponownie proszę o pomoc i znalezienie chwili czasu na odpowiedź, na wątpliwości i pytania zawarte szczególnie w pierwszym poście.

I o modlitwę - oczywiście z wzajemnością. Każdy jej potrzebuje i ten teoretycznie zły i ten skrzywdzony

SiSi
Posty: 424
Rejestracja: 06 sie 2018, 9:31
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Jak przetrwać ?

Post autor: SiSi » 16 lip 2019, 21:49

Witaj,
Wiesz,tutaj większość z nas boryka się podobnie jak Ty z problemami małżeńskimi więc nie jesteś sam.
Piszesz dość dużo o swoim udziale w kryzysie.
To dobrze. Znaczy, że widzisz coraz więcej.
To bardzo trudne widzieć i wiedzieć jak wiele można było zrobić inaczej, kiedy już tej wiedzy nie ma jak zastosować...
Ale warto iść tą drogą. Nawet jak wydaje Ci się, że masz przed sobą ścianę. Z czasem można i tą ścianę przeskoczyć.
Twoja żona na ten moment nie chce być z Tobą.
Z własnego doświadczenia powiem Ci, że błaganie i proszenie nic nie da, oprócz coraz większej irytacji i odpychania Ciebie przez żonę.
Jeśli pisanie listów przynosi Ci ulgę- pisz, ale
niekoniecznie listy te przekazuj żonie, może przyjdzie czas i na to.

Pozdrawiam serdecznie

Monti
Posty: 459
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak przetrwać ?

Post autor: Monti » 16 lip 2019, 22:02

Witaj,

Pewnie najlepszą odpowiedzią na pytanie: jak przetrwać?, jest czas. I to raczej dłuższy niż krótszy. Raczej liczony w latach, niż miesiącach. Czas leczy rany, ale też sporo spraw się zaczyna układać.

Ja jestem dobrych kilka miesięcy po rozstaniu i nie doszedłem jeszcze do siebie, ale niektóre rzeczy zaczęły się prostować. Odpuściłem walkę o żonę, zająłem się sobą i synem. Chcę żyć tu i teraz, nie wracać ani do przeszłości, ani nie zadreczać się przyszłością (to jeszcze mi nie wychodzi za bardzo).

Mam wrażenie, że za bardzo zadręczasz się swoimi błędami. Nikt nie jest od nich wolny, ale to przeszłość, na którą nie masz wplywu.

Budowanie relacji z Bogiem i szukanie Jego woli na tym etapie Twojego życia też oczywiście jest jak najbardziej pożądane, bo tylko w Nim znajdziesz prawdziwy pokój.

somnium
Posty: 37
Rejestracja: 12 lip 2019, 19:40
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak przetrwać ?

Post autor: somnium » 17 lip 2019, 20:55

Pewnie tak jest. Na szczęście staram się jak mogę o siebie walczyć. O tym żeby w życiu spotkało mnie coś pozytywnego. Bo mam nadzieję że jeszcze "parę lat" przede mną. I można je dobrze spożytkować niekoniecznie ślepo goniąc za pieniądzem i żoną a być może czymś innym co odkryję w sobie i do czego powoła mnie Bóg (pomoc innym potrzebującym ludziom ??? ) . Zobaczymy czas pokaże ale trzeba mieć oczy szeroko otwarte.

A gdy przyjdzie czas sali sądowej będę silniejszy, bo zdaję sobie sprawę że jeszcze wiele trudnych momentów przede mną. I musze mieć tą siłę wewnętrzną aby podjąć dobrą i świadomą decyzję bez oglądania się na zdanie innych.
I podjąć decyzję zgodną z własnym sumieniem a nie oczekiwaniami otoczenia i żony. Obym był w stanie to zrobić z Bożą pomocą. Czas pokaże wszystko przede mną.
Bo póki co jest na pewno lepiej niż na samym początku ale to jest bardzo kruche i złudne. Dzisiaj w radiu usłyszałem "NASZĄ" piosenkę i oczywiście popłakałem się jak dziecko.

jacek-sychar
Posty: 6211
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak przetrwać ?

Post autor: jacek-sychar » 18 lip 2019, 9:29

somnium pisze:
17 lip 2019, 20:55
A gdy przyjdzie czas sali sądowej będę silniejszy, bo zdaję sobie sprawę że jeszcze wiele trudnych momentów przede mną. I musze mieć tą siłę wewnętrzną aby podjąć dobrą i świadomą decyzję bez oglądania się na zdanie innych.
Ja jestem sam w separacji od 9 lat. Wydawało mi się, że jestem silny i stabilny.
Na początku roku dostałem pozew rozwodowy. I mnie rozwaliło. :roll:
Owszem, jest pewnie lepiej, niż gdyby było to na początku kryzysu, ale i tak trup został wykopany. :?
I śmierdzi. :oops:

somnium
Posty: 37
Rejestracja: 12 lip 2019, 19:40
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak przetrwać ?

Post autor: somnium » 26 lip 2019, 22:40

Mam kilka pytań w dosyć różnych kwestiach jednak związanych bezpośrednio ze mną:

* jak "walczyć" (czytałem uważnie wątek o "walce" i jednak użyję tego słowa) ew. /mierzyć się z pokusami jeżeli chodzi o stosunki damsko-męskię będąc samym. Jak wybrać TĄ drogę i ZAUFAĆ, a nie wybrać łatwego i wygodnego życia. Bardzo ciężka sprawa być niezrozumiałym i uchodzić za dziwaka nawet wśród najbliższych .

* co z farmakologią antydepresantami ? - zapewne są tu osoby po stanach depresyjnych , czy wręcz w depresji. Jakie jest Wasze zdanie, czy leki nie odsuwają tylko problemów? Bo fakt jest taki że jest jednak łatwiej w tym ciągłym poczuciu przygniatającej beznadziei, bo czasem bywa baaardzo ciężko, a dobrze to prawie w ogóle nie jest. Czy one nie uzależniają ? Zresztą perspektywa kilku lat stosowania jest mało zachęcająca.

* jak z listą Zerty, gdy to żona jeżeli nie odzywam się jakiś czas sama inicjuje tematy szczególnie dotyczące dziecka. Ona by chciała jak najbardziej zachować stosunki koleżeńskie. Ja wolałbym jednak małżeńskie. A wiem , że czekają mnie jeszcze wielkie schody psychiczne przy rozprawie i ewentualnym kowalskim (chyba jestem jedynym naiwnym który wierzy żonie że go jeszcze nie ma a ten co się przewija to tylko kolega. ) Żona mówi że chce być jeszcze szczęśliwa ale wie że nie ze mną tylko z kimś innym. Ma inne marzenia i cele - kompletnie niezrozumiałe dla mnie.

Monti
Posty: 459
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak przetrwać ?

Post autor: Monti » 27 lip 2019, 9:25

Jeśli chodzi o pokusy w sprawach damsko-męskich, to zauważam, że Bóg nie daje nam pokus ponad nasze siły. Jak nie będziesz szukał okazji, to nie upadniesz (a w każdym razie nie na samo dno, bo jakieś upadki w tej sferze są nieuniknione chyba). Mnie pomaga intensywne życie sakramentalne.
A że ktoś uzna Cię za dziwaka- trudno, takie czasy, że wierność uchodzi za dziwactwo.
Ja odpowiadam tym, którzy mi radzą "poukładane sobie życia", że nie mam gwarancji, że nie trafię gorzej.
Co do relacji z żoną, to myślę, że skoro nie ma teraz możliwości, by miały one charakter małżeński, to musisz się z tym pogodzić. Myślę, że warto podtrzymać choćby te relacje kolezeńskie (choć to może być frustrujące) i na tej bazie może uda się kiedyś zbudować od nowa coś więcej.

Ukasz
Posty: 1343
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Jak przetrwać ?

Post autor: Ukasz » 29 lip 2019, 12:42

somnium pisze:
26 lip 2019, 22:40
* jak "walczyć" (czytałem uważnie wątek o "walce" i jednak użyję tego słowa) ew. /mierzyć się z pokusami jeżeli chodzi o stosunki damsko-męskię będąc samym. Jak wybrać TĄ drogę i ZAUFAĆ, a nie wybrać łatwego i wygodnego życia. Bardzo ciężka sprawa być niezrozumiałym i uchodzić za dziwaka nawet wśród najbliższych .
viewtopic.php?f=10&t=541&p=99371&hilit= ... %84#p99371
Mogę o tym opowiedzieć więcej - jeśli chcesz, napisz na priv.
somnium pisze:
26 lip 2019, 22:40
* co z farmakologią antydepresantami ? - zapewne są tu osoby po stanach depresyjnych , czy wręcz w depresji. Jakie jest Wasze zdanie, czy leki nie odsuwają tylko problemów? Bo fakt jest taki że jest jednak łatwiej w tym ciągłym poczuciu przygniatającej beznadziei, bo czasem bywa baaardzo ciężko, a dobrze to prawie w ogóle nie jest. Czy one nie uzależniają ? Zresztą perspektywa kilku lat stosowania jest mało zachęcająca.
Brałem przez pół roku od wyprowadzki jesienią 2017 r. Nie zauważyłem żadnego wpływu na mnie - co nie znaczy, że go nie było. Może pomogły np. w porzuceniu wspomnianego wyżej uzależnienia.
somnium pisze:
26 lip 2019, 22:40
* jak z listą Zerty, gdy to żona jeżeli nie odzywam się jakiś czas sama inicjuje tematy szczególnie dotyczące dziecka. Ona by chciała jak najbardziej zachować stosunki koleżeńskie. Ja wolałbym jednak małżeńskie. A wiem , że czekają mnie jeszcze wielkie schody psychiczne przy rozprawie i ewentualnym kowalskim (chyba jestem jedynym naiwnym który wierzy żonie że go jeszcze nie ma a ten co się przewija to tylko kolega. ) Żona mówi że chce być jeszcze szczęśliwa ale wie że nie ze mną tylko z kimś innym. Ma inne marzenia i cele - kompletnie niezrozumiałe dla mnie.
Pewnie jestem ostatnią osobą na forum, która może się dzielić doświadczeniem twardej miłości - ale ja mając ofertę utrzymania nawet czegoś więcej niż relacji koleżeńskiej wolałem złożyć wniosek o separację i się wyprowadzić. Teraz stoję przed podobną decyzją. Nie zerwałem kontaktów z żoną dlatego, że jednak coś się zmienia na lepsze i chciałem dać jej czas. Po wakacjach przyjdzie jednak rozstrzygnięcie.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Elisabeth i 17 gości