Czemu samotność z miłości boli???

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

twardy
Posty: 1641
Rejestracja: 11 gru 2016, 17:36
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Czemu samotność z miłości boli???

Post autor: twardy » 31 sie 2019, 22:05

kwiatek2532 pisze:
31 sie 2019, 19:24
Nie wiem czemu o tym piszę ale chyba mam taką widać potrzebę.
-PRZEPRASZAM-
Nie masz za co przepraszać.
Wiele osób z obecnych tu na forum kiedyś myślało o samobójstwie. Mnie również kiedyś przeszła taka myśl przez głowę. Na szczęście szybko uświadomiłem sobie, że nie tak postępuje osoba wierząca. Nie tego oczekuje ode mnie Bóg.
A patrząc po ludzku? Co takim krokiem można uzyskać? Koniec życia i tyle. Czy nie szkoda tych wszystkich fajnych chwil w życiu, jakie są jeszcze przed nami?
Tak, one nadejdą pomimo tego, co teraz myślisz.
kwiatek2532 pisze:
31 sie 2019, 19:24
Śmierć jako rozwiązanie problemu?
Przeczytaj tę książkę. To tylko 5 złotych. Chyba stać Cię na tę trochę czasu, aby ją przeczytać?
https://www.wdrodze.pl/opis,1074,Samobo ... alej_.html
kwiatek2532 pisze:
31 sie 2019, 19:24
Mam już dość "walki" i czekania na rozprawę i kolejną walkę tym razem już w sądzie, podczas której powinienem posłusznie zgodzić się na stawiane warunki bo inaczej to jeszcze bardziej pożałuje niż dotychczas tracąc więcej bo teraz straciłem prawie i dosłownie wszystko łącznie ze zdrowiem.
A kto każe Ci walczyć? Nie walcz.
Co mam na myśli?
Przeczytaj to świadectwo: https://sychar.org/odloz-miecz-piotrze/
kwiatek2532 pisze:
31 sie 2019, 19:24
Myślę coraz częściej o śmierci bo wówczas przynajmniej słowa przysięgi "....aż do śmierci" będą miały pełne znaczenie na nie rozerwalność małżeństwa i jego zachowanie trwania.
Ty naprawdę mówisz to poważnie?
Czy nie zauważasz, że Twoje myśli nie są już Twoimi myślami, Twoimi poglądami? To zły wmawia Ci takie poglądy, a Ty w to zaczynasz już wierzyć. Bez Boga trudno będzie Ci z nim wygrać.
Może warto poprosić Go o pomoc?

JolantaElżbieta
Posty: 452
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Czemu samotność z miłości boli???

Post autor: JolantaElżbieta » 31 sie 2019, 22:17

Oooo, takie myśli pochodzą od złego. Ale by się cieszył, że udało mu się zgubić jeszcze jednego człowieka. O to mu chodzi. Zrób mu na złość i zwróć się do Boga w swoim strapieniu, a On cię uratuje :-)

Animal
Posty: 26
Rejestracja: 17 maja 2018, 9:11
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Czemu samotność z miłości boli???

Post autor: Animal » 31 sie 2019, 22:39

Witaj
Czytając twoją historię przypomina mi się moje cierpienie, ból, odrzucenie i to wszystko co czujesz? U mnie ten kryzys trwa już ponad dwa lata. Też, miałem podobne myśli i pokusy. Doszedłem jednak do wniosku, że w takim stanie emocjonalnym to ja się nawet do nieba nie nadaję. Codziennie podejmuję walkę z problemami dnia codziennego, nauczyłem się żyć jednym dniem, codziennie staram się dziękować Bogu za ten przeżyty dzień. Kwiatek2532 nie jesteś sam , nie poddawaj się, jutro będzie nowy dzień. Ból z czasem staje się coraz słabszy. Upadam bardzo często, ale 3 stacja i 7 stacja i 9 stacja drogi krzyżowej mówią że pomimo takich upadków można wstać aby iść dalej. Na początku mojego kryzysu znalazłem osoby które mi pomogły i Ty się rozejrzyj a napewno je dostrzeżesz. Dziś wiem jak ważne było dla mnie to, że mogłem się wypłakać, wyżalić itp. ..... Moja historia jest wciąż rozwojowa, żyję samotnie dla żony i dzieci . Tak , chcę żyć i uczyć się miłości ofiarnej. Jak chcesz pogadać to pisz na prv.

somnium
Posty: 64
Rejestracja: 12 lip 2019, 19:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Czemu samotność z miłości boli???

Post autor: somnium » 01 wrz 2019, 13:37

Kwiatku.
Nie daj się.
Przerabialem dokładnie to samo. Dzisiaj mija rok od kiedy zawalilo się moje życie. Wtedy żona dokładnie tak samo za całokształt ogłosiła że nie chce że mną być, choć tak na prawdę nie byliśmy że sobą a obok siebie jakieś 2 lata.
Gdy żona mówiła po raz kolejny że to koniec ja się dodatkowo zeszmacilem i użyłem przemocy. Widziałem strach w oczach żony i zabiłem w niej poczucie bezpieczeństwa, A to jedna z najgorszych rzeczy jakie można zrobić kobiecie.

I stałem się tym złym (nawet czasem odnosze wrazenie ze na forum gdzie jednak większość to ci poszkodowani) choć na rozpad małżeństwa razem bardzo mocno pracowalismy I mógłbym wymienić dziesiątki przewin żony. Tylko po co. Lepiej mi się od tego nie zrobi.
. Ale patrzę na siebie bo co mi da wytykanie błędów żony których było bardzo bardzo dużo ale trzeba patrzeć na siebie bo tylko siebie możemy zmienić.

Życie leglo w gruzach .
Też nie chcialo mi się żyć. Nachodzily mysli że może pod pociąg A może lepiej autem w drzewo żeby dziecko nie miało świadomości że tata skończył że sobą. Ale to podszepty szatana - Musisz się im oprzeć. Bóg dał nam życie więc nie możemy go sobie odbierać.

Ba po roku nachodzą mnie czasem głupie myśli ale nie są one takie destrukcyjne i natrętne.

Moim lekarstwem było bieganie. Nie lubiłem wcześniej biegać ale człowiek zmęczony nie ma sił myśleć A i pospać się wówczas da. Gorąco polecam. Ja bieglem odmawialem rozaniec i plakalem, ba ryczałtem podczas biegu. I tak dzień po dniu tydzień po tygodniu. Aż stopniowo zacząłem się mentalnie podnosić.
Szału nie ma ale żyje , szukam nadal sensu tego zycia i pojawiają już się jakieś pomysły. Mam kochające dziecko , kocham zone ale staram się nie być toksyczny i nie zadreczam ja listami blagalnymi . I wierzę że może jeszcze kiedyś. ... może ona potrzebuje czasu aby to przerobić aby zauważyć że jednak jestem coś wart. A jeżeli na zawsze zamknęła dla mnie swoje serce - trudno. I tak będę wierzył że nie wszystko stracone. I odpedzal pokusy tego świata i pojscia na łatwiznę żyjąc w grzechu z kowalska.

Trzymaj się chłopie.
Choć wydaje się to niemożliwe- będzie dobrze.

Polecę Ciebie w dzisiejszej modlitwie.

Zdradzona
Posty: 45
Rejestracja: 13 sie 2019, 11:54
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Czemu samotność z miłości boli???

Post autor: Zdradzona » 01 wrz 2019, 15:32

kwiatek2532 nie myśl o śmierci uwierz mi nie warto. Mąż odszedl po 35 latach ślubu, a jestesmy razem od 5 klasy podstawowej.W maju rano wyszedł do pracy i do dziś nie wrócił. W czerwcu targnelam się na swoje życie bo też mówiłam że bez niego nie chce już żyć bo kocham go nadal całym sercem. Udało się mnie uratować i poszłam po rozum do głowy że nie jest wart mojej śmierci. Jestem pod stałą kontrolą psychiatry. Jak trafiłam tu na forum i opisalam swoją dragedie dostałam mnóstwo wsparcia i uwierz mi czuje się lepiej. Wieże że jest Ci bardzo ciężko bo kochasz swoją żonę i nie wyobrażasz sobie życia bez niej, nie jesz nie śpisz też tak miałam schudlam 28 kg. z nerwów i rozpaczy. Dzięki sychar jest trochę mi lepiej. Pisz codziennie do nas zawsze ktoś się odezwie do Ciebie i cie wesprze. Zabraniam Ci myśleć o śmierci musisz żyć dla córeczki ona cię potrzebuje, módl się do Boga o żonę i rozmawiaj z nim mi to bardzo pomaga i realizuj się w swojej pasji. Pozdrawiam i głowa do góry będzie lepiej.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 6779
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czemu samotność z miłości boli???

Post autor: Nirwanna » 10 wrz 2019, 6:24

Kwiatek, jesteś z nami? Odezwij się :-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

kwiatek2532
Posty: 41
Rejestracja: 26 maja 2019, 6:06
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Czemu samotność z miłości boli???

Post autor: kwiatek2532 » 12 wrz 2019, 16:48

autor: Nirwanna » 10 wrz 2019, 6:24
Kwiatek, jesteś z nami? Odezwij się :-)
Jestem jeszcze albo nadal. Każdy dzień to dla mnie mimo bólu z miłości do ukochanej która chce rozwodu to również walka aby ŻYĆ i nie odwalić głupoty. Trudne to gdy wewnętrznie targają mną takie (emocje) - nazwijmy to tak ten stan.
W maleńkiej obrączce uczuć świat cały
Miłość obowiązek, wzniosłe ideały
Maleńka obrączka, a znaczy tak wiele...
Na całe życie włożona w kościele.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 6779
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czemu samotność z miłości boli???

Post autor: Nirwanna » 12 wrz 2019, 20:06

Kwiatek - dobrze, że jesteś.
Wiem, że na ten moment to dla Ciebie abstrakcja, ale dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą.
Nawet gdy nie masz co do tego ni grama przekonania, powiedz to sobie przynajmniej raz dziennie.
No :-)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

renta11
Posty: 473
Rejestracja: 05 lut 2017, 19:20
Płeć: Kobieta

Re: Czemu samotność z miłości boli???

Post autor: renta11 » 13 wrz 2019, 8:39

Kwiatku

Też miałam głupie myśli, pewnie większość z nas tutaj tak miała. W końcu to wydarzenie tak traumatyczne, jak śmierć, a biorąc pod uwagę okoliczności dodatkowe (zdrada, kłamstwa itd.) to pewnie nawet trudniejsze. Nie jesteś więc sam. Jedyne, co mogę Ci przekazać to "trwaj". Przytulam Cię mocno, pomodlę się o siłę dla Ciebie.

kwiatek2532
Posty: 41
Rejestracja: 26 maja 2019, 6:06
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Czemu samotność z miłości boli???

Post autor: kwiatek2532 » 16 wrz 2019, 18:25

Chcąc nie chcąc, nie mając sił dziękuję za dotychczasową pomoc i wsparcie, bo rozwiązaniem wszystkiego jednak jest śmierć poprzez wystarczającą chwilę odwagi na ten krok. Niech się dzieje co ma dziać się.
W maleńkiej obrączce uczuć świat cały
Miłość obowiązek, wzniosłe ideały
Maleńka obrączka, a znaczy tak wiele...
Na całe życie włożona w kościele.

Pavel
Posty: 2345
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Czemu samotność z miłości boli???

Post autor: Pavel » 16 wrz 2019, 22:51

Smierć przez samobójstwo nie jest rozwiązaniem niczego.

Rozumiem przez co przechodzisz, niemal każdy z nas czuł podobne albo takie same uczucia.
Nam również świat nagle się zaczął walić i wszystko zaczęło tracić sens.
Taki etap, niewątpliwie trudny.
Ratunkiem jest Bóg. Porozmawiaj z nim.

Masz córkę a w związku z tym odpowiedzialność. Jestem ciekaw co wg ciebie twoja smierć dla niej rozwiązuje.
Bo wg mnie funduje traumę na całe życie.
Wiem o czym piszę, mój wujek wybrał takie rozwiazanie gdy mu się z kowalską przestało układać. Osierocił 4 dzieci, zaraz później opuszczona żona, siostra mojej mamy nie wytrzymała i dopadła ją choroba psychiczna.
Kilka lat później zmarła i dzieci wyładowały w domu dziecka (bo wspaniałomyślne sądy uznały, że lepiej im będzie w domu dziecka niż u rodziny - nie akceptowały podziału 2 dzieci tu i 2 u innej rodziny).
Jesteś odpowiedzialny za życie które powołałeś, ucieczka nie jest rozwiązaniem.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

kwiatek2532
Posty: 41
Rejestracja: 26 maja 2019, 6:06
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Czemu samotność z miłości boli???

Post autor: kwiatek2532 » 19 paź 2019, 11:42

Po lekkim ogarnięciu po rozprawie rozwodowej którą przegrałem i .....
Postanowiłem podzielić się tym co poniżej napiszę.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nikt zupełnie nikt nawet Renatka - ta jedyna wybranka serca z którą wziąłem ślub i która mnie porzuciła rozwodząc się ze względu na to że niby jestem tym niedobrym, psychicznym itd.. - nie potrafi zrozumieć i uwierzyć że istnieje taka prawdziwa miłość co wybacza, wierzy bezgranicznie w zmianę na dobre i kocha nad życie i do końca. Raz pokochałem, zaufałem że nigdy mnie nie zostawi cokolwiek by się działo. A jednak się stało.

Z każdym dniem coraz bardziej przybijająca nie do zniesienia jest ta tęsknota, samotność ze świadomością że jest się sam samemu sobie, bez nikogo, niczego; kochając gdy już tego nie wolno okazywać tej ślubnej i być z nią bo rozwiodła się i chce tylko być wolna i mieć spokój. A ja jestem tylko do płacenia bo tak trzeba i tak każą bo jak nie to……..

Człowiek próbuje się pozbierać, stanąć na nogi ale nie umiem, nie potrafię. Wszystko dosłownie wszystko przez odrzucenie, brak nadziei na bycie z tą jedyną wybranką serca przez symbol obrączki założonej przed Bogiem przez ukochaną to traci sens, nic dosłownie nic już nie daje radości, głupie myśli się nasuwają, na niczym dobrze skupić się nie mogę bo łzy z oczu płyną a zapomnieć o niej nie umiem.
Najlepiej to znikać, przestać istnieć, umrzeć - choć i tego nawet nie potrafię gdy ta ukochana podczas kłutnii o tym ciągle mówiła.
Cały czas kocham i kocham i kocham mimo że nie mogę być właśnie dalej z ……… nie potrafię ot tak przestać czuć i kochać, nie umiem też żyć i radzić sobie bez tej ukochanej której ślubowałem aż do końca życia.

NIKT, NIKT, NIKT NIKT tego nie rozumie uczucia prawdziwej, wiernej miłości dającej szansę jakim darzę Renatkę. Każdego rada: “ jak nie ta to inna, jak nie inna to kolejna; daj sobie spokój”. NIE, NIE, NIE, NIE jest ta jedyna dana przez Boga i przed Bogiem zaślubiona na zawsze. Tak jak wiara jest nie zmienna tak i miłość moja jest trwała. No i serce nie zazna spokoju bo zagościła w nim na zawsze.
Popełniłem, zrobiłem źle to koniec nie mogę kochać i oczekiwać miłości od ukochanej jak zużyty sprzęt. Karą jest odrzucenie, zniszczenie…….

Czy to takie trudne zrozumieć uczucie miłości?
Jeśli tak to nic tu po mnie i w takim razie nie chcę już nic, niczego do nikogo i po prostu na zawsze znikam do lepszego świata gdzie nic się nie czuje i nie potrzebuje.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

PS
Nie obawiajcie się zniknięcie można szeroko rozumieć.
W maleńkiej obrączce uczuć świat cały
Miłość obowiązek, wzniosłe ideały
Maleńka obrączka, a znaczy tak wiele...
Na całe życie włożona w kościele.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 6779
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czemu samotność z miłości boli???

Post autor: Nirwanna » 19 paź 2019, 13:23

Kwiatek, przeżywasz żałobę po stracie - to normalne. Daj sobie czas na przeżycie tego wszystkiego, co trudne i boli.
Pierwsze i podstawowe - przeżywaj to z Bogiem i we wspólnocie.
Akurat Bóg rozumie Cię po całości. A ludzie w tej konkretnej wspólnocie - co najmniej w kilkunastu procentach.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

kwiatek2532
Posty: 41
Rejestracja: 26 maja 2019, 6:06
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Czemu samotność z miłości boli???

Post autor: kwiatek2532 » 19 paź 2019, 13:44

Żałobę?????
Jaki Bóg - on chyba nie istnieje bo nie pozwolił by na to skoro kocham daną przez niego osobę.
Z Bogiem to przeżywać???? Co to da??? Nic.
W maleńkiej obrączce uczuć świat cały
Miłość obowiązek, wzniosłe ideały
Maleńka obrączka, a znaczy tak wiele...
Na całe życie włożona w kościele.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 6779
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Czemu samotność z miłości boli???

Post autor: Nirwanna » 19 paź 2019, 13:48

A jednak istnieje. I warto z Nim przeżywać, bo pokaże perspektywę, której teraz w bólu nie widzisz. Natomiast na tym etapie najczęściej działa przez ludzi. Po to dał wspólnotę - aby w niej przeżyć ból, i we właściwym momencie zobaczyć na końcu tej ciemnej doliny nową perspektywę, światełko w tunelu.

Pamiętaj! gdy idziesz przez ciemną dolinę - nie zatrzymuj się. (parafraza cytatu Winstona Churchilla)
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości