"rozdarty mąż"

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Nina
Posty: 46
Rejestracja: 20 maja 2018, 19:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Nina » 17 cze 2019, 9:25

Niestety z wiarą jest bardzo źle. Ostatnia spowiedź 15 lat temu na potrzeby ślubu. Przez lata próbowałam męża zachęcać do praktykowania wiary, ale odbierał to jako zmuszanie. Jest niestety bardzo negatywnie nastawiony do kościoła jako instytucji. Po filmie sekielskich nie chciał nawet wejść do kościoła na rocznicę komunii córki.

Nina
Posty: 46
Rejestracja: 20 maja 2018, 19:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Nina » 17 cze 2019, 9:41

Z moją wiarą też nie jest najlepiej. Przyjmuję sakramenty, modlę się, ale trudno mi o osobową relacje z Bogiem. Nie potrafiłam też postawić Go na pierwszym miejscu. Próbuję teraz ustawić właściwą hierarchię, ale też jest mi bardzo ciężko, bo brak mi pokory i ciągle się buntuje i pytam czy nie było mniej drastycznego sposobu, żeby nakierowac mnie na właściwą drogę.

Pavel
Posty: 2333
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Pavel » 17 cze 2019, 14:09

Nina pisze:
17 cze 2019, 9:41
Z moją wiarą też nie jest najlepiej. Przyjmuję sakramenty, modlę się, ale trudno mi o osobową relacje z Bogiem. Nie potrafiłam też postawić Go na pierwszym miejscu. Próbuję teraz ustawić właściwą hierarchię, ale też jest mi bardzo ciężko, bo brak mi pokory i ciągle się buntuje i pytam czy nie było mniej drastycznego sposobu, żeby nakierowac mnie na właściwą drogę.
Patrząc zwlasnego doświadczenia, obserwując- wg mnie mniej drastyczne wydarzenia nie wybudziłyby mnie ze "snu". Nadal bym żył pseudożyciem, będąc ślepym na to co się w nim dzieje.
Całe bagno ktore wyszło w kryzysie i wciąż wychodzi po nim, to po prostu brutalna prawda o nas: o żonie, o mnie, jakości naszej relacji.

Zgadzam się z Marylką, że inni traktują nas tak jak im na to pozwalamy. Nawet wroga można szanować.
Czytając co piszesz (,to niestety również moje własne doświadczenie), wyraźnie rzuca mi się w oczy brak miłości i szacunku do siebie.
Nie da się kochać innych, nie kochając samego siebie. Wtedy to raczej uzależnienie, strach przed rozpadem rodziny, samotnością itd.
Pamiętam swój strach przed odejściem żony, przed rozpadem rodziny,przed utratą dzieci. Byl wręcz fizycznie paraliżujący. Działania i decyzje podejmowane pod wpływem tego strachu nie przyniosły nic dobrego.
Pytanie tylko, czy chce się żyć w takiej atrapie małżeństwa, licząc na litość drugiej strony i jej łaskawe danie nam szansy. Ja o to prosiłem, dziś z pewnością bym już tego nie powtórzył.
Bez gruntownych zmian ze strony Twego męża (na to nie masz bezpośredniego wplywu), oraz Twojej pracy nad sobą (na to wpływ już masz) i tak wg mnie nikłe szanse na szczęśliwe małżeństwo.
Własne doświadczenie pokazuje, że już praca jednej osoby może diametralnie zmienić sytaucję, z pewnością natomiast podnosi jakość naszego życia.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Nina
Posty: 46
Rejestracja: 20 maja 2018, 19:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Nina » 20 cze 2019, 21:36

Pavel nie wiem czy dobrze Cię zrozumiałam. Chcesz powiedzieć, że nawet jeśli obydwoje będziemy pracować nad sobą to i tak są nikłe szanse na szczęśliwe małżeństwo? Co Twoim zdaniem powinnam zrobić? Powinnam pozwolić mężowi odejść? Czy to, że teraz jest z nami głównie z poczucia obowiązku (ale twierdzi, że mnie kocha i kowalska niestety też) jest takie złe? Jego gruntowna zmiana powinna zapewne opierać się na nawrócenia, ale przecież wiara jest łaską, której póki co nie otrzymał, a o którą ciągle się modlę.

Wiedźmin
Posty: 1316
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Wiedźmin » 20 cze 2019, 22:12

Nina pisze:
20 cze 2019, 21:36
[...] Chcesz powiedzieć, że nawet jeśli obydwoje będziemy pracować nad sobą to i tak są nikłe szanse na szczęśliwe małżeństwo? [...]
Wiesz - z tą pracą... to chyba chodzi Ninio o to, abyś Ty była szczęśliwa, niezależnie w czy w małżeństwie czy poza :)
A to zależy już głównie od Ciebie :)
Szczęście "nie leży" na zewnątrz - postaraj odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skup (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

Nina
Posty: 46
Rejestracja: 20 maja 2018, 19:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Nina » 20 cze 2019, 22:52

Tak zależy ode mnie, ale nie potrafię sobie tego na ten moment wyobrazić. Nie umiem ruszyć z miejsca, nie wiem jak mam to zrobić. Strach i tęsknota mnie paraliżuje. Czytam forum, teorie znam, ale jest mi tak strasznie ciężko....

Nina
Posty: 46
Rejestracja: 20 maja 2018, 19:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Nina » 27 cze 2019, 8:00

Po ostatniej fazie smutku męża było kilka dni "normalności" znowu karmilam się nadzieją, że pomału, małymi kroczkami będziemy pracować nad naszą relacją. Tymczasem mąż jakby wszedł w inną fazę. Rozpiera go złość. Nie potrafi nad nią zapanować. Najmniejszy problem powoduje wybuch wściekłości. Jestem zmęczona tym rollercosterem. Jednego dnia mnie nosi na rękach kolejnego wścieka się na wszystko, czepia się mnie i mówi, że wszystko w życiu mu się wali. Nie rozumiem tych jego emocji, nie wiem co się za nimi kryje. Nie wiem jak się przed nimi uchronić.

JolantaElżbieta
Posty: 434
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: JolantaElżbieta » 27 cze 2019, 21:31

Nina pisze:
27 cze 2019, 8:00
Po ostatniej fazie smutku męża było kilka dni "normalności" znowu karmilam się nadzieją, że pomału, małymi kroczkami będziemy pracować nad naszą relacją. Tymczasem mąż jakby wszedł w inną fazę. Rozpiera go złość. Nie potrafi nad nią zapanować. Najmniejszy problem powoduje wybuch wściekłości. Jestem zmęczona tym rollercosterem. Jednego dnia mnie nosi na rękach kolejnego wścieka się na wszystko, czepia się mnie i mówi, że wszystko w życiu mu się wali. Nie rozumiem tych jego emocji, nie wiem co się za nimi kryje. Nie wiem jak się przed nimi uchronić.
On jest bardzo sfrustrowany i sam przeżywa rollercoster. To jest jakiś rodzaj wołania o pomoc, ale on sam musi sobie pomóc, ty nic nie jesteś w stanie zrobić. Jedyne co możesz to zadbać mądrze o własne emocje i równowagę psychiczną. Nad tym pracuj, szukaj info jak dawać sobie radę w takich sytuacjach. Oddaj sytuację Panu Bogu i ufaj Mu - On naprawdę ma rozwiązania, tylko my ich nie widzimy na razie, a czasami nie rozumiemy:-)

Nina
Posty: 46
Rejestracja: 20 maja 2018, 19:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Nina » 26 lip 2019, 18:38

Witajcie, muszę się Wam wyzalic, bo czuję, że opadam z sił w drodze o ratowanie małżeństwa i zaczynam myśleć o separacji. Mąż jest ciagle ze mną. Przez ostatni miesiąc emocje się jakby wyciszyly i staraliśmy się żyć w miarę normalnie. Miałam nadzieję, że mąż powoli zapomina o kowalskiej. Zludna to była nadzieja, dowiedziałam się, że ciągle o niej mysli, kocha i zastanawia się jakby to było żyć z nią na codzień. Minęło ponad pół roku odkąd się z nią rozstał. Jak długo to jeszcze może potrwać i czy wogole to minie? Nadchodzą mnie głupie myśli, że to miłość jego życia a ja stoję na drodze do ich szczęścia. Ze może powinnam odpuścić? Bo jego uczucie do kowalskiej jest silniejsze niż chęć budowania małżeństwa, a ja niepotrzebnie narażam się na kolejne zranienia. Proszę Was o modlitwę.

somnium
Posty: 49
Rejestracja: 12 lip 2019, 19:40
Płeć: Mężczyzna

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: somnium » 26 lip 2019, 21:58

Pavle
„Patrząc z własnego doświadczenia, obserwując- wg mnie mniej drastyczne wydarzenia nie wybudziłyby mnie ze "snu". Nadal bym żył pseudożyciem, będąc ślepym na to co się w nim dzieje.
Całe bagno które wyszło w kryzysie i wciąż wychodzi po nim, to po prostu brutalna prawda o nas: o żonie, o mnie, jakości naszej relacji. „

U mnie jest identycznie – wiem że gdyby nie burzliwe rozstanie nie umiałbym przewartościować życia, a związek rozpadłby się może chwilę później. Wiem, że nie dalibyśmy sobie prawdziwej szansy tylko najwyżej taką pseudo, że jakoś to będzie , a jakoś to ze 2 -3 lata już było, a tak to teraz … żyję nadzieją.

Tyle, że ja się nadal kompletnie nie otrząsnąłem jeszcze. Żyję w jakiejś próżni, nicości, szukając drogi szarpiąc się z życiem. Słabo to wygląda. Niby stoję na nogach ale w głowie bałagan delikatne rzecz ujmując.

Nino u mnie jest bardzo podobnie niestety pod wieloma względami.
Moja żona do Kocioła raczej zaglądała świątecznie. Boże Narodzenie, święcenie jajek, Wielkanoc i może hm… dodatkowo raz na pół roku w niedzielę. A po filmie Sekielskich zastanawia się czy puścić dziecko do komunii. Oby, mamy jeszcze 2 lata to może kurz opadnie a może będzie odwrotnie i będzie wojna o tak podstawowe wydawałoby się rzeczy.
Ale nie ma co snuć teorii tylko ewentualnie stawić czoło problemowi. Póki co staram się w ramach swoich widzeń iść w niedzielę z dzieckiem do kościoła aby widziało ten kościół od środka.

Wracając do najnowszego posta.
Czy kocha inną ? Może, a może to tylko zauroczenie, które mogłoby prysnąć w zderzeniu z szarą codziennością bardzo szybko. Smutne to bardzo. Wiele osób leczy się z takiej „miłości” po miesiącu wspólnego zamieszkiwania, ale lepiej tego nie sprawdzać.
Staraj się być przede wszystkim wobec siebie fair.

Jak dotrzeć do faceta…. Gdy on sam nie może się odnaleźć - trudna sprawa niestety.

Walcz, walcz ale patrz proszę przede wszystkim na siebie. Wiem, że czasem ciężko (mi tak samo – pokus i pułapek czeka wiele także na tych pokrzywdzonych) ale warto zawierzyć Bogu.

Masz u mnie dzisiaj 10 –tkę, Twój mąż także .

nałóg
Posty: 887
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: nałóg » 26 lip 2019, 22:54

Zauroczenia trwają tal od kilku misięcy do 2-3 lat.Na forum jest kilka osób którym amok i żądze w stosunku dób”kowalskich” już opadły .Ich pytaj....PD

kryzysowa
Posty: 48
Rejestracja: 28 maja 2019, 9:31
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: kryzysowa » 26 lip 2019, 23:39

Nina pisze:
26 lip 2019, 18:38
Witajcie, muszę się Wam wyzalic, bo czuję, że opadam z sił w drodze o ratowanie małżeństwa i zaczynam myśleć o separacji. Mąż jest ciagle ze mną. Przez ostatni miesiąc emocje się jakby wyciszyly i staraliśmy się żyć w miarę normalnie. Miałam nadzieję, że mąż powoli zapomina o kowalskiej. Zludna to była nadzieja, dowiedziałam się, że ciągle o niej mysli, kocha i zastanawia się jakby to było żyć z nią na codzień. Minęło ponad pół roku odkąd się z nią rozstał. Jak długo to jeszcze może potrwać i czy wogole to minie? Nadchodzą mnie głupie myśli, że to miłość jego życia a ja stoję na drodze do ich szczęścia. Ze może powinnam odpuścić? Bo jego uczucie do kowalskiej jest silniejsze niż chęć budowania małżeństwa, a ja niepotrzebnie narażam się na kolejne zranienia. Proszę Was o modlitwę.
Zastanawiałam się co u Ciebie, bo mamy bardzo przybliżona sytuacje. Ja zdecydowałam się na separacje, ale rozprawa dopiero za prawie pol roku, alimenty są, rozdzielność jest ( to już pomysł męża) i został podział majątku. Chciałam mieć chociaż jakiś pewnik, żebym wiedziała na czym stoję, a właściwie to tylko finansowo jest to uregulowane, nic poza tym. I wcale nie jest mi z tym lżej niestety.
Mój mąż nadal z nami mieszka, ale do czasu aż kupi sobie mieszkanie, czyli jakieś kilka miesięcy prawdopodobnie. Również podobne myśli mnie nękają, wiec chyba jedziemy dokładnie na tym samym wózku.
Wczoraj przeczytałam kolejna książkę „ile warta jest twoja obrączka” i obejrzałam film „ognioodporny”. I coraz bardziej jestem przekonana , ze chce ratować to nasze małżeństwo, choć szanse póki co są chyba zerowe. Zostaje tylko powierzyć to Bogu. Od kilku dni chodzi za mną nowenna pompejańska, ale nie wiem czy dam radę...i wyprawa do ogniska Sycharu, które jest spory kawałek ode mnie, a ja jestem taki niedzielny kierowca😏

Ściskam cię mocno...

Nina
Posty: 46
Rejestracja: 20 maja 2018, 19:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Nina » 30 lip 2019, 23:22

Kryzysowa, ja również bardzo chcę ratować swoje małżeństwo, ale chyba jeszcze nie dojrzałam do stanowczej miłości. Chociaż coraz częściej zastanawiam się jak długo jeszcze wytrzymam na tej huśtawce emocjonalnej. Mąż jednego dnia mnie adoruje następnego jestem dla niego przeźroczysta, wiem wtedy, że myśli o kowalskiej. Bardzo mnie to boli, coraz gorzej mi idzie radzenie sobie z tymi emocjami i coraz częściej wylewam je w formie żalu i pretensji na męża. Wiem, że nie tędy droga a mimo wszystko nie potrafię nad tym zapanować.

Mam w sobie tak ogromna złość na męża, nawet nie za to że mnie zdradził, że oklamywal, ale za to, że teraz, mimo że się z nią nie spotyka, że jest ze mną to nie potrafi przestać o niej myśleć. Jestem nawet zła o to, że mu się śni, że budzi się w nocy i o niej mysli, ja też nie mogę spać, gdy jestem tego świadoma. Zastanawiam się czy on faktycznie nie potrafi przestać o niej myśleć czy poprostu nie chce. Wykancza mnie to.
Czy mogę mieć pretensje do niego o jego myśli i uczucia?

Nie wiem jak mam się odwiesic emocjonalnie. Jak obudowywac małżeństwo w momentach, gdy jestem dla męża ważna a jak się zachowywać, gdy przestaje mnie zauważać?Czy wogole jest szansa na pogłębianie relacji z mezem w sytuacji, gdy on jest ciagle zakochany?

Justdb
Posty: 60
Rejestracja: 20 mar 2019, 7:13
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: Justdb » 31 lip 2019, 15:13

Nina, kryzysowa
No cóż byłam w podobnej sytuacji do was. Najpierw mąż powiedział mi, że jego uczucie wygasło, potem nagle stwierdził, że mnie jednak kocha, ale kowalską tez. Zrywał z kowalską a potem znów się spotykał. Aż w końcu odkryłam, że znowu się spotykają i powiedziałam mężowi, żeby się spakował i wyprowadził. Powiedziałam mu, że zawsze będę koło niego, jeżeli mnie będzie potrzebował, ale nie chce być z osobą, która mnie kłamie i oszukuje. Nagle wszystko przybrało inny obrót. Była spowiedź. Stara się być lepszym mężem. Jest bardzo transparentny. Mówi że to było szaleństwo, zauroczenie, amok. Nie słuchał nikogo. W głowie była tylko ona. Teraz tego żałuję bardzo. To żadna miłość nie była. Trzeba udać Bogu i prosić go o otwarcie serca mężów na Jego dzialanie

nałóg
Posty: 887
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: "rozdarty mąż"

Post autor: nałóg » 31 lip 2019, 15:37

Justdb pisze:
31 lip 2019, 15:13
Aż w końcu odkryłam, że znowu się spotykają i powiedziałam mężowi, żeby się spakował i wyprowadził. Powiedziałam mu, że zawsze będę koło niego, jeżeli mnie będzie potrzebował, ale nie chce być z osobą, która mnie kłamie i oszukuje. Nagle wszystko przybrało inny obrót. Była spowiedź. Stara się być lepszym mężem. Jest bardzo transparentny. Mówi że to było szaleństwo, zauroczenie, amok. Nie słuchał nikogo. W głowie była tylko ona. Teraz tego żałuję bardzo. To żadna miłość nie była. Trzeba udać Bogu i prosić go o otwarcie serca mężów na Jego dzialanie
a to chyba można podciągnąć pod stanowczość , twardą miłość i podbijanie dna.
PD

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości