Kryzys małżeński i patowa sytuacja

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

jacek-sychar
Posty: 6181
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys małżeński i patowa sytuacja

Post autor: jacek-sychar » 01 cze 2019, 22:44

PaniMamo

Starałem się napisać, że decyzja należy do Ciebie. Również brak decyzji jest jakąś decyzją.

PaniMama
Posty: 73
Rejestracja: 20 maja 2018, 20:37
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys małżeński i patowa sytuacja

Post autor: PaniMama » 02 cze 2019, 9:21

jacek-sychar pisze:
01 cze 2019, 20:12
PaniMama pisze:
01 cze 2019, 20:06
Co ja mam robić?????
Zmusić go do zajmowania się dzieckiem nie jesteś w stanie.
Ale możesz zmusić go do płacenia na dziecko. Wystarczy założyć sprawę o alimenty. Ale to rozpocznie już walkę na całego. Ale czasami tak trzeba.
Nawet nie wiem jak się za to zabrać.
Założenie sprawy o alimenty pociągnie za sobą szereg konsekwencji.
Najbardziej się boje o to, że będę się musiała wyprowadzić, bo on tego nie zrobi, gdyż to jego mieszkanie, znaleźć nowe i nie wiem czy będzie mnie stać na nie. Po prostu.
Mam małe dziecko, nikogo!!!! Do pomocy, bo dziadkowie daleko.
Do rodziców nie mam co wracać, bo mi już zapowiedzieli, że oni już swoje dzieci wychowali i nie zamierzają zajmować się moim.
Mam chorego psa,który wymaga opieki lekarskiej
( Do tego też moj mąż się nie poczuwa).
Boje się fundowac dziecku tyle zmian.
Bo od września idzie do przedszkola.
Wyprowadzka od taty.
Mnie samej, bez jakiegokolwiek wsparcia...ech... Aż mi słabo.
Dziś na dzień dobry, kiedy powiedziałam, że skoro wczoraj nie miał czasu dla dziecka, to może dziś mu choć chwilę poświęci.
To usłyszałam - " won"...
Dłużej się nie zgadzam na takie traktowanie.

s zona
Posty: 3098
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys małżeński i patowa sytuacja

Post autor: s zona » 02 cze 2019, 10:48

PaniMama pisze:
02 cze 2019, 9:21

Dłużej się nie zgadzam na takie traktowanie.
PaniMama, moze to juz jest pierwszy krok ..

To , od Ciebie zalezy , co z tym zrobisz ..
Czy pozwolisz , zeby maz " pozwalal sobie na coraz wiecej " , czy wylejesz mu kubel zimnej wody , co moze Pomoc mu sie ogarnac ..

Pamietam , jak kiedys Jacek pisal o zafiksowaniu .. Facet ,jesli Nie Musi , to nie ma potrzeby Nic zmieniac .. bo w sumie po co ?

Mnie te slowa daly do myslenia .. a moj maz tez zachowywal sie podle ... mial " zycie prywatne w konspiracji " a ja obowiazki w pracy i wobec dzieci ...on nic nie musial .. Do czasu wniosku o separacje i alimenty ..

Pewnie , ze tez sie balam .. samej daleko od domu , utrzymac sie z dziecmi ..wtedy byly powazne operacje dzieci .. a maz ... nie zechcial nawet podpisac zgody na operacje .. bo to mogl zrobic .. ale nie musial ... i wtedy sie przelalo ..
Czy ja mialam wtedy od meza jakie wsparcie ...NIe , tylko rozgoryczenie i bol , ze dzieciom nie potrafie zaoszczedzic stresu ..

PaniMamo , mnie kiedys wniosek do sadu pomogl , zeby maz zaczal chciec ..
Nwm , jak podziala na Twojego meza , jesli sie zdecydujesz kiedys ..
Ale nie robiac nic to tez jest decyzja .. jak wyzej napisano ...
Tylko do czego doprowadzi to Ciebie , meza i Wasze dziecko ....

A Pan Bog stawia na naszej drodze dobrych ludzi .. ale nic na sile , to w Nas powinna byc wola , ze cos Chcemy zmienic ..
Dobre sa Granice z naszej listy ksiazek ..

Sama jestem wdzieczna min Kenya , jeszcze na starym Forum napisala mi , ze zezwalam mezowi na taka bezstroske ...I pomagam mu w tym tkwic ...

Rozumiem , ze nie masz na nic sil , ale moze warto isc z dzieckiem na msze , pomodlic sie do Ducha Sw o Boze Prowadzenie , meza oddac Bogu a samej zaczac dzialac , zeby z pomoca Boza z tego wyjsc ..
Na plus masz znacznie wiecej , niz ja kiedys ...

Sadze , ze dasz rade , masz 4 letniego synka , ktory powinnien miec dobre miejsce dla wzrostu a milosc macierzynska gory przenosi :)

Otulam modlitwa , szczegolnie dzisiaj na mszy o 16 h :)

Aleksander
Posty: 1299
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys małżeński i patowa sytuacja

Post autor: Aleksander » 02 cze 2019, 11:05

PaniMama pisze:
02 cze 2019, 9:21

Nawet nie wiem jak się za to zabrać.
Założenie sprawy o alimenty pociągnie za sobą szereg konsekwencji.
[...] to jego mieszkanie [...]
Mnie samej, bez jakiegokolwiek wsparcia...ech... Aż mi słabo.
[...]
... usłyszałam - " won"...
Dłużej się nie zgadzam na takie traktowanie.
Oczywiście, to nie jest wszystko proste i przyjemne.

Na pewno nie ma co pochopnie podejmować kluczowych decyzji.

Założenie sprawy o alimenty, w momencie, kiedy mieszkasz w jego mieszkaniu faktycznie może być ryzykowne.

Granice jednak możesz zacząć stawiać nawet w obecnej sytuacji.
Wiem, że parę osób uzyskało "poprawkę zachowania partnera" w momencie, kiedy partner miał świadomość, że jest nagrywany. Świadomość, że "soczysta wiązanka" może być nagrana i wykorzystana w sądzie - w sprawie o separację czy rozwód - dla niektórych jest pewnym "batem".
Moja recepta na szczęście: odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skupić (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

Angela
Posty: 435
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys małżeński i patowa sytuacja

Post autor: Angela » 02 cze 2019, 11:15

Czasem trzeba się odważyć na to, aby przez jakiś czas było jeszcze gorzej, aby potem było lepiej niż teraz. Działać bez nienawiści w sercu i chęci zemsty. Natomiast rezultat zostawić Bogu.

Satine

Re: Kryzys małżeński i patowa sytuacja

Post autor: Satine » 02 cze 2019, 11:41

PaniMamo, człowiek to taka istota, która podejmuje decyzje o zmianie, zwłaszcza takiej wymagającej ogromnego ryzyka, dyskomfortu i niepewności dopiero wtedy, kiedy stan obecny staje się nie do zniesienia. Przychodzi taki czas, kiedy nie ma wątpliwości, co jest dobre, a co złe, kiedy wszystko jest lepsze - niepewność, ryzyko, strach, niż obecna sytuacja. Dlatego zdarza się, że kobiety uciekają z dziećmi w piżamach z domu w nocy, zostawiając wszystko i nigdy nie wracają do poprzedniego życia. Dlatego zdarza się, że kobieta pod wpływem przemocy decyduje się NIE WYCOFYWAĆ (bo zawsze to robiła) swoich oskarżeń wobec męża-agresora. Po prostu - jest tak, jakbyś biegła, biegła, bo ktoś Cię goni, a tu nagle przepaść osnuta chmurami. Musisz decydować, czy ryzykujesz i skaczesz (bo może być tak, że nie będzie tak źle i spadniesz na miękką trawę), czy zostajesz i dajesz się złapać temu, co Cię goni.

Czy stoisz już nad tą przepaścią? Bo być może jeszcze nie, dlatego szukasz wymówek (co jest zrozumiałe oczywiście) dla swojej obecnej sytuacji. Przewidujesz możliwe przeszkody, usprawiedliwienia, nawet te najbardziej kuriozalne z punktu widzenia osoby stojącej z boku, np. że nie chcesz fundować dziecku zmian, bo idzie do przedszkola. A co "fundujesz" w zamian, pozostając w tej sytuacji?

Małżeństwo sakramentalne to nie jest skazywanie się na życie z małżonkiem, bez względu na to, jaki on jest, pobłażanie mu i... wspieranie go w tych destrukcyjnych dla małżeństwach działaniach, poprzez własną bierność, brak reakcji, brak samodzielności.

Tak poza wszystkim - po pierwsze musisz sama w swoich oczach przestać uważać się za ofiarę losu i wziąć swoje życie w swoje ręce. Dlatego aby podejmować jakiekolwiek decyzje, musisz - nie masz innego wyjścia - pójść na terapię, która pomoże Ci... dorosnąć. Na razie ciągle jesteś dzieckiem mentalnym, które nie bierze odpowiedzialności za swoje decyzje, swoje kroki, swoje życie, swoje działania, tylko usprawiedliwia się złym dzieciństwem, złym mężem, złą sytuacją. Owszem - to oczywiste i wiadome, że dzieciństwo i rodzice mają na nas ogromny wpływ, ale w pewnym momencie życia trzeba się wreszcie od tego odciąć. Przeszłości nie zmienisz, ale możesz zmienić teraźniejszość, poprzez zmianę nastawienia do sytuacji i podjęcie działań. Jeśli nie wiesz jakich, to dowiesz się tego na terapii.

Życie w małżeństwie to też samodzielność. To, że mamy męża, żonę - nie oznacza, że ktoś musi nas utrzymywać, wyręczać - to działa w obie strony. Kiedyś bardzo mądry spowiednik, na długiej, pełnej żalu i łez spowiedzi, na której wykrzyczałam swój żal do męża, że zniszczył przemocą naszą piękną relację i nie wiem, czy potrafię mu na nowo zaufać, że chociaż jest ze mną, zostawił mnie duchowo, nie czuję się bezpiecznie - więc ów spowiednik powiedział, że to niedobrze - jeśli uzależniamy kształt swojego życia od małżonka. Małżeństwo, miłość małżeńska to piękna rzecz i trzeba ją pielęgnować, ale jednocześnie musimy umieć żyć tak, jakby tego małżonka nie było. A zatem nie uwieszać się na nim finansowo, nie uzależniać od jego działań, nie pozwalać się krzywdzić, a kiedy nie ma innej możliwości, bo małżonek nie odpowiada na naszą miłość i nie potrafi tworzyć zdrowej relacji - czasami trzeba go opuścić - mentalnie, a bywa, że i fizycznie - oczywiście błogosławiąc mu i pozostając w wierności.

Po prostu - są ludzie, którzy nie potrafią żyć w małżeństwie. Czy się tego mogą nauczyć? Czy mogą się dowiedzieć, co robią źle? Możliwe. Jednak tkwiąc w stałym układzie, nie mają na to szans.

Jeśli Twojemu mężowi jest teraz dobrze, bo nie ma żadnych obowiązków, gra sobie, pije, żyje jak kawaler, nie zajmuje się dzieckiem, nie buduje więzi z dzieckiem, bo mu się nie chce - to czemu ma coś zmieniać?

A z drugiej strony - czy dla Ciebie byłaby to różnica, gdyby np. on wyjechał czy gdybyście się wyprowadzili z dzieckiem?

Jeśli finansowa - to już dla Ciebie jest znak, że nie jesteś samodzielna, że jesteś zależna od męża pod jakimś względem - a to powoduje, że jesteś po prostu na przegranej pozycji i jeśli tego nie zmienisz - TY, nikt inny, tylko Ty, to nic się nie zmieni.

Mąż wie, że jesteś od niego zależna, dlatego poczyna sobie z Tobą tak, jak chce. Nie szanuje Cię.

Kto wie, może mu się całkiem odmienić patrzenie na Ciebie, Wasze małżeństwo, kiedy zrozumie, że możesz żyć bez niego. Ze jesteś w stanie się sama utrzymać, zadbać o dziecko, pracować, rozwijać się, że stać Cię na to, by pójść do prawnika, załatwiać różne sprawy, że nie dasz się krzywdzić i nie godzisz się na byle jakie życie?

Mąż nie jest źródłem zła w Twoim życiu, Twoi rodzice też nie. Twoje życie jest w Twoich rękach, nawet jeśli z pozoru wydaje się, że nic nie możesz.

Możesz - tylko musisz czuć, że stoisz nad przepaścią. Kiedy to poczujesz, zapewniam - będziesz wiedziała, co robić, gdzie znaleźć bezpłatnego prawnika, gdzie szukać pomocy, porady, jak poprawić swoją sytuację, będziesz wiedziała, jakie masz prawa, będziesz chciała wiedzieć, jak komunikować się z mężem, jakie książki poczytać na ten temat, będziesz szukała mediatora, który pomoże Wam się dogadać i ustalić pewne kwestie, będziesz szukała pomocy i informacji, dowiesz się tego i wydrzesz tę wiedzę spod ziemi, bo... stoisz nad przepaścią i nie masz innego wyjścia.

Ale być może wolisz to, co masz teraz, niż zacząć działać. Może też w jakiś sposób czujesz się dobrze jeszcze w tej relacji - i znowu: to jest Twój wybór, i Twoje konsekwencje tych wyborów.

Pomyśl o tym. :)

mare1966
Posty: 1187
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys małżeński i patowa sytuacja

Post autor: mare1966 » 02 cze 2019, 14:05

Długotrwała , rozległa , głęboka frustracja
( stan ciągły , wręcz już cecha "wrodzona" )
Toksyczne otoczenie osób o podobnym problemie .
( rodziny , w tym matka ale i mąż )

Uważam , że mąż ma bardzo podobny problem .
Tutaj akurat trochę się dziwię , że tego nie czujesz ,
choć rozumiesz wiele tych mechanizmów , zależności .
Wy WZAJEMNIE siebie zatruwacie .
"Wymyślanie " męża nie bierze się znikąd .

To nie jest kryzys małżeński , tylko poważne dysfunkcje psychiczne osób .
Nie chodzi mi o leczenie psychiatryczne oczywiście .
Oboje macie jakby pewne "blokady" na psychice , bariery .
Nie są wcale łatwe ani do zauważenia , ani co ważniejsze
DO PRZESKOCZENIA .
Przykład ?
Twoje wykształcenie , zdobyte umiejętności , inteligencja .
Jak widać - nie są to wcale decydujące "o sukcesie życiowym" kryteria .
( czy choćby tylko decydujące o radzeniu sobie z sobą i życie , innymi ludźmi )

ZŁE słowa , sprawiły , że w gruncie rzeczy
wszyscy jesteście bardzo mocno poranieni .
( przez siebie nawzajem )

A teraz najważniejsze .
Jak z tego wyjść ?
Myślę , że niestety nie będzie łatwo .
I raczej drobnymi kroczkami , trzeba będzie pokonywać SIEBIE ,
zmieniać wiele rzeczy w sobie .
Odbudowywać poczucie wartości odnosząc drobne sukcesy .
Zmieniać NAWYKI . Jakieś niby drobne sprawy , ale efekt będzie narastał .
( np. nie ganić , tylko szukać pretekstu by pochwalić męża )
A to będzie trudne .
Także unikać agresji swojej i czyjejś .
To będzie długi proces , a nie cud .
Jest mnóstwo poradników , świetnych książek i dobrych rad .
Dlaczego aż tyle ?
Bo najwyraźniej , nie jest to rzecz prosta ,
a do tego problem bardzo powszechny ( wbrew pozorom ) .
Ludzie mają studia , ale nie wiedzą JAK ŻYĆ ,
ani nawet PO CO ŻYĆ .
( dlatego maż "umiera" , bo to fakt "umiera psychicznie"
może już umarł )

Alimenty ?
Już tu ktoś wspomniał o tym .
Też nie sądzę , aby to było najlepsze rozwiązanie .
Zaogni tylko jeszcze sytuację .
Owszem - pewnie niektórzy powiedzą , że to "otrzeźwi" męża ,
ale moim zdaniem , w jego stanie psychiki
na to bym nie liczył .
Nawiasem - czy mąż zdaje sobie sprawę , że też MA JAKIŚ PROBLEM ?
( dawał jakieś oznaki tego )

PaniMama
Posty: 73
Rejestracja: 20 maja 2018, 20:37
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys małżeński i patowa sytuacja

Post autor: PaniMama » 02 cze 2019, 19:31

Satine pisze:
02 cze 2019, 11:41
Bardzo Ci dziękuję za te słowa.
Takie spokojne, ale dosadnie powiedziane.
Jakże dużo w nich prawdy i racji.
Prawie wszystko się zgadza.
Wiesz... Najgorsze u mnie jest to, że na wiele pytań, odpowiedź jest - "nie wiem"...nawet po przeanalizowaniu wszerz i wzdłuż.
Dziś trochę nakreślił mi swój punkt widzenia mój brat. Jak on widzi mojá relacje z mężem ( choć tu nie bardzo chciał się wypowiadać), ale przede wszystkim w relacjach z rodzicami.
Trochę dało mi to do myślenia.
Terapii i pomocy szukałam i nawet z mężem byliśmy u pewnego księdza, ale ten niestety nie dźwignął tematu..
Byłam też w nieodległym czasie w ośrodku pomocy kryzysowej, bo nie byłam w stanie sama poradzić sobie ze swoim stanem.
Jestem tu ( dużo mi to daje - przede wszystkim inne postrzeganie, wskazówki), by pracować przede wszystkim nad sobą. Jak i gdzie się kierować, by przede wszystkim stanąć mocno na nogi, by w razie jakichkolwiek sytuacji z mężem... Nie utonąć.
Powoli będę się odbijac od dna.
Dziecko dostało się do przedszkola.
Ja siłą rozpędu, z zaskoczenia przyjęłam propozycje nie do odrzucenia w sprawie pracy.
Chociaż mam strasznego piętra... Moja przyjaciółka twierdzi, że odnajdę się tam chyba najlepiej.

Angela
Posty: 435
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys małżeński i patowa sytuacja

Post autor: Angela » 03 cze 2019, 7:30

PaniMama pisze:
02 cze 2019, 9:21
Nawet nie wiem jak się za to zabrać.
Oczywiście nie można działać na oślep. Ale jednocześnie zbierając,, ziarnko do ziarnka'' dobrze jest gromadzić wiedzę o swojej sytuacji. Szukać porad wirtualnych i w realu, weryfikując ich źródła czy pochodzą od osób posiadających zgodne z Twoimi wartości.

mare1966
Posty: 1187
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys małżeński i patowa sytuacja

Post autor: mare1966 » 03 cze 2019, 8:48

Napisałem posta jeszcze przed postem Satine .
Nie ukazał się ( przynajmniej jak do tej pory ) .

Oczywiście , Satine napisała wiele mądrych rzeczy ,
tym niemniej uważam , że sugestia "stania nad przepaścią"
jest dość ryzykowna . A użyła tego określenia wielokrotnie .
"Skakanie w przepaść zasnutą chmurami" uważam za wysoce niepewną
i co ważne niekonieczną , najprawdopodobniej .
Sytuacja jest wysoce nienormalna , ale STABILNA .
Podjęcie pracy uważam , za o wiele lepsze wyjście niż "pójście na noże"
w sprawie o alimenty .
Informację , że brat autorki nie chciał się wypowiadać o jej relacji z mężem ,
też uważam , za potwierdzającą iż stan "nie zagraża życiu i zdrowiu" .
Zakładam , że inaczej by ostrzegł siostrę przed jakimś niebezpieczeństwem .
To tyle .

Pavel
Posty: 2136
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys małżeński i patowa sytuacja

Post autor: Pavel » 03 cze 2019, 10:21

Mare, Twój post byl przedmiotem dyskusji moderatorów.
Finalnie uznaliśmy, że mimo wszystko forma jest dopuszczalna.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Satine

Re: Kryzys małżeński i patowa sytuacja

Post autor: Satine » 03 cze 2019, 11:05

mare1966 pisze:
03 cze 2019, 8:48
Napisałem posta jeszcze przed postem Satine .
Nie ukazał się ( przynajmniej jak do tej pory ) .

Oczywiście , Satine napisała wiele mądrych rzeczy ,
tym niemniej uważam , że sugestia "stania nad przepaścią"
jest dość ryzykowna . A użyła tego określenia wielokrotnie .
"Skakanie w przepaść zasnutą chmurami" uważam za wysoce niepewną
i co ważne niekonieczną , najprawdopodobniej .
Przepaść osnuta chmurami oznacza niewiadomą. Do tego być może samotne zmaganie się z rzeczywistością. Dla kobiety bez mieszkania, bez wsparcia rodziny i z małym dzieckiem - tak, to przepaść.

Nawiasem mówiąc - Mare, zastanawiające jest to, że często udzielasz się w wątkach kobiet, których dotknęła przemoc. Niestety - nie ze wsparciem. Pamiętam Twoje wpisy sprzed lat, bo mnie bulwersowały - usprawiedliwiałeś przemoc na dzieciach (czteroletni dzieciak musi być karcony, to Twoje słowa - a była to historia o siniakach na pleckach malucha, którego ojciec zbił, bo ten nie chciał założyć kapci), krytykowałeś zgłaszanie agresora do niebieskiej karty ,samą niebieską kartę nazwałeś rozbijaniem rodziny. Tutaj też - wybielasz faceta, alkoholika, który stosuje przemoc (przynajmniej ekonomiczną na pierwszy rzut oka) i bagatelizujesz to, co wydarzyło się w życiu autorki wątku, sugerujesz, że wniosek o alimenty zaogni sytuację, a ona ma szukać pracy - żeby co - już całkiem sama utrzymywała mieszkanie i dziecko? Bo już teraz opłaca czynsz w tej kawalerce, w której mieszka z mężem-pijakiem. Co ma zrobić z dzieckiem w tej chwili? Czytałeś w ogóle od początku wątek? Pamiętam, jak kiedyś mówiłeś, że słowa bolą bardziej, niż uderzenia. Tu przemoc słowną też masz. I nic?

Piszesz - sytuacja nienormalna, ale stabilna. To przecież wada, a nie zaleta. Właśnie dlatego, że nienormalność robi się stabilna, trzeba ją przeciąć.

Alimenty nie są na otrzeźwienie nikogo - to normalny środek, który zmusza rodzica do łożenia na swoje dziecko - bo taki jest jego obowiązek, zwłaszcza, że nie interesuje się dzieckiem, ani nim nie zajmuje, spychając wszystkie obowiązki na żonę.

Wzbudzanie poczucia winy u osoby, którą dotyka przemoc - to jest słabe. Nie dziwi mnie to, że moderatorzy wahali się nad publikowaniem postu.

Aleksander
Posty: 1299
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys małżeński i patowa sytuacja

Post autor: Aleksander » 03 cze 2019, 11:34

Satine pisze:
03 cze 2019, 11:05
[...]
Alimenty nie są na otrzeźwienie nikogo - to normalny środek, który zmusza rodzica do łożenia na swoje dziecko - bo taki jest jego obowiązek, zwłaszcza, że nie interesuje się dzieckiem, ani nim nie zajmuje, spychając wszystkie obowiązki na żonę. [...]
Satine - "normalny środek" - ok, ocena jak ocena - nic mi do tego.

Oczywiście - że w przypadku, kiedy matka (czy ojciec) zostaje sam z dziećmi bez środków do życia... a mąż (żona) jest wiele kilometrów dalej już z kimś innym... ok - alimenty dają możliwość przeżycia.

Jednak nie znam ani jednego przypadku, kiedy zasądzenie alimentów wpłynęło na poprawę relacji między mężem a żoną (zwłaszcza, kiedy wciąż mieszkają razem).
Moja recepta na szczęście: odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skupić (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

mare1966
Posty: 1187
Rejestracja: 04 lut 2017, 14:58
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys małżeński i patowa sytuacja

Post autor: mare1966 » 03 cze 2019, 12:04

Satine pisze:
03 cze 2019, 11:05
Nawiasem mówiąc - Mare, zastanawiające jest to, że często udzielasz się w wątkach kobiet, których dotknęła przemoc. Niestety - nie ze wsparciem. Pamiętam Twoje wpisy sprzed lat, bo mnie bulwersowały - usprawiedliwiałeś przemoc na dzieciach (czteroletni dzieciak musi być karcony, to Twoje słowa - a była to historia o siniakach na pleckach malucha, którego ojciec zbił, bo ten nie chciał założyć kapci),Alimenty nie są na otrzeźwienie nikogo - to normalny środek, który zmusza rodzica do łożenia na swoje dziecko - bo taki jest jego obowiązek, zwłaszcza, że nie interesuje się dzieckiem, ani nim nie zajmuje, spychając wszystkie obowiązki na żonę.


Nie zamierzam się z tobą 'kopać" Satine , bo ja też ciebie pamiętam .
Tym niemniej nie pozwolę na insynuacje i oczernianie mojej osoby .
Proszę ciebie o przytoczenie z archiwum forum moim rzekomych słów o tym , że
"czteroletni dzieciak musi być karcony" .
Ja ten wątek też dobrze pamiętam .

Nawiasem , zgłaszam też ostry protest do samej moderacji ,
że w ogóle dopuściła tego typu post .

rak
Posty: 986
Rejestracja: 30 wrz 2017, 13:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys małżeński i patowa sytuacja

Post autor: rak » 03 cze 2019, 15:32

mare1966 pisze:
03 cze 2019, 12:04
Nie zamierzam się z tobą 'kopać" Satine... .
Tym niemniej nie pozwolę na insynuacje i oczernianie mojej osoby .
Ponieważ puściliśmy post Satine, to też w powyższym pozwoliliśmy Ci Mare na odniesienie się do niego.

Moderacja apeluje jednak o wyjaśnienie reszty animozji za pomocą privów, a nie w wątku pomocowym.
Nieważne jest, gdzie jesteś, ale wszędzie tam, gdzie przyjdzie ci się znaleźć, ważne jest, jak żyjesz - Henri J.M.Nouwen

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: MareS i 17 gości