Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Wiedźmin
Posty: 1360
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: Wiedźmin » 19 kwie 2019, 18:15

tata999 pisze:
19 kwie 2019, 14:27
vertigo pisze:
19 kwie 2019, 12:16
(...) gdybym mógł cofnąć czas, to postawiłbym ostrą granicę najszybciej, jak to było możliwe (...)
Też tak myślę na swoim przykładzie.
Tak - podobnie jak Rybka jestem ciekaw szczegółów i konkretu.

Bo "granica" jako hasło - jest oczywiście bardzo piękne.

Czyli komu ta granica? Sobie czy żonie? Oraz co to by miało być?
Szczęście "nie leży" na zewnątrz - postaraj odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skup (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

Niedoskonały
Posty: 94
Rejestracja: 29 mar 2019, 22:41
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: Niedoskonały » 19 kwie 2019, 20:41

Czytając Twój post mam wrażenie że moje i Twoje życie jest bardzo podobne. Zastanawia mnie tylko stwierdzenie że nie musisz pić masz alkohol w domu. Piłeś ostatnimi czasy często bo żona cię odstawiała na bok. Tak myśli alkoholik. Sam nim jestem. A zastanowiłeś się , że odstawiała Cię bo piłeś, oddaliła się bo piłeś, poszukała Kowlaskiego bo piłeś. Ja mam dokładnie tą samą sytuacje, żona szuka mieszkania chce się wyprowadzić z córką, flirtuje i emocjonalnie wiąże się z Kowlaskim, który jest bardzo daleko, jednak sama myśl o nim przysparzała mi gęsiej skórki teraz jest już lepiej. Staram się jej już nie śledzić, chociaż zastanawia mnie nieraz co pisze z nim. Żona odstawiła cię na bok bo nie miała wsparcia poczucia bezpieczeństwa. Na mitingach AA mówią ile lat psułeś tyle naprawiaj. Niestety u mnie jak u ciebie rozmowy są dosłownie służbowe kilka zdań w ciągu dnia, próba dotknięcia żony z ramię kończy się u niej odruchem ucieczki. Musimy Ty i Ja zawalczyć najpierw o siebie, zmienić życie o 180 stopni. Ja staram się z córką lepszy kontakt złapać bo Kowlaskiego z głowy żony niczym nie wybiję niestety. Staram się jej dać przestrzeń jednak wiem, że to ciągle dla niej za mało, żona mówi że najlepiej bedzie jak się wyprowadzi wtedy zerwie kontakt żebym jej dał święty spokój. Musisz stanąć najpierw na nogi i jak to ostatnio usłyszałem dać czasowi czas.

nałóg
Posty: 980
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: nałóg » 19 kwie 2019, 22:48

Niedoskonały? A czym /co to jest/ dla Ciebie ten „ czas”?.PD

Robertb
Posty: 70
Rejestracja: 17 kwie 2019, 11:38
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: Robertb » 19 kwie 2019, 23:55

happybean pisze:
19 kwie 2019, 9:21
Widze ze ona wami rzadzi a Ty mimo ze facet to sie jej boisz i chodzisz na paluszkach. Trzeba bylo zabrac dzieci i jechac samemu bez wzgledu na jej humory. To jest stawianie granicy.
Dzieci czekały na ten wspólny wyjazd bardzo długo i się cieszyły że w końcu gdzieś pojedziemy razem.
Angela pisze:
19 kwie 2019, 9:39
Żona ustaliła ze sobą, że ty jesteś ten gorszy. A takie zafiksowanie nie mija szybko u kobiet. Teraz widzi, że ona powinna ,,doszlusować'' do Ciebie. To ją złości. Może podjąć wysiłek swoich zmian lub zaprzeczyć ich potrzebie. Ale teraz jest w zawieszeniu i się miota. Bądź dla niej oazą spokoju i nie ponaglaj. Nie wypominaj i nie pouczaj. Możliwe, że widzi swoje błędy, ale nie chce się do nich przyznawać, bo boi się Twojej pogardy?
Niestety dziś doszło do drugiej kuchni i nie udało się mi być oazą spokoju.
Aleksander pisze:
19 kwie 2019, 9:51
I dobrze. Bądź zajefajny- ale bez "umizgów". Bez nadskakiwania.
Rób swoją robotę - swoje 100%.

Wiesz - u mnie pomogło (choć tylko na rok - 1.5 roku) ale pomogło zdecydowanie - złożenie pozwu o rozwód.
W sumie to chciałbym takie 1,5 roku ...na początek, ja pozwu nie złoże na pewno, jedynie co mogę zrobić to wystawić dom na sprzedaż i powiedzieć je że skoro che rozwodu to, niech składa pozew, sprzedajny dom i każde idzie w swoja stronę. Obawiam się jednak efekt takiego posunięcia nie będzie dla mnie zadowalający.
vertigo pisze:
19 kwie 2019, 12:16
Dlatego, gdybym mógł cofnąć czas, to postawiłbym ostrą granicę najszybciej, jak to było możliwe, by fascynacja mojej żony nie zamieniła się w zakochanie i bliską relację. Ale to mój przypadek, efekt końcowy znasz. U Ciebie może być inaczej.
Masz na myśli granicę czasu w którym zabiegasz o żonę, czy bardziej danie-jej konkretnego czasu na podjecie decyzji?
Jonasz pisze:
19 kwie 2019, 11:42
Coś być może zostało wtedy zasiane i rosło podsycane aż wyrosło i owocuje.
Być może żonę czymś wtedy zraniłeś.
Być może zawiodłeś.
Tak to prawda, najbardziej nie może mi wybaczy,c ze kiedyś w kłótni użyłem niewłaściwego słowa. Dla mnie to był przerywnik, ona odbierała to inaczej. popełniłem bardzo duzo błedów, ale żona nie chce że mną porozmawiać i powiedzieć mi co tak naprawdę jest przyczyną jej decyzji .
Niedoskonały pisze:
19 kwie 2019, 20:41
Czytając Twój post mam wrażenie że moje i Twoje życie jest bardzo podobne. Zastanawia mnie tylko stwierdzenie że nie musisz pić masz alkohol w domu. Piłeś ostatnimi czasy często bo żona cię odstawiała na bok. Tak myśli alkoholik. Sam nim jestem. A zastanowiłeś się , że odstawiała Cię bo piłeś, oddaliła się bo piłeś, poszukała Kowlaskiego bo piłeś. Ja mam dokładnie tą samą sytuacje, żona szuka mieszkania chce się wyprowadzić z córką, flirtuje i emocjonalnie wiąże się z Kowlaskim, który jest bardzo daleko, jednak sama myśl o nim przysparzała mi gęsiej skórki teraz jest już lepiej. Staram się jej już nie śledzić, chociaż zastanawia mnie nieraz co pisze z nim. Żona odstawiła cię na bok bo nie miała wsparcia poczucia bezpieczeństwa.
Masz rację alkohol był jednym z powodów dla, którego mnie zostawiła. Teraz już wiem że picie było największym błędem w moim życiu bo tak naprawdę nie rozwiązało zdanego mojego problemu tylko tworzyło ich więcej. Zamiast szukać rozwiązań naszych problemow tylko robiłem z siebie ofiarę. To na pewno miało wpływ na jej decyzje.



Dziś w końcu spedzliśmy ten dzień razem. Dzieci były mega zadowolone, bawiły się super ja też się dobrze z nimi bawiłem.
Żona ...różnie poł na poł trochę była miła uśmiechnięta i się nami cieszyła i rozmawiała trochę wkurzona i pokazywała jak jej źle.
W sumie od kiedy pamiętam podobnie się zachowywała....

Niestety w drodze powrotnej znów rozpoczęła kłótnię, nie chciała koło mnie siedzieć tak mnie nienawidzi. Szyderczo mi wypomniała że się zmieniłem jaki to ja teraz fajny dla dzieci, jak się nimi ładnie bawię, jak schudłem, jaki jestem miły że jej koleżanki mówią że je zagaduje....i że dla niej i tak zawsze będę śmieciem i żebym sobie nie myślał że te zmiany coś dadzą.

Ja niestety tez nie mogłem się powstrzymać i się rozpoczęło dowalenie sobie na wzajem i wymyślanie .....
I znów się wyprowadza i szuka domów....

Czytając posty na forum odnoszę wrażenie że tak naprawdę walczymy z wiatrakami. Podejrzewam że w mim przypadku nie będzie szczęśliwego zakończenia.

Jeśli zmuszę ja do podjęcia ostatecznej decyzji teraz, to potem mogę żałować ze nie dałem czasu. Jeśli będę czekał i wszystko się skończy to będę żałował ze nie rzuciłem kart na stół....

Jeszcze dziś przed ostatnią kłótnią , po tym jak mi rano powiedziała że wkurza ją „jaki jestem teraz [... - fajny]” stwierdziłem że chyba stanę się jeszcze bardziej [... - fajny] , dam z siebie wszystko nie się jeszcze bardziej wkurzała....

Teraz już sam nie wiem co robić
Na pewno poświecę więcej czasu dzieciom....

Najchętniej chciałbym się całkowicie z tego wyłączyć , w ogóle o niej nie myśleć i się już nie przykładać do rozpadu naszego związku.
Niestety każdego dnia po przebudzeniu myślę tylko o tym i codziennie zajmuje mi coraz więcej czasu żeby zacząć jakoś funkcjonować.
Ostatnio zmieniony 20 kwie 2019, 7:43 przez jacek-sychar, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: Usunięto słowa mogące uchodzić za nieprzyzwoite

Niedoskonały
Posty: 94
Rejestracja: 29 mar 2019, 22:41
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: Niedoskonały » 20 kwie 2019, 0:17

nałóg pisze:
19 kwie 2019, 22:48
Niedoskonały? A czym /co to jest/ dla Ciebie ten „ czas”?.PD
Daj czasowi czas dla mnie to poddanie się woli Boga, on wie co dla nas jest dobre i zaakceptować to (niestety na to trzeba czasu) Człowiek jest ułomny i wiele razy nawet ten głęboko wierzący ma wątpliwości. Dlatego żeby ją zaakceptować potrzeba nieraz czasu dużo czasu. Zrozumiałem, że nie zmienisz świata możesz zmienić siebie. Jeśli Bóg będzie na pierwszym miejscu wszystko inne będzie na właściwym.

Analizując modlitwy i w dużej mierze biblię łatwo zauważyć, że wiele rad psychologów terapeutów znajduje w niej odzwierciedlenie.
* Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. - W psychologi jeśli sam siebie nie akceptujesz i nie kochasz nie pokochasz nikogo.
* odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy...- Jeśli sobie nie wybaczysz innym również nie wybaczysz
* modlitwa o pogodę ducha - psycholog każdy powie weź się za siebie nie zmienisz świata, zaakceptuj go
* cała terapia AA skupia się w dużej mierze na wierze w Boga bez względu jak ktoś go pojmuje.
można mnożyć przykłady.
Więc postępując zgodnie z zasadami naszej wiary powinniśmy być szczęśliwi jednak człowiek jest istotą ułomną i niedoskonałą i niestety często ma wątpliwości chwile buntu. Jezus na krzyżu też chyba miał chwilę zwątpienia.
Ludzką rzeczą jest upadać boską podnosić się z kolan a szatańską pozostać w grzechu. Więc starajmy się porażki przekuwać w sukcesy i podnosić się z kolan. Wyciągać wnioski z sytuacji jakie nas spotykają i być mądrzejsi. Chociaż moja św. pamięci babcia zawsze mówiła człowiek rodzi się głupi całe życie się uczy a i tak umiera głupi. Coś w tym jest.

tata999
Posty: 590
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: tata999 » 20 kwie 2019, 0:42

Aleksander pisze:
19 kwie 2019, 18:15
tata999 pisze:
19 kwie 2019, 14:27
vertigo pisze:
19 kwie 2019, 12:16
(...) gdybym mógł cofnąć czas, to postawiłbym ostrą granicę najszybciej, jak to było możliwe (...)
Też tak myślę na swoim przykładzie.
Tak - podobnie jak Rybka jestem ciekaw szczegółów i konkretu.

Bo "granica" jako hasło - jest oczywiście bardzo piękne.

Czyli komu ta granica? Sobie czy żonie? Oraz co to by miało być?
W moim przypadku granice byłyby patrząc z mojej perspektywy:
- przed manipulacją,
- przed zwodzeniem, możliwością oszukiwania, kradzieży,
- naiwnością, wchodzeniem sobie na głowę, urąganiem,
- przemocą i innymi skutkami m.in. alkoholizmu i dolegliwości psychicznych napastniczki.

Pewnie z perspektywy drugiej osoby można byłoby te granice inaczej widzieć i nazwać. Byłyby one dla dwojga.

Co to miałyby być za granice? Zazwyczaj forma separacji. Przykłady:
- jeśli nie respektujesz miru domowego i przyjmujesz tu po kryjomu kowalskiego, czy innego obcego, to eksmisja, zmiana zamków w drzwiach,
- jeśli akty przemocy, kradzieży, oszustwa, prowokacje, pozorowanie itp., to montaż monitoringu, policja i wszystko udokumentowane,
- jeśli nie szanujesz ustaleń, warunków wstępnych to żadnych wspólnych spotkań (z dziećmi) i udawania,
- jeśli mowa nie może być jednoznaczna, prosta "tak, tak; nie, nie" to odsunięcie się od współdecydowania,
- jeśli nie ma otwartej, szczerej komunikacji to wzmożona kontrola, chronienie dzieci, rzeczy, danych, zdrowia (głównie mam na myśli choroby zakaźne) lub wydalenie delikwentki,
- jeśli tworzenie intryg, oczernianie to demaskowanie i pociągnięcie do odpowiedzialności (nie tylko prawnej mam na myśli),
- jeśli trwonisz pieniądze, to dokładaj więcej na wydatki wspólne; do tego nałożyłbym bariery przed jednostronnym dysponowaniem wspólnym majątkiem, np. niższe limity wypłat z konta wspólnego.

Myślę, że w przytoczonym cytacie najważniejsze było to, żeby niezwłocznie, natychmiast postawić granice. Nie zwlekać i unikać niejednoznaczności.

jacek-sychar
Posty: 6386
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: jacek-sychar » 20 kwie 2019, 7:49

tata999 pisze:
20 kwie 2019, 0:42
to eksmisja, zmiana zamków w drzwiach,
A za chwile mamy policję na głowie i sprawę za utrudnianie z korzystania ze wspólnej rzeczy (mieszkania), a w konsekwencji sprawa karna, niebieska karta, ...
:shock: :o :shock:
I co to daje? Nie rodzi to kolejnych problemów?

lustro
Posty: 1006
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: lustro » 20 kwie 2019, 8:13

Tata999

Ty tak co wątek, to namawiasz do łamania przepisów prawa i generowania sobie lawiny problemów?

Po pierwsze - nie szkodzić
Może nim coś takiego napiszesz w kolejnym miejscu rozważ dobrze, co naprawdę sugerujesz, a wręcz radzisz.

JolantaElżbieta
Posty: 465
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: JolantaElżbieta » 20 kwie 2019, 8:57

Robertb, twoja żona się wkurza, bo wyrąciłeś jej oręż z ręki. Nie ma pretekstu, żeby odejść, bo jesteś "fajny". lepszy i co teraz? Jak ma wytłumaczyć chęć na rozwód. Lepiej się odchodzi od niefajnych :-)

Wiedźmin
Posty: 1360
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: Wiedźmin » 20 kwie 2019, 9:06

Robertb pisze:
19 kwie 2019, 23:55
[...]

Niestety w drodze powrotnej znów rozpoczęła kłótnię, nie chciała koło mnie siedzieć tak mnie nienawidzi.
To akurat jej prawo - i często tak się dzieje.
Robertb pisze:
19 kwie 2019, 23:55
[...]
Ja niestety tez nie mogłem się powstrzymać i się rozpoczęło dowalenie sobie na wzajem i wymyślanie .....
I znów się wyprowadza i szuka domów....
A tu już błąd :( - To Twoja odpowiedzialność... do tego cała ta kłótnia pewnie przy dzieciach?
"Porozumiewanie bez przemocy" by się Wam przydało jako lektura obowiązkowa.
Robertb pisze:
19 kwie 2019, 23:55
Czytając posty na forum odnoszę wrażenie że tak naprawdę walczymy z wiatrakami. Podejrzewam że w mim przypadku nie będzie szczęśliwego zakończenia.
Tak - "szczęśliwe zakończenia" to ledwie mały odsetek opisywanych tu spraw. W sensie takim, że "zeszli się i żyli dłuuugo i szczęśliwie". Jednak tu się gra Robertb głównie toczy o Ciebie - żebyś Ty sam siebie wygrał. Zmieniaj siebie, tak jak do tej pory - jak widzisz, efekty są (żona zauważa, być może z pogardą, ale jednak) - niech one staną się długofalowe.
Robertb pisze:
19 kwie 2019, 23:55
Jeśli zmuszę ja do podjęcia ostatecznej decyzji teraz, to potem mogę żałować ze nie dałem czasu. Jeśli będę czekał i wszystko się skończy to będę żałował ze nie rzuciłem kart na stół....
Ryzyko jest zawsze. U mnie zadziałało coś - u innego może dokładnie to samo zaszkodzić... przemyśl dobrze, Ty znasz siebie i ją najlepiej - i działaj :)

Robertb pisze:
19 kwie 2019, 23:55
Teraz już sam nie wiem co robić
Na pewno poświecę więcej czasu dzieciom....
A to bardzo dobra decyzja :)
Szczęście "nie leży" na zewnątrz - postaraj odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skup (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

Niedoskonały
Posty: 94
Rejestracja: 29 mar 2019, 22:41
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: Niedoskonały » 20 kwie 2019, 10:45

Tak piszecie o tym stawianiu granic. Jeśli ktoś pił to jak może granice żonie postawić. Tak naprawdę to alkohol dużo popsuł. Według mnie powinno się pokazać jaki jestem bez alkoholu jaki mogę być fajny. To powinno przyświecał a nie stawianie granic żonie. Przecież w modlitwach w skrócie zło dobrem zwyciężaj. Wiec pokaż jaki jesteś. Taka refleksja mnie naszła. Odejdzie zobaczy co straci. Stan obok i spójrz czy z kim jak Ty można żyć.

Robertb
Posty: 70
Rejestracja: 17 kwie 2019, 11:38
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: Robertb » 20 kwie 2019, 11:32

JolantaElżbieta pisze:
20 kwie 2019, 8:57
Robertb, twoja żona się wkurza, bo wyrąciłeś jej oręż z ręki. Nie ma pretekstu, żeby odejść, bo jesteś "fajny". lepszy i co teraz? Jak ma wytłumaczyć chęć na rozwód. Lepiej się odchodzi od niefajnych :-)
Coś na pewno w tym jest, bo zmieniłem się mocno i wszyscy dookoła jej o tym mówią . Ja jednak nie odczuwał jakiejś wielkiej zmiany, podrostu zacząłem robić to co zawsze chciałem. Oczywiście zrozumiałem wiele błędów i staram się ich już nie popełniać.

Ona jak widzi jak teraz się zachowuje wpada w szał i chyba robi się jeszcze bardziej na mnie zła ...
Aleksander pisze:
20 kwie 2019, 9:06
To akurat jej prawo - i często tak się dzieje.
Ona zazwyczaj nie rozpoczyna rozmów o nas, wym razem ja postanowiłem zignorować to że zwidzę że się robi zła z powodu tego wyjazdu . Już miesiąc temu postanowiłem ze nigdy nie będę zaczynał rozmów na nasz temat i tego się trzymam. Wiec tym razem ona zaczęła, mimo ze zawsze mówiła ze nie che ze mną nigdzie jechać o się boi ze będę zaczynał rozmowy i będziemy się kłócić.
Aleksander pisze:
20 kwie 2019, 9:06
A tu już błąd - To Twoja odpowiedzialność... do tego cała ta kłótnia pewnie przy dzieciach?
"Porozumiewanie bez przemocy" by się Wam przydało jako lektura obowiązkowa.
I to jest i zawsze była rzecz nad którą nie mogę zapanować, niestety zawsze muszę dorzucić swoje słowo i odpowiedzieć albo starać się coś tłumaczyć. Nie potrafię porostu tego zignorować, jedynie co mi się udało to ze nie krzyczałem tylko mówiłem z opanowaniem ale nie jestem z siebie dumny. Na pewno ziajże do książki, którą poleciłeś...
Niedawno odnosiłem wrażenie że po takiej kłótni żona robiła, krok do przodu w kierunku ratowania naszego związku np planowała wspólny wyjazd . Ale potem w następnej do anulowała ....

W następnym tygodniu mamy zaplanowany kolejny wyjazd tym razem na kilka dni i we wczorajszej kłótni o dziwo go nie anulowała , może dlatego ze termin jest zbyt bliski i się boi ze nie było by czasu na zmianę decyzji a się boi jechać sama , nie wiem .....

Teraz się zastanawiam, żeby jednak nie jechać tylko , pojechać z dziećmi na kilka dni niech ona jedzie sama.... Wtedy miedzie miała tydzień odpoczynku odemnie...

Nie wiem jednak czy to dobre rozwiązanie.
Niedoskonały pisze:
20 kwie 2019, 10:45
Tak piszecie o tym stawianiu granic. Jeśli ktoś pił to jak może granice żonie postawić. Tak naprawdę to alkohol dużo popsuł. Według mnie powinno się pokazać jaki jestem bez alkoholu jaki mogę być fajny. To powinno przyświecał a nie stawianie granic żonie. Przecież w modlitwach w skrócie zło dobrem zwyciężaj. Wiec pokaż jaki jesteś. Taka refleksja mnie naszła. Odejdzie zobaczy co straci. Stan obok i spójrz czy z kim jak Ty można żyć.
Trochę to racja, to ja jestem głownie winny i do tego się przyznałem i faktycznie nie powinienem stawiać granicy tylko dać jej więcej czasu i pracować na sobą .

tata999
Posty: 590
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: tata999 » 20 kwie 2019, 11:36

Niedoskonały pisze:
20 kwie 2019, 10:45
Tak piszecie o tym stawianiu granic. Jeśli ktoś pił to jak może granice żonie postawić. Tak naprawdę to alkohol dużo popsuł. Według mnie powinno się pokazać jaki jestem bez alkoholu jaki mogę być fajny. To powinno przyświecał a nie stawianie granic żonie. Przecież w modlitwach w skrócie zło dobrem zwyciężaj. Wiec pokaż jaki jesteś. Taka refleksja mnie naszła. Odejdzie zobaczy co straci. Stan obok i spójrz czy z kim jak Ty można żyć.
Moim zdaniem - może. Wyobraźmy sobie, że alkoholik, który przestał, powie: "jeśli będziesz naigrywać się z tego, że piłem i robię xyz, żeby nie wrócić, to nie pójdę z Tobą na wesele". Będzie to granica dla obojga, bo granice z natury są dla dwojga. Dla alkoholika będzie to granica przed obniżeniem własnej oceny, narażeniem na ulegnięcie namawianiu do picia, a dla drugiej strony przed arogancją, pychą, czy co tam złego by nią powodowało.

Obie strony wpadają w pułapki , gubią się, błądzą i na obu ciąży obowiązek starania o związek, w tym poprzez stawianie granic. To, że jedna to alkoholik nie wyklucza, że nie może dbać o związek poprzez stawianie granic. Przy tym jak zawsze trzeba pamiętać, że każda sytuacja jest inna i oceniać je indywidualnie.

JolantaElżbieta
Posty: 465
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: JolantaElżbieta » 20 kwie 2019, 11:42

Niedoskonały pisze:
20 kwie 2019, 10:45
Tak piszecie o tym stawianiu granic. Jeśli ktoś pił to jak może granice żonie postawić. Tak naprawdę to alkohol dużo popsuł. Według mnie powinno się pokazać jaki jestem bez alkoholu jaki mogę być fajny. To powinno przyświecał a nie stawianie granic żonie. Przecież w modlitwach w skrócie zło dobrem zwyciężaj. Wiec pokaż jaki jesteś. Taka refleksja mnie naszła. Odejdzie zobaczy co straci. Stan obok i spójrz czy z kim jak Ty można żyć.
No i twoja żona musi zobaczyć, że zmieniłeś swoje życie, a nie, że używasz sposobów, żeby ja zatrzymać, bo boisz się być sam. To moze potrwać, więc powodzenia i wytrwalości w pójściu nową Drogą :-)

lustro
Posty: 1006
Rejestracja: 02 sie 2017, 22:37
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: lustro » 20 kwie 2019, 12:00

Robertb

Masz dylemat, co robić... Tu nie ma 100%skutecznych receptur.
Tak jak pisze Aleksander, u jednego działa to, u drugiego coś innego.
Jedno jest pewne, że jak się żona wyprowadzi, to będzie Ci o niebo trudnej pokazać, że się zmieniłeś. Ze pracujesz nad sobą, że stajesz się lepszym człowiekiem.
A i też nie do końca...bo bywa, że z daleka lepiej widać

Na razie widać, że nie pijesz (na razie...i ona zawsze może tak uważać) i że nie potrafisz ominąć prowokacji do kłótni.
Czyli - z jednej strony fajny dla dzieci, bardziej zadbany... A z drugiej w trudnych momentach nic się nie zmienia.
No przepraszam, ale to twoje reakcje na trudne momenty leżą u początku tego kryzysu.

Widzę to trochę inaczej niż JolantaElżbieta.
Może dlatego, że byłam po drugiej stronie konfliktu.
Moje myślenie było wtedy takie - nie ufaj temu co widzisz, bo to tylko chwilowe staranie i gra pozorów wywołana strachem, że odejdę. Jak nabierze pewności (mąż), że sytuacja jest opanowana wróci na stare tory (mój mąż, nie pił, żeby było jasne).
I niestety, ale jednak nie do końca się myliłam.
Więc spróbuj popatrzeć na siebie oczami żony. Czy nie bał byś się wszystko tak lyknąć jak wygląda z pozoru?
Skup się na sobie i daj czasowi czas.
Cierpliwości.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 9 gości