Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Robertb
Posty: 70
Rejestracja: 17 kwie 2019, 11:38
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: Robertb » 15 maja 2019, 5:08

Żona jednak postanowiła się nie wyprowadzać jednak ciągle powtarza że miedzy nami nic nie będzie i że robi to tylko dla dzieci.
Cały czas jest nieznośna ciągle obrażona i tylko czekam aż znowu wybuchnie.
Wiem ze ostatnio nie pisze z kowalskim jednak nie mogłem się powstrzymać i sprawdziłem, co robi i niestety ciągle ogląda jego profil i profil jego byłej zony jego całej rodziny robi to obsesyjnie, tak jakby nic innego nie było w Internecie tylko to.
Wiem ze nie powinienem tego sprawdzać, ale to zrobiłem i teraz nie wiem czy to tak zostawić i pozwolić jej na internetowe szaleństwo z nadzieją ze kiedyś jej przejdzie, czy interweniować.
Po tym, co zobaczyłem raczej nie zgodzę się, aby po rozstaniu dzieci zamieszkały z nią.
Wydaje mi się ze to właśnie ta fascynacja może być jednym z powodów, dlaczego zona nie chce ratować naszego związku, a jej ciągle zdenerwowanie jest, dlatego ze stoję jej na przeszkodzie.
Oczywiście zdaje sobie sprawę ze do tego doprowadziło moje pice.
Liczę na to jak postawie sprawę jasno i dam jej wybór to w końcu dotrze do niej, że warto jednak zrobić coś, aby uratować nasz związek i rodzinę, jak to dotarło do mnie, gdy ona mi powiedziała ze chce rozwodu.

tata999
Posty: 524
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: tata999 » 15 maja 2019, 8:53

Robertb pisze:
15 maja 2019, 5:08

Liczę na to jak postawie sprawę jasno i dam jej wybór to w końcu dotrze do niej, że warto jednak zrobić coś, aby uratować nasz związek i rodzinę, jak to dotarło do mnie, gdy ona mi powiedziała ze chce rozwodu.
Żona to inna osoba. Nie siedzisz w jej głowie. Nie możesz przewidzieć, czy i co dotrze do niej. Co woli? Co oceni, że warto, a czego nie? Nie sugeruję, żebyś nie robił tego, co zmierzasz. Chcę jedynie zwrócić Ci uwagę na Twoje oczekiwania i odbiór, na które masz wpływ w przeciwieństwie do całej reszty. Napisałeś coś typu "liczę na to, że ona...". Jednocześnie nie napisałeś "liczę na to, że ja...".

Rybka
Posty: 104
Rejestracja: 13 wrz 2018, 17:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: Rybka » 15 maja 2019, 9:37

Robert - a jesteś przygotowany ze żona moe wybrać inna drogę ?
Tez próbowałam nie poradnie stawiać takie granice gdy nie byłam na to gotowa - wyszło z nich więcej szkody niż pożytku a dziś uważam ze to była manipulacja. Bo chodziło by zmusić męża do „ zastanowienia się „
On wyczuł moja słabość a ja na tamten moment nie byłam w ogóle stabilna emocjonalnie by znieść opcje - wybieram zielona trawkę za płotem.
Wobec wszystkiego, co ci się przydarza, możesz albo sobie współczuć, albo traktować to, co się stało, jako prezent. Wszystko jest albo okazją do rozwoju, albo przeszkodą, która zatrzyma Twój rozwój. Wybór należy do Ciebie.
Wayne Dyer

Tata_to_Zero
Posty: 30
Rejestracja: 08 gru 2018, 13:31
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: Tata_to_Zero » 12 cze 2019, 0:23

Robertb pisze:
18 kwie 2019, 0:22

Proszę rady, co robić żeby nie zwariować?

Zależy mi na uratowaniu małżeństwa jak postępować?

Czy na forum są osoby, które były w podobnej sytuacji i im się udało?
Ja byłem. NIC nie wskórasz ! Pisz na priv.
Aby nie zwariować - psychiatra i leki.
Aby mieć dzieci - wyprowadź się do rodziców z dziećmi i wtedy zażądaj od żony pójścia na terapię małżeństw ...
na 90% ona odeszła od Boga i się nie zgodzi, siłą jej nie zaciągniesz.

Prawo jest po stronie kobiet w PL...nawet zdrada, JEJ zdrada pozbawi Cię dzieci i będziesz płacił 2-4 tys. alimentów widując dzieci jak więzień 2-3 razy w m-cu. Ona o tym wie od koleżanek i z internetu...

Wejdź na facebooku do grupy Dzielny Tata.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 6587
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: Nirwanna » 12 cze 2019, 6:37

Tata, staramy się nie radzić, tylko pokazywać świadectwem, co działa, a co nie działa.
Weźmiesz na siebie wszystkie konsekwencje doradzanej przez Ciebie wyprowadzki? Bo one nie będą Twoje, te konsekwencje, wiesz o tym?
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Robertb
Posty: 70
Rejestracja: 17 kwie 2019, 11:38
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: Robertb » 14 cze 2019, 17:32

Minął miesiąc a u mnie nic się nie zmieniło, ostatnią kłótnie mieliśmy 3 tygodnie temu żona jak zwykle zadeklarowała ze się wyprowadza a następnego dnia chyba jej przeszło bo znów zaczęła planować wspólne wyjazdy.
Tym razem ja zainicjowałem kłótnię…. o kowalskiego… od tego czasu chyba przestała z nim pisać i wchodzić na jego profil.
Niestety jest nie do wytrzymania… a ja znoszę to coraz gorzej i powoli tracę nadzieje że to ma sens.

vertigo
Posty: 75
Rejestracja: 30 mar 2018, 10:16
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: vertigo » 14 cze 2019, 20:27

Robertb, wklejam, co kiedyś napisał rak. Powiem tyle, że gdy jeszcze trwaliśmy w tym dziwnym tańcu mieszkając razem, to jedyne, co mocno działało na żonę, to były moje późniejsze, nawet jedynie o kilkanaście minut, powroty do domu. Wtedy nagle wykazywała krótkie zainteresowanie moją osobą. Poważnie zastanawiałem się, czy nie wzmocnić tego typu działań. Uznałem jednak, że będą to mimo wszystko manipulacje, a chciałem być fair. Ale teraz, z perspektywy czasu, patrzę na to inaczej. Trzeba było być dla niej wyzwaniem, a nie jedynie gościem od zajmowania się domem. Może nasza sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej, myślę, że gorzej by nie było, niż jest teraz.

Ale to moje doświadczenie i przemyślenia.
rak pisze:
16 mar 2018, 10:50
ejkej pisze:
16 mar 2018, 7:23
Żona już nie chce być przyjaciółką, chce ograniczyć maksymalnie nasz kontakt. Strasznie ją boli, że się zmieniam i "że dla niej kiedyś taki nie byłem". Wyczuwam dużą niestabilność emocjonalną, mimo kreowania przed wszystkimi jak to super, jaki to jej fresh start
U mojej żony zmiany planów pomiędzy pozostaniem przyjaciółką (w innym związku :shock: ), chęcią odizolowania się i zerwania kontaktu, poprzez utrzymanie kontaktu ale wywalanie we mnie jaką jest ofiarą tego wszystkim, a jakim ja jest chu... mężem, aż po staranie się na odbudowę (trochę ściemniane jeszcze) trwało niemal rok, więc te emocje to będą się jeszcze przez nią przewalały, a ty będziesz głównym odbiorcą tych zmian i ataków, bo przecież dla kowalskiego musi być słodziutka jak nigdy, a gdzieś to swoją złość musi wywalić...

Jeśli mógłbym coś zasugerować, to im bardziej spokojnie będziesz reagował na jej niestabilność (choćbyś i udawał) to tym bardziej zostanie ona w niej i sama będzie musiała sobie z nią poradzić. Jeśli wywali ją na Ciebie, a ty odpowiesz, to od razu poczuje się lepiej i się usprawiedliwi, że to Twoja wina. Zapewne Twój spokój też będzie wywoływał agresję, bo nie będzie miała łatwego sposobu na pozbycie się swojego napięcia, ale z czasem może zacząć działać, nie mówię już, że w ten sposób pokazujesz, że dalej czekasz i jesteś gotowy ją przyjąć - a to też zostaje w pamięci.

Jeśli macie jeszcze więź, a z tego co piszesz wynika, że macie, to naprawdę może zadziałać odwieszenie się od żony, niereagowanie na jej psychiczny szantaż i pokazanie jej, że możesz żyć własnym życiem. Jeśli Twoją boli, cokolwiek związanego z Tobą, to dobrze, bo nie jest obojętna na Ciebie i chociaż sama się do tego nie przyzna to jeszcze jej zależy. Moja najbardziej się interesowała i "rosła jej gula" jak nie wracałem do domu, albo później wieczorem przyjeżdzałem. Dalej chciała mieć męża i kontrolę nad nim, chociaż sama nie poczuwała się do bycia żoną.

Ta kreowana stabilność dla Ciebie i dla innych będzie też bardzo chwiejna i może wychodzić w różnych, często błahych sytuacjach, dobrze jak możesz jej wtedy dać wsparcie, równocześniej dystansując się od jej zachowania i ranienia Ciebie.
Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali (2 Kor 12, 9)

Wiedźmin
Posty: 1312
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: Wiedźmin » 15 cze 2019, 16:03

vertigo pisze:
14 cze 2019, 20:27
[...] Trzeba było być dla niej wyzwaniem [...]
Vertigo - możesz proszę rozszerzyć? Chętnie bym przeczytał coś więcej.
Szczęście "nie leży" na zewnątrz - postaraj odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skup (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

Robertb
Posty: 70
Rejestracja: 17 kwie 2019, 11:38
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: Robertb » 19 cze 2019, 22:09

Przez prawie 4 tygodnie się z żoną nie kłóciłem, 2 razy próbowała mnie sprowokować do kłótni, ale jej się nie udało.
Studiuje forum i czytam poleconą lekturę, ciągle dbam o siebie uprawiam sport i nie pije.

W czasie trwania kryzysu zauważyłem pewną rzecz: żona często sama zaczyna do mnie pisać, gdy jest w pracy. O różnych rzeczach wtedy jest jakaś milsza i to właśnie wtedy podejmuje decyzje o zrobieniu czegoś razem. Gdy wraca do domu to potem tych tematów w ogóle nie porusza a jak ja je poruszę to niechętnie do tego wraca.

Tak było od początku kryzysu, najczęściej po kłótniach, gdy już się miała wyprowadzać i oznajmiała, że to już koniec to potem z pracy do mnie pisała i robiła jakiś krok np. oferowała wspólny wyjazd z dziećmi, który miał być przeznaczony tylko dla niej i dzieci, a ja miałem z góry zapowiedziane, że dla mnie nie ma tam miejsca.

Teraz jak się nie kłócimy jest bardzo chłodna atmosfera, żona rzadko się do mnie odzywa ja sam też się nie odzywam a jeśli rozmawiamy to o dzieciach.

Ale zauważyłem też, że gdy jesteśmy w pracy i napiszę cos do żony, i piszemy czy o dzieciach czy o zakupach to wtedy po pracy ona chętniej ze mną rozmawia na różne tematy i jest jakby milsza. Niestety te miłe rozmowy są tylko na tematy, o których ona chce rozmawiać, jeśli ja coś zagaduję na luźne tematy to ona zazwyczaj nie jest zainteresowana rozmową.

Analizuje to wszystko, bo nie wiem jak najlepiej postępować, na początku postanowiłem, że będę się jak najmniej z nią kontaktował, gdy jest w pracy - jednak, gdy wtedy piszemy do siebie czy rozmawiamy przez telefon to po popołudniu mamy lepszy kontakt. Tylko nasuwa mi się pytanie czy to jest pomocne w osiągnięciu celu?

Bo może właśnie może rezygnacja z lepszej atmosfery i ograniczenie, kontaktów do minimum zmusi zonę do przemyśleń i może wtedy zachce ratować małżeństwo.

Niestety jest jedna rzecz, która mnie zaniepokoiła. Zauważyłem, że żona ogląda lesbijskie filmy pornograficzne. Wiem ze robi to bardzo rzadko jednak zacząłem się zastanawiać czy to ma jakieś znacznie i jak to się ma do jej niechęci do mnie? Nie chce z tego wyciągać jakiś wniosków, tak naprawdę nie wiem, co o tym myśleć.

Wiedźmin
Posty: 1312
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: Wiedźmin » 20 cze 2019, 11:40

Robertb pisze:
19 cze 2019, 22:09
Przez prawie 4 tygodnie się z żoną nie kłóciłem, 2 razy próbowała mnie sprowokować do kłótni, ale jej się nie udało.
Studiuje forum i czytam poleconą lekturę, ciągle dbam o siebie uprawiam sport i nie pije.
[...]
Super :) Świetna robota! Fajnie że piszesz o sobie i siebie zauważasz :)
Robertb pisze:
19 cze 2019, 22:09
W czasie trwania kryzysu zauważyłem pewną rzecz: żona często sama zaczyna do mnie pisać [...]
(żona) Gdy wraca do domu to potem tych tematów w ogóle nie porusza [...] (żona) niechętnie do tego wraca.

[...] gdy (żona) już się miała wyprowadzać i oznajmiała
[...] (żona) potem z pracy do mnie pisała i robiła jakiś [...]

[...] żona rzadko się do mnie odzywa ja sam też się nie odzywam a jeśli rozmawiamy to o dzieciach.

[...] (żona) po pracy ona chętniej ze mną rozmawia na różne tematy i (żona) jest jakby milsza.
[...] rozmowy są tylko na tematy, o których (żona) chce rozmawiać
[...] (żona) zazwyczaj nie jest zainteresowana rozmową.

[...] żona ogląda lesbijskie filmy pornograficzne. [...]
Przy cytowaniu zamieniłem kilka razy "ona" na żona i dodałem w miejscu gdzie jest "podmiot domyślny".
Ja również miałem (i mam?) długi okres koncentracji uwagi na żonie... uwieszony byłem okrutnie - wciąż czasem próbuję wskakiwać w stare tory dobrze znane (ale krzywdzące mnie i szkodzące relacji). Zauważyłem, jak bardzo byłem kontrolujący... a 100% nasilenia kontroli było z początkiem ostrej fazy kryzysu - sprawdzanie (bądź próba sprawdzania) telefonu, komputera (historia oglądanych witryn) ... i inne czynności - mające na celu "zebranie informacji" - ta kontrola oczywiście w pewnym bardzo wąskim wycinku (ludzkim) się przydała - ale generalnie świadczyła i świadczy jednak o problemach jakie ja miałem (i mam) ze sobą.

Myślę, że jesteś na fajnej drodze - zadbanie o siebie i swoje zdrowie i sylwetkę to dobra inwestycja :)
Szczęście "nie leży" na zewnątrz - postaraj odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skup (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

vertigo
Posty: 75
Rejestracja: 30 mar 2018, 10:16
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: vertigo » 20 cze 2019, 16:16

Aleksander pisze:
15 cze 2019, 16:03
vertigo pisze:
14 cze 2019, 20:27
[...] Trzeba było być dla niej wyzwaniem [...]
Vertigo - możesz proszę rozszerzyć? Chętnie bym przeczytał coś więcej.
Jak mogłem być wyzwaniem? Jak się dobrze wczytać w Listę Zerty, to ona w wielu punktach o tym właściwie mówi, tyle że potrzeba konkretnych, nieco "podkręconych" działań. Czasem nieco manipulacyjnych. Nie sądzę, żeby coś było zupełną nowością, sporo propozycji i rad forumowiczów o tym traktuje.

Chodzi o to, by akcent postawić na "jesteś gotowy żyć dalej, z nią lub bez niej". Jak to można robić? Przez przejęcie inicjatywy w kryzysowej sytuacji i działanie aktywne, a nie reaktywne. Być tajemniczym, budować niepewność, kreować grę wyobraźni i domysłu, nie odsłaniać wszystkich kart, nie okazywać większego zainteresowania żoną, niż ona sama okazuje. Jednocześnie cały czas być "pogodnym, silnym, otwartym i atrakcyjnym" dla niej i dla świata (nowe ciuchy, perfumy, sylwetka, fryzura). "Nie narzucać się ze swoją obecnością w domu". Na odmowy żony na różne propozycje wspólnego spędzenia czasu, reagować spokojnie, bez okazywania zdenerwowania i obrażania się. Jeśli żona nie chce wspólnie wychodzić do kina, teatru, na koncerty, do knajpki czy restauracji, to iść bez niej. Informować, że ze znajomymi, a najlepiej "nowymi znajomymi", np. z siłowni lub pracy.

Pokazać, że mamy nowe zainteresowania, przykładowo zapisać się kurs językowy, czasem wrócić z niego później, "bo poszliśmy z kilkoma osobami na pizzę". Innym razem napisać SMS, że jednak coś ważnego niespodziewanie wypadło w pracy i na ten moment nawet nie wiadomo, ile sprawa zajmie. Wrócić późno, w pogodnym nastroju. Żonie wręczyć kwiaty. Czasem wyjechać na kilka dni.

Cały czas "zachowuj dystans i obserwuj", jak to działa na żonę i stosownie reagować. Być przygotowanym na pogorszenie sytuacji. Jeśli żona zacznie wykazywać inicjatywę i zainteresowanie, odpowiadać pozytywnie, lecz z umiarkowanym entuzjazmem. W każdym przypadku nie odpuszczać za szybko, na pewno nie pęknąć. "Bądź cierpliwy". "Bądź konsekwentny". "Nie schodź z raz obranej drogi".

Czy to mogło podziałać na moją żonę? Nie wiem, ale należało spróbować. Jej reakcje na kilka tego typu sytuacji, choć niektóre wydarzyły się zupełnie przypadkowo, były dla mnie zaskakujące. Jak napisał rak, "żona chciała mieć męża i kontrolę nad nim, chociaż sama nie poczuwała się do bycia żoną". Jednak mimo, że mnie korciło, by kontynuować w tym duchu, uznałem, że to manipulacja, a chciałem być fair. Ale skoro żona była w czasie kryzysu i wspólnego mieszkania jedną wielką emocją (tak mi w którym momencie powiedziała), to należało te jej emocje jeszcze bardziej rozhuśtać. A ja co? Siedzenie w domu, sprzątanie, zakupy, pomoc dzieciom. I taki mąż miał być dla niej wyzwaniem? Nuda.
Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali (2 Kor 12, 9)

Wiedźmin
Posty: 1312
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: Wiedźmin » 20 cze 2019, 17:41

vertigo pisze:
20 cze 2019, 16:16
[...]
A ja co? Siedzenie w domu, sprzątanie, zakupy, pomoc dzieciom. I taki mąż miał być dla niej wyzwaniem? Nuda.
OK - rozumiem. Ale z drugiej strony, pewnie dla wielu pań choćby z tego forum, taki mąż jak opisałeś, to byłby skarb. Bo one właśnie mają (miały?) często takiego, co "był wyzwaniem" - ciągle go nie było, po knajpach się włóczył ;) ... w domu nie pomagał... a na koniec zdradził z jakąś kowalską... - a co, jak wyzwanie to wyzwanie.

A że nuda? Cóż, to oczywiście część prawdy - pisałem już kiedyś o zupie pomidorowej jedzonej codziennie... że choć najlepsza może się przejeść - oczywiście że tak. Z drugiej strony - zamiast słowa "nuda" na końcu Twojego zdania - dobrze pasuje też: "odpowiedzialność".

I teraz... po doświadczeniach własnych... to jakbym miał drugi razy wybierać żonę ;) :D ... to już nie uśmiech, żart czy na oczy.... nie na elokwencję, dekolt, czy zgrabną pupę bym zwracał uwagę - ale na to, czy jest to osoba odpowiedzialna.

Szczerość i odpowiedzialność - to obecnie to, czego mi chyba najbardziej brakuje w mojej relacji.
Szczęście "nie leży" na zewnątrz - postaraj odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skup (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

Ukasz
Posty: 1415
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: Ukasz » 20 cze 2019, 17:48

Robertb pisze:
19 cze 2019, 22:09
Tylko nasuwa mi się pytanie czy to jest pomocne w osiągnięciu celu?

Bo może właśnie może rezygnacja z lepszej atmosfery i ograniczenie, kontaktów do minimum zmusi zonę do przemyśleń i może wtedy zachce ratować małżeństwo.
Zastanów się dobrze, co jest celem Twoich działań - bo wygląda na to, że chcesz zmusić żonę do przemyśleń, a dokładniej do zmiany postawy i ratowania małżeństwa. To na pewno jest droga donikąd.
Ja formułuję swój cel w tym względzie tak:
1. żebym sam w pełnej wolności wybrał miłość,
2. żeby moja postawa pomogła, a nie przeszkadzała żonie w zrobieniu tego samego.
Zależy mi na tym, żeby do niczego nie była zmuszona i żeby nie czuła się zmuszona do niczego, bo tylko wtedy może się odrodzić miłość między nami.
Z ostatnich tygodni, a może nawet miesięcy wynoszę ponadto takie doświadczenie, że nie warto zbytnio narzucać sobie wymyślonej linii, a lepiej bardziej iść za głosem serca. Oczywiście rozeznawać, czy coś jest dobre czy złe, jak na to patrzy Bóg, ale nie pod kątem jakiejś przyjętej strategii, lecz po prostu sumienia. Jeszcze nie wiem, co mi taka postawa przyniesie. Na pewno ma jednak tę zaletę, że nie spinam się wciąż i narzucam sobie czegoś. Czuję się z tym dobrze.

Robertb
Posty: 70
Rejestracja: 17 kwie 2019, 11:38
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: Robertb » 20 cze 2019, 20:10

Aleksander pisze:
20 cze 2019, 11:40
ta kontrola oczywiście w pewnym bardzo wąskim wycinku (ludzkim) się przydała - ale generalnie świadczyła i świadczy jednak o problemach jakie ja miałem (i mam) ze sobą.
No ja też mam problemy że sobą, ale nigdy wcześniej nie miałem takich problemów, dopiero jak przypadkiem zauważyłem zainteresowanie kowalskim.
Akurat tego nie będę akceptował i to jej powiedziałem stanowczo i na razie jest spokój.
Aleksander pisze:
20 cze 2019, 11:40
Jak mogłem być wyzwaniem? Jak się dobrze wczytać w Listę Zerty, to ona w wielu punktach o tym właściwie mówi, tyle że potrzeba konkretnych, nieco "podkręconych" działań. Czasem nieco manipulacyjnych. Nie sądzę, żeby coś było zupełną nowością, sporo propozycji i rad forumowiczów o tym traktuje.

Chodzi o to, by akcent postawić na "jesteś gotowy żyć dalej, z nią lub bez niej". Jak to można robić? Przez przejęcie inicjatywy w kryzysowej sytuacji i działanie aktywne, a nie reaktywne. Być tajemniczym, budować niepewność, kreować grę wyobraźni i domysłu, nie odsłaniać wszystkich kart, nie okazywać większego zainteresowania żoną, niż ona sama okazuje. Jednocześnie cały czas być "pogodnym, silnym, otwartym i atrakcyjnym" dla niej i dla świata (nowe ciuchy, perfumy, sylwetka, fryzura). "Nie narzucać się ze swoją obecnością w domu". Na odmowy żony na różne propozycje wspólnego spędzenia czasu, reagować spokojnie, bez okazywania zdenerwowania i obrażania się. Jeśli żona nie chce wspólnie wychodzić do kina, teatru, na koncerty, do knajpki czy restauracji, to iść bez niej. Informować, że ze znajomymi, a najlepiej "nowymi znajomymi", np. z siłowni lub pracy.

Pokazać, że mamy nowe zainteresowania, przykładowo zapisać się kurs językowy, czasem wrócić z niego później, "bo poszliśmy z kilkoma osobami na pizzę". Innym razem napisać SMS, że jednak coś ważnego niespodziewanie wypadło w pracy i na ten moment nawet nie wiadomo, ile sprawa zajmie. Wrócić późno, w pogodnym nastroju. Żonie wręczyć kwiaty. Czasem wyjechać na kilka dni.
W moim przypadku większość z tych rzeczy jest nie do wykonania, mam bardzo ograniczone pole manewru.
Ukasz pisze:
20 cze 2019, 17:48
Zastanów się dobrze, co jest celem Twoich działań - bo wygląda na to, że chcesz zmusić żonę do przemyśleń, a dokładniej do zmiany postawy i ratowania małżeństwa. To na pewno jest droga donikąd.
Ja formułuję swój cel w tym względzie tak:
1. żebym sam w pełnej wolności wybrał miłość,
2. żeby moja postawa pomogła, a nie przeszkadzała żonie w zrobieniu tego samego.
Zależy mi na tym, żeby do niczego nie była zmuszona i żeby nie czuła się zmuszona do niczego, bo tylko wtedy może się odrodzić miłość między nami.
Z ostatnich tygodni, a może nawet miesięcy wynoszę ponadto takie doświadczenie, że nie warto zbytnio narzucać sobie wymyślonej linii, a lepiej bardziej iść za głosem serca. Oczywiście rozeznawać, czy coś jest dobre czy złe, jak na to patrzy Bóg, ale nie pod kątem jakiejś przyjętej strategii, lecz po prostu sumienia. Jeszcze nie wiem, co mi taka postawa przyniesie. Na pewno ma jednak tę zaletę, że nie spinam się wciąż i narzucam sobie czegoś. Czuję się z tym dobrze.
Ja się zastanowiłem tylko ze u mnie sytuacja wygląda trochę inaczej, bo moja zona otwarcie powiedziała, że możemy mieszkać razem żyć obok siebie, ale nigdy już ze mną nie będzie.

W tym momencie najbardziej bym chciał być sobą i żyć w miłej atmosferze jednak obawiam się, że żona odbierze takie zachowanie tak że pomyśli że mi też odpowiada taki układ. A ani mi, ani dzieciom nie odpowiada.

Wiem że jestem facetem , który ma wiele problemów ze sobą i nie potrafi zrozumieć natury kobiecej ale ciągle mi się wydaje że problemem w tym wszystkim jest problem żony który ona ma sama ze sobą i potrzebuje pomocy.

Od czasu kryzysu ma takie akcje, typu zmienię coś poczuje się lepiej ...zmienię samochód, prace, kupię bardzo drogi mebel do domu ...a to wszystko nie działa, tak samo jak nie zadziała zmiana męża.

Teraz czytam książkę "Kochaj siebie a nie ważne z kim się zwiążesz", zastanawiam się czy nie podarować jej w jakiś sposób tej książki.
chodzi mi o taki sposób aby nie domyśliła się ze to ode mnie.

Jonasz
Posty: 954
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: Mieszkanie razem ze względu na dzieci … jak to uratować?

Post autor: Jonasz » 20 cze 2019, 23:20

vertigo pisze:
20 cze 2019, 16:16
A ja co? Siedzenie w domu, sprzątanie, zakupy, pomoc dzieciom. I taki mąż miał być dla niej wyzwaniem? Nuda.
Vertigo a zrobiłeś to z wyboru własnego czy zostałeś postawiony przed taką koniecznością?
Mam nadzieję,że nie masz do siebie o to jakichkolwiek pretensji?
I nie żałujesz.
Robertb pisze:
20 cze 2019, 20:10
Ja się zastanowiłem tylko ze u mnie sytuacja wygląda trochę inaczej, bo moja zona otwarcie powiedziała, że możemy mieszkać razem żyć obok siebie, ale nigdy już ze mną nie będzie.
Robertb pisze:
20 cze 2019, 20:10
W tym momencie najbardziej bym chciał być sobą i żyć w miłej atmosferze jednak obawiam się, że żona odbierze takie zachowanie tak że pomyśli że mi też odpowiada taki układ. A ani mi, ani dzieciom nie odpowiada.
Robertb nie odpowiada układ ok.
Hm.
Czy powinny wyniknąć z tego jakieś konsekwencje?
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości