zniszczyłam swoje małżeństwo

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Rybka
Posty: 107
Rejestracja: 13 wrz 2018, 17:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Rybka » 24 sty 2020, 23:25

Triste, bardzo utorzsamiam się z tym co napisałaś. Znam i ten stan gdy się już nie chce i ta pustkę która wtedy następuje.
Ja też czekam na lepsze..
Głęboko wierzę że przyjdzie !
Pozdrawiam Cię serdecznie
Wobec wszystkiego, co ci się przydarza, możesz albo sobie współczuć, albo traktować to, co się stało, jako prezent. Wszystko jest albo okazją do rozwoju, albo przeszkodą, która zatrzyma Twój rozwój. Wybór należy do Ciebie.
Wayne Dyer

Ruta
Posty: 287
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Ruta » 25 sty 2020, 0:52

Triste pisze:
24 sty 2020, 18:34
Ruto ja się zajmuję sobą.
Moja mama to moja rodzina i jeżeli potrzebuje pomocy to ja nie będę stać z boku.
W małżeństwie moich rodziców wiele rzeczy nie funkcjonuje dobrze ale już za późno na jakieś uświadamianie ich.
Teraz ważne jest dla mnie jej zdrowie.
Jest przy mnie - więc ja chcę jej pomóc.

Męża nie ma. Nie mam z nim kontaktu więc na mężu skupiać się nie będę.
Wystarczająco uwagi poświęciłam na to a teraz czas pracować nad sobą i swoim życiem.
Triste, przepraszam jeśli w jakiś sposób poczulaś się przeze mnie skrytykowana. Myślę, że to ogromny krok, gdy myślenie przestawia się na "zajmę się sobą i nie będę skupiać się na mężu". W moim przypadku stał za tym najpierw duży ból, poczucie, że po prostu nie bardzo mam inne wyjście. Więc nie czułam się z tym do końca najlepiej. Jednak gdy zobaczyłam, że to działa, że uspokajam się w sobie, że jest lepiej - stało się to moją decyzją, a nie czymś wymuszonym okolicznościami.

Co do pomocy mamie, także nie chciałam Ci niczego zarzucać, czy odwodzić od pomocy. Ja mam bardzo trudną relację z moją mamą, jednak nie wyobrażam sobie, że w jakiejkolwiek sytuacji mogłabym jej nie pomóc, gdyby tej pomocy potrzebowała. Nie chcę też mamy od siebie odcinać, uczę się funkcjonować z nią pilnując swoich granic - choć przez długi czas jedynym sposobem w jaki umiałam się bronić była właśnie izolacja. Natomiast widzę czasem, że w razie niepowodzeń życiowych, kryzysu małżeńskiego niektóre osoby wracają do pozycji dziecka w relacji ze swoimi rodzicami lub wchodzą w rolę opiekuna - mimo, że takiej realnej potrzeby nie ma.
Co do moich rodziców: tata jest chory i niesamodzielny od wielu lat, mama wymagała ode mnie abym to ja wspólnie z rodzeństwem czuła się odpowiedzialna za pomoc, opiekę, za wszystko. I trudno mi było się w tym odnaleźć, rozsądnie to ułożyć. Tym bardziej, że mój ojciec nie był dobrym ojcem, a raczej bywał wspaniałym ojcem, ale często na długie okresy zapominał, że ma dzieci, a czasem był krzywdzącym ojcem. Pomogło mi zrozumienie, że mama po raz kolejny oczekuje, że ja wejdę w jej rolę - tak jak w przypadku, gdy miałam zajmować się rodzeństwem - no i się zajmowałam. I że jestem córką, nie żoną. I tak się to ułożyło. Odpowiedzialność za tatę jest na mojej mamie, nie na mnie. Ja jako córka pomagam, gdy jest taka potrzeba. Myślę, że warto zanim się zaangażuje w pomoc rodzicom, czy rodzicowi przemyśleć jak ją zroganizować tak, aby nie zatrzeć tego, kto za co odpowiada. I nie wziąć na siebie za dużo, w takim sensie, aby nasze życie nie zaczęło się kręcić wokół rodzica w sposób, który nie będzie nikomu służył.
Na pewnym etapie musiałam też uważać na pomoc mojej mamy, bo była ona zawoalowaną próbą przejęcia nade mną kontroli. Mój mąż nigdy się od swojej mamy nie uwolnił. Kompletnie nie rozumiem ich zagmatwanej relacji, zresztą myślę, że mąż i jego mama również. Ale jest tam dużo o kontroli i bezsilności. Mój teść który jest dobrym ciepłym człowiekiem, bardzo wyważonym jest w tym wszystkim na bardzo odległym planie.

Przy takich doświadczeniach z rodzicami, na pewno mam skłonność do ogromnej ostrożności tak na zapas. Bardzo za to jest mi miło, gdy ktoś dorosły ma dobrą więź z rodzicami, gdy czuję się bezpiecznie i nie musi mierzyć się z różnymi próbami bycia zagarniętym - albo do roli dziecka albo opiekuna. To miłe, kiedy można tak jak Ty bez lęku napisać, moja mama jest przy mnie i ja też chcę jej pomóc. Mam nadzieję, że kiedyś moja relacja z mamą też chociaż częściowo stanie się dla mnie bezpieczniejsza.

Triste
Posty: 359
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 25 sty 2020, 8:17

Ruto absolutnie nie odebrałam Twojej wypowiedzi jako atak :-) ten etap mam już dawno za sobą.
Kryzys nauczył mnie także pokory :-)
Również nie odczułam żebyś mi cokolwiek narzucała ...to jasne że rozwazamy wszystko przez pryzmat własnych doświadczeń.

Triste
Posty: 359
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 25 sty 2020, 20:10

Ok. Mąż składa pozew.
Formalnie trzeba to zakończyć.
Chyba już się pogodziłam z tym faktem jakiś czas temu.

JolantaElżbieta
Posty: 580
Rejestracja: 14 wrz 2017, 8:03
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: JolantaElżbieta » 25 sty 2020, 22:13

Triste, niech Cię Pan Jezus otula i prowadzi. Zaczęłaś nowe życie - oparte na prawdzie, czyste i radosne. Takie będzie, zobaczysz. Nie wiesz co tam Pan Bóg dla Ciebie ma dobrego: po prostu żyj :-)

Triste
Posty: 359
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 25 sty 2020, 22:33

JolantaElżbieta pisze:
25 sty 2020, 22:13
Triste, niech Cię Pan Jezus otula i prowadzi. Zaczęłaś nowe życie - oparte na prawdzie, czyste i radosne. Takie będzie, zobaczysz. Nie wiesz co tam Pan Bóg dla Ciebie ma dobrego: po prostu żyj :-)
Bardzo dziękuję :-*
Za piękne słowa.

Ewuryca
Posty: 211
Rejestracja: 12 maja 2019, 17:29
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Ewuryca » 26 sty 2020, 9:05

Triste pisze:
25 sty 2020, 20:10
Ok. Mąż składa pozew.
Formalnie trzeba to zakończyć.
Chyba już się pogodziłam z tym faktem jakiś czas temu.
Przykro mi Triste. Pisałaś że chciałas aby mąż się określił a nie trzymał cię w niepewności. Z pewnością czeka cię teraz jeszcze raz dosyć emocjonalny i ciężki okres. A czy myślałas już czy wyrazisz zgodę na rozwód? I w jaki sposób mąż cie o nim poinformował po takim czasie milczenia?

Triste
Posty: 359
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 26 sty 2020, 10:43

Ewuryca pisze:
26 sty 2020, 9:05
Triste pisze:
25 sty 2020, 20:10
Ok. Mąż składa pozew.
Formalnie trzeba to zakończyć.
Chyba już się pogodziłam z tym faktem jakiś czas temu.
Przykro mi Triste. Pisałaś że chciałas aby mąż się określił a nie trzymał cię w niepewności. Z pewnością czeka cię teraz jeszcze raz dosyć emocjonalny i ciężki okres. A czy myślałas już czy wyrazisz zgodę na rozwód? I w jaki sposób mąż cie o nim poinformował po takim czasie milczenia?
Poinformował mnie .....smsem.
Tak. W taki sposób przerwał swoje milczenie
Napisał że biorąc pod uwagę jak wygląda nasza relacja to nie ma czego ratować.
No......przy tylu miesiącach milczenia to rzeczywiście nie ma czego....
Napisał też że zbyt wiele się wydarzyło i zbyt wiele tkwi w podświadomości.
No z pewnością - oklamalam go i czuje się za to winna i odpowiedzialna. I to już zawsze ze mną zostanie. Do końca moich dni.
Wiele zranień jest w moim sercu ale trzeba pozwolić tej drugiej osobie odejść, dać jej wolność, prawo wyboru.
Jeśli chce rozwodu ja nie będę stawać na drodze. Choć wiem że moja postawa nie spotka się tutaj z przychylnym spojrzeniem - to jestem zdania że siła nikogo nie zatrzymam i nie zmuszę go aby mnie kochał.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 8414
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Nirwanna » 26 sty 2020, 20:36

Triste, na siłę nikogo nie zmusisz.
Za to warto pochylić się nad swoją odpowiedzialnością. M.in. za wypowiedziane przez Ciebie słowa przysięgi małżeńskiej.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

tata999
Posty: 1021
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: tata999 » 26 sty 2020, 21:42

Triste pisze:
26 sty 2020, 10:43

Wiele zranień jest w moim sercu ale trzeba pozwolić tej drugiej osobie odejść, dać jej wolność, prawo wyboru.
Ja również tak myślę.
Triste pisze:
26 sty 2020, 10:43

Jeśli chce rozwodu ja nie będę stawać na drodze. Choć wiem że moja postawa nie spotka się tutaj z przychylnym spojrzeniem - to jestem zdania że siła nikogo nie zatrzymam i nie zmuszę go aby mnie kochał.
Jeśli o mnie chodzi, to uważam, że przeceniasz swoje możliwości stawania na drodze. To sąd powszechny decyduje o rozwodzie, a nie Ty. Niezależnie co zrobisz, to wyrok jest na (szacuję) ok. 98% z góry znany - orzeczenie rozwodu. Mnie bardziej interesuje, czy masz w nosie, co orzeknie sąd i co chcesz swoją postawą manifestować. Myślę, że byłbym naiwny, gdybym uwierzył, że chodzi o manifestowanie swojej łaskawości: "(...) siła nikogo nie zatrzymam i nie zmuszę go aby mnie kochał", a więc łaskawie i zgodnie zmierzam do jak najszybszego osiągnięcia orzeczenia rozwodu.

s zona
Posty: 2385
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: s zona » 27 sty 2020, 6:50

Triste ,
tez kiedys bylam na podobnym zakrecie naszego malzenstwa ..

I wtedy .. bylo tak zle.. ze nie bardzo moglam co zrobic .. wtedy oddalam to Opatrznosci ... a ja czulam sie i postepowalam tak, jak sakramentalna zona .. moze gdybym "znalazla kogos ". mezowi byloby latwiej po jego stronie zachowywac sie podle ..
To od Ciebie tez zalezy .. co dalej z Waszym malzenstwem ..
Moze maz oczekuje Twojej postawy .... czy " odpuszcasz" czy nadal jestes jego zona ..
Bo jestes ...do konca swoich lub meza dni . nawet mimo rozwodu cywilnego itp ...

Mnie utkwily slowa Ks Dziewieckiego, kiedy mowil,ze zgadzajac sie na rozwod pozwalamy malzonkowi na legalne cudzolostwo :shock:

A moze znajdziesz czas i wybierzesz sie na te "babskie" Rekolekcje .. wzmocnic sie i nabrac sil .. mnie kiedys bardzo pomogly :)
Kwiatuszek pisze:
04 sty 2020, 14:54
Szczęść Boże,

Z modlitwa, jutro szczegolnie :)

Drogie Sycharowiczki ,

pragniemy zaprosić Was na REKOLEKCJE DLA KOBIET które, odbędą się w dniach 21-23.02,2020 r. w domu rekolekcyjnym im.Bł. Franciszki Siedliskiej w Żdżarach , 26-420 Nowe Miasto nad Pilicą .

Temat rekolekcji "KOBIETA MARZENIE BOGA".

W dniu 22.02.2020 r. wykłady a następnie warsztaty poprowadzi s.Anna Maria Pudełko

Ponad to, poznamy również kobiety ,które opowiedzą nam o swoich pasjach ...będzie również czas na rozmowy przy kubku herbaty czy kawy :)


Mamy zarezerwowanych 50 miejsc .

Koszt rekolekcji 185 zł

Zapisy rozpoczniemy w dniu 19.01.2020 o godzinie 19.00


Z POWODU OGRANICZONEJ LICZBY MIEJSC NA REKOLEKCJE ZAPRASZAMY TYLKO KOBIETY NALEŻĄCE DO WTM SYCHAR.
Z TEGO SAMEGO POWODU, NIE MA MOŻLIWOŚCI PRZYJAZDU Z DZIEĆMI



ZAPRASZAMY :)
viewtopic.php?f=77&t=2903&p=219041#p219041

Pomodle sie, jutro szczegolnie:)

Triste
Posty: 359
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 27 sty 2020, 7:31

s zona pisze:
27 sty 2020, 6:50
Triste ,
tez kiedys bylam na podobnym zakrecie naszego malzenstwa ..

I wtedy .. bylo tak zle.. ze nie bardzo moglam co zrobic .. wtedy oddalam to Opatrznosci ... a ja czulam sie i postepowalam tak, jak sakramentalna zona .. moze gdybym "znalazla kogos ". mezowi byloby latwiej po jego stronie zachowywac sie podle ..
To od Ciebie tez zalezy .. co dalej z Waszym malzenstwem ..
Moze maz oczekuje Twojej postawy .... czy " odpuszcasz" czy nadal jestes jego zona ..
Bo jestes ...do konca swoich lub meza dni . nawet mimo rozwodu cywilnego itp ...
Dziękuję Wam za wypowiedzi...
Ale co mam zrobić.
Mój mąż nie chce ze mną być.
Napisał że zbyt wiele się wydarzyło i nie ma czego ratować.
On nie oczekuje mojej postawy.
On chce się rozwieść.

Ja mogę tylko w sądzie powiedzieć nie - ale to i tak nic nie zmieni, sąd i tak orzeknie rozwód a ja nie chcę być z kimś tylko po to bo sąd tak nakazał... ?
Minęło wystarczająco dużo czasu, który mężowi dałam aby mógł w wolności podjąć decyzję.

kocimiętka
Posty: 59
Rejestracja: 24 mar 2019, 19:37
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: kocimiętka » 27 sty 2020, 19:58

A czego tak właściwie po tym weekendzie, w którym mąż deklarował, że chce razem być itd. Ty się pierwsza do niego nie odezwałaś?

https://www.youtube.com/watch?v=fF9HZ7g1Vnk

A i jeszcze jedno. Czy zadośćuczyniłaś Panu Jezusowi w jaki sposób przyjęłaś sakrament małżeństwa? Że zataiłaś pewne fakty przed małżonkiem? Czy pościłaś w tej intencji? Czy padłaś przed Jezusem na twarz i przepraszałaś za to co zrobiliście OBOJE z tą łaską sakramentu małżeństwa?

https://www.youtube.com/watch?v=xdlsICenxwM

Ruta
Posty: 287
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Ruta » 27 sty 2020, 23:57

Triste pisze:
27 sty 2020, 7:31

Ja mogę tylko w sądzie powiedzieć nie - ale to i tak nic nie zmieni, sąd i tak orzeknie rozwód a ja nie chcę być z kimś tylko po to bo sąd tak nakazał... ?
Minęło wystarczająco dużo czasu, który mężowi dałam aby mógł w wolności podjąć decyzję.
Triste,
mój mąż złożył pozew o rozwód i nie powiadomił mnie o tym nawet smsem. Przez kilka miesięcy wiedział i słowem nie wspomniał. Dowiedziałam się, jak przyszło awizo z sądu.
Myślę, że warto kierować się tym, czego ja chcę, a nie co sąd orzeknie. Ja po namyśle doszłam do wniosku, że rozwodu nie chcę, więc nie widzę powodu, żeby na rozwód się zgadzać. No i się nie zgodziłam. Wniosłam o separację, aby uregulować stan jaki jest obecnie.
Konsekwencją braku zgody na rozwód polubowny jest zwykle wniosek drugiej strony o orzeczenie rozwodu z winy strony, która na rozwód się nie zgadza. Wtedy sąd w pierwszej kolejności rozpatruje czy są przesłanki do rozwodu i czy jest wina, separację w drugiej kolejności. Jeśli sąd nie stwierdzi twojej winy, wtedy rozwód nie może być orzeczony jeśli małżonek niewinny rozpadu się na rozwód nie godzi.
Dlaczego na rozwód się nie godzić? Po pierwsze zgoda na rozwód wymaga zaprzeczenia złożonej przysiędze w sposób świadomy, a więc oznacza grzech. Oddalanie się od Boga to nigdy nie jest dobry pomysł. Po drugie czas - to co jest prawdą dla Ciebie i męża teraz, za jakiś czas może się zmienić. Rozwód dla wielu osób oznacza, że to koniec. Z takich sytuacji także zdarzają się powroty do sakramentalnego małżeństwa, jednak zwykle jednak rozwód jest kolejnym krokiem ku rozpadowi. A co do zwracania mężowi wolności - też miałam takie myśli. Dziewczyny mnie szybko naprostowały - żadnej wolności mężowi nie zabierałam, więc nie mam mu jak jej zwrócić. I jestem im bardzo ale to bardzo wdzięczna za pomoc w przetrwaniu kryzysu i w uporaniu się z wątpliwościami jakie mnie dopadły...
Ostatnio zmieniony 28 sty 2020, 7:52 przez Nirwanna, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: poprawiono cytowanie

Triste
Posty: 359
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 28 sty 2020, 8:22

Ruta pisze:
27 sty 2020, 23:57
Triste pisze:
27 sty 2020, 7:31

Ja mogę tylko w sądzie powiedzieć nie - ale to i tak nic nie zmieni, sąd i tak orzeknie rozwód a ja nie chcę być z kimś tylko po to bo sąd tak nakazał... ?
Minęło wystarczająco dużo czasu, który mężowi dałam aby mógł w wolności podjąć decyzję.
Triste,
mój mąż złożył pozew o rozwód i nie powiadomił mnie o tym nawet smsem. Przez kilka miesięcy wiedział i słowem nie wspomniał. Dowiedziałam się, jak przyszło awizo z sądu.
Myślę, że warto kierować się tym, czego ja chcę, a nie co sąd orzeknie. Ja po namyśle doszłam do wniosku, że rozwodu nie chcę, więc nie widzę powodu, żeby na rozwód się zgadzać. No i się nie zgodziłam. Wniosłam o separację, aby uregulować stan jaki jest obecnie.
Konsekwencją braku zgody na rozwód polubowny jest zwykle wniosek drugiej strony o orzeczenie rozwodu z winy strony, która na rozwód się nie zgadza. Wtedy sąd w pierwszej kolejności rozpatruje czy są przesłanki do rozwodu i czy jest wina, separację w drugiej kolejności. Jeśli sąd nie stwierdzi twojej winy, wtedy rozwód nie może być orzeczony jeśli małżonek niewinny rozpadu się na rozwód nie godzi.
Dlaczego na rozwód się nie godzić? Po pierwsze zgoda na rozwód wymaga zaprzeczenia złożonej przysiędze w sposób świadomy, a więc oznacza grzech. Oddalanie się od Boga to nigdy nie jest dobry pomysł. Po drugie czas - to co jest prawdą dla Ciebie i męża teraz, za jakiś czas może się zmienić. Rozwód dla wielu osób oznacza, że to koniec. Z takich sytuacji także zdarzają się powroty do sakramentalnego małżeństwa, jednak zwykle jednak rozwód jest kolejnym krokiem ku rozpadowi. A co do zwracania mężowi wolności - też miałam takie myśli. Dziewczyny mnie szybko naprostowały - żadnej wolności mężowi nie zabierałam, więc nie mam mu jak jej zwrócić. I jestem im bardzo ale to bardzo wdzięczna za pomoc w przetrwaniu kryzysu i w uporaniu się z wątpliwościami jakie mnie dopadły...
Ruto nie mam zamiaru przechodzić "kopanie się" z nim sądzie o winy czy inne...po co mi to.
Tak jak pisałam wcześniej - wiem, że moje stanowisko nie spotka się tutaj z przychylnym spojrzeniem.
Ja wniosku o rozwód nie złożyłam i nie złożę.
Chce tego mój mąż - niech on bierze za to odpowiedzialność.
Ja wiem co przysięgałam i jestem tego świadoma, ja kochać nie przestałam. nie przestanę nawet po rozwodzie.
Ale nie będę w sądzie walczyć z nim bo to nic nie da.
Wiem doskonale że to spowoduje tylko jego większą pogardę do mnie.
Ja w ten sposób tego małżeństwa nie uratuję.
Gdyby mój mąż mnie kochał to walczyłby o to małżeństwo a tak nie jest.
Jeżeli nie pogodzę się z tym i będę żyć złudzeniami to nie jestem w stanie iść dalej i wziąć tego życia w swoje ręce....

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: AWANGARDA i 14 gości