zniszczyłam swoje małżeństwo

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Triste
Posty: 220
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 25 lip 2019, 8:39

jestem na rozdrożu przyznam szczerze, nie potrafię odczytać już intencji męża.

Jak wiecie mój mąż całkowicie wyprowadził się ode mnie.
Zabrał wszystkie swoje rzeczy.
Wczoraj przyjechał po samochód i po rower, zabrał opony zimowe, no powiedzmy zrobił po sobie porządek.
Mój mąż mieszka w innym mieście dość daleko ode mnie. Mamy małe szanse spotykania się po za niedzielą.

Jednocześnie cały twierdzi że chce odbudować relacje między nami i nasze małżeństwo a z drugiej strony nie wygląda na to.
Wczoraj dowiedziałam się że chce zmienić pracę. Na taką która wymaga od niego dyspozycyjności nawet popołudniami i wieczorami, również w weekendy, soboty niedziele.

To jak i kiedy my mamy coś budować razem ? Skoro on całe centrum swojego życia przeniósł daleko ode mnie.
Jest to dla mnie wszystko przeciwstawne i powoduje mętlik w głowie.
Powoduje wahania czy nie lepiej skupić się na własnym życiu, przestać się z nim spotykać, robić sobie na coś nadzieje by za chwile znowu tak bardzo cierpieć.

Ja raczej nie widzę po nim aby dążył do tego aby zbliżyć się do mnie, budować wspólną przyszłość.
A jednocześnie kiedy się widzimy twierdzi że mnie kocha, że zależy mu na mnie, że on chodzi na terapię aby zmienić siebie dla mnie, że chce być kiedyś dla mnie najlepszym mężem.

nałóg
Posty: 917
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: nałóg » 25 lip 2019, 9:57

A kochasz go???? jak go kochasz to może daj mu przestrzeń....... czekaj nie czekając.......może zacznij być tą "PIĘKNĄ" Z "Dzikiego serca".
Zmieniaj siebie, pracuj nad sobą a męża zostaw aby to on sam pracował nad sobą-do zrealizowania?
PD

Triste
Posty: 220
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 25 lip 2019, 10:14

nałóg pisze:
25 lip 2019, 9:57
A kochasz go???? jak go kochasz to może daj mu przestrzeń....... czekaj nie czekając.......może zacznij być tą "PIĘKNĄ" Z "Dzikiego serca".
Zmieniaj siebie, pracuj nad sobą a męża zostaw aby to on sam pracował nad sobą-do zrealizowania?
PD
Tylko to jest trudne takie życie w zawieszeniu ...

nałóg
Posty: 917
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: nałóg » 25 lip 2019, 14:01

Triste pisze:
25 lip 2019, 10:14
Tylko to jest trudne takie życie w zawieszeniu ...
A masz alternatywę zgodną z charyzmatem przysięgi małżeńskiej?
Triste pisze:
25 lip 2019, 8:39
A jednocześnie kiedy się widzimy twierdzi że mnie kocha, że zależy mu na mnie, że on chodzi na terapię aby zmienić siebie dla mnie, że chce być kiedyś dla mnie najlepszym mężem
Czyli coś robi ze sobą. Jeżeli tak, to już dużo.
Miłość i małżeństwo to permanentny proces i praca przy mierzeniu
się codziennie z utratą własnych złudzeń i rozczarowań „tym drugim”
czyli małżonkiem
Niech utrata złudzeń nie przerodzi się w rezygnację z naprawy siebie.
PD

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 1290
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: ozeasz » 25 lip 2019, 14:11

Kiedyś usłyszałem słowa: jeśli się nie mylę Jana Pawła II : "Nie ma miłości bez wolności" , w związku z tym warto się zastanowić, czy relacja którą chcę tworzyć, daje pełnię wolności zarówno sobie jak i drugiej stronie.
Bo jeśli nie, to może się okazać, że to nie miłość a zniewolenie.

Bo tu, znów sięgnę do słów JP2 w wolnym przekładzie :nie można siebie w pełni ofiarować, nie posiadając siebie w pełni.
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Triste
Posty: 220
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 26 lip 2019, 7:44

Porozmawiałam z nim na spokojnie, wysłuchałam.
Powiedziałam że wspieram go w każdej możliwej decyzji i jestem przy nim.
I znowu daję czasowi czas.

nałóg
Posty: 917
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:30
Jestem: szczęśliwym mężem
Płeć: Mężczyzna

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: nałóg » 26 lip 2019, 9:28

Triste pisze:
26 lip 2019, 7:44
I znowu daję czasowi czas.
A Tobie Bóg nie dawał/daje czasu? Cierpliwość jest cnotą. PD

Triste
Posty: 220
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 26 lip 2019, 10:00

nałóg pisze:
26 lip 2019, 9:28
Triste pisze:
26 lip 2019, 7:44
I znowu daję czasowi czas.
A Tobie Bóg nie dawał/daje czasu? Cierpliwość jest cnotą. PD
Nie napisałam tego w jakimś negatywnym odczuciu.
Na chwilę obecną dobrze mi jest tak jak jest.
Naprawdę przestałam być uwieszona na mężu, poukładałam sobie swoje życie i swoje sprawy, dobrze mi samej ze sobą, znalazłam swoje pasje i w nich się realizuję.
Przede wszystkim dałam mężowi przestrzeń ale w tej przestrzeni i wolności chce dać mu poczucie że ma moje wsparcie i pomoc gdyby tego potrzebował.

Naprawdę przez te pół roku odkąd mąż się wyprowadził diametralnie zmieniło się moje myślenie. Zmieniłam się bardzo ja sama.
Wcześniej liczył się tylko mąż i nic/nikt więcej. Teraz to wszystko wygląda inaczej.
Rozmawiam sobie z Bogiem. Wiem, że On we wszystkim mnie prowadzi. Nie czuje samotności. Czuje jego wsparcie.

Triste
Posty: 220
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 12 sie 2019, 9:08

Witajcie...
Minął ponad miesiąc od całkowitej wyprowadzki mojego męża.
Od tamtej pory jest .... naprawdę dobrze.
Powoli między nami wszystko zaczyna się klarownie układać. Jest miłość, znowu jest szacunek, wyrozumiałość, zrozumienie.
Wspólny czas spędzany razem, rozmowy, nawet te trudne.

Chciałabym żeby to wszystko tak dobrze się rozwijało jak do tej pory.
Żeby między nami nie wydarzyło się już więcej zła.

Triste
Posty: 220
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 02 wrz 2019, 11:14

Znowu wszystko pękło.
Obecnie nawet nie rozmawiamy.
Nie mam sił.
Nie potrafię odbudować nic w tym małżeństwie żyjąc na odległość i widząc się raz lub raz na dwa tygodnie na kilka godzin.
Mojemu mężowi takie życie odpowiada chyba.

Mick
Posty: 55
Rejestracja: 21 sty 2019, 23:26
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Mick » 02 wrz 2019, 21:29

Triste pisze:
02 wrz 2019, 11:14
Nie potrafię odbudować nic w tym małżeństwie żyjąc na odległość....
Mojemu mężowi takie życie odpowiada chyba.
Triste, nie potrafisz nic odbudować, ponieważ - w mojej ocenie - jest to nierealne aby tylko jedno z małżonków wzięło cały ciężar takiej odbudowy na siebie podczas gdy drugi małżonek postępuje według własnej i całkiem odmiennej woli.

Przez długi okres robiłem wiele aby odbudować moje małżeństwo. Niestety robiłem to sam. Chociażby wiedza, którą zdobyłem tu na forum czy też z literatury - moja żona nie ma tej wiedzy i nie mogę oczekiwać, że dostrzeże te same błędy co ja lub wyciągnie podobne wnioski.

Dlatego odciąłem się od żony bo nie mogę dłużej tolerować życia na dwa domy. Kontaktujemy się tylko w ważnych sprawach (np. w sprawie dzieci). Nie spełniam jej zachcianek, nie wyświadczam przysług, nie spełniam próśb. Jeśli zechce wrócić - podejmiemy wspólnie próbę odbudowy. Jeśli nie chce wrócić - nic na to nie poradzę. Traktuje to, jakby miała już nigdy nie wrócić. A przynajmniej próbuję, bo wiara i nadzieja zawsze jakaś jest.

Pomaga mi w tym Ewangelia wg. św. Łukasza, rozdział 15 - przypowieść o synu marnotrawnym. Ojciec pozwolił odejść synowi, nawet dał mu jego część majątku. Pogodził się z jego wolą i żył dalej. Lecz gdy syn wrócił, skruszony i pokorny, ojciec przyjął go bez osądzania, bez zadawania pytań, bez wahania! Bo syn jego "był umarły, a znów ożył".

Życzę Ci Triste i wszystkim innym forumowiczom takich powrotów. Prawdziwych i szczerych. A póki co, nie budujmy nic na siłę lecz zajmijmy się sobą, a wszystkie troski oddajmy w ręce Boga modląc się słowami "Jezu, Ty się tym zajmij".

tata999
Posty: 567
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: tata999 » 03 wrz 2019, 0:18

Myślę podobnie, jak Mick, z drobną różnicą, że Przypowieść o Synu Marnotrawnym nie do końca pasuje do relacji mąż - żona.

Triste
Posty: 220
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 03 wrz 2019, 9:07

Mick pisze:
02 wrz 2019, 21:29
Triste pisze:
02 wrz 2019, 11:14
Nie potrafię odbudować nic w tym małżeństwie żyjąc na odległość....
Mojemu mężowi takie życie odpowiada chyba.
Triste, nie potrafisz nic odbudować, ponieważ - w mojej ocenie - jest to nierealne aby tylko jedno z małżonków wzięło cały ciężar takiej odbudowy na siebie podczas gdy drugi małżonek postępuje według własnej i całkiem odmiennej woli.

Przez długi okres robiłem wiele aby odbudować moje małżeństwo. Niestety robiłem to sam. Chociażby wiedza, którą zdobyłem tu na forum czy też z literatury - moja żona nie ma tej wiedzy i nie mogę oczekiwać, że dostrzeże te same błędy co ja lub wyciągnie podobne wnioski.

Dlatego odciąłem się od żony bo nie mogę dłużej tolerować życia na dwa domy. Kontaktujemy się tylko w ważnych sprawach (np. w sprawie dzieci). Nie spełniam jej zachcianek, nie wyświadczam przysług, nie spełniam próśb. Jeśli zechce wrócić - podejmiemy wspólnie próbę odbudowy. Jeśli nie chce wrócić - nic na to nie poradzę. Traktuje to, jakby miała już nigdy nie wrócić. A przynajmniej próbuję, bo wiara i nadzieja zawsze jakaś jest.

Pomaga mi w tym Ewangelia wg. św. Łukasza, rozdział 15 - przypowieść o synu marnotrawnym. Ojciec pozwolił odejść synowi, nawet dał mu jego część majątku. Pogodził się z jego wolą i żył dalej. Lecz gdy syn wrócił, skruszony i pokorny, ojciec przyjął go bez osądzania, bez zadawania pytań, bez wahania! Bo syn jego "był umarły, a znów ożył".

Życzę Ci Triste i wszystkim innym forumowiczom takich powrotów. Prawdziwych i szczerych. A póki co, nie budujmy nic na siłę lecz zajmijmy się sobą, a wszystkie troski oddajmy w ręce Boga modląc się słowami "Jezu, Ty się tym zajmij".
Dziękuję za ten post. Za te słowa. Bardzo wiele dają mi do myślenia. Ja nie mam z kim o tym wszystkim porozmawiać.
Jak wiecie krótko po tym jak mąż się wyprowadził i zamieszkał w swoim mieście zadeklarował że chce to wszystko odbudować.
Zgodziłam się bo za wszelką cenę chce ratować to małżeństwo.
Spotykaliśmy się raz w tygodniu sporadycznie dwa razy na godzine, dwie jak był akurat w moim mieście.
I tu się rodzą moje pytania jak mamy to odbudować skoro on uczestniczy w moim życiu wybiórczo. Przyjeżdża do mnie w niedzielę, zazwyczaj gdzieś jedziemy na jakąś wycieczkę ale czas szybko mija i on wraca do siebie a ja do siebie. To boli. To bardzo boli. Nie na go przy mnie ....gdy zrobiło mi się słabo na ulicy - dzwoniłam po rodziców bo on był daleko. Kiedy pękło mi koło w rowerze w trasie - dzwoniłam do ojca, bo on był daleko. Nie mamy żadnych wspólnych planów, on kupuje meble do swojego mieszkania planuje kupić łóżko. Nie zapowiada to powrotu do mnie.
To są takie drobne rzeczy które uświadomiaja mi że ja nie mogę na mojego męża liczyć. Z tego powodu oddalam się od niego. Nie potrafię już dzielić się z nim problemami bo jego i tak nie na w moim życiu. Ja nie jestem już nastolatką żeby spotykać się z chłopakiem co tydzień w weekend aby miło spędzić czas. My to już mamy za sobą i ja chcę iść dalej. Być razem i w codziennym życiu razem pracować nad związkiem, pomagać sobie - po prostu być przy sobie.
Powiecie niektórzy - trzeba było zająć się swoim zyciem, odwiesić się od męża. Wszystko to zrobiłam. Mam swoje sprawy, hobby, znajomych. Spędzam wiele czasu poza domem. Zajmuje się praca.
Ale czuję że to życie mi ucieka. Ja mam 37 lat. Ostatni dzwonek na to aby ta rodzina się rozwijała.

Ja nie potrafię tak żyć na odległość. W obecnym momencie kiedy między nami znowu zaczął powstawać chłód - napisałam mężowi że w takim układzie dalsze nasze spotkania nie mają sensu.
Obraził się i od kilku dni w ogole się nie odzywa. Napisał tylko że to ja się zamykam i oddalam.

Nie widzę u niego zmian. To co mówił mi po swojej wyprowadzce - że chce się stać najlepszym mężem jakiego zawsze chciałam mieć, byc przy mnie, wspierać mnie - to były tylko puste słowa.

Triste
Posty: 220
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: Triste » 04 wrz 2019, 9:11

Ból i łzy. Tyle to wszystko jest warte. Naprawdę zdumiewa mnie z jaką łatwością mój mąż się poddaje i odpuszcza wszystko.

burza
Posty: 299
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: zniszczyłam swoje małżeństwo

Post autor: burza » 04 wrz 2019, 10:25

To przykre, że po 2latach małżeństwa, komuś się już nudzi. Mojemu mężowi po 11latach małżeństwa znudziło się +4lata ruiny a ogólnie 15lat małżeństwa i już nie ma ratunku.Gdy nie ma jeszcze słowa rozwód i pozwu w sądzie to myślę że, szanse są musi tylko dwoje chcieć patrzeć w tą samą stronę. Pozdrawiam.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: vertigo, Wiedźmin i 5 gości