zgodzić się na rozwód czy walczyć o rodzinę

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Unicorn2
Posty: 359
Rejestracja: 05 mar 2017, 14:07
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: zgodzić się na rozwód czy walczyć o rodzinę

Post autor: Unicorn2 » 04 cze 2018, 22:17

Kemot jak czytam Twoją historie to zastanawiam się czy to się naprawde dzieje .
Jesteś jakimś ideałem opanowania i rozsądku .
Wszystkie te sytuacje kryzysowe są bardzo podobne wystarczy wzasadzie zmieniać imiona i jest kolejny wątek.Ludzie piszą ,póżniej przestają znowu są kolejni , czytam forum i często się łapie na tym że mylę wątki bo są identyczne .
Imponuje mi Twoja postawa i zastanawia mnie to jaki to przyniesie efekt .
Na własnej skórze przekonałem się że ze złem można wygrać tylko dobrem.
W Tobie jest dobro więc życzę Ci powodzenia w odzyskaniu rodziny.

Aleksander
Posty: 1203
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: zgodzić się na rozwód czy walczyć o rodzinę

Post autor: Aleksander » 05 cze 2018, 9:52

Unicorn2 pisze:
04 cze 2018, 22:17
[...]
Imponuje mi Twoja postawa i zastanawia mnie to jaki to przyniesie efekt .
Na własnej skórze przekonałem się że ze złem można wygrać tylko dobrem.
W Tobie jest dobro więc życzę Ci powodzenia w odzyskaniu rodziny.
Unicorn - bardzo ładnie napisane.

Pisz częściej proszę :) Brakuje mi Twojego spojrzenia w wielu wątkach.

Napisz również co tam u Ciebie na froncie... albo przeoczyłem, albo dawno nie było żadnej aktualizacji.
Moja recepta na szczęście: odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skupić (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

Jonasz
Posty: 1521
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: zgodzić się na rozwód czy walczyć o rodzinę

Post autor: Jonasz » 05 cze 2018, 11:04

kemot79 pisze:
28 maja 2018, 9:29
Oczywiście w to nie wierzę- ma takiej od czasu do czasu przemyślenia ale wcześniej jak temat podłapywałem i widziała, że mi zależy od razu zmieniała zdanie. Dla mnie takie gierki to masakra.
Unicorn2 pisze:
04 cze 2018, 22:17
Imponuje mi Twoja postawa i zastanawia mnie to jaki to przyniesie efekt .
Mnie szczerze mówiąc nie dała nic oprócz totalnego zmęczenia i beznadziei. ;)
Kemot użyłeś słowa - gierka.
Mam wrażenie, że to właściwe słowo.
Jakoś cały czas staram się sobie radzić próbując nazwać :gierka ze mną czy gierka moją osobą.
I szczerze mówiąc nie wiem do dziś tak na 100 % czy dobrze nazwałem rzeczy po imieniu :shock:
Staram się przyjąć postawę na gierkę swoją osobą nie pozwalam. Na gierki ze mną cóż jeśli zasady mi pasują, wcale nie muszę dostosowywać się do narzuconych przez kogoś zasad. Oczywiście bez odrywania się od rzeczywistości.

Powiedzcie mi Panowie jedną rzecz.
Nirwanna w jednym z wątków pisała o czymś, co odkryłem także i jakoś w sobie czytając "Dzikie serce" - uratować Piękną.
O. Szustak też jakoś mnie wkurzył ostatnio - ratujcie kobiety.
No dobra Piękną wybrałem powiedzmy sam czy też została mi przydzielona przez Stwórcę (no sorry ale na kazaniu ślubnym usłyszałem że żona jest darem dla mnie).
Pytanie moje brzmi - jak można ratować kogoś, kto wcale nie uważa ze coś mu grozi, względnie nie chce być uratowanym przeze mnie? Inna sprawa że może moje metody ratowania są do ..bani.
Czytam o ratownikach wodnych - jeden pisze że kiedyś ratując kogoś musiał odpłynąć dać w zęby i dopiero wziął się za ratowanie.
Byłem na szkoleniu kiedyś pomocy przedmedycznej - gość tłumaczy jak widzisz wypadek nie strugaj bohatera bo nie wiadomo, czy w razie czego Zus ci będzie wypłacał rentę (przypadek z Łodzi bodajże parę lat temu). Wezwij straż i policję. On sam ponoć nie wchodzi do rannego dopóki straż mu na to nie pozwoli. A jak jest przed strażą na miejscu to czeka:(
Ja nie wiem Kemot, ale sam pytam siebie czasem po co moja żona jest ze mną. I szczerze mówiąc logicznego wytłumaczenia jak słusznie zauważył Aleksander nie ma.
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

s zona
Posty: 2959
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: zgodzić się na rozwód czy walczyć o rodzinę

Post autor: s zona » 05 cze 2018, 12:05

Aleksander pisze:
05 cze 2018, 9:52
Unicorn2 pisze:
04 cze 2018, 22:17
[...]
Imponuje mi Twoja postawa i zastanawia mnie to jaki to przyniesie efekt .
Na własnej skórze przekonałem się że ze złem można wygrać tylko dobrem.
W Tobie jest dobro więc życzę Ci powodzenia w odzyskaniu rodziny.
Unicorn - bardzo ładnie napisane.

Pisz częściej proszę :) Brakuje mi Twojego spojrzenia w wielu wątkach.

Napisz również co tam u Ciebie na froncie... albo przeoczyłem, albo dawno nie było żadnej aktualizacji.
Podpisuje sie pod tym i osobiscie ciesze sie z jeszcze 2 powodow ..
Pierwszy to ten ,ze Unicorn zachowal zimna krew i nie poplynal /nie zostal " otumaniony " przez jakas " fanke "..
i drugie , bardziej egoistycznie ,ze jest zwolennikiem slow :
...Na własnej skórze przekonałem się że ze złem można wygrać tylko dobrem...."
a nie " grilowania " w imie swoich racji ...

Kenot - bez kadzenia - ale cenie sobie Twoja postawe ,pisalam kiedys ,ze nie potrafie zrozumiec zachowan Twojej zony w obliczu choroby ,ale kazdy ma inaczej ...
Osobiscie jestem zwolenniczka empatii ,tylko chwilami zastanawiam sie ,czy to juz nie naiwnosc ..
Dobrego rozeznania zycze , westchne w modlitwie :)

rak
Posty: 955
Rejestracja: 30 wrz 2017, 13:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: zgodzić się na rozwód czy walczyć o rodzinę

Post autor: rak » 05 cze 2018, 15:03

Wiesz Kemot,

mi też imponuje Twoja postawa,

wiem, że nie jest lekko starać się, jak ktoś Ciebie odrzuca na tysiące sposobów. Człowiek cierpi, bo mu zależy, a nie może kompletnie zamknąć serca i zobojętnieć, bo wtedy sam się wyautuje ze związku, a tego nie chce. Oddzielić swoje wysiłki od braku ich rezultatu (lub wręcz przeciwny) to już inna liga i praca czasem niemal na lata ...
To jest właśnie dla mnie ta wielokrotnie wspomninana miłość bezwarunkowa, nie postrzegana jako nauka dawania bez brania, ale właśnie jako wzrastanie w wolności, uwalniając się powoli z ukrytych motywów naszego działania i zatruwających życie oczekiwań.
jarek70 pisze:
05 cze 2018, 11:04
Pytanie moje brzmi - jak można ratować kogoś, kto wcale nie uważa ze coś mu grozi, względnie nie chce być uratowanym przeze mnie? Inna sprawa że może moje metody ratowania są do ..bani.
Czytam o ratownikach wodnych - jeden pisze że kiedyś ratując kogoś musiał odpłynąć dać w zęby i dopiero wziął się za ratowanie.
Byłem na szkoleniu kiedyś pomocy przedmedycznej - gość tłumaczy jak widzisz wypadek nie strugaj bohatera bo nie wiadomo, czy w razie czego Zus ci będzie wypłacał rentę (przypadek z Łodzi bodajże parę lat temu). Wezwij straż i policję. On sam ponoć nie wchodzi do rannego dopóki straż mu na to nie pozwoli. A jak jest przed strażą na miejscu to czeka:(
Jak można ratować kogoś kto nie chce, to trudna sprawa.
Łatwiej chyba jak jest nieprzytomny i nie artykuuje tej niechęci zbyt natarczywie ;)
Albo jak jest zdrowo poharatany, ale przytomny i sam prosi o pomoc, tylko nie jest jeszcze świadomy, że będzie się ona znacznie różniła od jego oczekiwań.
Coż problem zaczyna się kiedy pomocy się nie oczekuje, albo kiedy dobrze jest jak jest, i wszelka zmiana (pomoc) jest postrzegana raczej jako zagrożenie.
Nie odpowiem na to pytanie wprost (dla mnie jest ono też raczej retoryczne), ale po przeczytaniu Twojego wpisu taka myśl mi przyszła do głowy i mogę się nią podzielić.
Podejście po pomocy przedmedycznej też jest bardzo różne. Nawet w rozwiniętych krajach różnice są diamtetralne.
W Polsce o ile pamiętam jeśli osoba ratująca nie ma zagrożenia życia lub zdrowia ma obowiązek udzielenia pomocy. Z powodów błędów nie ponosi większych konsekwencji, ale niepodjęcie może już być karane. Tyle ile mówi surowe prawo. W innych krajach podejście jest dużo bardziej konserwatywne, podjęcie niefachowej pomocy jest karane i może skutkować pozwami na znaczne kwoty. Dlatego teoretycznych "ratowników" ubezbiecza się od miliona dolarów wzwyż od skutków ich postępowań, czy analizy ich przez innych...

I teraz, czy lepiej patrząc jak ktoś się męczy spróbować pomóc mimo konsekwencji, czy czekać na fachowe służby to już chyba decyzja każdego z osobna. I teraz ciekawe, czy decyzja ta będzie zmienna w zależności od kraju (jego przepisów), w którym się jest i osoby, która cierpi ?? ...
Nieważne jest, gdzie jesteś, ale wszędzie tam, gdzie przyjdzie ci się znaleźć, ważne jest, jak żyjesz - Henri J.M.Nouwen

kemot79
Posty: 196
Rejestracja: 23 mar 2017, 8:25
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: zgodzić się na rozwód czy walczyć o rodzinę

Post autor: kemot79 » 06 cze 2018, 22:32

z nowych wieści- żona zachowuje się jak po rozwodzie ale- zaproponowała, że jednak pojedzie z nami ale sama płaci za siebie. Jeden syn się ucieszył drugi umiarkowanie ( stwierdził, że ze mną są fajniejsze wyjazdy). Ta kobieta to zagadka- z jenej strony decyzja podjęta i nieodwracalna ( samodzielna, silna, przebojowa kobieta) ale jak się robi źle to od razu szuka pomocy i zazwyczaj ( prawie zawsze) u mnie

jacek-sychar
Posty: 6032
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: zgodzić się na rozwód czy walczyć o rodzinę

Post autor: jacek-sychar » 06 cze 2018, 22:36

Kemot

Wychodzi, że jesteś jak kotwica. Ciężka i niepotrzebna wisi u boku statku. Ale jak rozpęta się burza, to nagle kotwica może być jedynym ratunkiem.
A widać żyjesz w strefie burzowej. :? :lol:

kemot79
Posty: 196
Rejestracja: 23 mar 2017, 8:25
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: zgodzić się na rozwód czy walczyć o rodzinę

Post autor: kemot79 » 18 cze 2018, 11:09

cześć,

ze zmian to tyle, że jadę z żoną i dziećmi na wspólne wakacje. NIe wiem jak to odbierać- na pewno nie robię sobie żadnych nadziei i nie mam żadnych oczekiwań. Układ jest też czysty- wprawdzie zapłaciłem za wczasy ale żona oddała mi pieniądze ( nie prosiłem o to ale rozumiem, że dla niej też lepiej).

kemot79
Posty: 196
Rejestracja: 23 mar 2017, 8:25
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: zgodzić się na rozwód czy walczyć o rodzinę

Post autor: kemot79 » 23 cze 2018, 22:01

Mam do was ogromną prośbę, czy ktoś z drogich forumowiczów znajduje się w podobnej/analogicznej sytuacji jak moja - czy żyje pod jednym dachem z żoną po rozwodzie. MAm "gigantyczny" mętlik w głowie. Spędzamy mnóstwo czasu razem ale jak tylko wspomnę ( niezamierzenie) o nas to żona przypomina mi, że nas nie ma. Sytuacja zaczyna mnie przerastać..

s zona
Posty: 2959
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: zgodzić się na rozwód czy walczyć o rodzinę

Post autor: s zona » 23 cze 2018, 22:32

Kenot ,
osobiscie Cie podziwiam , ale to nie wiele Ci pomoze ...
Mnie bylo znacznie latwiej zastosowac Liste Zerty na odleglosc ,
w kontakcie bezposrednim poleglam .
Ale u nas byl " tylko " wnoisek o separacje i alimenty przy okazji .
U mnie duze znaczenie w podjeciu decyzji o zawieszeniu separacji bylo dobro niepelnoletnich dzieci.
U Ciebie podobnie ,zreszta ,jak dla kazdego rodzica .. Tylko ,czy to jest dla nich dobra taka sytuacja ...
Dzieci widza wiecej ,niz nam sie wydaje . a jesli jestesmy hipokrytami wobec siebie ,
to jest zycie bardziej udawane niz udane ,
to tez nie jest dla nich dobre ..

Kenot , masz trudny orzech do zgryzienia ,
moze jesli nie mozna rowiazac ,
to warto przemyslec wezel Aleksandra ...

Kenot pozwol ,ze na Twoje rece z zyczeniami dla wszystkich Ojcow na Forum ,
oby wzrastali w swoim ojcostwie :)
http://www.tolle.pl/pozycja/czy-mozna-d ... wac-dzieci

Mirakulum
Posty: 4264
Rejestracja: 16 sty 2017, 19:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: zgodzić się na rozwód czy walczyć o rodzinę

Post autor: Mirakulum » 23 cze 2018, 22:54

Kemot zapraszam na tydzień do Jastarni z innymi sycharkami odpocząć

Ukasz
Posty: 1204
Rejestracja: 09 lis 2017, 22:40
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: zgodzić się na rozwód czy walczyć o rodzinę

Post autor: Ukasz » 24 cze 2018, 23:19

Moja sytuacja nie jest podobna pod względem formalnym - nie po rozwodzie, lecz po złożeniu w sądzie wniosku o separację - ale wydaje mi się, że relacja z żoną jest podobna. Intymnej, bliskiej nie ma żadnej. Są jakieś wspólne plany, ale to tylko łaskawa zgoda na to, żeby coś jej ufundować. Poza tym, jeśli tylko próbuję się zbliżyć, to mam wrażenie dotykania lodowatej ściany. Podejmuję więc takie próby rzadko i delikatnie. Chciałem od nowa pokochać ją gorąco, także pełnią uczuć, i to się udało. Kryła się za tym jakaś nadzieja, że to coś zmieni i to w jakimś krótkim czasie, tygodni, może miesięcy. Właśnie powoli żegnam się z takimi przewidywaniami i jest ciężko.
Przychodzi mi na myśli czytanie sprzed kilku dni (1 Krl 17, 7-16) o wdowie z Sarepty sydońskiej. Miała ostatnią resztkę jedzenia dla siebie i swojego syna. Była przekonana, że będzie to jej i jego ostatni posiłek, po czym umrą z głodu. Bóg przez proroka zażądał od niej oddania tej odrobiny. Dopiero potem miała sporządzić posiłek dla siebie z tego, co zostanie w dzbanie. I zostało, i tak było co dzień. Dzban mąki ani baryłka oliwy nigdy nie były pełne, zawsze była tylko resztka na dnie, starczająca tylko na ten jeden dzień i zawsze najpierw musiała zaufać Bogu i najpierw Mu to wszystko oddać. Trwało to aż do dnia, gdy skończyła się susza i Pan znów spuścił deszcze na ziemię.
Chyba jestem taką wdową. Nie widzę w sobie sił na długie trwanie w obecnej sytuacji. Jeszcze jeden dzień. Do jutra. Prosząc Go o to, bym ją kochał coraz bardziej. Sięgam do Eucharystii, do stołu Słowa i Chleba, i co dzień dostaję potrzebna mi odrobinę na dno dzbana i baryłki. I tak się to toczy. Nie znam prognozy, nie wiem czy i kiedy skończy się susza.

kemot79
Posty: 196
Rejestracja: 23 mar 2017, 8:25
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: zgodzić się na rozwód czy walczyć o rodzinę

Post autor: kemot79 » 25 cze 2018, 9:17

Ukasz,

ale wciąż jesteście małżeństwem. Moja żona powtarza jak to dobrze, że jest wolna i może się spotykać z kim chce i kiedy chce. Oczywiście ja także mogę, a jej to w ogóle nie interesuje. NIe przeszkadza jej to spędzać ze mną większość czasu. Pomijam żenujące ale przykre sytuacje pokazywania ( afiszowania się) pozytywów rozwodu i ukrywanie mnie i mojej roli w jej życiu przez znajomymi. Potrafi poprosić mnie o podwiezienie a następnie wysiada kilkaset metrów wcześniej aby nikt z jej znajomych nie zobaczył kto ją podwiózł. W romowach opowiadając o jakimś wspólnym przedsięwzięciu zawsze używa zwrotu JA: ja zrobiłam, ja kupiłam. Mi jest co raz trudniej

Aleksander
Posty: 1203
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: zgodzić się na rozwód czy walczyć o rodzinę

Post autor: Aleksander » 25 cze 2018, 10:12

kemot79 pisze:
25 cze 2018, 9:17
[...]
Moja żona powtarza jak to dobrze, że jest wolna i może się spotykać z kim chce i kiedy chce.
[...] . Nie przeszkadza jej to spędzać ze mną większość czasu. [...]
przykre sytuacje [...] ukrywanie mnie i mojej roli w jej życiu przez znajomymi. Potrafi poprosić mnie o podwiezienie a następnie wysiada kilkaset metrów wcześniej aby nikt z jej znajomych nie zobaczył kto ją podwiózł. [...]
Facet! - I Ty się na to godzisz? Na podwożenie... i następnie przystanek nieco wcześniej, bo żona tak sobie życzy... żeby nikt Cie (Was razem) nie zobaczył? ...
kemot79 pisze:
25 cze 2018, 9:17
Mi jest co raz trudniej
Kemot - zacznij walkę o siebie - bo walka o żonę bez zawalczenia o siebie raczej się nie powiedzie.
Trafia do mnie ten przykład o ratownikach wodnych albo o tych maskach tlenowych w samolocie - maska tlenowa NAJPIERW dla Ciebie... potem dla żony ... czy tam kogoś.
Moja recepta na szczęście: odczepić się od innych (przestać zmieniać, oczekiwać, manipulować) i skupić (na tyle na ile się uda) uwagę na sobie.

MareS
Posty: 216
Rejestracja: 05 lut 2017, 22:22
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: zgodzić się na rozwód czy walczyć o rodzinę

Post autor: MareS » 25 cze 2018, 10:12

kemot79 pisze:
25 cze 2018, 9:17
Ukasz,

ale wciąż jesteście małżeństwem. Moja żona powtarza jak to dobrze, że jest wolna i może się spotykać z kim chce i kiedy chce. Oczywiście ja także mogę, a jej to w ogóle nie interesuje. NIe przeszkadza jej to spędzać ze mną większość czasu. Pomijam żenujące ale przykre sytuacje pokazywania ( afiszowania się) pozytywów rozwodu i ukrywanie mnie i mojej roli w jej życiu przez znajomymi. Potrafi poprosić mnie o podwiezienie a następnie wysiada kilkaset metrów wcześniej aby nikt z jej znajomych nie zobaczył kto ją podwiózł. W romowach opowiadając o jakimś wspólnym przedsięwzięciu zawsze używa zwrotu JA: ja zrobiłam, ja kupiłam. Mi jest co raz trudniej
Kemot może warto się "obudzić". Niestety też taki byłem. Bałem się, żeby chociaż w żaden sposób nie urazić żony i do niczego to dobrego nie doprowadziło. Zero szacunku do siebie i pogarda żony wobec mnie. Znalazła frajera i 'jeździła" po mnie ile się dało.

Pozwól żonie ponieść konsekwencję swoich decyzji.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości