ile można wytrzymać...?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

ojciec i mąż
Posty: 17
Rejestracja: 27 gru 2018, 12:18
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: ojciec i mąż » 08 sty 2019, 21:27

Jagodzianka pisze:
07 sty 2019, 8:12
Ojciec i mąż, a może - skoro rozmowa jest niemożliwa - napisz do żony list?
Na to nie wpadłem a rzeczywiście może być początkiem dialogu...oby!

ojciec i mąż
Posty: 17
Rejestracja: 27 gru 2018, 12:18
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: ojciec i mąż » 08 sty 2019, 21:31

Jonasz pisze:
07 sty 2019, 8:32
Witaj.
Tak w skrócie i na szybko.
Nie izoluj się i nie zamykaj sam siebie w tej sytuacji.
Razem nie wychodzicie - jest szansa na jakąś opiekę na czas własnego wyjścia?
Zona sama wychodzi ? Ma jakiś oddech typu spotkanie z przyjaciółkami czy coś takiego?
Ty też nie izoluj się - to mówię z własnego doświadczenia.I to podkreślam.
gdybym zaczął pełną izolację zwariowałbym...praca i kontakt z ludźmi mnie ratują. Żona bywa że wychodzi ale koleżanek ma niewiele a jeśli to gdzieś daleko, czasem jakiś wypad na zakupy i już...ogólnie siedzenie na miejscu. Dla mnie siedzenie z 3 dzieci nie jest męką i ma wolną rękę ale uważa, że...nie potrafię się nimi zająć co jest oczywiście nieprawdą. Koło się zamyka.

ojciec i mąż
Posty: 17
Rejestracja: 27 gru 2018, 12:18
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: ojciec i mąż » 08 sty 2019, 21:36

happybean pisze:
07 sty 2019, 9:06
:)
ojciec i mąż pisze:
07 sty 2019, 7:48
happybean pisze:
06 sty 2019, 23:51
Jak reagujesz na te obelgi zony?

Chyba to zly spisob. Jak bys bal sie tej kobiety ktora wyladowuje na Tobie agresje a Ty potulnie siedzisz jak baranek. W zadnym wypadku nie powinnes pozwolic zonie na obrazanie Ciebie.

Postaw temu konkretnie granice. Wizyta u osychiloga moze Ci konkretnie pomoc w tym jak stawiac je. Sa tez ksiazki "Granice w relacjach malzenskich".
Dla dobra dzieci wolę nie pokazywać agresji i przemocy nawet tej słownej...zauważyłem, że ignorowanie zaczepek słownych jest największą karą dla żony...potrafi ostudzić emocje i zmusza do choć chwili zastanowienia. Nie ukrywam, że kilka razy musiałem krzyknąć że już dość … przyszło otrzeźwienie...na kilka dni by za chwilę powrócił stan poprzedni.

ojciec i mąż
Posty: 17
Rejestracja: 27 gru 2018, 12:18
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: ojciec i mąż » 08 sty 2019, 21:42

s zona pisze:
07 sty 2019, 11:53
Moze czuje sie niedowartoscowana , stad to zanizanie Twoich kompetencji podczas pielegnacji dzieci ..
Być może ale jak okazać uczucia, przytulić kiedy ma się przed sobą "ścianę"...agresywną "ścianę"

Osobiscie odetchnelam ,gdy po 7 latach poszlam "do pracy " i odpoczelam psychicznie ...
W powrocie do pracy upatruję szansę na powrót do normalności żony...nastąpi to wkrótce i być może wtedy złapiemy oddech.

Tutaj na forum , slyszymy ,zeby najpierw ratowac siebie a potem pomoc malzonkowi ,tak ,jak z maska tlenowa w samolocie ,najpierw zakladasz sam .. sadze ,ze dasz rade , westchne w modlitwie :)

Kurcze chyba jednak sprawdziłbym czy siedzący obok już założyli :)...taki jestem i nic na to nie poradzę. Ale fakt o siebie zatroszczyć się trzeba....dziękuję.
Ostatnio zmieniony 08 sty 2019, 21:53 przez Lawendowa, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: poprawiono cytowanie

ojciec i mąż
Posty: 17
Rejestracja: 27 gru 2018, 12:18
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: ojciec i mąż » 08 sty 2019, 21:51

Pustelnik pisze:
07 sty 2019, 8:32
Powiedziałeś wg mnie coś istotnego , o swoim milczeniu.
Nie chodzi o to czy Twoja żona jest "zła" czy Ty jesteś "zły" ...
Jakie jest to Twoje milczenie : bezsilność ? smutek ? zniechęcenie ? a może i "nutki" "karania" żony ?
To chyba wszystko po trochu...tak po ludzku, w dyskusji każdy chciałby aby to jego argumenty zwyciężyły i to on miał rację...kiedy już przebrniemy przez awanturę przychodzi zmęczenie i strach przed kolejną konfrontacją itd.
Ostatnio zmieniony 08 sty 2019, 21:56 przez Lawendowa, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: poprawiono cytowanie

ojciec i mąż
Posty: 17
Rejestracja: 27 gru 2018, 12:18
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: ojciec i mąż » 08 sty 2019, 22:00

tata999 pisze:
07 sty 2019, 13:08
Pojawiły się sugestie odpoczynku. Dodam od siebie, że zwykle trudniej zajmować się dziećmi poza domem, więc większy odpoczynek byłby, gdyby ktoś inny zaopiekował się wówczas dziecmi, np. dziadkowie, ciocie, wujkowie.

Mi się jednak wydaje, że taki kilkudniowy odpoczynek nie rozwiąże problemu. Być może problemu trzeba szukać gdzie indziej. A to, czy rozwiązać go łatwiej będzie na wyjeździe to już sami sobie dopowiecie, jak zrozumiecie naturę problemu.
Masz rację...organizowaliśmy kilku dniowe wypady, głównie za moją namową...podczas nich było fajnie, po powrocie "powietrze schodziło"... Problem tkwi głębiej.
Co mogę doradzić to zdecydowanie stawiać granice i być wytrwałym (tego wymaga małżeństwo, a osoby tutaj pokazują, że dużo można znieść). Forumowicz rak napisał :"(...) nie zareagowanie jest moim zdaniem odpowiedzialnością zdradzonego, możliwe że jego naiwnością, często głupotą (piszę o sobie jak coś ;) ), która pobłażała złu i rozuchwalała współmałżonka. W najdelikatniejszym ujęciu brakiem realizowania miłości do samego siebie. Przepraszam za te mocne słowa jak ktoś miałby się obrazić, jak coś to odnoszę je do siebie, bo tutaj widzę swoją dużo większą odpowiedzialność niż "braki w okazywaniu miłości". Patrząc w przeszłość widzę b. dużo wydarzeń, które powinny mnie obudzić z letargu i naiwności o wielkiej, szczerej i dozgonnej miłości. ".
Słowa adekwatne do sytuacji i prawdziwe ...dziękuję.
Ostatnio zmieniony 08 sty 2019, 22:56 przez Lawendowa, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: poprawiono cytowanie

ojciec i mąż
Posty: 17
Rejestracja: 27 gru 2018, 12:18
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: ojciec i mąż » 08 sty 2019, 22:18

ozeasz pisze:
07 sty 2019, 13:23
Witaj "ojciec i mąż" , ja tak za s żoną zapytam a czemu taka kolejność ,czy ona z czegoś wynika?
W konflikcie bardziej czuje potrzebę bycia dobrym ojcem, nie zaniedbywania tego co się z ojcostwem wiąże, stąd taka kolejność.

Jeśli jest tak jak piszesz , że jesteś mimo tych wybuchów złości spokojny , to może spróbuj dotrzeć do źródła tego gniewu i złości żony ,jestem prawie przekonany że Jej reakcja nie bierze się z przemyślanego zachowania mającego na celu Cię zranić ,ale jest wynikiem własnej bezradności i nieumiejętności radzenia sobie w takich sytuacjach ,braku dialogu.

Sądzę, że znam przyczyny...zmęczenie, brak umiejętności odpoczywania i wykorzystywania wolnych chwil (choć wiem, że jest ich mało), brak samorealizacji, niemożność realizowania własnych marzeń - także tych zawodowych. Nie sposób jednak pomóc kiedy wszystko podlega negacji...

Czy Wy w ogóle rozmawiacie ze sobą ?
Bywa, choć bardziej przypomina to krótkie komentarze, przekazywanie niezbędnych informacji tak by funkcjonować.
Ostatnio zmieniony 08 sty 2019, 22:43 przez Lawendowa, łącznie zmieniany 2 razy.
Powód: poprawiono cytowanie

ojciec i mąż
Posty: 17
Rejestracja: 27 gru 2018, 12:18
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: ojciec i mąż » 08 sty 2019, 22:24

Nasza sytuacja nie pozwala na pozostawienie dzieci pod czyjąś opieką...dlatego randka, wspólne wyjścia, krótkie wypady odpadają...a wiem że są potrzebne...ba konieczne...to także niszczy nas i nasz związek. Ale musimy to przetrwać !

ojciec i mąż
Posty: 17
Rejestracja: 27 gru 2018, 12:18
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: ojciec i mąż » 08 sty 2019, 22:38

sasanka pisze:
08 sty 2019, 15:27
Bardzo żal mi Twojej żony. Nadmiar obowiązków i samotność w tym wszystkim przytłoczyła ją . Widać tu jej bezsilność i wołanie o pomoc. Tak to wołanie o pomoc ! Stąd pomysł o rozwodzie , obrażanie , widać , że żona traci nad sobą kontrolę.
Bardzo rzeczowo odpowiedziała zaraz na Twój post Jagodzianka i zastanów się nad tym.No i niektórzy też mieli podobne sugestie.
Ja też miałam trójkę dzieci i też byłam zdana tylko na siebie, bo mąż pracował , czasami daleko od domu . Mieszkaliśmy z dala od rodziny i jeszcze w dodatku poważnie zachorowałam. I musiałam to wszystko udźwignąć sama. Dzisiaj jak sobie to przypomnę to widzę , jaki to był koszmar.
Ocena samego siebie bywa trudna ale uważam, że żona nie jest zdana na siebie...zarówno wychowanie dzieci, codzienne obowiązki, zakupy itd. biorę na siebie...pracować muszę i to chyba normalne...dla rodziny daje wszystko...nie realizuję swoich pasji i nie siedzę licząc aż się zrobi. Żona wieczorami ogląda seriale, ja próbuje dorabiać...nie jest sama tego jestem pewien.

ojciec i mąż
Posty: 17
Rejestracja: 27 gru 2018, 12:18
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: ojciec i mąż » 08 sty 2019, 22:49

karo17 pisze:
08 sty 2019, 18:53
Zastanawiające jest to że kłopoty zaczęły być po pierwszym dziecku, a zaraz potem pojawiają się kolejne dzieci i zdziwienie że kłopotów przybyło...
„Awantury o nic” czy na pewno o nic?
tak o nic...czy wylany kubek z mlekiem to powód ?!, czy złamany przypadkiem kwiatek to powód, czy źle założone skarpetki to powód … ?!
karo17 pisze:
08 sty 2019, 18:53
I klasyczne: To nie ja mam problem tylko druga strona ze sobą i powinna się leczyć...
Jak wyglądało zajmowanie się dziećmi w Twoim wykonaniu?
Wygląda dla mnie naturalnie....kiedy nie pracuje zajmuje się dziećmi...bawię się, uczę, kąpę, szykuje jedzenie, usypiam, przewijam ...
karo17 pisze:
08 sty 2019, 18:53
Jak już śpią wszyscy to zrobisz coś w domu żeby nie było na głowie żony?
Kiedy już wszyscy śpią ja pracuję, próbując dorobić.
Pozostałe obowiązki wykonuje w ciągu dnia...ze sprzątaniem, zakupami i prasowaniem włącznie.
karo17 pisze:
08 sty 2019, 18:53
Dawno temu już tu pisałem, że czasy się zmieniły i to bardzo. Żony też mają jakieś aspiracje, często zawodowe. A nastawienie że mąż pracuje a żona ma siedzieć z gromadką dzieci w domu, wszystko ma być posprzątane, ugotowane, a i ma witać męża z uśmiechem w drzwiach a wieczorem seks, to można między bajki włożyć w tych czasach.
Ja bym się zastanowił, co Ty jako mąż możesz zrobić, jak się zmienić żeby było dobrze w małżeństwie i obeszło się bez rozwodu, niż wyliczać na jak wiele terapii ma chodzić żona, bo to ona ma problem oczywiście...
Problem w tym, że niewiele więcej mogę już zrobić jako mąż bo brakuje doby a z tych choćby 4-5 godzin snu nie zrezygnuje bo musze funkcjonować w pracy...fakt czasy się zmieniły ale czy aby owe aspiracje żon nie przesłoniły im realnych potrzeb życia ?!
Ostatnio zmieniony 08 sty 2019, 22:54 przez jacek-sychar, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: Poprawiono cytowanie

jacek-sychar
Posty: 6476
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: jacek-sychar » 08 sty 2019, 22:56

Ojciec i tata

Apeluję o właściwe cytowanie cudzych wypowiedzi, bo inaczej nie można zrozumieć, co jest Twoje a co innych.
Instrukcja cytowania jest tutaj:
viewtopic.php?f=20&t=229

s zona
Posty: 2498
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: s zona » 08 sty 2019, 23:19

ojciec i mąż pisze:
08 sty 2019, 22:24
Nasza sytuacja nie pozwala na pozostawienie dzieci pod czyjąś opieką...dlatego randka, wspólne wyjścia, krótkie wypady odpadają...a wiem że są potrzebne...ba konieczne...to także niszczy nas i nasz związek. Ale musimy to przetrwać !
Tylko pytanie ,ile jeszcze chcesz " przeczekac ." . az najmlodsze dziecko skonczy 12 lat .. to jeszcze 11 lat Wam zostalo !
Moze tu tkwie zrodlo ,ze zona oprocz zmeczenia nie czuje sie kobieta przy Tobie :idea: ...

Zadna kolezanka nie moze Wam pomoc ,ev poprosic o pomoc opiekunke .. Sadze ,ze taki wspolny wieczor moze by mial szanse sporo wyjasnic .Moze warto w to malzenstwo zainwestowac wielotorowo ?

Miales czas pomyslec o https://kobieta.onet.pl/zdrowie/profila ... sc/4t1wb74
Nie wiem , co zrobisz Ty ,ale jesli moj maz bylby w podobnej sytuacji to nie zastanawialabym sie .. A moze zona robila juz takie badania przy okazji wizyty u ginekologa .. a Ty o tym nie wiesz ...

Pomodle sie o madre rozeznanie dla Was :)

Ps w temacie seriali .. pamietam slowa ks Piotra Arbaszewskiego ,ktory porownal ogladanie serlali przez kobiety do ogladania pornografii u mezczyzn ...szokujace porownanie ,ale nie pozbawione sensu ...

happybean
Posty: 204
Rejestracja: 19 gru 2018, 14:02
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: happybean » 09 sty 2019, 6:51

ojciec i mąż pisze:
08 sty 2019, 22:49
karo17 pisze:
08 sty 2019, 18:53
Zastanawiające jest to że kłopoty zaczęły być po pierwszym dziecku, a zaraz potem pojawiają się kolejne dzieci i zdziwienie że kłopotów przybyło...
„Awantury o nic” czy na pewno o nic?
tak o nic...czy wylany kubek z mlekiem to powód ?!, czy złamany przypadkiem kwiatek to powód, czy źle założone skarpetki to powód … ?!
karo17 pisze:
08 sty 2019, 18:53
I klasyczne: To nie ja mam problem tylko druga strona ze sobą i powinna się leczyć...
Jak wyglądało zajmowanie się dziećmi w Twoim wykonaniu?
Wygląda dla mnie naturalnie....kiedy nie pracuje zajmuje się dziećmi...bawię się, uczę, kąpę, szykuje jedzenie, usypiam, przewijam ...
karo17 pisze:
08 sty 2019, 18:53
Jak już śpią wszyscy to zrobisz coś w domu żeby nie było na głowie żony?
Kiedy już wszyscy śpią ja pracuję, próbując dorobić.
Pozostałe obowiązki wykonuje w ciągu dnia...ze sprzątaniem, zakupami i prasowaniem włącznie.
karo17 pisze:
08 sty 2019, 18:53
Dawno temu już tu pisałem, że czasy się zmieniły i to bardzo. Żony też mają jakieś aspiracje, często zawodowe. A nastawienie że mąż pracuje a żona ma siedzieć z gromadką dzieci w domu, wszystko ma być posprzątane, ugotowane, a i ma witać męża z uśmiechem w drzwiach a wieczorem seks, to można między bajki włożyć w tych czasach.
Ja bym się zastanowił, co Ty jako mąż możesz zrobić, jak się zmienić żeby było dobrze w małżeństwie i obeszło się bez rozwodu, niż wyliczać na jak wiele terapii ma chodzić żona, bo to ona ma problem oczywiście...
Problem w tym, że niewiele więcej mogę już zrobić jako mąż bo brakuje doby a z tych choćby 4-5 godzin snu nie zrezygnuje bo musze funkcjonować w pracy...fakt czasy się zmieniły ale czy aby owe aspiracje żon nie przesłoniły im realnych potrzeb życia ?!
Coż miektore kobiety juz takie sa ze kompletnie niedoceniaja ze maja dobrych i pomocnych mezow. Paradoksalnie kobiety bardziej szanuja drani ktory nic nie pomaga w domu niz takich jak Ty.

tata999
Posty: 1061
Rejestracja: 29 wrz 2018, 13:43
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: tata999 » 09 sty 2019, 7:41

Może byłeś głównym organizatorem życia, inicjowales wyjścia, spotkania, kursy itp. zanim pojawiły się dzieci. Teraz tych spotkań, imprez, wypraw może być mniej, tęsknota za nimi pozostała, a żona nie zwykła organizować sobie/Wam życia (w tym rozrywek). W takim przypadku sugerowałbym "dać wędkę" (w przeciwieństwie do rybki), np. zainicjowac rozmowę, wspolnie poszukać jakiegoś zajęcia, zachęcać lecz nie podawać na tacy, np. karnetów na basen. Jak raz zobaczy, że może to będzie pewniejsza sobie i otworzy jej to nową perspektywę. Tylko zgaduję na ślepo, więc potraktujcie ten komentarz z dystansem, proszę.

Jonasz
Posty: 1542
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: ile można wytrzymać...?

Post autor: Jonasz » 09 sty 2019, 7:49

s zona pisze:
08 sty 2019, 23:19
Tylko pytanie ,ile jeszcze chcesz " przeczekac ." . az najmlodsze dziecko skonczy 12 lat .. to jeszcze 11 lat Wam zostalo !
I się wykończysz do tego czasu...
happybean pisze:
09 sty 2019, 6:51
Coż miektore kobiety juz takie sa ze kompletnie niedoceniaja ze maja dobrych i pomocnych mezow. Paradoksalnie kobiety bardziej szanuja drani ktory nic nie pomaga w domu niz takich jak Ty.
Cóż można dalej być nastolatką i malować pazurki...
Nie mówiąc o tęsknocie za królewiczem który gdzieś tam jest i niedługo przyjedzie na białym koniku.
I wyrwie mnie z tego piekła. Wyzwoliciel.
s zona pisze:
08 sty 2019, 23:19
Moze tu tkwie zrodlo ,ze zona oprocz zmeczenia nie czuje sie kobieta przy Tobie :idea: ...
Tata czy też niania jest, ale nie mąż...
Zastanawiam się czy to nie swego rodzaju samozaoranie - żeby poczuć się żoną to sama jako osoba dorosła muszę w tę rolę wejść i ją przede wszystkim przyjąć ze wszystkimi konsekwencjami.
s zona pisze:
08 sty 2019, 23:19
Ps w temacie seriali .. pamietam slowa ks Piotra Arbaszewskiego ,ktory porownal ogladanie serlali przez kobiety do ogladania pornografii u mezczyzn ...szokujace porownanie ,ale nie pozbawione sensu ...
No właśnie.
S. żono a mogę Cię zapytać jak Ty właśnie odbierasz te seriale?
Co tam jest złego dla Kobiety/żony/matki?
Wzorzec chyba nie ten co trzeba?
Mówią że facet w pornografii czasem szuka/teskni za jakimś tam wzorcem...
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości