coś się stało, oj będzie bolało..

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
Pijawka
Posty: 271
Rejestracja: 12 wrz 2018, 15:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: Pijawka » 14 paź 2018, 18:48

Proszę Was o modlitwę...wierzę, że Duch Święty poprowadzi Was w niej dlatego nie podaję konkretnej intencji, ale krótko opiszę co się stało...
Jesteśmy z mężem niedługo po rozwodzie. Rozwodu zażądał mój mąż ponad rok temu. Twierdził, że nie pasujemy do siebie, że uczucie wygało i że jest nieszczęśliwy z powodu sprzeczek ( które w jego oczach urastały do rangi wielkiej afery)..że ja go nie wspieram w jego pogoni za kasą, że nawet ciężko mu się ze mną modlić ( jest bardzo religijny, praktykujący i z tzw."dobrego domu").. Twierdził, że nie jest mu ze mną dobrze i że to już kolejny kryzys jaki przechodzimy- wiec widocznie Bóg ma plan,żebyśmy nie byli razem (!) Zaczął nawet coś mamrotać, że może sakrament jest nieważny, bo on był wtedy "zbyt zakochany" i nie mógł realnie ocenić, że po prostu do siebie nie pasujemy ( oczywiście nie mieszkaliśmy razem, dopiero po ślubie).. Rzecz jasna- cały czas zarzeczał, jakoby znalazł sobie kogoś innego...
Oficjalnie każde z nas było samo, Po niemlże roku batalii sądowych w końcu zgodziłam się na rozwód cywilny. Krótko przed tym spotkałam go z kobietą, z którą ( jeszcze kiedy mieszkaliśmy razem) miewał okazjonalne spotkania na gruncie zawodowym. Twierdził, że to koleżanka ;)
Ostatnio w końcu wydusił z siebie że jednak NIE i chyba się w niej zakochał (?) ze zwzajemnością a ponadto poszli już do łóżka. Nie pochwalił się wprwadzie, czy miało to miejsce przed czy już po rozwodzie....ale jakie to może mieć znaczenie...? Powiedział, że jest mu z nią dobrze i że to "coś poważnego" ( tak jakby nasz ślub 10 lat temu nagle przestał być poważny..) i że "chciałby spróbować" ( ha ha ha...co za określenie!)
Przyznam, że jakoś czułam,że coś jest na rzeczy chociaż on bardzo ładnie się kamuflował. Ja z resztą też.
Też nie byłam wierna złożonej przysiędze ( generalnie to stało się "to" już po naszym rozstaniu) Przynaję się przed Wami i przed nim też to miało ( po jego wyznaniu) miejsce, chociaż wiem, że nie powinno.
Czemu o tym piszę...? BO PROSZĘ WAS O MODLITWĘ...i zasługujecie na poznanie minimum kontekstu mojej nędznej sytuacji życiowej.
Wiem,że zaraz posypią się na mnie gromy..."że przecież on nie wepchnął mnie siłą na kowalskiego" itd... Jestem gotowa, przeżyję te słowa, więc piszcie śmiało. Nie pogniewam się ;)
Może będzie to dla mnie lekcja pokory...? Nie wiem
Wiem jedno- moja zdrada była incydentalna, aczkolwiek ten człowiek ( skądinąd kawaler,bezdzietny od długiego czasu zakochany we mnie i odrzucany z powodu wymówki jaką był mąż) nie żyje ze mną w żadnym stałym związku, nie mieszkamy razem...nawet z racji odległości- widujemy się rzadko. Mogłabym częściej, ale nie chcę- trzymam go na dystans ostatkiem moich sił.
Czuję, że jestem już jedną nogą za krawędzią, z której spadam w przepaść.
Mogłabym pisać wiele, ale szkoda Waszego czasu na czytanie o mojej nędzy i poranieniu.

Kiedyś czytałam rozważania Męki Pańskiej i tam był opis biczowania Pana Jrzusa, kiedy to bicze z haczykami wyszarpywały (!) kawałeczki Ciała i rozbryzgiwały wraz z Krwią wokoło...
Tak właśnie się czuję- jakiś demoniczny bat wyszarpał mojego męża i mnie- rozłączył nas od siebie (a przecież byliśmy jako małżonkowie jednym ciałem) i ciężki grzech cudzołóstwa oddzielił nas od Boga ( ja wprawdzie dość szybko poszłam do spowiedzi...no ale jednak przez jakiś czas żyłam w stanie tego grzechu!) Czuję się wyszarpana i rzucona dokładnie w przeciwnym kierunku od mojego męża- prosto w błoto, piach i brud, który momentalnie mnie oblepia. Wiem, że z nim jest podobnie. Paradoksalnie- ale w tym całym grzechu jeszcze bardziej go rozumiem i.... kocham...
Nie będę nigdy miała argumentu i "pały" żeby go nią okładać, że on mnie zdradził a ja byłam święta i nieskazitelna. .. Takiej pychy na szczęście Bóg mi oszczędził, ale czuję, że w to miejsce czai się jakieś inne zło.

Dziękuję każdemu, kto dotrwał do końca. Proszę Was o modlitwę- tylko tyle. Odwdzięczam się tym samym...

Inna
Posty: 175
Rejestracja: 23 lip 2017, 21:47
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: Inna » 14 paź 2018, 20:07

Pijawka pisze:
14 paź 2018, 18:48
Czuję się wyszarpana i rzucona dokładnie w przeciwnym kierunku od mojego męża- prosto w błoto, piach i brud, który momentalnie mnie oblepia. Wiem, że z nim jest podobnie. Paradoksalnie- ale w tym całym grzechu jeszcze bardziej go rozumiem i.... kocham...
Nie będę nigdy miała argumentu i "pały" żeby go nią okładać, że on mnie zdradził a ja byłam święta i nieskazitelna. .. Takiej pychy na szczęście Bóg mi oszczędził, ale czuję, że w to miejsce czai się jakieś inne zło.

Dziękuję każdemu, kto dotrwał do końca. Proszę Was o modlitwę- tylko tyle. Odwdzięczam się tym samym...
Rozumiem Cię doskonale.
Jakbym czytała o sobie.
Masz moją modlitwę.
"Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia"
(Flp 3,14)

Czarek
Posty: 1896
Rejestracja: 30 sty 2017, 8:33
Płeć: Mężczyzna

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: Czarek » 14 paź 2018, 20:14

Pod Twoją obronę uciekamy się,
Święta Boża Rodzicielko ....

jacek-sychar
Posty: 6017
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: jacek-sychar » 14 paź 2018, 20:16

... naszymi prośbami racz nie gardzić w potrzebach naszych, ...

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 5827
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: Nirwanna » 14 paź 2018, 20:23

...ale od wszelakich złych przygód racz nas zawsze wybawiać....
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

helenast
Posty: 5876
Rejestracja: 30 sty 2017, 11:36
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: helenast » 14 paź 2018, 20:38

Panno chwalebna i błogosławiona.

s zona
Posty: 2933
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: s zona » 14 paź 2018, 21:38

.....O Pani nasza ,Oredowniczko nasza ....

Pavel
Posty: 2012
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: Pavel » 14 paź 2018, 23:24

...Pośredniczko nasza, Pocieszycielko nasza.
Z Synem swoim nas pojednaj, Synowi swojemu nas polecaj, Twojemu synowi nas oddawaj.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 794
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: ozeasz » 15 paź 2018, 8:04

Amen
Pijawka pisze:Ja również nie mam nikogo, choć jest mężczyzna, który proponuje mi „alternatywne” rozwiązanie- na które mimo wszystko jak dotąd- nie godzę się.
Pijawka pisze:Też nie byłam wierna złożonej przysiędze ( generalnie to stało się "to" już po naszym rozstaniu) Przynaję się przed Wami i przed nim też to miało ( po jego wyznaniu) miejsce, chociaż wiem, że nie powinno.
Twój post z 13 września ….czy ,zapytam niedelikatnie , owa sytuacja zdarzyła się w międzyczasie ,czy poprzedni wpis nie był prawdą ?
Pijawka pisze:Wiem jedno- moja zdrada była incydentalna, aczkolwiek ten człowiek ( skądinąd kawaler , bezdzietny od długiego czasu zakochany we mnie i odrzucany z powodu wymówki jaką był mąż) nie żyje ze mną w żadnym stałym związku, nie mieszkamy razem...nawet z racji odległości- widujemy się rzadko. Mogłabym częściej, ale nie chcę- trzymam go na dystans ostatkiem moich sił.
Czuję, że jestem już jedną nogą za krawędzią, z której spadam w przepaść.
Mogłabym pisać wiele, ale szkoda Waszego czasu na czytanie o mojej nędzy i poranieniu.
Pijawko nie pasują mi tu słowa klucze typu :incydentalna zdrada , kawaler ,czy wymówka którą jest mąż lub mogłabym częściej , ale .....


Nie mam tu zamiaru żadnych gromów ciskać ,ale odrobina szczerości wobec siebie ,niekoniecznie nas ,jest pożądana .


Czy za tą krawędzią jeśli dobrze rozumiem ,czeka pan kawaler ?

Jeśli tak , to miej świadomość (z resztą skoro jesteś obecna tu wiele lat na tym forum) ,że decyzja o zdradzie ,cudzołóstwie , bo o takiej rzeczywistości piszemy , mimo rozwodu cywilnego ,sakrament trwa nadal ,to odpowiedzialność każdej ze stron wobec przysięgi małżeńskiej ,wierności sobie ,małżonkowi i Bogu .


Z tego co rozumiem z Twojej wypowiedzi , jesteś poddana presji (sytuacji ,braku jasnych przekonań , wiary z której czerpałabyś siły , może samotności lub po prostu zwykłej ludzkiej pokusy i pożądliwości ,okrzepłej w incydeńcie )

Chcę Ci powiedzieć że :
  • na przeszłość nie masz wpływu ,możesz na jej podstawie być mądra=wyciągnąć wnioski ,bądź być nie mądra = nie wyciągnąć wniosków = popełnić te same błędy.
  • to co zrobiłaś niekoniecznie ma być implikacją czynów następnych , dzisiejsza decyzja jest niezależna od poprzednich , Bóg daje takie możliwości , czy skorzystasz z łaski to znów Twoja decyzja
  • Każdy dzień ,to nowy dzień ,nowe wybory , nowe decyzje które kształtują naszą osobowość ,z czego będą wynikały , z jakich wartości ? Gdzieś kiedyś przeczytałem , nie pamiętam autora ale traktuję ten cytat jako konsekwencję mojego "tak" Bogu :
    raz dokonawszy wyboru ,codziennie wybierać muszę
Dziwi mnie brzmienie tej wypowiedzi :
Pijawka pisze:Wiem jedno- moja zdrada była incydentalna......
z
Pijawka pisze:...Czuję, że jestem już jedną nogą za krawędzią, z której spadam w przepaść.
Na koniec chcę Ci powiedzieć jedno zdanie , które może być kluczem , odpowiedzią , wyjściem itd :
Wszystko mogę w Tym który mnie umacnia. Flp 4,13
Niech Cię Pan Błogosławi i strzeże.
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 794
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: ozeasz » 15 paź 2018, 8:11

Pijawka pisze:Takiej pychy na szczęście Bóg mi oszczędził, ale czuję, że w to miejsce czai się jakieś inne zło.
Myślę że dobrze czujesz , jeśli Cię dobrze zrozumiałem , doświadczyła tego moja żona , zanim dokonała następnego kroku … poza granicę i kolejnego i kolejnego ,użyła podobnych słów ,pisałem już o tym ….
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Awatar użytkownika
Pijawka
Posty: 271
Rejestracja: 12 wrz 2018, 15:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: Pijawka » 15 paź 2018, 11:16

Ozeaszu- być może nieprecyzyjnie się wyraziłam. Z panem kawalerem znam się wiele lat. Z tego co wiem on już dawno temu się zakochał we mnie, ale wiedział, że jestem mężatką i trzymałam go na dystans ( nie mając jednak wpływu na jego uczucia względem mnie ani na jego postawę, że nie on chce związać się z kimś innym) Musiał "obejść się smakiem" i pogodzić z tym, że ja wybieram męża i nasze małżeństwo- choć było bardzo dalekie od ideału. Wiem, że ciężko mu było, ale jakoś dał radę wytrzymać to "odrzucenie". Mineło kilka lat. W tym czasie z mężem zakończyliśmy kryzys, zostaliśmy rodzicami.. Pan kawaler grzecznie trzymał się z dala ale nie ułożył sobie życia z nikim innym. Trochę jakby "czatował na mnie" chociaż to mogło być tylko moje subiektywne odczucie. Kiedy w naszym małżeństwie pojawił się kolejny- dużo poważniejszy kryzys i mąż zażądał rozwodu nawet nie myślałam, żeby pocieszać się w ramionach pana kawalera ani kogokolwiek innego. Robiłam co mogłam, żeby ocalić nasze małżeństwo i rodzinę- choć z prespektywy czasu uważam, że wiele rzeczy robiłam bardzo nieudolnie. Żyłam modlitwą i prosiłam o modlitwę inne osoby ( szczególnie konsekrowane). Pragnęłam żyć w czystości i wierności i nawet byłam w tym szczęśliwa...dopóki mi się to udawało- o zgrozo- z pewną pychą samozadowolenia myślałam o własnej niezłomności, prawości i że taka postawa być może nawet zasługuje na "wynagrodzenie" w postaci powrotu męża. Ja przecież jako ta "wierna i niezachwiana " będę na tyle silna, żeby przyjąć jego biednego, pogubionego itd.. Tak wiem- to głupie...
Kiedy pisałam ostatni post to jeszcze w moim życiu nie wydarzyła się "ta sytuacja" z panem kawalerem. To nastąpiło całkiem niedawno- wręcz "na dniach"..Spotkaliśmy się i prawdę mówiąc- nie była to sytuacja zaplanowana. Trudno mi nawet opisać co mną kierowało, kiedy zdecydowałam się z nim pójść na całość. To była istna mieszanka różnych czynników i nie chcętutaj siebie usprawiedliwiać. Fakt, że było to "incydentalne" oznacza dla mnie, że nie powtórzyłam tego póki co i wolałabym do tego nie wracać... chociaż pokusa jest ogromna. Wróciłam do siebie a pan kawaler zostawił mi "otwarte drzwi" nietylko do swojej sypialni i domu, ale i serca. Straszne.
Co mam na myśli pisząc o staniu nad krawędzią? A może ja już spadłam ?? Kasia Nowsowska śpiewała kiedyś piosenkę z której pochodzi cytat:
"Uwiodła mnie przepaść jednego spojrzenia
Runęłam w nią rozkładając ramiona
Spadałam całe lato i bym się roztrzaskała
Gdyby nie spadochron z wyrzutów sumienia"
Z małą różnicą- ja spadałam jeden raz. Ale czy to mnie usprawiedliwia?- NIE.
Powrót męża póki co nie nastąpił, a wręcz sprawa po ludzku wydaje się beznadziejna. Nie dość, że mamy już rozwód cywilny i podział opieki rodzicielskiej to jeszcze mąż przyznał, że "chce spróbować" życia z kowalską i jej dzieckiem ( ona jest po jakichś traumatycznych przejściach sprzed lat). Twierdzi, że traktuje ją poważnie i relacja z nią a za mną " to niebo a ziemia".. Przy tym bardzo negatywnie wyraża się o naszym małżeństwie. Przemawia przez niego jakaś złość i zranienie...
Po drugiej stronie barykady- Pan kawaler też zdalnie planuje kolejne inicjatywy i chce być nietylko kowalskim z doskoku ( chociż na razie dzięki Bogu i tak nie ma wyjścia bo mieszkamy daleko od siebie). zaangażował się emocjonalnie także jako opiekun dziecka ( co akurat wychodzi mu znakomicie) a docelowo oczywiście chce ślubu cywilnego.
Wiem jedno- po tym co zrobiłam zrozumiałam, że nigdy nie będę wywyższać się ponad mojego męża tym, że on zdradził a ja nie i jestem w czymkolwiek "lepsza". Nie uważam, żeby on bezpośrednio mnie popchnął do tej zdrady, ale myślę, że gdybyśmy byli razem.. gdyby nie doszło do odrzucenia, rozwodu to i do tej mojej zdrady by nie doszło. Tyle lat się udawało mimo różnych pokus.
Teraz już osłabłam, zwiędłąm, uschłam...i odpadłam jak liść rzucony na ziemię i miotany wichrem namiętności.
Po ludzku nie ma już nadziei.
Nie ma.

Inna
Posty: 175
Rejestracja: 23 lip 2017, 21:47
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: Inna » 15 paź 2018, 14:35

Pijawka pisze:
15 paź 2018, 11:16

Po ludzku nie ma już nadziei.
Nie ma.
Nadzieja jest zawsze.
Ja po zdradzie męża też się uwiklalam w relacje z mezczyznami i to nie jedną a dwie. Co prawda nie poszłam na całość ale chyba tylko dlatego, że mam jakiś uraz psychiczny związany z fizycznością...
Co nie usprawiedliwia mnie oczywiscie bo daleko mi do wierności bylo.
W mojej sytuacji też jest kawaler i tez chetnie by mnie z dziecmi przygarnal...
Sa pokusy.... Ale wiesz co?
Ja juz zrozumialam ze one zawsze będą.
Wazne co my z nimi zrobimy.
Ja juz wiem, ze Bog mi wybaczyl. Sobie tez wybaczylam.
I od tego zacznij.
Wybacz sobie.
Jestesmy tylko ludzmi. Twoja niewiernosc moze byc dopuszczona przez Boga, bys zrozumiala, że nikt z nas nie jest swiety.
Mysle tak dlatego, że odczuwasz skrupuły, nie widzisz nadziei...
Ja tez nie widziałam.
Ja bylam na skraju rozpaczy.... Ja nie chcialam robic tego co robilam....
I wlasnie wtedy zwróciłam sie do Boga. Właśnie wtedy do Niego przylgnęłam.
Znalazlam sporo pomocy tu na forum .
Niektorzy nawet nie wiedzą jak bardzo mi pomogli...
Ja tylko czytalam. Potem sie odwazylam napisać, potem przystąpiłam do programu 12 kroków.
Moje zycie jest spokojne i w miarę poukladane, pomimo, ze nie ma męża juz od 4 lat.
Teraz jestem w trakcie rozwodu.
Tez nie jest lekko. Ale zaufalam Bogu, wybaczylam sobie. To podstawa.
Co będzie dalej? Nie wiem.
Ufam Bogu, ze tak wlasnie ma byc
Nie biczuj sie. Stalo sie. Tego nie odwrocisz, ale żałując i postanawiajac wiecej tego nie robic masz w prezencie łaskę i miłość samego Boga. Polecam i pozdrawiam 🙂
"Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia"
(Flp 3,14)

Awatar użytkownika
Pijawka
Posty: 271
Rejestracja: 12 wrz 2018, 15:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: Pijawka » 17 paź 2018, 10:22

Dziękuję Wam Kochani za modlitwę.
Jest ciężko, ale właśnie Wasza modlitwa mnie podtrzymuje ( mojego męża chyba też). Krótko rozmawiamy w chwilach przekazywania dziec ale przyznam, że w jego oczach autentycznie widzę jakiś taki..żal, ból, niepokój...maskowany arogancją, niby "zabawną złośliwością" ( zawsze dużo się droczyliśmy ze sobą),uśmieszki, trochę podpytywania...trochę aluzji...a po wszystkim takie trochęnerwowe (?) milczenie i ucieczka. :roll:
Staram się cierpliwie to znosić, ale jest ciężko. Myślę, że przeżywam coś podobnego i o zgrozo- zachowuję się podobnie. Też czasem z uśmieszkiem rzucę aluzję, też niby udam obojętną...też czasem złośliwie syknę a czasem nic nie mówiąc spojrzę na niego ..
W mojej głowie kotłują się czarne myśli jak fusy z zamieszanej kawie. Staram się od nich odciąć, nie pozwalać sobie na żadne fantazje ( co, gdzie, jak, kiedy itd z nią robił...czy teraz jest z nią, co czuje, co planuje itd...)bo mnie to wykańcza.
"Wgryzłam się" w Różaniec i próbuję się nim bronić a ponadto modlić się za męża. Nie umiem sformułować intencji...ale chyba Matka Boża specjalnie się tym nie martwi i sama wie czego najbardziej potrzebujemy. Jest we mnie dużo lęku, pogubienia i niepewności- dlatego tak trudno mi o szczerość serca na modlitwie. Jeszcze chyba trochę boję się poprosić o coś wielkiego, co "podskórnie" czuję, że powinnam się modlić..
Trochę się czuję jak upośledzone dziecko, które coś bełkocze do Mamy- i choć ani ono samo ani nikt inny raczej tego nie rozumie, Ona z radością wie o co chodzi ;)

Angela
Posty: 404
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: Angela » 30 paź 2018, 9:11

Pijawka pisze:
17 paź 2018, 10:22
Jeszcze chyba trochę boję się poprosić o coś wielkiego, co "podskórnie" czuję, że powinnam się modlić..
Może ta konferencja pomoże Ci aby pójść na całość w zaufaniu Bogu.
https://m.youtube.com/watch?v=0vRjUC22i9I&t=10s
Mi też pomogło bardzo przystąpienie do syrachowskiego Ruchu Wiernych Serc.
http://rws.sychar.org/warunki-wstapieni ... nych-serc/

Awatar użytkownika
Pijawka
Posty: 271
Rejestracja: 12 wrz 2018, 15:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: coś się stało, oj będzie bolało..

Post autor: Pijawka » 30 paź 2018, 21:58

Angelo, dziękuję za linki. Ks.Pawlukiewicza znam i bardzo, bardzo cenię. Dzisiaj mam trudny dzień...pomimo mojej choroby i złego samopoczucia jeszcze jest jakiś "zjazd" emocjonalny- pewnie dlatego, że byłam na spotkaniu z panią terapeutką i po raz kolejny mam wrażenie, że miotam się i nie umiem pójść dalej.. Obecnie jeszcze nie jestem w stanie definitywnie mentalnie "odciąć" się od męża. Bardzo się staram, ale jest ciężko.
Branie na siebie "nowych" zobowiązań ( chociaż wcale nie do końca nowych, bo większość już zawarta jest w przysiędze małżeńskiej..) na obecną chwilę wydaje mi się całkowicie niemożliwe. Chciałabym, ale zdaję sobie sprawę, że teraz mogę nie być w stanie się z nich wywiązać. Ostatecznie po rocznej batalii w sądach zgodziłam się na rozwód. Obrączki ani innej biżuterii nie noszę ze względów higieniczno- prawnych w pracy.Moja obrączka leży schowana wewnątrz mężowej obrączki i obie spięte plastrem opatrunkowym ( mąż swojej też prawie nigdy nie nosił z podobnego względu jak ja) Czasem na urlopie albo na jakieś wyjścia je zakładaliśmy, ale mąż zaraz "odruchowo" ją zdejmował a ja bałam się, że ją zgubi ( on jest w stanie zgubić wszystko ;) ) Kiedy nie mam nic dobrego do powiedzenia o mężu to raczej milczę- nie umiem go zachwalać a "ciepłe wypowiedzi" brzmą chyba trochę sztucznie- przynajmniej na teraz. Ale przynajmniej czas od czasu potrafięo nim ciepło i serdecznie pomyśleć, co zazwyczaj doprowadza mnie do łez.
Do spowiedzi i Komunii chodzę najczęściej jak tylko mogę, modlę się jak umiem, zawierzam wszystko Bogu przez Maryję...ale jestem tak wypatroszona i zdeptana, że na teraz nie jestem w stanie dać z siebie nic wiecej. Staram siębyć dla siebie cierpliwa i dobra, ale nie jest mi łatwo. Odmawiam egzorcyzm małżeński za mojego męża i za mnie.
Po ludzku już nie ma nadziei. Moje małżeństwo umarło. "Po co więc trudzić Nauczyciela"?( Mk.5, 35)

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 11 gości