nie chce wrócić , nie wie czy kocha...

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Rybka
Posty: 104
Rejestracja: 13 wrz 2018, 17:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: nie chce wrócić , nie wie czy kocha...

Post autor: Rybka » 22 wrz 2018, 9:38

Dziękuje Czarku

Niestety nie mam czasu , możliwości na terapię... Na co dzień jestem sama z dzieciakami i wyrwanie się gdzieś samej graniczy z cudem. Szkoda bo bardzo bym chciała.
Odszukać siebie, czy zostanie czy odejdzie... to trudne bo człowiek tak po ludzku chciałaby żeby został :)

Padło wczoraj wiele bolesnych słów. Na obecny moment nie wróci do Polski. Uważa że sobe nie poradzimy bez tych pieniędzy ( faktycznie wcześniej bywało bardzo ciężko ) O sprzedaży mieszkania nie chce słyszeć. Nie wie czy kocha od ponad roku ( w tym czasie jednak poczeliśmy bąbla - świadomie :shock: ) Trzyma się cytatu że jeśli ktoś zastanawia się czy kocha to wogóle nie kocha od dawna . Że nie tęskni za mną , nie brakuje mu mnie , że to chyba tylko przyzwyczajenie. Że ciągle się czepiałam, i słabo gotuje . Był przy tym wszystkim spokojny i zdecydowany.
Zapytał czemu się wesoło zachowuje, stwierdził że to sztuczne. Ale w tym wszystkim on dalej nie wie....

JA poprosiłam żeby dał nam szanse . Powiedziałam że go kocham i chce go z całym inwentarzem. Że jeszcze możemy.
Dał sobie zrobić test na język miłości.
Ale mam nie oczekiwać odpowiedzi bo nie wie.
Wobec wszystkiego, co ci się przydarza, możesz albo sobie współczuć, albo traktować to, co się stało, jako prezent. Wszystko jest albo okazją do rozwoju, albo przeszkodą, która zatrzyma Twój rozwój. Wybór należy do Ciebie.
Wayne Dyer

s zona
Posty: 3460
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: nie chce wrócić , nie wie czy kocha...

Post autor: s zona » 22 wrz 2018, 13:27

Rybko czytam Ciebie ...teraz zaluje ,ze nie dane mi bylo na Twoim etapie powiedziec kiedys Stop ..

Zadne pieniadze nie wynagrodza strat w malzenstwie /rodzicielstwie .. niektore sa nie do odwrocenia ..
Jesli mozesz temu zapobiec ,to nie zwlekaj ..
Uwazam ,ze 2 lata pobytu za granica ,to wystarczajaco ,zeby sprowadzic zone z dziecmi do siebie .. inaczej to rownia pochyla malzenstwa ...

Przykro ,ze to troche gorzkie przemyslenia ,ale lata leca ,kazdy zyje swoim zyciem i potem , jestescie dla siebie obcymi ludzmi .. Kazde z Was ma poukladane zycie " u Siebie " .. razem sa dzieci ,ale i one maja slaby kontakt z drugim rodzicem .. zadnej wiezi emocjonalnej ...

Jesli mozesz byc z mezem razem na tej emigracji- to prosze zrob wszystko ,zeby tak bylo ..
Sama tez kiedys wyjezdzalam na 2 lata .. A potem zeszlo ..
Westchne do Ducha sw o dobre rozeznanie dla Ciebie :)

ps
Jesli maz jest w UE ,to ubezpieczenie moze od razu objac zone i dzieci ,rodzinne tutaj to tez prosta formalnosc ..
I najwazniejsze jestescie Razem :)

Rybka
Posty: 104
Rejestracja: 13 wrz 2018, 17:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: nie chce wrócić , nie wie czy kocha...

Post autor: Rybka » 22 wrz 2018, 16:11

Niestety, mąż nie chce żebym do niego przyjechała... stwierdza że to się mija z celem bo koszty utrzymania są wyższe .
Druga sprawa to taka że mamy dziecko że spektrum autyzmu które tu ma terapię ...
Wobec wszystkiego, co ci się przydarza, możesz albo sobie współczuć, albo traktować to, co się stało, jako prezent. Wszystko jest albo okazją do rozwoju, albo przeszkodą, która zatrzyma Twój rozwój. Wybór należy do Ciebie.
Wayne Dyer

Czarek
Posty: 2033
Rejestracja: 30 sty 2017, 8:33
Płeć: Mężczyzna

Re: nie chce wrócić , nie wie czy kocha...

Post autor: Czarek » 22 wrz 2018, 16:48

Rybka pisze:
22 wrz 2018, 9:38
Niestety nie mam czasu , możliwości na terapię... Na co dzień jestem sama z dzieciakami i wyrwanie się gdzieś samej graniczy z cudem. Szkoda bo bardzo bym chciała.
Rybka rozumiem Twoje trudności.
Z doświadczenia własnego podzielę się, że warto pomimo przeszkód zatroszczyć się o siebie.
Może uda Ci się poszukać pomocy w opiece nad dziećmi na czas gdy Ty będziesz potrzebowała wyjść na terapię?

Rybka
Posty: 104
Rejestracja: 13 wrz 2018, 17:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: nie chce wrócić , nie wie czy kocha...

Post autor: Rybka » 22 wrz 2018, 22:58

Czarku, chciałabym bardzo, ale i tak muszę szukać opieki nad dziećmi podczas gdy jedno z nich ma terapię. A ja to jestem trochę Zosia samosia, nie lubię prosić o pomoc, lubię pokazywać w koło jak jestem silna. Z drugiej strony, wiem że obecność moich dzieci jest męcząca w związku z tym nie lubię obarczac ludzi opieką nad nimi.
I właśnie dzieci... Powiedział że ucieka przed nimi właśnie do pracy. Co boli ? Że ponad rok temu, wiedząc jaką jest sytuacja, że nie wie czy mnie kocha , zdecydował się że mną na drugie dziecko A dziś chce odejść. Przecież jakbym wtedy wiedziała to moja decyzja mogła by być inna. Nie zrozumcie mnie źle, bąbel jest dla mnie darem od Boga, ale to ja jestem tutaj walcząc o zdrowie moich dzieci, ja muszę mieć siłę za nas dwóch A on ucieka... to mnie złości, nie umiem na tym polu być dla niego wyrozumiala
Wobec wszystkiego, co ci się przydarza, możesz albo sobie współczuć, albo traktować to, co się stało, jako prezent. Wszystko jest albo okazją do rozwoju, albo przeszkodą, która zatrzyma Twój rozwój. Wybór należy do Ciebie.
Wayne Dyer

s zona
Posty: 3460
Rejestracja: 31 sty 2017, 16:36
Płeć: Kobieta

Re: nie chce wrócić , nie wie czy kocha...

Post autor: s zona » 23 wrz 2018, 6:50

Rybka pisze:
22 wrz 2018, 16:11
Niestety, mąż nie chce żebym do niego przyjechała... stwierdza że to się mija z celem bo koszty utrzymania są wyższe .
Druga sprawa to taka że mamy dziecko że spektrum autyzmu które tu ma terapię ...
Rybko - wg mnie - na emigracji zdrowie jest bardziej cenione niz w Pl ...sa liczne fundacje pomagajace rodzicom ...sadze ,ze mozna to jeszcze lepiej ogarnac ..Osobiscie nie mam doswiadczenia w tego typu chorobie ,ale ost korzystalismy z dziecmi z operacji w klinikach ... inna jakosc .

To ,ze maz nie chce ,jest mu tak wygodniej....,ale co z dziecmi .. rosna i oddalacie sie od siebie ... a z kazdym rokiem gorzej ...
A koszty utrzymania dwoch domow , wg mnie - jest taniej prowadzic jedno gospodastwo domowe , nawet na emigracji .

Rozumiem ,ze chcesz wszystko robic sama ,ale moze Warto pozwoilic sobie pomoc.
Mnie kiedys zyczono zdrowego hedonizmu ,pomysl o Sobie w ten sposob :D
Pomodle sie o 10h30 :)

Czarek
Posty: 2033
Rejestracja: 30 sty 2017, 8:33
Płeć: Mężczyzna

Re: nie chce wrócić , nie wie czy kocha...

Post autor: Czarek » 23 wrz 2018, 8:20

Rybka pisze:
22 wrz 2018, 22:58
A ja to jestem trochę Zosia samosia, nie lubię prosić o pomoc, lubię pokazywać w koło jak jestem silna.
Nieumiejętność poproszenia o pomoc jest bardzo mocno związana i zakorzeniona w DDA.
Rybka pisze:
22 wrz 2018, 22:58
Powiedział że ucieka przed nimi właśnie do pracy. Co boli ? Że ponad rok temu, wiedząc jaką jest sytuacja, że nie wie czy mnie kocha , zdecydował się że mną na drugie dziecko A dziś chce odejść. Przecież jakbym wtedy wiedziała to moja decyzja mogła by być inna. Nie zrozumcie mnie źle, bąbel jest dla mnie darem od Boga, ale to ja jestem tutaj walcząc o zdrowie moich dzieci, ja muszę mieć siłę za nas dwóch A on ucieka... to mnie złości, nie umiem na tym polu być dla niego wyrozumiala
Rybko to co pogrubiłem to o Twoim mężu. Rozumiem Twój ból i złość.
Tyle, skupiając się na nim uciekasz od tego na co masz realny wpływ ... czyli od zmiany samej siebie.
Nie masz możliwości zmiany męża, nie tędy droga do zmniejszenia Twojego dyskomfortu w relacji z małżonkiem.

Rybka
Posty: 104
Rejestracja: 13 wrz 2018, 17:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: nie chce wrócić , nie wie czy kocha...

Post autor: Rybka » 23 wrz 2018, 8:48

Masz racje Czarku, dopiero teraz to widze... Strasznie zafiksowałam na uczuciach męża, na jego reakcjach , ogólnie na nim . A wydawało mi się że jestem taka niezależna

S zona
W tej chwili chciałabym, ale z tym murem obojętności i niechęci do mnie to nie przejdzie . On nie chce też dzieci przy sobie.
Dziękuje :)
Wobec wszystkiego, co ci się przydarza, możesz albo sobie współczuć, albo traktować to, co się stało, jako prezent. Wszystko jest albo okazją do rozwoju, albo przeszkodą, która zatrzyma Twój rozwój. Wybór należy do Ciebie.
Wayne Dyer

Rybka
Posty: 104
Rejestracja: 13 wrz 2018, 17:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: nie chce wrócić , nie wie czy kocha...

Post autor: Rybka » 24 wrz 2018, 9:07

Jest coraz gorzej, ot raczej równia pochyła... Nie da się nawet chwycić za rękę, jest obrażony . Nie toleruje mnie, mojego dotyku. Czegokolwiek. Wczoraj był wielki foch że w ogóle chrzciliśmy dziecko. Mąż jest na niewierzący a teraz mam wrażenie Bóg przeszkadza mu kilka razy bardziej. Otoczenie mi mówi że nie mogę tak żyć, żebym to ja podjeła decyzję skoro on nie chcę . Ale mam wrażenie że on tylko na to czeka, po za tym jak mam odejść skoro nie chce ? To chyba też go wkurza. Mam wrażenie że nie mam już gdzie pójść, do kogo się zwrócić. Czuje się dzisiaj połamana na milion kawałeczków. Nie chce wisieć na nim emocjonalnie, roztrząsać gestów, słów. Ale to tak boli, jak widzę jak zaczął nowy etap w życiu . Na początku bardzo chciałam wierzyć że nikogo nie ma , przecież tak powiedział, ale z drugiej strony przez ostatni rok mówił że kocha a wcale to nie było zgodne z prawdą.
Jak się pozbierać i dalej żyć ? Jakie decyzję podjąć ? Dręczą mnie te pytania, na które nie umiem znaleźć odpowiedzi
Wobec wszystkiego, co ci się przydarza, możesz albo sobie współczuć, albo traktować to, co się stało, jako prezent. Wszystko jest albo okazją do rozwoju, albo przeszkodą, która zatrzyma Twój rozwój. Wybór należy do Ciebie.
Wayne Dyer

Pavel
Posty: 2333
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: nie chce wrócić , nie wie czy kocha...

Post autor: Pavel » 26 wrz 2018, 7:04

Rybko,
Rozumiem, że nie jest łatwo. Dobrze pamiętam zachowanie mojej odchodzącej i nie chcącej nic naprawiać żony, ból i przede wszystkim strach z tym związany. Na to co się z nim dzieje nie masz wpływu i warto możliwie najszybciej zdać sobie z tego sprawę, by nie ranić samego siebie skupieniem nad czymś/kimś na co/kogo wpływu nie mamy.

Na początku mego kryzysu przeczytałem tu, że kto chce szuka sposobu, kto nie chce szuka wymówki.
Warto nauczyć się prosić o pomoc.
Warto zrzucić maski i nie udawać silnych gdy tak naprawdę nie dajemy sobie rady.
Warto wyjść po pomoc i wsparcie.
Warto zainwestować w samego siebie, aby poznać i naprawić siebie i rzeczywiście stać się silnym.
Ja z racji zamieszkania za granicą miałem trudność ze znalezieniem terapeuty. W końcu jednak wystartowałem ze spotkaniami przez Skype.
Może to jest wyjście również dla Ciebie?

Moje doświadczenie mówi, że gdy wzmocniłem i elementarnie przepracowałem siebie, poznałem odpowiedzi na moje najważniejsze pytania i wątpliwości oraz potrafiłem znaleźć rozwiązania swoich bieżących problemów.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

Rybka
Posty: 104
Rejestracja: 13 wrz 2018, 17:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: nie chce wrócić , nie wie czy kocha...

Post autor: Rybka » 27 wrz 2018, 21:10

Dziękuje Pevel

Niestety, skaype też odpada, jedyny czas jaki mogłabym na to poświęcić to po godz 20, jak już położę dzieciaki. A i wtedy nie wiadomo, czy będą spokojnie spały . Praktycznie codziennie muszę jeździć z dzieciakami na jakąś terapie, rehabilitacje lub zajęcia , więc to oznacza organizację opieki nad drugim. Zorganizować im opiekę wspólnie graniczy z cudem i niestety nie mogę tego często wykorzystywać bo zawsze jeszcze wpadnie a to lekarz , a to zebranie w szkole. Przez to czuję się też trochę zniewolona. i zła na Niego. Nawet wyjście do kościoła jest w przypadku moich dzieci mało osiągalne. Nie mówiąc o głupim basenie czy zrobieniu czegokolwiek dla siebie . Dzisiaj cieszyłam się jak głupia z pół godziny samotności w autobusie ( oczywiście jechałam do poradni na na następną konsultacje ) :D dużo tego się porobiło w moim życiu, mam wrażenie czasem że nie udźwignę tego.

Z mężem teoretycznie lepiej. W poniedziałek miał lepszy humor, zaczął ze mną normalnie rozmawiać . Postanowiłam wykorzystać okazje i spytać się czy ustalimy jak to ma dalej wyglądać. Udało mi się uzyskać informacje że jednak chciałby spróbować. To znaczy na obecny moment bo w jednej chwili czuje że chce , a w drugiej że nie. Widocznie to był dobry moment . Żeby jednak nie było za słodko , dodał że próbować chce bo dla niego rozwód to porażka ( nie żeby tam do mnie się coś jeszcze tliło. tzn ja to tak sobie dopisałam. ) Generalnie nasze małżeństwo jawi mu się jako roztrzaskane na milion kawałeczków i jak to zdefiniował najpierw trzeba to spróbować posprzątać do kupy a potem dopiero coś sklejać. Nie pamięta żadnych dobrych chwil, widzi siebie po rozwodzie z kimś innym . Jest gotowy układać sobie życie, ale na dzień dzisiejszy może spróbować . Daliśmy sobie czas więc do lutego. Ja strasznie się zafiksowałam żeby to był luty - wtedy wzieliśmy ślub, urodziło się nam dziecko, kupiliśmy mieszkanie. Luty to zawsze dla nas , zmiana, nowość, początek.

A ja w środku mam bałagan, żeby to trochę uporządkować , postanowiłam opisać to tutaj :) chciałabym zmienić
- nie wisieć emocjonalnie na mężu . Nie chce żeby jego dobry / zły nastrój wpływał na mój, uzależniać się od tego. Nie czekać jak głupia na każde słowo, nie wyobrażać sobie że skoro nie pisze to dlatego że ma mnie już tak dość tylko po prostu jest zajęty czymś innym. Albo nie odpisze / nie zadzwoni i to żadna tragedia . Nie przejmować się tak co pomyśli, jak odbierze mój każdy gest , czy to będzie dobre / złe. Nawet teraz - on nie odpisuje a ja myslę że to znak końca...
-chciałabym nie dopisywać scenariuszy . Nie wyobrażać sobie nie wiadomo czego gdy burknie, itp. zakaceptować że być może po prostu ma zły dzień i nie koniecznie ja muszę być tego przyczyną.
- Chciałabym zwiększyć akceptacje samej siebie. Choć po tym co się stało to chyba z lupą muszę jej szukać :lol: Tutaj dodatkowo sprawę utrudnia fakt że jako mama dziecka ze spektrum , praktycznie codziennie słyszę zarzuty że jestem nie udolna wychowawczo. Moje dziecko nie ma na czole napisanego zaburzenia i dla większości osób jest po prostu źle wychowane , niestety...
Więc ja, marna niekochana żona i jeszcze nieudolna matka ;)
- chciałabym nauczyć sie cierpliwości i nie czekać. Strasznie mi źle jak nie dzieje się coś już natychmiast a jednocześnie nieustannie czekam. Na esemesa , na telefon. Na wiadomość . Na wakacje, a na wakacjach na powrót. Od urodzin do świąt . Nie umiem , cieszyć się dniem dzisiejszym , zaakceptować to jak jest .
- Bardzo chciałabym się nie skupiać na wszystkich nie przyjemnych słowach, rozpamiętywać ich.
- Nie kontrolować tak wszystkiego
- potrafić popełniać błędy i przyjmować ich konsekwencje. aktualnie wiecznie się tym zamartwiam.
- nie patrzeć na siebie przez pryzmat tego jak wyglądam w czyiś oczach. Czy jestem dość ładna dla niego. Czy jestem wystarczająco dobrą matką dla teściowej itp.
-postawić granicę pomiędzy staraniem się a byciem dla niego workiem treningowym


Za to co mi się udało
- jak mantrę powtarzałam sobie że to jego decyzja. jego decyzję i nie jestem za nie opdowiedzialna. Chyba dotarło :)
- zrozumiałam że tylko poprzez zmianę siebie, mogę zmienić swój świat i zacząć w końcu cieszyć się życiem
- przestałam się czepiać mojego męża, czasem gryzę się w język , ale coraz częściej myślę sobie - to przecież nic takiego
- Zaczynam akceptować jego punkt widzenia ( w sprawach związanych z codziennym życiem )
- Przemieniam wady w zalety, widzę też że do wielu złych rzeczy które go obwiniałam doszło prze zemnie
- zaczełam przejmować inicjatywę. Choć to chyba najtrydniejsze bo trzeba zaryzykować bycie odrzuconą a potem jeszcze nie nie strzelić fochem i nie wycofać się

Czego się badzo boje
- że rozbudzając w sobie tą miłość, akceptując go takim jakim jest na końcu się sparzę bardziej ( jesli jednak odejdzie )
- Że zwyczajnie , na odległość nie damy rady. Sam powiedział że gdy jest tam nie tęskni, nie brakuje mu mnie, nie potrzebny mu jest kontakt ze mną.
_ że to za długi czas bez jego miłości by coś rozbudzić na nowo, że za długo w nim tkwi taki stan , że on chce się już tylko wyrwać , rozpocząć nowy etap
- że ja nie dam rady , że to jak mnie traktował poprzednio, że te wszystkie złe słowa które powiedział zwycięża we mnie i wrócę do punktu wyjścia
- że zabraknie mi stanowczości , że znowu wrócę do punktu ofiary tylko teraz po drugiej stronie barykady ( będę pozwalać na wszystko, byle by wyszło )
Że nie przeskoczę tego jak traktuje dzieci

Stan na dziś : traktuje mnie jak dobrą koleżankę, którą toleruje i sypia... Nic więcej w nim nie czuję i to też boli...

Przepraszam że tak się rozpisałam , ale musiałam, mam nadzieje że ktokolwiek da radę to przeczytać :)
Wobec wszystkiego, co ci się przydarza, możesz albo sobie współczuć, albo traktować to, co się stało, jako prezent. Wszystko jest albo okazją do rozwoju, albo przeszkodą, która zatrzyma Twój rozwój. Wybór należy do Ciebie.
Wayne Dyer

Rybka
Posty: 104
Rejestracja: 13 wrz 2018, 17:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: nie chce wrócić , nie wie czy kocha...

Post autor: Rybka » 07 paź 2018, 9:43

Przyjechał na jeden dzień, pojechał. Mur obojętności, zero empatii. Bilam głową w ścianę. Miałam nadzieję że każda godzina mnie zabija, teraz pojechał A ja mam wrażenie że czuję się jeszcze gorzej. Tak jakbym wiedziała że to koniec. Nic nie przynosi ulgi i nic się nie zmienia. Daję jakieś okruchy i ich się trzymam choć wiem, wiem że źle robię. Nie da się odbudować więzi na odległość, strasznie to dobija...
Wobec wszystkiego, co ci się przydarza, możesz albo sobie współczuć, albo traktować to, co się stało, jako prezent. Wszystko jest albo okazją do rozwoju, albo przeszkodą, która zatrzyma Twój rozwój. Wybór należy do Ciebie.
Wayne Dyer

Rybka
Posty: 104
Rejestracja: 13 wrz 2018, 17:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: nie chce wrócić , nie wie czy kocha...

Post autor: Rybka » 11 paź 2018, 6:15

Nie wiem czy dobrze robię , nie wiem czy to ma jakikolwiek sens
Mąż nie odzywa się do mnie , nie interesują go w ogóle dzieci. Wczoraj rozmawialiśmy rano w sprawie pieniędzy, mówiłam żeby zadzwonił później to pogadamy. Oczywiście cisza , wieczorem wiedziałam że nie śpi ( był aktywny na komunikatorze ) więc do niego zadzwoniłam. Nie odebrał. Wysłałam mu krótką wiadomość że boli mnie jego zachowanie. Oczywiście cisza . I gdzie jest w tym chęć naprawy małżeństwa ? Nie ma nic..
Co powinnam zrobić ? Odzywać się ? zamilknąć ? Jeśli zamilknę to na pewno pomyśli że się obraziłam. Ale ile można odbijać się od muru ?
Wobec wszystkiego, co ci się przydarza, możesz albo sobie współczuć, albo traktować to, co się stało, jako prezent. Wszystko jest albo okazją do rozwoju, albo przeszkodą, która zatrzyma Twój rozwój. Wybór należy do Ciebie.
Wayne Dyer

Słonko
Posty: 711
Rejestracja: 01 lut 2017, 17:11
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: nie chce wrócić , nie wie czy kocha...

Post autor: Słonko » 11 paź 2018, 13:29

Rybka pisze:
11 paź 2018, 6:15
Jeśli zamilknę to na pewno pomyśli że się obraziłam. Ale ile można odbijać się od muru ?
Droga Rybko skąd wiesz co pomyśli Twój mąż? Jesteś w jego głowie?
A jak tak będziesz wydzwaniać i wypisywać to pomyśli ,że jesteś namolna i upierdliwa.... Albo i gorzej...

Wiem, że nie wspieram w taki sposób , wiem ,że trudno. Proszę pomyśl najpierw o sobie, o tym jak w tym co Ciebie otacza, wśród tylu obowiązków, możesz zadbać o siebie. Ty musisz być silna. Dla dzieci , dla rodziny. Żeby móc dawać trzeba mieć co więc zbieraj te chwile - tak jak tą w autobusie.
Nie masz dostępu do głowy męża ani w tym momencie to jego serca. W tej chwili możesz za niego się modlić i niech Bóg działa.
A zająć się sobą.

Jonasz
Posty: 979
Rejestracja: 30 sty 2017, 10:01
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Mężczyzna

Re: nie chce wrócić , nie wie czy kocha...

Post autor: Jonasz » 11 paź 2018, 17:10

Rybko daliście sobie czas do lutego dobrze zrozumiałem.
Może właściwe nie naciskać nie patrzeć w kalendarz.
Jeżeli to wasza wspólna decyzja to Ty wykorzystaj jak najlepiej swój a Twój mąż niech wykorzysta swój każde w wolności?
Tym bardziej że była mowa o zebraniu do kupy raz a dopiero później o sklejania dwa
Naszej miłości zawsze czegoś brakuje. Nasza miłość ma swoje granice. Nasza miłość zależy od odpowiedzi, którą otrzymujemy od innych. My nie możemy w pełni uszczęśliwić drugiego człowieka. Tylko Bóg może wszystko.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 14 gości