Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 6013
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: Nirwanna » 16 wrz 2018, 22:33

Pantop pisze:
16 wrz 2018, 21:38
Monti pisze:Patrzenie z wyższością na ludzi, którzy kiedyś się pogubili, ale otatecznie prostują swoje życie na tyle, na ile mogą, jest dla mnie bardzo niechrześcijańskie.
Dwa przykłady.

Jestem zawodowym złodziejem.
Potrafię ukraść wszystko.
Potrafię okraść wszystkich.
Nawróciłem się.
Od tego czasu kradnę już tylko od czasu do czasu.


Jestem ludożercą.
Nawróciłem się.
Zamieszkałem na Twoim osiedlu.
Pamiętaj, że robię co w mojej mocy by zerwać ze swym makabrycznym przywiązaniem.
Aha - Monti - weź mi poślij swój dokładny adres - chcę Cię jutro odwiedzić.
Jeśli nie masz nic przeciwko - w porze obiadowej.
Analogicznie:
Ktoś na forum łamie Regulamin. Moderatorzy odrzucają post. Użytkownik - nawróciłem się, zrobię co w mojej mocy aby więcej tego nie robić. Za jakiś czas łamie Regulamin znów. Moderatorzy wówczas - precz z naszych oczu i forum, dostęp masz zamknięty na wieki wieków.

Myślę, że pamiętając o Ewangelii i wezwaniu "bądźcie doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski." (Mt 5,48) - warto mieć na uwadze, że każdy z nas ma skazę grzechu pierworodnego i masę wdrukowanych podczas życia nieumiejętności. Jeden w tym, drugi w innym. Sztuką jest napiętnować grzech, nie odrzucając grzesznika. Sztuką tak trudną, że ja tam uczyć się jej do śmierci będę - aby jak Chrystus umieć tak podnieść jawnogrzesznicę, aby realnie zerwała z grzechem i nawróciła się.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

lena50
Posty: 446
Rejestracja: 17 sie 2017, 0:29
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: lena50 » 16 wrz 2018, 22:52

Dwa przykłady.

Jestem zawodowym złodziejem.
Potrafię ukraść wszystko.
Potrafię okraść wszystkich.
Nawróciłem się.
Od tego czasu kradnę już tylko od czasu do czasu.


Jestem ludożercą.
Nawróciłem się.
Zamieszkałem na Twoim osiedlu.
Pamiętaj, że robię co w mojej mocy by zerwać ze swym makabrycznym przywiązaniem.
Aha - Monti - weź mi poślij swój dokładny adres - chcę Cię jutro odwiedzić.
Jeśli nie masz nic przeciwko - w porze obiadowej
Nijak nie pojmuję......co ten wpis ma wspólnego z tym fotum?
lena50....dawniej lena

lena50
Posty: 446
Rejestracja: 17 sie 2017, 0:29
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: lena50 » 16 wrz 2018, 23:11

Zauważam tu nieraz prawidłowość ,są osoby które przez jakiś czas przynależały do wspólnoty Sychar , jednak ich dalsza historia jest sprzeczna z wyznawanymi tu wartościami .
Hm...ciekawe....jakieś dowody?
lena50....dawniej lena

Pantop
Posty: 1503
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: Pantop » 17 wrz 2018, 6:24

Szlachetna Nirwanno

Po Twym wpisie znać, że inteligencja i swada w moderacji nie do końca umarły.
To z kolei miód na me serce :D


To bardzo miłe, że dopuszczając na forum poglądy i doświadczenia cudzołożników oraz osób z nimi sympatyzujących dbasz jednocześnie o klosz ochronny niewątpliwie przydany im jako dzieciom bożym.
I ja także staram się o tym pamiętać - choć wy jako moderacja jesteście pierwszymi świadkami jakże mizernego skutku mych (w tym względzie) poczynań.

W tym miejscu warto zapytać czy szacunek przynależny człowiekowi (z racji jego pochodzenia od Stwórcy) powinien rozciągać się także na zdeformowane poglądy i doświadczenia będące jego dolą, którymi bez większych przeszkód ten i ów hojnie na tym forum się dzieli.

Ad rem
Wszystko byłoby na swoim miejscu, gdyby te wpisy prowadziły do czegoś konstruktywnego.
Rzecz w tym, że w moim odczuciu, prowadzą tylko i wyłącznie do przeciągania liny z napisem ,,JA MAM RACJĘ,,. A jako, że tej liny na tym forum nie dadzą rady przeciągnąć na swoją stronę więc spokojnie okopują się na swoich pozycjach sącząc w postach swe chore przekonania ku zbudowaniu - pytam się: KOGO??

Osobiście jestem pełen podziwu dla osób, które na tym forum mówią wprost: zgrzeszyłem tak i tak, moja wina, chcę naprawić. Jakże często są to gorzkie i traumatyczne przeżycia po przejściach, które niejednokrotnie spajają przeszłość z teraźniejszością. Taka osoba cierpi i walczy, upada ale wstaje i stara się iść dalej.

Z drugiej zaś strony przychodzi cudzołożnik.
Jego historia jest podobna - w przeszłości także doznał wielu przykrości i przechodził wielkie trudy.
Ale to się skończyło. Teraz ma nowego partnera/partnerkę i na nowo układa sobie życie.
Co więcej - przychodzi tutaj i każdym swym wpisem rzuca w twarz tym starającym się : ,,popatrz tylko, nie trzeba wiele a możesz mieć to co i ja,,.
Przypudrowany trup jeden z drugim, ładnie wyglądający z wierzchu - tyle.


Uff
W tym miejscu pragnę gorąco przeprosić wszystkie przypudrowane trupy :mrgreen:
Ma opinia nie odnosi się rzecz jasna do Waszej fizyczności (tym bardziej godności dzieci bożych) a do błędnych postaw, których się trzymacie i chcąc nie chcąc rozprzestrzeniacie nie tylko na tym forum ale i w życiu, wśród rodziny, znajomych, w pracy.
Rozumiecie sami, że w tej misji pozostaje mi życzyć Wam całkowitej klęski 8-)

Awatar użytkownika
ozeasz
Posty: 829
Rejestracja: 29 sty 2017, 19:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: ozeasz » 17 wrz 2018, 7:57

lena50 pisze:
16 wrz 2018, 23:11
Zauważam tu nieraz prawidłowość ,są osoby które przez jakiś czas przynależały do wspólnoty Sychar , jednak ich dalsza historia jest sprzeczna z wyznawanymi tu wartościami .
Hm...ciekawe....jakieś dowody?

Że niby jakie ? Są to ludzie którzy stanęli na mojej drodze w tej wspólnocie ,ognisku ,warsztatach 12kr. tyle , jak napisałem na końcu swego postu ,niestety poranieni nie zawsze w mojej ocenie ,jak tu zacytował Monti Biskupa Rysia
ale ostatecznie prostują swoje życie na tyle, na ile mogą,
z tych znanych mi historii powiedziałbym na ile chcą . Niestety w tym środowisku , gdzie nieraz ,przede wszystkim ,trafiają ludzie "ranni" , są oni ugruntowani w wierze , i z tego co widziałem to właśnie relatywizacja ,subiektywizm powoduje wynajdywanie środków mających na celu (mimo niezgody z Nauką Kościoła) , zaspokojenie ich prywatnych potrzeb .
A że łatwo zejść na manowce będąc zasłuchanym tylko w to czego ja chcę ,będąc zarówno wtedy odrzuconym przez współmałżonka , często zdradzonym , to chyba oczywiste dla tych którzy tu już są lata, moim zdaniem środowisko Wspólnoty Sychar jest wspaniałym miejscem ratunku ,niestety jest też miejscem które skupia ludzi z deficytami które nie każdy uzupełnia zgodnie z widocznym na górze strony charyzmatem .
Miłości bez Krzyża nie znajdziecie , a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie . Jan Paweł II

Monti
Posty: 417
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: Monti » 17 wrz 2018, 13:09

Ozeaszu, zgadzam się z Tobą.
Kwestia jest tylko taka, że Kościół patrzy szerzej, nie tylko na porzuconych-kryzysowiczów, którzy są głeboko wierzący..
Pomyśl np. o sytuacji osoby, która żyje w powtórnym związku np. 20 lat, ma dzieci i autentycznie nawraca się dopiero w wieku dojrzałym.
Czy wtedy powinna porzucić tego niesakramentalnego małżonka i dzieci i próbować pojednać się np. z sakramentalnym mężem alkoholikiem, który ją wcześniej bardzo krzywdził?
Taki na szybko wymyślony przykład.
Nie jestem cudzołożnikiem i nie piszę tego po to, żeby czyjeś czyny usprawiedliwiać. Ale też jestem grzesznikiem (używając metafory Pantopa - złodziejem i ludożercą), a jednak mimo to Jezus podaje mi swój adres i nie boi się mnie przyjmować i przebaczać za każdym razem. Tego samego chcieliby doświadczyć też pewnie przynajmniej niektórzy niesakramentalni i niech oni razem ze spowiednikiem rozstrzygają, czy spełniają warunki dobrej spowiedzi. Nawiasem mówiąc, nie zazdroszczę tym księżom, bo to ogromna odpowiedzialność.

jacek-sychar
Posty: 6168
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Mężczyzna

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: jacek-sychar » 17 wrz 2018, 13:14

Monti pisze:
17 wrz 2018, 13:09
Pomyśl np. o sytuacji osoby, która żyje w powtórnym związku np. 20 lat, ma dzieci i autentycznie nawraca się dopiero w wieku dojrzałym.
Czy wtedy powinna porzucić tego niesakramentalnego małżonka i dzieci i próbować pojednać się np. z sakramentalnym mężem alkoholikiem, który ją wcześniej bardzo krzywdził?
A czy wtedy, w wyniku rozeznania sytuacji, nie można skorzystać z adhortacji Familiaris Consortio i zalecić "białego małżeństwa?

No chyba że chce się mieć ciastko i zjeść ciastko.
Niektórzy mówią "ciacho".

Monti
Posty: 417
Rejestracja: 21 mar 2018, 18:14
Płeć: Mężczyzna

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: Monti » 17 wrz 2018, 15:28

jacek-sychar pisze:
17 wrz 2018, 13:14
Monti pisze:
17 wrz 2018, 13:09
Pomyśl np. o sytuacji osoby, która żyje w powtórnym związku np. 20 lat, ma dzieci i autentycznie nawraca się dopiero w wieku dojrzałym.
Czy wtedy powinna porzucić tego niesakramentalnego małżonka i dzieci i próbować pojednać się np. z sakramentalnym mężem alkoholikiem, który ją wcześniej bardzo krzywdził?
A czy wtedy, w wyniku rozeznania sytuacji, nie można skorzystać z adhortacji Familiaris Consortio i zalecić "białego małżeństwa?

No chyba że chce się mieć ciastko i zjeść ciastko.
Niektórzy mówią "ciacho".
Oczywiście, że można, zwłaszcza w przypadku małżeństwa w sile wieku.
Kiedyś czytałem wypowiedź księdza, że to rozwiązanie nie sprawdza się w przypadku młodszych małżeństw. Owszem, na początku z entuzjazmem przystępują do Komunii, ale po jakimś czasie znikają, bo biologia okazuje się silniejsza.

Amica

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: Amica » 17 wrz 2018, 20:55

Monti pisze:
17 wrz 2018, 13:09

Pomyśl np. o sytuacji osoby, która żyje w powtórnym związku np. 20 lat, ma dzieci i autentycznie nawraca się dopiero w wieku dojrzałym.
Czy wtedy powinna porzucić tego niesakramentalnego małżonka i dzieci i próbować pojednać się np. z sakramentalnym mężem alkoholikiem, który ją wcześniej bardzo krzywdził?
Wierzę w Boga, który jest sprawiedliwy. I który wie, jaka jest prawda, co leży w sercach tych osób, co nimi kieruje. Nie wierzę w to, że kochający Jezus, Chodzące Miłosierdzie, uznałby, że tak - trzeba zostawić niesakramentalnego i wracać do męża pijaka. To mi do Niego nie pasuje, ani do nauk Jego - gdzie pouczał faryzeuszy stawiających prawo ponad wszystko.

Myślę, że każda sytuacja jest tak indywidualna, że nie wolno nam, chrześcijanom, ustalać jakichś ogólnych reguł do wszystkich, bo Jezus tak nie patrzył na ludzi.

To kwestia sumienia tych ludzi, to oni będą odpowiadać za swoje życie na Sądzie Ostatecznym - co nam do tego? Mało mamy swoich spraw do obrobienia, ran do wypełnienia, szkód do naprawienia?

Widzę tylko ogromny minus - jeśli chodzi o zgorszenie. Że oto ktoś stara się trwać, uznając prawdy Kościoła za zgodnymi z Biblią i własnym sumieniem - a potem widzi (nie znając sprawy dobrze), że ktoś tam, o kim wie, że jest po rozwodzie i żyje z kimś innym, ma dzieci - przystępuje do komunii. Taki ktoś wcale nie musi myśleć: o, to ja też tak chcę, albo: o, grzesznik do komunii, co jest z tym Kościołem, albo: skoro ja się umartwiam, to i inni też, inaczej precz z Kościoła. Nie. Taki ktoś może pomyśleć: a może to, w co wierzę, jednak jest puste, nieprawdziwe? Może zafiksowałem się na czymś, a okazuje się, że niepotrzebnie? Może to wszystko nieprawda, ludzie, ludzkie zasady, ludzkie prawa...

Myślę, że zwątpienie, które może przyjść na kogoś w związku z taką sytuacją - jest złe. Bo chyba nie ma nic gorszego, niż być sprawcą czyichś upadków w wierze. I tutaj widzę szkodę. Dlatego owszem - uważam, że każdy powinien indywidualnie i głęboko rozeznać z osobami duchownymi swoją sytuację, ale mam wątpliwości, czy nie powinien ponosić jednak kosztu i by nie budować zgorszenia domniemaniami i domysłami - po prostu przystępować do sakramentów w ukryciu? W ukryciu przed ludźmi, bo Bóg widzi wszędzie.
Wtedy byłby i wilk syty i owca cała...

KasiaW
Posty: 63
Rejestracja: 08 sie 2018, 8:26
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: KasiaW » 18 wrz 2018, 11:17

Amica pisze:
17 wrz 2018, 20:55


Myślę, że zwątpienie, które może przyjść na kogoś w związku z taką sytuacją - jest złe. Bo chyba nie ma nic gorszego, niż być sprawcą czyichś upadków w wierze. I tutaj widzę szkodę. Dlatego owszem - uważam, że każdy powinien indywidualnie i głęboko rozeznać z osobami duchownymi swoją sytuację, ale mam wątpliwości, czy nie powinien ponosić jednak kosztu i by nie budować zgorszenia domniemaniami i domysłami - po prostu przystępować do sakramentów w ukryciu? W ukryciu przed ludźmi, bo Bóg widzi wszędzie.
Wtedy byłby i wilk syty i owca cała...
Obserwuję podobna sytuację w swoim bliskim otoczeniu- para młodych bardzo wierzących ludzi mieszka razem, przystępują do sakramentow, żyją bardzo blisko Kościoła. Nie mają dzieci, nawet nie są zaręczeni. Sytuacja dla mnie dość niezręczna- jaka powinna być nasza postawa chrześcijańska wobec takich osób? Z tego co mi wiadomo, nie ma żadnych przeszkód do zawarcia sakramentalnego małżeństwa.
Czy "wolno" nam pozostawiać takie sytuacje bez komentarza?

Pavel
Posty: 2062
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: Pavel » 25 wrz 2018, 22:50

acine pisze:
06 wrz 2018, 9:37
Pavel, jak sobie poradziles z wybaczeniem zonie? Wiesz, my mezczyzni na ogol zupelnie inaczej,bardziej ambicjonalnie podchodzimy do zdrad niz kobiety. Wybaczyles juz zonie czy to jest dla ciebie ciagly proces? Tylko nie pisz ze przebaczyles formalnie ale w sercu jeszcze nie. Nie takiej odpowiedzi sie spodziwalbym od ciebie.
Wybacz acine, że tak długo kazałem Ci czekać na odpwiedź. Zapewniam, że nie zignorowałem Tego postu (wysłałeś właściwie dwa o niemal tej samej treści), ale odpowiedź wymagała chwili wolnego czasu której do tej pory nie potrafiłem na ten cel wygospodarować.

A więc:
Wybaczenie żonie jest z pewnością procesem, wydaje mi się w dodatku, że wciąż w moim przypadku niezakończonym w pełni.
Nie ma to już co prawda bezpośredniego wpływu na nasze życie i relację, ale pewne rzeczy wciąż czasem wracają, co świadczy wg mnie o tym, że nie jest to całkowicie za mną. Z całych sił staram się to (gdy wraca) oddawać Panu i modlę się, by wracający co jakiś czas ból był budulcem lepszego, silniejszego mnie, z Bogiem oczywiście, bo bez niego doszedłem właśnie do tego bagna.

Jednym z powodów tego, że pewne sprawy czasem wracały/wracają jest fakt, że gdy żona zdecydowała się wrócić, nie porozmawialiśmy o kryzysie i tym co się stało konkretnie i rzeczowo, gdyż żona nie miała odwagi na wypowiedzenie prawdy o tym co się stało, ja zaś postanowiłem zaryzykować i przyjąć ją tak jak wracała, nie naciskać i poczekać aż będzie gotowa.

Nie ryzykowałem za wiele - w najgorszym razie czekała mnie powtórka z rozrywki, czyli z jednej strony powrót do najtrudniejszego okresu w moim życiu, ale gdy wracała byłem już na tyle silny, że niemal na pewno nie musiałbym przechodzić przez to tak samo jak za pierwszym razem. Byłem już mimo wszystko innym, dużo silniejszym człowiekiem.
Powodem tego, że zdecydowałem się na taką drogę był fakt, że mamy dzieci. One i tak wystarczająco wycierpiały w trakcie kryzysu, chciałem aby to się skończyło i postawiłem na daleko posuniętą cierpliwość, która zresztą jak pokazuje dzień dzisiejszy się opłaciła. Moim planem była dalsza praca nad sobą oraz budowanie relacji od zera, na nowych zasadach (których żonie nie narzucałem, ale wprowadzałem w swoim/naszym życiu z uwzględnieniem jej prawa do wolności).
Co jakiś czas, w inny niż podczas kryzysu sposób, poruszałem pewne kwestie. Powoli i cierpliwie, tak jak chciała.

Zgadzam się, z doświadczenia własnego, obserwacji i lektury, że mężczyźni mają chyba większy problem z wybaczeniem zdrady. Tak zwana męska duma, a konkretniej - nasze ego. To nasz najtrudniejszy przeciwnik.
Nie zawsze jest łatwo, ale daję sobie radę, na co niebagatelny wpływ ma świadomość własnej słabości i swego udziału w kryzysie.
Nie dość, że sam sobie taką żonę w swoim popapraniu wybrałem, to jeszcze również mam na koncie bycie kowalskim (i to dwukrotnie).
Fakt, że było to przed ślubem nie zmienia zbyt dużo - zebrałem co sam siałem. Trudna i bolesna, ale prawda.

Pomocne jest także to, że żona pod wpływem moich zmian również się zmienia, nasza relacja jest na zupełnie innym, lepszym poziomie. Od tego co było dzielą nas lata świetlne, a to dopiero początek - do zrobienia/ulepszenia jest jeszcze bardzo dużo. Życia nie starczy ;)

Mam nadzieję, że taka odpowiedź Cię satysfakcjonuje ;)
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

acine
Posty: 104
Rejestracja: 26 lip 2018, 23:35
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje uzależnienie a rozwód

Post autor: acine » 26 wrz 2018, 9:54

Pavel pisze:
25 wrz 2018, 22:50


również mam na koncie bycie kowalskim (i to dwukrotnie).
Fakt, że było to przed ślubem nie zmienia zbyt dużo - zebrałem co sam siałem. Trudna i bolesna, ale prawda.

Dzieki Pawel za odpowiedz. Ten zacytowany Twoj fragment rozni moja sytuajce od Twojej. Ja nie bylem kowalskim i powiem Ci ze wlasnie po rozstaniu przez jej zdrady i bezczelne oszukiwanie w sprawach relacji damsko-meskich .....celowo ( zeby zobaczyc jak to jest ) zostalem kowalskim ( ale na tyle mialem w mojej opini lepsza etycznie sytuacje ze kobieta byla nie w zwiazku malzenskim i chwalila mi sie jak to na imprezach jak byla ze swoim facetem to calowala sie i umawiala z innymi dlatego celowo weszlem w ta relacje ) Ja dodatkowo nie mialem dzieci wiec inna mialem niz ty sytuacje. Bycie kowalskim jednak spowodowalo ze napatrzylem sie na takie sytuacje co taka kobieta moze robic ze bardzo trudno mi teraz w ogole zaufac kobietom. Ja jestem na etapie budowania siebie od nowa.

Pantop
Posty: 1503
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: Pantop » 26 wrz 2018, 10:08

acine pisze:Dzieki Pawel za odpowiedz. Ten zacytowany Twoj fragment rozni moja sytuajce od Twojej. Ja nie bylem kowalskim i powiem Ci ze wlasnie po rozstaniu przez jej zdrady i bezczelne oszukiwanie w sprawach relacji damsko-meskich .....celowo ( zeby zobaczyc jak to jest ) zostalem kowalskim ( ale na tyle mialem w mojej opini lepsza etycznie sytuacje ze kobieta byla nie w zwiazku malzenskim i chwalila mi sie jak to na imprezach jak byla ze swoim facetem to calowala sie i umawiala z innymi dlatego celowo weszlem w ta relacje ) Ja dodatkowo nie mialem dzieci wiec inna mialem niz ty sytuacje. Bycie kowalskim jednak spowodowalo ze napatrzylem sie na takie sytuacje co taka kobieta moze robic ze bardzo trudno mi teraz w ogole zaufac kobietom. Ja jestem na etapie budowania siebie od nowa.
No, no, no - czego to ludzie nie wymyślą.
Cudzołóstwo NA PRÓBĘ
:lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :lol:
AHAHAHHAHHAHAHHHAHAHAAA


acine - brakuje mi słów (choć zwykle bywa na odwrót :mrgreen: )

Awatar użytkownika
Pijawka
Posty: 272
Rejestracja: 12 wrz 2018, 15:01
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: Pijawka » 26 wrz 2018, 14:42

Poprawcie mnie jeśli błądzę, ale nijak nie rozumiem... Acine piszesz, że dwukrotnie byłeś kowalskim- pierwszy raz jeszcze przed (swoim?) ślubem a później drugi raz- po rozstaniu ( ze swoją żoną??) "przez jej zdrady" i bezczelne oszukiwanie CELOWO drugi raz zostałeś kowalskim tyle,że z panną, co moralnie odrobinę Cię "uspokajało".. Dobrze rozumiem, że ten drugi raz bycia kowalskim miał już miejsce po ślubie i rozstaniu ze swoją żoną??
ps.pierwszy raz bycie kowalskim było z mężatką?? Może tu leży duchowe źródło jakiegoś zła? Nie musisz odpowiadać na to pytanie ( ani w sumie na żadno inne) ale...tak mnie to jakoś zastanowiło..

Pavel
Posty: 2062
Rejestracja: 03 sty 2017, 21:13
Jestem: już po kryzysie
Płeć: Mężczyzna

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: Pavel » 26 wrz 2018, 15:54

To ja prostuję:
Najwyraźniej nieuważnie przeczytałaś Pijawko. Acine najpierw cytował mnie, później zaś podzielił się swoim doświadczeniem pogubienia.
To ja byłem tym który był kowalskim przed swoim ślubem.
Dla jasności, chociaż niewiele to zmienia, nie znałem jeszcze wtedy żony. Spotykałem się jakiś czas z dwiema mężatkami, nie jednocześnie również. W swoim pogubieniu mój interes uważałem niestety za najważniejszy.
"Bóg nie działa poza wolą człowieka i poza jego wysiłkiem.(...) Założenie, że jeśli się pomodlimy, to będzie dobrze, jest już wiarą w magię." ks. dr. Grzegorz Strzelczyk

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: nałóg, Sama_mama, Zdołowany i 9 gości