Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Pantop
Posty: 1200
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: Pantop » 14 wrz 2018, 10:41

Pozwolę sobie na prywatną obserwację.
Nie wierzę w terapię.
Owszem - może być pomocna jak pastylka przeciw bólowi np głowy i jako doraźna pomoc - niech tam będzie.
Terapie są jak kule inwalidzkie umożliwiające chód, jednak myśleć o spricie przy ich pomocy - niepodobna.
Terapia by nauczyć się chodzić - tak.
Później trzeba odrzucić kule i wypłynąć na głębię - a to życie właśnie.
jacek-sychar pisze:/.../że postępują pewnymi schematami wyniesionymi z domu rodzinnego, które staje się destrukcyjne dla ich związków
A jakimi schematami postępowałeś Ty kiedy nastąpiła rozłąka z żoną? Miałeś jakieś gotowce na tę okoliczność? Podejrzewam, że kreowałeś na bieżąco pewne zachowania, które stopniowo przekształcały się w nawyk, później rutynę, na końcu w schemat.
Nie mając konkretnego wzorca z domu rodzinnego pod wpływem konieczności stworzyłeś własne.
I o to chodzi.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 3733
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: Nirwanna » 14 wrz 2018, 11:20

marylka pisze:
14 wrz 2018, 10:39
jeszcze jedno jeśli mogę...moderatorzy....ja widze potrzebe uzmysłowienia forumowiczom że "wypowiadajacy się" nie maja patentu na madra i jedynie słuszna radę. Często wlewaja w forumowicza strach i dodatkowe emocje co może pogorszyc jego sytuacje. Wiem że nie takie są intencje. Ale trzeba to jasno podkreślać. Bo widzę że niektórzy ślepo i bez refleksji działaja
I od czasu do czasu to robimy - pisząc forumowiczowi, żeby rozeznawał, przyglądał się, nie brał rad w ciemno, bo to on najlepiej zna swoją sytuację i on poniesie konsekwencje, a nie ktokolwiek inny z forum.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

krople rosy
Posty: 892
Rejestracja: 06 sty 2018, 12:40
Płeć: Kobieta

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: krople rosy » 14 wrz 2018, 11:35

marylka pisze:
14 wrz 2018, 10:39
Według mnie żyjemy w biednych czasach gdzie z człowieka doświadczonego robi się życiową kalekę litując sie nad nim. I często nieświadomie - wprowadza sie go w depresje
Podobnie do mnie nie przemawia : ,,jestem tzreźwym alkoholikiem''. Co to za łata którą przyklejono człwoiekowi na zawsze?
Po to by mu wpoić ,,prawdę'' że jest dysfunkcyjny i nie ważne że od 20 lat nie umoczył ust w kieliszku ale mimo to jest alkoholikiem?
Dla mnie to jakieś kpiny z człowieka. Nie tak Jezus patrzy na grzesznika. On podnosi , uzdrawia i motywuje do zrzucenia starych szat przywdziewajac nowe. Daje nowe imię .
Ludzkie terapie (nie uwzględniające duchowości w człowieku) i wynajdowanie definicji na każdą dolegliwość czy słabość według mnie są toksyczne i płytkie.
Mimo, iż wyszłam z rozbitego domu , z dość toksycznego klimatu nigdy nie żyłam żadnym syndromem.
Zamknęłam tamten rozdział życia i zaczęłam swoje. Nowe.

GosiaH
Posty: 1650
Rejestracja: 12 gru 2016, 20:35
Płeć: Kobieta

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: GosiaH » 14 wrz 2018, 11:47

krople rosy pisze:
14 wrz 2018, 11:35
Podobnie do mnie nie przemawia : ,,jestem tzreźwym alkoholikiem''. Co to za łata którą przyklejono człwoiekowi na zawsze?
Po to by mu wpoić ,,prawdę'' że jest dysfunkcyjny i nie ważne że od 20 lat nie umoczył ust w kieliszku ale mimo to jest alkoholikiem?
nie mam takich doświadczeń.
Myślę jednak, że jeśli ktoś sam o sobie tak mówi, może coś w tym jest ?
"Nie mów ludziom o Bogu kiedy nie pytają, żyj tak, by pytać zaczęli" św. Jan Vianney

jacek-sychar
Posty: 5195
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: jacek-sychar » 14 wrz 2018, 12:13

Pantop pisze:
14 wrz 2018, 10:41
A jakimi schematami postępowałeś Ty kiedy nastąpiła rozłąka z żoną? Miałeś jakieś gotowce na tę okoliczność? Podejrzewam, że kreowałeś na bieżąco pewne zachowania, które stopniowo przekształcały się w nawyk, później rutynę, na końcu w schemat.
Nie mając konkretnego wzorca z domu rodzinnego pod wpływem konieczności stworzyłeś własne.
I o to chodzi.
Jest tylko mała różnica.
Ja zdawałem sobie sprawę, że właśnie wszedłem na orbitę wokół swojego normalnego zachowania. Wiedziałem, że "świruję". Podjąłem dość zdecydowaną walkę o siebie. Zajęło mi to około 4 lata (do względnej stabilności emocjonalnej).
Natomiast dorosłe dzieci nie zdają sobie zwykle sprawy ze swoich dysfunkcji. Nie widzą, że zachowują się destrukcyjnie dla swoich obecnych związków. I nie uważają, że coś powinny w sobie zmienić.
Taka jest różnica.

Amica

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: Amica » 14 wrz 2018, 12:17

Krople Rosy, akurat alkoholizm jest chorobą. Możliwe, że nie miałaś nigdy do czynienia z alkoholikiem, ale wiedz, że "trzeźwy alkoholik" właśnie dlatego tak o sobie mówi, ponieważ jedno piwo, które może wypić zdrowy człowiek, u "trzeźwego alkoholika" może wywołać lawinę, ciąg alkoholowy, który zniweczy trud wytrwałości przez 20 lat. Warto poczytać na ten temat, bo to nie chodzi o upicie się na imprezie, a o stan, w którym alkoholik utrzymuje poziom alkoholu we organizmie dzień i noc, praktycznie cały czas. Można wyjść z nałogu, ale z choroby już nie do końca.

Polecam film "Żółty szalik" z Januszem Gajosem. Tam jest to doskonale pokazane. Alkoholik może być trzeźwy 24 godziny, tydzień, miesiąc i 20 lat, a wystarczy jeden kieliszek, by wrócić do nałogu. To znaczna różnica między nie-alkoholikiem, który sam o sobie decyduje.

Pantop
Posty: 1200
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: Pantop » 14 wrz 2018, 13:08

jacek-sychar pisze:Jest tylko mała różnica.
Ja zdawałem sobie sprawę, że właśnie wszedłem na orbitę wokół swojego normalnego zachowania. Wiedziałem, że "świruję". Podjąłem dość zdecydowaną walkę o siebie. Zajęło mi to około 4 lata (do względnej stabilności emocjonalnej).
Natomiast dorosłe dzieci nie zdają sobie zwykle sprawy ze swoich dysfunkcji. Nie widzą, że zachowują się destrukcyjnie dla swoich obecnych związków. I nie uważają, że coś powinny w sobie zmienić.
Taka jest różnica.
To nie różnica a konsekwencja pewnych wydarzeń.
Bo skoro Tobie jako ,,normalnemu,, walka zajęła 4 lata, to ile tym bardziej osobom opisywanym?
Może pół albo i całe życie :(

jacek-sychar
Posty: 5195
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: jacek-sychar » 14 wrz 2018, 13:16

Pantop pisze:
14 wrz 2018, 13:08
To nie różnica a konsekwencja pewnych wydarzeń.
Bo skoro Tobie jako ,,normalnemu,, walka zajęła 4 lata, to ile tym bardziej osobom opisywanym?
Może pół albo i całe życie
Ale należy jednak pracować nad sobą.
Tak, mi zajęło to co najmniej 4 lata. Ale ja ciężko nad sobą pracowałem.
A czy inne Dorosłe Dzieci" też tak nad sobą pracują?

Pantop
Posty: 1200
Rejestracja: 19 lis 2017, 20:50
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Mężczyzna

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: Pantop » 14 wrz 2018, 13:22

jacek-sychar pisze:Ale należy jednak pracować nad sobą.
Tak, mi zajęło to co najmniej 4 lata. Ale ja ciężko nad sobą pracowałem.
A czy inne Dorosłe Dzieci" też tak nad sobą pracują?
I tu wracamy do terapii.

Jednak
Wydaje się, że ,,wystarczy,, poznać prawdę o sobie czyli odpowiedzieć sobie na jedno z trzech ważnych pytań człowieka: KIM JESTEM (kim NAPRAWDĘ jestem).

krople rosy
Posty: 892
Rejestracja: 06 sty 2018, 12:40
Płeć: Kobieta

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: krople rosy » 14 wrz 2018, 13:23

Amica pisze:
14 wrz 2018, 12:17
Krople Rosy, akurat alkoholizm jest chorobą. Możliwe, że nie miałaś nigdy do czynienia z alkoholikiem, ale wiedz, że "trzeźwy alkoholik" właśnie dlatego tak o sobie mówi, ponieważ jedno piwo, które może wypić zdrowy człowiek, u "trzeźwego alkoholika" może wywołać lawinę, ciąg alkoholowy, który zniweczy trud wytrwałości przez 20 lat.
Ja na alkoholizm patrzę jako na przyczynę problemu dlatego uważam, że jeśli człowiek odnajdzie w swym życiu sens, poukłada sobie wartości, będzie miał przed sobą cel to nie będzie miał potzreby uciekać w nałogi bo niby przed czym? Szkoda mu bedzie tracić zycie , zdrowie i czas na coś co przenosi go z rzeczywistości w ułudę i wegetację. Co go niszczy , odziera z godności i prowadzi do śmierci.
Taki człwoiek zechce być wolny i nie będzie pił/ćpał dlatego że nie chce a nie dlatego że nie może i że mu nie wolno.
Według mnie takie zafiksowanie na tym, ze czegoś nie wolno i że ktoś kogoś wepchnął w jakąś szufladę umacnia tylko neurotyczny lęk pzred czymś i na dłuższą metę taka droga nie zakończy się sukcesem.
Ale to moja teoria i moje spostzreżenia tak więc niech każdy myśli i uważa według siebie.

acine
Posty: 65
Rejestracja: 26 lip 2018, 23:35
Płeć: Mężczyzna

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: acine » 14 wrz 2018, 13:42

krople rosy pisze:
14 wrz 2018, 13:23
Amica pisze:
14 wrz 2018, 12:17
Krople Rosy, akurat alkoholizm jest chorobą. Możliwe, że nie miałaś nigdy do czynienia z alkoholikiem, ale wiedz, że "trzeźwy alkoholik" właśnie dlatego tak o sobie mówi, ponieważ jedno piwo, które może wypić zdrowy człowiek, u "trzeźwego alkoholika" może wywołać lawinę, ciąg alkoholowy, który zniweczy trud wytrwałości przez 20 lat.
Ja na alkoholizm patrzę jako na przyczynę problemu dlatego uważam, że jeśli człowiek odnajdzie w swym życiu sens, poukłada sobie wartości, będzie miał przed sobą cel to nie będzie miał potzreby uciekać w nałogi bo niby przed czym? Szkoda mu bedzie tracić zycie , zdrowie i czas na coś co przenosi go z rzeczywistości w ułudę i wegetację. Co go niszczy , odziera z godności i prowadzi do śmierci.
Taki człwoiek zechce być wolny i nie będzie pił/ćpał dlatego że nie chce a nie dlatego że nie może i że mu nie wolno.
Według mnie takie zafiksowanie na tym, ze czegoś nie wolno i że ktoś kogoś wepchnął w jakąś szufladę umacnia tylko neurotyczny lęk pzred czymś i na dłuższą metę taka droga nie zakończy się sukcesem.
Ale to moja teoria i moje spostzreżenia tak więc niech każdy myśli i uważa według siebie.
A ja nie jako przyczyne problemu i oczywiscie nie jako TYLKO chorobe jak to widza 12 krokowcy ale jako SKUTEK problemow nie rozwiazanych ktore jak sie pouklada to wlasnie bedzie ten sens o ktorym krople piszesz i nie trzeba wtedy uciekac w nalogi a alkohol pije sie wtedy towarzysko ale nie w tradycyjnym znaczeniu terminu towarzysko ale raczej statusowo tzn ma sie caly barek roznych drogich alkoholi i pije sie wtedy tradycyjna lapke czy malego slicznego kolorowego drinka z parasolka czy innym fikumiku przyczepionym do szklaneczki czy wlozonym w szklaneczke tylko jak sa goscie zeby pokazac sie czy jak sie jest w restauracji to pol dobrego drogiego piwa zeby pokazac ze tak mozna a nie jako srodek na rozladowanie zlych czy dobrych emocji, nastrojow czy napiec bo to sie czesto zle konczy.

marylka
Posty: 417
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: marylka » 14 wrz 2018, 13:58

Co do terapii...to ja nigdzie nie podważyłam zasadność uczestniczenia w niej. Sama korzystałam. Tylko chciałam zwrócić uwage na fakt, że jest pewna pułapka - że człowiek bezmyślnie zaczyna stosować sie do rad terapeuty a bez jego aprobaty - NIC nie zrobi.

Kiedys była babcia ciocia...ludzie mieszkali w wielopokoleniowych rodzinach. Nie potrzebowali terapeuty. Bo była miłość więź i wzajemna pomoc.
Terapeuta to taki kikut niby-przyjaciela.
Wypełnia sie luke i trzeba mieć na uwadze, że dla jednych to jest misja a dla drugich -KASA. INTERES.
Zero wartości. Warto szukać i pytać o dobrego terapeutę.

krople rosy pisze:
14 wrz 2018, 11:35
Podobnie do mnie nie przemawia : ,,jestem tzreźwym alkoholikiem''. Co to za łata którą przyklejono człwoiekowi na zawsze?
Po to by mu wpoić ,,prawdę'' że jest dysfunkcyjny i nie ważne że od 20 lat nie umoczył ust w kieliszku ale mimo to jest alkoholikiem?
Dla mnie to jakieś kpiny z człowieka
Co do nałogów....alkohol jest uznany za chorobę bo w takich czasach żyjemy. Jeszcze 50 lat temu choroba nie był. A papierosy w czasach komuny to modne były. Zakupy jeszcze z 10 lat temu nie były choroba. Dziś już są. Można z wszystkiego chorobe dzisiaj zrobić.

Warto znać swoje słabości i ograniczenia np do alkoholu. Jak widze że po nim głupieję - to go omijam. Warto poznać mechanizmy które mi pomogą nie myślec o potrzebie napicia sie czy robienia zakupów. Warto korzystać ze współczesnej wiedzy na temat uzależnień i niebezpieczeństw. I do końca życia sie wystrzegać czegos co mnie moźe zabić i nad czym nie panuje.
A to wszystko po to żebyśmy byli WOLNI!!!!
A NIE - BALI SIĘ ŻYCIA.

Jacek - dla mnie jesteś wzorem gościa ZDROWEGO.
Słusznie sie zachwiałeś, załamałeś po odejściu żony. Gdybys tego nie zrobił - to dla mnie byłby znak że cos nie tak z Twoimi uczuciami.
Jednak wiedziałeś że trzeba się wxiać w garść popracować nad sobą i przede wszystkim - zająć sie dziećmi, którym dopiero życie sie posypało!
Dlatego dla mnie jesteś zdrowy i zrównoważony facet i gratuluję Ci takiej drogi. Chociaż wiem że łatwo nie było.
Często ludzie w kryzysie wpadaja w rozpacz - CO BEDZIE ZE MNĄ????
I JA JA JA
Dzieci?
Wiem, że najpierw trzeba pomóc sobie. Potem?
Małżeństwo jest przed dziećmi.
I chyba dlatego ten chłop/żona jest wałkowany tu na forum czasem kilka już lat.
Czy jednak nie powinni co niektórzy się zorientować że ten chłop/żona NAPRAWDĘ maja GDZIEŚ chęć powrotu?
Ja wiem że to bolesne ale TAK JEST NA DZISIAJ!
I zamiast tysięczny elaborat na jego/jej temat pisać....może warto zobaczyć że jest jeszcze dziecko. Może dwójka...które potrzebują rodzica TU I TERAZ? NATYCHMIAST. Że rośnie w naszym domu samotna zagubiona istota...bo matka ma problem z ojcem. I lata po terapeutach. A w wolnym czasie szuka na forum pomocy.
I potem...wszyscy sie zastanawiają...to takie dobre dziecko było...skąd ten nałóg? No tak....pokolenie pochylonych głów...tylko komputery....już gadać nie potrafią...
A kiedy ostatnio rozmawiałeś/aś z dzieckiem?
Jak było? Dobrze. To nie jest rozmowa

Ja to wszystko piszę bo i mną ktoś kiedyś tak potrzepał. I to były moje punkty zwrotne w dochodzeniu do równowagi psychicznej. Paradoksalnie...też powrotu męża.
Jak zobaczył roześmiany ciepły dom.
Tyle...że już nie miał....tylko wróć! Zdążyłam dojrzeć i powiedzieć- CHWILECZĶĘ...ZANIM WRÓCISZ....POKAŻ ŻE JESTEŚ TEGO WART.
Może komus to pomoże

krople rosy
Posty: 892
Rejestracja: 06 sty 2018, 12:40
Płeć: Kobieta

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: krople rosy » 14 wrz 2018, 19:16

acine pisze:
14 wrz 2018, 13:42
A ja nie jako przyczyne problemu i oczywiscie nie jako TYLKO chorobe jak to widza 12 krokowcy ale jako SKUTEK
Acine miało być: ,,jako nie na przyczynę....'' o czym świadczy treść mojego posta i co wiele razu już tu na forum podkreślałam.
acine pisze:
14 wrz 2018, 13:42
jako SKUTEK problemow nie rozwiazanych ktore jak sie pouklada to wlasnie bedzie ten sens o ktorym krople piszesz i nie trzeba wtedy uciekac w nalogi a alkohol pije sie wtedy towarzysko ale nie w tradycyjnym znaczeniu terminu towarzysko ale raczej statusowo tzn ma sie caly barek roznych drogich alkoholi i pije sie wtedy tradycyjna lapke czy malego slicznego kolorowego drinka z parasolka czy innym fikumiku
Dokładnie tak. Ja barku drogich alkoholi akurat nie posiadam ale wino wytrwane za szybką jest :)

lena50
Posty: 344
Rejestracja: 17 sie 2017, 0:29
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: lena50 » 14 wrz 2018, 21:15

Tak sobie Was podczytuje i......nieco zniesmaczona jestem.
Najbliższy w tej dyskusji jest mi Monti.
Co do reszty wypowiedzi.........

Kate81 i Dwa Odcienie.......dlaczego tu jesteście,na tym forum?
Jesteście szczęśliwe,to bądźcie,cieszcie się swoim szczęściem,zajmijcie się swoim życiem,swoimi partnerami,rodzinami.

Marylka.....
Dlaczego akurat TY tak pomyślałaś? Że używajac dużej litery to krzyk?
Czy tak sie z Toba komunikowano?
Ja jak używam dużej litery to chce zwrócić uwage na dany wyraz, równie dobrze mogłabym go podkreślić.
Czujesz że to krzyk? Czujesz sie nagle niekomfortowo?
Bo jeśli tak to może to świadczyć, że ta samoocena nie do konca jest tak wywindowana u Ciebie jak tu piszesz.
Marylko ...używanie dużej litery na forum to niestety krzyk,to taka zasada nie tylko na tym forum.
Gdzie indziej już dawno by Cię zbanowano.
Jedna z zasad netykiety:

"Nie pisz bez potrzeby dużymi literami, gdyż oznaczają one raczej krzyk i nie nadużywaj tego"

Ponadto....uważam ,ze bywasz niegrzeczna,wszystko wiedząca,radząca.....a tu nie o rady chodzi,ale dzielenie się doświadczeniem.
jak dla mnie Twoje posty sa zbyt agresywne..........zapomniał wół jak cielęciem był.

choćby taki wpis.....
Ale wiem jedno o Tobie.
Masz nowego boga.
Ty uważałaś sie za żonę czy służącą?
Dlaczego się nie szanowałaś?
Czemu nie postawiłaś granic???
Dlaczego - jeśli Ty się nie szanowałaś - mąż miałby Cię szanować?
Albo już miałaś tego konkubenta albo TWOJA MĄDROŚĆ a na pewno SZATAN już wiedział co zrobić.
TY WIESZ NAJLEPIEJ co zrozumiał, a czego nie Twój mąż. NAGLE nie musisz sie domyślać czy mąż Cię pochwali czy zadrwi. NAGLE TY WIESZ CO ON CZUJE!!!!!
Może być że Twoją dobroć - po czasie, ale jednak docenił. Może zrozumiał jak bardzo Cię kochał.
Miałaś okazje i niepowtarzalną szansę usiąść z mężem i ustalić nowe ZASADY.
Zamiast rozmyślać jak jeszcze umilić mu czas mogłaś pogadać
OD DZIŚ ja gotuję ty prasujesz. Godzine dziennie spędzamy wspólnie. Przy kubku herbaty, którą ty przygotowujesz. Jedziemy na rekolekcje uczyć się dialogu małżeńskiego...
Nawet nie spróbowałaś. Wolałaś poszukać nowego boga. Który i tak okaże się człowiekiem.
I...znowu będziesz miała pretensje...to smutne...najbardziej dla Ciebie.
jeśli mogę...z tego co piszesz, to myślę, że mogłaś wejść w głębszą relację z Bogiem mogliście wspólnie z mężem ją pogłębić, bo czytam, że byliście aktywnymi katolikami.. i mogłaś swoja więź z Bogiem pogłębić. ...nie taką na poziomie kilkulatka, który Bozie uważa za gwarancje sukcesu i szczęścia.
Owszem - tak jest - ale ten sukces i szczęście ma głębszy wymiar i nie odnosi sie do ziemskich i ludzkich pragnień. Bóg widzi więcej i szerzej. I chce ZAUFANIA.
A taka postawa - NIE TO NIE. TO BIORĘ ZABAWKI I IDĘ DO SIEBIE SKORO MI NIE DAJESZ CO CHCĘ - to chyba przyznasz że dojrzała nie jest
Dlatego to jest smutne....
Jak mogłaś tak myśleć deklarując sie jako katoliczka? Znasz Biblię?
Czytałaś ile tam historii?
Ile z tego jest szczęśliwych?
A ile o cierpiacych?
Nawet o cierpieniu niezawinionym?
Samego Jezusa zabili. A na pewno był lepszy niż Ty dla małżonka.
Więc skąd miałaś takie założenia?
Że jak będziesz grzeczna to bedzie git?
Brak mi słów.
lena50....dawniej lena

marylka
Posty: 417
Rejestracja: 30 sty 2017, 17:01
Jestem: szczęśliwą żoną
Płeć: Kobieta

Re: Dyskusja o byciu w związku niesakramentalnym

Post autor: marylka » 14 wrz 2018, 22:44

Droga lenko50
Jeśli chodzi o duże litery to już pisałam - ja nie krzycze tylko chce to słowo podkreślić, jakos zatrzymać sie na nim, zwrócić uwagę na nie.
Ja generalnie nie podnosze głosu. Jakos jestem tu kilka lat i ani tu ani na innych forach mnie nie banowali.
Ciężko zmienić wieloletni styl pisania bo ktos nagle w dużych literach widzi krzyk.
Może po prostu nie czytaj....nie wiem jak Ci pomóc.
Troche to analogia do tęczy.
Dla mnie to zawsze był znak Przymierza miedzy Bogiem a człowiekiem.
Teraz dzieci mi mówia że to znak homoseksualistów.
Czy dlatego mam przestać postrzegać tęczę jak do tej pory robiłam?
No ja nie. Ale jak inni - no to ich sprawa.

Ale chciałam sie odniesć do ważniejszego
lena50 pisze:
14 wrz 2018, 21:15
zapomniał wół jak cielęciem był.
Właśnie pamięta.
Jakim BEZNADZIEJNYM CIELĘCIEM był.
Dlatego tu jestem.

Pozdrawiam

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości