małzeństwo nad przepaścią

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Załamana
Posty: 72
Rejestracja: 03 kwie 2020, 12:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Załamana » 15 wrz 2020, 11:51

Witam burza czy sprawa sie odbyla? Mysle o Tobie wydawalo mi sie ze to dopiero dzis. Trzymaj sie

burza
Posty: 387
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 15 wrz 2020, 14:00

Załamana tak odbyła się sprawa . A odpowiadając na pytanie nie pytałam ani w ognisku ani w diecezji. Pewnie długie terminy ale już coś na szybko dziś ogarnęłam prywatnie niestety.

Załamana
Posty: 72
Rejestracja: 03 kwie 2020, 12:55
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Załamana » 15 wrz 2020, 14:19

Burza sprawa sie odbyla ale rozwodu nie ma tak? Jsk nie chcesz nie odpowiadaj

burza
Posty: 387
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 15 wrz 2020, 15:51

Sprawa zawieszona na 3miesiace ponieważ, sąd skierowal na terapię malzensko-rodzicielska. Mąż bardzo chce rozwodu nie chce ratować, także nikłe szanse.Czas pokaże.

burza
Posty: 387
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 30 wrz 2020, 22:42

Nie wiem czy coś da ta terapia, mi pewnie tak. A mąż tylko ja podjął, bo sąd tak nakazał i nie by naprawic małżeństwo ale pod kątem relacji naszych rodzicielskich tak też oznajmił psycholog. Wszystkiemu winna jestem ja, tylko ja to wszystko prze ze mnie tak mąż to widzi. Pani psycholog się zapytała co musiało by się zdarzyć w jego życiu aby chciał ratować to małżeństwo i wtedy powiedział że nie wie. Szansa zero na uratowanie ponieważ, tylko ja chcę a Bóg daje wolna wolę małżonkowi jak każdemu. Muszę choć to trudne to dla mnie godzić się z tą wolą Bożą bo to nie tak miało być. Ponieważ największą wartością jest moja rodzina która, stworzylam poprzez małżeństwo. Tak bardzo to boli ze, po ludzku już nic nie mogę zrobić a Bóg pozwoli mężowi to zniszczyć.

Awatar użytkownika
Nirwanna
Posty: 9083
Rejestracja: 11 gru 2016, 22:54
Jestem: po rozwodzie
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Nirwanna » 01 paź 2020, 6:20

burza pisze:
30 wrz 2020, 22:42
.... tylko ja chcę a Bóg daje wolna wolę małżonkowi jak każdemu. Muszę choć to trudne to dla mnie godzić się z tą wolą Bożą bo to nie tak miało być. Ponieważ największą wartością jest moja rodzina która, stworzylam poprzez małżeństwo. Tak bardzo to boli ze, po ludzku już nic nie mogę zrobić a Bóg pozwoli mężowi to zniszczyć.
Tak, to prawda - Bóg daje każdemu wolną wolę. Szanuje ją i jej nie odbiera. Natomiast rozpad małżeństwa sakramentalnego to nigdy nie jest wola Boża! Przecież nie po to Bóg łączy ludzi sakramentem, aby za chwilę sobie zaprzeczyć i ich rozłączać.
Rozpad małżeństwa sakramentalnego to zawsze jest wola człowieka, a nie Boga. Tak, człowiek w swojej grzeszności i pogubieniu może zniszczyć wszelkie więzi. Jednego nie zniszczy - sakramentu. Dzięki Bogu, tam wolna wola nie sięga.

Burzo, jeszcze jedna uwaga - może w miejsce największej wartości jaką jest dla Ciebie rodzina, warto postawić tam Pana Boga? Rodzinę też można ubożkowić. A to paradoksalnie - kolejny sposób na destrukcję.
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II

Caliope
Posty: 456
Rejestracja: 04 sty 2020, 12:09
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Caliope » 01 paź 2020, 8:28

Też tak myślałam że rodzina jest najwyższą wartością i miłość ludzką, a jak się bardzo pomyliłam, to dopiero jest ból. Boli bo mąż sobie zadecydował, że tej rodziny ma nie być. Dlatego zostaje własny tyłek i miłość Boga, tylko ta jest wieczna.

Bławatek
Posty: 237
Rejestracja: 09 maja 2020, 13:08
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Bławatek » 01 paź 2020, 13:21

burza pisze:
30 wrz 2020, 22:42
Nie wiem czy coś da ta terapia, mi pewnie tak. A mąż tylko ja podjął, bo sąd tak nakazał i nie by naprawic małżeństwo ale pod kątem relacji naszych rodzicielskich tak też oznajmił psycholog. Wszystkiemu winna jestem ja, tylko ja to wszystko prze ze mnie tak mąż to widzi. Pani psycholog się zapytała co musiało by się zdarzyć w jego życiu aby chciał ratować to małżeństwo i wtedy powiedział że nie wie. Szansa zero na uratowanie ponieważ, tylko ja chcę a Bóg daje wolna wolę małżonkowi jak każdemu. Muszę choć to trudne to dla mnie godzić się z tą wolą Bożą bo to nie tak miało być. Ponieważ największą wartością jest moja rodzina która, stworzylam poprzez małżeństwo. Tak bardzo to boli ze, po ludzku już nic nie mogę zrobić a Bóg pozwoli mężowi to zniszczyć.
Burzo twoja sytuacja jest taka sama jak moja. Mój mąż dąży do rozwodu i nie bierze pod uwagę ani naprawy małżeństwa ani mediacji, więc jeżeli sąd nas skieruje na mediacje to jeżeli pójdzie to zapewne tylko dlatego aby wykonać zalecenie sądu. Wg niego ja też jestem wszystkiemu winna, on nie.

Boli strasznie bo całe życie marzyłam o rodzinie - dużej i szczęśliwej. Niestety wszystko zmierza do tego, że będę sama z synem. Chyba, że coś lub ktoś wpłynie na mojego męża. Ja już nie mam na niego wpływu. Boli tym bardziej bo długo przebierałam w kandydatach. I w momencie gdy planowałam zostać matką zastępczą w Wiosce Dziecięcej (bo dużo wtedy było artykułów o tym i pomyślałam, że tak mogłabym się realizować rodzinnie) pojawił się mąż - ten wymodlony (bo miał wszystkie cechy na których mi zależało i o którego Boga prosiłam). Niestety po ślubie czar prysł, mąż zmienił się o 180 stopni. Na początku pytałam Boga dlaczego mi to robi, ale po lekturze różnych wątków z tego forum (również archiwalnych) już widzę, że Bóg chce naszego dobra, które nie koniecznie zgadza się z tym co my planujemy. Ja miałam takie momenty gdy miałam męża serdecznie dość (jego zachowania, fochow, nie poważania mnie, kłótni itd,) że prosiłam Boga ' zrób coś z nim bo ja się od Ciebie oddalam' - i Bóg zrobił, tzn. pozwolił mojemu mężowi decydować o sobie, bo mój mąż zamiast w problemach zwracać się do Boga to wolał się od Niego oddalić.

Ciężko mi myśleć i przyszłości bez niego - na moje terapii miałam zrobić os czasu w przyszłość i zobaczyć siebie za rok, dwa, 5 lat itd. Wg terapeutki najlepiej bez męża - w momencie się rozpłakałam, a myślałam, że już się do tego przygotowałam.

Możemy być szczęśliwe bez naszych mężów tylko musimy zmienić nasz kierunek patrzenia i myślenia. Mąż i rodzina na pierwszym miejscu - tak zawsze było u mnie - a gdzie Bóg, a gdzie ja?

Burzo jest Ci źle, ale takich osób jak my, takich sytuacji są tysiące. Twój ból jest ważny, ale nie może być dominujący, bo zniszczysz siebie i swoje życie.

burza
Posty: 387
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 08 paź 2020, 10:24

Nawet i terapia tu nie wiele pomoże, bo ktoś w głowie ma już plan rozwodu a terapia z nakazu sądu mówię o mężu. Dziś w tv jeden psycholog mówił,że , część małżeństw przychodzi na terapię by naprawić relacje a inni by udowodnić kto ma rację, małżonek mój zalicza się do tych drugich. I mówię czy dobrze mu z tym zachowaniem a on ze, ja całe 5lat mówiłam na niego do dziecka źle o nim i że to ja narozrabialam. No tak jak wyprowadził się to mówiłam w złości do dziecka i byłam wściekła na niego i nie mogłam na niego patrzeć. Tylko że, ja nie wyprowadziłam się ani go nie zdradziłam nie złożyłam dwukrotnie pozwu o rozwód. I mówi że nigdy nie dostaniesz rozgrzeszenia bo tyle grzechów masz. A na terapii jak coś mówiłam to co mu się nie podobało mówi no nie ja już nie będę kontynuował, kończymy. Jasno mi powiedział że, on nie chce naprawy tylko rozwodu. A walczy o dziecko bo chce opieki naprzemiennej bo nie chce płacić alimentów bo za dużo, tego już nie musiał mi mówić ja to wiem bo trochę go znać. Czasem już mam ochotę się poddać bo terapia nie ma sensu z tym jego podejściem, przecież psycholog nie może coś na siłę tylko on musiał by chcieć to ratować. Co bym nie zrobiła napotykam na mur z jego strony, no tak bo mi na tym zależy. Światełka w tunelu brak.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 9 gości