małzeństwo nad przepaścią

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

burza
Posty: 90
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 29 cze 2018, 16:48

Tęsknię za rodziną, którą miałam, tak myślę tak mi się wydawało(mąż i corka). A też, wiem, że dzieci dane są do czasu kiedy dorosna. Z tatą nic córce się nie dzieje, wszystko w porządku. Chodzi o to, że nawet od męża żadnego telefonu, że nie martw się wszystko ok. On jest poniewaz, na mnie moja rodzinę pogniewany i wszystko co dotyczy mnie, przecież powiedział, że go nie obchodzi, że się okreslil(bo przecież jest z ta ukrainka). Więc, po co do mnie ma się odzywać, takie jego myślenie. A powinien wiedzieć, że komunikować się na temat dziecka powinien , normalnie a nie ja muszę się dopytać gdzie i co? Jest dorosły, a zachowuje się jak chłopiec 15lat. A co do mojego czasu wolnego to też, wyjechałam do swojej rodziny bo sama w czterech ścianach to dopiero bym myślała. A tak oderwalam, się od tej szarej rzeczywistości w jakimś niewielkim stopniu.

burza
Posty: 90
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 05 lip 2018, 23:56

U mnie bez zmian, córka przyjechała z wakacji z mężem. Z jego strony brak rozmowy, jeden dzień był razem ze mną i córką w domu po przyjeździe. To wychodził z córką z domu na spacer by mnie nie oglądać i unikać. Teraz jesteśmy we dwie na wyjeździe wakacyjnym. Przed wyjazdem zapytałam męża czy podrzuci mnie z córką na dworzec PKP a on na to, że nie, krótka odpowiedź była. Mąż, nawet nie wykonał tel jak tam podróż i w ogóle, bo i po co? Jest mi smutno ale tak teraz wyglądać, będzie moje życie, razem ale osobno pod jednym dachem, cóż, mąż nie może na mnie patrzeć. A kiedyś była taka wielka miłość. Jednak , ludzie się zmieniają i zakochuja ich pogląd na życie, rodzinę, też. Tylko jeden Bóg wie jak to będzie.

Aleksander
Posty: 866
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Aleksander » 06 lip 2018, 9:18

burza pisze:
05 lip 2018, 23:56
[...] A kiedyś była taka wielka miłość. Jednak , ludzie się zmieniają i zakochuja ich pogląd na życie, rodzinę, też. [...]
burzo...

Ja bym zostawił tę "miłość" czy nawet "lubienie" na boku.
Widzisz, raz można lubić bardziej maliny, a raz bardziej truskawki.
Uczucia / odczucia są bardzo zmienne...
Czasem przy 21 stopniach jest ciepło, czasem można zmarznąć...

Zobacz jak to jest - jesteś zdrową, piękną kobietą.

Strach pomyśleć, jak zachowałby się Twój mąż (albo moja żona) ...
... jakbyśmy mieli wypadek... i na przykład stracilibyśmy obie nogi.

Skoro owe połówki i tak rozglądają się na boki... i zostawiają swoje rodziny...
... czy można byłoby liczyć na nich w przypadku poważnej choroby / wypadku?

Śmiem wątpić - i to jest oczywiście bardzo smutne.

Dlatego pasuje mi traktowanie małżeństwa jako podjętej decyzji.
Jako umowę - jako dane własne słowo - "na dobre i na złe..."

W praktyce, to wychodzi na to, że ludzie są ze sobą tylko "na dobre" :(

Angela
Posty: 275
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Angela » 06 lip 2018, 11:08

burza pisze:
05 lip 2018, 23:56
Mąż, nawet nie wykonał tel jak tam podróż i w ogóle, bo i po co? Jest mi smutno ale tak teraz wyglądać, będzie moje życie, razem ale osobno pod jednym dachem, cóż, mąż nie może na mnie patrzeć.
U mnie sytuacja jest podobna, choć powody inne.
Strasznie się z tym szarpałam i męczyłam. Gdy chciałam usłużyć w czymś mężowi, nie chciał, mówił żebym się nie podlizywała. Też mnie nigdzie nie podwoził. Czasem w czymś pomógł, gdy poprosiłam.
Psycholog wytłumaczyła mi, że nie dam rady żyć oczekiwaniem od niego zrozumienia mojego cierpienia. Empatia została z niego wypłukana i tylko jakaś jego trauma mogłaby zadziałać szokowo. On jest utwierdzony w słuszności swoich działań. Zatem jedyne co mogę dla siebie zrobić, to uznać, że mąż nigdy nie przypomni sobie dobrych naszych chwil.
Żyję więc pod jednym dachem z obcym już mężczyzną jako suplokatorem, ustalając zasady korzystania ze wspólnej przestrzeni w mieszkaniu. Staram się być uprzejma na tyle ile byłabym dla obcego suplokatora.
Niestety łączą nas jeszcze niepełnoletnie dzieci. W sprawach spornych o ich wychowanie ustępuję, jeżeli nie ma ich szkody. Upieram się przy tych, które obawiam się mogą poważnie zaszkodzić. Jest ich mało, bo od początku małżeństwa mieliśmy jeden front wychowania. Ale gdyby konflikt narastał jestem gotowa na rozwiązania sądowe. Dotyczy to np. miejsca stałego zamieszkania, wyjazdów zagranicznych czy wyboru szkoły. Staram się nie krytykować ojca w obecności dzieci.

krople rosy
Posty: 939
Rejestracja: 06 sty 2018, 12:40
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: krople rosy » 06 lip 2018, 11:29

Angela pisze:
06 lip 2018, 11:08
Psycholog wytłumaczyła mi, że nie dam rady żyć oczekiwaniem od niego zrozumienia mojego cierpienia. Empatia została z niego wypłukana i tylko jakaś jego trauma mogłaby zadziałać szokowo. On jest utwierdzony w słuszności swoich działań. Zatem jedyne co mogę dla siebie zrobić, to uznać, że mąż nigdy nie przypomni sobie dobrych naszych chwil.

Według mnie tylko takie podejście jest wyzwalające i pozwalające iść naprzód.
Burzo, spróbuj nic od męża nie oczekiwać i uznać, że na obecną chwilę nie jest on w stanie wykrzesać z siebie bardziej ludzkich uczuć i zachowań. Zamiast obserwować i brać pod lupę każde jego słowo, ruch, reakcję skoncentruj się na tym jak samej sobie dać radość i spokój oraz swojej córce. Gdy jesteś z nią, to bądź z nią ciałem i duchem, całą sobą.
Z własnego doświadczenia (nie raz) wiem, że totalne odpuszczenie, poddanie się było żyzną glebą do Bożego działania.
Gdy już nic od nikogo nie oczekiwałam i zgodziłam się na inny scenariusz niż swój to życie mnie w którymś momencie zaskakiwało.

Choć sytuacja jest dla Ciebie bolesna to sprzyja ćwiczeniu charakteru: cierpliwości, pokory, zaufania Bogu, stabilności emocjonalnej.

burza
Posty: 90
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 06 lip 2018, 23:08

Tak, to prawda na nic nie mogę już liczyć. Można tylko bardzo się rozczarować, więc, ja też zaczynam traktować go jak współlokatora. Normalnie po odpowiedzi, jego, że nas nie podrzuci na ten nieszczęsny
dworzec 3 lata temu bym krzyczała jak to dlaczego?. A teraz przyjęłam to ze spokojem. Stwierdziłam, że być może tak już będzie do końca, choć to przykre ale niestety takie jest życie.

burza
Posty: 90
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 08 lip 2018, 23:10

Wczoraj przyjechałam z córka z nad morza. Tatuś zupełnie niesteskniony, że nawet nie przyszedł do pokoju córki aczkolwiek, spała.Dzis rano ociagal się z wyjściem do pracy (knajpy - kucharz) podejrzewam, że chciał zobaczyć córkę, choć mógł wejść na górę do jej pokoju pomimo,ze spała. Miał farta, bo dziecko obudziło się i zbiegło na dół, mówiąc u, że ma dla niego coś to muszelki a on, że dobrze i spieszy się do pracy i wyszedl. A po popołudniu dziś, coś mnie podkusilo i zalogowałam się hasłem męża na booking, po prostu do tej strony nie zmienił hasła na inne jak do pozostałych stron.A tam wyskoczyło info, że interesuje się wyjazdem na Mazury pokój dla 4osob na 1dzien czyli na jutro(poniedziałek) a powrót we wtorek a w te dni niby pracuje. I znów wróciła do mnie ta bezradność i bezsilność, w emocjach wykrzyczalabym to jeśli byłby w pobliżu. Wiem, że to nic by mi nie dało tylko bym dużo energii straciła a odpowiedzi żadnej nie dostała jak zresztą zawsze. Tylko to jest takie przykre, wrócił do domu po roku podstępem i robi to teraz jawnie. Chodziło, mu tylko o powrót do własnego domu,a ja mu znów uwierzyłam, że do mnie bo tak zaslepiona jestem miłością do niego.

burza
Posty: 90
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 12 lip 2018, 21:00

Wczoraj mi było strasznie przykro nie wiem tak mnie naszło.Wróciłam z pracy do domu,maż nie odzywa sie do mnie wcale od czasu jak powiedział,że go nie obchodzę bo określił się.I że napewno, już mną nie bedzie tworzyć rodziny.Czytałam na forum ktoś zadał pytanie ile taki amok może trawać takie zauroczenie i przeczytałam 2 ,3 lata u mojego męża trwa to już 2 lata ta jego ""miłość do tej ukrainki""?Tracę czasem nadzieje,ze opamięta sie

Camilaa
Posty: 276
Rejestracja: 19 sty 2018, 20:54
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Camilaa » 12 lip 2018, 23:03

Burza moj tez zna kowalska dwa lata, i chyba coraz bardziej się rozkręca choc tak często nie jeździ. Raczej rozmowy i sms tak ze z telefonem sie nie rozstaje... no i nawet cześć mi nie mówi jakbym największym wrogiem byla...

burza
Posty: 90
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 13 lip 2018, 7:41

Czekam do września,sytuacja pewnie się rozwinie z jego strony. 2lata temu, też tak było, dziecko miało pójść do przedszkola w wieku 4lat wtedy się wyprowadził. Sytuacje dokładnie teraz, taka sama co 2lata temu i córka idzie do zerówki i być może znowu się wyprowadzi.Ukrainka ciągle ta sama, miłość wielka do niej i przetrwała tyle. Tym bardziej, że kończy jej się pobyt (październik) będzie, chciał ją zatrzymać, ona ma syna jest po rozwodzie. Gotowy nawet go przysposobic (syna) mimo, że nie lubi dzieci ale ja kocha. Telefony, smsy na porządku dziennym są ona nawet dzwoni on zaraz oddzwania i ma duży wpływ na niego. Nie mówiąc o tym, że widzą się codziennie w tej robocie. Czy ja mam jakieś szanse na na to żeby znów na mnie spojrzał jak na żonę? Myślę, że marne a jest na tym forum, tak napisane, że każde małżeństwo sakramentalne jest do uratowania być może... ale nie moje, ponieważ, jest daleko ode mnie tylko wspólny dach jest. Dialogu zero, mijanie się i ucieknie przede mną. Może Bóg dał męża i na chwilę a teraz, mój mąż ma sobie ułożyć życie z ukrainką tak Bóg chce. Nie umiem znaleźć sensu innego co z tego, że proszę i modlę się do Boga, taka wola boża abym była sama, Ja nie chcę być sama ,a mąż zabawia się, wszystko się sypie. Cokolwiek bym nie robiła on nie widzi mnie, widzi tylko tamtą rzuciła jakiś urok chyba.

jacek-sychar
Posty: 5458
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: jacek-sychar » 13 lip 2018, 8:34

burza pisze:
13 lip 2018, 7:41
jest na tym forum, tak napisane, że każde małżeństwo sakramentalne jest do uratowania
Jest do uratowania, to nie znaczy, że będzie na pewno uratowane. Do tego potrzeba wspólnej pracy małżonków. Gdy jedno nie chce, bo ma wolną wolę robić coś innego, to nie będzie.
My na forum wspieramy się wzajemnie, żeby wytrwać w wierności, żeby z naszej strony nie było przeszkód w ewentualnej próbie ratowania, żebyśmy my się nie pogubili.

Burza
Ale przecież Ty masz dużo lepiej, niż my, mężczyźni.
Przecież jeżeli wracają, to zwykle mężczyźni. Kobiety praktycznie nie wracają. Jak raz już odejdą, to na zawsze.

burza
Posty: 90
Rejestracja: 29 maja 2018, 22:23
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: burza » 13 lip 2018, 9:31

Jacku Sychar, cóż z tego, że wracają, mój mąż wrócił w czerwcu tamtym roku po 9 miesiacach skoro to dalej trwa. A romans cały czas kontynuuje 2lata bo są, że sobą praktycznie cały czas w pracy tylko 2dni wolne ale i to do przeskoczenia i jadą razem gdzieś w Polskę. Ja myślałam, że wrócił do mnie ale pomyliłam się, nie chodzi do kościoła nie wierzy w Boga aczkolwiek nosi krzyży na szyi, więc jak się ma ocknac nie ma szans. Nie ma osób wokół niego którzy mają jakieś sumienie w pracy same ukrainki i Serbowie inna kultura i religia. Teściowie, popierają na 100%, szczególnie matka, mimo że chodzą do kościoła, to co robi syn,bo jest szczęśliwy (nieważna żona i corka) bo ja to ta zła żona, która wymagała tak jestem postrzegana. A oni wiecznie kazali mu odpoczywać. Jak możne się nawrocic,skoro wszyscy mówią że robi dobrze?. Bóg nie ma nawet szans tam wkroczyć do niego bo on nawet o tym nie myśli.

jacek-sychar
Posty: 5458
Rejestracja: 04 sty 2017, 17:55
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: jacek-sychar » 13 lip 2018, 9:48

Burza
Ja świetnie rozumiem Twoje rozgoryczenie. Sam też tak miałem. Teraz mi już chyba przeszło. Ile w końcu można żyć przeszłością?
Obecnie dużo mówi się o "szczęśliwym życiu". Ale chodzi o życie tu i teraz. Nikt nie myśli, co będzie później.
Jeżeli sytuacja u Ciebie wygląd, jak wygląda, to może czas ją wyjaśnić. Albo jest z Tobą, albo odchodzi. Ileż można żyć w zawieszeniu.
Ja zacząłem stawać na nogach od chwili, gdy odciąłem się od żony. Ponieważ ona również tylko wisiała na telefonie, to ja zerwałem z nią kontakty. I to mi bardzo pomogło. Bo nie musiałem już na nią patrzeć, jak ucieka do łazienki, żeby pisać SMS do kowalskiego. Potem to nawet tego nie robiła, tylko pisała oficjalnie. Uznałem, że ja tolerując to, w jakiś sposób akceptuję i legalizuję.
Drugim moim etapem wzrostu było odcięcie się emocjonalne od żony. Wiem, że ona gdzieś tam jest, ale już mnie nie boli, co robi.

Ale czy Ty jesteś na to gotowa?

Aleksander
Posty: 866
Rejestracja: 10 lip 2017, 14:08
Jestem: w związku niesakramentalnym
Płeć: Mężczyzna

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Aleksander » 13 lip 2018, 10:02

jacek-sychar pisze:
13 lip 2018, 8:34
[...] Kobiety praktycznie nie wracają. Jak raz już odejdą, to na zawsze. [...]
Generalnie zgoda, ale warto dla bycia precyzyjnym wspomnieć, że były nawet tu u nas przypadki powracających kobiet.
I to nawet z paroletnich 'ucieczek'.

Swoją drogą, ciekawe czy są jakieś statystyki... typu:

Np.

Na 100 odchodzących mężczyzn wraca 25.
Na 100 odchodzących kobiet wraca 5.

Angela
Posty: 275
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: małzeństwo nad przepaścią

Post autor: Angela » 13 lip 2018, 10:03

Burza, męczą bardzo sytuacje wynikające z niepostawionych granic. Krzywda trwa, bo zdradzacz nie chce się przyzanać przed sobą, że robi zło. Nie ma do tego impulsu w postaci konsekwencji. 2 lata temu się wycofałaś, więc układa sobie w głowie, że i teraz nic nie zrobisz.
Jest może realna obawa, by nie wpaść w drugą skrajność. Przy stawianiu granic czasem jest cienka linia oddzielająca od nienawiści i chęci zemsty. I tu trzeba strzec swego serca. Jeżeli będziesz się modlić za męża, np do jego anioła stróża, to nie będziesz życzyć mu źle i ograniczysz się do działań, które ochronią Ciebie i dziecko.
Ja generalnie staram się w życiu nie kierować zasadą ,,wyboru mniejszego zła" ale ,, wyboru większego dobra". ,Obiektywnie może w praktyce wyjść na to samo, ale motywacja nastawienia na dobro chroni mnie przed zgorzknieniem.
A dlaczego nie stawiamy granic? Bo hamuje nas strach. Mądrze to opisała Marylka do Poranionej w jej wątku. Może Marylka nie życzyć sobie, aby posłużyła się jej postem, zatem może sama zajrzyj do wątku ,, Mąż zakochał się w innej" , do postu Marylki z 18 maja.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Dwa_odcienie, s zona, wertor1 i 5 gości