Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Camilaa
Posty: 153
Rejestracja: 19 sty 2018, 20:54
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Post autor: Camilaa » 13 cze 2018, 17:39

krople rosy pisze:
13 cze 2018, 15:30
Camilaa pisze:
13 cze 2018, 14:50
To jest takie proszenie się o miłość w tym przypadku uważam...
Ja widzę to inaczej. Byłaby to moja próba ratowania małżeństwa i wysłanie mężowi sygnału, że jednak chciałabym się zmienić w tym co jest do zrobienia i że zależy mi na nim i na naszej rodzinie. A ponieważ sami z siebie nie wiemy jak się zabrać za naprawę naszego małżeństwa szukamy różnych dróg pomocy.
KR cenie Twoje zdanie bo jest pomocne chocby do przemyśleń i spojrzenia z innej perspektywy ale akurat wiem ze takie propozycje sa przez mojego meza odbierane jako plaszczenie sie w stylu: "tyle czasu Ci na mnie nie zalezalo a teraz to to albo tamto proponujesz?!"

Camilaa
Posty: 153
Rejestracja: 19 sty 2018, 20:54
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Post autor: Camilaa » 13 cze 2018, 17:58

ozeasz pisze:
13 cze 2018, 16:13
Jak się z tym czujesz ,jak sobie radzisz po takich słowach , co z Twoim poczuciem wartości i oceną siebie …. jeśli można spytać ?
Pytam bo i ja wiele razy słyszałem takie i inne m.in. komunikaty werbalne i poza werbalne , było strasznie ,poczucie wartości spadło do zera . Do dzisiaj jest mi trudno w pewnych sytuacjach .
Na początku, a takich wyznan bylo najwięcej w lutym, to sie czulam jakby mnie ktos przecisnal przez metalowe sitko i potem wcisnal w betonowa podłogę, poczucie wartosci spadlo do zero albo i ponizej bo dalam się trochę przeciągnąć po tej podłodze zapominajac o swej godnosci . Teraz trochę się podnioslam , może dlatego że zaczęłam mocno pracować nad soba wyszłam do ludzi no i dosc mocno sie odbluszczylam i uwierzylam ze sobie sama poradze jesli nie będzie chcial być ze mną. Oczywiście mam dni ze z łóżka wstac nie moge i strasznie mi żal ze tyle lat przekreslone ma byc no i dzieciaki... dlatego zeby tez nie myslec wyznaczam sobie jakies zadania np dzis wymienilam pierwszy raz żarówkę w aucie...

Camilaa
Posty: 153
Rejestracja: 19 sty 2018, 20:54
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Post autor: Camilaa » 13 cze 2018, 22:38

rak pisze:
13 cze 2018, 16:43
Zatrzymanie, czy zwolnienie w oddalaniu to też są delikatne, bo delikatne, ale również przykłady ocieplenia. Może kierunek się jeszcze nie zmienił (może się i nie zmieni), ale została przyłożona jakaś siła hamująca, która też zmusza do refleksji i przewartościowań...
Jeśli szanuje Ciebie jako osobę, to śmiem twierdzić, że to bardzo dużo i na tym też można budować.
Raku ja Twoje spostrzeżenia czytam po kilka razy, potrafisz wydobyć takie niuanse ze sama bym nie wpadła na nie, podziwiam Cię za wytrwałość bo ja juz zaczęłam wyczerpywac pomysly. Może to jest jakas droga ta sila hamujaca, choc żmudna sie wydaje, ale coz mam do stracenia?
Z tym szacunkiem może za gornolotnie powiedziane ale faktycznie zaczal troszeczke mnie szanować ze tak powiem moze nie sam z siebie ale na parę rzeczy mu nie pozwalam np na rozmowę w podniesionym tonie, zaczelam tez informowac go o tym co jest do zrobienia wokół dzieci (o nic innego nie proszę tym bardziej dla mnie) w tygodniu i staram się to rozdzielic jak mu pasuje wiec nawet sam zaczął mówić ze wychodzi ze bedzie później albo czy ja moge odebrać dzieci, ba nawet czasem zadzwoni a nie tylko smsa napisze.
Może właśnie takich rzeczy mam sie uczepic choć ja w tym nie widzę jakoś nic wielkiego i nie robię sobie nadziei, raczej widzę tylko jego litosc i chęć pozbycia sie wyrzutów sumienia.
Moze tu moja praca nad sobą tez sie kłania bo stawialam sie często w roli marudzacej ofiary, i nie powinnam tak dzialac... bo to mega niekonstruktywne.
Muszę przemyśleć te wzorce i potrzeby i jak to przekazac, choc nie mam pomysłu...

Camilaa
Posty: 153
Rejestracja: 19 sty 2018, 20:54
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Post autor: Camilaa » 13 cze 2018, 23:36

A jeszcze odnosnie polepszenia/pogorszenia...
To tez zalezy od takich punktów zwrotnych czyli
1. ja sie zacZynam starac, prosic, zauwazam swoje przewinienia, próbuje terapi rozmow, piszę listy itp
2. Konfrontuję go z wiedza o zdradzie i ze sie nie godze na to ale zalezy mi na rodzinie
3. Puszczam go wolno i stawiam granice, krzywdzie mowie Nie!

W pkt 1 najwięcej sie staral ale to bylo takie sztuczne oparte raczej na wyrzutach sumienia
W pkt 2 wypiera się wszystkiego wręcz robi z siebie ofiarę a ja staję się jego wrogiem wybialającym sie z własnych win przed rodziną i znajomymi
Pkt3 nie do końca widzi konsekwencje ale część granic dostrzega i przestrzega

Każda moja decyzja moze przyniesc zwrot akcji w nieznanym kierunku,
w kazdym z tych punktów ja spodziewalam sie zupelnie innej reakcji niz faktycznie byla.
Nie wiem czy to lepiej czy gorzej się staje bo nie umiem tego ocenić, to jest strasznie przewrotne, wiec chyba nie ma co się na tym co skupiac tylko obrac jakas drogę...

Angela
Posty: 156
Rejestracja: 31 maja 2017, 1:34
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Post autor: Angela » 14 cze 2018, 1:59

rak pisze:
13 cze 2018, 16:48
może jeden przykład będzie tu pomocny. Ja bym na ten moment poprosił go o zaprzestanie werbalizowania tych stwierdzeń, bo nic nie wnoszą i Ciebie krzywdzą. Sam by też nie pytał o pobliskie tematy, żeby nie pobudzać tych myśli...

Zauważyłem u siebie, że zwerbalizowana myśl jest silniejsza w umyśle zdradzacza, mocniej się obudowuje, a podparte słowami, czyny też siegają już dalej. Więc w pewnym czasie zacząłem unikać drażliwych tematów, a szczególnie stopować małżonkę, gdy sama je próbowała poruszać. Myślałem wtedy, że lepiej, że sama bije się ze swoimi myślami i wyrzutami, po co jej mam w tym pomagać...
Dokładnie tak, kiedy małżonek jest cały na nie, nie pamięta żadnych dobrych chwil z nami, lepiej nie prowokować, by to powtarzał. Po co słyszeć to co rani po raz kolejny i z nutą triumfu nad nami ,,Chciałaś usłyszeć, to usłyszałaś". Jest taki samo nakręcający się mechanizm. Osoba raniąca, gdy po raz pierwszy nas rani, czuje jeszcze, że możliwe, że jest niesprawiedliwa. Jest zła na siebie, że krzywdzi. Chce się pozbyć tego nieprzyjemneg uczucia i wbrew pozorom jeszcze zwiększa agresję słowną, jakby sama siebie chciała przekonać do swojej racji. Rozmowa nie ma wtedy sensu. Najlepiej ucinać możliwość takiego monologu.
To nie rozmawiać? Na tym etapie lepiej nie. Po czasie wyczuje się moment, gdy rozmowa ma szansę być konstruktywna.

Camilaa
Posty: 153
Rejestracja: 19 sty 2018, 20:54
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Post autor: Camilaa » 14 cze 2018, 10:38

Angela pisze:
14 cze 2018, 1:59
Dokładnie tak, kiedy małżonek jest cały na nie, nie pamięta żadnych dobrych chwil z nami, lepiej nie prowokować, by to powtarzał.
To prawda,
tyle ze mojemu juz to tak obojetne sie stało że juz praktycznie nic nie mówi, czasem wolałabym zeby właśnie cos powiedział zebym mogła się odnieść... bo nie wiem czy to taka straszna obojętność czy się powstrzymuje...
Wiem, ze nie mogę tego rozkminiac bo to nic nie da
Ale właśnie to budzi największe emocje i niepewność u mnie...
Nawet mi raz powiedział ze dopoki mu jeszcze zalezalo na mnie to krzyczal a teraz to mu nie zależy...

rak
Posty: 354
Rejestracja: 30 wrz 2017, 13:41
Jestem: w separacji
Płeć: Mężczyzna

Re: Kryzys - Tak, chęć odbudowy-?, zdrada?

Post autor: rak » 14 cze 2018, 10:46

Angela pisze:
14 cze 2018, 1:59
Dokładnie tak, kiedy małżonek jest cały na nie, nie pamięta żadnych dobrych chwil z nami, lepiej nie prowokować, by to powtarzał. Po co słyszeć to co rani po raz kolejny i z nutą triumfu nad nami ,,Chciałaś usłyszeć, to usłyszałaś". Jest taki samo nakręcający się mechanizm. Osoba raniąca, gdy po raz pierwszy nas rani, czuje jeszcze, że możliwe, że jest niesprawiedliwa. Jest zła na siebie, że krzywdzi. Chce się pozbyć tego nieprzyjemneg uczucia i wbrew pozorom jeszcze zwiększa agresję słowną, jakby sama siebie chciała przekonać do swojej racji. Rozmowa nie ma wtedy sensu. Najlepiej ucinać możliwość takiego monologu.
To nie rozmawiać? Na tym etapie lepiej nie. Po czasie wyczuje się moment, gdy rozmowa ma szansę być konstruktywna.
Bardzo się z tym zgadzam, trochę może rozwinę.

Nawet z praktycznego punktu widzenia na ten moment względne uspokojenie sytuacji wydaje się najlepsze, co można zrobić (tzn. dalej okazywać sprzeciw wobec raniących zachowań, ale nie podgrzewanie atmosfery, która i tak kipi) i to jest wspomniana wcześniej siła hamująca. Z jednej strony może Ciebie to nie uspokoi, ale też nie zwiększy Twojego zranienia w takim stopniu, jak ciągłe przerzucanie się trudnymi emocjami praktycznie bez żadnej treści. A z drugiej nie będziesz rozwiązywala dylematów moralnych drugiej strony, z czystej przekory niech on sobie sam udowadnia, że ma powody uciekać z szczęśliwego, normalnego małżeństwa od kochającej i wiernej żony, raniąc jeszcze przy tym owoce Waszej miłości - dzieci. Wierz mi, że łatwiej mu znaleźć takie powody w atmosferze ciągłych kłótni, wyrzutów i wybuchów. Dlatego napisałem wcześniej, po co mu ułatwiać i jeszcze samą siebie dodatkowo ranić?

Z drugiej strony rzeczywiście po dłuższym okresie spokoju, określenia się na nowo w małżeństwie i refleksji można zacząć "konstruktywne rozmowy". Tylko, że po dłuższym okresie obudowywania i potwierdzania swoich zachowań wcale początkowo nie są mniej konfrontacyjne. Niby jest wspólny cel, ale kotwice emocjonalne jeszcze solidnie trzymają i "zrywanie ich" to też Syzyfowa praca.
To tak na później (przynajmniej kilka miesięcy), czego bardzo życzę!

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Aleksander i 6 gości