To jest jak jakiś szatański taniec.....

Refleksje, dzielenie się swoimi przeżyciami...

Moderator: Moderatorzy

Nino
Posty: 141
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: To jest jak jakiś szatański taniec.....

Post autor: Nino » 10 lut 2020, 17:49

Triste pisze:
10 lut 2020, 7:13
Bo to co Nino opisujesz brzmi jak zachowanie alkoholika który po jakimś czasie abstynencji nie wytrzymał i wypił wszystko co było w domu z alkoholu...
Hahahaha! No, tak! Wiem. Upadek..., ale, wierzę, że - mimo wszystko - na drodze procesu. Tego, że jestem uzależniona emocjonalnie od męża, jestem już świadoma. I to od jakiegoś czasu... Obecnie czytam literaturę na ten temat oraz przygotowuję się do psychoterapii. Uświadomiłam sobie również moje wcześniejsze, potężne uzależnienie emocjonalne, które miało miejsce przed poznaniem męża. Uzależnienie od Mamy.

To jest... bolesna relacja. Ogromna miłość, która od zawsze połączona jest z bólem i... złością. I myślę, że mój wielki lęk przed odrzuceniem oraz byciem samą, jest ukorzeniony w tych odległych czasach: wczesnego dzieciństwa, że ma związek z tą tak ważną dla każdego relacją.

Kilka lat temu rozpoczął się mój powrót do Pana Boga. Jakby niezależnie do sytuacji w moim małżeństwie. Pan Bóg dał mi tę łaskę, że uczepiłam się Go, co okazało się zbawienne, gdy jak fale tsunami nadciągnęły wielkie tąpnięcia w moim małżeństwie, łącznie z obecnym.

Potem (tak to teraz opisuję, choć ONA jest przy mnie od zawsze i też to do mnie zaczyna docierać), do "akcji" wkroczyła... Maryja. No i przyspieszyło!!!

Triste! Ja zdaję sobie sprawę z mojego uzależnienia, ale jeszcze nie wiem za dobrze, jak z nim postępować? To znaczy wiem już, że trzeba się odwieszać od męża, skupić się na sobie, pracować nad sobą, itd... i tak też staram się czynić, choć na razie dwa kroki do przodu, jeden w tył, a czasem i na odwrót.

Podsunęłaś mi bardzo fajną myśl pod rozwagę. Co jest miłością, a co uzależnieniem w moim uczuciu do męża. Dziękuję. Czuję, że warto, abym się nad tym porządnie, uczciwie zastanowiła....

czerwona
Posty: 35
Rejestracja: 09 sty 2020, 17:02
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: To jest jak jakiś szatański taniec.....

Post autor: czerwona » 10 lut 2020, 19:54

Nino, pomyśl proszę, czy przez emocje wyrażane/ czute do męża, wyrażasz przywiązanie do swojej mamy? Też mialam mamę, która odrzucila mnie, starszą córkę i moje dzieci /nie mamy z moją matką kontaktu od 8 lat/ a z moją siostrą 7 lat młodszą matka utrzymuje bliskie relacje a także z jej dziećmi. Trudno, to moja matka i siostra tak wybrały. Ja wiele lat próbowałam, bezskutecznie. Gdy zorientowałam się, że to co mam do męża to powinnam dostać od matki, to ulżyło mi, bo "się odwiesiłam" i zaczęłam się powolutku budzić. Poza tym sama jestem mamą i mam obowiązki /super słodkie/. M.in. takie, że jestem zupełnie inną matką niż moja wobec mnie. Jestem sprawiedliwa i uczciwa wobec moich dzieci. Mam dla nich czas. Dla siebie też. Życzę otwarcia oczu, przyjrzyj się sobie w Jezusie.

MaryM
Posty: 140
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: To jest jak jakiś szatański taniec.....

Post autor: MaryM » 10 lut 2020, 21:54

Nino, narozrabiałaś lekko ale wyrzuty nic nie zmienią. Przynajmniej jesteś prawdziwa w tej rozpaczy a nie jak betonowy słup przebrany za męża, w dodatku w pancerzu odbijającym uczucia. Nie martwię się o to jak odebrał Cię mąż. Nawarzył tego piwa. Ale po każdej takiej akcji masz emocjonalnego kaca, biedulko. Wszystko przede mną, bo mąż się dopiero wyprowadzi.... ja potwornie tęsknie za nim emocjonalnie ale u mnie wzmaga się tez niechęć do męża, myśl ze dotyka Kowalskiej (do której się nie przyznaje i to jedyna stała rzecz w moim życiu) powoduje u mnie wzrygniecie i obrzydzenie... Zatem widzie ten plus u Ciebie, ze chociaż masz chęć wydzwaniać i walczyć. Ale nie rób tego więcej😃 Prztulam i otulam modlitwa

Ruta
Posty: 275
Rejestracja: 19 lis 2019, 12:00
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: To jest jak jakiś szatański taniec.....

Post autor: Ruta » 11 lut 2020, 0:31

Nino pisze:
10 lut 2020, 17:49
Triste pisze:
10 lut 2020, 7:13
Bo to co Nino opisujesz brzmi jak zachowanie alkoholika który po jakimś czasie abstynencji nie wytrzymał i wypił wszystko co było w domu z alkoholu...
Hahahaha! No, tak! Wiem. Upadek..., ale, wierzę, że - mimo wszystko - na drodze procesu. Tego, że jestem uzależniona emocjonalnie od męża, jestem już świadoma. I to od jakiegoś czasu... Obecnie czytam literaturę na ten temat oraz przygotowuję się do psychoterapii. Uświadomiłam sobie również moje wcześniejsze, potężne uzależnienie emocjonalne, które miało miejsce przed poznaniem męża. Uzależnienie od Mamy.

To jest... bolesna relacja. Ogromna miłość, która od zawsze połączona jest z bólem i... złością. I myślę, że mój wielki lęk przed odrzuceniem oraz byciem samą, jest ukorzeniony w tych odległych czasach: wczesnego dzieciństwa, że ma związek z tą tak ważną dla każdego relacją.

Kilka lat temu rozpoczął się mój powrót do Pana Boga. Jakby niezależnie do sytuacji w moim małżeństwie. Pan Bóg dał mi tę łaskę, że uczepiłam się Go, co okazało się zbawienne, gdy jak fale tsunami nadciągnęły wielkie tąpnięcia w moim małżeństwie, łącznie z obecnym.

Potem (tak to teraz opisuję, choć ONA jest przy mnie od zawsze i też to do mnie zaczyna docierać), do "akcji" wkroczyła... Maryja. No i przyspieszyło!!!

Triste! Ja zdaję sobie sprawę z mojego uzależnienia, ale jeszcze nie wiem za dobrze, jak z nim postępować? To znaczy wiem już, że trzeba się odwieszać od męża, skupić się na sobie, pracować nad sobą, itd... i tak też staram się czynić, choć na razie dwa kroki do przodu, jeden w tył, a czasem i na odwrót.

Podsunęłaś mi bardzo fajną myśl pod rozwagę. Co jest miłością, a co uzależnieniem w moim uczuciu do męża. Dziękuję. Czuję, że warto, abym się nad tym porządnie, uczciwie zastanowiła....
Nino, po wyprowadzce męża też zaliczałam takie wpadki. Przed w sumie też. Im bardziej był zimny i milczał, tym bardziej panikowałam i byłam gotowa go błagać w sumie sama chyba nie wiedziałam o co - żeby wrócił, żeby mnie chociaż przytulił, powiedział że to nieprawda i bardzo mnie kocha. A czasem pod wpływem impulsu robiłam różne rzeczy, żeby tylko trochę kontaktu z mężem złapać. Nawet już nie błagać tylko chociaż usłyszeć, albo żeby mi odpisał. A potem było mi głupio. I przykro.

Zauważyłam, a w zasadzie to mąż zauważył, że częściowo to zależy od tego w jakiej fazie cyklu jestem. Jak mi napisał że widzi, że chyba "jestem przed" bo znowu do niego wypisuję, miałam ochotę go odszukać i zabić gdziekolwiek by był. No ale potem spojrzałam w historię smsów, no i faktycznie - najwięcej i najdłuższe (muszę dodawać, że najgłupsze?) pojawiały się cyklicznie. Potem przed pełnią sama nakladałam na siebie bana na pisanie smsów do męża. I nadal bardziej się wtedy pilnuję, bo choćbym sto razy zaprzeczyła, naprawdę trudniej mi wtedy nie ulegać impulsom.

Nie martw się i nie zadręczaj. Z czasem pracując nad sobą można nauczyć się kontrolować impulsy. I to działa ;) A wpadki to wpadki, świat się od nich nie zawala. Na szczęście.

Dbaj o siebie :D Mocno cię przytulam, odmówię jakąś porządną modlitwę w twojej intencji. Miałam nie napisać, ale napiszę - nie chcę modlić się, żebyś się zmieniała, bo twoja żywiołowość jest moim zdaniem wspaniała i wyjątkowa, ale o to żebyś uczyła się robić z niej jak najlepszy użytek.

Nino
Posty: 141
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: To jest jak jakiś szatański taniec.....

Post autor: Nino » 11 lut 2020, 7:21

Ruta pisze:
11 lut 2020, 0:31
Zauważyłam, a w zasadzie to mąż zauważył, że częściowo to zależy od tego w jakiej fazie cyklu jestem. Jak mi napisał że widzi, że chyba "jestem przed" bo znowu do niego wypisuję, miałam ochotę go odszukać i zabić gdziekolwiek by był.
Ruto, mnie już nawet to nie tłumaczy, bo mam menopauzę!
Niezmiennie dziękuję za modlitwę. To niesamowite, jaką masz intuicję, co do ludzi...

Bożego dnia!

Triste
Posty: 309
Rejestracja: 11 kwie 2019, 9:14
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: To jest jak jakiś szatański taniec.....

Post autor: Triste » 11 lut 2020, 7:49

Nino pisze:
10 lut 2020, 17:49
Triste! Ja zdaję sobie sprawę z mojego uzależnienia, ale jeszcze nie wiem za dobrze, jak z nim postępować? To znaczy wiem już, że trzeba się odwieszać od męża, skupić się na sobie, pracować nad sobą, itd... i tak też staram się czynić, choć na razie dwa kroki do przodu, jeden w tył, a czasem i na odwrót.
Znam to ...przeszłam tą samą drogę.
Byłam tak uwieszona na mężu że myślałam o nim praktycznie cały czas.
Podam Ci przykłady:
- myślałam rano co ubiorę - co jemu by się spodobało,
- myślałam co ugotować, co on lubi ? Co by chciał na obiad ?
- jadąc w jakieś miejsce nie potrafiłam cieszyć się ze spędzonego tam czasu, bo myslałam jak to byłoby tam być z nim lub wspominałam jak to jeszcze niedawno byliśmy tam razem, szczęśliwi.
Takich przykładów mogłabym mnożyć, ale zdałam sobie sprawę, po co ja to robię ?
Założę na siebie to co chcę i w czym się dobrze czuję, ugotuję to co ja lubię i co sprawia mi przyjemność i spędzę czas tak jak ja chcę i lubię.

Ale to wszystko wymagało czasu. Ja często czytałam tutaj na forum te porady - zajmij się sobą, odwieś się i pytałam jak to zrobić ??
No jak ? Kiedy jeszcze chwilę temu wszystko w życiu wiązało się z nim, był obecny we wszystkim co robiłam o czym myślałam.

Oczywiście to że mąż się wyprowadził ułatwiło mi zmianę mojego myślenia.
Ale teraz zaszła we mnie bardzo ważna zmiana - to JA jestem dla siebie ważna, moje pragnienia i potrzeby, uczę się spędzać czas sama ze sobą, pracuję nad sobą, zmieniam siebie, swoje wnętrze uważając przy tym aby nikogo przy tym nie ranić.
To jest proces. Długi proces. mnie też zdarzały się potknięcia, ja też pisałam, ja też się zawsze odzywałam pierwsza.

Teraz już nie - jeżeli mąż zakomunikował mi że on nie chce mieć ze mną nic wspólnego to nie narzucam swoje osoby, przyjmuję to co mówi.

Nino
Posty: 141
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: To jest jak jakiś szatański taniec.....

Post autor: Nino » 13 lut 2020, 17:01

Kochani, żalę się... Wbiłam na chwilę, aby pochlipać...

Przed chwilą rozmawiałam z teściową. Zadzwoniła do mnie, bo przyszedł list polecony na moje nazwisko ( jestem zameldowana w jej domu, ale wiosną robię z tym porządek ).

Wyobrażacie sobie, jaka pierwsza myśl przyszła mi do głowy z tym poleconym...

Na szczęście, to było pismo z gminy.

Ale rozmowa... nieprzyjemna. Ona taka jakaś....harda. Jakbym słyszała własnego męża przez telefon :(

To tyle :(

Gaea
Posty: 37
Rejestracja: 28 sty 2020, 9:17
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: To jest jak jakiś szatański taniec.....

Post autor: Gaea » 13 lut 2020, 20:29

Nino w obecnej sytuacji na pewno trudno Ci zapanować nad emocjami, pismo nawet jak dostaniesz kiedyś tam to nic jeszcze nie znaczy. Ja sama takie pismo napisalam i wysłałam a później jednym zdaniem zostało anulowane... a teściowa hm olej ją, miła, oschła czy jaka co się nią przejmujesz. Dobry miałyście kontakt przez te wszystkie lata? Ja to jednak wychodze z założenia, by do teściowej podchodzić z dystansem, zawsze to matka męża, a matka za dziecmi to wiadomo... zazwyczaj zawsze trzyma ich stronę.

MaryM
Posty: 140
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: To jest jak jakiś szatański taniec.....

Post autor: MaryM » 13 lut 2020, 20:43

Przytulam mocno i dołączam modlitwę. Wyobrażam sobie Twój stres! jak dobrze, ze to gmina.. A swoją drogą Twój mąż kilka razy Ci powiedział, że dąży do rozwodu ale tak szczerze, to pozew mógłby złożyć bez problemu. Trochę wyglądają mi te deklaracje na zaprogramowanego autopilota. Dzieci macie dorosłe, rozwód przeszedłby prawdopodobnie dość szybko niestety.... Może, on wcale nie pragnie tego rozwodu, tylko powtarza w kółko to, co sobie zaprogramował? Bo uparty... Tak bardzo bym chciała, żebyś tu napisała, że zdarzył się mały, wiosenny cud- a potem większy i większy... Nie wiem dlaczego, ale czuję, że Twoje małżeństwo ma szansę. Może, przez to, że potrafisz kochać i tęsknić za dwoje w tym trudnym czasie? masz ten dar!

Nino
Posty: 141
Rejestracja: 14 gru 2019, 18:26
Jestem: w separacji
Płeć: Kobieta

Re: To jest jak jakiś szatański taniec.....

Post autor: Nino » 13 lut 2020, 22:51

Mery dziękuję.

Wiedz jednak, kochana, że mój mąż wbił sobie również do głowy, że go nie kocham.
Napisał mi o tym w krótkim mejlu jeszcze przed wyprowadzką.
Że ja go nie kocham oraz: że przy mnie nie potrafi wyjść ze swoich stanów.
Niestety, nie zrozumiałam tych słów i prawdę mówiąc: nie rozumiem ich do teraz, tylko czy to obecnie ma znaczenie?

Gaea, tak, nie powinnam przejmować się reakcjami teściowej... Jest jaka jest. Dość specyficzna w zachowaniu.

Tylko że mam już dość tak budowanych relacji. Relacji, w których mnie tak naprawdę nie ma, a raczej: czy jestem, czy nie: to bez znaczenia...Mimo wszystko, mam nadzieję, że się mylę...

Mocno rezonują we mnie niektóre zdania z tego forum.

Zauważyłam, że powroty mężów są tam, gdzie dziewczyny NAPRAWDĘ potrafiły odpuścić i zajęły się sobą, swoim życiem bez męża, który zawiódł.
Podoba mi się stwierdzenie Marylki, że wdrożyła plan naprawczy :)

Wierzcie, staram się, ale to jest jak orka na ugorze...

I ta tęsknota...Ech....

Dziś minął ósmy dzień bez tel. do męża. Bez sms... Wiem, to tak, jakby nałogowy palacz od 30 lat pochwalił się, że od trzech dni nie ma papierosa w ustach. Mimo wszystko pogłaszczę się po głowie przed snem.

Dobrej nocy.

MaryM
Posty: 140
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: To jest jak jakiś szatański taniec.....

Post autor: MaryM » 14 lut 2020, 16:32

Nino możesz być z siebie dumna! 8 dni to ładny wynik! Wspieram by dziś przy walentynkach nic Cię nie zachęciło do kontaktu. Ja jestem bezpieczna bo mąż mignął mi o poranku i zamiast obojętności był raczej niemiły. Może się bał, ze z czymś wyskoczę. Nie wyskoczyłam.... On wyjechał na weekend. Zgodnie z radami z forum nie sprawdzam i nie śledzę.

czerwona
Posty: 35
Rejestracja: 09 sty 2020, 17:02
Jestem: w kryzysie małżeńskim
Płeć: Kobieta

Re: To jest jak jakiś szatański taniec.....

Post autor: czerwona » 16 lut 2020, 15:27

To jest nas więcej nieśledzących w Walentynki. Smutno mi było, ale dostałam Walentynkowe srebrne serce kartkę od synka (10 lat!) . Najpiękniejsza na świecie Walentynka. Aaa, ja się odwiesilam od męża, co prawda myśli krążą dookoła niego, na szczęście nie za często. Chociaż wolałabym w ogóle odpuścić. Ale na to potrzeba czasu. Nie dzwonię, nie śledzę, mąż się nie odzywa, do dzieci też nie. Jego wybór. Ja mam czyste sumienie. Oczywiscie, że pojawia się tęsknota. Wtedy zadaję sobie pytanie - za kim tęsknię? Czego potrzebuję? Przyglądam się swoim emocjom, potrzebom. Noooo, i tu zaskoczenie. Męża nie znam od października, bo wtedy "walnęło go i ją od spojrzenia". Tęsknię za kimś kogo nie ma. Dlatego wolę zająć się sobą, dziećmi a nie ułudą.

MaryM
Posty: 140
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: To jest jak jakiś szatański taniec.....

Post autor: MaryM » 16 lut 2020, 17:46

czerwona pisze:
16 lut 2020, 15:27
Nie dzwonię, nie śledzę, mąż się nie odzywa, do dzieci też nie. Jego wybór. Ja mam czyste sumienie. Oczywiscie, że pojawia się tęsknota. Wtedy zadaję sobie pytanie - za kim tęsknię? Czego potrzebuję? Przyglądam się swoim emocjom, potrzebom. Noooo, i tu zaskoczenie. Męża nie znam od października, bo wtedy "walnęło go i ją od spojrzenia". Tęsknię za kimś kogo nie ma. Dlatego wolę zająć się sobą, dziećmi a nie ułudą.
Tez tęsknię za kimś, kto nie istnieje. Wiele lat prawdopodobnie😩 a ja karmiłam się wyobrażeniem związku. Smutno ale nic nie poradzę.
Ostatnio zmieniony 16 lut 2020, 19:35 przez Lawendowa, łącznie zmieniany 1 raz.
Powód: Poprawiono cytowanie

Delfin
Posty: 8
Rejestracja: 05 wrz 2019, 13:39
Płeć: Kobieta

Re: To jest jak jakiś szatański taniec.....

Post autor: Delfin » 16 lut 2020, 20:58

I ja muszę wpisać się na listę tych którzy walczą żeby odwiesić się od meża który nawet nie wiem gdzie mieszka. Codziennie myślę dlaczego to mnie spotkało że mnie zdradził. Nie potrafiłam żyć z nim bo nadal mnie oklamywal nie zrezygnował z pracy z nią. Czytam to forum i staram się skupić na sobie i dziecku choć jest to bardzo trudne to i tak jest lepiej niż na początku. Boli strasznie jak on mówi że mnie nie kocha i nie obowiązuje mnie już żadna przysięga. Modlę się za niego bo odwrócił się od Boga. Co jeszcze my żony możemy zrobić

MaryM
Posty: 140
Rejestracja: 18 gru 2019, 17:21
Jestem: w trakcie rozwodu
Płeć: Kobieta

Re: To jest jak jakiś szatański taniec.....

Post autor: MaryM » 16 lut 2020, 22:06

Delfin pisze:
16 lut 2020, 20:58
Modlę się za niego bo odwrócił się od Boga. Co jeszcze my żony możemy zrobić
Może ta modlitwa to całkiem sporo? Zważywszy na to, że tak wiele par rozstaje się w nacechowanych wzajemną nienawiścią okolicznościach, psychiczna zdolność do modlitwy za męża to wręcz...przywilej. Czasem ciężko mi idzie ta modlitwa ale się staram. Mąż uważa, że moje zdystansowanie i tworzenie miłej atmosfery to jakaś popisowa akcja bo pamięta pełen pakiet promocyjny sprzed kilku miesięcy gdy mi powiedział, że odchodzi :płacze, krzyki i spazmy. Ale pcham to dalej, do jego wyprowadzki. Coraz częściej pojawia się myśl, że to już koniec... Wraca z pracy taki nieobecny, że ciężko mi na sercu. Ale to już nie jest ten człowiek, którego znam...Powierzam Jezusowi, bo mnie to przerasta pod każdym względem. To strasznie trudne powierzyć i nie dopytywać co chwilę w modlitwie: Jezu co z moją sprawą? Póki co ustąpił mi ten straszny ból brzucha i napięcie. Zaczęłam spać. Leczenie zatem trwa. I pojawiła się obawa- a co jeśli Bóg ma taki plan, że mnie uleczy z rozpaczy ale małżeństwa nie uleczy? Z dodatkowych dotkliwości: w relacjach ze znajomymi pojawia się spora zmiana - porzucone zony są kłopotliwe. Dziś spędziłam dzień u koleżanki. Zawsze odwoził mnie jej mąż. Dziś po raz pierwszy w życiu odwieźli mnie razem... Dziwnie się poczułam, ale nie mam żalu - ot, pewnie stereotypy. Inni moi (!) znajomi urządzają huczne imieniny na koniec karnawału. W tym roku zostałam zaproszona na kawę do solenizantki a nie na zasadniczą imprezę, a zwykle z mężem otwieraliśmy listę gości..... Znajomi znają mnie od wielu lat, znają tez moje obecne pozytywne nastawienie do świata i to, że ich małżeńskie szczęście mnie nie deprymuje w obecnej sytuacji. A jednak dotyka mnie pewien rodzaj izolacji. Może czuja się niezręcznie? Przeczuwałam, że tak będzie ale to bolesne, bo razem z mężem tracę spory kawałek swojej aktywności.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 15 gości