Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Obrona życia poczętego a poniżające traktowanie kobiet.
Autor Wiadomość
Ife 
Ife

Imię małżonka/i: W
Jestem: szczęśliwą żoną
Staż małżeński: 19
Dołączyła: 14 Gru 2007
Posty: 65
Skąd: Anglia
Wysłany: 2013-01-03, 18:36   

Kochana przyznaj sie ze poprostu nie chcesz dzieci a nie jakims sumieniem sie tlumaczysz. Ja zaszlam w pierwsza ciaze majac 19 lat ,byla mloda ,glupiutka. Tato moj powiedzial ze boi sie ze ja taka wariatka ,szajbuska zabije to dziecko gdy tylko bedzie plakalo, i mowil to na powarznie. Bylam kompletnie nieodpowiedzialna osoba, palilam cala ciaze, chodzilam na imprezy ,alkoholu nie tykalam ,bo nie chcialam swiadomie truc dziecka. Porod mialam bardzo ciezki 28 godzin.Pogryzlam poduszke ,bylam cala zalana czerwonymi kropkami od popenkanych zylek ,w oczach bialka czerwone,zamiast bialych.Ale chwila gdy przyniesli mi malenstwo byla czyms wspanialym, choc troszke sie balam ja przytulic to nigdy nie zrobilam jej krzywdy. Moja pierwsza coreczka miala kolke ,gdy miala zaledwie dwa tygodnie trafila do szpitala ,ja cale noce przy niej czowalam i nigdy nawet nie zdenerwowalam sie gdy plakala poprostu tez odczowalam jej bol i serca mi krwawilo. Tata byl w szoku ze w momencie wydoroslalam i ze jestem tak dobra matka. Przez rok czasu karmilam ja piersia i po porodzie zucilam dla niej papierosy. Teraz zaluje ze nie zrobilam tego wczesniej ,bo urodzilaby sie wieksza. Teraz mam czworke dzieci, i moge z duma powiedziec ze jestem najszczesliwsza matka i dzieci to jedyna rzecz ktora mi sie w zyciu tak wspaniale udala. Bardzo chcialabym jeszcze piatego bobaska ale to narazie nie mozliwe. Pisze Ci o sobie bo z wlasnego doswiadczenia wiem ze ciaza zmienia ludzi i gdy malenstwo przychodzi na swiat nie trzeba sie go bac wystarczy je kochac i z miloscia podchodzic do karzdej czynnosci wykonywanej przy nim .Pozdrawiam Ife.
_________________
Ife
 
 
     
krasnobar 

Imię małżonka/i: :)
Jestem: kawalerem
Dołączył: 25 Sie 2012
Posty: 354
Wysłany: 2013-01-03, 18:53   

milunia napisał/a:
C Glosu sumienia nie wolno ignorowac, bo to odpowiedzialność za zycie tego dziecka.


a co mówi Ci, Miluniu, sumienie, jeśli chodzi o męża? czy Ty go kochasz?
bo wiesz, zawsze myślałem, tak mi wpajano, że naszą wiarę, zaangażowanie chrześcijańskie najwyraźniej widac w relacjach z innymi ludźmi, a nie w samym celebrowaniu modlitw, mszy, rekolekcji. wszystko jest ważne i rozwój duchowy i codzienne życie z innymi ludźmi, inaczej to jest jakaś okropna hipokryzja i choć tego nie wiem, bo nie rozmawiałem z Bogiem ;) , to wiele mi mówi, że to z działań i czynów wobec ludzi będziemy rozliczani najbardziej. wskazuje na to przykazanie miłości, będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego, z całej duszy swojej, z całego serca swego....co Panu Bogu po wspaniale przeżytych rekolekcjach, modlitwach, jeśli odkładając różaniec i prostując nogi z klęczek wracamy do życia,w którym ranimy czy krzwydzimy innych....być może swoją decyzją skrzywdziłaś samą siebie, skoro teraz masz rozterki i cierpisz, ale nie żyjesz na pustyni, jest jeszcze mąż, który nie rozumie tego, co się dzieje i należy mu się wyjaśnienie sytuacji i jej naprostowanie...wszystko nie musi tak strasznie wyglądać....terapia może pomóc Ci ustawić na właściwe ścieżki Twoje uczucia, emocje, spojrzenie na macierzyństwo i może będziesz mogła cieszyć się wraz z mężem Waszą bliskością i macierzyństwem tak samo.....a moze jednak okaze się, że nie nadajesz się do życia w małżeństwie i macierzyństwo nie jest Ci pisane, wtedy tym bardziej trzeba wyjaśnić sytuację i rozwikłać sprawę z osobami, które znają się na prawie kanonicznym...bezczynność i przeczekiwanie jest najgorszą opcją z możliwych moim zdaniem. a sama nie masz na tyle dystansu, by to ocenić, pomóż sobie i zwróć się do specjalisty.......
 
     
milunia 

Dołączyła: 20 Gru 2012
Posty: 23
Wysłany: 2013-01-03, 20:37   

[quote="krasnobar"]

a co mówi Ci, Miluniu, sumienie, jeśli chodzi o męża? czy Ty go kochasz?[/qoute]
Sumienie mi mowi ze rozumna milosc to nie spelnianie kazdego zyczenia meza, to uswiadamianie mu ze nie jestem tylko do lozka, ale potrzebuje z nim budowac wiez takze na innych plaszczyznach, wzbudzac odpowiedzialnosc w nim za rodzine.
krasnobar napisał/a:
.a moze jednak okaze się, że nie nadajesz się do życia w małżeństwie i macierzyństwo nie jest Ci pisane, wtedy tym bardziej trzeba wyjaśnić sytuację i rozwikłać sprawę z osobami, które znają się na prawie kanonicznym...bezczynność i przeczekiwanie jest najgorszą opcją z możliwych moim zdaniem. a sama nie masz na tyle dystansu, by to ocenić, pomóż sobie i zwróć się do specjalisty.......

Uwazam ze to szatanskie bo jakims czasie trwania malzenstwa, gdy budzi sie przeswiadczenie ze do malzenstwa sie nie nadaje i macierzynstwo nie jest pisane stwierdzac niewaznosc tego malzenstwa, to szatanskie uzalezniac waznosc malzenstwa od wypelnienia przepisów Prawa. Tym bardziej ze przed slubem mowilam Kosciolowi o tej trudnosci, przedstwialam watpliwosci, pytalam czy malzenstwo moze zostac zawarte, Kościół do ślubu dopuscil i małżeństwa nie zabronił, choć dluzej o tym ze mna porozmawione. To nieuczciwe wobec mnie postepowanie ze gdy nie wyjdzie stwierdzic niewazność malzenstwa, gdy uczciwie pytalam przed slubem i wtedy nalezalo to zrobic. Teraz mam poczucie skrzywdzenia, ze zniszczylam sobie życie.
A udalam sie pare dni temu do sadu biskupiego po porade, mowiac ze czuje przeslanki ze malzenstwo moze byc niewaznie zawarte, nie chce tego, i co mam zrobic by usunac ta przyczyne. Co mi powiedziano: malzentstwo w domnianiu jest wazne dopoki sad biskupi nie stwierdzi inaczej, czego ja tak wlasciwie oczekuje od tej instytucji skoro tu po rozpadzie zwiazku sakramantalnego stwierdza sie jego waznośc lub tez niewazność. Czy wiec to znaczy ze bezczynnie mam czekac na rozpad tego zwiazku zamiast starac sie usunac przyczyne? Dlatego tez to ze Kosciół pozostawil furtke w postaci stwierdzenia małżeństwa za niewaznie zawarte, uwazam za szatanstwo, bo ewentualna niezdolnosc do malzenstwa nalezalo rozeznac przed slubem , a nie po zaistnieniu skutku,
 
     
krasnobar 

Imię małżonka/i: :)
Jestem: kawalerem
Dołączył: 25 Sie 2012
Posty: 354
Wysłany: 2013-01-03, 22:39   

milunia napisał/a:
Uwazam ze to szatanskie bo jakims czasie trwania malzenstwa, gdy budzi sie przeswiadczenie ze do malzenstwa sie nie nadaje i macierzynstwo nie jest pisane stwierdzac niewaznosc tego malzenstwa,


milunia napisał/a:
Tym bardziej ze przed slubem mowilam Kosciolowi o tej trudnosci, przedstwialam watpliwosci, pytalam czy malzenstwo moze zostac zawarte, Kościół do ślubu dopuscil i małżeństwa nie zabronił, choć dluzej o tym ze mna porozmawione.


zaczynasz się plątać. raz piszesz, że po jakimś czasie trwania małżeństwa budzi się przeświadczenie o tym, że do małżeństwa się nie nadajesz, a potem, że miałaś już te wątpliwości przed ślubem.... to jak w końcu było?
ważne jest też, czy mąż miał wyraźnie powiedziane (pisałaś, że nie miał), że nie chcesz mieć dzieci i nie chcesz być matką. tu już nie chodzi o Ciebie i twoje rozterki, w takiej sytuacji to Twój mąż jest oszukany i ma prawo wnieść do sądu biskupiego wniosek o stwierdzenie nieważności małżeństwa.....
ciągle myślisz tylko o sobie, że Ty masz życie zmarnowane, a co z Twoim mężem?
co to znaczy: mówiłam Kościołowi. co masz na myśli? Kościół to my wszyscy. komu mówiłaś, konkretnie. mówiłaś to księdzu, który udzielał Wam ślubu? czy ten konkretny ksiądz miał wiedzę na ten temat, że nie chcesz być matką i masz lęki przed macierzyństwem?

milunia napisał/a:
Dlatego tez to ze Kosciół pozostawil furtke w postaci stwierdzenia małżeństwa za niewaznie zawarte, uwazam za szatanstwo, bo ewentualna niezdolnosc do malzenstwa nalezalo rozeznac przed slubem , a nie po zaistnieniu skutku,


teraz już nawet Kościół jest szatański?...Milunia, opamiętaj się............

[ Dodano: 2013-01-03, 22:44 ]
milunia napisał/a:
Sumienie mi mowi ze rozumna milosc to nie spelnianie kazdego zyczenia meza, to uswiadamianie mu ze nie jestem tylko do lozka, ale potrzebuje z nim budowac wiez takze na innych plaszczyznach, wzbudzac odpowiedzialnosc w nim za rodzine.


zauważ, jaką masz definicję miłości. miłość do męża to zaspokajanie TWOICH oczekiwań, uświadamianie mu czegoś, wskazywanie potrzeb, wzbudzanie odpowiedzialności itd....a ja myślałem, że miłość to dawanie, troska, chęć uszczęśliwienia tej drugiej osoby. Milunia, pięknie przedstawiłaś miłość, ale do samej siebie......
wiem, czemu przeraża Cię tak ta wizja, że małżeństwo może być nieważnie zawarte. z tego samego powodu czujesz strach, jak i z takiego samego powodu wyszłaś za mąż....strach przed samotnością....wyszłaś więc za mąż, sądząc, że społecznie się Twój status zmieni, ale Ty sama w swoim życiu niczego zmieniać nie będziesz i życie męża przyporządkujesz do swojej "singlowskiej" wizji.....jakbyś chciała być blisko Boga, tak naprawdę, zrobiłabyś wszystko, by sprawdzić, czy małżeństwo było ważnie zawarte....a ponieważ boisz się, że taka może być prawda i znowu zostaniesz sama, wolisz żyć tak jak teraz, demonstrując swoje poglądy na macierzyństwo i dostosowując je do wybranych przez siebie przykazań, do tych, któe akurat Ci pasują.....resztę nazywając szataństwem...
 
     
milunia 

Dołączyła: 20 Gru 2012
Posty: 23
Wysłany: 2013-01-04, 01:25   

To nie bylo tak, że nie chciałam być matką, bo blokada przed ciążą przyszła po ślubie, na skutek narosłych trudności. Było tak przed ślubem, że mialam problem taki odnośnie obawy i lęku przed współżyciem, że będzie dla mnie cierpieniem i będzie wiązał się z ryzykiem nieplanowanego poczęcia nawet przy stosowaniu metod naturalnych, stad co do ostatnich dni przed slubem wahałam sie. Na parę miesiecy przed slubem, okolo 9 miesiecy wiec czasu bylo duzo powiedzialam ksiedzu ze mam taki problem i czy moze być małżeństwo zawarte sprzeciwu nie bylo. Ale wątpliwości narastały, czas slubu sie zbliżał wiec konsultowalam to z innymi ksiezmi, czy z psychologiem w poradni rodzinnej, ostatnio na 2,5 tygodni przed slubem z ksiedzem, ktory mnie uspokajal. Narzeczonemu przed slubem mówiłam o tym problemie, to go nie zniechęciło, bo jeszcze bardziej mnie pragnął bo bylam dziewicą, więc wzrasta w facecie chętka na świeży, niedoświadczony nabytek.
Choć moja samotność była twórcza, bo z Bogiem, jakoś potrzebowalam drugiej osoby, dlatego szukałam drugiej połówki, rozeznawałam powołanie ale malzenstwo nie bylo dla mnie jedyną słuszną drogą, rozeznawalam pomiedzy zyciem w pojedynkę z wyboru, załozeniem chrześcijańskiej rodziny a życiem świeckim konsekrowanym. Gdy pojawiła sie ta druga osoba, powstalo zaangażowanie emocjonalna z obu stron ale bardziej z jego. Po jakims czasie pojawily sie zastrzezenia z mojej strony co do tego związku i chciałam go zerwać, działo sie to nawet na 3 miesiace przed ślubem, on jednak walczył o mnie, bo mu zależało i uleglam kontynuując związek. Załuję teraz ze ten krok zrywający narzeczenstwo nie był radykalny, wtedy dopiero odrzucając związek z mężczyzną moglabym świadomie wybrać życie singielki i być w tym wyborze szczęśliwa. Jego przeszłość sprzed znajomości że samotnosc i brak kobiety byly przyczyną bezssensu życia, dla mnie bylo inaczej samotność była twórczym spotkaniem z Bogiem, ludżmi i samą sobą, choć rozeznawałam i szukałam swego miejsca w życiu i Kościele. Gdybym zerwała pozostałabym dalej szcześliwą singielką, tyle dróg rozwoju i osiagania swietosci dla singli w Kościele i ułożyłabym sobie życie sama, natomiast on by sie zalamał ze rzuciła go kobieta, ale bledem bylo z mojej strony zawarcie zwiazku malzeńskiego z litości. Do Kościoła mam pretensje że o problemie mowilam przed slubem gdy był czas na ewentualną rezygnację z małżenstwa, do slubu Kosciół dopuścił pomimo wątpliwości, dlatego to nie fair po jakims czasie trwania malzeństwa stwierdzać nieważnośc bo nie jest sie w stanie wypełnić przepisów Prawa. Mam poczucie pokomplikowania i zniszczenia sobie życie, bo takim jest męczenie sie w nieudanym malzenstwie czy rozpad zwiazku sakramentalnego, czy stwierdzenie niewaznosci ze slubu nie bylo gdy podjelo sie nowa droge zycia. Zdaje sobie sprawe ze pozostajac singielką moglam być szczęśliwa, a tak to zniszczyłam sobie życie.

[ Dodano: 2013-01-04, 04:21 ]
Jeszcze jedno: ja przed ślubem rozeznając czy drogą życia ma być założenie chrześcijańskiej rodziny, chciałam mieć dzieci, by przyjąć to co wiąże sie z tym wyborem, jeśli go dokonam. Trudności przyszły dopiero po ślubie, gdy zaczęłam rozeznawać swoje możliwości. Pierwsza to praca zawodowa, strach przed poczęciem spowodowany tym, ze umowa jest na krótki okres czasu a zeby być samodzielną osobą nalezy zarabiać na swoje zycie, bo upokarzajace jest zdanie na męża i proszenie go o wszystko. Chciałam chwilowo odłożyć poczęcie by nabrać siły, stanąć na własne nogi, zobaczyć jak radzę sobie, w prowadzeniu gospodarstwa domowego i planowaniu wydatków, to dozwolone i wręcz wskazane w katolickiej etyce seksualnej i tak ją zrozumiałam. Wczytałam się w serwisy o ciąży i wczesnym macierzynstwie to spowodowało we mnie odrzucenie, poczucie że nie dam rady znieść tego co zwiazane z ciaza i porodem, ze nie dam rady zajac sie malym dzieckiem, bo moze dojsc do nieszcześliwego wypadku. W końcu blokada przed ciążą przyszła przez posłów Solidarnej Polski, nie dopuszczalam zabicie dziecka gdy będzie chore, ale oni zabrali mi wszelką nadzieję na pragnienia zdrowej, bezproblemowej ciąży i urodzenie zdrowego dziecka. Przed ślubem chodziłam na profilaktyczne badania ginekologiczne pytając czy moj organizm jest przystosowany do urodzenia zdrowego dziecka, rózne cuda mozna robic typu łykać kwas foliowy ale nie wszystko jest zależne od nas.Te problemy mam nadzieję są przejściowe i nabiorę sił by otworzyć się na dziecko. Mimo wszystko żałuję konsekwencji własnych wyborów i decyzji. Załuję że nie umiałam uczciwie przyjrzec sie przesłankom przed ślubem, i stwierdzić małżeństwa nie chcę bo boję się współżycia i nieplanowanego poczęcia, że nie jestem w stanie przyjąć obowiązkow zwiazanych z przyjęciem dziecka. Nie umiałam zrobić tego, bo było zaangażowanie emocjonalne narzeczonego, który o mnie walczył. Załuję że uległam mężczyżnie i oddałam sie jemu w małżeństwie, z tego powodu teraz jest strach, tłumienie bólu w sobie, utrata radości zycia i poczucia własnej wartości. Załuję że składałam deklaracje przed ślubem ze bede chciala miec dzieci, skoro po ślubie doszlam do wniosku ze tego zobowiazania nie jestem w stanie wypełnić i to ciężar nie do udżwignięcie. Na to byl czas przed slubem, zerwac zareczyny i pozostać wolna, a tak po wstapieniu w zwiazek malzenski musze sie męczyć.
 
     
Nirwanna 


Imię małżonka/i: Andrzej
Jestem: po rozwodzie
Staż małżeński: 19
Dołączyła: 29 Paź 2008
Posty: 1870
Skąd: Podlasie
Wysłany: 2013-01-04, 06:23   

milunia napisał/a:
musze sie męczyć.

Nie musisz, a chcesz - to ogromna różnica. Sporo dostałaś już zwrotów na forum. Wygląda na to, że nie skorzystałaś z żadnej z rad czy sugestii, wciąż taplasz się w błotku samo-umęczenia.
Jak Cię czytam to wciąż mi przebija w Twoich postach - ja, ja, ja. Nie mówię już o Twoim mężu. Ale mówię o Bogu - gdzie Twoje choć podstawowe zaufanie Mu? Nie widzę. Wciąż ja, ja, ja...
_________________
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II
 
     
krasnobar 

Imię małżonka/i: :)
Jestem: kawalerem
Dołączył: 25 Sie 2012
Posty: 354
Wysłany: 2013-01-04, 06:43   

milunia napisał/a:
Było tak przed ślubem, że mialam problem taki odnośnie obawy i lęku przed współżyciem, że będzie dla mnie cierpieniem


analizowałaś dlaczego? choćby z tego powodu konieczna byłaby wizyta u psychiatry, a najlepiej u psychiatry seksuologa.

milunia napisał/a:
Wczytałam się w serwisy o ciąży i wczesnym macierzynstwie


Milunia, czy Ty aby na pewno dobrze rozumiesz niektóre pojęcia? tzw. wczesne macierzyństwo nie dotyczy już Ciebie od przynajmniej osiemnastu lat... wczesne macierzyństwo dotyka nastolatek, macierzyństwo po trzydziestce to bardzo późne macierzyństwo.

milunia napisał/a:
W końcu blokada przed ciążą przyszła przez posłów Solidarnej Polski, nie dopuszczalam zabicie dziecka gdy będzie chore, ale oni zabrali mi wszelką nadzieję na pragnienia zdrowej, bezproblemowej ciąży i urodzenie zdrowego dziecka.


przeczytaj to zdanie sobie jeszcze raz.
jacyś ludzie, których osobiście nie znasz i których wypowiedzi w całości nie byłaś w stanie znać, bo zawsze cytuje się tylko to, co chce przekazać dane medium - jacyś politycy zabrali Ci nadzieję na pragnienie zdrowej i bezproblemowej ciąży i urodzenie zdrowego dziecka. w jaki sposób? jakim cudem? przyszli do Twojego domu, kazali podpisac jakiś dokument? rozmawiałaś z nimi? czy masz na myśli in vitro? to byłaś dziewicą, za sobą nie masz żadnych doświadczeń z trudnością zajścia w ciążę i już planowałaś sobie in vitro?
wymyślasz już naprawdę cuda niewidy, by tylko ukryć swoje szczere zdanie na temat macierzyństwa....zapomniałaś, że napisałaś nam już tyle rzeczy na temat macierzyństwa, że nic się nie trzyma całości. napisałaś nam już:
1. rodzenie dzieci to strata czasu
2. rodzenie dzieci to znak poddania się mężowi i zniewolenie kobiety
3. chcesz być matką, chcesz urodzić dziecko, ale boisz się, czy będzie zdrowe
4. chcesz urodzić dziecko, ale przeszkadza Ci sytuacja materialna
5. chcesz urodzić dziecko, ale nie teraz
6. małżeństwo to męczarnia, strumień upokorzeń i cierpienia
7. bycie singlem jest cudowne, wolność
8. nie bałaś się samotności, bo spędzałaś cudowne życie z Bogiem, ale wyszłaś za mąż

wszyscy winni Twojej sytuacji. mąż, bo chce mieć dziecko, czy on zgłupiał? tak wcześnie dziecko? jeszcze przecież nie skończyłaś 40 lat! :mrgreen: politycy też są winni, bo coś tam coś tam, Kościół winien, ksiądz i psycholog winien. internet winien, bo naczytałaś się o cierpieniach związanych z ciążą. rząd też winien, bo nie masz stabilnej pracy. ale wszystko to i tak wiesz dobrze, że jest pic na wodę, prawda? napisałaś, że dzieci to strata czasu. i stań w prawdzie o tym, nie rób proszę z siebie niewinneego dziewczątka, które źli ludzie z mężem i politykami na czele wcisnęli w złe okowy małżeństwa.
jeśli boisz się współżycia, to siłą rzeczy nie jesteś w stanie wypełnić obowiązków małżeńskich, a to jest ważny powód do stwierdzenia nieważności małżeństwa....moje małżeństwo było nieważnie zawarte według sądu biskupiego, chociaż już na świecie była nasza córka. ;) Twój przypadek jest jasny i klarowny, ale oczywiście tylko sąd biskupi może to orzec.

milunia napisał/a:
Mam poczucie pokomplikowania i zniszczenia sobie życie, bo takim jest męczenie sie w nieudanym malzenstwie czy rozpad zwiazku sakramentalnego, czy stwierdzenie niewaznosci ze slubu nie bylo gdy podjelo sie nowa droge zycia. Zdaje sobie sprawe ze pozostajac singielką moglam być szczęśliwa, a tak to zniszczyłam sobie życie.


celowo unikasz konfrontacji z tym, że nie jesteś sama w tym wszystkim i jest jeszcze Twój mąż, którego potraktowałaś instrumentalnie? czy chociaż przez minutę pomyślałaś o nim, co czuje, jak wyobraża sobie swoje przyszłe życie? piszesz, że nie chciałaś z nim zrywać, bo było Ci go żal. już Ci przeszło? bo może jednak było tak, że cel (małżeństwo) został osiągnięty.
nie musisz się jak to określasz "męczyć". sama sobie to wmawiasz. to Twój wybór, co dalej zrobisz. na tym skończę swoje wypowiedzi, życząc Ci spotkania na drodze jakiegoś autorytetu, który podpowie Ci, co możesz zrobić... co na to Twoja rodzina? przyjaciółka? masz kogoś bliskiego, z kim mogłabyś porozmawiać o tym w życiu realnym? ponawiam też propozycję udania się na terapię.
 
     
milunia 

Dołączyła: 20 Gru 2012
Posty: 23
Wysłany: 2013-01-04, 17:27   

Jeśli chodzi o męża to on chyba potrzebował kobiety by uwolnić się od bezsensu życia ale czy to mialo odbyc sie kosztem zniszczenia mojego życia? Naprawde nie nalezalo wychodzic za maz z litosci skoro czulam ze to nie gwarantuje trwalosci zwiazku. Ja tez mam swoje zycie, on by zalamal sie przy rozstaniu, ale moze przez to opamietal by sie i zmobilizowal do poszukania sobie innej.
krasnobar pod pojeciem wczesnego macierzynstwa rozumiem opieke nad niemowleciem. A przed slubem szukalam pomocy u seksuologa odnosnie leku przed wspolzyciem, bylam nawet z narzeczonym na wizycie by byl swiadomy problemu i o tym takze powiedzialam ksiedzu spisujacym protokol. Postawilam wiec sprawe uczciwie, ale wciaz mam poczucie skrzywdzenia, bo dosc dlugo przed slubem pytalam jakiegos ksiedza ze mam taki problem, czy nie jest przeszkoda do zawarcia malzenstwa, wyczulam jego akceptacje i zgode, moze zignorowanie problemu, w kazdym razie po tej rozmowie zaczely sie przygotowania do slubu, choc niepokoj i watpliwosci wracaly i potem bylo juz za pozno na wycofanie się. On powinien powiedziec mi ze to moze rodzic problemy w malżeństwie, wiec by przemyslec ta decyzje, i zrobic to sama przed Bogiem nie zwracajac uwagi na uczucia i zaangazowanie emocjonalne narzeczonego, bo to ma byc wolna decyzja, w ktorej uczciwie mam to rozeznac. Niestety tak sie nie stalo.
Dlatego bede uwazac, ze na wykrycie ewentualnej przeszkody niezdolnosci do malzenstwa jest czas przed slubem, by moc wtedy zrezygnowac z malzenstwa, a nie po zaistnieniu skutku. To naprawde zniszczenie zycia, gdy ktos zaczyna nowa droge zycia, a gdy nie podola obowiazkom stwierdza sie ze slubu nie bylo.
 
     
krasnobar 

Imię małżonka/i: :)
Jestem: kawalerem
Dołączył: 25 Sie 2012
Posty: 354
Wysłany: 2013-01-04, 19:12   

milunia napisał/a:
A przed slubem szukalam pomocy u seksuologa odnosnie leku przed wspolzyciem, bylam nawet z narzeczonym na wizycie by byl swiadomy problemu


no ale co dalej. znalazłaś tę pomoc? ile było spotkań? co powiedział seksuolog?....
oczywiście nie chodzi mi o szczegóły, bo to nie moja sprawa, tylko chodzi o uświadomienie Tobie, że jakkolwiek się podziało w życiu Twoim, to w dużej mierze sa to efekty Twoich działań lub Twojej bierności. skoro zatem to jednak w dużyms topniu Twoja działka, to do kogo należy naprawienie tego?

milunia napisał/a:
Dlatego bede uwazac, ze na wykrycie ewentualnej przeszkody niezdolnosci do malzenstwa jest czas przed slubem, by moc wtedy zrezygnowac z malzenstwa, a nie po zaistnieniu skutku. To naprawde zniszczenie zycia, gdy ktos zaczyna nowa droge zycia, a gdy nie podola obowiazkom stwierdza sie ze slubu nie bylo.


a tu przepraszam farmazony pleciesz. ;) jak niby można to sprawdzić, zachowując wstrzemięźliwość seksualną przed ślubem? po to jest Sąd Biskupi, by właśnie takie sytuacje rozwiązywać. zniszczeniem życia jest życie w małżeństwie, które było nieważnie zawarte, bo to jest deptanie po Sakramencie Świętym i grzech. po to jest ten sąd biskupi, by właśnie takie sytuacje rozwiązać. aby ślub był ważny, musiały być spełnione wszystkie wymagane warunki, tak ustanowił Kościół, którego jesteś członkiem. jeśli prawdą jest wszystko, co tu piszesz, to nie ma takiej możliwości, by ten ślub był ważny. bo ani tu miłości nie było, ani wolności decyzyjnej, jest zatajona przed małżonkiem całkowicie inna wizja życia.,....... nie ma też dojrzałości do podjęcia obowiązków małżeńskich. masz myślenie małej dziewczynki, naiwne, egoistyczne. podkreślam, to Twoje myślenie jest takie, nie mówię, że Ty taka jesteś..zatem i w dniu ślubu nie mogłaś godnie i szczerze przystąpić do sakramentu małżeństwa....zastanawia Twój opór przed sprawdzeniem tego....i coraz bardziej skłaniam się ku temu, że chcesz społecznie być mężatką, ale małżeństwo Twoje ma być oparte na zasadach życia w pojedynkę. obwiniasz wszystkich wokół za swoją decyzję, podczas gdy to Ty jesteś kowalem swojego losu. byłaś nim w dniu ślubu i jesteś nim teraz. nikt Cię nie zniewala, poza samą Tobą.,,,

"Cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie" (Mt 16,19).

nie wywyższaj się nad Katechizm, bo nie Ty go ustanawiałaś i nie Ty tworzyłaś prawo kanoniczne i nie Ty jesteś władna, by takie kwestie roztrząsać,czy zdolność do małżeństwa można ocenić przed ślubem, czy po, co też Ci powiedzieli w sądzie biskupim. Twoim obowiązkiem, jako katolika jest sprawdzenie, poprzez złożenie odpowiednich dokumentów, czy Twoje małżeństwo było ważnie zawarte. inaczej nie rozumiem, jak chcesz żyć dalej.....i jestem pewien,że nie powiedziałaś księdzu, który udzielał Wam ślubu wyraźnie i dobitnie, że posiadanie dzieci to strata czasu, a także, że uznajesz metodę in vitro. nie wierzę, że jakikolwiek ksiądz mógłby po takich słowach udzielić Sakramentu Małżeństwa. pdczas przysięgi też pada pytanie, czy chcecie powołać na świat potomstwo i wychować je po katolicku - powiedziałaś "nie chcę"?.
 
     
milunia 

Dołączyła: 20 Gru 2012
Posty: 23
Wysłany: 2013-01-04, 20:46   

Zawsze bede uwazala ze czas odpowiedni na rozeznanie jest przed slubem, potem jest decyzja nieodwołalna do konca zycia dlatego z ta mysla idzie sie do slubu zamykajac za soba furtke. A Benedykt XVI zaniepokojony rosnaca liczba stwierdzen niewaznosci malzenstwa zaproponował wydluzenie czasu przygotowania by ta decyzja byla bardziej swiadoma.Prawo kanoniczne wymyślili ludzie i to wymysł ludzki, Jezus wyrażnie powiedział "Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. A dalej w Piśmie Świetym pisze:
10 Rzekli Mu uczniowie: "Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić". 11 Lecz On im odpowiedział: "Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. 12 Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!"
Jesli wiec czlowiek jest niezdatny do malzenstwa to slubu nie bierze, wiec to szatanskie zostawianie furtki do rozejscia sie, gdy cos nie wyjdzie w postaci stwierdzenia niewaznosci malzenstwa. Było pytanie na protokole czy dopuszcza sie mozliwosc rozejscia w wypadku trudnosci i na to odpowiedzielismy ze nie. A z tego co mi wyjasnil w sadzie biskupim gdy malzenstwo sakramentalne sie rozpada i jakas strona uwaza malzenstwo za niewazne wtedy stosuje pismo. Ja powiedzialam ze chce naprawic ten blad jesli tak jest to polecil mi duszpasterstwo rodzin i wskazal na mozliwosc spowiedzi. Powiedzialam ze choc decyzji o malzenstwie zaluje, to ratowac chce sakramentalny zwiazek, wiec odeszlam stamtad ze musze pogodzic sie ze swoim losem.
Co do wizyt u seksuologa teraz ich nie potrzebuje bo i tak nie wiele mi pomogly a trudnosci w zwiazku mamy przezwyciezyc sami.. Choc jest we mnie takie przeswiadczenie ze zaluje ze nie pozostalam w stanie dziewictwa do konca zycia bo to wiaze sie z czystym sercem pragnacym Boga, dobra, piekna a podjecie wspolzycia seksualnego to zycie w nieustannym strachu i ponoszenie roznych bolesnych konsekwencji gdy czuje to sama na sobie ze wtedy czlowiek nie jest juz tak otwarty na piekno duchowe jak wczesniej.
Jeszcze jedno klamstwa piszesz jakobym byla za in vitro. Ja jestem za metodami naturalnymi czyli tzw NPR gdzie wykorzystuja wiedze o ludzkiej plodnosci do zaplanowania poczecia lub odlozenia i jest to akceptowane przez Kosciol. Humanea vitae mowi ze malzonkowie maja prawo jesli sa wazne przyczyny unikac poczecia przez odwolywanie sie do dni nieplodnych. To wlasnie robie rozeznajac by na razie dziecka nie bylo i planujac je w pozniejszym czasie. Rzecz w tym ze to mąż lamie nasze ustalenia z przed slubu co do stosowania tych metod, bo chce miec mnie na kazde wyciagniecie reki, tylko kolo siebie siadziemy a za chwile nie mam ubran. Potrzebna jest jakas kontrola nad tym co sie dzieje, panowanie nad tym, bo czasowa wstrzemiezliwosc jest potrzebna by na chwile usiasc jak dawniej narzeczeni odbudowujac wiez duchowa. I bzdury gadasz jakoby trudnosc w postaci pojawienia sie blokady przed ciaza byla od razu przyczyna stwierdzenia niewaznoasci malzenstwa. Rozne bywaja trudnosci w malzenstwie ale po to by je przelamac a nie od razu biec otworzyc furtke by z tego malzenstwa wyjsc.
 
     
krasnobar 

Imię małżonka/i: :)
Jestem: kawalerem
Dołączył: 25 Sie 2012
Posty: 354
Wysłany: 2013-01-04, 23:12   

nie podajesz żadnych konkretów, lawirujesz wśród pojęć, swoich działań, byłaś tu, pytałaś tam, wspomniałaś temu księdzu, mówiłaś tamtemu księdzu, byłaś u seksuologa z mężem, teraz twierdzisz, że były to wizyty (liczba mnoga) i że niepotrzebne...cały świat wiedział o Twoich problemach i wszyscy się sprzysięgli, żeby Cię zamknąć w upokarzającym kobiety małżeństwie....


milunia napisał/a:
Jeszcze jedno klamstwa piszesz jakobym byla za in vitro.


pisałaś o nadziei zabranej Ci przez posłów Solidarnej Polski na zdrowe dziecko, chyba o tym zapomniałaś, bo jakiej innej kwestii dotyczacej Twojego macierzynstwa na siłę mieliby możliwość się wtrącić owi posłowie? jedynie inv vitro i o aborcji, bo tylko te kwestie są regulowane prawem. więc znowu kolejny wykręt?
i ok, jak już trzymasz się uparcie swojego zdania, to chociaż czytaj to, co sama już napisałaś, bo sama sobie przeczysz. piszesz o odbudowaniu więzi duchowej, a wcześniej pisałaś, że wyszłaś za mąż z litości i tej więzi duchowej nie było.
ustal sobie najpierw jedną, spójną wersję swojego życia, bo tak to wiesz. co nie napiszę, to nie będzie nie tak, bo z każdym argumentem będziesz przedstawiała swoją kolejną wersję.

milunia napisał/a:
I bzdury gadasz jakoby trudnosc w postaci pojawienia sie blokady przed ciaza byla od razu przyczyna stwierdzenia niewaznoasci malzenstwa.


ależ Ty nie masz blokady przed ciążą, tylko masz blokadę przed odpowiedzialnością i zmianą swojego trybu życia, wolnością, życiem singielki, odczuwasz żal za przeszłością, żałujesz decyzji o ślubie. to nie jest blokada przed ciążą tylko cały zespół zaburzeń. do leczenia.
uż zdążyłaś nam wiele napisać, wszystko jest w Twoim wątku,więc proszę Cię, nie ściemniaj, bo Twoje słowa wszystkie tu na tym forum są. i nic się tu kupy nie trzyma.

milunia napisał/a:
Było pytanie na protokole czy dopuszcza sie mozliwosc rozejscia w wypadku trudnosci i na to odpowiedzielismy ze nie.


to nie ma nic wspólnego z tym, że małżeństwo mogło zostać nieważnie zawarte. jeśli małżeństwo było nieważnie zawarte - zatajone coś przed małżonkiem, pod presją, w kłamstwie, w nieczystych zamiarach, bez chęci posiadania dziecka, to tego małżeństwa nie było i nie ma. a rozejście się w przypadku trudności dotyczy małżeństw waznie zawartych.

milunia napisał/a:
Co do wizyt u seksuologa teraz ich nie potrzebuje bo i tak nie wiele mi pomogly a trudnosci w zwiazku mamy przezwyciezyc sami..


ile tych wizyt było? jedna? ;)


Milunia, rób, co chcesz, żyj jak chcesz, nic nam do tego.
powodzenia. :)
 
     
MPola 

Jestem: w trakcie rozwodu
Staż małżeński: 9
Dołączyła: 04 Lip 2011
Posty: 15
Wysłany: 2013-01-05, 00:46   

milunia,
1. z tego co czytam, to świadomie zdecydowałaś się na małżeństwo. Masz świadomość konsekwencji Twojej decyzji i co więcej jesteś zdecydowana podjąć starania, aby wypełniać je jak najlepiej.
Nie jest łatwo :) Jest tego świadomy chyba każdy na tym forum. "Żyli długo i szczęśliwie" jest prawdziwe w ogólnym podsumowaniu, po uszczegółowieniu widać jak wiele codziennych problemów się na to składało. Takie drobne potknięcia w drodze na szczyt. Nie unikniesz ich mimo najlepszego przygotowania.
Jeżeli mimo tych potknięć decyzji nie żałujesz i nie chcesz wracać (np. poprzez unieważnienie małżeństwa, co mi również do przekonania nie trafia), to... życzę szerokiej drogi :)

Z macierzyństwem jest podobnie.
Chyba każdy się boi (ja się bałam:) Nie można idealnie się przygotować, ani żaden moment nie jest wystarczająco doskonały, aby zadecydować o powstaniu nowego życia. Ale to nie Twoje (Wasze) kompetencje :) Wy dajecie tylko możliwość. Co Cię powstrzymuje, aby podjąć decyzję, że dajesz Bogu szansę, aby Cie obdarował i zdać się na Jego wolę?
Kwestie materialne? obawy przed opieką? Inne? - To ludzkie. I ludzie dają radę, jeśli chcą.
Chcesz mieć kiedyś dzieci? To dlaczego nie teraz, kiedyś też znajdzie się "ale" takie same jak teraz.

Ale kwestia decyzji - jeśli czujesz się zmuszana, to normalne, że pojawia się bunt. I złość: na męża, dzieci, polityków, bo to nie TY chcesz.
Przed ślubem tez miałaś wątpliwości, a jednak sama podjęłaś decyzję, ze zostajesz żoną. I teraz pozostajesz jej wierna. Nie zmienia tego również mąż - że jest jaki jest.
Więc jeszcze raz: Co CIĘ powstrzymuje, aby podjąć decyzję, że dajesz Bogu szansę, aby Cie obdarował i zdać się na Jego wolę?

2. A poniżające traktowanie kobiet nie jest dopuszczalne wogóle. Nie ważne, czy przed poczęciem, czy po, bo ciąża i dzieci nie mają z tym nic wspólnego.
Ale czasami trzeba się przed nim bronić, jeśli czujesz się poniżana.
 
     
milunia 

Dołączyła: 20 Gru 2012
Posty: 23
Wysłany: 2013-01-05, 05:30   

Co do nadziei odebranej przez posłów Solidarnej Polski tak po prostu restrykcyjna ustawa antyaborcyjna przy braku razwiazan pomagajcym matkom moze rzeczywiscie wywołać skutki spoleczne ze kobiety beda czuly sie zastraszane i beda baly zachodzic w ciaze i wlasnie to spowodowadowalo u mnie blokade przed ciaza. Nie dlatego ze w tym wypadku by usunaly ale ciaza jawi sie jako zagrozenie postawienia w trudnej sytuacji. Kazdy z politykow ma cos za uszami, ale gdy polska wladza zadeklarowala ze jest za obrona obecnego rozwiazania w wiekszosci wypadkow zakazujacego aborcji to mnie uspokoilo bo sa sily zmierzajace do wprowadzenia aborcji na zyczenie a takiego prawa nie chce. Po prostu trzeba szukac rozwiazania optymalnego i nic nie stanie sie jesli w ustawie zakazujacej aborcji przewidzi sie wyjatki a przy tym rozwinie instrumenty zachęcajace rodzic dzieci.

Co do wiezi duchowej z narzeczonym to owszem byla, ale to nie wystarczajacy powod do zawarcia malzenstwa, bo jesli byly przyczyny nie gwarantujace trwalosci zwiazku do slubu powinno nie dojsc. Wydaje mi sie, ze jesli zaluje konsekwencji swoich wyborow to poczatek brania odpowiedzialnosci za siebie. krasnobar a skoro tak powtarzasz o niewaznosci malzenstwa, takie malzenstwo zawsze mozna uwaznic usuwajac przyczyny. Wciaz jestem przeciwna by pojawienie sie trudnosci w realizacji malzenskiego powolania bylo od razu przeslanka do stwierdzenia niewaznosci malzenstwa
 
     
gogol 
Gabi

Imię małżonka/i: józef
Jestem: w kryzysie małżenskim
Staż małżeński: 38
Dołączyła: 29 Paź 2007
Posty: 6403
Wysłany: 2013-01-06, 21:49   

milunia napisał/a:
Wciaz jestem przeciwna by pojawienie sie trudnosci w realizacji malzenskiego powolania bylo od razu przeslanka do stwierdzenia niewaznosci malzenstwa
- ale u ciebie kogiel-mogiel w poglądach-ja juz nie nadążam ze zrozumieniem,czasami jedna wypowiedż przeczy drugiej i tak naprawdę u ciebie nie wiadomo o co chodzi- wybacz.tylu ludzi ci pisze i daje rady a ty ciągle tkwisz przys swoim.Może tak naprawdę odpowiesz nam tu - dlaczego napisałąś i czego oczekujesz od ludzi tu piszących -dla ciebie :!:
_________________
Gabriela
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group













Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,16 sekundy. Zapytań do SQL: 9