Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
nie wiem...zastanawiam się,jak mogły przeskoczyć ten problem bliskości kobiety zdradzone?
może nam potrzeba więcej czasu?...jak można kochać się z męzem wiedząc,ze był z inną?
Pomyśl sobie, że ten mężczyzna obok ciebie to Twój ślubny mąż, którego na chwilę skradła inna kobieta, której on dał się skraść, ale przecież on ciagle jest Twój...
Może być dobrze, można tą barierę pokonać, tylko nie zdziw się, kiedy nieoczekiwanie... powróci niechęć, a nawet potrzeba separacji. U mnie tak było... Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, że nic już nie jest takie same - również seks... Ale przecież u Ciebie może być inaczej, lepiej i tego Ci życzę.
Imię małżonka/i: Robert
Staż małżeński: 18 Dołączyła: 12 Wrz 2008 Posty: 3564
Wysłany: 2010-01-31, 19:28
róża napisał/a:
Pomyśl sobie, że ten mężczyzna obok ciebie to Twój ślubny mąż, którego na chwilę skradła inna kobieta, której on dał się skraść, ale przecież on ciagle jest Twój...
Wiecie, a ja podczas rozważań po tamtej nauce i jeszcze pewnej rozmowie o udanym powrocie marnotrawnego męża miałam takie skojarzenie.
Kiedy brałam ślub dostałam nieoszlifowany diament. Dziwny kształt, brak połysku, nie umiałam go uszlachetnić, a tu znalazła sie jakaś kobitka, która zmusiła mnie do wysiłku proszenia Boga o umiejetności szlifierza. I jakoś tak sie składa,że Bóg nie dał tej umiejętności, ale ujęty moim bólem Sam wziął w ręce mojego męża i Sam go poddaje obróbce. Kiedy odda go z powrotem w moje dłonie będzie pieknym szlachetnym kamieniem, mnie pozostanie już tylko polerka. Kto wydobędzie piekniejszy szlif nie tracąc karatów? Nigdy nie pragnęłam drogich kamieni, a tu dostanę taki od Boga, a i mnie Bóg kształtuje na piekną oprawę. Razem będziemy stanowić bezcenny klejnot.
A skoro Stwórca tak wiele włozy pracy w obróbkę to i zadba o chemię. Nic na siłę i nie za szybko. Najpierw 100% przebaczenia, zadośćuczynienie, uzdolnienie serca do przyjęcia Daru jakim jest odnowiony współmałżonek i dopiero wtedy...
..."we czci niech będzie małżeństwo i łoże nieskalane".
Co nagle to po diable- mawiały nasze babki. I nie od sypialni rozpoczynamy odbudowywanie małżeństwa. Jeśli wszystko jest prawidłowo i uczciwie przerobione to intymnośc będzie naturalną koleją rzeczy...
Bardzo słusznie, kingo, zdrada jest zbyt wielkim zranieniem, aby mogło być uleczone szybko, bezboleśnie. Tutaj naprawdę "co nagle, to po diable", nie warto śpieszyc się, nie warto łudzić się... Potrzeba czasu i pewnie na pytanie"ile?" można odpowiedzieć sobie dopiero wtedy, kiedy to już stanie się. Może zdarzyć się tak, że to ten, który zdradził będzie wymagał dłuższego leczenia niż zdradzony.
Obserwując własne niepowodzenie, zachęcam do cierpliwości... W końcu lepiej uczyć się na cudzych błędach.
moja przyjaciółka ''turnusowa"(razem jeździmy na turnusy rehabilitacyjne z naszymi dziećmi) już 5 lat czeka na męża zdradzacza,który nie może się przełamać i choć śpi z zoną,jest ogólnie ok-on jest ciągle obok....niej....tylko czasem się przytuli....
podziwiam ją bardzo...to ona wymysla rózne rzeczy,zeby go przełamać i mówi,ze w końcu go złamie....podziwiam! i uczę się cierpliwości....
ech......my kobiety urzekające....:) a faceci nasi tacy dalecy....
nie daj sie nakrecac kolezankom, wiem ze sie wspieracie...ale czy tez ten przyklad nie doluje cie?
_________________ "Myślę ze to nieważne jaki procentowo ma kto udział w kryzysie -czy to 20 czy 70 procent..ważne aby zobaczyć swoją część i szybko podjąć kroki by naprawiać tę "działkę"
doro
Witaj Robiko
Dawno nie pisałaś.
Miałyśmy pisać o tym co dobre, co nam się udaje budować, jak udał się kolejny dzień.
Ja też miałam zły okres więc po prostu nie pisałam. I najśmieszniejsze jest to że tak jak było od świąt bardzo źle, tak nagle po powrocie z nart i ferii jest lepiej. Nie świetnie, znakomicie, cudownie ale po prostu nie jest źle. Tak sie stało chociaż nic się nie wydarzyło. Tak chyba jest że czasem są to stany od nas niezależne. Czasem staramy się ponad miarę i nie ma to znaczenia. Bo zwycięża ból i łzy płyną same. Byłam w górach ze znajomymi, dzieci szalały, panowie starali się zajmować dziećmi na stoku. Było biało i pięknie. A mnie nie chciało się nawet odzywać.
A teraz jest dobrze. Może masz taki zly moment. Może samo musi przejść. Może u Ciebie modlitwa pomoże. Ja sobie odpuściłam. Byłam już zmęczona.
[ Dodano: 2010-02-16, 14:34 ]
Ściskam gorąco. Nie przysłałaś mi danych do 1 %.
Napisz coś dobrego. Może zaskocz męża "Przytul mnie kochanie, potrzebuję tego"
Może on Cię wtedy zaskoczy.
Buziaki
Ewa
Pomagałaś mi Kingo kiedy pisałam o moim kryzysie, o tym że nie potrafię się modlić. Bardzo bym chciała ale nic nie czuję. płakałam z tego powodu i pytałam dlaczego ja nie potrafię. W moich wieczornych modlitwach błagałam "przyjdź Duchu Święty". Z zazdrością słucham ludzi "nawiedzonych" wiarą. Pewnych. Żyjących razem z Bogiem.
Dla nich to oczywiste. Ale Wiara jest łaską. Może ja nie mogę jej dostąpić.
Na rzecz poprawy małżeństwa robię co mogę. Staram się. Zaciskam zęby, odpuszczam temat. Chociaż to było dokładnie rok temu. Mój mąż też się stara i na to co się stało jest między nami dobrze. Właśnie wrócił mój mąż z delegacji musze się nim zająć. Dziękuję że jesteś. Napiszę wieczorem
Z Panem Bogiem
Imię małżonka/i: Robert
Staż małżeński: 18 Dołączyła: 12 Wrz 2008 Posty: 3564
Wysłany: 2010-02-16, 15:02
ewaa,
Myslę,że masz to samo co ja. Długo czułam,że coś jest nie tak, aż wysłuchałam kazań ks. Piotra Pawlukiewicza o sercu. Zrozumiałam,że ja też miałam i jeszcze trochę mam taki problem. Popsute i porozbijane serducho. Dlatego choć czułam siłę modlitwy, wiele spraw stało w miejscu i czułam coś jakby blokadę w sobie.
http://www.kryzys.org/viewtopic.php?t=4537
Nagle wszystko puściłam i poprosiłam "Jezu Ty sie tym zajmij"-zmień moje serce według Twego upodobania.
Uwierzysz, czy nie poczułam wewnątrz siebie jakby mi ktoś stłukł i rozkruszył lodową taflę załozoną na sercu. To było fizyczne doznanie i tak zaskakujące,że gdyby nie zdarzyło sie podczas Eucharystii , pobiegłabym do lekarza zaniepokojona o swój stan zdrowia.
Zrobiło mi się lżej i łatwiej oddychać i skończył sie przymus zamartwiania o wszystko. Teraz czekam aż Bóg w swoim tempie odrestauruje moje wnętrze- nie znaczy to że nie toczę boju o modlitwę. Oj toczę i to czasem takie,że aż czuję w realu jak trudno przebrnąć przez różaniec czy nowennę.
Może poprostu poproś Pana Jezusa, aby uleczył Twoje serce i wtedy relacje na pewno staną sięłatwiejsze.
Poproś niech pokaże Ci problem, który Cie blokuje.
A może poprostu przeżywasz noc duszy- to bardzo trudne ale duchowo ogromnie budujące doświadczenie. Pisała o tym Matka Teresa z Kalkuty. To czas, gdy bliskość Boga nas oślepia tak bardzo,że z pozoru siedzimy w ciemności i nie czujemy wewnętrznie nic. Co jednak dzieje się w duszy i sercu to wie tylko Bóg. Kto przeżyje takie doświadczenie i nie zwątpi podczas jego trwania ten wychodzi z niego silny jak skała. Gdyby to było Twoim udziałem to poptrzeba dobrego przewodnika duchowego i samozaparcia.
ależ kinga2,ewaa nie przepraszajcie....cieszę sie ze u mnie napisałyście
to było mi potrzebne!
Ewaa-wiesz-poczułam się dziś wywołana do tablicy i dziękuję CI za to….to bardzo miłe,ze jest ktoś ,kto pomysli o tobie,zapyta -naprawdę dziękuję..właściwie az ciarki mi przeszły po plecach,bo poczułam jakbyś siedziała obok mnie i widziała co się dzieje u mnie..….
Rzeczywiście-nie piszę –bo za wiele dobrego nie mam do napisania…
Mogę tylko ująć siebie teraz w słowa Kingi:
,, Popsute i porozbijane serducho. Dlatego choć czułam siłę modlitwy, wiele spraw stało w miejscu i czułam coś jakby blokadę w sobie.”
Tak się czuję obecnie i nawet już nie chciałam tu pisać w dziale świadectw….bo choć jesteśmy niby razem…tego razem naprawdę nie ma.
Cały czas proszę-Jezu zajmij się tym,ulecz moje serce,ulecz mojego męza,ulecz nasze dziecko…..
Oddalam się od męza….zostawiam go….niech robi co chce….niedawno powiedział mi wprost-seks-nie!
Znów zabolało bardziej…znów wróciły złe wspomnienia..znów zadziałała wyobraźnia……znów zły mnie dopadł………
Dostałam rady-zostaw to,zostaw go,uwolnij się emocjonalnie od niego…..(dzięki Ci-mój Aniołku )i próbuję to robić….nie wiem,czy dobrze,czy źle….
-nie dzwonię,nie smsuję,nie zaczepiam,nie rozmawiam,śpię raz osobno,raz obok…jak zapyta o coś –odpowiadam…..ale cierpię –cierpię wewnętrznie,bo nie umiem tak żyć-razem,a osobno…nie umiem odseparować się emocjonalnie…choć staram się bardzo….oddaję wszystko BOGU….weź to Boże ,weź ode mnie………….czuję się zablokowana
Dlatego dziś jadąc z pracy wspominałam akurat kogoś ,w kim się zauroczyłam nie tak dawno zresztą i nawet chciałam już do niego napisać dziś…ale wiem ,ze nie mogę…nie powinnam i Wasze wpisy mnie powstrzymały przed tym!
Nie zdradziłam męza fizycznie,ale emocjonalnie byłam daleka…..(już nawet nie wiem,czy o tym pisałam tu kiedyś)
Facet porządny,ja porządna- on nie zdradza,ja nie zdradzam…czułam się przy nim tak bezpiecznie,a jednak ta znajomość była dla nas niebezpieczna…bardzo!!!!Oboje oddaleni od współmałżonków,oboje niechciani,niekochani,niezrozumiani-tyle wspólnego, nadawanie na tych samych falach…..zupełnie inne traktowanie…cóż-zauroczeni byliśmy sobą nawzajem….niesamowite wspomnienia….czułam bliskość dusz…..musieliśmy zakończyć znajomość, choć czasem chce mi się napisać do niego-(kusy dziś np.mi to podpowiadał)
Spotkałam go w czasie,kiedy mój mąż tez już był zauroczony akurat -jeszcze tylko mentalnie,internetowo z panną x,z którą się potem spotykał….
Cóż-oboje z męzem byliśmy daleko od siebie…oboje niemal w tym samym czasie spotkaliśmy kogoś innego….
Dziś myślę,ze tak musiało się stać,bo inaczej chyba bym zwariowała….dziś dzięki temu mi łatwiej też zrozumieć męża….jak się bardzo pogubił….
ja byłam bliska tego samego-naprawdę….nasze problemy tak nas od siebie oddaliły, ze oboje szukaliśmy pocieszenia w kimś innym…nie prowadziło to do niczego dobrego,choć na tę chwilę wydawało się cudowne….
A teraz ….zastój….blokada…..nicość…i pytanie –co dalej?
Nie wiem,co dalej,jak dalej…Boże Ty się tym zajmij….co będzie,to będzie….
Dzięki Kinga za linki do stron Pawlukiewicza o serduchu-zaraz posłucham.
Wczoraj ich szukałam usilnie(bo już je kiedyś gdzieś widziałam)-a dziś same się znalazły w moim wątku niesamowite!
Pozdrówka dla Was kochani!
Ostatnio zmieniony przez robika 2010-02-16, 17:44, w całości zmieniany 1 raz
Imię małżonka/i: Robert
Staż małżeński: 18 Dołączyła: 12 Wrz 2008 Posty: 3564
Wysłany: 2010-02-16, 16:31
robika napisał/a:
Dzięki Kinga za linki do stron Pawlukiewicza o serduchu-zaraz posłucham.
Wczoraj ich szukałam usilnie(bo już je kiedyś gdzieś widziałam)-a dziś same się znalazły w moim wątku niesamowite
Dostalam Robiko Twojego maila 1 %. Miesiąc temu napisałaś tylko że przyślesz dane po powrocie z turnusu. Twoj synek ma na imię tak samo jak mój mąż. Ładnie - mały Pawełek. Napisz coś o nim. Może przydalaby Ci się reklama 1% na forum. Wiele osób zastanawia sie gdzie przekazać. My w zeszłym roku przekazywaliśmy Annie Dymnej ale chyba lepiej komuś bliskiemu.
Pisałaś o Twojej fascynacji obcym mężczyzną. Chyba możesz być z siebie dumna. Nie jest sukcesem nic nie czuć. Sukcesem jest czuć coś i pomimo wszystkiego wybrać dobro. Wygrałaś.
Jak Ci się zachce napisać do niego czy zadzwonić pomyśl sobie jakby bolalo gdyby to robił do jakiejś laseczki Twój mąż. A jeśli wiesz że on coś takiego robi to niech to nie będzie usprawiedliwienie i furtka "to ja też mogę" . Nie chcę się mądrzyć, w dalszym ciągu czasem kiedy podjeżdżam pod firmę męża myślę jak byłoby miło przejechać tą jego .............. samochodem. Ale wiem że to grzech i tego nie zrobię.
Ściskam gorąco
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum