Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Do trzech małżeństw sztuka ?
Autor Wiadomość
basia_priv 

Imię małżonka/i: Jerzy
Jestem: szczęśliwą żoną
Staż małżeński: 43
Dołączyła: 19 Cze 2006
Posty: 50
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2013-09-25, 13:13   

abcd napisał/a:

Powoływanie się na ojca Salija w tej dyskusji i cytowanie go jako "cenionego teologa" to jest tzw. nielojalny chwyt w dyskusji, ponieważ polega na powoływaniu się na autorytet, bez uzasadnienia.


Jak nietrudno zauważyć np. po ilości rozwodów, żyjemy w społeczeństwie przenikniętym mentalnością rozwodową. Rozwód cywilny przez ogromną "letnią" część katolików, myślę, że większą odbierany jest jako KONIEC MAŁŻEŃSTWA i otwiera w ich przekonaniu drogę do zakładania nowego związku. Stąd te często dające się słyszeć nawet od bliskich w rodzinie sugestie w rodzaju: "Jesteś przecież po rozwodzie, a więc wolny, dlaczego sobie nie ułożysz życia z kimś innym?". Na tym przykładzie widać wyraźnie jak wielkim ZGORSZENIEM jest rozwód cywilny - rozwód, który jak mówi Katechizm w p. 2384 "znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest sakrament małżeństwa". Widząc te fatalne skutki rozwodów Kościół katolicki w Polsce, środowiska katolickie w latach 90-tych wielkim staraniem spowodowały wprowadzenie do prawa cywilnego instytucji separacji. A separacja w sytuacjach skrajnych, która tak jak pisze o. prof. Jacek Salij "umożliwia zabezpieczenie m.in. opieki nad dziećmi i obronę majątku nie gorzej niż rozwód – tym zaś różni się od rozwodu, że nie dając małżonkom prawa do związków następnych, ułatwia ich ewentualne pojednanie." W takiej uzasadnionej sytuacji alternatywna pod względem zabezpieczenia separacja NIE GORSZY i nie powoduje konfliktu sumienia tak jak ROZWÓD. Bardzo dobrze, że jest SYCHAR i o. profesor Jacek Salij, którzy w tak jednoznaczny, wyraźny sposób przeciwstawiają się mentalności rozwodowej, banalizacji wielkiego zła jakim jest rozwód. Tak na marginesie, o. Jacek Salij jest wielkim autorytetem w sprawach moralnych, z którym konsultował swoje teksty nasz wielki papież Jan Paweł II. Dziękuję Bogu, że to właśnie takiego teologa jak o. Jacka Salija przysłał na Bóg do obrony świętości małżeństwa.

abcd napisał/a:

I na tym polega miłość. Na wolności, nie na „powinności”.


Jarku, jak dobrze rozumiem czytając Twoje posty usprawiedliwiasz/akceptujesz rozwody w pewnych sytuacjach np. znęcania psychicznego czy przemocy fizycznej ze strony męża. Tak jakby nie było innych środków obrony (legalna w Kościele separacja, policja, sąd, organizacje pomocowe, rodzina, przyjaciele, etc.). Czy w taki sposób mamy też usprawiedliwiać np. aborcję, kradzież, alkoholizm, narkomanię, gdy współmałżonek nas do tego namawia? Czy mamy ulegać złu i kupować mężowi alkohol albo narkotyki, zgadzać się pod naciskiem na aborcję, aby w ten sposób zapewnić sobie „święty spokój”? Czy to jest miłość, mądra miłość,€“ chrześcijańska miłość?
_________________
Wiele rzeczy może nas zadowolić, ale jedynie Miłość może nas uszczęśliwić.
 
     
grzegorz_ 

Dołączył: 08 Lut 2013
Posty: 1141
Wysłany: 2013-09-25, 13:38   

miodzio63 napisał/a:

To o co wkoncu chodzi z tymi rozwodami???
Sprzeciw przeciw czemu???
skoro katolik nie przyjmuje tego co narzucone państwowo.


Myślę, że o to chodzi aby utrudnić małżonkowi/małżonce zalegalizowanie nowego zwiazku, z nadzieja że może to utrudnienie spowoduje, że keidyś wróci.
Ostatnio zmieniony przez grzegorz_ 2013-09-25, 13:58, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
miodzio63
[Usunięty]

Wysłany: 2013-09-25, 13:52   

grzegorz_ napisał/a:
Myślę, że o to chodzi aby utrudnić małżonkowi/małżonce zalegalizowanie nowego zwiazku, a nadziei że może to utrudnienie spowoduje, że keidyś wróci.

Ło matko NA SIŁĘ!!!
i to ma byc miłośc,małżeństwo,udany związek.
Od kilku dni produkujemy sie na forum z Jarkiem(teraz moge oficialnie)
że jeżeli to nie będzie -już pisze ze szczertych chęci(by nie gryzła wolna wola)
to co to jest za dziwactwo???

To jak ja ufam temu Bogu skoro ręcami i nogami sie trzymię-by tylko mnie nie oderwali.
Dla mnie to jest brak zgody na fakty..brak uznania sytuacji jaka sie wydarzyła..brak akceptacji tego zła jakim jest rozwód i sztucznie wytwarzana nadzieja.
A tyle sie na forum rozpisuje

czekaj........nie ...czekając....
słowa pisane w tą....a w serduchu w drugą............
 
     
grzegorz_ 

Dołączył: 08 Lut 2013
Posty: 1141
Wysłany: 2013-09-25, 14:06   

Miodzio,
Niesłuszna diagnoza?
Te całe rozważania o tym czy rozwód cywilny jest grzechem czy nie , nie mają sensu.
Ktoś kto sprzeciwia sie rozwodowi przecież nie robi tego, ponieważ "to grzech", tylko liczy na powrót męża/żony, na to , że te formalne przeszkody w końcu małżonka zmęczą (albo bardziej jego nową polówkę zmęczą) i nastąpi powrót "syna marnotrawnego"
 
     
miodzio63
[Usunięty]

Wysłany: 2013-09-25, 14:21   

grzegorz_ napisał/a:
Miodzio,
Niesłuszna diagnoza?
Te całe rozważania o tym czy rozwód cywilny jest grzechem czy nie , nie mają sensu.
Ktoś kto sprzeciwia sie rozwodowi przecież nie robi tego, ponieważ "to grzech", tylko liczy na powrót męża/żony, na to , że te formalne przeszkody w końcu małżonka zmęczą (albo bardziej jego nową polówkę zmęczą) i nastąpi powrót "syna marnotrawnego"


No własnie -bardzo udana analiza :mrgreen: :mrgreen:

Tylko zapomina sie o jednym..

SYN MARNOTRAWNY MUSI ZECHCIEC SAM WRÓCIĆ!!!!!
zatem wracamy do punktu wyjścia
NIE UFAMY BOGU???
...i tu na ziemi robimy to po swojemu.
 
     
basia_priv 

Imię małżonka/i: Jerzy
Jestem: szczęśliwą żoną
Staż małżeński: 43
Dołączyła: 19 Cze 2006
Posty: 50
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2013-09-25, 16:10   

Zauważ Miodzio63, że syn marnotrawny nie wracał do ojca jak miał za co hulać, lecz gdy skończyła się kasa i zaczął gnębić go głód. Ale on miał świadomość, że ma gdzie i do kogo wrócić, że ojciec na niego czeka, dlatego nie ze strachem lecz z nadzieją zapragnął powrotu.
A jak może być po rozwodzie, na który zgodziła się druga strona?
Czy małżonek, który zapragnąłby wrócić nie będzie miał obaw a nawet lęku do powrotu mając świadomość, że został odepchnięty, że jego współmałżonkowi „pasowało”, aby zgodzić się na rozwód?
Czy w takiej sytuacji pragnienie na powrót do żony/męża nie tłamsi taka sytuacja?
Czy nie jest ona barierą, która odbiera nadzieję, która małżonkom uniemożliwia realizację powrotu i bycia razem?
Zawsze jest więc nadzieja gdy nie dopuścimy do zerwania więzi.
O te więzi nieustannie powinni się małżonkowie troszczyć, pielęgnować je i o nie dbać. I co by nie było i jakby nie było i w jakiej sytuacji by się nie znajdowali, to taką szczególną troską o te więzi jest modlitwa za swojego współmałżonka.
I to naprawdę działa.
_________________
Wiele rzeczy może nas zadowolić, ale jedynie Miłość może nas uszczęśliwić.
 
     
katalotka72 

Imię małżonka/i: Józef
Jestem: po rozwodzie
Staż małżeński: 23
Dołączyła: 20 Lis 2011
Posty: 4404
Skąd: Wróblowice
Wysłany: 2013-09-25, 16:16   

a ja to widze tak - zupełnie z mojej i tylko mojej strony
maz wdal się w romans, porzucil nas można powiedzieć z dnia na dzień, wypisal się z tramwaju zwanego Rodzina, dokonal wyboru za cala piatke i wbrew pozostałej czwórce, czuje, ze nie mogę w Sadzie przyklepać mu i usmiechac się szczesliwa jak to mu dobrze zrobiłam, jak to fajnie jest, jak to go kocham i pozwalam na to co nam zrobil
otoz mowie stanowcze NIEEEEEEEE !!!!!!!!!!! nie zgadzam się na to co zrobil i robi, nie zgadzam się na krzywdę, która trwa, tyle mogę i tyle robie, nie interesuje mnie co on czuje i jak to widzi (mogę się tylko domyslac chociaż nie mam takiej potrzeby), ja chce być w zgodzie z sama sobą, z tym w jakim momencie mnie zdradzil, nie jestem choragiewka na wietrze i dla mnie jest dalej 18.06.2011.........
_________________
oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci....
 
 
     
kenya 

Dołączyła: 28 Gru 2012
Posty: 405
Wysłany: 2013-09-25, 16:45   

katalotka pisze:
Cytat:
otoz mowie stanowcze NIEEEEEEEE !!!!!!!!!!! nie zgadzam się na to co zrobil i robi, nie zgadzam się na krzywdę, która trwa, tyle mogę i tyle robie, nie interesuje mnie co on czuje i jak to widzi (mogę się tylko domyslac chociaż nie mam takiej potrzeby), ja chce być w zgodzie z sama sobą, z tym w jakim momencie mnie zdradzil, nie jestem choragiewka na wietrze i dla mnie jest dalej 18.06.2011.........


Nieśmiało się wtrącę.
Zastanawiam się na SENSEM niezgody na to co się już stało i nijak zgłebić tej niezgody nie mogę.
Tak samo jak trwania z uporem przy dacie 18.06.2011 r, podczas gdy jest już wrzesień 2013 r.
Czy z faktami można się nie zgadzać w ogóle?

To tak jakby owego pamiętnego dnia, przeszedł huragan, zerwał dach z mojego domu, a ja bym dalej stała i mówiła NIE ZGADZAM się na to co się stało.
Stało się i już, niczyja niezgoda nie zmieni przeszłości. Szkoda, że niezgoda na przeszłość tak dalece wkrada się do teraźniejszości, że pozbawia ją należnego jej szacunku.
_________________
"Nie jesteśmy ludzkimi istotami, odbywającymi duchową podróż. Jesteśmy istotami duchowymi, odbywającymi ludzką podróż"

Teilhard de Chardin
 
     
katalotka72 

Imię małżonka/i: Józef
Jestem: po rozwodzie
Staż małżeński: 23
Dołączyła: 20 Lis 2011
Posty: 4404
Skąd: Wróblowice
Wysłany: 2013-09-25, 16:52   

trwam przy dacie "z uporem" bo ja się nie zmieniłam PRZED ani PO, ja jestem dalej ta sama osoba i jak wtedy nie jest dla mnie zadnym "widzimisię" moje malzenstwo i rodzina

sens w niezgodzie na ZLO jest zawsze, tak jak przed laty nie w glowe mi było cudzołóstwo i zdrada tak obecnie jest to dla mnie obrzydliwe i nie do przyjęcia, kocham mojego meza i nie zgadzam się na ZLO, które robi
odpowiadam za siebie, swoje decyzje i mam rowniez prawo być konsekwentna kolejne 22 lata jak bylam do tej pory, mam również prawo GLOSNO o tym mowic - i to robie.............

a robie to w TERAZNIEJSZOSCI nie rozpamietujac przeszlosci
_________________
oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci....
 
 
     
miodzio63
[Usunięty]

Wysłany: 2013-09-25, 17:01   

basia_priv napisał/a:
Zauważ Miodzio63, że syn marnotrawny nie wracał do ojca jak miał za co hulać, lecz gdy skończyła się kasa i zaczął gnębić go głód. Ale on miał świadomość, że ma gdzie i do kogo wrócić, że ojciec na niego czeka, dlatego nie ze strachem lecz z nadzieją zapragnął powrotu.
A jak może być po rozwodzie, na który zgodziła się druga strona?
Czy małżonek, który zapragnąłby wrócić nie będzie miał obaw a nawet lęku do powrotu mając świadomość, że został odepchnięty, że jego współmałżonkowi „pasowało”, aby zgodzić się na rozwód?
Czy w takiej sytuacji pragnienie na powrót do żony/męża nie tłamsi taka sytuacja?
Czy nie jest ona barierą, która odbiera nadzieję, która małżonkom uniemożliwia realizację powrotu i bycia razem?
Zawsze jest więc nadzieja gdy nie dopuścimy do zerwania więzi.
O te więzi nieustannie powinni się małżonkowie troszczyć, pielęgnować je i o nie dbać. I co by nie było i jakby nie było i w jakiej sytuacji by się nie znajdowali, to taką szczególną troską o te więzi jest modlitwa za swojego współmałżonka.
I to naprawdę działa.


Basiu zgoda -masz wiele racji w tym co piszesz.
Chos przyznam ucziwie na każdym etepie człowieka różnie to wygląda.
Wezmy sytuacje rozwodu???
Czy grzegorz nie ma troche racji??
dla mnie ma wystarczy poczytac iles tam postów na forum -by dojśc do prostych wniosków.
Poczatkowa faza (zreszta większości z tego forum)
to szok,to problem z utata drugiej połowy ,to nagłe problemy w byciu samym/samej,to krzywda,skaleczenie itd.
Zatem czy działania na NIE dla rozwodu nie mają takiej przyczyny i podłoża??
Fakt z czasem czym dalej-czym emocje opadna zaczyna się w nas lub nie (bo uwierz sa przypadki tkwiące wciąz w miejscu) cos zmieniać.
Piszesz o utrzymywaniu kontaktów -hm,mm
a jak reaguja ludzie z tego forum chocby na propozycje zośtańmy przyjaciólmi??
w bardzo wielu przypadkach to niemozliwe,ba nawet więcej
albo ONA/ON..albo JA
Teraz dalej :
gdy dochodzi do punktu kulminacyjnego -to zazwyczaj odchodzący nie patrza na nas jako broniących sakramentu i ich kochający po to by mieli droge powrotu ,zazwyczaj nie widza w tym wielkiego przesłąnia a zwykła upierdliwośc.
Dalej:
sama kwestia powrotu-nie chce wnikac w jakies procenty i statystyki -ale zawyczaj bywa to tak-
-gdy trawka wcale nie była zieleńsza
-sami zaliczyli jazde po niecheblowanej
-gdy ewentualnie nowe nie okazalo sie lepsze od starego.
Wybacz -ale czytając czy to forum-czy tez inne znikomy jest procent samego uczciwego nawrocenia i naprawde wielkiej miłości do porzuconego wspólmałżonka.
Zatem dokładnie wygląda to jak w przypadku syna marnotrawnego
nie mam co ze sobą zrobic wracam na stare smieci.
Basiu więżi tak czy siak zostaja zerwane,tu nie trzeba się zastanawiac nad tym co było(zerwane) jedynie nad tym czy będe potrafił nawiążac nowe więzi z moim współmałzonkiem
(a ten etap jest bardzo trudny).
Co do modlitwy??
tu się zgadzam modlimy się tak samo jak za siebie,dzieci,rodzine ,znajomych i nawet obcych ludzi.
Bo tak maja katolicy-kazdy blizni jest bliski sercu.
I kończąc :
To jest naprawde mało istotne czy w trudnej chwili zgodzimy sie -czy nie zgodzimy sie na rozwód.
Ważne jest jak szybko przyjmiemy ten fakt co sie stało,pogodzimy się z tym faktem
i sam rozwód -a tym bardziej to słowo rozwód nie będzie nam belka w oku.
bo mam wrażenie że....
zamienia się w nas cos takiego:
poniewaz samo doznanie związane z rozwodem jest porównywalne przez psychologów to śmierci ukochanego-będąc katolikami i w mysl kkk mamy kochać blizniego (patrz wspólmałzonka)
a także będąc wiernym przykazaniom i sakramentowi,z czasem nie dopatrujemy się winy we wspólmałzonku ,bo przeciez warunkiem pojednania związanego z powrotem jest
WYBACZENIE.
A wybaczenie (wiadomo)nie jest łatwe
-mimo lat i wielu ćwiczen w człowieku to zawsze siedzi,znam nawet w mojej rodzinie przypadki gdzie po 30 latach -coś się wypomina.
A skoro to w nas az tak sie gryzie :
co mamy zrobic??

własnie- najłatwiej przekierowac to na coś co jest obojętne.
I tu może byc az taka eskalacja złości na ROZWÓD.
Winny musi byc(natura ludzka).

[ Dodano: 2013-09-25, 17:04 ]
kenya napisał/a:
Zastanawiam się na SENSEM niezgody na to co się już stało i nijak zgłebić tej niezgody nie mogę.
Tak samo jak trwania z uporem przy dacie 18.06.2011 r, podczas gdy jest już wrzesień 2013 r.
Czy z faktami można się nie zgadzać w ogóle?

Dokładnie to co napisała kenya-choc uzyte w odpowiedzi do KATALOTKI

pewne NIE przeciw czemus to własnie wieczne tkwienie w procesie jaki nie moge przejść.
Bo jak nie patrzec nic z nadzieji w moim zyciu sie nie przemieniło.
A cel jak wciąż odległy tak dalej odległy
 
     
kenya 

Dołączyła: 28 Gru 2012
Posty: 405
Wysłany: 2013-09-25, 17:50   

[quote]trwam przy dacie "z uporem" bo ja się nie zmieniłam PRZED ani PO, ja jestem dalej ta sama osoba i jak wtedy nie jest dla mnie zadnym "widzimisię" moje malzenstwo i rodzina

- Twojej postawy nikt nie neguje katalotko, lecz nie jest ona jednak przedmiotem rozważań.

Cytat:
sens w niezgodzie na ZLO jest zawsze,


To, że coś się nam nie podoba, że mamy inne morale nijak się ma jednak do mówienia NIE temu, co faktem się JUŻ stało. Przeszłości nie da się zmienić, to dla mnie oczywiste.
To tak jakbyśmy chcieli zanegować przeszłość z wszystkim co jest jej przyporządkowane.
To jakiś rodzaj wyparcia w moim odczuciu.

Cytat:
odpowiadam za siebie, swoje decyzje i mam rowniez prawo być konsekwentna kolejne 22 lata jak bylam do tej pory, mam również prawo GLOSNO o tym mowic - i to robie.............


Jak najbardziej masz prawo.
Na tym polega wolność, która bywa że, w niewolę się zamienia za sprawą konsekwencji naszych wyborów.
Pewnie niewierni także znajdą wiele powodów by uznano ich prawo do podejmowania decyzji i ponoszenia konsekwencji wynikających z tychże decyzji.

Cytat:
a robie to w TERAZNIEJSZOSCI nie rozpamietujac przeszlosci


Obawiam się, że trwanie z uporem przy wspomnianej dacie jest jednak dowodem na rozpamiętywanie przeszłości i jej wpływ na teraźniejszość.
Tak samo jak, bez względu na towarzyszące okoliczności, zdecydowane NIE w kwestii rozwodów cywilnych bywa znacznie częściej metodą represji wobec tych których się chce wszelkimi argumentami zatrzymać niż aktem pogodzenia się z tym na co wpływu się nie ma.
Takie nastawienie jednak siłą wtrąca do mentalnego więzienia tych, którzy swoje bezwzględne NIE uznali za cnotę.
Ale to już tylko moja skromna, osobista opinia.
_________________
"Nie jesteśmy ludzkimi istotami, odbywającymi duchową podróż. Jesteśmy istotami duchowymi, odbywającymi ludzką podróż"

Teilhard de Chardin
 
     
grzegorz_ 

Dołączył: 08 Lut 2013
Posty: 1141
Wysłany: 2013-09-25, 18:33   

Tkwienie w przeszłości, uparte nie zgadzanie się na coś co symbolicznie pieczętuje rozstanie (rozwód) nie daje szansy na start w nowe życie i bynajmniej nie musi to być życie z nowym partnerem, ale po prostu odrodzenie, odbicie się od dna.
Tkwienie w przeszłości to także jakby nie przyznanie sie do porażki, a gdy wyprzemy z głowy "porażke" to ja zacząc budować swoją przyszłość od nowa?

Gdzieś już linkowałem, ale zalinkuje jeszcze raz książke
A,Gruna "Porażka, nowa szansa"
http://lubimyczytac.pl/ks...zka-nowa-szansa

(nieofficjalnie powiem, ze jest na chomiku)
 
     
Nirwanna 


Imię małżonka/i: Andrzej
Jestem: po rozwodzie
Staż małżeński: 19
Dołączyła: 29 Paź 2008
Posty: 1500
Skąd: Podlasie

Wysłany: 2013-09-25, 20:04   

Grzegorz, a to "nieoficjalnie" to na zasadzie "Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek"? :roll:
_________________
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II
 
     
abcd 

Dołączył: 05 Wrz 2013
Posty: 51
Wysłany: 2013-09-25, 21:09   

basia_priv napisał/a:
Jarku, jak dobrze rozumiem czytając Twoje posty usprawiedliwiasz/akceptujesz rozwody w pewnych sytuacjach np. znęcania psychicznego czy przemocy fizycznej ze strony męża. Tak jakby nie było innych środków obrony (legalna w Kościele separacja, policja, sąd, organizacje pomocowe, rodzina, przyjaciele, etc.). Czy w taki sposób mamy też usprawiedliwiać np. aborcję, kradzież, alkoholizm, narkomanię, gdy współmałżonek nas do tego namawia? Czy mamy ulegać złu i kupować mężowi alkohol albo narkotyki, zgadzać się pod naciskiem na aborcję, aby w ten sposób zapewnić sobie „święty spokój”? Czy to jest miłość, mądra miłość,€“ chrześcijańska miłość?


Odpowiem w ten sposób:

Ojciec z przypowieści o synu marnotrawnym, jak syn od niego zażądał przypadającej na niego części majątku, dał mu tę część majątku i pozwolił odejść mu wolno. Nie kładł się w drzwiach w pozycji Rejtana i nie darł koszuli pokazując nagi tors, żeby syn nie mógł przejść. Smutno było ojcu. Ale pozwolił synowi jeść jedzenie przeznaczone dla świń w obcym kraju.

Po co w takim razie długa procedura sądowa - żeby małżonek się zmęczył? I wrócił? To jest miłość?

Nie mylmy miłości z manipulacją.

Ojciec z tej przypowieści jest obrazem samego Boga, zatem wiedział, że syn marnotrawny "stoczy się", że przetraci majątek i będzie żył źle. Ale pozwolił mu odejść. Pozwolił mu wziąć odpowiedzialność za własne czyny. Przykład z alkoholem i narkotykami to nie jest to samo. Czym innym jest pozwolenie małżonkowi-alkoholikowi obudzić się we własnych wymiotach, a czym innym jest kupowanie mu alkoholu. Jak żona mężczyzny zechce popełnić aborcję, to jedyne co można zrobić to rozmawiać, tłumaczyć, prosić. Pogrozić organami ścigania. A jak zechce to i tak popełni aborcję.

Bo tak to w życiu jest, jak człowiek chce coś zrobić - czy złego czy chwalebnego - to robi to. Jak ktoś chce zabić drugą osobę, to temu można przeciwdziałać. Na rozwód też można się w sądzie nie zgadzać. Ale nad myślami i wolą drugiej osoby władzy nie mamy. Bo jak współmałżonek mówi: "ja nie chcę", to mu ręki nie wykręcisz, nie zrobisz mu operacji mózgu. Możesz co najwyżej robić trudności, ale władzy nad jego wolną wolą nie masz. I całe szczęście, bo to jest pomysł Pana Boga.

Jak ktoś w życiu zechce coś zrobić - czy złego czy dobrego - to i tak to zrobi. A sposobem Sychara jest uniemożliwianie, żeby to zrobił. A jak już współmałżonkowi się to uda, to drugim sposobem jest wypieranie tego co się stało. Udawanie, że rzeczywistość jest inna niż jest.

Nie ma czegoś takiego jak kryzys w małżeństwie, jeżeli minęło kilka lub kilkanaście lat od rozstania, a współmałżonek żyje gdzie indziej, daleko. "Kryzys" jest wtedy jak są emocje po dwóch stronach, kłótnie, niepewność przyszłości, niemożność porozumienia. A nie wtedy, gdy człowiek nie może pogodzić się z tym, co się stało. Wtedy człowiek ma kryzys - ale tylko z samym sobą.

Już o tym pisałem: rozstanie to taki sam fakt jak ten, że słońce wstaje na wschodzie a zachodzi na zachodzie.

Na Sycharze przypisuje się dużą wagę do tego czy to rozwód czy separacja. To nie ma tak wielkiego znaczenia. Znam przypadek, gdy mężczyzna na początku lat '90 chciał się rozwieść z żoną, bo się związał z inną kobietą, ale nie dostał rozwodu. Odszedł do tamtej kobiety bez rozwodu, mają razem dziecko, córkę w wieku kilkunastu lat. Żyje sobie w drugiej założonej rodzinie, z dala od sakramentalnej żony i ich syna. Niedawno, po około 20 latach od pierwszej próby rozwodu znowu poszedł do sądu i rozwód dostał. Co się zmieniło w rzeczywistości duchowej? Wtedy cudzołożył bez papieru rozwodowego, teraz cudzołoży mając papier rozwodowy. Jaka w tym różnica? Cudzołóstwo zalegalizowane w postaci małżeństwa świeckiego bardziej boli?

A może rozwód to taka instytucja, gdzie dziwnym trafem od momentu wyroku małżonek dostaje zaniku pamięci o sakramencie, o sakramentalnym małżonku i jedynym sposobem uniknięcia tej amnezji jest niedopuszczenie do rozwodu? Że po separacji takiego zaniku pamięci o sakramencie nie będzie miał?

Przestańcie...

A mało jest Sycharków gdzie współmałżonek ma dziecko z kimś innym i nie potrzebował żadnego papieru - czy to rozwodowego, czy separacyjnego czy jakiegokolwiek innego - by sprowadzić to pozamałżeńskie dziecko na świat?
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group










Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,31 sekundy. Zapytań do SQL: 8