Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
9 lat bez meza...
Autor Wiadomość
landis85 

Jestem: w trakcie rozwodu
Dołączyła: 26 Cze 2009
Posty: 1363
Wysłany: 2013-04-06, 14:45   

przysiega sie milosc i wiernosc i pozostanie do konca zycia przy zonie/mezowi ,nie dzieciom
gdzies byl ten temat juz poruszany, moze ktos pamieta i tu przytoczy

[ Dodano: 2013-04-06, 15:48 ]
" Czy w przypadku, kiedy małżeństwo sakramentalne jest bezdzietne, współmałżonek (mąż albo żona) mający nieślubne dziecko ma moralne prawo, ze względu na dobro dziecka, pozostać w związku niesakramentalnym z jego współrodzicem?
Otóż nie ma takiego prawa. Bo nie godzi się osoby, której ślubowało się dozgonną miłość, porzucać tak, jakby była już tylko jakąś niepotrzebną rzeczą."
Jacek Salij OP


tu jest calosc :
http://www.katolik.pl/las...416,cz.html?s=3

[ Dodano: 2013-04-06, 15:56 ]
"Zdarzają się odrodzenia małżeństw, w których małżonkowie sakramentalni powracają do siebie ze związków niesakramentalnych,
w które się uwikłali, w których nawet dziecko zrodzone w niesakramentalnych związkach
nie stanowi przeszkody do pojednania i  odbudowania ich małżeńskiej jedności. Nawet
w  takich szczególnie trudnych przypadkach Bóg, który jest Miłością, wskazuje właściwe
rozwiązanie."
z naszej broszurki :)
 
     
grzegorz_ 

Dołączył: 08 Lut 2013
Posty: 1302
Wysłany: 2013-04-06, 15:55   

Dorota,
wiem ze to brutalne i smutne, ale jesli maz 9 lat zyje z inna kobieta to prawdopodobnie ja kochs i dlatego z nia jest a nie "dla dzieci".
gdy odchodzil to przeciez dzieci nie mial.
 
     
Dorota K. 

Dołączyła: 06 Kwi 2013
Posty: 13
Wysłany: 2013-04-06, 16:09   

Pisalam, ze mowil w sadzie, ze ja kocha, znalazł kobiete z dzieckiem a ze ma dziecko, chyba ze 4 letnie to chyba naturalnie jeśli ma 36 lat. Czy w tym przypadku Bog blogoslawi tamten związek oparty na milosci i dzieciach? Dziekuje za wszystkie wcześniejsze odpowiedzi sa one dla mnie bardzo ważne. Prosze jeszcze, niech ktoś mi odpowie czy Bog blogoslawi takie związki jak przykład mojego meza? I co ze zwiazkami sakramentalnymi rozbitymi? Blagalam go o zotanie i tez chialam mieć dzieci z nim ale widocznie już był zakochany w kobiecie z dzieckiem. Czy Bog blogoslawi tamtem związek teraz? A jak Bog zaopatruje się na nasz rozbity ale sakramentalny związek? Prosze niech ktoś mi odpowie, ze jeśli ktoś powraca ze związku niesakramentalnego majac dziecko do zony lub meza, to to jest w porządku w oczach Boga? Rozumiem, ze dziecko może cierpieć (przez dorosłych) ale tez może się wychowywać wspaniale z taka kobieta i jej rodzina i wyrosnąć na dobrego człowieka, nie zawsze grozi to okaleczeniem na cale zycie. Proszę o odpowiedzina powyższe pytania.
_________________
Dorota
 
     
grzegorz_ 

Dołączył: 08 Lut 2013
Posty: 1302
Wysłany: 2013-04-06, 16:49   

Dorota K. napisał/a:

Prosze niech ktoś mi odpowie, ze jeśli ktoś powraca ze związku niesakramentalnego majac dziecko do zony lub meza, to to jest w porządku w oczach Boga? Rozumiem, ze dziecko może cierpieć (przez dorosłych) ale tez może się wychowywać wspaniale z taka kobieta i jej rodzina i wyrosnąć na dobrego człowieka, nie zawsze grozi to okaleczeniem na cale zycie. Proszę o odpowiedzina powyższe pytania.


Dorota,
Sama napisałaś, że maż jest szczęśliwy w tamtym związku. Po ci Ci rozważać co by było gdyby ?
 
     
Dorota K. 

Dołączyła: 06 Kwi 2013
Posty: 13
Wysłany: 2013-04-06, 17:13   

Nie wiem czy jest szczęśliwy, bo nie mam z nim zadnego kontaktu ale pytanie było czy Bog blogoslawi takie ewentualnie szczęśliwe zwiazki z drugim mezem/zona i dziecmi, Co ze zbawieniem po śmierc jesli tacy ludzie nie przyjmuja Chrystusa w komuniii, co z naszym sakramentem? To sa aktualne rzeczy nie gdybania, naprawdę nie wiem. Jeśli jest szczęśliwy (ale tego nie wiem, możliwe jeśli jest z tamta tyle lat) i ja mam dac sobie spokoj to po co jest ten portal, po co mowa o tym, ze kazde malzenstwo jest do uratowania? Ja naprawdę nie chce nikogo obrazić, bardzo potrzebuje odpowiedzi na te pytania. Jak powiedzialam, od 9 laty dalam temu spokoj, bo nie kontaktowałam się, zylam jak każdy, bardziej lub mniej szczeliwie az w końcu nadszedł ten dzień, ze sprawdziłam co dzieje się w zyciu meza (a noz/widelec. Ten bol jaki znow odczuwam to dowod, ze wciąż go kocha, a jeśli jesteśmy ludzmi wierzący to ja wybieram droge zbawienia , co w tym przypadku znaczy, zycie samemu. Nie jest to latwe ale umiem widzieć piękno i cieszyc każdym tchnieniem tego swiata. Jeśli probowalam zatuszować/zaakceptować, ze tak ma być a uczucia do meza sa wciąż zywe to nie mogę ich się wypierać, bo wlasnie wtedy krzywdzę się najbardziej, robiąc jeszcze gorsze rzeczy. Chyba nadszedł ten moment, bym powiedziała glosno, przed Bogiem, a pezede wszystkim sama sobą, ze go kocham ale jest tak a nie inaczej i wtedy zaakceptować to, moje uczucia do niego i sytuacje a może wtedy nabiorę pokory i troche spokoju. Mecza mnie naprawdę te pytania. Bardzo potrzebuje odpowiedzi, bo po to tu weszłam, szukam... Serdecznie wszystkich pozdrawiam.
_________________
Dorota
 
     
grzegorz_ 

Dołączył: 08 Lut 2013
Posty: 1302
Wysłany: 2013-04-06, 17:25   

Myślę , że w tym stwierdzeniu "Każde małżeństwo jest to uratowania" brakuje dopisku : "o ile obydwie strony tego bardzo chcą i się starają"....
 
     
darox 

Jestem: po rozwodzie
Staż małżeński: 24
Dołączył: 08 Mar 2013
Posty: 692
Wysłany: 2013-04-06, 17:50   

"o ile obydwie strony tego bardzo chcą i się starają"....

Zapomniałeś napisać jeszcze o ty który może tutaj najwięcej, czyli o Bogu.
_________________
Darek
 
     
Dorota K. 

Dołączyła: 06 Kwi 2013
Posty: 13
Wysłany: 2013-04-06, 17:51   

Tak Grzegorzu, tu się zgadzam. To myslenie człowieka a teraz jeśli jesteśmy ludzmi wierzącymi, to ok.mam się z tym faktem pogodzic i chyba moralnym obowiązkiem jest modlic się za wspolmazonka jeśli go kochamy i chcemy jego zbawienia. Mamy się pogodzic z rzecami takimi jakie sa i powierzać w modliwie te sprawę Bogu, czyli zostawić mala nadziej na dnie serca, ze wspolmazonek wroci do sakramentalnego związku? Co jeśli on jest szczsliwy, ma dziecko, mam się modlic, za rozbicie tego? Jeśli nie to daje sobie z tym spokoj, bo to niemoralne w tym przypadku a czy moralne jest nie modlic się za powrot malzonka? Grzegorzu umiesz mi odpowiedzieć, czy Bog blogoslawi takie drugie szczęśliwe związki? a co po śmierci? Ja naprawdę dużo rzeczy potrafie zrozumieć ale tego nie rozumiem. Po ludzku rozmumiem, dac sobie spokoj z nim, zyczyc mu szczęścia a zyczac mu wszystkieg dobrego to znaczy, ze godze się na fakt iż jest w związku niesakramentalnym, zamykam swój rozdzial malzenski w swoim umyśle, tak po ludzku. A czy nie mamy się do końca swoich dni modlic o rozwiązanie pomyślnie tego problemu? Jejku, wlasnie sobie pomyslalm o rozwiązaniu. Czy jeśli ja jestem sama zostaje wierna Bogu i Bog postanawia, ze umieram, to czy on bedac wdowcem i pozostając z nia do końca zycia dostapi zbawienia? Co będzie jeśli to on odejdzie pierwszy bedac w tamtym związku? Temat zbawienia jest tu najistotniejszy, proszę tu wszystkich o odpowiedzi.
_________________
Dorota
 
     
grzegorz_ 

Dołączył: 08 Lut 2013
Posty: 1302
Wysłany: 2013-04-06, 18:05   

Dorota K. napisał/a:
Grzegorzu umiesz mi odpowiedzieć, czy Bog blogoslawi takie drugie szczęśliwe związki? a co po śmierci? Ja naprawdę dużo rzeczy potrafie zrozumieć ale tego nie rozumiem.


Dorota, zadajesz trudne pytania.
Kościół teraz takich ludzi (małżeństwa niesakramentalne) nie odrzuca.
Jest chyba duszpasterstwo takich rodzin.

Ktoś kto odchodzi od męża/żony czyni źle, ale co jeśli mija od tego wydarzenia 5-10 lat?
Co jeśli taka osoba żyje w szczęśliwym związku, dba o swoje dzieci, kocha partnera?
Ma zostawić tych, których kocha i wrócić do osoby, której nie kocha od lat, aby być zbawionym? To trudne tematy...zresztą jak wszytskie na tym forum.
 
     
Tolek52
[Usunięty]

Wysłany: 2013-04-06, 18:16   

Dorota K. napisał/a:
Co ze zbawieniem po śmierc jesli tacy ludzie nie przyjmuja Chrystusa w komuniii, co z naszym sakramentem?
Dorotko tego czy przyjmują Chrystusa w komunii nigdy nie możesz być pewna. Komunia nie oznacza tej kruszyny chleba jaką podaje kapłan ale oznacza zjednoczenie z Chrystusem i można przyjmować ją w sposób duchowy. A co ze bawieniem po śmierci "takich ludzi" i tutaj nie mam pewności czy nie jesteśmy gorsi od nich. Oni popełniają grzech jawny ale czy my nie popełniamy grzechu skrytego w tym samym czasie? Nie wiem i nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.

Pytasz co z waszym sakramentem po prostu strzeż jego jak oka w głowie przed Bogiem odpowiadzasz tylko i wyłącznie za swoją część przysięgi i nie kłopocz się wypełnieniem przysięgi przez męża i w takim wypełnieniu przysięgi powinnaś stać się egoistyczną zołzą. Czy bóg błogosławi im nie wiem ale spójż inaczej na problem. Zobacz na linię potomków Jezusa Chrystusa z jakiej matni wyprowadził największego Człowieka na ziemi, zobacz jakie było pochodzenie Jezusa wywodził się z prostej lini kazirodczej, morderców prostytutek poligamistów i wszelkiego innego grzechu jaki istnieje na tej ziemi (już widzę miny czytających te słowa co za herezje znowuż głosi Tolek :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: ). Nie znamy zamysłu Boga nie wiemy co on robi a co nie robi, wiemy tylko tyle że nas kocha i to powinno nam wystarczyć
Dorota K. napisał/a:
nabiorę pokory i troche spokoju
Pokory już nabrałaś przyznając się otwarcie do błedów a spokój no cóż przychodzi znacznie później lubi bardzo ale to bardzo wlec się w ogonku. :-P
 
     
Dorota K. 

Dołączyła: 06 Kwi 2013
Posty: 13
Wysłany: 2013-04-06, 18:47   

Nie, ja w zyciu nie chce nikogo osadzac, nie mysle kategoriami gorsi, lepsi, bo zdaje sobie sprawę, ze w drugich związkach ludzie sa/mogą być dużo bardziej szlachetnymi ludzmi od pozornej pseudo katolickiej rodzinki. Chodzi tylko, ze sa pewne przykazania Boga, których nie mamy lamac a, ze jesteśmy ludzmi to mamy czas i wolna wole by to naprawiac. W tym przypadku dziwnie mowic o naprawianiu czegos kiedy sa w szczeliwej rodzinie ale co z sakramentem? Wiem,ze sa związki niesakramentalne, sama chciałam do takiego duszpasterstwa nalezec ale cos w srodku m mowi, ze to bez sensu. I tak wiem, ze dobry Bog nie odrzuca nikogo ale daje nam na ziemi czas na nawrócenia wiec swiadomie nie chce brnac w jakiś związek, po to by meczyc się w duszpasterstwie zwiazkow niesakramentalnych albo to co zrobiłam, ze odwrocilam się totalnie od kościoła na wiele lat, to nie dla mnie, do tego moje uczucia do meza. Choc jestem tu krotko ale zdolalalm przeczytać gdzis, ze duszpasterstwo zwiazkow niesakramentalnych nie godzi się, nie toleruje takich zwiazkow ale nie odrzuca, bo zawsze jest szansa na wrocenie z tej drogi. Tak to mniej więcej brzmiało, czy mam racje?
_________________
Dorota
 
     
Nirwanna 


Imię małżonka/i: Andrzej
Jestem: po rozwodzie
Staż małżeński: 19
Dołączyła: 29 Paź 2008
Posty: 1876
Skąd: Podlasie

Wysłany: 2013-04-06, 19:22   

Tolek52 napisał/a:
Nirwanna napisał/a:
Jeśli jesteście sakramentalnym małżeństwem, to tak, bo Bóg wciąż Was widzi razem, jako jedność.
Nirwano a kto udziela ślubu ludziom aby małżeńswo mogło być sakramentalne?


Tolku, nie rozumiem Twojego pytania w tym kontekście? Mój warunek "Jeśli jesteście..." napisałam ze względu na to, że trafiają tu osoby nie będące małżonkami sakramentalnymi, ich sytuacja w tym kontekście jest wszak inna. Przecież nie wiedziałam, jak jest u Doroty.

Dorotko, w zasadzie na wszystkie pytania odpowiada oj. Salij w artykule, który zacytowała landis. I problem polega na tym, że wielu ludzi doradzając Ci (np. z rozwodem, aby przerwać stan zawieszenia) kierowało się lub będzie się kierowało myśleniem stricte ludzkim, realnym do szpiku kości. A my tutaj, wszyscy, powinniśmy myśleć dużo dużo szerzej, a w zasadzie wyżej - w wymiar duchowy wkraczając. Co oznacza, że dla Boga Ty i Twój mąż jesteście małżeństwem i kropka. I Ty masz obowiązek jako żona modlić się za niego. Sytuacja Wasza jest faktycznie skomplikowana, ale to nie oznacza, że nie ma z niej żadnego dobrego wyjścia. Jest - i Bóg je widzi. A modlitwa w takiej sytuacji najlepsza np. taka - "Panie, rozwiąż tę sytuację tak aby była zgodna z Twoją wolą, a mi pozwól poznać tę wolę i ją wypełnić". Uwierz - to będzie najlepsze dla wszystkich w tym dramacie uczestniczących.

Grzegorzu, czemu siejesz defetyzm, dołujesz? Myślenie "warto zabiegać o naprawę związku, jeśli druga strona też zabiega" jest myśleniem czysto utylitarnym. Jak ktoś mi robi dobrze, to i ja też, a jak nie to foch i idę do innej piaskownicy? Taka jest miłość, której nas Chrystus uczy?
Jak w takim razie rozumieć słowa przysięgi małżeńskiej - np. o miłości póki nas śmierć nie rozłączy? Czy nie dosłownie aby?

Do pojednania i tworzenia związku potrzeba dwóch osób. Do kochania męża/żony i uważania się za małżonka sakramentalnego potrzebna jest tylko jedna osoba, moja własna mianowicie, choć to niewątpliwie trudne.

Dorota się pyta czy ma moralne prawo kochać męża i mieć nadzieję na jego powrót. Otóż TAK, MA takie PRAWO, bo jest sakramentalną żoną, niezależnie od trudnych okoliczności.
_________________
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II
 
     
Dorota K. 

Dołączyła: 06 Kwi 2013
Posty: 13
Wysłany: 2013-04-06, 19:39   

Dziekuje Nirwano za odpowiedz :) Pewnie,ze chce się modlic za jego powrot ale nie chce tym samym odbierać szczęścia w tej rodzinie... jakie to dziwne i trudne dla mnie... Czy kurs 12 krokow bylby odpowiednia terapia dla mnie? Jak długo to trwa?
_________________
Dorota
 
     
Nirwanna 


Imię małżonka/i: Andrzej
Jestem: po rozwodzie
Staż małżeński: 19
Dołączyła: 29 Paź 2008
Posty: 1876
Skąd: Podlasie

Wysłany: 2013-04-06, 19:47   

12 kroków na pewno byłoby dobre, choć to nie jest stricte terapia, to nie jest dobre określenie. To program rozwoju osobistego. Zwykle trwa około roku, po miesiącu na jeden krok, choć bywa, że się przedłuża np. do półtorej roku.
_________________
Nie żyje się, nie kocha się, nie umiera się - na próbę
Jan Paweł II
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group













Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 9