Nie musisz nic robić, by Mi się przypodobać. Wystarczy, że Mnie bardzo kochasz, bo Ja kocham Cię bezgranicznie. Mów do Mnie tak, jakbyś rozmawiał ze swoim przyjacielem. Chcesz Mnie dla kogoś o coś poprosić? Powiedz Mi jego imię, a następnie co byś chciał, żebym teraz dla niego uczynił. Nie wahaj się, proś o wiele! Mów do Mnie prosto i otwarcie o biednych, których zamierzasz pocieszyć; o chorych, których cierpienia widzisz; o zbłąkanych, dla których gorąco pragniesz powrotu na dobrą drogę. Powiedz mi o nich chociaż jedno słowo.
Na Forum jest 12 użytkowników :: 0 Zarejestrowanych, 0 Ukrytych i 12 Gości Zarejestrowani Użytkownicy: Brak Najwięcej użytkowników 71 było obecnych 2007-08-13, 14:02
Newsy serwisu Katolik.pl
My Skypecasts
Bring internet conversations to life in calls with up to 100 people who share your interests. Find out more.
Forum Pomocy SYCHAR
Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i gdy
współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Co z rozwodem?
Autor: beta @ Wczoraj 22:50
Proszę powiedzcie mi czy mąż dostanie rozwód jeżeli złoży pozew(dzisiaj mnie poinformował)
o orzekanie o winie,to czy dostanie go niezależnie od tego czy ja się zgodzę czy nie?
Mamy małe dzieci(7lat i 4lata) nie mogę dać mu rozwodu bo nadal go kocham.On twierdzi,że zmieniły się przepisy i dostanie rozwód.Złoży go abym już nigdy nie wierzyła,że on może wrócić.Błagam o jakąś informację!
Zasady psychoterapii chrześcijańskiej
przyjęte przez Zarząd Główny Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich
w 2003 roku.
Psychoterapia chrześcijańska:
1) jest oparta na podstawach naukowych w dziedzinie psychologii oraz teologii życia duchowego;
2) uwzględnia istnienie i działanie Boga zgodnie z nauką Ewangelii;
3) uwzględnia naturalne wymiary życia człowieka tj. biologiczny, psychiczny, społeczny, duchowy;
4) uwzględniając i szanując osiągnięcia naukowe różnych szkół psychologicznych zakłada jednocześnie psycho-fizyczno-duchową jedność człowieka oraz jego osobiste powołanie przez Boga do pełni życia;
5) promuje rozwój zintegrowany czyli harmonijne połączenie rozwoju psychicznego, fizycznego i duchowego (rozumianego jako osobista relacja człowieka z Bogiem);
6) stosuje wszystkie techniki psychoterapeutyczne, które pozostają w zgodzie z Ewangelią;
7) uznaje w poznaniu prawdy o człowieku i Bogu drogę do wyzwolenia człowieka ku miłości;
8) oprócz naturalnych metod pracy opartych na naukach psychologicznych i społecznych jest gotowa do współpracy z łaską daną od Boga, dla którego każdy cierpiący psychicznie człowiek jest umiłowanym dzieckiem;
9) w uzasadnionych przypadkach korzysta ze współpracy z innymi profesjonalistami, w tym z osobami duchowymi (księżmi, kierownikami duchowymi, egzorcystami);
10) zakłada znaczenie osobistej relacji terapeuty z Bogiem (pokora i otwarcie na dary Ducha Św.) dla efektywności terapii.
Ten artykuł dał mi temat do przemyślenia: czy można oddzielić terapię od duchowości?
Czy terapia oparta tylko o świeckie metody jest skuteczna i dobra? Czy naprawdę może przynieść pokój w sercu i duszy?
Kto się podzieli swoimi przemyśleniami?
Modlitwę te należy odmiawiać przed 9 wtorków. Podczas modlitwy powinna palic się święcona świeczka. Modlitwa jest bardzo pomocna, tak, że na końcu tej 9-cio wtorkowej nowenny to, o co prosic będziemy zostanie spełnione, choćby nawet było trudne do osiągnięcia.
Sen Matki Bożej
Przyszedł Pan Jezus do Niej i zapytał: "Matko, czy śpisz?". "Zasnęłam" - powiedziała Panu Maryja - "A tyś mnie ukochany Synu obudził. Widziałam Cię w Ogrójcu obnażonego, gdzie na Twoją Świętą Twarz pluto, cierniem Cię ukoronowanego do krzyża przybito i bok włócznią przebito, z którego popłynęła Woda i Krew Święta, a potem Twe martwe ciało z krzyża zdjęto,a na moje ręce włożono". I zapłakała Panna Maryja. Pan Jezus najczulej powiedział: "Matko Miłosierdzia, ktokolwiek będzie ten "sen" nosił lub słuchał otrzyma sto dni odpustu i w drodze nie umrze nagłą śmiercią bez przyjęcia Ciała i Krwi mojej. Ktokolwiek Ciebie Matko i mnie o co poprosi otrzyma. Ten, kto będzie ten "sen" nosił stale przy sobie ani w drodze, ani na wojnie, ani w innym miejscu nic mu sie nie stanie. W domu, w którymznajduje sie ten "sen" ani woda, ani ogień, ani inna szkoda stac się nie może. Amen
Ojcze nasz... Zdrowaś Maryjo... Chwała Ojcu...
Nowenna do św. Marty
O, święta Marto, ty cudowna, ja uciekam się do Twojej pomocy i całkowicie ufam, że w moich potrzebach i w moich doświadczeniach zawsze mi będziesz pomocna. Z wdzięczności za to obiecuje Ci te modlitwę wszędzie rozszerzać.
Pocieszaj mnie w moich troskach i trudnościach - błagam Cie o to pokornie.
Pocieszaj mnie w moich troskach i trudnościach - błagam Cie o to pokornie.
Przez wielką radość, ktora napełnia Twoje serce, gdy w Batlejem Zbawicielowi świata schronienie dałaś, błagam Cię i proszę dla mnie i mojej rodziny, żebyśmy zawsze Boga w sercach naszych strzegli i na Ciebie jako na środek leczniczy zasłużyli, przede wszystkim w moich troskach, ktore mnie najbardziej obciążają, błagam ...
Będziemy mieć naprawdę o wiele spokojniejsze relacje z innymi,
kiedy przestaniemy im mówić, jak powinni żyć,
a sami zaczniemy promieniować miłością i przebaczeniem.
Czy jest coś, czego byś pragnął, a czego nie mogłoby ci dać przebaczenie?
Chcesz pokoju? Dzięki przebaczeniu otrzymasz go.
Chcesz szczęścia, spokojnego umysłu, pewnego celu,
poczucia wartości i piękna, które przekracza świat?
Chcesz troski, stałego poczucia bezpieczeństwa
i ciepła bezinteresownego wsparcia?
Pragniesz wyciszenia, którego nie można zakłócić,
łagodności, której nigdy nie można zranić,
głębokiej tolerancyjnej pociechy oraz odpoczynku tak doskonałego,
że nic nie może go zniszczyć?
Dzięki przebaczeniu uzyskasz to wszystko,
a nawet więcej.
Kiedy się budzisz, ono rozpala w twoich oczach iskry
i daje ci radość, z którą możesz powitać dzień.
Wygładza twoje czoło, kiedy śpisz, i spoczywa na twoich powiekach,
byś nie ujrzał koszmarów pełnych lęku i zła, podstępności i walki.
A kiedy znowu się obudzisz, daje ci kolejny dzień szczęścia i spokoju. Wszystko to, a nawet więcej, daje ci przebaczenie
"Obraz i podobieństwo Boga w człowieku stworzonym jako mężczyzna i kobieta (w tej analogii, jaką można przyjąć pomiędzy Stwórcą a stworzeniem) oznacza więc także „jedność dwojga” we wspólnym człowieczeństwie. Ta „jedność dwojga”, będąca znakiem komunii interpersonalnej, wskazuje na to, że w stworzenie człowieka zostało wpisane również pewne podobieństwo do Boskiej komunii (communio). To podobieństwo zostało wpisane jako właściwość osobowego bytu obojga, mężczyzny i kobiety — równocześnie jako wezwanie i zadanie. W obrazie i podobieństwie Bożym, które rodzaj ludzki nosi w sobie od „początku”, tkwi fundament całego ethosu ludzkiego. Ethos ten będzie rozwijany przez Stary i Nowy Testament i jego szczytem jest przykazanie miłości.25
W „jedności dwojga” mężczyzna i kobieta są od „początku” wezwani nie tylko do tego, aby bytować «obok» siebie czy nawet „razem z sobą”, ale są też wezwani do tego, aby bytować wzajemnie „jedno dla drugiego”.
Tak też tłumaczy się znaczenie owej „pomocy”, o jakiej mowa w Księdze Rodzaju (2,18-25): „uczynię mu pomoc jemu podobną”. Kontekst biblijny pozwala rozumieć to także w ten sposób, że kobieta ma „pomagać” mężczyźnie — a zarazem on ma jej pomagać — przede wszystkim w samym „byciu człowiekiem”; pozwala im niejako stale na nowo odkrywać i potwierdzać integralny sens człowieczeństwa. Łatwo zrozumieć, że — na tej podstawowej płaszczyźnie chodzi o „pomoc” obustronną, o...
Problem to ja niewatpliwie mam, bo maz uzalezniony od narkotykow, ale cos jeszcze dzisiaj doszlo i nie wiem, jak to rozegrac.
Moj malzonek kiedys tam, w marcu, mial trzydniowe szkolenie-szkolenie wyjazdowe. Wrocil, ok-wszystko gra. Po dwoch tygodniach, podczas naszego urlopu dal mi swoja komorke proponujac, azebym zadzwonila do rodzicow. Wybral mi sam numer korzystajac z opcji polaczen odbytych kiedys tam.......Po rozmowie z rodzicami i wcisnieciu przycisku "zakoncz". Chcialam sprawdzic, jak dlugo ta rozmowa trwala. I tu natknelam sie na dziwny numer. Zwrocil moja uwage, bo nie byl opisany w stylu " jurek", "wiesia"........tylko czysty numer, a i godzina telefonowania bardzo taka powiedzialabym nie na rozmowy sluzbowe. Powiedzcie mi, do kogo zadzwonilibyscie o dwunastej w nocy lub piatej nad ranem ( takie godziny polaczen widnialy na komorce) ? Dodam, ze daty rozmow ( tylko dwoch) mialy miejsce, kiedy maz chodzil na nocne zmiany. Zapytalam go od razu co to za numer i dlaczego o tych godzinach dzwonil? A on, ze nie wie...tak od razu nerw i zlosc i ze nie pamieta i nie wie. Kurde no pozno dzwonil o takich porach, kiedy to do dobrego przyjaciela sie dzwoni i kiedy to jakies problemy sie ma i chce sie pogadac. Zaznaczam malzonek nie ma zadnych przyjaciol, nikogo z kim spotykalby sie po pracy, nikogo ze swoich znajomych kogo bysmy odwiedzali. Sytuacja wiec mnie zdziwila bardzo.
Ale poniewaz cpa, to pomyslalam sobie. " moze znajomy z pracy i dzwonil po narkotku to i zapomnial co robil". I sprawe odpuscilam. Maz numeru nie wykasowal z komorki.....a do mnie jednak sprawa powracala. To, ze przyjaciol nie ma, z nikim sie nie spotyka...a jednak moze mnie oszukuje ?
No i przed chwila wykrecilam ow numer ( maz nie zabiera komorki do pracy od jakiegos czasu). Odezwala sie skrzynka glosowa. Wiadomosc wstepna to byl kobiecy glos i mowila do kogo sie dodzwonilam.
Moj stary ma chyba romans.
Jak to rozgryzc? Chodzi mi o to, jak z nim o t...
Witam jestem tutaj nowa... i w sumie nie wiem od czego zacząć... czytałam wiele postów na forum i widzę że nie jestem sama...wielu ludzi przeżywa to co ja czyli rozwód :(( moje małżeństwo trwa od .. 30.06.2007 więc stosunkowo krótko.... w lutym br mój maż poinformował mnie że ma dość... że nie chce dalej ciągnąć tego małżeństwa złożył w lutym pozew o rozwód i właśnie czekam na pierwszą sprawę... całe moje życie się rozpadło... straciłam sens swojego życia bo mąż był tym sensem...nie mam siły na nic...nie chce mi się żyć...nie jem... nie śpię... boję się rano otworzyć oczy bo wiem że nie będzie go obok...cały czas zadaje sobie pytanie dlaczego? nie mamy dzieci...bo mąż uważał że jeszcze nie teraz... nie wiem czy jest jakaś inna kobieta...mąż nie chce podjąć żadnej próby , szansy ratowania małżeństwa...nie chce nawet o tym rozmawiać ten ból jest nie do zniesienia...boję się tej rozprawy w sądzie.... może ktoś miał podobną sytuację do mojej?
To dziwne, jak proste jest dla ludzi wyrzucić Boga, a potem dziwić się, dlaczego świat zmierza do piekła.
To śmieszne, jak bardzo wierzymy w to, co napisane jest w gazetach, a podajemy w wątpliwość to, co mówi Pismo Święte.
To dziwne, jak bardzo każdy chce iść do nieba pod warunkiem, że nie będzie musiał wierzyć, myśleć, mówić ani też robić czegokolwiek, co mówi Słowo Boże.
To dziwne, jak ktoś może powiedzieć: "Wierzę w Boga" i nadal iść za szatanem, który tak a propos również wierzy w Boga.
To dziwne, jak łatwo osądzamy, ale nie chcemy być osądzeni.
To dziwne, jak możesz wysyłać tysiące "dowcipów" przez e-mail, które rozprzestrzeniają się jak nieokiełznany ogień, ale kiedy wysyłasz przesłania dotyczące Pana Boga, ludzie dwa razy zastanawiają się, czy podzielić się nimi z innymi.
To dziwne, jak ktoś może być zapalony dla Chrystusa w niedzielę, a przez resztę tygodnia jest niewidzialnym chrześcijaninem.
To śmieszne, że kiedy przeczytasz tę wiadomość, nie wyślesz jej do zbyt wielu osób, ponieważ nie jesteś pewny, co pomyślą o Tobie, kiedy im to wyślesz.
To śmieszne, jak bardzo mogę być przejęty tym, co inni ludzie pomyślą o mnie, zamiast tym, do czego wzywa mnie Bóg !!!
Panie Boże mój , nie oddalaj się ode mnie !
Boże przybądź mi na pomoc, bo podnoszą się we mnie przeróżne myśli i lęki ,
które mnie zasmucają do głębi.
Jak przejść przez nie bez szkody? Jak je przełamać?
Ja, mówi Pan, będę szedł przed Tobą i ukorzę pysznych na tej ziemi.
Otworzę bramy więzienia i odsłonię przed tobą ukryte tajemnice.
Uczyń ,Panie, jak mówisz i niech pierzchną przed Twoim obliczem
wszystkie niedobre myśli.
To jest moja nadzieja i jedyna otucha,
że mogę się uciekać do Ciebie w każdym strapieniu,
Tobie zaufać , Ciebie z głębi duszy wzywać
i cierpliwie oczekiwać Twojej pomocy.
Amen
Wszystkim, pragnącym zapoznać się z niesamowitym świadectwem polecam książkę: Howard Storm, „My Descent Into Death: A Second Chance at Life”. Książka nie dotyka bezpośrednio tematyki naszego forum, mimo to pozwala zupełnie zmienić podejście do nurtujących nas problemów, których rozwiązania się natychmiast same nasuwają. Nie ma w niej niczego, czego nie spodziewalibyśmy się od naszego Pana, za to wszystko to dostaje zupełnie innego wymiaru stojącego ponad wszystkim, naturalnie tego bardzo pozytywnego, nie odrzuca ani nie krytykuje tego, czego do tej pory nas uczono tylko to potwierdza, a co dla mnie najistotniejsze autor pokazuje jak to wszystko wdrożyć w mimo wszystko trudne życie na swoim przykładzie. Mnie pozwoliła spojrzeć na pewne sprawy w zupełnie innym świetle, wyzwolić się z pewnych poglądów i obaw, które mnie mocno obciążały. Dała odpowiedź na pytania, które zadawałem sobie od lat, bez wątpienia odniesie istotny wpływ na moje dalsze życie. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że to, co się przydarzyło autorowi jest adresowane nie tylko dla niego samego, ale do nas wszystkich - jest częścią Bożego planu.
W sieci można znaleźć opisy przeżyć autora oraz wywiady z nim przeprowadzone. Polecam jednak książkę – to, co znalazłem w sieci jest po prostu bardzo płytkie w porównaniu z książką, która zawiera szczegółowy opis wszystkich zdarzeń. Autor opisuje także swoje życie przed i po cudownej przemianie, z dużą ilością szczegółów, daje cenne rady i odpowiedzi na kluczowe pytania, pokazuje jak łamigłówka układa się w całość, co tworzy cudowny klimat w trakcie i po przeczytaniu. Książka jest adresowana zarówno dla tych wątpiących, jak i do tych, co pragną umocnić swoją wiarę (można ją kupić na www.empik.com tylko poprzez zamówienie internetowe, tłumaczenie polskie niestety nie istnieje).
Nawet nie wiem jak ubrac w słowa to, co wtedy widziałam w Kościele na Mszy sw.
W pierwszej ławce młoda kobietę trzymały siostry zakonne.
Te dźwięki wydobywające sie z tak drobnej istoty mogły przerażac nawet fanatyków horrorów... A zapewne była to już" łagodniejsza postac rzeczy".
Ta kobieta była mi darem od Boga, bo oglądałam moce które są "niewidoczne ".
"To jest Ciało Moje....To jest Krew Moja..." i to co wtedy się działo...z tą kobietą było dla mnie jak wkładanie dłoni Tomasza w rany Chrystusa. Jej konwulsje ciała, ryki, rozpacz, siła z jaka to wszystko się działo ukazywała mi JAK POTężNA SIłA ZNAJDUJE SIę NA OłTARZU.
Tak po ludzku nic nie rozumiałam kiedy na nią patrzyłam, jedynie empatia podpowiadała mi modlitwę w jej intencji.Co mogłam wtedy wiedziec...Opętana...?Potem kiedy trzymana na słowa "Ciało Chrystusa "wszystko zanikało...i przyjęła Najświętszy Sakrament. Widziałam jej córkę w Zachrystii , która machała mamie z daleka z nadzieją ,że to się skończy...
Siedząc w ławce po Mszy sw. podszedł do mnie mój spowiednik i poprosił mnie o wyjście, ponieważ Kościół musiał byc zamknięty. Czułam powagę sytuacji...Do dziś nie zapomnę tego uczucia kiedy usłyszałam słowa :"Teraz nastąpi egzorcyzm...Nie bój się". Wyszłam przez Zachrystię i widziałam zwyczajna kobietę...taką zwyczajna jak ja...Jej cierpienie , stało sie dla mnie rodzajem Błogosławieństwa, bo dzięki niej moje niedowiarstwo uleczyła Moc Boża na OłTARZU.
Dziś widzimy się w Kościele...:) Widzę WSPANIAłą RODZINę...
Uważam ,że nie powinno chowac się takiego świadectwa , szczególnie w czasach dzisiejszych...kiedy postac szatana staje się jak kukiełką z którą można się bawic i mówic ,że to nic takiego strasznego...
Nie wiem może ktoś z Was potrafiłby wytłumaczyć zachowanie mojego męża gdyż ja jestem w tak głębokim szoku ze nie wiem co o tym myśleć i co robić. Mianowicie dziś odezwała sie do mnie na sławetnym Nasza Klasa kuzynka mojego męża , pyta co słychać jak sie czuje moja mama, podobno nie byłam u niej na święta gdyż moja mama ciężko zachorowała i maż z teściowa przyjechali sami beze mnie !!!!! prawda ze rozstaliśmy sie ponad rok temu i teraz sie rozwodzimy była jej totalnie nieznana!!!! Moja teściowa i maż karmią swoich krewnych stekiem kłamstw w żywe oczy .... nie rozumiem takiego zachowania to paranoja....
Dziś mija rok odkąd jestem sama. Ani ze mnie mężatka, ani rozwódka, ani wdowa tym bardziej. Stan - nieokreślony. Mąż, owszem, poinformował mnie że rozwód to jedyne wyjście i tyle. Czekam co zrobi dalej.
Ile tak można, niby życ swoim życiem i jednocześnie gdzieś w podświadomości czekając na pworót męża ???
Ile wy wytrzymaliście i jak to zrobiliście żeby zachować wiarę, kochać mimo wszystko, i czerpać z życia jakąkolwiek radość ???
Potrzebna mi rozmowa z "fachowcem". Problem, to ni
Autor: TEOR @ 2008-05-01, 22:54
Potrzebna mi rozmowa z "fachowcem". Problem, to nieślubne dziecko mojego męża. Jak, z punktu widzenia naszej religii, powinny wyglądać relacje mojego męża z jego synem (dziecko ma teraz nispełna 2 lata, dziecko jest owocem krótkotrwałego romansu, który miał być romansem bez wzajemnych zobowiązań, matka dziecka okazała się bardzo "przedsiębiorcza" i wyjątkowo mściwa - "umila" nam życie, jak tylko może - sądy, prokuratura, praca męża, rodzina męża i moja). Mąż uznał dziecko dobrowolnie. Płacimy alimenty. Mąż twierdzi, że nie chce widywać dziecka. Ja chciałabym o wszystkim zapomnieć i w związku z tym wolałabym żeby mąż nie kontaktował się z dzieckiem. Czy jest to jednak w porządku? Z drugiej strony kontakty z dzieckiem oznaczają wizyty w domu kochanki męża, która nadal ma nadzieję, że będą razem. Wiem, że dziecko nie jest niczemu winne i życzę Mu jak najlepiej, ale jest ono jednak ewidentnym dowodem zdrady mojego męża i wszystko, co się z nim wiąże jest dla mnie bardzo bolesne. Nie powinnam być zazdrosna o dziecko, ale jednak każdą chwilę poświęconą przz mojego męża temu dziecku będę odczuwała jako zdradę mnie i naszego wspólnego dziecka. Czy ktoś zna odpowiedź na nurtujące mnie pytania?
Witam. Jestem tutaj pierwszy raz. Nie potrafię sobie dać rady z tym wszystkim co się dzieje. Jesteśmy małżeństwem od 4 lat. Prawie miesiąc temu mój mąż się wyprowadził z domu, a w zasadzie uciekł - tak jak stał. Dwa dni później - gdy byłam w pracy - wrócił do domu po parę swoich rzeczy (niewiele). Tego samego dnia zadzwonił do mnie i powiedział, że wnosi sprawę o rozwód, że tego chce, nawet nie chciał się ze mną spotkać i porozmawiać. W naszym małżeństwie bywało różnie, z mojego punktu widzenia, jego rodzina nie była do mnie zbyt życzliwie nastawiona, już od początku,pretensje wypowiadane do mnie, ale przede wszystkim, tak jak mi się wydaje, do niego tzw. suszenie głowy. Dzwoniłam do męża, pisałam sms-y - ale bez jakiejkolwiek reakcji, nie odbierał telefonu. Dzwoniłam do jego rodziny, ale twierdzą, że to nie jest ich sprawa i że w zasadzie się dobrze stało. Nie daje sobie z tym rady, przestałam dzwonić i pisać, ale czuję, że źle robię. On się nie odzywa, nie wiem gdzie mieszka. Wiem, że teraz mąż wyjechał na weekand i zapewne dobrze się bawi (mój mąz nie jest bardzo rozrywkowym człowiekiem, raczej domatorem). Jestem bezradna i załamana. Dlaczego osoba, która ślubowała miłość, wierność tak się zachowuje. Czy te wszystkie lata spędzone razem nic dla niego nie znaczą? Siedzę od miesiąca sama i czuję, jakbym unosiła się ponad ziemią, nie wiem nawet jak przetrwałam ten czas i jak trwam. Kocham męża, nie wyobrażam sobie życia bez niego, mieliśmy tyle wspólnych planów. Czy On kłamał, czy celowo mnie oszukiwał? Poprostu nie daję sobie rady, nie potrafie zapomnieć i przejść do porządku dziennego. Tak bardzo boli to co On robi, jakby "spłynęło" to po Nim. Do tej pory nie wierzę, że to się dzieje - jakbym śniła i nie mogła się obudzić. Płaczę, mam żal, złoszczę się, ale przede wszystkim jestem bezradna.Pomóżcie , proszę
Dziękuję Ci Boże...
za życie tylko dla Ciebie
za radość z krzyża codzienności
za ubóstwo otulone nadzieją
za przyjaźń cenniejszą niż złoto
za samotność wypełnioną Tobą
za ciszę, w której możesz odpocząć
za serce, w które możesz zstępować
i za duszę, w której możesz się schronić
za cierpienie, które uczy kochać
za miłość, która uczy przebaczać
za wiarę w to, że zawsze jesteś przy mnie
i za to...że naprawdę mnie kochasz.
Dziękuję za radość niepowodzeń i upadków,
za brak wytrzymałości...
Za trud codziennej pracy,
za krople potu i ...gorycz samotności.
Za codzienną walkę z rozproszeniem,
za sen który przychodzi
nie wtedy kiedy trzeba.
Dziękuję za ból i łaskę cierpienia
za łąki i góry
których nie widzę...
za rozłąkę z tymi których
kocham...
i za tęsknotę nieustanną.
...za Miłość Twoją
tak prostą i wieczną
i za to że uczyniłeś mnie Twoją.
Nadzieja umiera ostatnia,no właśnie moja nadzieja zaczęła umierać...Czasem mam takie myśli,żeby zabrać dziecko i uciec gdzieś,gdzie nie będę już krzywdzona.
Jakoś nie umiem się obronić przed krzywdą.Mąż wyprowadził się 14 marca,pozwalam mu na przychodzenie do dziecka kiedy chce,ile chce.Zależy mi,żeby spędzał z Małą czas.Poprosiłam,aby w tym czasie jak jest w domu nie dzwonił,nie esemesował,nie umawiał się ze swoją kochanką.Czy to tak wiele?Zbyt długo na to patrzyłam,jak mieszkał jeszcze w domu.
Myślałam,że odseparowanie przez wyprowadzkę w jakiś sposób ochroni mnie przed krzywdą tz. nie będę musiała na to wszystko tak bezpośrednio patrzeć,będzie mniej bolało,będę spokojniejsza.Niestety mój mąż nie chce się zastosowac do mojej prośby.Kilka razy esemesowali do siebie,gdy był w domu,raz się umawiali.Strasznie zabolało mnie to co zrobił w piątek.Miał przenocować w domu ,bo córeczka choruje,ja dwie noce prawie nie spałam i on sam zaproponował,że prześpi się w domu i będzie do niej wstawał,ucieszyłam się.Nagle sms i on musi jeszcze wyjść.Sms wiadomo od kogo.Wrócił o czwartej nad ranem.Ja znów nie spałam tylko z innego powodu.To tak boli. Jakoś to mnie strasznie wyniszcza.
Postanowiłam jeszcze raz ponowić swoją prośbę,zaczęłam rozmowę najspokojniej jak potrafiłam.Mąż stwierdził,że nie będzie się sztucznie zachowywał,że będą się kontaktowali,jak będzie potrzeba;że trzeba się rozwieść to może wtedy nie będę się tego czepiać.Usłyszałam,że każda normalna kobieta już by się rozwidła na moim miejscu, a ja jestem głupia i robię z siebie męczennicę.Pokłóciliśmy się.Jestem słaba ,popłakałam się,daję się ponieść emocjom.Chyba nie mam wyjścia musimy ustalić dni i godziny odwiedzin dziecka,a ja w tym czasie będę wychodzić.Jeszcze większa separacja.Ale on na to też może się nie zgodzić.Co wtedy?Nie chcę tak z nim walczyć i kłócić się.Chcę trochę spokoju,jestem potwornie zmęczona.
czesto mowi sie o tym zeby zmiany zaczac od siebie, a potem swiat nasz zacznie sie zmieniac... a czy to nie tak ze nasze postrzeganie swiata sie zmieni, bedziemy wtedy patrzec na swiat z wiara ale i dystansem, silni od srodka...
takie mysli nieuczesane przed noca...
Forum należy do Stowarzyszenia Trudnych Małżeństw Sychar. Wypowiedzi zamieszczane na tym forum wyrażają
poglądy ich autorów. Stowarzyszenie Trudnych Małżeństw Sychar nie ponosi żadnej odpowiedzialności za ich treść
"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!
„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6) "To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b) "Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)
To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!
List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny
Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>
Wszechświat na miarę człowieka
Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)
Musicie zawsze powstawać!
Możecie rozerwać swoje fotografie i zniszczyć prezenty. Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia i próbować dzielić to, co było dla dwojga. Możecie przeklinać Kościół i Boga.
Ale Jego potęga nie może nic uczynić przeciw waszej wolności. Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go, by zobowiązał się z wami... On nie może was "rozwieść".
To zbyt trudne? A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym. Miłość się staje Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.
Nie jest umeblowana mieszkaniem, ale domem do zbudowania i utrzymania, a często do remontu. Nie jest triumfalnym "TAK", ale jest mnóstwem "tak", które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".
Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić! Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść. I nie wolno mu odebrać życia, które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.
Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.
Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.
Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.
„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...
„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".
Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.
"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23) "Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)
Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)
Modlitwa o odrodzenie małżeństwa
Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:
- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z Twoja radą: „zło dobrem zwyciężaj”),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.
Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu mojego męża (mojej żony) i moim, błogosławię Cię w naszym życiu.
Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!